“Wmawianie dziecka w brzuch” to nie jest najlepsza opowieść. To jest po prostu wmawianie dziecka w brzuch. Ostatnio, pan Eryk pisze teksty, zupełnie jakby chciał wmówić we mnie ciążę.
Moje skromne responsy, że nijak w ciąży być nie mogę, ponieważ nie posiadam macicy, zbywa prychnięciem, charakterystycznym dla człowieka bardzo uświadomionego. We Warszawie.
Też jestem uświadomiony naukowo a nawet mogę w każdej chwili sprawdzić, w co natura raczyła mnie uzbroić. W ciąży nie jestem i nie będę!
A ten wmawia mnie ciążę!
A szczególnie w dzisiejszym “UważamRze”!
A szczególnie reklamując swój… co ja widzę? … kwartalnik.
A kwartalnik to jest jednorazowy wygłup, nie żaden tam periodyk, który jak sama nazwa wskazuje, musi być miesięcznikiem.
Pan Eryk, niby powtarzając własne tezy z interesującej i wartej przeczytania książki “ Anatomia Władzy” jednocześnie ustawia się na pozycji “wioskowego głupka” który mało rozumie tekst własnej książki.
Panie Eryku! A gdzie, do diaska, opowieść i jej cudowne efekty?
Pan uważa, że przetrwają, jako dziennikarze: Jaworowicz, Olejnik, Piasecki, Lis, Kuźniar i Warzecha.
Przecież z wymienionej szóstki, jedynie Łukasz Warzecha potrafi coś tam z siebie wydukać. A, mają zatrudnić “mrówki” za nich piszące. Szczególnie przydałyby się te “mrówki” wymienionym w pańskim tekście paniom, gdyż wzorem Telimeny “płaszczą dupy byle gdzie”
Piaseckiemu i Lisowi nic już nie pomoże, ponieważ sami, bez żadnej prinuki, przy każdej nadarzającej się okazji robią z siebie niewolników władzy.
A Kuźniar? Ogląda Pan Kuźniara?
Pan nie odpowie, wiem. Ja sobie, o ile mam czas, włączam go na pięć minut. Nigdy się nie zdarzyło, bym się nie raczył obśmiać.
Ostatnio w sobotę, Kuźniar rozmawiał z Jackiem Wszołą.
- Czy pamięta pan swój skok w Montrealu, po złoty, olimpijski medal?
- Czy ja, aż tak źle wyglądam? - Odpowiedział Wszoła
W sumie, też nie wyglądam za dobrze, ale nie aż tak. Pytanie prostego Jareckiego jest takie, a zaznaczam, że “Anatomię Władzy” przeczytałem od początku do końca; Dlaczego się Pan tak wygłupia?
Serdecznie pozdrawiam!
No chyba, że się pan do meni łasisz pisząc w konkluzji swojego tekstu…
“…nie potrzeba nam opinii ani informacji od ludzi mądrych, ale jednocześnie szarych, nijakich, ceniących umiar, rozwagę; ludzi, którzy nie ferują wyroków, nie flekują rozmówców, nie budują napięcia dla napięcia. “
I sam Pan widzisz, panie Eryku, jakiego idiotę Pan z siebie robisz! To jest głupawe zaklęcie. Nie chcę takiego dziennikarstwa, choć wszystkie pańskie zaprzeczenia, jasno wskazują, że właśnie ja, jestem od dzisiaj liderem tej bandy. Bardzo to słabe!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eryk Mistewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eryk Mistewicz. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 lipca 2012
wtorek, 8 maja 2012
Dostojewski strzela, Mistewicz proch wącha
We wczorajszym „UważamRze” znany i popularny Eryk Mistewicz, poza cotygodniowym felietonem, nasmarował tekst o zgubnych skutkach przesiadywania w sieci. Używa przy okazji argumentu z literatury, który polega na tym, że wedle autora:
„Nie wyobrażamy już sobie lektury „Braci Karamazow” czy „Wojny i pokoju” Papierowe książki wydają się nam z innej epoki”
Dalej Pan Eryk pisze coś, co pewnie wbrew jego intencjom potwierdza przedstawioną powyżej tezę. Uwaga, bo to mocne jest!
„ Słowa Dostojewskiego już nam nie wystarczą, jego batalistyczny opis chcielibyśmy jeszcze bardziej urealnić, zobaczyć, usłyszeć, poczuć zapach dymu odpalanych armat”
Przepraszam, jeśli ktoś oparskał ekran. To nie ja, to Pan Eryk!
„Nie wyobrażamy już sobie lektury „Braci Karamazow” czy „Wojny i pokoju” Papierowe książki wydają się nam z innej epoki”
Dalej Pan Eryk pisze coś, co pewnie wbrew jego intencjom potwierdza przedstawioną powyżej tezę. Uwaga, bo to mocne jest!
„ Słowa Dostojewskiego już nam nie wystarczą, jego batalistyczny opis chcielibyśmy jeszcze bardziej urealnić, zobaczyć, usłyszeć, poczuć zapach dymu odpalanych armat”
Przepraszam, jeśli ktoś oparskał ekran. To nie ja, to Pan Eryk!
