sobota, 26 stycznia 2013

O co chodzi z tymi pedałami?


Jako człowiek małomiasteczkowy i nędzny znam osobiście tylko dwóch homoseksualistów.
Nie to co inni – wiem, że to zbyt mało by wyciągać wnioski, ale na szczęście nie jestem medium ani nawet popularnym blogerem.
Znam tych dwóch „pedałów” i tyle.
Jeden jest kibolem i o niczym innym z nim nie gadam, ino o piłce nożnej. Znam się na piłce i potrafię odpowiedzieć na głupie pytanie, jaki był wynik w starodawnym meczu i dlaczego 2-1, ale on recytuje składy drużyn.
Drugi jest nieźle rozeznany w kulturze i polityce. Głosuje na kolejne partie Korwina – Mikke, czego, pamiętając o własnej politycznej przeszłości, nie wyrzucam Onemu. Przepraszam, znam jeszcze trzeciego. Bardzo fajny chłopak.
Łączy ich to, że są normalnymi ludźmi, oraz wrogość wobec tak zwanego „środowiska”
Żyją sobie skromnie, w parach. Nie czują się prześladowani ani dyskryminowani. Kibol zapytał mnie ostatnio, gdy rozmowa zeszła na „pedalskie roszczenia”
– Jakbyś się czuł, gdyby w twoim imieniu, jako hetero, występowały kurwy i ludzie, którzy pierdolą się w krzakach, w parkach, w ramach doggingu?
Cóż mogę odpowiedzieć, poza oczywistym stwierdzeniem, że PT pedał jest równy, że jest zwykłym człowiekiem, który z powodu innej seksualnej orientacji/ zboczenia niekoniecznie przynależy do bandy lewackich durniów.
Myśląc pozytywnie, należy przyjąć, że preferencje seksualne nie mają wpływu na preferencje polityczne.
To, że banda lewackich ancymonów próbuje przejąć władzę nad duszami homoseksualistów, świadczy jedynie o słabości głupawych „prawicowców”
Nie sposób na ten temat napisać rozsądnie, chociaż wystarczy zacząć od przesunięcia wektorów, gdzie preferencje seksualne znajdą się nas właściwym dla siebie miejscu.
Proponuję pozycję szóstą, po wierze, honorze, ojczyźnie, zainteresowaniach… i kulturze.
Tak , mniej więcej, pozycjonuję swój heteroseksualizm.

środa, 9 stycznia 2013

Moralne bankructwo średniej Polski


 Przez całą noc trawił Kmicic opinię Wrzeszczowicza o Polakach, szerzej, o obywatelach Rzeczpospolitej i nijak nie potrafił wymyślić dobrych kontrargumentów. – Azali prawdą jest, że jeno dobrą jazdę mamy? – Pytał sam siebie, a był to człowiek niegłupi, po przejściach, przeto rozeznanie jakoweś posiadał. 

Aż z tego wszystkiego o 4:35 nad ranem, udał się, na te smutki, do wygódki.

Gdyby dzisiaj jakiś pisarczyk wywlókł pana Andrzeja z szeleszczącego czyśćca literatury i postawił przed nim współczesnego krytyka naszego narodowego porządku, nie mógłby już się już Jędrek zastawiać żadną „dobrą jazdą”

Historia pędzi niczym husaria pod Parkanami, a my znowuż... byle nasza wieś spokojna… Byle co, po prostu, w obejściu, byle europejczykami nas nazwą, byle fajnie, prawda, było.

Łatwo poszło to, co z trudem przyszło. 

Rzecz nie w Magdalence czy na jakimś Okrągłym Stole. Widzę tu raczej  konsekwentną, choć często nie uświadomioną przez „bezpośrednich wykonawców” linię propagandową. Kto do niej przykładał swój umysł, ręce i duszę, niech będzie przeklęty na zawsze.

Podstawowe zasady wtłaczane od tak zwanego „upadku komuny” do uczesanych głów  PT polaków były i są takie;

Wszyscy są w taki czy inny sposób umoczeni w PRL – Niby wszyscy jesteśmy dziećmi totalitarnego państwa, na równi z jego przywódcami/macherami. 

