Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon24. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon24. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 stycznia 2013

2012 - Subiektywny przegląd blogosfery


Bloger Roku – Coryllus

Wielu zadziwi a może nawet przerazi ten wybór, ale mam dobre racje by postawić na Gabriela. Nie chodzi o jego wyjątkową pisarską aktywność, ani o podziw jaki we mnie budzi jako autor, wydawca i maszyna promocyjna w jednym. Nie muszę się z nim zgadzać. Ba, niezbyt mnie odpowiada  jego okrągły, erudycyjny styl pisania tekstów. Tyle tylko i aż tyle, że siedząc od rana w firemce, gdzie mam dostęp do internetu jedynie przez komórkę, od dziewiątej zaczynam sprawdzać, czy Coryllus spłodził nowytekst. Jeśli tak, po jego przeczytaniu pilnie śledzę dyskusję pod nim w Salonie24. Każdemu tyle, ile się należy.  Pisarz to pisarz. Cieszy, że wykluł się z tak poniżanej, umęczonej, polskiej blogosfery.

Obciachowy Portal Roku – Salon24

Portal prowadzony przez ludzi, którzy uchodzą za szermierzy wolnego słowa, co nie przeszkadza im w praktykowaniu cenzury prewencyjnej, cenzorskich zapisów na nazwiska i nicki, czyli zachowań charakterystycznych dla słusznie i dawno minionej epoki. Jednocześnie doskonale żyją  i mnożą się tam ewidentni kapusie dla których donosik do prokuratury czy jakiejś papierowej szmaty to ciepła bułeczka z masełkiem i dżemikiem, oraz całkiem jawni prowokatorzy, sycący się satysfakcją z tego, że ktoś, kto nazwał ich po imieniu, za karę został wywalony z Salonu na zbity ryj. Wyjątkowe, razem z nierozumnymi adminami, tałatajstwo.

Twittersyn Roku – Igła

Dla każdego, kto śledzi polityczną flankę twittera, mój wybór powinien być oczywisty. Niby słodki drań, ale, choć nie do końca rozumiany, potrafi nawiązać kontakt z każdym. Ten kontakt często kończy się zablokowaniem słodkiego Igiełki. To żubr twittera, moi mili! Nadbiegając zewsząd miażdży głupotę politycznych i dziennikarskich celebrytów oraz ich naiwnych akolitów jak nikt. Beztrosko zauważę przy okazji, że panienki za nim latają. Niestety, wirtualnie.

Hańba Roku – Medialna nagonka na blogera Artura Nicponia

Ewidentnie zainspirowana przez jakiegoś sukinsyna z blogosfery. Patrz wyżej! Akcja, która unaoczniła meni, jak nic nie znaczącą dla możnych tego świata jest blogosfera i jej darmowi robotnicy. Nieznośna była jawnie okazywana przez niektórych naszych towarzyszy po słowie radość i satysfakcja z tej głupiej i zakłamanej nagonki.
Łajdaki, jakże wam w pyskach?

Satysfakcja Roku – Trwanie niezależnych* inicjatyw

Wbrew wszelkim przeciwnościom losu oraz PT finansów - Trwają na posterunku, wraz ze swoim radiem, popularne Niepopki, żyją Blogmedia „Made in Maryla” Nieśmiałe oznaki życia daje Textowisko. Bywa, że napisze tekst wyrus czy inny, prawda, triarius 

– Jeszcze żyjemy! Kochani, jeszcze żyjemy!

*jako „niezależne” rozumiem inicjatywy w których nie maczają paluchów politycy und dziennikarze

Mezalians Roku – Chwilowy powrót do Salonu 24 „naszych dziennikarzy”

Za wstępny komentarz niech posłuży cudzysłów w tytule kategorii. Wszystko odbyło się na zasadzie:

- Panie Rafale! Kocham Pana i uwielbiam pańskie teksty!
- Ja też siebie kocham i uwielbiam własne teksty – I to ma być komentarz? Phi!

