środa, 29 czerwca 2011
"Seks - Poradnik Praktyczny" Polityka i Mezalians polityczny
Miękkie politycznie kluchy żadnych porad w tej akurat dziedzinie nie potrzebują. Włażą na siebie wzajemnie i po prostu się cieszą, o ile jest z czego.
Jeśli nie ma się czym radować, ni uwznioślać, piją zimną wodę lub ziółka i szukają dalej, lepiej i głębiej.
Mezalians polityczny- W dawnych czasach, a i w obecnych (Pożal się Boże) występuje pojęcie “mezaliansu” Chodzi w skrócie o to, że różnice majątkowe i “urodzenia” powodują kłopoty tak duże, że sensowny związek ludzi z dołu i z góry drabiny społecznej nie jest możliwy, poza podglądaniem co tam dzisiejsza telewizyjna panna celebrytka miewa chętnie pod spódniczką, za przykładem bobra, ale to załatwiają media.
Nie od rzeczy jest wspomnieć, że niegdyś różnice społeczne ciągnęły to za sobą także trudne do przezwyciężenia różnice intelektualne, wyrażające się prostacko w fakcie, że jeden z partnerów był analfabetą, podczas gdy drugi czytał i pisał, w porywach, a nawet po francusku.
Owszem, parobek mógł skutecznie “wydymać” pannę dziedziczkę a panicz przeorać pannę służącą, czego efekty obserwujemy do dzisiaj na scenie politycznej, gdzie nagle zalęgło się mnóstwo hrabiów marnej konduity, ale o jakość politycznej konwersacji przy takich okazjach dbało niewielu.
Wówczas stosunkowo łatwo było kiedyś odróżnić te “sfery” i fakt, że panna służąca popierała socjalistów, parobek partię ludową, panicz był wyznawcą Darwinizmu a panienka była poza pupą, radykalną konserwatystką niewiele zmieniał.
Obecna sytuacja jest trudna i poważna. Raz, że większość ludzi jest praktycznymi, dumnymi z tego faktu analfabetami, a dwa, że prawie wszyscy konsumują tę samą papkę, uchodzącą obecnie za kulturę.
Ubierają się podobnie i praktycznie zanikły różnice w sposobie wysławiania się panienek i parobków.
Jest jeszcze gorzej! Do tego tygla dolano jako jedną z cech płciowych, poglądy polityczne, co realnie cofa nas w lata pięćdziesiąte, ale wtedy były chociaż czerwone krawaty!
Dożyliśmy takich czasów, że praktycznie nic człowieka nie chroni, nie dość, że przed seksem z przeciwnikiem politycznym, ale także, poza refleksem, kalendarzem babuni, pigułką czy kawałkiem gumy, przed pomnożeniem wrażego plemienia.
Jeśli Polaków dzieli polityka, dzieli także spółkujące pary i jest to smutna rzeczywistość, nie żadne widzimisie autora.
Przesadzam?
Nawet ja, choć nowomodny jak diabeł, nie jestem aż tak perwersyjny by kochać się z kobietą, która lubi i ceni, na przykład Stefana Niesiołowskiego, a chętnie wierzę, że zwolennicy ( czki ) tego Pana niechętnie bawiliby się “w doktora” pod portretem JarKacza, gdzie na półeczce obok kwiatków, płonąca świeczka, a dla PSL - ogarek.
Nie każdy zaś, jest tak asertywny by wypytywać partnera przed pierwszym pocałunkiem czy stosunkiem seksualnym o jego przekonania polityczne. To, przyznacie, jest trochę głupie.
Dlatego, w kolejnych odcinkach, każdy przytomny, który się z nimi zapozna, dowie się, jak łatwo i bez zbędnego obciachu rozróżnić na pierwszej randce prawdziwych fanów i i jeszcze groźniejsze fanki: PO, PiS, SLD, PSL i PJN.
czwartek, 20 sierpnia 2009
Dlaczego nie mamy strzychwi na rakietach?
- Za dużo seksu a za mało nauki – Pomyślałem i oczywiście, nad stoliczkiem pojawiła się zgrabna damska pupa obmacywana przez naukowca w gronostajach i birecie.
Podbiłem pupę w górę, bo zasłaniała mi rozmówcę. Facet w birecie klasnął na podłogę.
Było duszno a towarzystwo Słomkowa nie nastrajało zbyt optymistycznie. Albo miał już za dużo w czubkach, albo umyślnie mnie prowokował.
