Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schetyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schetyna. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

Grzegorz Średni obejmuje rząd dusz

Nie spodziewałem się, że rozpocznie swe rządy jako jawny komik. Pomysły na odbudowanie siły Platformy Obywatelskiej, które dotychczas przebiły się do opinii publicznej świadczą o tym, że za glinianą fizys nowego lidera kryją się pokłady nieujawnianego dotychczas osobliwego poczucia humoru.
Powołanie Klubów Obywatelskich ( mamy tu wiele mówiący zwolennikom sportu skrót KO) jest pierwszym tego humoru przejawem.  Próba połączenia idei wyklutej w gnieździe Gazecie Polskiej z hucpiarskim Komitetem Obrony Demokracji tylko pozornie wydaje się przedsięwzięciem poważnym. Oto rząd dusz mają przejąć lokalni działacze Platformy Obywatelskiej i poprowadzić lud na barykady. Równie dobrze mógłby Schetyna, widząc znacznie większą popularność Kościoła Katolickiego, polecić działaczom swojej partyjki zakładanie świątyń i głoszenie platformerskich prawd objawionych na leśnych polanach czy w katakumbach, o ile znajdą je w najbliższej okolicy. Rozumiem, że nic nowego pod słońcem, ale bez przesady. Nie da się skutecznie kopiować wciąż działających inicjatyw.
Ale same kluby to jeszcze nic. Osobliwe poczucie humoru pana Grzegorza przejawia się w tym, że planuje zlot jeszcze nieistniejącego tworu w dniu święta Trzeciego Maja. To niesamowite!
Oto środowisko, coraz powszechniej postrzegane jako spadkobiercy niechlubnej tradycji Targowicy, chce sobie świętować w dniu, gdy Polacy świętują uchwalenie Konstytucji, przeciw której podobni im łajdacy zawiązali skuteczny spisek. To się mieści w pewnych, bardzo wysublimowanych formach komizmu, ale nie wiem, jak ludzie nie będący członkami KO zareagują na takie wyczyny. Na pewno Szczęsny-Potocki ciężko westchnie z dna piekła.
Poza tymi, powiązanymi ze sobą konceptami, reszta działania odpicowanej PO ma tradycyjnie polegać na napieprzaniu w partię rządzącą i przekrzykiwaniu idiotycznej Nowoczesnej. Najwyraźniej pan Schetyna, zgodnie ze swoim medialnym zawołaniem „Zniszczę cię!” postanowił zabrać się za ostateczne zniszczenie zarówno PO jak i samego siebie. Nad tymi zwłokami nie uronię ani jednej łzy.

piątek, 7 stycznia 2011

Rząd Tuska lewitował. Głupia grawitacja!

Międzynarodowe Centrum Badań Naukowych Medytacji Transcendentalnej przysłało w latach 80 znanemu ze złośliwości wobec paranauki oraz pokrewnych, nikomu nie przydatnych wynalazków, panu Jamesowi Randiemu list, w którym między innymi wyszczególnione są cztery stopnie lewitacji.

W tym miejscu zacytuję fragment książki pana Randiego zatytułowanej
"Daniken, tajemnica Syriusza, parapsychologia i inne trele-morele"

Cytuję:

"list w którym znalazłem informacje, że obecnie mają na składzie cztery stopnie lewitacji. Są to następujące umiejętności:

1. Drżenie i pocenie się.

2. Skakanie jak żaba.

3. Chodzenie po pajęczynie i zawisanie w powietrzu.

4. Latanie- Całkowite panowanie nad Żywiołem Nieba"


To jest droga dojścia do lewitacji. Finalnym efektem ma być swobodne bujanie się w powietrzu. Po co? - Do końca nie wiadomo, ale przyjmijmy, że jest to jakaś wartość albo chociaż ciekawostka, ponieważ "bujanie" jako takie ma chwalebna tradycję.

Ale cóż tam sekta jakiegoś brodatego Mahesha Yogiego.

Rząd Donalda Tuska (baczność!) i naprawdę powinniśmy być z tego dumni, twórczo rozwinął podstawowe stopnie nauki niezwykłego stanu lewitacji, zaczynając swój osobliwy pokaz umiejętności, niejako od końca.