Wszyscy, w domyśle są łajdakami, ale ja/my mamy odwagę się do tego przyznać a nawet chwalić się swym świństwem ( casus urbana )

Za wszystkie swoje niepowodzenia odpowiadasz tylko ty. Jeśli uważasz inaczej, jesteś płaczkiem, komuchem i łajzą ( casus leberałów z początku lat 90 )

Musisz utożsamiać się z wyższą, finansowo i bezczelnie, grupą społeczną, tak szczerze , aż ich problemy weźmiesz za swoje. Pod żadnym pozorem nie bierz za swoje problemów tych, którzy są niżej niż ty. Do nóg padaj ważnym a pluj na słabszych.

Polityka jest nieważna, zajmowanie się nią to głupota. Wszyscy politycy są tacy sami. Wszyscy politycy są nic nie warci. Wszyscy politycy kłamią, ale tylko nasi, polscy. Reszta to świątobliwe cadyki, od USA do CCCP.

Historia i tradycje Rzeczpospolitej są tylko kulą u nóg rozwoju, zarówno państwa polskiego jak i jego obywateli. Twojego także! Wiedza zawsze przeszkadza, a historyczna przeszkadza szczególnie.

Jeśli już musisz kochać coś abstrakcyjnego, adoruj swoją małą ojczyznę. To jest wybaczalna postawa dzięki której możesz wyzwolić się z grona złych, morderczych Polaków. Bądź Warszawiaku, mężnym mazowszaninem i zaproś dla swojej obrony, PT Krzyżaków. Wiem, że to już było, ale nikt o tym nie pamięta!

Chamstwo, prymitywizm opinii, perfidia oraz pospolite kłamstwo w sferze publicznej jest fajne i nowoczesne, o ile tak zadecydują mądrzejsi od Ciebie. 

Do nóżek padam, prostytuto z telewizora!

Balcerowicz jest najwybitniejszym w świecie ekonomistą a Geremek politykiem. Teraz są lepsze, bardziej odlotowe pomysły z udziałem Rostowskiego i Tuska. I na tak podejrzanej jakości smalec są amatorzy.

Religia katolicka to obciach w przeciwieństwie do innych religii, w których pewnie coś jest i dlatego należy je szanować. Rzezie? Społeczeństwo kastowe? Masowe gwałty? Cóż, postęp wymaga ofiar!

Świeccy święci są naprawdę święci, nie to co jacyś podejrzani - Tfy - katoliccy! 
Z żywych ostali się ino Michnik, Owsiak i Wałęsa. Nawet pan Kuroń budzi wątpliwości – Po kilku latach, ponieważ obecnie zda się mądrzejszym i do zbytku szlachetnym, przynajmniej odkąd nie żyje.

Szanuj tylko potoczne, popularne opinie, nie zagłębiaj się, nie myśl bo ... myśliwym zostaniesz! 

Można by pisać i pisać, ale z tego pisania, cale dobra jazda nie wypłynie chorągwiami, pod polskimi znakami na pole, zza czarnej wstęgi lasu. 

Takie przyszły czasy, że ludzie boją się koni, a konie ludzi. O wyrażaniu swych sądów, przez litość nawet nie wspominam.

Kmicic to miał dobrze!

Udał się do Częstochowy, nie zarządzanej wówczas przez komuchów und ich sojuszników  z PO i literacki ksiądz Kordecki wskazał mu pozytyw pod postacią kultu Maryjnego, aż mu grzbiet pod dyscypliną, z prawej ręki Soroki, krwią spłynął. 

Uzyskawszy rozgrzeszenie, przecie wielkie Ojczyźnie oddając posługi, do dobrego imienia powrócił i przy nim do końca żywota swego pozostać raczył.

A my co, współcześni Polacy?

Hodujemy w świętej Rzplitej komuszą hołotę, palikociarzy i sto tysięcy medialnych ścierw, czyli już na wstępie jesteśmy w dupie! 

I jeszcze trzeba uważać, by jednego z drugim nie urazić grubym słowem.

Albowiem okupanci naszych umysłów wymyślili, że do opinii/idei można zastosować wytrych „mowy nienawiści” 
O, resztki pogrobowców Rzeczpospolitej – Zamknijcie mordy bo tiurma! Na słowo - paragraf! 