- Ale zobacz Jacek na tych Paradyzjaków – mówi – Od trzech tysięcy waszych lat tylko grzędzą i murkują. Ich cywilizacja tkwi w ewidentnym niedoczasie, ale strzychwie na rakietach mają! Jeszcze raz pytam, – Dlaczego nie macie strzychwi na rakietach?
Otarłem pot z czoła i patrząc pod światło na ostro rżnięte szkło szklanki, zamyśliłem jednak trzy kostki lodu. Kostki lodu zastukały jak kości w maganie. Pierwszy łyk i znajomy biały płomień dżinu. Chłodny, choć nieco narowisty smak. Braciszkowie drodzy, tego porównać się z niczym nie da!
- Słuchaj – mówię – Gdybyś się skoncentrował, dawno byś zrozumiał. Przed siedmiuset laty na Ziemi, tuż przed nastaniem ery prawdziwej miłości oraz rządów rozumnych przez dwa lata rządzili naszym ludem dwaj straszni bracia. Zaniedbania, zbrodnie, wstyd i ogólne elit zbaranienie. Gdybym wyliczył wszystkie ich przewiny, wprowadziłbym twe słomy w ogień!
- No, niby tak, ale… – wtrącił – Mieliście dosyć czasu by poprawić, zmienić…
- Ty nic nie rozumiesz! – Odstawiłem szklankę na stoliczek i jeszcze raz zacząłem mu klarować punkt po punkcie błędy oraz haniebne czyny tamtego rządu. Na koniec, nieco rozgrzany chłodnym płomieniem walnąłem pięścią w stół i wykrzyczałem mu wprost w jego słomianą mordę
- I dlatego nie mamy do dzisiaj strzychwi na rakietach!
Osunął się w sobie i zaszczekał okazując swoje rozbawienie. Takiemu Aldebaranowi jak zaszczeka to tylko w mordę dać! Jak ja nie cierpię tego ich szczekania!
- No dobra! Może i masz rację. Niech będzie, że ci wierzę! Tylko jedno jest dla mnie niejasne. Tylko jedno mam pytanie! Dlaczego wy, do dniaprocia, nadal nie macie strzychwi na rakietach?
I tłumacz takiemu! Wtedy akurat dokulał się do naszego stoliczka wruwy Magucjan ze swoją czterolistną partnerką.
-, Czego ty tutaj bracie widły zawraszysz i nasz starzysz Kaczorami?Czała szczala w twoich głupich wirażach. I jeszcze ołtarzyki tego wytrzeszczonego z aureolką siną nad łebkiem. Myśl człowieku o seksie albo o szczporcie!
No obraził publicznie naszego ProTusia. Stoliczek zaraz w drzazgi a tego z kopa kłębkiem pod stół Faramużnych posłałem. Ci do mnie! Awantura straszna, ale jak powiadają : Nec Herkules contra międzygalaktyczny plures!
Wyprowadzili mnie. Złożyłem się jakoś, tyle, że lewej ręki nie mam. Głupstwo.
Oparłem się o Mavelę i jęczę. Chłodno a niebo gwiaździste jak diabli. Ziemi stąd nie widać bo to, prawda, pyłek jest. Już mnie roboty, robociczki ulubione sztramują do kupy. Już mnie chłodzą i goją. Rękę brakującą doklukują w port. Patrzę w te wiry nieba i wiem, że w tym całym chaosie jest jedna stała rzecz. Jedna idea.
Czemu nie mamy strzychwi na rakietach? – Co to w ogóle a pytanie! Gdyby jeden z drugim Aldebarańczyk wiedział, czego jeszcze nam brak przez tych Kaczyńskich. Dopiero by było!
Nadjechał włośniak i razem z moją roboczą czeredą udałem się do hotelu. I tak satysfakcja została po mojej stronie. Co z tego, że mnie wywalili z biesiady na zbitą mordę, skoro do rana im zostały moje antykaczystowskie myśli? Jak mnie już wlekli to jeszcze dobre dwadzieścia razy wyobraziłem sobie Lecha Wałęsę. Niech mają!