środa, 21 września 2011
Ostrzeżenie
Ostrzeżenie zostało zawarte w tekście Eryka Mistewicza, opublikowanym w ostatnim numerze „UważamRze”.
Dwa dni czekałem, aż ktoś zrobi z tego „wielką grandę” ale się nie doczekałem. Proszę wysilić swoje zmętniałe umysły.
Oto „lid” tekstu:
„Mocny uścisk dłoni Igora Mintusowa, najpotężniejszego polimarketingowca Federacji Rosyjskiej i rozpoczynamy debatę na Forum Ekonomicznym w Krynicy”
Dalej, tradycyjnie, jak na możliwości trzecioligowego publicysty, czytamy zachwyty ogólne i takie tam, pierdu… pierdu. Uwaga, dwa akapity niżej, pan Mistewicz odpala bombę!
„Igor Mintusow poza pracą w kampaniach w Rosji służył też swoja wiedzą i talentem nie tylko w Polsce, ale w Nikaragui, Mongolii, na Łotwie, Słowacji, Litwie i w czasie przygotowań kandydatów w wyborach do kongresu Stanów Zjednoczonych…”
I dalej... wiadomo, o politycznym marketingu, narracji oraz temu podobnych pierdołach. Siedem akapitów niżej, czytamy:
„ Igor Mintusow z nieco znudzoną miną powiadał: marketing ważny, wybory ważne, ale najważniejsza jest i tak władza nad administracją wyborczą i prokuraturą; jeśli ją macie, wygrana jest wasza. Według Mintusowa 50% szans wygrania wyborów lezy własnie tutaj; we wpływie na komisje wyborcze i prokuraturę. Resztę stanowią pozostałe czynniki….”
I jak wam w pyskach po tym skromnym ostrzeżeniu?
Dwa dni czekałem, aż ktoś zrobi z tego „wielką grandę” ale się nie doczekałem. Proszę wysilić swoje zmętniałe umysły.
Oto „lid” tekstu:
„Mocny uścisk dłoni Igora Mintusowa, najpotężniejszego polimarketingowca Federacji Rosyjskiej i rozpoczynamy debatę na Forum Ekonomicznym w Krynicy”
Dalej, tradycyjnie, jak na możliwości trzecioligowego publicysty, czytamy zachwyty ogólne i takie tam, pierdu… pierdu. Uwaga, dwa akapity niżej, pan Mistewicz odpala bombę!
„Igor Mintusow poza pracą w kampaniach w Rosji służył też swoja wiedzą i talentem nie tylko w Polsce, ale w Nikaragui, Mongolii, na Łotwie, Słowacji, Litwie i w czasie przygotowań kandydatów w wyborach do kongresu Stanów Zjednoczonych…”
I dalej... wiadomo, o politycznym marketingu, narracji oraz temu podobnych pierdołach. Siedem akapitów niżej, czytamy:
„ Igor Mintusow z nieco znudzoną miną powiadał: marketing ważny, wybory ważne, ale najważniejsza jest i tak władza nad administracją wyborczą i prokuraturą; jeśli ją macie, wygrana jest wasza. Według Mintusowa 50% szans wygrania wyborów lezy własnie tutaj; we wpływie na komisje wyborcze i prokuraturę. Resztę stanowią pozostałe czynniki….”
I jak wam w pyskach po tym skromnym ostrzeżeniu?
czwartek, 18 sierpnia 2011
UważamRze Twitter niczym nie rządzi. Mistewicz się myli!
Jako znany analfabeta i lebiega, dopiero wczoraj wieczorem, tuż przed meczem Wisły, dobrnąłem do 96 strony najnowszego “UważamRze” gdzie przeczytałem tekst Eryka Misiewicza “Twitter rządzi kampanią”
Pomimo oglądania tej strony pod światło, pocierania palcem i psucia sobie oczu przy pomocy lupy, nigdzie nie znalazłem słowa “reklama”
Znaczy to, ni mniej ni więcej, że jest to felieton!
Przeczytałem ponownie ten sam tekst przed chwilą i wciąż kojarzy mi się z jedną z tych reklam, w których kobiety wydają się najszczęśliwsze, gdy dopada je miesięczna przypadłość. Wtedy dopieroż harcować, cieszyć się i najdziksze wyprawiać swawole! No, kłóci się to z moimi doświadczeniami obserwatora. Mieszkam w otoczeniu kobiet i jakoś nie zaobserwowałem żadnych “osobliwych” uniesień i fikołków, podczas “tych dni”
Podobnie jest z twitterem. Wlazłem tam, zachęcony tekstem pana Eryka i ciągle mnie ten twitter bawi . Jak na mnie przystało, mam tam co prawda już czwarte konto, ale ciągle jestem i “gadam“. Dlatego też, zabieram dzisiaj głos. Piszę takie zastrzeżenie, by nikt mnie zaraz nie zapytał, dlaczego piszę o takich głupstwach?