We władzy ciemniaków i skurwysynów - Ile można? To jest nudne! 



Dzisiaj, gdy wszyscy jesteśmy obywatelami - udało się wyhodować, trzydzieści trzy lata po Sierpniu, nie tylko szlachtę, arystokrację ale i bohatersko bogatą klasę próżniaczą, która nawet sama nie wie co robi, ani dlaczego?

Doszliśmy do sytuacji, że jest uznawany za tradycję polskiej nowomodnej kultury cytat z naszych kurewek, pospolitych gdańskich leberałów, że niby...pierwszy milion trzeba ukraść. 
Dzisiaj nie ma komu ukraść - O cholera! 
Biedaków, wdowy i sieroty zostawiam Państwu, ponieważ mam jeszcze resztki sumienia. Pozostali mają uzbrojona ochronę.

A co tu ma do rzeczy Kmicic?

Ano nic, dawno temu wyemigrował do Argentyny, biorąc za dobrą monetę opinię, że najsolidniej można zarobić w czasie kryzysu, a kryzys nam nie grozi.
Wrzeszczowicz siedzi w Czechach.

Pielgrzymki kłaniają się przed bohomazem. Majowie zbankrutowali jako poważni naukowcy. Czesław Miłosz choćby milion lat siudał dupką w zaświatach nie wymaże gumką przekazu, swojego, jakże popularnego wiersza.

Dla młodszych/głupszych mam uwagę, że ze względu na termin publikacji wiersza, nijak nie można napisać, że jest to tekst zwracający się bezpośrednio z pretensjami do Jarosława Kaczyńskiego.

"Który skrzywdziłeś człowieka prostego 
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, 
Gromadę błaznów koło siebie mając 
Na pomieszanie dobrego i złego, 

Choćby przed tobą wszyscy się kłonili 
Cnotę i mądrość tobie przypisując, 
Złote medale na twoją cześć kując, 
Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli, 

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. 
Możesz go zabić - narodzi się nowy. 
Spisane będą czyny i rozmowy. 

Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy 
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta" 

Owszem, zostały spisane czyny i rozmowy, ale cała ta historia nie jest nic warta, ponieważ nie została zaopatrzona czerwoną, okrągłą, kacapską und carską pieczęcią. 

Bawmy się! 
... nim werble warcząc ruszą
















czwartek, 3 stycznia 2013

2012 - Subiektywny przegląd blogosfery


Bloger Roku – Coryllus

Wielu zadziwi a może nawet przerazi ten wybór, ale mam dobre racje by postawić na Gabriela. Nie chodzi o jego wyjątkową pisarską aktywność, ani o podziw jaki we mnie budzi jako autor, wydawca i maszyna promocyjna w jednym. Nie muszę się z nim zgadzać. Ba, niezbyt mnie odpowiada  jego okrągły, erudycyjny styl pisania tekstów. Tyle tylko i aż tyle, że siedząc od rana w firemce, gdzie mam dostęp do internetu jedynie przez komórkę, od dziewiątej zaczynam sprawdzać, czy Coryllus spłodził nowytekst. Jeśli tak, po jego przeczytaniu pilnie śledzę dyskusję pod nim w Salonie24. Każdemu tyle, ile się należy.  Pisarz to pisarz. Cieszy, że wykluł się z tak poniżanej, umęczonej, polskiej blogosfery.

Obciachowy Portal Roku – Salon24

Portal prowadzony przez ludzi, którzy uchodzą za szermierzy wolnego słowa, co nie przeszkadza im w praktykowaniu cenzury prewencyjnej, cenzorskich zapisów na nazwiska i nicki, czyli zachowań charakterystycznych dla słusznie i dawno minionej epoki. Jednocześnie doskonale żyją  i mnożą się tam ewidentni kapusie dla których donosik do prokuratury czy jakiejś papierowej szmaty to ciepła bułeczka z masełkiem i dżemikiem, oraz całkiem jawni prowokatorzy, sycący się satysfakcją z tego, że ktoś, kto nazwał ich po imieniu, za karę został wywalony z Salonu na zbity ryj. Wyjątkowe, razem z nierozumnymi adminami, tałatajstwo.

