czwartek, 28 stycznia 2016
Jasnogród szuka młodzieży
niedziela, 6 listopada 2011
Demokracja zdycha
Demokracja w formie, jakiej obecnie zaznajemy, najzwyczajniej w świecie, wlecze nas na łańcuchu niczym , bezwładny pęk skór w przepaść, albo do ogniska. Znaczy się, mamy wybór. Albo spłoniemy, albo spadniemy. Fajnie!
Wlecze nas, ponieważ jesteśmy bardzo marni, wierząc w jakieś „mechanizmy demokratyczne” podczas gdy państwa, a co gorsze, społeczeństwa padają pod narzuconymi przez system demokratyczny zupełnie nieznośnymi ciężarami.
Aby koło cywilizacji ładnie się domknęło, przechodzimy powoli do systemu quasi niewolniczego. Oczywiście bez łańcuchów i bicia po mordach, ale to w sumie tylko kwestia czasu.
Na razie siedzimy w pułapce, ponieważ nie ma żadnych mechanizmów, dzięki którym klasa panująca raczyłaby się w swej pazerności ograniczyć.
Pozornie wydaje się, że właśnie demokracja jest skuteczną przeciwwagą, mieczem wiszącym nad karkami oligarchów, śmiesznych arystokratów z nadania oraz ich tanio kupowanych popleczników. Nic bardziej mylnego. Klasa panująca jest po prostu zbyt liczna, by zdyscyplinować ją w sposób demokratyczny. Inaczej - Posługując się głosem wyborczym.
Po jej stronie stoją, ponieważ są jej oczywistą składową, media, cała klasa polityczna, aparat urzędniczy i fiskalny a także aparat przymusu, poczynając od Policji a kończąc na niejasnych, lokalnych grupach nacisku.
By nie należeć do plebsu trzeba być formalnie albo nieformalnie dokooptowany do klasy panującej.
Zasadniczo wszyscy, poza wymienionymi powyżej należą do plebsu. Plebejuszem jest na przykład „milionowy” przedsiębiorca, który zatrudnia, powiedzmy, dwustu ludzi i oczywiście każdy z jego pracowników. W każdej chwili mogą zostać zniszczeni przez pana „X” czy panią „B” Można się zdziwić, że gołodupiec z urzędu ma uprawnienia do obijania kijem i trzymania w przedpokoju kogoś, kto nie dość, że utrzymuje wraz z masą sobie podobnych, obijającego, to jeszcze, nawet bez jakiejś szczególnej złośliwości, zgodnie z prawem, może uczynić z niego podobnego sobie gołodupca.
Nie w tym dziwnego, że ludzie starają się o wejście do elity, o bycie „swoim” choćby na poziomie gminy czy powiatu. Koszty nikogo nie obchodzą, ponieważ dla jednych są zyskiem, a w innych pogłębiają poczucie bezradności.
Podobnie. Nikt automatycznie nie awansuje do elity z powodu swego wykształcenia. Owszem podwyższa swój status społeczny czy finansowy, ale choćby znał sto języków nadal jest nieco poniżej woźnego w ministerstwie. Oczywiście na realnej drabinie społecznej.
Kiedy powstaje naturalne pytanie, skąd brać pieniądze dla klasy panującej, odpowiedź może być tylko jedna – Od plebsu!
Plebs się boi, a w takim stanie ducha, miast buntu oglądamy spektakl pokory i przyzwolenia. Do czasu, oczywiście. Niemniej bojąc się i padając plackiem „lud roboczy” daje czas swoim przełożonym.
Ci mają dwie strategie na okoliczność buntu.
Mały niepokój pacyfikuje się zastraszaniem, podsłuchami, biciem po pysku, odbieraniem możliwości zarobku, naciskami a w beznadziejnych przypadkach obietnicami dokooptowania do elity.
Duży niepokój będzie trzeba gasić forsą, której nie ma, albo przy pomocy salw z broni różnego rodzaju.
Tak czy inaczej demokracja o jakiej marzyliśmy już nie istnieje. Zbyt wielu obywateli zostało wykluczonych. Zbyt wiele spraw i problemów jest kwitowanych machnięciem ręki. Pańskiej ręki! – Niech jedzą bezy, skoro nie mają na chleb!