Trzy lata temu i ciut później znajdował się w punkcie czwartym:

Latanie - Całkowite panowanie nad Żywiołem Nieba ( bez względu na to, co to może tak naprawdę znaczyć)

W 2009 chodził po pajęczynie i zawisał w powietrzu

W ubiegłym roku, dumnie skakał niczym żaba.

Teraz. Teraz jest u szczytu swoich możliwości.

Patrz - Punkt pierwszy!

środa, 15 grudnia 2010

Telewizja bawi i krzepi!

Nic tak nie poprawia humoru jak godzinka spędzona przed telewizorem. Południe. Ot, dla kaprysu włączyłem telewizor. Na jedynce małe słoniątka. Na dwójce śpiewają szlagiery. Polsat rywalizuje z TVN przy pomocy jakiegoś okropieństwa zatytułowanego „Niania” W jednej z tych stacji „leci” wersja rosyjska "formatu" a w drugiej polska. Dziwne, ale mało wciągające. Tyle, ze w jednej kobita pokrzykuje po polsku a w drugiej po rosyjsku i lektor czyta po naszemu, a odwrotnie nie. Na razie.

Już miałem wyłączyć pudło, ale podkusiło mnie i przełączyłem na TVP Info akurat w momencie gdy pan dziennikarz zapowiadał relacje z ateńskich awantur słowami:

- W Atenach na ulice wylegli protestanci!

Bardzo mnie to zaciekawiło, ale okazało się, że to żadni protestanci tylko tamtejsi związkowcy ganiają się z policją i rzucają „koktajlami mołotowa” Komentatorzy komentują. W tle obrazki z zamieszek jakoś tak fikuśnie zmontowane, że raz przelatują ci demonstranci z lewej strony ekranu na prawą a potem odwrotnie.

Podziwiam a tu nagle w osobnym okienku pojawia się i zaczyna gadać Napieralski.
Oho! Opozycja gromi rząd za majstrowanie przy Konstytucji. Nieważne, ale za chwilę udało mi się dzięki TV wybuchnąć śmiechem. Kadrują tych naszych komuszków od cycka w górę. Przenoszą obraz z Napieralskiego na innego mądrale a potem na posła Iwińskiego, którego jako znanego kurdupla kamera nie obejmuje i przez chwilę widzimy mówiący fragment mocno przerzedzonej czupryny. Ki diabeł? – Myślę. Wreszcie obniżają i widzę pana Iwińskiego a nie jest to widok przyjemny.

Po SLD transmisja z zimy. Żal mi nie tyle przechodniów grzęznących w śniegu, ludzi popychających auto, ale tych dziennikarzy, których redakcja rozstawia po drogach i bezdrożach i zmusza ich do opowiadania o tym, że pada śnieg. Ciężkie bywają początki błyskotliwych, być może, karier.

Nagle zmiana dekoracji!

Po spotkaniu Premiera z Prezydentem nasi ulubieńcy wychodzą do dziennikarzy i opowiadają o ostatnich sukcesach polskiej dyplomacji. Nie bez pewnego zdumienia dowiaduję się, że największym sukcesem naszej dyplomacji jest to, że prezydent z premierem mówią jednym głosem i we wszystkich kwestiach są zgodni.
Pan Prezydent nie powiedział przy okazji niczego śmiesznego na co przyznam szczerze liczyłem.

Kończą i dziękując za uwagę jeszcze raz zapewniają mnie o swojej jednomyślności po czym Donald Tusk rusza do drzwi a Bronisław Komorowski w przeciwnym kierunku! Ale premier refleksiarz, cap go za mankiet i wychodzą w pełnej, uprzednio deklarowanej zgodzie i harmonii.

I znowu transmisja z zimy. Nie wytrzymałem i przełączyłem na film o słonikach sierotach.

Wracam do „Info” a tu spotkanie opłatkowe w Sejmie. Życzenia składa pan Premier a za jego plecami skromne miny odstawia marszałek Schetyna. stajenka, psia krew.

Wyłączyłem pudło i poszedłem zrobić sobie herbatę. Teraz lepiej rozumiem ludzi, którzy godzinami oglądają kanały informacyjne.
Jak się tak człowiek zapatrzy to zawsze coś wypatrzy zabawnego a w takim internecie ciemno, zimno i ponuro.