Twittersyn Roku – Igła

Dla każdego, kto śledzi polityczną flankę twittera, mój wybór powinien być oczywisty. Niby słodki drań, ale, choć nie do końca rozumiany, potrafi nawiązać kontakt z każdym. Ten kontakt często kończy się zablokowaniem słodkiego Igiełki. To żubr twittera, moi mili! Nadbiegając zewsząd miażdży głupotę politycznych i dziennikarskich celebrytów oraz ich naiwnych akolitów jak nikt. Beztrosko zauważę przy okazji, że panienki za nim latają. Niestety, wirtualnie.

Hańba Roku – Medialna nagonka na blogera Artura Nicponia

Ewidentnie zainspirowana przez jakiegoś sukinsyna z blogosfery. Patrz wyżej! Akcja, która unaoczniła meni, jak nic nie znaczącą dla możnych tego świata jest blogosfera i jej darmowi robotnicy. Nieznośna była jawnie okazywana przez niektórych naszych towarzyszy po słowie radość i satysfakcja z tej głupiej i zakłamanej nagonki.
Łajdaki, jakże wam w pyskach?

Satysfakcja Roku – Trwanie niezależnych* inicjatyw

Wbrew wszelkim przeciwnościom losu oraz PT finansów - Trwają na posterunku, wraz ze swoim radiem, popularne Niepopki, żyją Blogmedia „Made in Maryla” Nieśmiałe oznaki życia daje Textowisko. Bywa, że napisze tekst wyrus czy inny, prawda, triarius 

– Jeszcze żyjemy! Kochani, jeszcze żyjemy!

*jako „niezależne” rozumiem inicjatywy w których nie maczają paluchów politycy und dziennikarze

Mezalians Roku – Chwilowy powrót do Salonu 24 „naszych dziennikarzy”

Za wstępny komentarz niech posłuży cudzysłów w tytule kategorii. Wszystko odbyło się na zasadzie:

- Panie Rafale! Kocham Pana i uwielbiam pańskie teksty!
- Ja też siebie kocham i uwielbiam własne teksty – I to ma być komentarz? Phi!

Albo:

- Ty łobuzie, pisowcu paskudny, dlaczego nie odpowiadasz na komentarze?
- Ja pisowcem? Ożesz ty! Nawet traktorem mnie nie zaciągną do klawiatury!


Zapomniany Roku – Pan Krzysztof Leski– Szacunek!

Przypominam najpopularniejszego blogera S24, którego odsłony tekstów liczone były w miliony a koledzy, och, a także ...  ach!

***

Można zapytać autora, po co i jakim prawem ocenia innych? Ano takim, że od sześciu lat wędruję po stepach blogosfery. Miałem wiele związanych z nią nadziei. Pisałem w przypływie szaleństwa o Dzikich Stepach Blogosfery.
Dzisiaj widzę mur z cegieł i błaznów podpierających go leszczynowymi patykami. Taki lajf!








poniedziałek, 10 grudnia 2012

Polityczny totolotek (4-8)


4. Bieg z przeszkodami

Dyscyplina sportowa uprawiana z musu przez aktualnie rządzących.

W oryginale, przeważnie, bieg na trzy kilometry. W odmianie politycznej to bieg na cztery lata. Są dwie strategie; prostego szybkobiegacza i biegacza technika. 
Prosty szybkobiegacz zatrzymuje się przed przeszkodą. Przełazi przez nią dupowo i pędzi dalej. 
Na każdym okrążeniu kąpie się w rowie z wodą. W końcu, na finiszu wygląda jak łachudra.
Technik przeskakuje niczym jakaś afrykańska gazela a w rowie zamacza tylko eleganckie, złożone przez młodych Azjatów, buciki.

Nasi politycy przeważnie biegną wolno do mety, przełażą, kąpią się, a i tak są zadowoleni, ponieważ ich konkurenci robią to samo. Aby się nie „złachać” wielu biegnie na golasa, z termosem pod pachą. Trener powiedział na odprawie, że byle brzuch do przodu i minę mieć tęgą. 
Zawartość termosu to fantazja!