A sami, gdy raczą już zeżreć wszystko, będą wrzeszczeć by plebs bronił demokracji, ich przywilejów, ich praw, przeważnie nabytych drogą wyłudzenia. Pojawi się wolność na sztandarach i Polska cudowna, Polska dla każdego, ale nikt nie ruszy palcem, pogrążony w wytrenowanej niemocy.
I demokracja zdechnie. Mam nadzieję, że stanie się to, nim przekształci się w ustrój niewolniczy. Ślepy by zauważył, że historia właśnie rusza z kopyta czy tego chcemy czy nie chcemy.
„W Gazie bez oczu, pośród niewolników” że zacytuję Poetę.
poniedziałek, 28 marca 2011
AGORA - 1
Film jest głupi!
W sumie to żaden zarzut, ponieważ ciężko o mądry film, w którym dyletanci - dyletantom prezentują rozumowanie kogoś, kto wedle autorów dyletantów, ma być geniuszem dla odbiorców dyletantów.
Tak jest zawsze. Albo twórcy uciekają w anegdotę, albo wkładają pochlebstwa w usta aktorów drugiego planu czy nawet statystów. Wbrew pozorom, ciężko jest myśl, a już szczególnie wytwór szczerze "ścisłego umysłu" przekuć na obraz i dialogi, odkąd Platon z kumplami odeszli z kinowatej branży.
W tym,akurat filmie, stręczona przez twórców na geniusza ( geniuszkę ) pani Hypatia, o której umyśle, jak najpochlebniej wyrażają się przedstawiciele, wymyślonych na potrzeby filmu elit, ma w swoich, wymyślonych na potrzeby filmu rozważaniach astronomicznych, prawie od początku tyle danych, że, ku zdziwieniu mojej żony, oglądając film, wydałem z siebie głuchy, obrazoburczy okrzyk:
- ”Elipsa, głupia babo!”
- Dobra - ktoś powie - nie udawaj pan głupka, ponieważ jest to film o nietolerancji, a nie o żadnej tam nauce!
Być może!
Przełykam niczym gąsior, starodawną Koperniczkę i Keplerkę w jednej, młodocianej osobie i gładko przechodząc do realiów historycznych stwierdzam na podstawie lektur, że istniała nauczycielka Hypatia, że tamtejsze zakony nosiły się na czarno i poza posługą wobec najbiedniejszych, grzebaniem zmarłych, głównie zajmowały się religianckim kibolstwem, wywoływaniem burd i udziałem w rozmaitych pogromach.
Stąd zresztą próby ograniczania ich liczebności oraz wyganiania tych ancymonów na “pustynię” i szereg podobnych represji.
Oczywiście tamtejsi zakonnicy niewiele mieli wspólnego z zakonnikami, jakich znamy, choćby z historii średniowiecza, że o dzisiejszych w ogóle nie ma co wspominać.
Druga sprawa.
Ówczesna teologia, a także uproszczona przez starodawnych specjalistów od narracji, filozofia, była czymś dla wówczas przytomnych, w rodzaju obecnej piłki nożnej. Wszyscy się znali i każdy się wypowiadał na związane z nimi tematy, w sposób mniej lub bardziej gwałtowny. To były okolice 4 wieku i nawet blogów nie pisano, pewnie z braku dostępu do sieci.
Z pamięci wam zacytuję, ponieważ jestem poza domem. Narzekał podróżnik podczas wędrówek po “wschodzie chrześcijaństwa”
“ Jak się spytasz o cenę chleba, usłyszysz: - Ojciec jest większy od Syna”
Dobra. Przechodzimy do właściwego tekstu! ( wszak napisałem, że dla cierpliwych )
Film nie jest o nauce ani o nietolerancji. Mimo, że narodził się z nieprawego łoża pospolitej bujdy a jego akuszerką była poprawność polityczna, nieświadomie stawia przed ciekawą publicznością pewien ważny, zasadniczy dla obecnej “zachodniej” demokracji problem.