Niech się nasycą, a ja tymczasem szybko się spakuje i pędzę na Ziemię, bo za trzy dni wybory. Chociaż niby to mamy 53% poparcia to ci kaczyści jednak…
Szkoda tylko, że nie mam strzychwi na rakiecie. Miałbym jak każdy, gdyby nie ten cały Ziobro starodawny! On to bowiem…
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Jak wykryć w mężu geja? ( Jacek )
Na samym początku naszego związku zwalczyłam w nim rasizm oraz ksenofobię, co jest doskonałą podstawą do dalszego, prawidłowego ukształtowania człowieka. Na ulicy oglądał się za murzynkami, co początkowo brałam za pożądany objaw multikulturowych zainteresowań, ale gdy na basenie podszedł do czarnoskórej piękności i próbował zetrzeć z jej skóry kolor, jakby to był brud, uznałam, że trzeba coś z tym zrobić, bo miał już te swoje 31 lat i powinien wiedzieć, że tak nie należy robić. Początkowo sądziłam, że ją obmacywał, ale kiedy okładałam go wieszakiem wyjawił mi rasistowskie podłoże swego czynu. Wówczas bardzo się zawstydziłam. To ja byłam winna, bo nie pokazałam mu, że skóra może mieć różne kolory. Tego samego dnia kupiłam mu w sex shopie dmuchaną czarną dziewczynę. Potem byliśmy na wakacjach w RPA i po kilku dniach kolor skóry przestał mieć dla niego znaczenie. Problem uprzedzeń rasowych uznałam za przezwyciężony.
Inne jego uprzedzenia zwalczyłam poprzez odpowiedni dobór codziennej gazety, lektur, programów telewizyjnych i filmów. Mogłabym powiedzieć, że mam już męża idealnego, gdyby nie ta jedna mała sprawa. Zobaczcie sami.
Całkiem niedawno wychodziła za mąż moja przyjaciółka. Kiedy przy okazji wybierania sukienki ślubnej zadałam jej idiotyczne, ale odruchowe pytanie – Czy ten twój nowy jest dobry w łóżku? Odpowiedziała: "Niby tak, ale marzę by mój Arturek okazał się gejem, bo do końca życia miałby ze mną silną emocjonalną więź, jak w filmach Almodóvara".
Była to odpowiedź szczera, ale nie takiej się spodziewałam. Poprawna brzmi przecież: "Wszystko jedno, ważne, żeby czytał Wyborczą”.
A jeśli mój mąż też nagle okaże się gejem? - Wówczas po raz pierwszy się nad tym zastanowiłam. Wszystko jedno. Ważne, żeby był szczęśliwy (i to jest poprawna odpowiedź!). A czego trzeba, żeby mąż gej mógł być szczęśliwy?
Wiadomo, że chodzi także o seks. Wyobraziłam sobie, jakie musi przechodzić katusze tłumiąc swe naturalne popędy i jak biedaczek cierpi współżyjąc z kobietą, to znaczy ze mną.
Zaczęłam ostrożnie od pieszczotliwych słówek – Och ty mój pedałku kochany! – tak się do niego zwracałam, a potem zabrałam go na paradę równości gdzie nawet machał balonikiem i grzecznie rozmawiał z aktywistami. Widząc, że wszystko zmierza ku szczęśliwemu finałowi,
postanowiłam sprowadzić mu kulturalnego partnera a wybór padł na mojego kolegę, Tomaszka z księgowości, który naprawdę wygląda i zachowuje się w pracy jak gej.
Zaprosiłam go do domu na wieczór. Bardzo elegancki. Przyniósł wytrawne wino za dwie stówy a jak od razu zauważyłam, że panowie przypadli sobie do gustu, więc po wypiciu dwóch kieliszków oddaliłam się po cichutku do mojej koleżanki, aby pogadać o tym jej Arturku i opowiedzieć jak wykryłam w moim mężu geja.
Po powrocie okazało się, że zamiast figlować jak przystało na gejów strasznie spili się piwskiem i bekali po całym mieszkaniu. Na dodatek oglądali mecz bokserski, a na drugi dzień sąsiadka z dołu opowiadała mi, że ten Tomaszek to niezły ananas, bo sikał z balkonu a na zwracaną mu uwagę, że zachowuje się jak ostatnia świnia krzyczał:
- Cieszcie się głupie pindy że deszcz pada, bo w kraju susza! Taki to z niego gej! Cham zwykły i tylko w pracy jest jakiś taki.
Nie zrażam się tym, bo wiem, że w końcu mi się uda. Najgorszy jest ten Tomaszek bo się bardzo zaprzyjaźnili. Ciągle gdzieś razem znikają. Jak nie na mecz to znowuż na ryby.
A czy ja mogę wiedzieć czy oni czasem nie chodzą na dziewczyny?
Jestem nowoczesna, ale tego to ja bym nie zniosła!
Kioskarka mi doniosła, że w piątek zamiast normalnej gazety chciał kupić Dziennik! Na szczęście to moja znajoma i powiedziała, że nie ma. A on na to, że w takim razie poprosi o Rzepę!
Wyobrażacie to sobie?
….