5. Bieg na przełaj

W wersji sportowej, polega na galopadzie po ugorach. W politycznej, chodzi głównie o zmyłkę. Startujemy jako bezwzględny liberał. Biegnąc po linii musielibyśmy zaliczyć bycie konserwatywnym liberałem, konserwatystą by osiągnąć metę jako „kościelny kurek”
W naszej polityce, najskuteczniejszy bieg na przełaj zaliczył Janusz Palikot. Wszystko, co wyżej, ale w odwrotną stronę!
Od „kościelnego kurka” w krótkich apcugach, do lewackiego durnia. Trzeba przyjąć, że uprawianie biegów przełajowych jest opłacalne.

6. Boks
Jeśli chodzi o polityczny boks, nie mam nic do dodania. Akurat ta polityczna dyscyplina, świetnie się rozwija i nie potrzebuje komentarza.

7. Dżudo

Tak naprawdę, sport ten polega na szarpaniu się za kinole /kimona. Aby przegrać, trzeba się zdrzemnąć. 

Dżudo przypisuję PSL- owi, oraz Lechowi Wałęsie, który w 1981 roku był w Japonii, skąd przywiózł katanę i ten dżudocki, nieco pedalski szlafrok, a peeselowi z powodu wyglądu byłego Pawlaka, z którego jest czysty, lekko chory samuraj.

Samurajów należy leczyć antybiotykami przez NFZ, albo, z braku środków – nakłuwaniem.


8.Gimnastyka 

Spytajcie Ryśka Czarneckiego – Opowie, na czym polega ta dyscyplina sportowa. Ludzie sądzą, że chodzi o wygibasy w śmiesznym, obcisłym stroju, machanie nogami, skakanie przez nachylonego Michnika czy innego konia, bujanie się na kółkach.
Oddany tej dyscyplinie, pan Rafał Ziemkiewicz, przeskakując przez Michnika, zarył gębowo w tłustym Rumunie. 

A Rumun na to; - Szaba laba la.... da

niedziela, 9 grudnia 2012

Polskie dyscypliny polityczne według Totolotka - 1,2,3.


1. Bobsleje

Sport popularny wśród polityków z partyjnego, drugiego rzędu, których namówiono, albo sami się namówili, że niby czas spróbować sił w zawodach politycznych na tak zwany „własny rachunek” Popularnym wśród nich filmem jest obraz o jamajskich ( sic!)  bobsleistach zatytułowany „Reggae na lodzie”

Dziwne, że z samego tytułu nie wysnuli żadnych wniosków. No, ale czego wymagać od polityków z drugiego rzędu? Najsłynniejszym przykładem są dziewczęta i chłopcy, którzy po odejściu z PiS stworzyli partię pod zasadniczym i słusznym tytułem „Polska jest Najważniejsza”

Zawody bobslejowe - To uwaga dla nieznających się na sporcie, polegają na tym, że czterech ananasów/ancymonów, biegnąc rozpędza takie „cyko” na płozach, do którego wskakuje i pędzi na złamanie karku lodową rynną w dół. pojazd nazywa się ... bobslej.

Jeden steruje a reszta służy jako wychylny balast. W bobslejach sportowych różnice na mecie liczy się w tysięcznych częściach sekundy. W politycznych, bobsleiści najczęściej nie mogą przekroczyć magicznych 2 procent. 

Jeśli chodzi o PJN nie pomogło im popychanie „boba” przez popularne media i jeszcze popularniejszych publicystów, ponieważ sterniczka wyskoczyła z krzykiem na pierwszym zakręcie.

Istnieją liczne zapisy jej krzyku. Wedle mnie, zupełnie, ale to wcale i wcale, nie krzyczała o Bogu czy honorze, ale raczej; - Ratuj się kto może!

Teraz „bobem” zawiaduje ponoć kowal, który płozy kuł i klepał. Złośliwi twierdzą, że facet po prostu tak się nazywa. Bywa.
Ze względu na asocjacje z Jamajką, podejrzana o „bobsleizm” jest też partia Palikota oraz Jaśnie Oświecony Pan Prezydent.
    

