piątek, 17 kwietnia 2009

Superniania chroni Palikota?

Wyczytałem, że jakaś “superniania” podpadła. Nawet Jan Pospieszalski się zaangażował i apeluje by zaprzestać robienia z siebie „cielęciny” i nie ulegać supernianiowym wpływom.
Melduję, że nie ulegam, a o superniani dowiedziałem się szerzej, dosłownie przed chwilą, wertując elektroniczną wersję Dziennika w pogoni za dziwnym Palikotem i jego najnowszą, zupełnie nowatorską próbą polegającą na przykryciu własnej, całkiem udanej afery z wpłatami na kampanię, nową opowieścią o wynajmowaniu willi prezydenta.
Ukłony dla Pana Mistewicza!

No, ale co ta superniania w ogóle tu robi? Że margarynę poleca dla małych dzieci? Nie tacy jak ona, różne świństwa nam codziennie zalecają jako najlepsze, jedyne w swoim rodzaju i zdrowe w najwyższym stopniu. Politykom to uchodzi, a za supernianie się bierze sam Pospieszalski.

Pan Jan to w ogóle ciekawa postać. Na stronie TVP zrobili ankietę, gdzie można się określić, kogo bardziej cenię – Jego czy Lisa?
To tak jakby mnie ktoś spytał, czy wolę 20 złotych, czy dwa razy w pysk?
Jasne, że to pierwsze, ale po wynikach widzę, że w narodzie uzewnętrzniają się skrajnie masochistyczne tendencje.
Superniania pewnie głosowała na Lisa. Naje się margaryny, napełni swój supernianiowy kałdun margaryną, to jej się Lis podoba.

Tak w ogóle to dawno już zauważyłem, że u nas brak jest jakichś superpostaci w stylu supermana, ale żeby superniania miała wypełnić tę lukę? Nie dość nas rząd niańczy, a nawet sam Pan prezydent?

Kiedyś wymyśliłem nawet odpowiedniego, naszego własnego bohatera Jaixa, ale jakoś się Jaix nie przebił do świadomości ogółu. I teraz mamy za to margarynę, Lisa i Palikota.

Właśnie – Palikot, albo jego wyborczy sztabowcy nawywijali strasznie z tymi wpłatami i że posłużę się oklepanym zwrotem, w każdym normalnym i w miarę poważnym państwie jego kariera polityczna byłaby zakończona, a każda normalna i w miarę poważna partia polityczna wywaliłaby go ze swoich szeregów na tak zwany „zbity pysk”.
A u nas bryluje niczym lis w kurniku.

Musi, że jakaś superniania go chroni.
Prokuratura się nie dopatrzyła, czyli jest ok.? No nie dopatrzyła się, bo najwyraźniej jest słabo zaopatrzona w lupy, czy inne lornety. Może się jeszcze dopatrzy, skoro byle osioł piszący w Internecie, a sąd znający tylko ze sprawy o podstępny zabór świniaka, potrafi doradzić by tym studentom krezusom, pity sprawdzić. No, chyba, że superniania czuwa, a jednak lepiej chleb smarować masełkiem niż margaryną – tak myślę. No właśnie!

Dlaczego Lech Wałęsa powinien bronić IPN?

Zupełnie nie rozumiem tej nagonki na IPN. Nie chodzi mi o to, gdzie i jaka książka została wydana, bo to są detale. Nie pojmuję powodów, dla których politycy tak się gorączkują teczkami, swoją własną i swoich kumpli przeszłością i zaraz by chcieli ciupasem wszystko zamykać, betonować i ugładzać. Dziwni to są ludzie i mało rozumni!

Tak, dziwię się najbardziej tym, którzy gdzieś tam i coś tam, nikomu oczywiście nie szkodząc – dzięki czemu znaleźli się w archiwach.

Weźmy dwóch naszych ex prezydentów: Wałęsę i Kwaśniewskiego, ale to dotyczy wszystkich polityków zaangażowanych w antylustracyjną kampanię.
(Weźmy jako przykład - broń Boże ze sobą albo do domu - To uwaga dla co strachliwszych czytelników)

Przecież te wszystkie zaszłości działają tylko i wyłącznie na ich korzyść!

Gdyby nie kwity, teczki, wakacje w nieciekawym towarzystwie, dokumenty pożółkłe i cuchnące, gdyby nie ta ciągła gra z historią, to ciągłe podgrzewanie napięcia stawiające na baczność ich sympatyków, którzy z zamkniętymi oczami pędza by bronić i przy okazji walą w IPN jak w bęben – co by zostało, że spytam?