Moją polemikę zacznę od stwierdzenia prostego faktu, że polityczny twitter poniósł w Polsce klęskę, podobną tej jaka stała się udziałem politycznej blogosfery. Klęskę ilościową, ponieważ jego uczestników liczy się nadal. w tysiącach i zdanie pana Eryka, że twitter:
“Jest by-pasem obejścia tradycyjnych mediów…” jest po prostu, w naszych warunkach fałszywe.
To, że wpis na twitterze @SikorskiRadek o Powstaniu Warszawskim stał się, że użyję poetyki autora, wiadomością “buzzującą, rezonującą i eksplodującą” jest tylko i wyłącznie zasługą tradycyjnych mediów, które pilnie obserwują, gdzie jakiś VIP coś chlapnie.
Pan Mistewicz pisze, że kumaci politycy tworzą na twitterze “własne kościoły”
Moim zdaniem, jako uczestnika i obserwatora, raczej publicznie robią z siebie durniów. Przez dwa lata nie zdarzyło mi się przeczytać zajmującego (tworzącego jakąś istotną narrację ) 140 znakowego wpisu znanego polityka, nie licząc wpadek, głupot, błędziorów i nieintencjonalnego zdradzania tajemnic kuchni partyjnej.
To na twitterze ostatecznie i dawno, dawno temu pozbyłem się złudzeń co do jakości duetu Kamiński & Bielan i wiarygodności niektórych znanych powszechnie blogerów.
To na twitterze zaznałem dzikiej radości po molo najwyższej jakości głupoty, prezentowanej tam, przez pewną posłankę, która ostatnio awansowała na blogerkę Salonu24.
Czy twitter, jak chce tego Mistewicz to Agora naszych czasów?
Nawet, jeśli, co bardzo wątpliwe, gdyż na antycznej dziewięćdziesiąt procent mówców pewnie nie wyrywało się z tekstami o tym, co ostatnio pili, jedli ani o tym, że wyprowadzili właśnie psa “na siku” to z całą pewnością nie władają twitterową narracją ci właściwi, czyli opiniotwórczy dziennikarze i politycy.
Jak zwykle najcelniejsze, najzabawniejsze wpisy/narracje produkują relaksujący się na twitterze blogerzy und komentatorzy a także niektórzy, co weselsi dziennikarze. Dlatego lubię tam być, a nie po to by zaglądać do “brrr kościoła” jakiegoś Sikorszczaka. Przeczytam to sobie na pasku w ramach domykających się mediów.
Pan Eryk pisze, że “od Cycerona począwszy, najważniejsze zdania naszej cywilizacji mieszczą się w 140 znakach”Być może, ale każde takie zdanie jest wyhaftowane na sztandarze zatkniętym na szczycie góry zbudowanej z milionów słów i tysięcy czynów. Będąc drogowskazem jest pointą, ostatnim albo pierwszym zdaniem wielkiego dzieła i zasadniczo różni się od 140 znakowego sygnału przesłanego jednym kliknięciem przez jakiegoś obojętnego dla dziejów ancymona, choćby był nawet ministrem tego czy owego.
Pomimo oglądania tej strony pod światło, pocierania palcem i psucia sobie oczu przy pomocy lupy, nigdzie nie znalazłem słowa “reklama”
Znaczy to, ni mniej ni więcej, że jest to felieton!
Przeczytałem ponownie ten sam tekst przed chwilą i wciąż kojarzy mi się z jedną z tych reklam, w których kobiety wydają się najszczęśliwsze, gdy dopada je miesięczna przypadłość. Wtedy dopieroż harcować, cieszyć się i najdziksze wyprawiać swawole! No, kłóci się to z moimi doświadczeniami obserwatora. Mieszkam w otoczeniu kobiet i jakoś nie zaobserwowałem żadnych “osobliwych” uniesień i fikołków, podczas “tych dni”
Podobnie jest z twitterem. Wlazłem tam, zachęcony tekstem pana Eryka i ciągle mnie ten twitter bawi . Jak na mnie przystało, mam tam co prawda już czwarte konto, ale ciągle jestem i “gadam“. Dlatego też, zabieram dzisiaj głos. Piszę takie zastrzeżenie, by nikt mnie zaraz nie zapytał, dlaczego piszę o takich głupstwach?
Moją polemikę zacznę od stwierdzenia prostego faktu, że polityczny twitter poniósł w Polsce klęskę, podobną tej jaka stała się udziałem politycznej blogosfery. Klęskę ilościową, ponieważ jego uczestników liczy się nadal. w tysiącach i zdanie pana Eryka, że twitter:
“Jest by-pasem obejścia tradycyjnych mediów…” jest po prostu, w naszych warunkach fałszywe.
To, że wpis na twitterze @SikorskiRadek o Powstaniu Warszawskim stał się, że użyję poetyki autora, wiadomością “buzzującą, rezonującą i eksplodującą” jest tylko i wyłącznie zasługą tradycyjnych mediów, które pilnie obserwują, gdzie jakiś VIP coś chlapnie.