Tekst zainspirowany tym:
http://wyborcza.pl/1,76842,6878110,A_jesli_moj_syn_bedzie_gejem___.html
Uwaga! Tekst zawiera kilka nieoznaczonych cytatów z oryginału. Zadanie dla szperaczy.
Oczywiście polecam tekst Pani Żakowskiej. To jest cudo i perełka!
niedziela, 8 marca 2009
Seks i honor w weekend
Taki mój kumpel, co prawie we wszystko wierzy, kupił sobie podręcznik " Seks w weekend, naucz się i stosuj" czy jakoś tak. Przestudiował to dzieło, obejrzał obrazki, założył ważniejsze miejsca zakładeczkami, bo taki jest, ze nie zagina rogów stron. Wziął do łóżka suwmiarkę, miarkę krawiecką teściowej i nie wiem, na jaką cholerę, pluszowego misia.
No i żona przyszła chyba spod prysznica, tyle ze wytarta do sucha a on jej zaczął coś tłumaczyć, ale nie pamięta, do czego doszedł, bo tak dostał od swojej kobiety tą książka w łeb, że zapomniał co tam robi w tym łóżku i do żony rzekł
- Dzień dobry panie kierowniku!
Wtedy dostał jeszcze raz i potem pokazywał mi dwa guzy, a wyglądały normalnie jak rogi! Żalił mi się, że niepotrzebnie wziął ten " Sex..." w sztywnej oprawie, bo 7 złotych tańszy był w miękkiej!
Rozumiem człowieka, ale to już nie pierwszy taki jego wyczyn. Nieco wcześniej kupił sobie jakąś głupią książkę „ Honor w weekend, naucz się i stosuj” czy jakoś tak.
Jakiś dobrodziej nasmarował to dziełko i kasował od naiwniaków po 43 złote, mieszając wszystkie możliwe kodeksy rycerskie i honorowe, nie oszczędzając nawet wydumanego bushido.
No i o mały włos, nie doszło do tragedii!
Siedzimy sobie przy piwku z tym sprytnym kumplem i oglądamy ligowy klasyk Wisła- Legia. I tak mi się jakoś wyrwało, że dobry ten mecz, a on mi zaraz kontrę, że Widzew gra lepiej w drugiej lidze ( bo wtedy grał w II lidze)
Ja nic na to nie powiedziałem, tylko to jedynie, że Widzew to dno i co może być dobrego z miasta Millera? On mi słusznie, że Miller z Żyrardowa, ale zrobiło się ostro.
Ta jego żona łagodzi, że głupstwa, ale kumpel taboret w łapę i do przedpokoju pędzi. Patrzę, grzebie w tzw. pawlaczu ( ohydna nazwa) i bieży ku mnie z rękawicą narciarską!
Jak mi w pysk nie przywali! Na dodatek deklamuje, że wyzywa mnie na pojedynek z powodu obrazy jego ulubionego klubu!
Tak z tego zgłupiałem, że dałem sobie podetknąć pod nos tę książkę za 43 złote z listą zniewag wymagających satysfakcji. Faktycznie pisze jak byk: „ 112. Obrażanie Widzewa Łódź" Przyglądam się dokładniej i widzę wyraźnie, że sam to czarnym cienkopisem wykaligrafował, ale duch rycerski się we mnie odezwał i mówię:
- Jako wyzwany mam legalne prawo do wybrania oręża, w związku z czym wybieram miecze!
- A skąd ty weźmiesz miecz? – pokpiwa, ale widzę ze mina…
- Ja tam miecz posiadam, a ty sam się zastanów skąd miecz weźmiesz... łachmyto? Z sekundantami proszę w przyszłą sobotę na ziemi ubitej koło olszynek!
- Tam gdzie tak śmierdzi torfem? Hola hola, panie Jarecki, pan nie masz matury to się nie możesz pan pojedynkować!
- A widziałeś pośród milionów, co walczyli mieczami, jakiegoś frajera z maturą? Miecz szykuj widzewiaku zakichany!
I wychodzę, a żonka widzewiaka do mnie mruga lubieżnie! Też mi coś!
Wyobrażacie sobie PT Czytelnicy, że łajdus miecz na Allegro kupił za całe 130 złotych i tarczę blaszan- drewnianą za 235 pln. Zainwestował a raczej przeinwestował, choć teraz ma ozdobę na ścianie, obok tych kretyńskich proporczyków i zdjęcia Bońka.
Jak o tym usłyszałem to też mieczycho z szafy zdjąłem, a przedmiot to odpowiedzialny, choćby dlatego, że 9 kilo żywej stali!
Piękny to był poranek, gdy spotkaliśmy się na tej ubitej ziemi!