Gdyby nie kontrowersje wokół kolejnych książek, co by zostało z prezydenta Wałęsy?
No, Wałęsa by został! Jako człowiek, obywatel i postać historyczna.
Gdyby zaczął gadać czy pisać, bez tej presji, bez wrogów i obrońców – ukazał by się w całej swej okazałości. A nie jest dzisiaj ta okazałość zbyt okazała.

Naprawdę chciałby ktoś, przytomnym bedąc, słuchać jego pokracznych wywodów, pławić się w zawstydzającej retoryce i szukać sensów w głupawych przemowach?

Zobaczcie jak Kwaśniewski odżył, ledwie Kurtyka strzelił mu haka w wątrobę, a wątroba u tego dzielnego polityka w słabym jest pewnie stanie. Oberwał a odżył!
Już nie musi się motać między międzynarodowymi ofertami pracy. Już może zleźć z drabiny ONZ i gębę rozpuścić jako ofiara prześladowań. Bez tego daru od losu, niczym więcej nie był jak zgranym kabotynem i spoconym grubasem.
A dzisiaj znowu jest w grze!

Tylko ta nieustająca wojna, zmagania niewiele znaczące dla realnej polityki, ale trzymające w napięciu publiczność mogą zapewnić zarówno Wałęsie jak i Kwaśniewskiemu dalszy polityczny byt. Tylko dzięki istnieniu IPN - czy jak się okazuje - nawet skromnego magistra historii, można bez końca podgrzewać ich heroiczny mit.

Prezydent Wałęsa na mszę, a Kwaśniewski – nie wiem na co – powinni dać sute sumki, by IPN trwał i publikował, publikował - największe nawet wzbudzając emocje.

Oni muszą zrozumieć, że z tego żyją tak, jak Tusk żyje z Kaczyńskiego.

Szlachetni Panowie!

W ten sposób, zbierając wokół siebie obrońców waszej czci i kataryniarzy w kółko grających piosenki o waszych dawnych czynach, jesteście nad wyraz cenni dla czynnych polityków. Jako sprzymierzeńcy i jako wrogowie ludu.
Czy jest dzisiaj lepszy układ, lepsza pogoda dla was, niż grzebanie w waszych życiorysach?

Za tarczą wątpliwości wobec prawdziwości jakiegoś papierka, możecie z powodzeniem ukryć swoje gęby.
Zrozumcie – to naprawdę proste!

Dżony Mamarony i Armia Wałęsy

Mój kumpel - Dżony Mamarony, w związku z tym, że wielokrotnie starał się o wizę do USA, bardzo się zamerykanizował. Strach pomyśleć, co się z nim stanie, kiedy wreszcie go do tej jego Ameryki wpuszczą. Taki się zrobił nieprzejednany, że na wszystko ma gotową odpowiedź. Problemy dla niego nie istnieją.
Spotkałem go dzisiaj.

- Cześć

- Cześć, co u ciebie Dżony?

- Fajn, ogólnie fajn, tyle tylko że rękę złamałem.

- Rękę złamałeś? – dziwię się widząc, że wymachuje kończynami bardzo dziarsko.

- Przecież nie sobie, tylko takiemu jednemu Józikowi, poszło - rozumiesz - o tego Obamę. Mniejsza z tym. Powiedz Jacek, co te kurwy wyprawiają?

No i gadamy. O tym, o czym należy. O Tusku, Wałęsie, Ipeenie, Zyzaku oraz o wolności słowa. Mamarony jako człowiek oczytany zaraz mi po angielsku tamtejszą konstytucję cytuje. Tak gadamy, aż sobie przysiedliśmy na ławce. Nie, żeby jakaś tam awantura, ale fakt, że ludzie na drugą stronę ulicy przechodzą. Pewnie na wszelki wypadek.
W końcu Dżony sprzedał mi taki greps, że padłem.

- Wałęsa – mówi – powinien wreszcie okazać swą prawdziwą siłę!

- Co okazać? – zdziwiłem się, może nieco zbyt teatralnie, tak że Dżony się obraził i nawet próbował mnie kopnąć, a żeby się czegoś więcej dowiedzieć, musiałem go długo namawiać.

