Poniższy
tekst jest skierowany do kibiców piłki nożnej. Miłośników i znawców Rugby
proszę o zaprzestanie lektury, ponieważ jako autor mam mierne pojęcie o tym
pięknym sporcie, a tekst powstał, że się tak wyrażę, z potrzeby serca.
Owszem, znam
postawowe zasady. Nie wolno podawać rękoma piłki do przodu, odwrotnie niż
kopać. Punkty zdobywa się poprzez przyłożenie „jaja”za linią końcową a strzelając
karniaka trzeba przekopnąć piłkę pomiędzy sięgającymi nieba słupkami. Ponoć
tyle wystarczy na początek.
Kolega Igła uporczywie
namawiał mnie do oglądania rugby i popatrzyłem
na Puchar Sześciu Narodów i ostatnie MŚ, czyli mecze światowej
ekstraklasy. W ramach współpracy zrewanżowałem mu się informacją, że w Wielką
Sobotę o osiemnastej, Polska gra w europejskich rozgrywkach dla średniaków, z
Ukrainą.
Polacy w
dotychczasowych meczach ograli u siebie Niemców 22-13 i na wyjeździe Czechów
29-3, a po meczu z Ukrainą na gdyńskim Narodowym Stadionie Rugby, czekają ich
jeszcze wyjazdowe mecze w Szwecji oraz Mołdawii. Podobnie jak w przypadku
reprezentacji piłkarskiej, spotkanie z Ukrainą było kluczowe dla
ostatecznego wyniku rozgrywek.
Zacząłem
oglądać mecz, na przemian z transmisją piłkarskich derbów Warszawy. Na dodatek
z powodu obowiązków świątecznych, czyli spaceru ze słodką psicą Różą, od 25
minuty. Popatrzyłem na Legię – grają. Przełączyłem na mecz rugby.
Polska
przegrywa z Ukrainą 3-12. Nasi uporczywie atakują, ale rywale są szybsi,
blokują, kontratakują. Wygrywają w jakiejś formacji „raka”
W młynie nie
potrafimy ich przepchnąć. Wracam na Konwiktorską. Ljuboja, Kosecki jako ligowe
gwiazdy. Sport profesjonalny kontra na pół amatorski, na jednym ekranie. Raz
to, raz tamto. Biało-czerwoni w Gdyni walczą na całego. Niewiele wychodzi.
Wynik ani drgnie. Nieprawdopodobny wysiłek i niemal oczduwalny „zza szybki” fizyczny
ból walczących.
Kamera
pokazuje reprezentanta Polski. Z łuku brwiowego sączy się krew. Przyklęka za
linią i przykłada sobie do twarzy garść śniegu.
Ukraina
kontratakuje. Zawzięty Kozak mknie z „jajem” przytulonym do szerokiej piersi,
starając się obiec naszych. Ile trzeba odwagi, gdy szarżuje na człowieka dwóch,
na oko, studwudziestokilogramowych facetów! Powalony, stratowany, przygnieciony
do ziemi. Młyn dla Ukrainy.
Przełączam
na piłkę. Ile tam miejsca, swobody na placu. Kosecki dotknięty przez rywala,
pada niczym ścięty kosą i patrzy oczami kopniętego kotka na sędziego. Ten
pokazuje, by grać dalej. Reprezentant Polski niechętnie wstaje, otrzepuje
porcięta.
Do przerwy
nic się nie zmienia. Ukraina prowadzi 12 do 3. Na stadionie Polonii, Legia 1-0.
Po przerwie, na piłkę nożną przełączałem jedynie, by sprawdzić
wynik.
To z Gdyni
płynie fala prawdziwych emocji. Sportowa walka przeradza się w prawdziwą wojnę.
To, co my, kibice piłkarscy nazywamy „walką na całym boisku” zda się spacerkiem
dystyngowanych pań po parku. Parasolki, chińskie pieski, minki, minetki – Takie sobie
klimaty. Sportowe...
Rugby. Mimo nacisku
naszych reprezentantów wynik się nie zmienia, ale patrząc na walczących mężczyzn, widać od razu, że brak
jakiejkolwiek analogii pomiędzy niedawnym starciem reprezentacji piłkarskiej z
Ukrainą. Choć z każdą upływającą minutą mniej wierzę w korzystny wynik, nie
mogę oderwać wzroku od tych heroicznych zmagań.