Albo:

- Ty łobuzie, pisowcu paskudny, dlaczego nie odpowiadasz na komentarze?
- Ja pisowcem? Ożesz ty! Nawet traktorem mnie nie zaciągną do klawiatury!


Zapomniany Roku – Pan Krzysztof Leski– Szacunek!

Przypominam najpopularniejszego blogera S24, którego odsłony tekstów liczone były w miliony a koledzy, och, a także ...  ach!

***

Można zapytać autora, po co i jakim prawem ocenia innych? Ano takim, że od sześciu lat wędruję po stepach blogosfery. Miałem wiele związanych z nią nadziei. Pisałem w przypływie szaleństwa o Dzikich Stepach Blogosfery.
Dzisiaj widzę mur z cegieł i błaznów podpierających go leszczynowymi patykami. Taki lajf!








niedziela, 18 września 2011

Czy góry są nam potrzebne?

W związku z przedziwnym pytaniem, jakie zawisło na stronie głównej S24, zacząłem się zastanawiać nad innym, równie osobliwym. Czy góry są nam potrzebne?

Przecież, gdyby zamiast gór były dziury, życie toczyłoby się dalej. Tyle, że swoimi osobliwymi prognozami pogody, raczyli by nas Dziurale, a romantyczni pijacy po szóstej setce pod marnego śledzika śpiewaliby „Dziuralu, czy ci nie żal…?” I Dziuralowi nie byłoby żal, bo w sumie, co to za przyjemność, całe życie spędzać w dziurach?

Pytanie - Czy rocznice są nam potrzebne? – jest na tyle dziwne, że nie da się go zbyć zwykłym brakiem gór, który przecież w niektórych krajach występuje i stąd dziury. Aby nie było rocznicy, należy najpierw usunąć fakt historyczny, który rozsiadł się dawno temu na osi czasu i na dodatek trwa w głowach ludzi.

Owszem, bywały takie próby, ale jedyną skuteczną metodą jest usuwanie pamięci razem z głowami pamiętających. Kombinowanie przy programach szkolnych jakie odbywa się w naszej słodkiej Europie, czy wezwania do zapominania historii rodzące się w niedoważonych umysłach, to tylko marne półśrodki.

Można, oczywiście, że tak! – Można nawet zakazać pisania, czytania czy rozważania historii, ale spowoduje to jedynie wzrost myślenia nielegalnego, przechodzącego w porywach w myślenie tajne!

Powtarzam, bez ścinania głów czy ich przestrzeliwania, nie wyplenicie szkodliwego nawyku pamięci historycznej, a co za tym idzie, rażących wasze delikatne rozumki, tych okropnych rocznic.

Tyle, że pamiętając takie próby raczej nie damy wam w łapki niczego ostrego czy strzelającego, pod skromnym pozorem, że sami możecie sobie zrobić krzywdę ( inaczej „kuku” – to uwaga dla najbardziej zinfantylizowanych zwolenników lewizny )

….
Jeszcze uwaga. Miał trochę racji nieszczęsny Hofman, że panowie z PSL-u mocno oderwali się od wsi, od wiejskich tradycji. Nie wiem, czy ktoś już to zauważył, ale w swoim dziwacznym spocie, facet proponujący facetce i elektoratowi wspólne pójście za stodołę, tak naprawdę, wedle tradycji, proponuje jej wspólne załatwianie potrzeb fizjologicznych i nie seks mam tutaj na myśli. Jest w tym, owszem, jakaś okrutna prawda o tej partii, ale czy to wypada?

środa, 27 lipca 2011

Knajpa

Można polubić knajpę. Nie jakąś tam, że oczy wychodzą z głowy, ale zwykłą, czarno - białą knajpę. Wpadać tam po pracy, przed innymi zajęciami, posiedzieć przy kufelku, pogadać z kumplami, posprzeczać się, nasmarować coś na serwetce i iść do domu.
I w takiej knajpie czasem zagrają emocje i ktoś komuś da w mordę, ale nic wielkiego w tym nie ma.