PS.

A Nicpoń na tekst o sobie musi poczekać. Teraz jestem na etapie kontemplacji naszych polskich osiągnięć. W sumie wypada się cieszyć, że nasi rodzimi „protestanci” szykują się do świąt. Zresztą czego tu chcieć więcej? Przeciw czemu protestować?

Polska jest chyba jedynym na świecie krajem, którego nie dotyka żaden kryzys. Na przykład. Jak złotówka jest silna to jest wspaniale, ponieważ rośnie nasz prestiż, tanieje import a na eksport nie ma to większego wpływu ponieważ importujemy komponenty do produkcji, którą eksportujemy. Jeśli złotówka tak jak teraz słabnie jest jeszcze lepiej!
Dlaczego? Jak chcecie wiedzieć to włączcie telewizory a mnie nie zawracajcie głowy głupimi pytaniami! Od tego są eksperci w TV. Oni wam wytłumaczą.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Schetyna w Rzepie. Nie lękajcie się!

Sądziłem, że wywiad z Grzegorzem Schetyną opublikowany we wczorajszej Rzeczpospolitej odbije się szerokim echem, że blogosfera krzyknie wielkim głosem, a tu nic. Ktoś gdzieś napisał, że wypowiedź Marszałka Sejmu o tym, że „stukanie laską wprowadza go w pogodny nastrój” świadczy o dziecięctwie obecnie rządzących. Ktoś wyszydził fakt, że jesienią Rząd weźmie się za robotę, a przecież to wszystko furda!

W wywiadzie Grzegorz Schetyna odpowiadając na jedno z pytań dziennikarskiego duetu Majewski & Reszka całkiem jawnie wykłada na stół nowy wizerunkowy „trynd” który za chwilę będzie obowiązywał wszystkich, na czele z mediami oczywiście. Jest to „trynd” na czasy trudne, które niestety nadchodzą. Mało, z tego króciutkiego fragmentu można dowiedzieć się jak daleko klasa polityczna odeszła od ględzenia i oczadzania głów naiwnych bajaniem o społeczeństwie obywatelskim i temu podobnych ekscentrycznościach.

Zanim odnośny fragment przepiszę z papierowej Rzepy, którą nabyłem kosztem trzech złotych i czterdziestu groszy ( ukłony dla Igora Janke ) ze smutkiem donoszę czytelnikom, że pod linkiem znajdziecie jeno informację o płatnym dostępie. To straszne, że dobro narodowe w postaci przemyśleń naszych najwybitniejszych polityków nie jest dostępne za darmochę.
Trudno. Poświęciłem się dla dobra publicznego i niech mi to będzie zapisane na plus.

Dziennikarze najpierw, o zgrozo, dopytują o jakieś „konkrety” by następnie zapytać, a właściwie stwierdzić bezczelnie:

- Bo są potrzebne reformy. Jest ogromny deficyt budżetowy, rozdęte wydatki.

Na co mąż opatrznościowy polskiej polityki odpowiada tak:

- Dużo o tym rozmawiamy w PO. To o czym mówicie jest ważne, ale to jest nasz problem, a nie ludzi, którzy rano wstają i idą do pracy. Oni chcą pracować, dostawać za to przyzwoite pieniądze, żyć w bezpiecznym kraju. To im dajemy. A deficyt to nasz kłopot i musimy ten problem ograniczyć.

Tak powiedział, nie zmyślam. Po pobieżnym przeczytaniu w pierwszym odruchu chce się powiedzieć, że o to chodzi, że po to wybieramy i następnie opłacamy rządzących by ci zamiast nas troszczyli się tak nieprzyjemnymi kwestiami jak jakieś setki miliardów i to bynajmniej nie zysku.

W takim razie proszę przeczytać raz jeszcze i zastanowić się, czego się z tego fragmentu dowiadujemy, zakładając oczywiście, że czytający nie uważa Marszałka Sejmu za wariata.

Przeczytaliście ponownie, jak prosiłem? No to teraz o nowym „tryndzie wizerunkowym” bo Schetyna tutaj po prostu powtarza pewną formułkę, która najwyraźniej jest już przygotowana do użytku. Przekładając na język bardziej patetyczny można ją odczytać, że oto: nasze ciężary, rząd dźwigać będzie! Ciężary o których istnieniu lepiej byśmy nawet nie wiedzieli.
My czyli, kto?
Obywatele? – Oj, wątpię czy w oczach Marszałka sejmu zasługujemy na taką nazwę.