1700 lat temu Chrześcijaństwo wywołało niezwykły wręcz ferment intelektualny, charakteryzujący przedtem jedynie najlepszych przedstawicieli “Narodu Wybranego”
Z tym, że Żydzi tworzyli, w pewnym sensie, “Agorę” zamkniętą dla postronnych, gdzie oczywisty prym wiedli starodawni żydowscy intelektualiści, otoczeni przez "pisate i czytate" tłumy wyznawców.
Chrześcijaństwo, stając się religią powszechną, powszechną także w sensie “łatwiejszą” uprościło drogę do poznania ""Prawdy Objawionej, przy okazji tworząc intelektualne skróty, dające szansę uczestnictwa w dyspucie “ubogim duchem”
Powstało coś w rodzaju ludowej demokracji teologicznej.
Ekscesy wywoływane przez hołotę, która poczuła się, ku swemu zadowoleniu, uczestnikiem intelektualnych zmagań, będąc jednocześnie pozbawioną odpowiednich do dysputy narzędzi, wówczas, przede wszystkim, umiejętności czytania, pisania oraz znajomości zasad wymiany zdań bez użycia noża czy okutej pałki, są moim zdaniem, fałszywym mitem założycielskim LĘKU współczesnych środowisk intelektualnych.
O tym, w części drugiej, ponieważ narzędzie, którym się posługuję, czyli “prosty blog polityczny” ma swoje wymagania, dotyczące choćby spraw tak trywialnych, jak długość tekstu, podczas gdy poruszony powyżej temat wymaga, nawet na “blogu” szerszego opisania.
sobota, 29 stycznia 2011
Hurgarda na Placu Czerwonym w Warszawie
Podobnie w Tunezji, z tym, że nie Mubaraka, co oczywiste, tylko kogoś całkiem innego. Proszę samemu sprawdzić, bo w mediach jest tego pełno.
Torturowano tam i zabijano setki, tysiące ludzi.
Ja się nie sprzeczam, bo ani Tunezja ani Egipt mi nie w głowie.
Tylko złośliwie zapytam, bo miliony Polaków spędzały wesołe chwile w tych rajach, bo na każdym portalu internetowym migotały reklamy biur turystycznych obiecujące cuda niczym ze wschodnich baśni, a nijak nie zauważyłem by ktoś przez te wszystkie lata wspominał jakoś szczególnie o torturach czy mordach politycznych.
Trudno się zresztą dziwić, bo jak sprzedawać skutecznie reklamy biur podróży i jednocześnie nieco niżej pisać o tak smutnych, przykrych a nawet „porażających” sprawach.
Stworzono luksusowe enklawy, a cała reszta, poza ich, pilnowanymi przez wojsko granicami prawie nikogo nie obchodziła. To nic osobliwego w sumie, bo czasem mam wrażenie, że wielu marzy by w podobny sposób urządzić Polskę.
Tyle tylko, że dla turystów wewnętrznych.
Wpisz sobie miły czytelniku w gogle hasło „Hurgarda” a niezawodnie zobaczysz całą masę przecudnych zdjęć z raju, gdzie ani o torturach ani o niczym podobnym nie ma w ogóle mowy.
Tyle, że akurat rok temu kumpel tam był i obok cudnych zdjęć na wielbłądzie, w wodzie pięknej jak oko błękitnego anioła, opowiedział też o samym mieście, które przypomina wielkie zrujnowane blokowisko.
Przy okazji zauważył z miną zdziwionego półleminga, że tamtejsi ludzie, poza wyspecjalizowaną grupą posługaczy, gówno z tego raju mają.
No, oczywiście wypasione profity dla tamtejszych elit!
Nie, nie będę snuł oskarżeń, że turyści wypinający pupy na plażach wspierali krwawy reżim, tym bardziej, że naprawdę krwawy reżim to dopiero, mili moi, zobaczycie gdy się tamtejsze krwawe reżimy przewrócą.
Ludzie korzystający z uciech proponowanych przez współczesny Świat nie są niczemu winni. Media mają reklamy. Napędem reklam w tym przypadku była i jest narracja o raju. Taki jest Świat.
