niedziela, 28 listopada 2021

Dlaczego jeszcze nie chodzimy na czworakach?

 

           K.Jarecki

Właściwie nie ma na pytanie postawione w tytule dobrej odpowiedzi. Fakt, że jest to skrajnie niewygodny sposób przemieszczania się nie zamyka sprawy, ponieważ jako społeczność robimy całą masę skrajnie niewygodnych i pozbawionych sensu rzeczy i jakoś je sobie racjonalizujemy. Zresztą i tak mentalnie cała ta nasza, tak zwana cywilizacja białego człowieka już chodzi na czworakach. Wypadałoby wymyślić jakiś powód w rodzaju, że tuż nad ziemią jest zdrowsze powietrze, że to korzystne dla układu kostnego, albo dla materialistów, że można znaleźć pieniążek. Potem z górki, już wyśmiewanie dwunożnych, już upomnienia, już kary. Od aktywistów czworakowatości, poprzez czworakowatą policję, aż do społecznych czworaków, w których tak czy owak na końcu zamieszkamy.

Bardzo ciekawego wywiadu udzielił Dziennikowi Polskiemu zapomniany i wystylizowany na mądrego starca Jan Maria Rokita. To wielka osobliwość, ponieważ zgadzam się ze wszystkim, co tam powiedział, a mam w zwyczaju kontestować wszystko i wszystkiemu złorzeczyć. Trochę tam oczywiście błahostek kulturowych, ale to taka ozdoba do siwej pasująca brody. Pan Jan podnosi tam za to dwie kwestie, które i mnie fatalnie dręczą, dotykają najboleśniej i odsuwają poza margines jakiejkolwiek debaty o sprawach publicznych. Pierwsza to "kult uczuć" a druga to pakietowanie przekonań i poglądów. Poniżej link do wywiadu:

https://plus.dziennikpolski24.pl/jan-maria-rokita-pod-bieszczadami-poczulem-ze-jestem-na-swoim-miejscu/ar/c15-15921721

Przy czym, żeby to było jasne, nie jestem przeciwnikiem zakochiwania się czy w ogóle miłości, nawet do kotów, drzew czy kotletów, ale "kult uczuć" nie na miłości polega, a wprost przeciwnie. Po pierwsze bowiem człowiek ma kochać i współczesny człowiek kocha samego siebie. I tu też, nie w tym rzecz, że ustawicznie samego siebie po rękach całuje, ale raczej kocha wszystko, co przejdzie przez filtry jego świadomości, które zbudowały w nim media i kultura masowa. Zatrzymują rozum i logiczną argumentację, a przepuszczają najgłupszy bełkot, byle tylko odnosił się do uczuć i emocji. Dzięki temu wynalazkowi człowiek współczesny jest kompletnie bezbronny wobec przemocy bzdury i świństwa. Wszystko, dosłownie wszystko, ma budzić miłość, gniew, pożądanie, a zatem i wstyd, troskę czy gorącą aprobatę. Wystarczy przejrzeć jakiekolwiek i gdziekolwiek podawana "informacje". Wszystko dla uczuć, nic dla rozumu, do tego w stylu tryumfującego infantylizmu. Ma to oczywiście przełożenie także na wybory polityczne, ponieważ pomaga kreować ludzi, których jedną wartością jest ciągłe, mozolne prowokowanie. 

Temu też służy kwestia pakietowania poglądów. Tu już władcy społecznych emocji mogą śmiało spuścić się na swoich wychowanków. Już jeden pilnuje drugiego, już jeden drugiego chce być sumieniem i cenzorem. To czasem bywa zabawne, ale czasem wcale, a w zasadzie jest po prostu wstrętne. Rozumiem, że tak jest łatwiej, ale z tego nie powstają eleganckie bańki informacyjne, jak chcą ludzie delikatni, ale najzwyklejszy w świecie umysłowy plebs, tym różniący się od starożytnego plebsu, że aspiracjami oraz samozadowoleniem przebija cezarów. 

Zwróćcie przy okazji uwagę na fakt, że każda rzecz w świecie kultu uczuć i pakietowania ma przeważnie jedną przyczynę. Jedna, góra dwie, przy wyjątkowych okazjach. Coś się stało, bo... Każdy chyba z doświadczenia życiowego wie, że zwykle przyczyn jest wiele, ale sprawy skomplikowane w rodzaju stosunków międzynarodowych czy konfliktów zbrojnych mają jedną. Jedną, ponieważ więcej nie trzeba, by wzbudzić emocje, wyznaczyć sojuszników i wrogów. 

Dlaczego zatem nie chodzimy na czworakach? Jakiś atawizm z czasów, gdy staraliśmy się być ludźmi, a może czekamy na stosowne rozporządzenie? Nie wiem, cholera.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz