O strażach miejskich już pisałem, ponad miesiąc temu, i zdania nie zmieniam, pomimo intensywnych prób okazania swej przydatności przez te dziwaczne formację.
Liderem “w okazywaniu” są oczywiście halabardnicy Hanny Gronkiewicz Walz, którzy w obronie swego dobrego imienia wyzwali “na bój śmiertelny” portal internetowy Nowy Ekran, z czego cieszy się z kolei portal Gazeta.pl, ogólnie znany z bezstronności oraz znakomitej moderacji komentarzy, pod publikowanymi przez siebie tekstami.
Chcę się w tym miejscu zwrócić do “szopów praczy” z Warszawy ( piszę tak o strażnikach miejskich, ponieważ na nazwę “misiaków” raz, że nie zasługują, a dwa, że jest od dawna zajęta ) o dalszą konsekwencję w działaniach porządkowych, w tym przy użyciu środków przymusu bezpośredniego.
Obiło mi się o uszy, że wkrótce zjawią się w Stolicy, z tradycyjną wizytą, panowie górnicy.
Wstydem i małostkowością byłoby wzywanie wówczas na pomoc oddziałów prewencji, skoro Miasto dysponuje tak sprawnymi oddziałami porządkowymi. Górnik, czy dziennikarz, cóż za różnica w sumie?
Pragnę jedynie zaznaczyć, że bijąc dziennikarzy a zmykając przed górnikami, można narazić się na zarzut, antyinteligenckości, co w kraju, gdzie ponad połowa społeczeństwa potrafi czytać i pisać, jest poważnym zarzutem.
Pani Prezydent, śmiało, do boju! Pokażcie łowcom przywilejów, że przywileje należą się jedynie dzielnym urzędnikom!
Ps.
Przypomniałem sobie w ostatniej chwili! Uff… Przymusu bezpośredniego należy używać ino wobec Goroli, bo niech się, nie daj Boże, któremuś z pani “szopów praczy” ręka omsknie i Hanys oberwie, może być “kęsim”
Ps2
Jako pointa przydałaby się kompilacja dwóch sławnych dzieł malarskich: "Wolności prowadzącej lud na barykady" Delakroix, oraz znanego z serialu "Allo, allo" wybitnego dzieła Van Klompa "Portret upadłej madonny z wielkim cycem"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż miejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż miejska. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 kwietnia 2011
poniedziałek, 14 marca 2011
Barbarzyństwo. Zlikwidować Straż Miejską w całej Polsce
Igor Janke wkleił w Salonie 24 tekst Pt. „Barbarzyństwo”
Wywołał dyskusję w ramach której głos zabierały takie typy, że szkoda słów i bycia zbanowanym, by ich określić.
Wkleił dzielny Jankes film nagrany przez Niezależną. TV – Zepsuł mi Jankes wieczór tym filmem.
Na filmie oglądamy bandę skurwysynów w pracy.
Ktoś powie – to po prostu praca, a w pracy trzeba wykonywać polecenia.
Doprawdy?
A co to jest?
Firma sprzątająca czy oddział komandosów na tyłach wroga? Dlatego piszę "skurwysyny”, że nijak nie widzę nad karkami tych chamów ostrza żadnego miecza.
I jeszcze ta zbydlęcona do imentu straż miejska.
Bynajmniej nie pod wpływem tego filmu oświadczam w tym miejscu, że nigdy nie poprę żadnej partii, która nie będzie miała w programie likwidacji tego poronionego płodu niby to samorządności, na terenie Polski.
Policji brak kasy na wszystko, a wszędzie łazi to nowinkarskie ormo za którego łazikowanie musimy płacić. Jakie to obrzydliwe typki na tym filmie!
Banda skurwysynów w pracy.
O, jakże prawicowi blogerzy und komentatorzy dosłownie przed chwilą bronili wsi polskiej, wsi nadobnej przed strasznymi zarzutami.
Ojej. Puśćcie bohaterów tego skromnego filmiku zaopatrzonych w rozkazy i placet bezkarności.
Przecież to niedawno przerabialiśmy. Czyż nie?