Czy taką głupotę da się „sprzedać” ludowi?

Odpowiadam, że z najwyższą łatwością, ponieważ większość ludzi woli się nie martwić sprawami publicznymi niż martwić. Zresztą poza wrzuceniem karteczki dniu wyborów wpływ na sprawy publiczne mamy żaden, a jak ktoś chce takowy mieć może dostać w łeb. Godzimy się na taki model demokracji, wynajmując fachowców od rządzenia w rodzaju pana Schetyny to niech się oni martwią jakimś tam deficytem. Co nas tam jakiś deficyt obchodzi?

Ludzie w naturalnym odruchu odsuwają od siebie to czego nie widzą, a kto widział kiedyś deficyt budżetowy?

No, chyba, że u siebie w domu, ale to już inna historia. Wtedy żarty się kończą i zaczyna dramat. Ale w państwie? Chcesz się przejmować Polską to się zapisz do PO i tam sobie dużo rozmawiaj.

Rząd nosi twoje ciężary, biorąc najwyraźniej na siebie także Twoją część zadłużenia, rozrost administracji który spowodowałeś, bankructwo systemu ubezpieczeń i wszystkie, wszystkie złe, brzydkie i groźne kwestie, a ty w zamian uśmiechaj się, głosuj i popieraj za co otrzymasz dodatkową premię. Będziesz bezpieczny!

Że nadinterpretuję i niby, po co to wszystko?

Ano, mili moi, dotychczas PO żyła przez lata niejako w kontrze do PiS, które z uporem godnym lepszej sprawy wyciągało na wierzch wszystkie te brzydkie, złe rzeczy, martwiąc nimi, coraz bardziej zniechęcony tym piętrzeniem problemów elektorat. Na tym PO zyskiwała. Teraz potrzebna jest zupełnie nowa narracja. Narracja na czasy dominacji z ledwie żywą zmarginalizowaną opozycją, która gdzieś tam niby jest, ale jej głos będzie niesłyszalny.

I stąd to dziwaczne: Nie lękajcie się, bo to nie wasza sprawa! W waszym imieniu przegonimy te wszystkie cholerne, nielicencjonowane Kasandry!

Gdyby ktoś dalej dopytywał się wzorem dziennikarzy z Rzeczpospolitej o reformy i straszył przykładem Grecji czy Węgier, ględził o jakichś ratingach może dostać gwarancje, że wszystko będzie dobrze, ponieważ jak twierdzi Marszałek Sejmu „Tusk ma intuicję”
Czy Tusk jest kobietą?

niedziela, 26 lipca 2009

Godzilla w Polsce!







Wielu ludzi uważa, że w Polsce jest wszystko co trzeba, ja zaś twierdzę
z całą stanowczością na jaką mnie stać, że w Polsce brakuje Godzilli!

Wyobraźcie sobie taką scenę.

Wiatr.
Ludzie spacerują po plaży. Znajdują bursztyny i różne inne rzeczy, ze wymienię pięć złotych. Usportowieni w krótkich portkach a defetyści oraz ponuracy w czapkach.
Wdychają jod.

Na sopockim molo posłanka Pomaska udziela wywiadu TVN24 a przebrany za białego karła prezydent Karnowski przechadza się i nasłuchuje, co elektorat ma do powiedzenia. Na molo.

Nagle woda w zatoce zaczyna się burzyć i z diabelnym rykiem wynurza się z Bałtyku nasza własna, przerażająca Godzilla!

- To Godzilla! – Krzyczy przebywający akurat w Trójmieście Eryk Mistewicz!

- To Godzilla! – Podchwytują liczni turyści oraz kręcący się po terenie miejscowi obywatele i wszyscy solidarnie dają nogę. Na molo pozostają jedynie turyści z Niemiec oczekujący przybycia policji.

- Godzilla zmierza w kierunku stoczni!
- Godzilla wszystko wywraca!
- Godzilla nie podporządkowuje się wezwaniu służb do rozejścia się!