Rozwalił mnie od razu dwoma rzeczami. Nakleił na tarczy obok smoczego łba, herb Widzewa i głupi napis „Widzew Mistrzem!” oraz tym, ze jego obydwaj sekundanci nosili okulary.
Widzę, że sprawy zaszły ciut za daleko, więc pomachałem tak ze świstem moim bardzo ostrym mieczem. Tak dla efektu! ( Ręka mnie zabolała i miałem przez chwilę wrażenie, że to miecz mną macha)
Jednakowoż efekt był pierwsza klasa i widziałem jak im na łysinkach pot się skroplił.
W końcu kumpel się przełamał i mówi:
- Jarecki, nicponiu, co się będziemy kaleczyć? Niech lepiej będzie zgoda!
Posiedzieliśmy potem godzinkę w barze przy piwku. Kto wszedł, popatrzył na oręż rozrzucony na stolikach, zaraz jakoś tracił chęć i wychodził. Ale na koniec mówię mu:
- Stary, pewnych rzeczy z książek się nie nauczysz! Praktyki trzeba!
Wtedy mi pokazał tę książkę „ Seks w weekend…” i tak znacząco popukał w okładkę palcem.
- Zobacz Jacek, jakie wydanie, jaka sztywna okładka…lakierowana… Siedem złotych kosztowało w miękkiej, ale ja na szczęściu małżeńskim oszczędzał nie będę! Ta mi starczy na lata! Zobacz na ten rysunek, mam w domu….
Pokój z posłem
Taki jeden mój znajomy nagle i niespodziewanie zwierzył mi się, że ma kochankę i to, drodzy czytelnicy, jak się raczył wyrazić „nie skonsumowaną”
Słyszałem o małżeństwach nie skonsumowanych, ale o nie skonsumowanej kochance nigdy, i tłumacze mu, jak komu dobremu co z samej nazwy „kochanka” wynika, ale on się upiera, że wszystko było jak trzeba, esemesy, czułe i podniecające listy, kawiarnia, różne takie dotknięcia i pocałunki, że aż głupio mi to publicznie pisać, ale, mówi mój znajomy, do seksu zupełnie nie ma szczęścia.
Patrzę na niego, a on macha ręką, że nie o to chodzi i tłumaczy, wyliczając swoje dziwne przeszkody, a co wymieni jedną to jeden palec zgina.
Przykro patrzeć na to zginanie palców.
U mnie w domu, mówi, nie można, bo moja żona bardzo jest czujna i dociekliwa.
U niej, chociaż bezdzietna wdowa też nie, bo ona aż dwóch dziadziusiów w mieszkaniu hoduje. Jeden na wózku a drugi o dwóch laskach po mieszkaniu biega. Ten na wózku został jej się w spadku po mężu a ten drugi jej własny, rodzony.
Byłem, opowiada, żeby spróbować, ale tam hałas jak na zawodach żużlowych. Przesłodzone herbatki, herbatniki moczone w ulepku i jeszcze dzikie awantury, bo jeden dziadziuś jest komuch, a drugi wprost przeciwnie. Ten na wózku jest komuch i wydaje mu się, że jest partyzantem nieżyjącego Tito. Krótko mówiąc brak warunków i aseksualny koszmar.
Potem, mówi, umówiłem się z Bożenką w lesie, a żonie powiedziałem że na grzyby idę. Koszyk, kozik, nawet grzyby miałem od jednego alkoholika kupione. Pełna konspiracja.
Jestem w lesie, czekam na moją Bożenkę cały już bardzo podniecony i nastawiony romantycznie. Wreszcie słyszę, opowiada, takie „brum bzium” i z daleko widzę, że moja kochanka swym czerwonym „Tico” nadjeżdża szosą.
I wtedy zobaczyłem na brzegu rowu, rosnące niebieskie kwiatki. Pomyślałem, że zerwę dla niej bukiecik, bo mi się taki jakiś film przypomniał, ale jak się schyliłem by zerwać, nagle patrzę, że obok kwiatków ropucha i jakoś tak zadrżałem, że wpadłem do rowu melioracyjnego a wody tam z metr głęboka a na wodzie rzęsa.
Tak zgłupiałem, że zacząłem tonąć. Nałykałem się tego świństwa zielonego. Letnicy mnie ledwo wyratowali a o seksie już mowy być nie mogło. Tylko kataru dostałem.
No mógłbym wymieniać różne miejsca, takie jak biblioteka, cmentarz, zburzona na poły stodółka, i faktycznie wymienia te swoje niepowodzenia i te palce zgina jeden po drugim.