- Słuchaj Jacek! Zgodzisz się chyba z tym, że jak się walczy to trzeba użyć wszystkich dostępnych sił, co?

- No tak.

- Ty trochę kumasz z historii. Pamiętasz, że był kiedyś taki Jan Sobieski, który zanim został królem pełnił różne funkcje wojskowe, aż się dochrapał stanowiska hetmana?

- Jakże bym miał nie pamiętać?

- No, bo to się tyczy Wałęsy - akurat!

- Akurat Wałęsy? Bój się Boga, co ma Sobieski…

- Niby nic, ale słuchaj! Ten cały Sobieski brał kasę od Francuzów, także przy okazji elekcji - no i sprawa się rypła. Szlachty całe masy i zaraz się zaczęło, że zdrada jawna, że korupcja i w ogóle, dawajcie go tutaj to my mu zrobim dekapitacjonibus.

- I co to ma…

- Słuchaj, nie przerywaj! Marnie by było z Sobieskim, i Wiedeń by ci się teraz tylko z Kurnikiem albo Ałganowem kojarzył, ale…

- Ale?

- Ale była armia, a armia za Sobieskim stała murem, bo wielki to był wódz, a taki żołnierz jeden z drugim zawsze woli gonić niż być gonionym. Sute łupy brać i w zwycięskiej chwale brodzić! No i żołnierze go kochali, a siła to była znaczna i gdyby krzywda się wodzowi stała, mogłaby Warszawa krwią przecie spłynąć – a może nie tylko stolica.

- Ale co to ma do Wałęsy?

- Jak to? Przecież Wałęsa też ma armię, na czele której stał, dowodząc którą zwyciężał, a nawet zmienił losy całego Świata, czego nawet o Sobieskim nie można powiedzieć!

- No, przecież bronią go jak najęci! Wszystkie autorytety! Sam Premier a nawet jego były rywal…

- Weź przestań! To liżygarnki, papierowe towarzystwo, które wiatr może…

- Co ty Dżony? Już nic nie rozumiem - To jaką Wałęsa ma armię i kto ma go skutecznie bronić?

Mamarony wstał i dla dodania swoim słowom znaczenia, aż wzniósł ręce ku niebu, tak że wyglądał jak Skarga na obrazie Matejki.

- Jak to kto ma bronić?

- No kto?

- ROBOTNICY!
…….

Kiedy wróciłem do domu, Iwona oglądając moją kurtkę obiecała, że mnie zabije, ale gdy wyjaśniłem jej dlaczego z Dżonym kulaliśmy się ze śmiechu po miejskim trawniku, przecie złość jej przeszła.
Kurtka w pralce a ja sobie piszę.
Dopóki wolno pisać, co się chce.

PO - Partia Ogólna

Co ja mam z tym Mistewiczem! To już, doprawdy, ludzkie pojęcie przechodzi! Przyobiecałem sobie, że nie będę się do jego tekstów odnosił, ale co zajrzę na stronę internetową Dziennika już tam na mnie dybie, już na mnie pełnym wyrazu okiem spogląda.

http://www.dziennik.pl/opinie/article347328/Radar_Tuska_na_najwyzszych_obrotach.html

W telewizyjnych wiadomościach zadaje szyku – No, kreator nowych politycznych mód, twórca określeń robiących wrażenie, tym bardziej, że i paryskie mody nam tu zaprowadza. Z Okopów Świętej Trójcy albo z lewicowych świetlic, wpycha nas wprost do buduaru, gdzie postpolityczne perfumy, tiule, pudry, lustereczka i pudełeczka wypełnione maściami, ponoć skutecznymi na tak zwane wstydliwe choroby współczesnej demokracji.

Tezy Mistewicza na pierwszy rzut oka nie olśniewają oryginalnością. To, że Platforma Obywatelska nie prezentuje żadnego, w miarę spójnego systemu idei, zastępując ideologię czymś w rodzaju miękkiej otwartości na wyzwania dnia – wiadomo od dawna. To, że pozbywając się ze swoich szeregów polityków takich jak Rokita, na ich miejsce wstawia wodewilowe w istocie gwiazdy postpolityki w rodzaju Cimoszewicza czy Krzaklewskiego, nie jest żadnym osobliwym odkryciem, które warte by było zajmowania się tego rodzaju strategicznymi rozgrywkami.