Pan Mistewicz pisze, że kumaci politycy tworzą na twitterze “własne kościoły”
Moim zdaniem, jako uczestnika i obserwatora, raczej publicznie robią z siebie durniów. Przez dwa lata nie zdarzyło mi się przeczytać zajmującego (tworzącego jakąś istotną narrację ) 140 znakowego wpisu znanego polityka, nie licząc wpadek, głupot, błędziorów i nieintencjonalnego zdradzania tajemnic kuchni partyjnej.
To na twitterze ostatecznie i dawno, dawno temu pozbyłem się złudzeń co do jakości duetu Kamiński & Bielan i wiarygodności niektórych znanych powszechnie blogerów.
To na twitterze zaznałem dzikiej radości po molo najwyższej jakości głupoty, prezentowanej tam, przez pewną posłankę, która ostatnio awansowała na blogerkę Salonu24.
Czy twitter, jak chce tego Mistewicz to Agora naszych czasów?
Nawet, jeśli, co bardzo wątpliwe, gdyż na antycznej dziewięćdziesiąt procent mówców pewnie nie wyrywało się z tekstami o tym, co ostatnio pili, jedli ani o tym, że wyprowadzili właśnie psa “na siku” to z całą pewnością nie władają twitterową narracją ci właściwi, czyli opiniotwórczy dziennikarze i politycy.
Jak zwykle najcelniejsze, najzabawniejsze wpisy/narracje produkują relaksujący się na twitterze blogerzy und komentatorzy a także niektórzy, co weselsi dziennikarze. Dlatego lubię tam być, a nie po to by zaglądać do “brrr kościoła” jakiegoś Sikorszczaka. Przeczytam to sobie na pasku w ramach domykających się mediów.
Pan Eryk pisze, że “od Cycerona począwszy, najważniejsze zdania naszej cywilizacji mieszczą się w 140 znakach”Być może, ale każde takie zdanie jest wyhaftowane na sztandarze zatkniętym na szczycie góry zbudowanej z milionów słów i tysięcy czynów. Będąc drogowskazem jest pointą, ostatnim albo pierwszym zdaniem wielkiego dzieła i zasadniczo różni się od 140 znakowego sygnału przesłanego jednym kliknięciem przez jakiegoś obojętnego dla dziejów ancymona, choćby był nawet ministrem tego czy owego.
piątek, 10 czerwca 2011
Czytając Rzepę: Mistewicz o tragedii lewicy
Eryk Mistewicz bardzo zgrabnie, w tekście wypełnionym cytatami, oraz odniesieniami kulturowymi, opowiadając jak to ma w zwyczaju, o opowieściach, naśmiewa się z uroszczeń europejskiej lewicy do pełnienia arystokratycznej, niezależnej od opinii wyborców i pospolitych zasad przyzwoitości, roli. Oto nowa międzynarodówka, międzynarodówka starych, nienażartych atrakcji, bezkarnych dziadów. Wedle tekstu Eryka Mistewicza liderem tego obłędnego, acz zabójczego dla lewicy ględzenia jest Jean-Francois Kahn.
Czy francuska lewica obsadza stanowiska swych wioskowych arystokratów/głupków ducha, samymi Kahnami, że pozwolę sobie sparafrazować tekst z filmu “Miłość i Śmierć” Allena?
Te wszystkie atrakcje na przykładzie seksualnej afery Dominika Strauss - Kahna.
Nie rozumiem tylko, dlaczego żona Strauss - Kahna, przyrównywana jest w tekście do Antygony z tragedii Sofoklesa? Nijak mi się to nie składa w sensowną ( czytelną ) narrację, podobnie zresztą jak nazywanie dla “ułatwienia przekazu” pani Naffisatou Diablo - Ofelią.
Eryk Mistewicz przywołuje narracje wymyślone przez PT Francuzików i pewnie winy jego nie ma w tym żadnej. Co prawda bohaterowie tego sądowo - politycznego, obyczajowego dramatu wedle mnie przypominają raczej komiczno - ponurych bohaterów piosenek wyśpiewywanych przed laty przez Stanisława Grzesiuka. Raczej nie Sofokles i Szekspir, a Tata Tasiemka i Czarna ( nomen omen ) Mańka.
Do pana Eryka mam tylko jedną pretensję. Wnikliwie opisuje narracyjne gry rozgrywane wokół tej sprawy, samemu używając w tytule, a następnie w tekście skrótu “DSK” Czy tylko dla wygody piszących i czytelników, ten skrót funkcjonuje w światowych mediach?
Przecież skojarzenie nasuwa się samo: DSK jest całkiem podobne do JFK, w przypadku którego pisanie o sprawach obyczajowych nie jest zupełnie od rzeczy, a przecież jawi się po pięćdziesięciu latach jako postać sympatyczna i umocowana na stałe w medialnej wyobraźni zachodniego świata.