Knajpa staje się popularna jako takie, w miarę spokojne miejsce. Już wszystkie stoliki zajęte ale wiadoma rzecz, stary klient i w ogóle. Tyle, że coraz ciężej rozmawiać bo wrzask dookoła. Jedni wpadają na setkę i zagryzają własnymi ogórkami przynoszonymi w termosach. Inni nic nie zamawiają a drą gęby niczym zdeklasowani Kałmuccy książęta, a są i tacy, którzy wystają w kątach i wszystko pilnie notują. Co notują, nie wiem, bo wedle mnie, niczego nie można zrozumieć.

Tłumy wielkie, ale nie ma “A” ani “B” bo oni akurat cenią ciszę. "C" umarł. “D” nie odwiedza, ponieważ niewymownie drażni go wiekowa wariatka, która całymi dniami wydziera się, siedząc na kupie szmat, koło nieczynnego automatu do gier wszelakich.

“E” i “F” założyli własne knajpy a “G” przestał przychodzić, gdyż ma za słaby pęcherz by wystawać w kolejce do ubikacji, a także za słabe nerwy by szczać w przybytku przypominającym właśnie zburzoną Kartaginę.

“H” z kolei, nie lubi gdy ktoś notuje jego słowa. “I” bywał codziennie, dopóki myto kufle. “J” to ja.

Od dłuższego czasu nie mogłem się zdecydować. Zniesmaczony przemianą knajpy w diabli wiedzą co, przesiadywałem miesiącami w lokalach należących do “E” i “F” ale by tam dojść musiałem za bardzo skręcać i w końcu wracałem do znajomej knajpy, w której co prawda było coraz mniej znajomych a atmosfera godna pożałowania, ale miałem po drodze.

Nic to! Siadałem, wypiłem kufel okrywając się suknią gazety. Nie reagowałem na zaczepki. Jakoś szło!
Siadam, a tu jakiś nowy, całkiem pryszczaty kelner informuje mnie, że ten akurat stolik to stolik dla VIP-ów. Gdzie masz tutaj frajerze vipów, takich i owakich? - Pytam przytomnie.

- A tu - i uchyla obrusa. Faktycznie pod stołem leży kilka nieco zzieleniałych bardzo ważnych person.
Nic to! Siadam przy barze. Nie ma z kim pogadać, piwo niesmaczne i nie ma gdzie gazety rozłożyć. Zapalam szlugaretkę.

- Tu nie wolno palić!

Gaszę.

- Patrzcie jaki cham, palić mu się zachciało! - dobiega z lewej

- Co pan zamawia?

- Na razie piję piwo, co mam niby zamawiać?

- Patrzcie go, pije piwo, pijak jeden! - Odzywa się zasadniczy gość w meloniku, jeden z tych co liczą gości

- Jak przyjdzie “Z” zamówimy, a na razie piję piwo - wkurzyłem się nieco.

- To nie widział pan tej niechlujnej kartki przyklejonej na przeszklonych drzwiach naszej knajpy przy pomocy plastra, że “Z” i psom wstęp jest wzbroniony?

Tego mi było za wiele. Wyszedłem z knajpy nie dopijając piwa. Wyszedłem z drzwiami, że się tak wyrażę. Żegnał mnie przerażający śmiech wariatki i stukanie głodnych ołówków o niecierpliwe, acz białe w swej niewinności kartki notatników.

Deszcz padał ale przestał.

niedziela, 29 maja 2011

Całkowita klęska Igora Janke

- Klęska, po prostu klęska! Muszę wam powiedzieć, że nawet go lubiłem, bo jakoś tam się odróżniał od tej bandy, ale teraz…

- A dla mnie to był od zawsze pyszałek. Widzieliście, jak w studio się rozsiada? W domyśle, ze trzeba na niego patrzeć. Ważniak i pyszałek!

- Macie racje. Okulary na nosie, chociaż bez okularów też widzi. Taki z niego pyszałek, masz rację, że pyszałek. A teraz to już mu całkiem odbije, bo nie wie biedaczyna, że już się skończył!