2. Bojery

Sport nieco zapomniany przez kibiców sportowych, ale bardzo popularny wśród polskich polityków. Jeśli zostaniesz na lodzie – Opowiadają w ekskluzywnych wywiadach, siadasz sobie niczym jakiś lord do łodzi na płozach, rozpinasz żagiel a polityczny wiatr gna cię po zamarzniętym jeziorze. 

Trochę to złudne, ponieważ większość trafia w trzciny i tam osiada na stałe.
Poza wszystkim jezioro to nie ocean. Zasadniczo!

Bojery uprawiają też pasjami politycy, którzy w lecie zabawiają się byle czym, doskonale zdając sobie sprawę, że dla ich partii, cenny jest ciężar ich tyłków w sejmowych ławach. Posiedli sztukę takiego ustawiania żagla, że dokąd by nie płynęli, zawsze trafiają do właściwego portu i wtedy pochwali ich bosman, albo nawet sam kierownik. Za lojalność.  

3. Bieg przez płotki

Ulubiona dyscyplina Europosłów. W sportowym wydaniu dyscyplina polega na przeskakiwaniu płotów w biegu płaskim. W polityce, choć też mamy do czynienia z biegiem płaskim, zawody polegają na deptaniu partyjnych płotek, które z tak błahych powodów jak wykształcenie, znajomość prawa czy choćby zagranicznych języków, zgłaszają niepoważne aspiracje w kierunku „jumania kasy” zamiast naszych doświadczonych biegaczy.

Bieg przez płotki w wydaniu polskich europosłów to niezwykłe widowisko! W każdej wypielęgnowanej dłoni młot żelazem okuty. Krew na tartanie! Publicystyczny stadion szaleje!

Na rok przed wyborami, większość bobsleistów będzie starała się odnowić znajomość z bieżnią i niezawodnie weźmie udział w licznych, przedwyborczych biegach, ku zdumieniu zbaraniałej publiczności, która nagle musi podziwiać biegające balasty.

Tekstowisko zamarzło? - Tekst publikowany w celach archiwalnych

http://txt-atrium.pl/jarecki/62167.html
Pozaziębialiście się, czy co?
A mówiłem; Grzesiu, na sanki można iść, bo zima, ale przez cały dzień na teczce z kajetami uczniów zjeżdżać z górki to jest lewicowy fanatyzm!
To samo dotyczy Maciejowczaka z Magią.
Wiem, latem bałwana ulepić się nie da, ale pomysł stworzenia galerii politycznych bałwanów to zadanie dla kozackiej chorągwi/spieszonej, a nie dla parki takich gołąbeczków.
Sergiusz siedzi chociaż w cieple, ale on zawsze siedzi w cieple, ponieważ kożuch zdejmuje dopiero w czerwcu. I onucki.
Tekst poniższy został opublikowany na stronie  http://txt-atrium.pl/ Tutaj pojawia się tylko jako przeznaczony do archiwum. Ewentualnych czytelników proszę o przelogowanie się na TXT i czytanie "tamój"