Reporterzy dwoją się i troją. Newsy wprost ryczą! Jak dawniej oczy całego świata skierowane są na Gdańsk z przyległościami!
Premier przerywa sparing i słucha informacji o ataku Godzilli. Schetyna chce wyrzucić piłkę z autu, ale widząc, że gra została przerwana, odkłada piłkę i podbiega do premiera.
-, Co jest grane? – Pyta, ale większość graczy akurat koszulkami obciera pot z twarzy i wszyscy wyglądają jak Buka z bajki o Muminakch.

Godzilla atakuje! Ochroniarze Zubrzyckiego w panice! Strażnik miejski próbujący założyć Godzilli blokadę na ogon został po prostu zmiażdżony!
Młoda reporterka krzyczy do mikrofonu:

- Został zmiażdżony i wygląda jak placek ziemniaczany serwowany w jednej z tych budek przy plaży! Wygląda jak leczo!

- Przestań w końcu o tym żarciu, bo mnie z głodu skręca – narzeka realizator dźwięku.
Ale co tam! Wszystko jak w filmie katastroficznym. Ludzie biegają, autobusy jeżdżą, Godzilla zieje!
Przy okazji, jak to zwykle bywa padają zarzuty i rodzą się zasadnicze pytania.

– Jakie F16? Wszyscy są na urlopie! Godzilla to problem Schetyny. Armia może przygotować co najwyżej profil psychologiczny tego Godzili.

- Niedługo musieliśmy czekać by znany z nieudolności Donald Tusk zafundował społeczeństwu, społeczeństwu i tak umęczonemu kryzysem, który to kryzys nie wziął się przecież z niczego, potwora Godzillę!

- Godzilla to relikt szczęśliwie zapomnianej IV RP! Jego pisowskie pochodzenie nie pozostawia żadnych wątpliwości!

- Wiele można zarzucić lewicy, ale nie Godzillę!

- Czy Godzilla jest gejem?

- Czy profil Godzilli na twitterze jest autentyczny?

- To Godzilla zniszczył ostatnie dowody w sprawie Olewnika!

- Zlustrować Godzillę!

- Wiemy doskonale jak brzmi prawdziwe nazwisko Godzili!

- To kolejna sprawka ojca Rydzyka!

- Godzilla w rankingu prezydenckim sytuuje się pomiędzy Jolantą Kwaśniewską a Donaldem Tuskiem!

- Czy wywiad Kownackiego dla Dziennika miał związek z pojawieniem się Godzilli?

- Wszystko pięknie. Temat Godzilli jest bardzo rozwojowy i w ogóle, ale gdzie jest Godzilla, że spytam? – zapytał w końcu jeden z tych, których jedyną ambicją jest psuć innym zabawę.

Rozglądają się wszyscy ze zdziwieniem, bo faktycznie Godzilli nie ma.
Został bałagan i trochę śmierdzi, ale potwora brak.
Szukają. Zaglądają w każdy plener i w każdą dziurę. Nie ma!
Wołają: „taś...taś” Nie ma!
Wołają: „cip...cip” Nie ma!

Przepadła Godzilla i znowu trzeba się wziąć za robotę, a burdel nieziemski.
Ekipy telewizyjne zbierają sprzęt. Dziennikarze wycierają zaplute mikrofony. Nad molo wrzeszczą mewy i zaczyna wiać od morza. Schet wyrzucił wreszcie z autu. Prezydent wyszedł na taras by popatrzeć na morze. Plattini odleciał samolotem.

W Krakowie pewien nieznośny obywatel całował się akurat w parku z pewną obywatelką. Był wieczór. Pachniało świeżo skoszoną trawą. Z powodu tego zapachu a może z całkiem innego powodu, obywatel włożył właśnie obywatelce rękę pod spódnicę.

- To Godzilla! – przeraźliwie wrzasnął zboczeniec, który cierpliwie podglądał ich ze swego stanowiska w krzakach i uciekł żwirową alejką zapomniawszy o podciągnięciu portek.

Zakochani spojrzeli na siebie a po chwili za siebie, skąd dobiegał potworny ryk. Wysoko nad drzewami pojawił się straszny łeb Godzilli.
W parku zaroiło się od ludzi.

- Czy widzieliście państwo Godzillę?