W prawdziwym raju co prawda nikt nikomu nie wtyka przewodów w odbyt by razić go prądem, ale wszak piszemy tutaj o raju, z charakterystycznym dla nurzającej się w dekadencji, schyłkowej cywilizacji, przymrużeniem oka.
Zawsze odwracamy głowy gdy jest to wygodne, ale za chwilę wielkie skargi z powodu nadwyrężenia mięśni karku.
Przecież nie da się jednocześnie szanować politycznych wyborów mieszkańców Egiptu ( + 80 mln ) czy Pakistanu ( + 170 mln ) zabawiając się w bronionych przez wojsko enklawach ( Egipt ) czy wyobrażając sobie kraj na podstawie medialnych obrazów, gdzie jawi się jako szczera pustynia, gdzie wraz z wiatrem śmigają po niedostępnych górach grupki nielicznych acz zawziętych Talibów ( Pakistan )
A w takim Pakistanie mieszka ponad 30 milionów ludzi więcej niż w Rosji.
Ale przecież Rosja to znowuż blichtr Moskwy i Peterburka. Abramowicz w Londynie, Chodorowski w karcerze, a dżudoka Putin przewracający na politycznej macie chochoły naszej polityki. Następne egzotyczne państwo – draństwo.
Z takim wyobrażeniem o Świecie też zbyt daleko nie zajedziemy, o ile w ogóle ruszymy w jakąkolwiek podróż.
niedziela, 16 stycznia 2011
Losy, losy ciągle się ważą.
Nie sadzę byśmy jakoś górowali statystycznie nad innymi nacjami w posiadaniu zdrajców, zaprzańców i pospolitych łotrów.
Rzecz w tym, ze u nas funkcjonuje taka silna dźwignia, która akurat osobników tego typu wyrywa z bagna, gdzie jest ich naturalne miejsce w górę, gdzie szczyty, rześkie powietrze i słoneczny ogląd natury.
Gdzie indziej taki zdrajca i zaprzaniec przemyka chyłkiem, pełznie, kryje się za pniami powalonych drzew a nawet włazi ze strachu do króliczej norki. U nas rej wodzi, stąpa niczym olbrzym, oddechem powala lasy a tych co wytykają mu skundlenie i zdradę, okutym butem wpycha do króliczej norki.
Skąd się wzięła tak osobliwa pozycja ludzkiej mierzwy w Polsce?
Ktoś powie, z potęgi pieniądza i z potęgi władzy!
No dobra, ale skąd tak zaszczytna pozycja akurat zdrajców, zaprzańców i pospolitych łotrów?
Dlaczego wśród wodzących rej tak osobliwie mało uczciwych ludzi und patriotów?
Ktoś powie, taki system! To ja spytam, jaki to do diaska system, że zawsze szumowiny (szymy ) idą w górę?
Tak jest w garnku, o czym wie każdy, kto kiedykolwiek gotował zupę. Zbiera się je taką specjalną łyżką z dziurkami i wyrzuca, albo daje dobremu psu do zjedzenia.
Ale czy Polska to garnek?
Cóż, takie elity nami rządzą, ale do cholery, na takie elity nie jesteśmy przecież skazani! Te, które rządzą i te które walczą o władzę to tylko jeden z możliwych zbiorów. Ot, pozostałości po komuchach i tak zwanej opozycji demokratycznej. Wyjątkowo gówniane towarzystwo tym bardziej, że za rządzenie zabiera się już trzeci czy czwarty szereg z pomocą facetów, którzy za liderami przez lata nosili polityczne teczki. Bez specjalnego wysiłku można sformować co najmniej siedem lepszych elit.
O gorsze naprawdę trudno!
Nie mamy przy władzy ani sprawnych, uczciwych polityków, ani odpowiadającej aspiracjom tak dużego kraju jak polska, kadry urzędniczej, ani nawet, koniecznych w tak przykrej sytuacji, wolnych mediów. Szczyty elity biznesowej pozwoliliśmy obsadzić kurewską agenturą i komuszymi złogami dla których Polska i jej interesy są tyle warte co niecierpliwe prychnięcie znad cygara.