Weście przykład ze mnie. Nie w sensie ogólnym, bo to mógłbym polecić jakiemuś rozczochranemu wrogowi, ale w takim, że ledwie wstałem z łoża boleści, zaraz się zalogowałem na tekstowisku i dobrym słowem chcę was pokrzepić. Właśnie tak!
Poszedłem wczoraj do sklepu. W uszy zimno gdyż dla dodania sobie fantazji nie założyłem czapki. Dodam, że coś mnie bodło w lewym boku. Przed wyjściem chciałem spisać testament, ale z powodu braku mienia, którym mógłbym rozporządzać, oraz kancelaryjnego papieru, zaniechałem.
Kupiłem ziemniaki, dwa kilo marchwi, cztery pomarańcze, ser dojrzały i trochę wołowiny na tatara. Nadkładając drogi udałem się do kiosku po gazetę i papierosy. Z przyzwyczajenia. Przed kioskiem uświadomiłem sobie, że nie mam ochoty na żadną gazetę i tak się tym zdenerwowałem, że zapomniałem o tytoniu. Stało się! Przestałem być zwierzęciem politycznym! Już się nie będą tubylcy śmiali ze mnie, że idę z zakupami i po drodze czytam gazetę.
Z tą marchwią to jest historia! Moja Algusia dostała jakiejś manii gryzienia marchwi. Dokuczliwy nałóg! Wróciłem i widząc mój szkaradny wygląd, rzeczona Alga kazała się meni położyć do łóżka, co chętnie uczyniłem. Włączyłem laptopika i próbowałem obejrzeć jakiś film. Nie wiem dlaczego, ale trafiałem na same głupie filmy. Nie zdziwiłem się, ponieważ dziwnymi wiedziony myślami, łaknąłem horroru. Jeden był nawet niezły „Kobieta w czerni” ale znowuż dość straszny, a ja byłem sam w pokoju. Słyszałem co prawda Algę gryzącą marchew, ale strach mnie nie opuszczał. Wyłączyłem.
W związku z tym, przeczytałem ze 400 stron „Trylogii Rzymskiej” Valtariego a na kolację zjadłem ogromny talerz tatara, pomimo przestróg, że to niezdrowy pomysł. Przemogłem się i zjadłem! Dzisiaj obudziłem się niczym nowo narodzony. W boku nie boli, spojrzenie jasne, gęba rumiana.
Spacer z Różą. Świat się błyszczy, uszy marzną, ale bez przesady, jak to niektórzy z was, co jak widzę pozamarzali. Róża uwielbia śnieg. Kładzie się w śniegu i trzeba ją śniegiem nacierać. Nie polecam tego merlotowi, joteszowi czy innym tutejszym, ponieważ Róża ma zimą futro jak niedźwiadek, a wy nie macie!
Zasiadłem do kompka. Polatałem po portalach. Brzęczenie much, chociaż zima. Z braku gazety przyniosłem packę, nie pomogło. Kaczyński się zmniejszył niemiecko i zaraz stał się tańszy. Jakiś dureń podniósł dłoń świętokradczą, Siwiec się przenosi, czasopisma zdychają lub się mnożą, dziennikarze odkryli, że są hipokrytami. Do much brzęczących dołączyły komary i tną.
Jedna dobra informacja jest taka, że Igła poszedł do fryzjera i obciął się na Młodego Piasta, pod garnek.
Zajrzałem na Tekstowisko. Ostatnie logowanie sprzed dwóch dni i 15 godzin. Od razu pomyślałem, że pozamarzali, pochorowali się, zjedli coś nieświeżego.
Prawda li to?

środa, 5 grudnia 2012

Nierozważny Człowiek


Żonie nie ufa, kto by kobietom ufał? Dzieciom nie ufa, sądząc nie bez racji, że knują za jego plecami oraz podbierają mu pieniądze z kieszeni płaszcza. W biurze przyjaźni się z najgorszymi łachudrami, ale oczywiście nie ufa żadnemu z nich, kalkulując, że dybią na jego stanowisko, posadę kierownika działu.
Szefowi ufa.  Nie ma wyboru.

W kościele daje na tacę dwa złote, ponieważ ma zamiar dostać się po śmierci do nieba. By przejechać się do centrum miasta autobusem, płaci za bilet cztery zlote i dwadzieścia groszy, a do nieba chciałby dojechać za dwa złote.
Nierozważny Człowiek!

Gdyby ufał, dawałby co najmniej piątkę. Tyle, że jakoś Absolut nie chce się jemu objawić indywidualnie. Raz ujrzał gorejący krzak porzeczki w ogrodzie, ale sąsiad doniósł, że to Piotruś - synalek - podpalił. Synalek, upierał się, że to nie on, pomimo znalezienia zapalniczki w kieszonce krótkich spodenek. I jak ufać takiemu dziecku?

Człowiek jest tak skonstruowany, że komuś musi ufać, w coś wierzyć szczerze. Być może kogoś zadziwię, albo nawet zirytuję, ale akurat ten Nierozważny Człowiek, człowiek o którym piszę, wierzy mediom, a już szczególnie telewizji.
Nieprawdopodobne?
A jednak!

Gdy umierał Ojciec Święty najgłośniej z całej rodziny płakał przed telewizorem. Świece palił, dziatki po główkach głaskał, żonę, której nie ufa - przytulał, teściowi nalał szklankę wiskacza, drogiego niczym indyjski rubin.