Tyle tylko, że Mistewicz jest facetem – wbrew temu, co się niektórym specjalistom do spraw politycznych wydaje – obdarzonym zarówno umiejętnością przeszczepiania na nasz grunt cudzoziemskich nowości, jak i całkiem drapieżnym, jak na nasze warunki, politycznym rozumem. Definiując partię rządzącą jako partię „multiideową” jednocześnie dał oręż jej chwalcom, apologetom Tuskowej „mega partii” jak i niepostrzeżenie, kopnął idee takiej właśnie bezideowej czy, jak chce Mistewicz - multiideowej partii – w tyłek, zakładając, że porządna, nawet bezideowa idea musi mieć na czym usiąść.

Czymże byłaby taka partia, jak nie partią „prajm tajmu”? Partią odzwierciedlającą poglądy i pomysły na świat pokazywane w głupawej telewizji między godzinami osiemnastą a dwudziestą drugą? Trochę telenowel, bajki, wiadomości i komentarze nie zakłócające w żaden sposób konwencjonalnego oglądu świata, poprzetykane jak kasza skwarkami nachalnymi reklamami.

To jest pomysł na zawłaszczenie sceny politycznej? Doprawdy? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że Pan Eryk chciałby - by partyjni macherzy od pijaru z PO uwierzyli, że już są w ogródku, że za moment powitają się czule z przysłowiową gąską, a zmora politycznej konkurencji zniknie.

Uważam, że jest na to duża szansa. PO budując z podziwu godnym zapałem przedwyborczą „Arkę” niczym w humoresce Camiego, gdzie synkowie Noego obarczeni zadaniem załadowaniem na zbawczy pokład po jednej parze z każdego gatunku, jednak poszli na łatwiznę i gdy po wylądowaniu na suchym lądzie tłumacząc się ojcu, dlaczego nie uchronili przed zagładą w potopie: lwów, żyraf, słoni, owiec czy psów – w rozczulający sposób buntują się przeciwko twardemu osądowi patriarchy, że są fujarami, uspokajac tatusia, że mimo pewnych niedociągnięć, ładownie są wypełnione zwierzętami po brzegi.

- Jakie to zwierzęta? – pyta zdumiony Noe

- Ryby! – odpowiadają zadowoleni z własnej przebiegłości synalkowie

Sądząc po tekstach, będących pokłosiem tekstu Mistewicza, widać na pierwszy rzut oka, że nawet ludzie zawodowo zajmujący się ocenianiem politycznych rozgrywek, nie do końca rozumieją, że czas gdy Fukuyama zyskał sławę, błaźniąc się tezą o „końcu historii” bezpowrotnie minął. Niemniej okazuje się szalenie kuszące napisać tekst o końcu podziałów ideowych, sytuujących oczekiwania elektorów na mapie politycznej, jaką znamy. Na przykład Andrzej Morozowski w dzisiejszym Dzienniku, napisał wprost, że wyborcy nie chcą idei, tylko autostrad i stadionów.

http://www.dziennik.pl/opinie/article348029/Morozowski_Wyborcy_chca_autostrad_nie_idei.html

Wyborców już nie interesuje czy partia jest zielona, czerwona czy czarna, tylko to co ta partia obieca? Obieca, bo przecież nawet partia szczerych cudotwórców w ramach kampanii wyborczej nie wybuduje nawet kilometra autostrady.
No, chyba że wybuduje, ale ja osobiście takiej nie znam. W tekście Morozowskiego zawarty jest też gruby błąd polegający na tym, że autor z niepowodzeń partii radykalnych wysnuwa wniosek, że wyborcy w swojej masie odrzucają idee, jako takie. To jest nieprawda.

Wyborcy wybierają ich lżejszą wersję, wersję bardziej przystającą do rzeczywistości, w jakiej żyją, ale nie ma lżejszej wersji kompletnej bezideowości. Nie da się za bardzo rozwodnić wody, a taki przepis akurat próbuje nam się sprzedać. Byłaby PO partią homeopatyczną w sferze ducha?

Poza wszystkim – jeśli tak jak w PO, znajdą się ludzie z lewicy, centrum i z prawicy, nawet nazwani przez media wybitnymi, ma to stanowić gwarancje sukcesu? Przecież wszyscy ci wybitni politycy, których przygarnia PO, są właśnie taki rybami z humoreski Camiego. Zamiast pływać we wzburzonych toniach potopu, przez czterdzieści kilka dni będą wożone w ładowniach statku, a potem zostaną wysadzone na suchy ląd.