- Panie Redaktorze, skąd on ma to wiedzieć, skoro on książek całkiem nie czyta!

- A skąd wiecie, że nie czyta?

- Nie widziałem nigdy, żeby czytał, a poza tym, gdyby czytał, wiedziałby że się wczoraj skończył i nie rozsiadałby się dzisiaj w telewizji, jak jakis lord. W książkach są różne takie przykłady, że na przykład…

- Karierowicz!

- Dyzma polskiej publicystyki!

- Lizus!

- Spójrzcie na mnie a potem na jego zdjęcie, które trzymam w dłoni. Czy ja nie jestem przystojniejszy? Na kogo Miedwiediew powiedział „charoszyj malczik” ? Zresztą co to za sukces w sumie, skoro musiał się prosić o wywiad?

- Prawda, nawet był w USA! Swoją drogą dziwne, że dostał wizę. Takie nic!

- Powtarzam jeszcze raz, że to jest jego klęska! Teraz mu tylko został Papież i ten z Chin, jak mu tam?

- Eeee…nieważne! W każdym razie jest skończony, bo gdyby teraz przeprowadził na przykład, wywiad z naszym Bronkiem, od razu można pisać i mowić, że zjeżdża po równi pochyłej.

- Że się stacza!

- I zatacza! He…he… Tak mi się zrymowało! Napisałem dzisiaj rano list do Obamy – spójrzcie – cały po angielsku, ale ten fragment specjalnie dla was przetłumaczę „ Drogi Prezydencie Stanów Zjednoczonych… dobra, a nie, to tutaj: „czy ma Pan świadomość, że rozmawiał Pan z szefem portalu internetowego, znanego powszechnie w kregach ludzi inteligentnych pod nazwą „Psychiatryk24”? Adres mojego bloga jest taki… etc…

- Dołożyłeś!

- Jesteś najlepszy!

- Jesteś genialny!

- Wojtek!

- Co?

- Szef cię wzywa!
…

- Ciekawe, czego stary chce od Wojtka? Przecież, powiedzmy sobie szczerze, Wojtek się skończył!

- Bufon!

- Na pewno dostanie zadanie, które go przerasta!

- Cicho, wraca.

- I co?

- A co ma być? Dostałem zadanie. Wywiad, mam przeprowadzić wywiad z jednym takim.

- Z kim?

- No z kimś takim. Ale Barcelona wczoraj…

- Panie Wojtku!

- Ale Barcelona wczoraj…

- Wojtek, sekretarka cię nawołuje!

- Dżizas! Pani Beato, później!

- Panie Wojtku, nic nie później! Dzwoniłam i pan Janke powiedział, że ma czas dzisiaj od 15:45 do 16:30. Musi się pan zbierać!

- Cholera - To istny dom wariatów! Ja nawet pytań nie mam! Psychiatryk, jak bonie banie!

niedziela, 5 grudnia 2010

Hur...Hur!!! - Powiedział pan pies

Bez złości, bez niepotrzebnych emocji, udało mi się wreszcie przeciąć ostatnie nitki wiążące mnie z Salonem24. Na koniec Administracja uhonorowała moje odejście osobną notką co bardzo podniosło mnie na duchu.

Fajnie było.

Odchodziłem i wracałem. Raz w złości, a ostatnio to już tak sobie, trochę dla żartu a trochę by wyrazić swe niepogodzenie wobec zmian jakie nastąpiły nie tylko w Salonie ale w całej blogosferze, umownie nazywanej, polityczną.

Teraz to jest ostateczne i usankcjonowane królestwo Adminów i polityki redakcyjnej. Mniej czy bardziej „udatni” pisarczycy i komentatorzy stali się tylko cegiełkami, klockami przesuwanymi w górę i w dół by tę politykę realizować.