Strauss-Kahn szanse na zostanie gwiazdą popkultury ma raczej nikłe, podobnie jak niewiarygodnie głupawa lewica, w czasach kryzysu i narastania społecznych napięć zajmująca się lizaniem tyłków milionerom i wszystkim innym, gustującym w takich rozrywkach.
Czy francuska lewica obsadza stanowiska swych wioskowych arystokratów/głupków ducha, samymi Kahnami, że pozwolę sobie sparafrazować tekst z filmu “Miłość i Śmierć” Allena?
Te wszystkie atrakcje na przykładzie seksualnej afery Dominika Strauss - Kahna.
Nie rozumiem tylko, dlaczego żona Strauss - Kahna, przyrównywana jest w tekście do Antygony z tragedii Sofoklesa? Nijak mi się to nie składa w sensowną ( czytelną ) narrację, podobnie zresztą jak nazywanie dla “ułatwienia przekazu” pani Naffisatou Diablo - Ofelią.
Eryk Mistewicz przywołuje narracje wymyślone przez PT Francuzików i pewnie winy jego nie ma w tym żadnej. Co prawda bohaterowie tego sądowo - politycznego, obyczajowego dramatu wedle mnie przypominają raczej komiczno - ponurych bohaterów piosenek wyśpiewywanych przed laty przez Stanisława Grzesiuka. Raczej nie Sofokles i Szekspir, a Tata Tasiemka i Czarna ( nomen omen ) Mańka.
Do pana Eryka mam tylko jedną pretensję. Wnikliwie opisuje narracyjne gry rozgrywane wokół tej sprawy, samemu używając w tytule, a następnie w tekście skrótu “DSK” Czy tylko dla wygody piszących i czytelników, ten skrót funkcjonuje w światowych mediach?
Przecież skojarzenie nasuwa się samo: DSK jest całkiem podobne do JFK, w przypadku którego pisanie o sprawach obyczajowych nie jest zupełnie od rzeczy, a przecież jawi się po pięćdziesięciu latach jako postać sympatyczna i umocowana na stałe w medialnej wyobraźni zachodniego świata.
Strauss-Kahn szanse na zostanie gwiazdą popkultury ma raczej nikłe, podobnie jak niewiarygodnie głupawa lewica, w czasach kryzysu i narastania społecznych napięć zajmująca się lizaniem tyłków milionerom i wszystkim innym, gustującym w takich rozrywkach.
czwartek, 25 listopada 2010
Nihil novi sub, prawda, sole
Ach, kupiłem jako makulaturę „Poczet cesarzy Rzymskich” Krawczuka. Całkiem dziewiczy, czyli nie czytany, choć ma już 24 lata.
Zacząłem przeglądać i tak mi się jakoś otworzył na biogramie Augusta czyli Gajusza Oktawiusza, a to był grubszy cwaniak, który porządził sobie lat czterdzieści i jeden, znajdując do tego rządzenia, sporo ciekawych pretekstów, ale ja nie o tym.
Na stronie 24 Aleksander Krawczuk pisze tak:
„Istniały też wszystkie dawne, republikańskie instytucje: senat, hierarchia zmieniających się co roku urzędników, a początkowo nawet zgromadzenia wyborcze. Lecz była to tylko fikcja lub prawie fikcja. August bowiem zrozumiał – i było to odkrycie prawdziwie genialne! – ze myśleniem i wyobraźnią większości ludzi rządzą pozory, hasła, nazwy. Kto posługuje się nimi umiejętnie i konsekwentnie, może wmówić każdemu niemal wszystko. Fikcja staje się realną siłą polityczną, taką samą jak armia i pieniądze. Zrozumiał też, że władza to nie sprawa tytułów i blichtru, lecz tego, ze trzyma się w ręku istotne nici kierownictwa.; a także tego, że czyni się odpowiednie gesty, zgodnie z nastrojami i oczekiwaniami społeczeństwa”
No właśnie. Od tego odkrycia minęło około 2030 lat a ludzie nadal się dziwią, że – Jakże to tak? Tamtejszy Mistewicz też się musiał nieźle uwijać. Złośliwi powiedzą zaraz, że za Augusta efekty były. Toteż nie porównuje.
Zwolennicy współczesnych Cezarków zaraz się żachną, że owszem, że może i ich Donaldus z tym wąsatym Cycero takich osiągnięć nie miewają, ale prawda jest taka, że Augustowi Jarosław Kaczyński nie bruździł, a złośliwi pisowcy piasku w szprychy rydwanów nie sypali.
Może to i prawda, a poza tym, wyraźnie mu życzliwy Krawczuk dyskredytuje go nieintencjonalnie pisząc na przykład:
„Pracował wiele i nieustannie…
Był człowiekiem wykształconym humanistycznie…
Jako budowniczy Cesarz zdziałał wiele…
Sam zaś żył i mieszkał bardzo skromnie...”
Na szczęście minęło te ponad dwa tysiące lat i choć nic nowego nie wyjaiło się pod Słońcem nie trzeba już ponosić takich kosztów wizerunkowych. Wystarczy być!