Ukraińcy
prowokują. Zaczynają się starcia pomiędzy graczami, które przeradzające się w
pierwszą, dosłownie, krwawą bijatykę.
Szkocki
sędzia usuwa po jednym graczu. Ciągle 3-12. Za chwilę kolejna walka na pięści.
Zawodnik z Ukrainy wali sierpowym naszego zawodnika w tył głowy. Goni go
długowłosy gigant i w rewanżu okłada pięściami gdzie popadnie.
Sędzia usuwa
z boiska jeszcze po jednym zawodniku. Tłumaczy coś graczom i ci wracają do
sportowej rywalizacji. Napór Polaków trwa. Kilka minut przed końcem wreszcie
mamy przyłożenie. Celne podwyższenie i już tylko 10-12.
Na boisku
gęsto od emocji. Młyn w pobliżu ukraińskiej bramki. Nasi wręcz unoszą w
powietrze, dotychczas niepokonaną formację rywali, zdobywając kilkanaście
metrów.
Jeszcze
dwukrotnie Ukraińcy mają swoje szanse w kontratakach, ale natykają się na tak
zdeterminowanych obrońców, że graniczy z cudem brak jakichkolwiek kontuzji, że
o ranach szarpanych nie wspomnę.
Doliczony
czas gry. Techniczny błąd gości, przynosi nam karnego kopa z bocznego sektora boiska. To cała celebra. Zawodnik ustawia piłkę na specjalnej podkładce.
Przyklęka i starannie sznuruje buciki. Rozbieg. Strzał. Piłka leci wysoko,
nawet poza zasięgiem słupków, ale mieści się między nimi a ciemnym,
bezwzględnym dla rywali, niebem.
13-12 dla
Polski. Mecz się kończy. Nasi szaleją na środku boiska. Kibice na stadionie są
w siódmym niebie. Ja z nimi. Zaglądam na stadion Czarnych Koszul. Legia wygrała
2-1.
Zwycięska
Reprezentacja Polski szaleje na środku boiska. Łby poobwiązywane, pokrwawione
koszulki, gęby poharatane. Wygrali!
Wygrali,
ponieważ walczyli do końca z niebywałą determinacją i zapałem. Wygrali,
ponieważ włożyli w grę wszystko co mieli do dyspozycji. Wygrali z lepiej
dysponowanym tego dnia przeciwnikiem.
Gdy tak
przełączałem kanały, przyszło mnie do głowy, że Amerykańcy promujący naszą
europejską piłkę nożną jako sport dla dziewcząt, nie są wcale tak głupi, jak
dotychczas sądziłem.
Ktoś może
skomentować, że opisałem horror. Bójki, krew, przemoc… niby tak, ale rugby,
wbrew pozorom nie jest sportem kontuzjogennym. Piłka nożna, o dziwo, wyprzedza
tutaj rugby o trzy długości.
Wiem,
polskie rugby to druga liga. Mamy kilkanaście ośrodków, gdzie jest uprawiane,
co stawia je na sportowej mapie Polski obok hokeja na trawie.
To dziwne,
ponieważ jest to relatywnie tani sport. Zasadniczo można biegać z „jajem” wszędzie
tam, gdzie jest boisko piłkarskie. Na dodatek Wbrew jest to sport dla każdego
amatora.
W drużynie jest miejsce dla szczupłych biegaczy, szczerych osiłków a, na poziomie amatorskim, po prostu dla ludzi z "masą" . Tu nie da
się "gwiazdorzyć" Przejść obok meczu, padać z krzykiem, gdy zawieje wiatr. Może
dlatego Rugby nie budzi zainteresowania naszych mediów czy władz sportowych. Zarabia się na kreacji graczy, a nie na ich codziennym sprawdzianie. A może
dlatego, że uczy bezpośredniej walki? Męskiej walki.
Nie wiem.
Dzisiaj, na
koniec, przepraszając za niewiedzę - Dziękuję wszystkim Reprezentantom Polski w Rugby, za emocje, jakich od
dawna nie zaznałem oglądając zawody sportowe. Za dawkę adrenaliny dostarczoną w
Wielką Sobotę. Brawo! Brawo Panowie!
Ludu
piłkarski - Pokochaj Rugby!