Salon24 był ( jest ) miejscem atrakcyjnym, ponieważ ścierają się tam rozmaite poglądy, wszelkie możliwe opcje polityczne oraz pospolici idioci. Tyle tylko, że każdy zakręt polityki redakcyjnej powodował odchodzenie lub banowanie akurat tych pisarczyków z którymi lubiłem dyskutować i dla których lubiłem pisać.
Bywa i tak.

Teraz będę, ach, solą salonowej ziemi, czyli czytelnikiem. Wiadomo, że czytelnik to wyższe stadium pisarczyka. Problem w tym, czy będzie co czytać?
O cholera!

Polityczna blogosfera się zmieniła. Na topie są zawodowcy, politycy oraz redakcje jakichś enigmatycznych kwartalników. Będzie się to pogłębiać, ponieważ zawęża się przestrzeń wyrażania opinii w mediach płacących za dzieła publicystyczne.
Jakoś mi nie spieszno być zapchajdziurą, mięsem dla ludzi, którymi – przepraszam za te słowa – lekko pogardzam. No, może nie pogardzam, ale na pewno śmieję się z ich nieudacznych wywodów.

Paradoksalnie, z podobnych powodów odszedłem z Salonu24 jak i z Blogmediów, a przymierzam się także do odejścia z „Popularnych Niepopków”
Wszystko na zasadzie: - Niech se redakcja sama pisze jak taka mądra!

Teraz wzorem jest starannie cyzelowany i wyprany z wszelkiej oryginalności portal „wPolityce.pl”

Może to i dobrze? Nie wiem, nie znam się na tym, ale jako najważniejsza osoba, czyli zwykły czytelnik, nudzi mnie ta mielonka.
Oczywistości wygłaszane z iście śmiertelną powagą, naganianie publiki do tekstów szczerych gołowąsów, których jedyną zaletą jest jasny acz kontrowersyjny przekaz. Jakieś "stajnie" znanych dziennikarzy. Dość!

Wracając do Salonu24.

Miał szansę i chyba ma ją nadal, stać się opiniotwórczym medium. Będę się cieszył gdy taki sukces osiągnie, choć już bez mojego udziału. Lubię lekko zagubionego Igora i całe to towarzystwo. Lubię i cenię Consolamentum oraz kilkunastu innych blogerów, że wymienię Coryllusa, Rosemanna, Ufkę, Kokosa26, NathiM i wielu, wielu innych. Lubię się przekomarzać i naśmiać z Sadurszczaka…i tak dalej i tak dalej…
Ale, wybaczcie Państwo, to za mało.

Co dalej?
Ano, będę pisał na naszym, wspólnym z Iwoną blogu. Na razie, także na Niepopkach i niektóre teksty będę zamieszczał w Interii. Wystarczy! Problem w tym, że …. A zresztą, sami przeczytacie, albo i nie.

Dziękuję jeszcze raz za spędzone wspólnie lata. Za awantury, zmiany, pewnie ponad pięćset opublikowanych tekstów. To chwilami były piękne czasy.

- Hur… Hur! – Powiedział pan pies!

sobota, 28 listopada 2009

Bluzger S24 Jarecki, "wali z autorytetu literackiego"

Ludzie są tak mało oczytani, że po prostu szok! Na różnych, a szczególnie na jednym portalu, trwa „mizianie” nazywane przez ludzi pochopnych dyskusją na temat używania słów powszechnie uważanych za wulgarne. Padają argumenty takie i owakie, ale nikt się jakoś nie podpiera autorytetem klasyka.
Wiaruchna książek nie czyta, a jak już czyta to broń Boże wstępów i epilogów.
Przygody Szwejka, co bystrzejsi znają, ale najwyraźniej nikt nie kuma epilogu do tomu pierwszego, ponieważ dawno by go użyto jako broni laserowej z przytupem.
No to, prawda, przepisze fragmenty, a przepisywania nie cierpię!

Panie Jarosławie – Proszę bardzo!

„ Jeśli trzeba użyć jakiegoś dosadnego wyrazu, nie waham się go podać. Stylizowanie lub wykropkowywanie czegoś jest dla mnie najgłupszą obłudą. Słów takich używa się i w parlamentach.