Elity najważniejsze dla harmonijnego rozwoju, choć w sensie politycznym są elitami „pomniejszego płazu” zawodzą na całej linii. Gdzie lokalny autorytet PT nauczycieli, lekarzy, księży i bezwzględny autorytet oparty na uczciwości, autorytet wymiaru sprawiedliwości?
Gdzie autorytet Wojska Polskiego i Policji nawet nie pytam, bo wszyscy wiemy, gdzie?
Jako społeczeństwo dziwnie łatwo dajemy sobą pomiatać przez czwartorzędnych demiurgów.
Kiedy, tak jak teraz, gdy czas wyciągnąć wnioski z tragedii smoleńskiej, jako naród po prostu nie mamy się do kogo odwołać.
- Autorytetów w Polsze niet! – „Śmieje się Moskal nade mną pochylony” - Że przywołam tekst Jacka Kaczmarskiego. – „Już po walce, generale, już po walce! Ten okop jest stracony”
Ten okop ciągle się broni, mili moi!
Losy, losy ciągle się ważą! – Co mnie ci poeci, cholera?
sobota, 1 stycznia 2011
Tęskniąc za elitą
A ja się nie cieszę i coraz bardziej brakuje mi głosu mądrości w publicznym dyskursie, a przecież nie będę chodził ze świeczką po mieście i szukał mądrych ludzi.
Jak to się stało, że my, zwykli obywatele zostaliśmy sami, zdani jedynie na swoje rozumki, skażone emocjami rozbudzanymi przez media i polityków?
Co jakiś czas ktoś przytomny zaczyna „na piśmie” rozpaczać, że brak w Polsce „think tanków” poważnej debaty i analiz dotyczących już to stanu państwa, już to obronności czy polityki zagranicznej. Podejrzewam, że gdzieś na zapleczu, w niszach zimnych i ciemnych trwają takie debaty, fachowcy analizują i wyciągają wnioski.
Nie, oczywiście nie domagam się transmitowania takich debat w telewizji, ani nawet ich relacjonowania. Rzecz w tym, że nikt nie stara się o przekucie poważnych kwestii na język atrakcyjny i przyswajalny przez publiczność a pierwszym, jak się wydaje, zadaniem polityków i mediów jest wtłoczenie niezależnej myśli w szranki partyjnej wojny gdzie można ją do woli okładać partyjną pałką albo miętosić niczym ciasto dla własnych szybkich acz ulotnych korzyści.
Tyle tylko, że szanse na dotarcie głosu mądrości czy nawet rozsądku do zwykłego zjadacza medialnego „papu” są niewielkie, w związku z czym spory odsetek ludzi, ma wszystkich przeszkadzających ględzeniem w oglądaniu sportu czy estradowych podskoków za zwykłych durniów.
Nic dziwnego bo jak już się skoncentruje i posłucha ze zrozumieniem serwowanych mu w mediach mądrości łatwo znajdzie potwierdzenie swoich prostackich osądów.
Potem trzeba takiemu obywatelowi tłumaczyć, że nie każdy profesor czy doktor to dureń a wręcz przeciwnie! A obywatel się dziwi, dlaczego akurat durniów mu serwują jako elitę i autorytety?
To jest trudne pytanie, bo naprawdę nieco dziwi, że w 40 milionowym społeczeństwie zdani jesteśmy na opinie kilku dyżurnych politologów, socjologów z dodatkiem publicystycznych kukieł a nawet zwykłych socjopatów.
W cenie jest utwierdzanie dobrego samopoczucia odbiorców i powielanie wydumanych na politycznych salonach obiegowych mądrości. Wszystko co nie mieści się ze względów ideologicznych albo zbytniego skomplikowania materii w zwężającej się ciągle ścieżce przekazu automatycznie staje się wrogie, niszowe i dostępne jedynie dla „zainteresowanych”
A, że jak głosi jedna z obiegowych mądrości: „przykład idzie z góry” nisze naśladują w tym względzie mainstream przedstawiając jako elity swoich własnych niszowych durniów co powoduje powstanie kolejnych mniejszych nisz, jaskiń i lepianek.
