Wraca
Krzyżak Pimo z wizyty u polskiego króla bardzo zmęczony – tak
jakby nie na koniu jechał a koń na nim. Zresztą uroda krzyżaka
jest tego osobliwie nordyckiego typu, że gdyby nie siodło, to
trudno by konia od jeźdźca odróżnić. No chyba, że po zbroi, ale
dzisiejsze konie też potrafią się stroić.
-
Żebym to chociaż nie był posłem, ale gdzież tam! – martwi się
po niewczasie krzyżak Pimo.
Aby
być wierny prawdzie, nasz dzielny krzyżak był z zawodu posłem, ale do
tego całewgo europejskiego parlamentu i w Malborku wszyscy mają go za nic.
Tym
razem – Wielki Mistrz wysłał go do Polaków po toster!
Kryzys
w Zakonie straszny, bo mistrz bez tostera wytrzymać nie może a
stary toster się spalił całkiem sam z siebie.
-
Zimnego chlebka nie kumam - mawia Wielki Mistrz.
No
i wraca nasz dzielny krzyżak z bratniej Polski dumając, jak to za
dawnych czasów było fajnie. Bitwy, podpalanie wiosek i rabowanie
tosterów, a teraz?
Proszę,
dziękuję…dzień dobry!
Jedzie
zziębnięty i styczniowy krzyżak Pimo - słucha Floydów - a
po prawej stronie siodła buja się polski, znaczy się chiński
toster, a po lewej hełm z białym pióropuszem. "Jestem
Krzyżakiem pełnym tajemnic" - myśli nieco na wyrost.
Żebym
się tylko nie pomylił, bo Wielki Mistrz się wkurzy, znajdując, że
jednak, co hełm to nie toster! – martwi się krzyżak, który z
powodu ziąbu oraz wiatru od wschodu, choć cały w srebrzystych
blachach – przecież w wełnianej czapce z pomponem - na głowie.
Jego
koń w takiej samej oraz w końskim kraciastym szaliku na szyi.
Ciemny wieczór, a droga daleka! I coś mży, jak na złość.
Gdy
wyjeżdżał wydawało mu się, że jest do wizyty doskonale
przygotowany. Nażarł się jakichś proszków. Na
ramieniu przykleił sobie plaster, że niby rzuca palenie, bo
straszne historie opowiadano w zakonie o polskich papierosach. Z tym
plastrem narobił sobie szydery - bo zaraz Zyndram się kapnął, że
na naramienniku nakleił i mówi:
-
Ty mordo krzyżacka – taka owaka - gdzie sobie nakleiłeś? – i
zaraz go fajką, jakby na złość częstuje.
Palą
tak do płuc dechy, a tu Zawisza napity jak to zwykle on - zaraz do
przedsionka gębę swą wraził i piwem częstuje. Jak tu takiemu
odmówić nie tracąc głowy?
Porwał
naszego krzyżaka wir imprezy. Toster? Bierz toster! Bierz dwa!
Prowadzą
go gdzieś po schodach w górę i w dół a potem poziomym korytarzem
do sali tosterowej, gdzie Polacy zwykli przechowywać tostery.
Dają
mu dwa a potem jeden zabierają, nie wiadomo dlaczego. Zaraz uczta.
Król Jagiełło siedzi na tronie i tylko wodę popija z kubka.
-
Daliście jego krzyżackiej mości toster? – pyta - a nasz Krzyżak
widzi, że sam król, chociaż wodę źródlaną tylko pije, przecież ujarany tak, że ledwie siedzi.
Obok
niego biskup Oleśnicki też cały się śmieje!
Aż
się zakręciło w głowie Krzyżakowi od światła świec -
przedziwnie cudnego - A tu muzykanci zapodają muzę - średniowieczne
- żelazne techno. Niedźwiedzie tańczą! Krzyki, śmiech i jak to
mówią w Rzeszy „prapolska ruja und porubstwo”
Wraca
Krzyżak do domu, a co się koń zatoczy – ( dzisiejsze konie
potrafią ) to na żółtą gębę Księżyca spojrzy.
-
Oj, ty Księżycu – na cóż nam obu przyszło? – a Księżyc na
to tylko kicha
– Aaaa…psik!
-
Na zdrowie! – odpowiedział odruchowo krzyżak.
-
Kha trowie! – dodaje koń.
Poprawił
się Krzyżak w siodle i rozejrzał po okolicy, ale nic nie zobaczył,
bo było prawie całkiem ciemno. Tylko tyle widział, co z łaski
Księżyca, czyli niewiele.
A
potem była uczta i – co wspominał teraz z pewnym zawstydzeniem,
pojedynkował się z jakimś wrocławskim karłem na tostery. Na
szczęście dostał nowy w zamian – ach ci Polacy! Jacy oni
przewidujący.
Trzeba
by im założyć… a mówili, że to bezpieczna lokata! –
niespodziewanie Krzyżak rozpłakał się jak dziecko. Przebiegający
mimo brukołak Kazek tylko westchnął i ukrył się w rowie
melioracyjnym.
Wyjechali
wreszcie z brzózek na wrzosowisko. Aż się koń zaśmiał widząc
nasmarowany na kawałku dykty drogowskaz:
Malbork
- 300 metrów