Słusznie powiedziano kiedyś, że dobrze wychowany człowiek może czytać wszystko. Nad tym, co jest naturalne zastanawiają się tylko największe świntuchy i wyrafinowani rozpustnicy, którzy w swojej zakłamanej moralności nie biorą pod uwagę treści, ale ze złością rzucają się na poszczególne słowa.

Przed laty czytałem krytykę jakiejś nowelki, w której krytyk oburzał się, że autor napisał: „Wysmarkał się i utarł nos”. Sprzeciwia się to rzekomo wszystkiemu, co estetyczne, wzniosłe, co narodowi dać powinna literatura.
Oto mały przykład, jacy głupcy chodzą po ziemi.

Ludzie, którzy lękają się mocniejszych wyrażeń, są tchórzami, bo naga rzeczywistość ich przeraża, a tacy właśnie słabi ludzie są największymi szkodnikami kultury i charakteru/
Tacy wychowaliby naród jako gromadę przeczulonych człowieczków, masturbantów fałszywej kultury w rodzaju św. Alojzego, o którym powiedziano w księdze mnicha Eustachego, że gdy św. Alojzy usłyszał, jak jeden mąż z wielkim hukiem wypuścił wiatry, rozpłakał się i w modlitwie dopiero znalazł ukojenie.

Tacy ludzie ujawniają publicznie swoje oburzenie, ale z niezwykłym upodobaniem chodzą po publicznych szaletach dla odczytywania nieprzyzwoitych napisów na ścianach.

Od szynkarza Palivca nie możemy wymagać, aby mówił tak wykwintnie jak pani Laudova, dr Gruth, pani Fastrowa i całe zastępy tych, którzy najchętniej uczyniliby z całej Republiki Czechosłowackiej jeden wielki salon z parkietami, gdzie wszyscy chodziliby we frakach, w rękawiczkach i gdzie kwitłyby dobre maniery, A POD PIĘKNYMI POZORAMI LWY SALONOWE ODDAWAŁYBY SIĘ NAJNIKCZEMNIEJSZYM WYSTĘPKOM.”


Tyle Jarosław Haszek, prawie sto lat temu ( jak ten czas leci!)

środa, 29 lipca 2009

Hamsuna do małpiej klatki Pounda! Barbur dyryguje orkiestrą nienawiści w Salonie 24






























Nic nie mam do Eli Barbura. Dureń i prowokator, chociaż izraelski prawicowiec. Jakiś tam pisarczyk z Salonu24. Trzecia liga.
Ezra Pond w małpiej klatce wystawiony ku pokrzepieniu gawiedzi. To raduje jego serduszko. Pound kiedyś napisał:

„ Mój Cyd pogalopował do Burgos
Do ćwiekowanej bramy miedzy basztami dwiema
Uderzył koniuszkiem kopii i wychynęło dziecię
Una nina de nueve anos”

Ale dzisiaj ten Barbur, ten dziwny ananas nasmarował tekst, oburzając się, że Norwegowie planują świętowanie 150 rocznicy urodzin Knuta Hamsuna.
Co ma Barbur do Norwegów nie wiem? Pewnie to samo, co do Polaków, ale mój gniew nie jest skierowany przeciwko Barburowi.

Barbur napisał tak:

„Hamsuna po wojnie trzeba było wtrącić w klatkę po gorylu - tak jak Amerykanie zrozbili z Poundem, pokazując go na rynku w Pizie”

Ezra Pound z kolei napisał tak:

„ I słyszeliśmy faunów, jak łajali Proteuszowi
w zapachu siana pod oliwkami
I żaby jak śpiewały przeciwko faunom
W półmroku
I…”

Tak pisał Ezra Pound.
Śmiech mnie ogarnia na samą myśl o tym wydarzeniu. O wydarzeniu haniebnym i obrzydliwym do granic liberalnej przyzwoitiości.