Mniejsza z ich wygodą, ale wypada zauważyć, że jakby nie patrzeć – są to politycy od dawna przegrani. Mało tego – dzięki takim zabiegom szefostwa PO, zabierają miejsce działaczom tej partii. W razie porażki nowych, egzotycznych kolegów, może nastąpić bardzo solidne rozliczenie tej decyzji.

Celną diagnozę stawia Rokita w tekście „Operacja trójka” i chętnie mu wierzę, że nie przemawia przez niego gorycz, choć widzieć na swym miejscu pana Cimoszewicza, musi być dla niego „osobliwą przyjemnością”

http://www.dziennik.pl/opinie/article348513/Operacja_Trojka.html

Eryk Mistewicz niczym mały czołg wpadł między kruche intelektualnie konstrukcje, na których opiera się nasza dzisiejsza klasa polityczna w swym dążeniu do sukcesu i ostatecznego tryumfu. Przezabawne jest to, że środowiska wspierające PiS na siłę chcą widzieć w nim wroga i chwalcę nowych porządków proponowanych przez pijarowców PO. Ci drudzy za to, siedzą w bibliotece i drapią się po czuprynach oraz łysinach. Każdy po swojej - żeby nie było.

Zupełnie tak, jakby w politycznym narodzie zanikła całkowicie trudna sztuka czytania ze zrozumieniem, prostych w sumie tekstów. Mistewicz pokazał klucz, którym można otworzyć drzwi do politycznego sukcesu. Co gorliwsi, dalejże biegać z tym kluczem, powielać wzór, klucz udoskonalać i upiększać.

- Klucz w multiideowości, w pragmatyzmie, w obiecankach – cacankach, w prajm tajmie, w łatwości – Klucz! Klucz! Klucz!

Dobrze - PT specjaliści od polityki, spin doktorzy i story spinersi.
Macie klucz, ale gdzie drzwi, a zresztą – co tam drzwi?

Co jest za tymi drzwiami, że spytam? Na pewno wiecie?
Otworzycie drzwi, a tam być może będzie czekał skuteczny budowniczy autostrad, stadionów czy nawet marmurowych schodów wiodących Bóg wie gdzie – co wtedy?

Naprawdę zapomnieliście, że zza fasady bezideowej rozkosznej babraniny zawsze gotowa wychynąć bezlitosna, nieludzka morda tyrana? Przecież to już w tej naszej, ciągle naiwnej Europie przerabialiśmy. Żadna nowość.

Szanowny Panie Premierze!

Przez ten IPN to ja całkiem spać nie mogę, co przekracza wszelkie granice przyzwoitości a także odbija mi się na moim zdrowiu. Jak nie śpię to, żeby nie myśleć, chodzę po mieszkaniu, a w domu obok istna Sodoma i Gomora. Jedna taka sąsiadeczka – czarnulka – w samym staniku chodzi, a czy w majtkach to nie wiem, bo parapet zasłania. Żeby daleko nie szukać to dziś w nocy z lodówki wzięła mleko w kartonie i gdzieś zaniosła, ale nie wiem gdzie, bo zgasiła światło. Szanowny Panie Premierze! Niech się pan nie boi tych szczekaczy. Historia nie jest nam do niczego potrzebna, ani żadna wiedza o jakiejś tam przeszłości. Nie po to wybraliśmy przyszłość…

- To jakiś zdurniałe dziadzisko napisało, co tu ma kobieta w staniku do rzeczy?

… żeby teraz ślęczeć nad jakimiś sfałszowanymi szpargałami, czego w innych porządnych i nowoczesnych krajach nie ma. Z tego tylko rośnie nienawiść międzyludzka i poniżanie naszych narodowych autorytetów. Pan, taki nowoczesny, młody i przystojny, nie powinien pozwolić…

- E, to jednak babeczka napisała, hmm…

…na szarganie osób, które odbiły swe piętno na historii całego świata. Kiedy byłem chłopcem marzyłem…

- Nie, jednak facet!

…o innej Polsce, o Polsce bez IPN, o narodzie nie grzebiącym się w śmietniku przeszłości, wyznającym zasadę „co było a nie jest, nie pisze się w rejestr” Ale teraz na stare lata, otoczony przez braci Kaczyńskich oraz ich popleczników, tylko w Panu pokładam nadzieję na wyczyszczenie tego szamba w którym zarówno Pan, jak i setki tysięcy takich jak ja, tkwimy zanurzeni po uszy.