Gdyby pojawił się nagle, będący wszak symbolem mądrości, biblijny król Salomon siedziałby niezawodnie w lepiance na skraju urwiska i gadał do glinianej ściany.
Budzi to mój niepokój. Nie żebym przeczuwał pojawienie się Salomona w 2011 roku, ale fakt, że władza kreowania rzeczywistości i nadawania tonu debacie o najważniejszych sprawach państwa i świata została oddana w ręce ludzi małej mądrości, ludzi skoncentrowanych na swoim osobistym sukcesie, zasmuca mnie. Och, żeby tylko w tym głównym nurcie byłoby pół biedy.
Elita intelektualna dla kraju i narodu jest bezcenną wartością. Nie zanosi się byśmy się takiej elity w najbliższych latach dorobili. Raz, że aspirujący do niej albo są korumpowani przez rozdawców intelektualnych koron, albo sami siebie korumpują, odrzucając w zmaganiach z rzeczywistością, to co winno być ich najgroźniejszą bronią – intelekt i bezkompromisowy osąd.
Ale też my sami, zwykli do bólu obywatele chyba odwykliśmy od elit wysokiej jakości. Mam wrażenie, że niezbyt chętnie słuchalibyśmy prawdy o sobie jako społeczeństwie. Lepiej się czujemy jako „ciemnogród” czy „lemingi” jeśli jesteśmy w ten sposób oznaczani przez kogoś kogo mamy ochotę kopnąć w tyłek niż przez kogoś, kogo szanujemy.
Pewnie dlatego na wszelki wypadek odmawiamy szacunku wszystkim, którzy nas nie głaszczą po główkach.
Jedno jest dla mnie oczywiste. W ten sposób jako Polacy daleko nie zajedziemy, a nawet jak zajedziemy to wysiądziemy na stacji, na której nigdy nie chcielibyśmy wysiadać.
piątek, 10 lipca 2009
Krzyżacki twitter. Lew Nemejski

Idzie sobie do darmowej und misyjnej, internetowej kawiarenki krzyżak Pimo. Rycerz zakonny średniej wielkości, śpiewając swoje krzyżackie przeboje w rodzaju: „sza la la la la …romantica!” i za każdym razem jak dojdzie do ostatniego „la” jak nie przywali stalową rękawicą w mur!
I ceglany tuman się wzbija!
I słudzy zakonu chowają się po kątach!
Idzie sobie krzyżak Pimo poblogować, poswawolić na internetowych stronach głupich Polaczków i innych Żmudzinów - takich i owakich- Oczywiście.
W chlebaku ma jasny warkocz pewnej Jolanty. Trochę to obrzydliwe, ale uwielbia zabawiać się tym warkoczem nad klawiaturą. Bywa i tak.
Wchodzi. Siedzą rycerze w stal zakuci. Cisza.
Tyle, że klikają a nad nimi Wielki Mistrz z sękatym kijem w łapsku.
- Niedobrze – Pomyślał Pimo i cichutko usiadł na swoim miejscu.
-Co piszesz? Co piszesz w stal zakuty debilu?! – Wścieka się Jungingen i w pysk żelazny wali!
- Niedobrze! – Ponownie pomyślał Pimo.
- Już masz pało zakuta minus 6 liter. Co się skróci? Żebym ja cię nie skrócił o to, co wiesz… Jeszcze tu linka trzeba wstawić!
A ty, z czego rechoczesz? Pokaż!
Czyta: „W Toruniu, a w Krakowie dopiero w niedziele. Coś by się napisało :-)”
- Wybierasz się do Krakowa? A po jaką cholerę, że spytam?
Wielki Mistrzu, ale ja się zmieściłem w 140 znakach! Aaaała,,,,
- Jeszcze raz powtarzam, że twitter to jest poważna sprawa. Polscy rycerze niestety, a przykro mi o tym mówić, opanowali blogosferę. Ale to nic nie znaczy, albo znaczy tylko to, że oni nie nadążają za duchem czasu! Już myślałem, że jesteśmy całkiem w dupie, ale odkąd ze słodkiej Francji przybył Eric de Mistevi przecież nabraliśmy otuchy. Nabraliście otuchy dzielni, twitterowi krzyżacy?