I nie pieprzcie mi tutaj o demokracji!
Na szablach was rozniesiemy w strzępy i szmaty
I w szmaty!
z filmu:
- A mogę prosić o komentarz?
- Nie zasługuje pan na to!
- A dlaczego? a pan jest na służbie? a wie pan z jakich pieniążków jesteście utrzymywani, wasza służba?
Dość stanowisk dla najgłupszych kuzynów PT władzy. Na początek skończmy z fundowaniem etatów strażnikom miejskim! Niech ktos policzy to w grubych milionach. A kasa? Kasa dla Polskiej Policji!
Wywołał dyskusję w ramach której głos zabierały takie typy, że szkoda słów i bycia zbanowanym, by ich określić.
Wkleił dzielny Jankes film nagrany przez Niezależną. TV – Zepsuł mi Jankes wieczór tym filmem.
Na filmie oglądamy bandę skurwysynów w pracy.
Ktoś powie – to po prostu praca, a w pracy trzeba wykonywać polecenia.
Doprawdy?
A co to jest?
Firma sprzątająca czy oddział komandosów na tyłach wroga? Dlatego piszę "skurwysyny”, że nijak nie widzę nad karkami tych chamów ostrza żadnego miecza.
I jeszcze ta zbydlęcona do imentu straż miejska.
Bynajmniej nie pod wpływem tego filmu oświadczam w tym miejscu, że nigdy nie poprę żadnej partii, która nie będzie miała w programie likwidacji tego poronionego płodu niby to samorządności, na terenie Polski.
Policji brak kasy na wszystko, a wszędzie łazi to nowinkarskie ormo za którego łazikowanie musimy płacić. Jakie to obrzydliwe typki na tym filmie!
Banda skurwysynów w pracy.
O, jakże prawicowi blogerzy und komentatorzy dosłownie przed chwilą bronili wsi polskiej, wsi nadobnej przed strasznymi zarzutami.
Ojej. Puśćcie bohaterów tego skromnego filmiku zaopatrzonych w rozkazy i placet bezkarności.
Przecież to niedawno przerabialiśmy. Czyż nie?
I nie pieprzcie mi tutaj o demokracji!
Na szablach was rozniesiemy w strzępy i szmaty
I w szmaty!
z filmu:
- A mogę prosić o komentarz?
- Nie zasługuje pan na to!
- A dlaczego? a pan jest na służbie? a wie pan z jakich pieniążków jesteście utrzymywani, wasza służba?
Dość stanowisk dla najgłupszych kuzynów PT władzy. Na początek skończmy z fundowaniem etatów strażnikom miejskim! Niech ktos policzy to w grubych milionach. A kasa? Kasa dla Polskiej Policji!
piątek, 4 września 2009
Grill Girl
Pięć kartek wyrwanych z zeszytu w kratkę. Przeczytałem, oddałem i nie bardzo wiedziałem co powiedzieć. Dzieci wracające przez park ze szkoły przebiegły obok nas płosząc gołębie, które, podczas gdy ja czytałem, ona karmiła krusząc czerstwą bułkę ze śladami pleśni.
Sto złotych. Płacił jej pieprzoną stówę za taki bełkot! – Nie, żebym był tym jakoś specjalnie urażony. Nie, nic z tych rzeczy. Tylko tyle, że w weekend będę musiał zrobić z tego cholerne trzydzieści stron, a moją zapłatą będzie żarcie i możliwość przespania dwóch nocy w jego cholernej piwnicy.
Opowiedziała mi swoją opowieść i ta opowieść była równie nieskładna jak jej pisanina. Ale też budziła sympatię a ja wiedziałem, że jest prawdziwa. Pierwsza prawdziwa opowieść, którą usłyszałem od jednego z tych biednych, oczekujących śmierci sukinsynów, do jakich też się zaliczam. W naszej branży jest deficyt prawdziwych życiorysów.