- Szambo? Czy ja tkwię w szambie? Trochę to, no, nie bardzo, napisał.

Dziękuję panu za dzisiejsze mądre słowa. Trzeba ten ośrodek wszelkiego zła zlikwidować raz na zawsze. Dobrze, że nie będzie Pan osamotniony, że prezydent Kwaśniewski, że premier Mazowiecki, że marszałek Komorowski, poseł Palikot, że wszyscy ludzie dobrej woli wypowiadają się na ten temat tak zdecydowanie. Poza tym, jeśli chce się wyjść z szamba, można będzie…

- Co on z tym szambem?

… wydostać się jakoś wspólnymi siłami, wchodząc jeden na drugiego, po plecach, karkach, głowach się dla dobra sprawy wzajemnie depcząc, a potem zabetonować ten IPN w celach higienicznych, jak już wszyscy wyjdą – oczywiście. Wtedy na betonowej pokrywie będziemy mogli zatańczyć hopaka, a ja pocałuję Pana w rękę…

- Obejdzie się, tfu, cóż to za spoufalanie się!

… Albo w nogę. Precz z historią! Precz z historykami! Precz z IPN!

- Podpisano…Alfa i Omega – Jak to precz z historykami? Nie każdy historyk winien tego, że historię skończył! Też coś. Niemniej jako głos ludu, może się przydać, tyle że we fragmentach, bo całość jakaś taka nie bardzo.

Odpowiedź na polemikę Triariusa

Nic nie sprawia autorowi większej przyjemności, poza premią pieniężną, oczywiście, niż polemika z jego tekstem, tym bardziej, gdy polemika jest szersza objętościowo niż sam tekst.

To nie to samo, co gdy przyjdzie ci ktoś nawrzucać „jobów” i sobie pójdzie pokazując ci na pożegnanie emotikona.
Co prawda w swoim poprzednim tekście ( link ) odniosłem się między innym do jego prywatnego bojkotu eurowyborów, co czyni naszą wymianę poglądów nieco mniej spontaniczną, ale niech tam.

Otóż Tygrys nasmarował tekst wyjaśniający i jak to ma w zwyczaju bez-owijania.blogspot.com/ dopisał mi chęć demonstrowania, pisania listów protestacyjnych, a nawet pójścia na wybory i jakiegoś protestu polagającego na skreślaniu wszystkich kandydatów, w ramach protestu obywatelskiego. Wiele mi tam dopisał, jak na faceta, który ponoć, nie lubi pisać.
Nic z tych rzeczy panie Triarius!

Fragmentu:

„Nadchodzący czas wojenny, związany ze śmieszną kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego, jest doskonałą okazją, by przejechać się po miękkich brzuchach naszych politycznych reprezentantów” – No, nijak nie da się zinterpretować jako wezwania do demonstracji w formie, jakie zwalczasz i wyśmiewasz.

Podobnie jak nie jest to wezwanie do bojkotu naszych przyszłych krajowych wyborów. To byłoby głupie i nigdzie czegoś podobnego nie napisałem.
Napisałem, że przy okazji wyborów, których wynik mam za jajo, jest dobra okazja by się uczciwie przejechać po naszej klasie politycznej, układającej się właśnie do europejskiego snu, bez jakichś tam przesadnych kalkulacji i dzielenia włosa na czworo.

To, że nie mam zamiaru uczestniczyć w tym głosowaniu, i będą to pierwsze od 89 roku wybory w jakich nie będę uczestniczył nie jest demonstracją tylko wnioskiem jaki wyciągnąłem z obserwacji zarówno PE jak i sposobu traktowania tych wyborów przez naszych polityków.

Niemały wpływ na to, że się w tej kwestii stawiam, ma też, przedziwna, nawet jak na nasze warunki ordynacja wyborcza. Ciekaw jestem niezmiernie, czy ktoś na tyle poważnie traktuje swoich wyborców, że w jasny sposób przedstawi jej meandry. Na razie czytałem tylko uwagi Krzysztofa Leskiego w salonie24.

Napisałem o „naszej klasie politycznej” bo trudno żebym brał się za atakowanie francuskiej.