Pomyślałem ze strachem, że jak mu się palce u rąk skończą to zdejmie buty i zacznie zginać u nóg a tego nawet ja bym nie wytrzymał, choć znam gościa ze dwadzieścia lat.
Ale nie, na dziewiątym skończył, zrobił znaczącą pauzę dla większego efektu i mówi.
- Umówiłem się w końcu z Bożenką w Warszawie. Tutaj wszyscy mnie znają a w takiej Warszawie to ja znam tylko trzy osoby, nie licząc tych z telewizji, a nawet do tych trzech nie mam pewności czy choć ja te osoby znam czy one mnie też.
Dla zmyłki, bo koleżanki żony nie śpią, pojechałem pociągiem o moja Bożenka swoim „Tico” z tą myślą, że wrócimy razem. Hotel wynająłem przez Internet na całą dobę. Ja niby w delegacji, a Bożenka załatwiła opiekę dla dziadziusiów. Ciekawostka taka, że opiekunem został taki sam dziadziuś, dziadziuś zaprzyjaźniony.
Wszystko szło według planu. Spotkaliśmy się przed hotelem. Pocałowaliśmy się. Bożenka śliczności w takim płaszczyku a zaraz mi na ucho, czego to pod tym płaszczykiem nie ma. Już do windy. Już do pokoju.
Bardzo się rozumiesz po tych wszystkich przygodach spieszyłem aż tu nagle jakieś ciamkanie słyszę w kuchence sąsiadującej z sypialnią. Bożenka też słyszy.
Wstałem z Bożenki i zaglądam do kuchenki a tam na taborecie facet jakiś siedzi, chleb smaruje „kiełbasą słoikową” i je, a na dodatek popija herbatą ze szklanki.
Pełną gęba się do mnie uśmiecha i mówi, żebym się wcale nie krępował bo on sobie zje a potem pójdzie oglądać transmisję z sejmu.
No to ja do niego, żeby się natychmiast wynosił z mojego pokoju, bo pokój wynająłem nie po to żeby ciamkania słuchać czy sejm oglądać tylko żeby z Bożenką, no tak oględnie powiedziałem.
To on do mnie, żebym trzymał łapy, bo jest posłem na sejm chronionym immunitetem i że jego obecność jest w pełni uzasadniona i bezczelnie dodał, że my mu nie przeszkadzamy wcale a wcale.
I pyta, czy jak wynajmowałem pokój nie zwróciło mojej uwagi, że były zwykłe po 374 złotych i z literką „p” w czerwonym kółku po 221 złotych.
Trochę się zawstydziłem mojej chytrości, bo faktycznie wybrałem tańszy i dodaję, że sądziłem, iż literka „p” oznacza promocję.
To on się śmieje z mojej ciemnoty, bo okazuje się, że literka „p” oznacza, że jest to „pokój z posłem” I tłumaczy, że to z powodu remontu hotelu poselskiego i jednocześnie w ramach taniego państwa oraz zacieśniania stosunków z elektoratem.
Przecież, mówi, wystarczy mi kanapa do spania, a łóżko proszę bardzo, byle tylko nie hałasować, bo on musi dokładnie słuchać, co w tym sejmie się dzieje, bo prezes znowu może pytać co było, a w ogóle to jeśli chcemy to możemy z nim pooglądać.
I dalej ten mój znajomy wszystko mi ze szczegółami opowiada o tym pośle, że Bożenka się obraziła i pojechała a on jak ten dureń oglądał transmisję obrad sejmu i że poseł go w końcu wyrolował i on musiał spać na kanapie. I tak dalej, aż w końcu mu przerwałem bo popadł w nieznośne szczegóły opisując co jedli na śniadanie następnego dnia.
Pytam, co zamierza w kwestii Bożenki?
Wtedy się roześmiał i mówi tak:
-To była widzisz dziesiąta przeszkoda i chyba dam sobie spokój z tą Bożenką. Połaszczyłem się, że młodsza od tej mojej Kaśki, ale w sumie trzy miesiące to niewiele. Zresztą widzisz, ten poseł, bo ja też mu to wszystko opowiedziałem, nagadał mi, że to pewnie mój anioł stróż mnie chronił przed wiarołomstwem. Może tak a może nie, ale widzisz, koszty poniosłem, prawie się utopiłem, cały dzień oglądałem sejm i TVN24, nasz proboszcz…
I tak wymienia, a co wymieni jakąś stratę poniesioną w związku z tym swoim niedoszłym seksem to jeden palec zgina i taką robi taką jakąś minę nieprzyjemną.
