- Dzień dobry, nazywam się
Lenin i przychodzę obdarować pana świetlaną przyszłością.
Za
każdym razem, gdy włączacie telewizor, czy otwieracie informacyjną
stronę portalu internetowego, pojawia się ten ponury degenerat ze
swoją obietnicą. To, że nie słyszycie tych słów pełnych
bezdennego sarkazmu jest efektem prostego znieczulenia przez lejącą
się zewsząd głupotę. Dzisiejsza obietnica grozy, prześladowań i
przelewu krwi jest bowiem ukryta w szczebiocie medialnych idiotek i
idiotów. Inżynieria społeczna na masową skalę to nie przelewki,
choć jej dostępne publicznie przejawy wydają się błahe, śmieszne
i nie bardzo możliwe do zrealizowania. Nie dajcie się nabrać, bo
siekiera już została przyłożona do pnia waszego życia.
Przygotowania
zostały już zakończone i zbliża się czas realizacji programów,
których inaczej niż przemocą wprowadzić się nie da. Dlatego
przekierowuje się sferę decyzyjną w ręce organów niewybieralnych
w procesie demokratycznym. Można przecież, nawet niespecjalnie
interesując się polityką, łatwo skonstatować, że Europą rządzą
skrajni lewacy, a jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żeby
gdziekolwiek wygrali wybory parlamentarne. Tu wchodzi tchórzostwo i
oportunizm zawodowych polityków, którzy nawet nie próbują
przeciwstawić się jawnemu przecież obłędowi promowanemu przez
skorumpowane do absurdu media. Chcąc płynąć z głównym nurtem,
tak naprawdę szykują serię kataklizmów tym, których zobowiązali
się reprezentować.
-Dzień
dobry, nazywam się Lenin i razem uratujemy naszą nieszczęsną
galaktykę!
Oczywiście
zaraz po uratowaniu naszej udręczonej przez człowieka planety. Dziw
bierze, że żaden parszywiec nie zabrał się jeszcze za ratowanie
kosmosu cudzym kosztem. Zupełnie jak w przypadku wszelkich proroków,
którzy mają doskonałe rozeznanie w przyszłości na tyle odległej,
że nikt nie będzie pamiętał ich proroctw, a im przyszłość
bliższa i sprawy ciut szczegółowsze, całe prorokowanie okazuje
się bujdą na resorach. Ludzie, którzy nie potrafią przeforsować
żadnych pożytecznych reform, a nawet prosto wbić gwoździa w
ścianę, z ogromnym zapałem biorą się za ratowanie Ziemi. Kto ich
sprawdzi, kto zweryfikuje ich dane i kto przeliczy grabioną przy
okazji forsę? Nikt. Jest to całkowicie bezpieczny bandytyzm, bo dla
dobra wspólnego przecież! Weźcie pod uwagę, że na razie to w
większości gadanie i presja ekonomiczna, ale wierzcie mi, że nikt
nie zawaha się zabijać, bo to cały czas miot Lenina, który tak
grzecznie się z wami wita.
Pozostałe
miliardy ludzi, o ile o tych europejskich idiotyzmach w ogóle
słyszały, muszą być nieźle zdumione, że przodująca jeszcze
niedawno cywilizacja prze ku samozagładzie. Z uporem maniaka Europa
ogranicza swoje możliwości i jednocześnie obniża na wszelkie
sposoby jakość życia najszerszych warstw społecznych w tempie
karabinu maszynowego rodząc kolejne dyrektywy i zalecenia. A
najciekawsze, że nikt nie pyta się o sposób ich realizacji czy
ciągi skutków, które spowodują, a to są rzeczy podstawowe. Nie,
bo przecież postęp! Odkąd przemoc, ignorancja czy wypięcie się
na realia życiowe jest postępem? To raczej przejmowanie władzy
przez wariatów i dzieci. To nowa odsłona leninowskiego „władza
rad i elektryfikacja”. Wszystko na prąd, a prąd z wiatraków i
paneli. Czysto, miło i przyjemnie, prawda? A może zamiast wiatraków
zacznijmy budować kieraty, które będą napędzały pieprzone
tęczowe jednorożce?
Dla
przykładu weźmy te wiatraki. Nie mam nic przeciwko nim, o ile per
saldo pozyskiwanie z ich pracy prądu będzie tańsze, bez sztuczek i
dopłat ukrytych w cenie urządzeń i przede wszystkim stabilne, bo
dmuchać w ich łopaty nie mam zamiaru. Nie jest dla mnie szczególnie
istotne, że szpecą krajobraz jak cholera, ani inne podnoszone przez
ich przeciwników wady. Najgorsze jest to, że forowanie finansowe
obecnych rozwiązań powoduje, że zamyka się możliwy jak
najbardziej postęp techniczny w tej dziedzinie. Skoro ideologia
tryumfuje nad ekonomią, ględzenie skorumpowanych cwaniaków nad
bilansem kosztów i zysków, trudno w ogóle o tym sensownie
rozmawiać. To samo z każdym innym forowanym obecnie rozwiązaniem.
Teraz najnowszy, nieco humorystyczny pomysł, że eko, super i trendy
jest budowanie drewnianych domów. Gdyby mnie było stać, sam bym
chętnie kazał sobie wybudować duży drewniany dom. Podkreślam, że
duży, bo w psiej budzie dla plebsu mieszać nie mam ochoty. I
pięknie, ale skąd na te domy drewno, skoro najnormalniejsza w
świecie gospodarka leśna jawi się w postępowej propagandzie jako
przestępstwo. Może zrobimy drewno z plastiku? Aha.
-
Dzień dobry, nazywam się Lenin i chcę pana/panią zabić.
-
Przepraszam, ale to nie mój zaimek. Proszę się do mnie zwracać
per pano.
-
A, w takim razie przepraszam.