Odpowiedziało mu tradycyjne krzyżackie: Yes! Yes! Yes!
Nasz dzielny Pimo wreszcie skojarzył o co chodzi. – Ołlalala! – Pomyślał i oblał się zimnym potem, albowiem znany był z tak zwanej „barokowej frazy” i nigdy jeszcze nie zmieścił się nawet w 14000 znakach.
Mistrz tymczasem odczytywał przygotowane przez rycerzy zakonu twitty. Jednego pochwalił a innego wyśmiał jak prosiaka.
- Pimo! – Jungingen zauważył naszego bohatera – Ty znasz Zawiszę i tego drugiego bloggera z Goliny. Jak mu było?
- Wielki Jungingenie! Znam jeno Jareckiego, Triariusa i Aspika! Nie obcy jest mi też Referent z Bulzakowa, ale Zawiszy Czarnego nie znam! Znałem, ale odkąd wyzwał mnie od Azraela….
- Azrael z Flandrii siedzi obok ciebie i smaruje żywoty centrowych und lewackich świętych! Boczycie się o tą Jolantę, której ty przechowujesz warkocz a on jej różową golarkę do golenia cipy. Musisz wreszcie dojrzeć!
- Jak dojrzeję to spadnę! – Odpowiedział na chybcika Pimo i zaczął stawiać swoje literki.
- Zawisza Czarny jest brudasem i ma nieświeży oddech z powodu jedzenia pizzy trzeciego sortu. Zawisza to chytrus i głupek. Typowy PL rycerz!
Ledwie kliknął a już zyskał odpowiedź:
- Jestem w domu. Jak wyjdę na dwór z mieczem to lepiej spieprzaj!
- Nie uciekaj! - Wielki Mistrz przytrzymał go za ramię.- Tu jesteś bezpieczny! Spokojnie – Zwracając się do szeregów krzyżackich twitterowiczów odchrząknął i rzekł:
- Moje drogie Niemiaszki und goście z innych dziwacznych krajów, że wymienię Italię, która jest niczym kozie wymię.! Sami widzicie, że lekko nie jest albowiem namnożyło się rozmaitych „blipów” i „slipów” My tez popełniliśmy błąd i rozleźliśmy się po świecie jak jakieś kundy - za przeproszeniem. Dopiero, gdy przybył do Malborka dzielny Eric de Mistevi, wyprostowaliśmy nasz krzyżackie ścieżki i teraz wraz z innymi lemingami…
- Przepraszam, że spytam, ale gdzie jest Eric de Mistewi?
- Eric? Ponoć został zjedzony przez polskiego misia! Eric? Jaki Eric?
- Panie wielki Mistrzu - Mama! Znaczy się „mam”!
- Co masz? Erica odnalazłeś?
- Nie! Znalazłem japoński starodawny film, który się nazywa:
„Twitterowicz Iczi”
- A ja mam „ Siedmiu twitterowiczów”!
- A ja mam jakiś film z Clintem Eastwoodem ale nie pamiętam tytułu!
- A ja mam trzy komedie z Niesiołowskim na DVD!
- Cisza! – Ryknął Jungingen i potoczył wzrokiem po obecnych na sali rycerzach.
- Drze się i drze jak jakiś opętany Ojropejczyk – zamarudził Alfons – brudny choć dzielny Burgundczyk
Wielki Mistrz podszedł do okna i na zaparowanej szybie nasmarował stalowym paluchem:
„1. LEW NEMEJSKI” - Tyle zadań a tak mało ludzi!
- Dobrze, że piątek! Vivat wolność! Vivat Tusk i Platforma Obywatelska! – Odczytał na głos za jego plecami jakiś kujon.
Mistrz przytknął krzyżacki nochal do zimnej, zaparowanej szyby. Patrzył na ludzi uciekających przed deszczem i westchnął.
- LEŃ NICEJSKI – odczytał koślawe litery nasz dzielny krzyżak Pimo i zapisał wszystko w kajeciku, a potem sam siebie pociągnął za ucho.
Ech życie!