Nie mogłem na to już dłużej patrzeć i wyszedłem.
Śmiech przejawem braku tolerancji
No i patrzcie Państwo! Sąsiad kanalia oddał mnie pod sąd i teraz przyjdzie mi cierpieć z powodu zwykłego napadu śmiechu. Najgorsze jest to, że nie mogłem się powstrzymać także podczas przesłuchania.
Ja wszystko rozumiem, że tolerancja, że geje i te inne, ale czy akurat mnie musiało to spotkać, jako pierwszego w Polsce?
Otóż… Drodzy Państwo. Mój sąsiad zakochał się w lodówce!
Przylazł kiedyś do mnie i mi opowiedział, że wreszcie odnalazł swoja drugą połowę, że na imię ma Ewa, no i takie tam wspaniałości, jak to u zakochanych bywa. Wypił piwo, podziękował i sobie poszedł. Ucieszyłem się, że sąsiad się wreszcie znudził singlowaniem i nie będzie już po nocy wył do księżyca ani skakał na golasa po drzewach udając Tarzana, bo było to nieco męczące.
Jak go spotykałem, to często tak zagadywał o tej Ewie, aż w końcu zaprosił mnie na drinka, że niby poznam narzeczoną i że mają wspólną prośbę. No to wziąłem żonę, a żona butelkę wina i poszliśmy.
Wtedy przedstawił nam Ewę. Znaczy lodówkę metr siedemdziesiąt wysoką, przemyślnie ubraną w jakieś szale, chusty. Nie było to udane spotkanie towarzyskie, bo trochę nie wiedzieliśmy jak się zachować, tym bardziej, że sąsiad konwersował za Ewę, bardzo dziwnie zmieniając głos. Oczywiście sądziliśmy, ze zwyczajnie oszalał, ale nie wypadało powiedzieć tego głośno, tym bardziej, że coś mi się zaczęło kojarzyć. Gdzieś już o tym czytałem.
Tyle teraz tych dziwności, że człowiek nie zwraca uwagi tak jak kiedyś. Poza tym, my to zawsze „za rdzennymi mieszkańcami Afryki” Polakom to się wydaje, że gdzieś tam i coś tam, a nasza wieś spokojna. A tu bęc!
Wróciliśmy do domu, to zaraz poszukałem w Necie. Aż się spociłem ze strachu, co by było gdybym gdzieś zadzwonił, że mój sąsiad zwariował. Teraz chodzi tylko o śmiech, a tak mógłbym podpaść pod paragraf o prześladowaniu zarejestrowanej mniejszości.
Otóż doczytałem, że wszystko zaczęło się w Holandii kilka lat temu od ślubu pewnej pani z takim jednym przyrządem. Że też mogłem zapomnieć! To była dość głośna sprawa, zakończona dalszym pogłębieniem tolerancji. Potem był toster, odkurzacz, lodówki, pralki, suszarki do włosów itp.
Było oczywiście trochę przepychanek medialnych z ciemnogrodem, ale wielkiej awantury nie było, bo niby o co? Jacyś cwaniacy podnosili kwestię wieku sprzętu AGD. Oczywiście było trochę dyskusji o adopcji dzieci i innego sprzętu. W Niemczech Powstała kwestia, czy małżeństwo mężczyzny i odkurzacza, jeśli zaadoptuje toster, może liczyć na „becikowe” i zasiłek rodzinny? Czy w ramach ubezpieczenia, przysługuje darmowy serwis pogwarancyjny? Powstały oczywiście organizacje żądające uwolnienia całego sprzętu AGD, wyłudzenia nienależnych świadczeń, rynek stosownej pornografii. Zaczęły się rozwody, donosy sąsiadów na ludzi prześladujących swoje sprzęty. No różne takie historie, które zwykle towarzyszą przełamywaniu kolejnych barier stawianych przez ciemnych i zabobonnych ludzi.
Ja nie jestem znowuż taki ciemnogrodzianin, ale nie wytrzymałem podczas ślubu sąsiada, bo przecież nie mogłem odmówić świadkowania, tym bardziej, że biedaka się rodzina wyrzekła z powodu jakichś zaszłości majątkowych. Ze ślubu zrobiła się wielka medialna historia. Telewizja, radio i wszelka prasa rzuciła się na temat, bo to pierwsze w Polsce takie wydarzenie! Ewa trafiła na okładki wielu pism kolorowych.