Amerykańskie prymitywy niczym kacapy zamknęli poetę w klatce i wystawili na widok publiczny jak zwierze. Ach, gdyby go rozstrzelali nie byłoby tego tekstu. często strzela się do poetów, ale poetę zamykać w klatce?

To, czy oszalał, czy może rząd USA trzymał go przez 12 lat w zakładzie psychiatrycznym by go chronić przed karą, nie obchodzi mnie nic a nic.
Jedna rzecz. Ezra Pound nie był konstruktorem rakiet balistycznych. Tyle to nawet Barbur wie. To i wylądował w "psychuszkach" by leberalne USA. Bywa i tak.

Czy komuś może strzelić do głowy pomysł by obwozić w klatce po jarmarkach naszą noblistkę, panią Wisławę Szymborską z powodu jej intelektualnego flirtu z komunistycznymi mordercami?
Gdyby ktoś wpadł na taki pomysł, deklaruję się, że osobiście rozwalę mu jego pusty łeb.

A tutaj, proszę bardzo! Na szczycie Salonu24 administratorzy wkleją Barbura, który dokładnie to samo napisał!

Mało tego. Wedle pana dzikusa powinniśmy się przy okazji wyrzec …

„Inaczej wytłumaczyć się tego nie da. Przykładów „zoologicznego” antysemityzmu, wyznawanego i rozpowszechnianego przez czołowych myślicieli i twórców europejskich (od Marcina Lutra, poprzez księdza Skargę i Staszica, aż do Fiodora Dostojewskiego) nie brakowało też przecież w czasach, mocno poprzedzajacych salwy z Furory”


Jeszcze raz podkreślam, ze nic nie mam do Barbura. Nie muszę chyba śledzić każdego grafomana smarującego coś w necie.

Mój gniew sięga wyżej. Sięga administratorów i właścicieli Salonu 24. Moje pytanie jest bardzo proste i brzmi tak:

Kto i dlaczego promuje tego prowokatora?

Nigdy bym go nie zaczepił gdyby gość nie udawał pisarza.
Do dziennikarzy czy innych niesklasyfikowanych oszołomów mam stosunek pobłażliwy, ale facet podający się za pisarza, który chętnie widziałby jednego z najlepszych prozaików dwudziestego wieku w klatce, obwożonego ku uciesze gawiedzi.

Nie, to przekracza moje zdolności pojmowania. Dlatego cieszę się, że odszedłem z miejsca gdzie taki typek jest promowany. Nawet nie komentuję.
Dość!
Przy okazji ogłaszam, że tracę serce do wszystkich, którzy tam piszą i komentują dopóki promowane są tam takie typki jak Eli Barbur!
Dzicz.
Pieprzona, prymitywna dzicz!

Zakończę jak na Europejczyka przystało, fragmentem wiersza Yeats’a zatytułowanego

„Wyspa na jeziorze”

Wstanę teraz, by pójść ku wyspie Innisfree
Chatka z gliny i łóz na środku wyspy stanie
W dziewięciu rzędach groch i ul i pszczoły i
Mieszkanie będę miał na pełnej pszczół polanie

I znajdę spokój tam, gdzie świerszczy śpiewny gwar,
Spokój z poranka mgieł powoli spłynie w końcu
Północ tam zawsze lśni, błyszczy południa żar
A purpurowy zmierzch pełen jest skrzydeł dzwonków


Wstanę teraz, by pójść, bo słyszę fali głos….”

Nie znacie, prawda? To poznajcie zamiast ślęczeć nad grafomanami w stylu Barbura. Oni korzystają z waszej, mili moi, niewiedzy. Takim jak on, pasują tu stepy Azji.
A tu niespodzianka! Trzeba zasuwać kilka tysięcy kilometrów dalej.

Do Chin!

Nie jest chyba przypadkiem, że Ezra Pound tak znakomicie tłumaczył chińską poezję.
Problem jest tylko w tym, panie Barbur, że Chincyki trzymają się mocno!
A ja, Jacek Jarecki jakoś nie pałam pragnieniem by być dla pana „Chincykiem”
Bywa i tak.