Zacząłem przeglądać i tak mi się jakoś otworzył na biogramie Augusta czyli Gajusza Oktawiusza, a to był grubszy cwaniak, który porządził sobie lat czterdzieści i jeden, znajdując do tego rządzenia, sporo ciekawych pretekstów, ale ja nie o tym.
Na stronie 24 Aleksander Krawczuk pisze tak:
„Istniały też wszystkie dawne, republikańskie instytucje: senat, hierarchia zmieniających się co roku urzędników, a początkowo nawet zgromadzenia wyborcze. Lecz była to tylko fikcja lub prawie fikcja. August bowiem zrozumiał – i było to odkrycie prawdziwie genialne! – ze myśleniem i wyobraźnią większości ludzi rządzą pozory, hasła, nazwy. Kto posługuje się nimi umiejętnie i konsekwentnie, może wmówić każdemu niemal wszystko. Fikcja staje się realną siłą polityczną, taką samą jak armia i pieniądze. Zrozumiał też, że władza to nie sprawa tytułów i blichtru, lecz tego, ze trzyma się w ręku istotne nici kierownictwa.; a także tego, że czyni się odpowiednie gesty, zgodnie z nastrojami i oczekiwaniami społeczeństwa”
No właśnie. Od tego odkrycia minęło około 2030 lat a ludzie nadal się dziwią, że – Jakże to tak? Tamtejszy Mistewicz też się musiał nieźle uwijać. Złośliwi powiedzą zaraz, że za Augusta efekty były. Toteż nie porównuje.
Zwolennicy współczesnych Cezarków zaraz się żachną, że owszem, że może i ich Donaldus z tym wąsatym Cycero takich osiągnięć nie miewają, ale prawda jest taka, że Augustowi Jarosław Kaczyński nie bruździł, a złośliwi pisowcy piasku w szprychy rydwanów nie sypali.
Może to i prawda, a poza tym, wyraźnie mu życzliwy Krawczuk dyskredytuje go nieintencjonalnie pisząc na przykład:
„Pracował wiele i nieustannie…
Był człowiekiem wykształconym humanistycznie…
Jako budowniczy Cesarz zdziałał wiele…
Sam zaś żył i mieszkał bardzo skromnie...”
Na szczęście minęło te ponad dwa tysiące lat i choć nic nowego nie wyjaiło się pod Słońcem nie trzeba już ponosić takich kosztów wizerunkowych. Wystarczy być!
piątek, 4 grudnia 2009
Po prostu bujaj! Pospolityka do kwadratu. Gdzie jest Eryk Mistewicz?
Wielu szlachetnych publicystów zastanawia się, dlaczego PO ciągle górą a PiS ciągle dołem? Padają różne odpowiedzi, że ci sympatyczni a ci nie, że ci grają w gałę, a ci nie, że ci są młodzi oraz wykształceni i pochodzą, a ci nie.
Głupoty oraz staromodne widzenie świata!
PO ma przewagę, dlatego, że nikt nie wierzy jej liderom.
Politycy PO to znani, bujacze. Ta partia narodziła się z kłamstwa, że nie jest partią polityczną i w tym kłamstwie trwa. I dobrze!
Przeciwnicy Platformy zachłystują się już to niespełnionymi obietnicami wyborczymi, już to chybotliwą polityką informacyjna, sądząc naiwnie, że w ten sposób wbijają gwoździe w leberalną trumnę. Nic głupszego!
Bujanie, chybotliwość poglądów, zaprzeczanie własnej niby to ideologii to teraz droga do sukcesu. Przykład z dzisiaj? Proszę bardzo!
Magazyn „Obywatel” w osobie Remigiusza Okraskicieszy się z postępów PO w ramach rozgramiania OFE! Razem z nim cieszy się wielu ludzi, którym cierniem w gardle stanął ten mało leberalny pomysł.
Już w pierwszym komentarzu Chevalier informuje, że rząd już się wycofał z tej inicjatywy!
Czyli każdy ma powód do radości! ( poza Okraską i Chwevalierem - he he )
To samo z wycofaniem wojsk z Afganistanu.
Wycofujemy!
Zostajemy do 22:35!
Musimy zostać do 2013roku!
Zostajemy z dumą i honorem do końca świata!
Będę prezydentem! - Ogłasza nasz Tusiu
To nuda – Nie chce! - Dodaje po godzinie
Nie chcę ale muszem – Mówi wieczorem po Wieczorynce!
W sejmie partyjna hucpa na zasadzie, ze jak będziemy chcieli to przegłosujemy, że dwa razy dwa to pięć! I co? I nico!
Nikt nie reaguje, bo wszyscy wiedzą, że to bujacze, a kto by się przejmował bujaczami, skoro jakoś tam żyjemy?
Deficyt budżetowy? – A kto by to poważnie traktował!
Armia?
Prawo?
Wolność?