Co ma do tego PiS – nie wiem. Też wolę PiS niż PO czy jakichś typków z SLD, ale przecież sam na końcu piszesz tak:

„Mój wyborczy "protest" - powtórzę to raz jeszcze na koniec - nie dotyczy polityki krajowej, nie tym razem! On dotyczy polityki jak najbardziej PONADNARODOWEJ. A co do klasy politycznej, to, oczywiście do orgazmu daleko, ale PiS, Jacku Jarecki, dość mi się w sumie podoba. Co oczywiście nie oznacza, by każdy musiał być aż tak mu przychylny, albo by nie należało PiS'u ganiać, pouczać i karcić. Jednak PiS to nie to co postkomuna czy wesoła trzódka Tuska, albo totalitarne ojrobiurwy. Nie dla mnie!”

No właśnie.

Ani PiS, ani Jarosław Kaczyński to nie są święte krowy, i też w swoim skromnym zakresie można im to starać się uświadamiać. Tyle tylko, że każda zgłoszona wątpliwość, każda krytyka jest traktowana przez ich fanów jak zdrada główna i diabli wiedzą, co? W ten sposób daleko się nie zajedzie.

Zwróć uwagę, że na razie – nawet w sprawie tych czerwcowych wyborów, specjalnie się PiS nie wygłupia. Jeszcze nie znamy wszystkich kandydatów, ale nie zanosi się na jakieś kuriozalne akcje werbunkowe w stylu PO.
Dobre i to.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Bezstronni powracają by zapędzić tłumy do urn



Do godziny X zostało 51 dni i 15 godzin, a pępek znajduje się w Stąporkowie. Nie, nie zaczynam w ten sposób kolejnej, ponoć charakterystycznej dla mnie absurdalnej, albo jak kto woli, bezsensownej historyjki.

Całkiem niedawno przetoczyła się w sieci nieco spóźniona batalia o czystość mechanizmu kampanii wzywającej do licznego udziału w wyborach, zastosowanego przez grupę rozmaitych fundacji i organizacji społecznych, powszechnie znanych ze swojej bezstronności ideologicznej.

Teraz, z pewnym wyprzedzeniem każdy przytomny i znający się na rzeczy internauta może zajrzeć sobie pod niżej umieszczony link i przekonać się, że „oni jednak wracają!”

Panie i Panowie – oto!

Koalicja na rzecz gromadnego udziału w wyborach!

Tutaj!

Taram! Związek firm PR!

Taram! Fundacja Schummana!

Taram! Fundacja Batorego!

( mam nadzieję, że w tym przypadku chodzi o jakiegoś innego Batorego ) Sami sobie poczytajcie bo tam tego sporo jest.

A wszyscy bezstronni, a ta bezstronność nie dość że zalecana młodym ludziom, którzy będą robić akcje, ba nawet jest warunkiem udziału – ta bezstronność.

Dla zachęty wkleję wam kilka projektów akcji, przygotowanych przez organizatorów.


* Budzimy świadomość wyborczą

* Spotykacie się w centrum miasta, przynosicie ze sobą budziki i o określonej godzinie je włączacie.

* Każdy głos ma znaczenie
Zbieracie się ze swoimi czworonogami w centrum miasta lub tłumnie przechodzicie główną ulicą miasta.

* Ekologiczny pępek
Przejeżdżacie na rowerach przez główne ulice miasta

* Ubieracie się na żółto – niebiesko i spotykacie się w centrum miasta

* Gracie wspólnie na grzebieniach hymn unii

* Zbieracie się w centrum miasta i robicie sobie zbiorowe zdjęcie

* Każdy mieszkaniec zostawia odcisk swojej dłoni na płótnie rozłożonym w centrum miasta

* Zasadzacie cebulki tulipanów na skwerze w centrum miasta (w kolorach unii)

* Zbieracie się w centrum miasta i krzyczycie jak najgłośniej nazwę swojej miejscowości z pomiarem głośności "


A pępek?
Mają na stronie mapę z pępkiem.
Ludzie się logują i przyrzekają, że będą głosować, najwyraźniej podając swój adres. Gdzie się zbierze najwięcej wyborczych pasjonatów, uroczyście przenosi się pępek ( najwięcej co do ilości mieszkańców )

Dla mnie bomba!
Nicpoń, czytałem, optuje za udziałem.
Przenieś Artur pępek do Lesieńca!
Będzie okazja wypić „pępkowe”



Ja niestety nie mogie, a swoje zdanie wyraziłem tutaj i na razie tego się trzymam