Wypiła z plastikowego kubka łyk wiśniówki, otarła usta wierzchem dłoni i splunęła. – To nawet nie boli, ale to jest bardzo dziwne. Kiedyś zrobił to przy dziecku. Skurwysyn. I wiesz co powiedział? Powiedział żeby się starał, bo skończy jak ja, jeśli nie będzie się starał. No, ze skurwysyństwa to robi, ale nie bije mocno. Najpierw bierze kartki, potem daje mi stówę a potem mnie policzkuje, żebym zapamiętała, że płaci stówę za możliwość dania w pysk kobiecie. Nawet takiej jak ja. Skurwysyn.
W czwartek tekst. W piątek przepisuje a w weekend ja muszę nad tym gównem się męczyć. Jak to tłumaczy? Prawda. To jest wiadome od dawna, że wszyscy piszą a nikt nie chce czytać.
W związku z tym musimy się wspierać. Ja jego a On mnie.
Tyle, że do dzisiaj byłem przekonany, że zmagam się z jego zapiskami, a tu takie coś. Taka, kurwa, niespodzianka. Nie mogłem jej nic powiedzieć – to było jasne.
- Wiesz co – uśmiechnęła się tym swoim żabim, szczerbatym a jednak ujmującym uśmiechem – jak wrócę to po drodze kupię coś dobrego i zrobimy sobie grilla za kościelną górką. Tylko się stąd nie ruszaj, dobrze?
Jasne, zrobimy sobie grilla. Fajna propozycja, prawda? Sprzedałem trochę złomu i też miałem parę złotych. Cholera jasna, czemu nie? Czemu się nie zabawić po ludzku? Jeszcze nie zima przecież! Jeszcze nie zima.
To niewątpliwie dobre, ale widząc, w jakiej jest pan sytuacji nie możemy ryzykować. Niech pan zobaczy jak On opisuje te sprawy. Czytał pan? Wrażliwość na krzywdę. Język ludzi, od których dzieli go wszystko. Czasem mamy wrażenie…
Oparłem się wygodnie i zmrużyłem oczy. Obudziło mnie szturchnięcie. Ktoś mnie kopnął w wyciągnięte na żwirowej alejce nogi. Są. Pan i pani ze straży miejskiej. – Spierdalaj stąd śmieciu – mówi pan, a jego partnerka rozgląda się czujnie czy nie ma nikogo w pobliżu.
- Wstawaj śmierdzielu, bo ci przyjebię – rozkręca się pan a ja widzę moją Grill Girll jak sto metrów dalej zatrzymuje się i sprytnie kryje za krzewami.
Nie wstaję, a zamiast tego odzywam się żartobliwie, spod przymrużonych brwi starannie obserwując jego reakcję – A gdzie masz chuju czapkę? – pytam
On kipi i nie wie czy mnie uderzyć czy szarpiąc za klapy jednej z dwóch marynarek, które mam na sobie najpierw postawić mnie na nogi. Wtedy pokazuję mu blachę i rzucam magicznym słowem: - Spierdalaj!
Odchodzą nie oglądając się za siebie.
- Myślałam, że cię uderzy. Tak skakał.. Co mu powiedziałaś, powiedziałeś?
- Żeby spierdalał - Odpowiadam zgodnie z prawdą i razem oglądamy co też kupiła na grilla.
To będzie prawdziwa uczta – orzekam i poślinioną chusteczką ścieram spod jej nosa drobny, całkiem nieznaczny skrzep krwi.
- A jakoś tak odrzuciłam głową i mnie zahaczył w nos, ale nie bolało.
To skurwysyn! Wrażliwy społecznie skurwysyn – myślę, ale nic nie mówię i tylko drapię się po zarośniętej szyi. Najgorszy w naszej branży jest zarost. Nie wiem jak innych, ale mnie cholernie swędzi i przeszkadza mi myśleć.
Sto złotych. Płacił jej pieprzoną stówę za taki bełkot! – Nie, żebym był tym jakoś specjalnie urażony. Nie, nic z tych rzeczy. Tylko tyle, że w weekend będę musiał zrobić z tego cholerne trzydzieści stron, a moją zapłatą będzie żarcie i możliwość przespania dwóch nocy w jego cholernej piwnicy.