PO sprowadziło wszystkie te pojęcia do szczerej piaskownicy i dlatego każdy wymierzony w nią cios trafia w pustkę!
PiS wcale nie jest dużo lepszy w skutecznym kreowaniu rozwiązań, ale był niestety dla siebie, bardziej przekonujący. Ten nieszczęsny, wybałuszony Ziobro na konferencjach prasowych! Te zapewnienia o Polsce tak solidarnej jak powinien być kraj rządzony wedle zasad obywatelskich. Niemalże Republika!
Teraz ze zrozumieniem przeczytajcie.
PiS atakował wielki biznes szukając wsparcia w małym und rodzinnym biznesiku.
PiS atakował prokuraturę, sądy und palestrę za sprzyjanie temu gigantycznemu biznesowi, jednocześnie wysyłając na pole bitwy prokuraturę, sądy, policje skarbową itp. do walki z biznesowymi „przekrętami”
Z braku możliwości dobrania się do wielkich tyłków, gnili małych, jak to mieli od lat w zwyczaju.
To już jest wyborcza szkoda spora, ponieważ jest w takie „hazardy” zaangażowanych w Polsce kilka milionów osób, licząc z rodzinami, przyjaciółmi itp… Nie! PiS nie ogłosił ich potencjalnymi przestępcami, ale dał do zrozumienia… a ludzie uwierzyli o się poczuli…że niby „czarny chleb i czarna kawa”
Wystraszyli publikę, bo publika im uwierzyła, że będą konsekwentni. Właściciel warzywniaka nagle poczuł się jak na strzelnicy razem z Kulczykiem czy innym Krauze, a jako bystrzak uznał, że Kulczykowi czy temu drugiemu to mogą skoczyć, za to jemu, który od rolnika (chłopa kupił tonę pyrek po 30 groszy bez rachunku, a sprzedał po 70 .
O!!! Jego mogą zapieprzyć! Jak tylko usiądą na nim namaszczone przez PiS urzędy to z niego i jego warzywniaka zostanie plama!
Gdyby PO ogłosiło dzisiaj rano polowanie z nagonką na właściecieli warzywniaków, ci tylko by wzruszyli ramionami, wiedząc, że wieczorem się PO wycofa.
I dalejże głosować na takich!
Drugi błąd PiS to wykluczanie takich drobnych przedsiębiorców z debaty publicznej.
Czasem miałem wrażenie, że Polska to urzędnicy, aparat przemocy, wojsko, służba zdrowia, nauczyciele, działacze związkowi i inna hołota, czyli wszyscy żyjący z podatków płaconych przez bandytów, złodziei itp. kanalie.
Gdyby takie rzeczy PO ludzie mieliby to w nosie, bo wiadomo, że PO to znani bujacze i dalejże popierać!
Ale PIS?
PiS- owi ludzie uwierzyli!
Co z tego, że jakiś ancymon dowiedzie, że za PiS było mniej podsłuchów w sprawach gospodarczych niż obecnie. W obecnie zakładane podsłuchy nikt nie wierzy! Nawet jak są, wiadomo, że jednym uchem wleci a drugim wyleci.
Zasadniczo jest tak, że ludzie chcą żyć spokojnie.
Pracować, zarabiać, tworzyć jakieś swoje małe ojczyzny, ale jednocześnie chcą mieć za swoje podatki silną władzę
– Zbrojne ramie własnych sumień, które za dobre wynagradza a za złe karze.
PiS przegrywa bo nie zorientował się, albo zorientowany, nie wysłał do ludu czytelnego sygnału, że to wszystko „pic na wodę i fotomontaż postpolityczny”
PO bystrzejsze! Buja ile może i wygrywa.!
W dzisiejszej postpolityce, postpolityce o jakiej nie śniło się nawet Erykowi Mistewiczowi, nie ten jest zbrodniarzem, który zabił, a ten, który w świetle kamer powiedział :
- Ja cię zajebie!
Bujacze górą!
Wszystko by było fajnie, gdyby nie alarm w księgowości!
Głupoty oraz staromodne widzenie świata!
PO ma przewagę, dlatego, że nikt nie wierzy jej liderom.
Politycy PO to znani, bujacze. Ta partia narodziła się z kłamstwa, że nie jest partią polityczną i w tym kłamstwie trwa. I dobrze!
Przeciwnicy Platformy zachłystują się już to niespełnionymi obietnicami wyborczymi, już to chybotliwą polityką informacyjna, sądząc naiwnie, że w ten sposób wbijają gwoździe w leberalną trumnę. Nic głupszego!
Bujanie, chybotliwość poglądów, zaprzeczanie własnej niby to ideologii to teraz droga do sukcesu. Przykład z dzisiaj? Proszę bardzo!
Magazyn „Obywatel” w osobie Remigiusza Okraskicieszy się z postępów PO w ramach rozgramiania OFE! Razem z nim cieszy się wielu ludzi, którym cierniem w gardle stanął ten mało leberalny pomysł.
Już w pierwszym komentarzu Chevalier informuje, że rząd już się wycofał z tej inicjatywy!