Gdy w mediach pokazali koszulkę, na których jakiś dobrodziej oznajmił, że nie płakał po papieżu, nabrał przekonania, że to jakby o nim.

Podobnie przeżywał tragedię smoleńską. Płakał z mediami. Razem z mediami klął głupotę pilotów, czterokrotnie próbujących lądować we mgle, niczym marcowy śnieg burej.

Wiele zdrowia kosztował go Smoleńsk, ponieważ było dużo narracyjnych wiraży. Raz nawet stał się ofiarą prawicowej dziczy, spoliczkowany za prawdę, niczym bohater wyciągnięty wprost z kart książki Mikołaja Gogola.

Ot, w spożywczym zażartował kupując kaczkę i krew na czerninę, ale jeden taki drab, widać nie znający najnowszych trendów, ni z gruszki, ni z pietruszki, strzelił go w pysk. Sprawa w sądzie, ale, co się dalej wyjaśni, zostanie z całą pewnością umorzona.

Kolega ostrzegał Nierozważnego Człowieka, że niby jest gęsią łykającą wszystko, pod medialnym przymusem, ale on oczywiście koledze nie ufał. Czy taki kolega jest Tomaszem Lisem, Tomaszem Wołkiem, Tomaszem Sakiewiczem, czy nawet zwykłym Tomaszem Nałęczem? 
Nie, ot, taki, prawda, kolega. Serce dobre, ale rozum, jakiś nieporęczny.

Nierozważnemu Człowiekowi śniła się dzisiaj w nocy jaskinia. Schodził w głąb rozwijając szpulę sznurka służącego rolnikom do wiązania nowoczesnych snopów - By nie zabłądzić w czeluści. Dotarł do groty, na dnie której odnalazł podziemne jezioro. Stał z latarką i omiatał smugą światła urodziwy, tajemniczy świat.

Jestem pierwszym człowiekiem, który tu dotarł – Pomyślał śniąc, ale niestety, zauważył pod stopami strzęp gazety. Podniósł i przeczytał fragment tekstu:

„… Małgorzata Biedroń, barmanka z klubu NIE, dwudziestoletnia żona Roberta Biedronia…”

Zaraz się obudził. 

Minutę przed budzikiem, nastawionym w komórce na 5:30.

Teraz jedzie pociągiem do Warszawy. Siedzi przy oknie. Dla dodania sobie animuszu czyta Politykę, górując intelektualnie nad współpasażerami, którzy drzemią albo pracują na klawiaturkach rozmaitych przenośnych urządzeń.
Za chwilę przetrze zmęczone oczy i nierozważnie będzie się gapił przez brudnawe okno.

Zjadłem jajecznicę na boczku i ruszam do pracy. Ubieram się w strój roboczy. Sprawdzam suchym dębowym liściem ostrze kosy. Wychodzę z jaskini.

Przetarł zmęczone czytaniem przy świetle grudniowego, prószącego śniegiem poranka oczy i wyjrzał przez okno. Ujrzał mnie, koszącego powietrze na zmarzniętej grudzie.

- Ki diabeł? – Pomyślał i sięgnął do torby po baton nadziany orzechami. Ugryzł i przewrócił stronę czasopisma jego opinii.
I tyle. Wziąłem zamach i skosiłem. W jego ostatnim spojrzeniu zastygło maleńkie zdjęcie pani Janiny. Nie zazdroszczę. Wytarłem ostrze rękawem czarnej sukni.

Nie moja rzecz oceniać ludzi. Nie jestem od tego. Specjalizacja. Jednak żałuję nierozważnych ludzi. Każdy jest inny. Każdy w coś wierzy. Jeden w to, drugi w tamto. Brak rozwagi nie ma barwy politycznej. Żałuję wszystkich, którzy miast ufać Bogu i ludziom, ufają kukłom i kukułkom.

- Przepraszam, szef dzwoni!

Kończę bez pointy, ponieważ praca to praca. W dzisiejszych czasach trudno o dobrą pracę. O pracę uczciwą. Pamiętajcie, kiedy przyjdę po was, miejcie zachowaną w sobie, choć odrobinę rozwagi. To się naprawdę opłaca.
Wiem co piszę.