Opowiedziała mi swoją opowieść i ta opowieść była równie nieskładna jak jej pisanina. Ale też budziła sympatię a ja wiedziałem, że jest prawdziwa. Pierwsza prawdziwa opowieść, którą usłyszałem od jednego z tych biednych, oczekujących śmierci sukinsynów, do jakich też się zaliczam. W naszej branży jest deficyt prawdziwych życiorysów.
Wypiła z plastikowego kubka łyk wiśniówki, otarła usta wierzchem dłoni i splunęła. – To nawet nie boli, ale to jest bardzo dziwne. Kiedyś zrobił to przy dziecku. Skurwysyn. I wiesz co powiedział? Powiedział żeby się starał, bo skończy jak ja, jeśli nie będzie się starał. No, ze skurwysyństwa to robi, ale nie bije mocno. Najpierw bierze kartki, potem daje mi stówę a potem mnie policzkuje, żebym zapamiętała, że płaci stówę za możliwość dania w pysk kobiecie. Nawet takiej jak ja. Skurwysyn.
W czwartek tekst. W piątek przepisuje a w weekend ja muszę nad tym gównem się męczyć. Jak to tłumaczy? Prawda. To jest wiadome od dawna, że wszyscy piszą a nikt nie chce czytać.
W związku z tym musimy się wspierać. Ja jego a On mnie.
Tyle, że do dzisiaj byłem przekonany, że zmagam się z jego zapiskami, a tu takie coś. Taka, kurwa, niespodzianka. Nie mogłem jej nic powiedzieć – to było jasne.
- Wiesz co – uśmiechnęła się tym swoim żabim, szczerbatym a jednak ujmującym uśmiechem – jak wrócę to po drodze kupię coś dobrego i zrobimy sobie grilla za kościelną górką. Tylko się stąd nie ruszaj, dobrze?
Jasne, zrobimy sobie grilla. Fajna propozycja, prawda? Sprzedałem trochę złomu i też miałem parę złotych. Cholera jasna, czemu nie? Czemu się nie zabawić po ludzku? Jeszcze nie zima przecież! Jeszcze nie zima.
To niewątpliwie dobre, ale widząc, w jakiej jest pan sytuacji nie możemy ryzykować. Niech pan zobaczy jak On opisuje te sprawy. Czytał pan? Wrażliwość na krzywdę. Język ludzi, od których dzieli go wszystko. Czasem mamy wrażenie…
Oparłem się wygodnie i zmrużyłem oczy. Obudziło mnie szturchnięcie. Ktoś mnie kopnął w wyciągnięte na żwirowej alejce nogi. Są. Pan i pani ze straży miejskiej. – Spierdalaj stąd śmieciu – mówi pan, a jego partnerka rozgląda się czujnie czy nie ma nikogo w pobliżu.
- Wstawaj śmierdzielu, bo ci przyjebię – rozkręca się pan a ja widzę moją Grill Girll jak sto metrów dalej zatrzymuje się i sprytnie kryje za krzewami.
Nie wstaję, a zamiast tego odzywam się żartobliwie, spod przymrużonych brwi starannie obserwując jego reakcję – A gdzie masz chuju czapkę? – pytam
On kipi i nie wie czy mnie uderzyć czy szarpiąc za klapy jednej z dwóch marynarek, które mam na sobie najpierw postawić mnie na nogi. Wtedy pokazuję mu blachę i rzucam magicznym słowem: - Spierdalaj!
Odchodzą nie oglądając się za siebie.
- Myślałam, że cię uderzy. Tak skakał.. Co mu powiedziałaś, powiedziałeś?
- Żeby spierdalał - Odpowiadam zgodnie z prawdą i razem oglądamy co też kupiła na grilla.
To będzie prawdziwa uczta – orzekam i poślinioną chusteczką ścieram spod jej nosa drobny, całkiem nieznaczny skrzep krwi.
- A jakoś tak odrzuciłam głową i mnie zahaczył w nos, ale nie bolało.
To skurwysyn! Wrażliwy społecznie skurwysyn – myślę, ale nic nie mówię i tylko drapię się po zarośniętej szyi. Najgorszy w naszej branży jest zarost. Nie wiem jak innych, ale mnie cholernie swędzi i przeszkadza mi myśleć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)