Czyli każdy ma powód do radości! ( poza Okraską i Chwevalierem - he he )
To samo z wycofaniem wojsk z Afganistanu.
Wycofujemy!
Zostajemy do 22:35!
Musimy zostać do 2013roku!
Zostajemy z dumą i honorem do końca świata!
Będę prezydentem! - Ogłasza nasz Tusiu
To nuda – Nie chce! - Dodaje po godzinie
Nie chcę ale muszem – Mówi wieczorem po Wieczorynce!
W sejmie partyjna hucpa na zasadzie, ze jak będziemy chcieli to przegłosujemy, że dwa razy dwa to pięć! I co? I nico!
Nikt nie reaguje, bo wszyscy wiedzą, że to bujacze, a kto by się przejmował bujaczami, skoro jakoś tam żyjemy?
Deficyt budżetowy? – A kto by to poważnie traktował!
Armia?
Prawo?
Wolność?
PO sprowadziło wszystkie te pojęcia do szczerej piaskownicy i dlatego każdy wymierzony w nią cios trafia w pustkę!
PiS wcale nie jest dużo lepszy w skutecznym kreowaniu rozwiązań, ale był niestety dla siebie, bardziej przekonujący. Ten nieszczęsny, wybałuszony Ziobro na konferencjach prasowych! Te zapewnienia o Polsce tak solidarnej jak powinien być kraj rządzony wedle zasad obywatelskich. Niemalże Republika!
Teraz ze zrozumieniem przeczytajcie.
PiS atakował wielki biznes szukając wsparcia w małym und rodzinnym biznesiku.
PiS atakował prokuraturę, sądy und palestrę za sprzyjanie temu gigantycznemu biznesowi, jednocześnie wysyłając na pole bitwy prokuraturę, sądy, policje skarbową itp. do walki z biznesowymi „przekrętami”
Z braku możliwości dobrania się do wielkich tyłków, gnili małych, jak to mieli od lat w zwyczaju.
To już jest wyborcza szkoda spora, ponieważ jest w takie „hazardy” zaangażowanych w Polsce kilka milionów osób, licząc z rodzinami, przyjaciółmi itp… Nie! PiS nie ogłosił ich potencjalnymi przestępcami, ale dał do zrozumienia… a ludzie uwierzyli o się poczuli…że niby „czarny chleb i czarna kawa”
Wystraszyli publikę, bo publika im uwierzyła, że będą konsekwentni. Właściciel warzywniaka nagle poczuł się jak na strzelnicy razem z Kulczykiem czy innym Krauze, a jako bystrzak uznał, że Kulczykowi czy temu drugiemu to mogą skoczyć, za to jemu, który od rolnika (chłopa kupił tonę pyrek po 30 groszy bez rachunku, a sprzedał po 70 .
O!!! Jego mogą zapieprzyć! Jak tylko usiądą na nim namaszczone przez PiS urzędy to z niego i jego warzywniaka zostanie plama!
Gdyby PO ogłosiło dzisiaj rano polowanie z nagonką na właściecieli warzywniaków, ci tylko by wzruszyli ramionami, wiedząc, że wieczorem się PO wycofa.
I dalejże głosować na takich!
Drugi błąd PiS to wykluczanie takich drobnych przedsiębiorców z debaty publicznej.
Czasem miałem wrażenie, że Polska to urzędnicy, aparat przemocy, wojsko, służba zdrowia, nauczyciele, działacze związkowi i inna hołota, czyli wszyscy żyjący z podatków płaconych przez bandytów, złodziei itp. kanalie.
Gdyby takie rzeczy PO ludzie mieliby to w nosie, bo wiadomo, że PO to znani bujacze i dalejże popierać!
Ale PIS?
PiS- owi ludzie uwierzyli!
Co z tego, że jakiś ancymon dowiedzie, że za PiS było mniej podsłuchów w sprawach gospodarczych niż obecnie. W obecnie zakładane podsłuchy nikt nie wierzy! Nawet jak są, wiadomo, że jednym uchem wleci a drugim wyleci.
Zasadniczo jest tak, że ludzie chcą żyć spokojnie.
Pracować, zarabiać, tworzyć jakieś swoje małe ojczyzny, ale jednocześnie chcą mieć za swoje podatki silną władzę
– Zbrojne ramie własnych sumień, które za dobre wynagradza a za złe karze.
PiS przegrywa bo nie zorientował się, albo zorientowany, nie wysłał do ludu czytelnego sygnału, że to wszystko „pic na wodę i fotomontaż postpolityczny”
PO bystrzejsze! Buja ile może i wygrywa.!
W dzisiejszej postpolityce, postpolityce o jakiej nie śniło się nawet Erykowi Mistewiczowi, nie ten jest zbrodniarzem, który zabił, a ten, który w świetle kamer powiedział :
- Ja cię zajebie!
Bujacze górą!
Wszystko by było fajnie, gdyby nie alarm w księgowości!
Subskrybuj:
Posty (Atom)