Trzymałem się dzielnie. Udzielałem wywiadów, zapewniałem, nawoływałem do tolerancji, wszystko tak jak trzeba, ale niestety podczas ceremonii…
Dzień był piękny, słoneczny a ja wyfraczony jak trzeba, tylko jakiś chochlik mnie od rana ekscytował do śmiechu. No i jesteśmy w Urzędzie. Wszystko jak trzeba. Pannę Młodą podłączyli do kontaktu i tak zaczęła sobie mruczeć. Już było ze mną źle, jak usłyszałem to mruczenie, zacząłem się dusić wewnętrznie ze śmiechu, ale mars na twarzy, choć już pot na czole!
A sąsiad łajdak jeszcze ją objął i mówi:
- Nie denerwuj się kochanie!
A potem tym zmienionym piskliwym głosem odpowiada.:
- Kochanie, popraw mi półeczkę do jajek, bo się wysuwa.
I wówczas mnie wzięło, tym bardziej, że dotarło do mnie, że świadkiem drugiej strony jest sosjerka od kompletu z wymalowaną złotą różyczką, w związku z czym mój prezent ślubny może być uznany za obraźliwy.
Zacząłem się śmiać, a był to śmiech skandaliczny i nieodpowiedzialny. Śmiech, który brzmiał w głuchej ciszy jak dzwon! No i teraz mam kłopoty!
Zakłócenie ceremonii i obraza urzędnika państwowego. No i oczywiście pozew sąsiada o odszkodowanie za straty moralne. Dla niego nie.
Dla żony!
Seks - Poradnik Praktyczny
POŚCIEL – Dotyczy tylko sytuacji, gdy swoje miłosne uniesienia chcemy przeżywać w łóżku albo na innej kanapie. (Jeśli mamy zamiar kochać się na łonie natury, nie taszczymy oczywiście betów z domu)
Minimalne wymagania są takie, żeby pościel nam nie przeszkadzała. Wykluczone jakieś nadruki w rodzaju miś z piłką albo inne latawce. Uwaga mężczyźni. Im pościel jaśniejsza tym należy być czystszym, bo naprawdę żenujący jest wśród szału uniesień widok brudnej nogi czy czegoś innego. Ale o higienie będzie innym razem.
Są tacy, którzy preferują pościel w kolorze czarnym. Tu należy zwrócić uwagę, że atrakcyjna bywa tylko czerń uzyskana w procesie barwienia tkanin, nie zaś na skutek braku higieny użytkownika.
Prześcieradło nie powinno być wykonane z materiału śliskiego. Taki materiał, co prawda przyjemnie chłodzi, ale może zdarzyć się przykry wypadek. Jeden mój znajomy, którego żona kupiła taki komplet, wyślizgnął się z żony, pościeli i łóżka tak nieszczęśliwie, że zrzucił na siebie trzydziesto litrowe akwarium, w którym hodował rybki welony a gmerając się, rozciął sobie przy okazji rękę i lewy pośladek. W ogóle seks bywa niebezpieczny dla osób słabo uświadomionych.
Nie ma też nic bardziej przeciwnego naturze niż seks po kołdrą albo pod (nie daj Boże pierzyną) Należy pamiętać, że miłość rozgrzewa a jeśli ktoś szczerze angażuje swe siły może się nawet spocić. Para ukryta pod jakimś przykryciem spoci się niezawodnie, a potem się wykrywa, bo im gorąco i przeziębienie gotowe. Głupi to zwyczaj i niezdrowy. Po stosunku albo w przerwie, którą wypełniamy lubieżną rozmową, można oczywiście nieco się okryć, ale też nie włazić pod kołdrę niczym niedźwiedź do gawry.
Oczywiście taką kołdrę można wykorzystywać na różne sposoby, na przykład składając albo rolując jako podpórkę, podwyższenie i takie tam. Moim zdaniem jednak najlepiej zrzucić ją na podłogę, o ile podłoga jest dość czysta.
( na łonie natury, łóżko, rozmowy, humor, higiena przed)
PREZERWATYWA – Kupując prezerwatywy nie należy się popisywać gdyż możemy narazić się na śmieszność i naprawdę niewiele panią kioskarkę czy aptekarkę obchodzą nasze wymiary i ewentualne potrzeby. Ale też nie kluczymy jak głupek i nie wypytujemy o jakieś syropy czy gazety. Kupujemy i tyle.
Jeżeli nie mamy wprawy, może to zabrzmi głupio, ale trenujemy tak długo aż się nauczymy, by w decydującym momencie nie wyjść na pajaca.
Najważniejsze jest to, by mieć je w zasięgu ręki. Prawdziwą zakałą seksu są mężczyźni, którzy przypominają sobie o prezerwatywie w trakcie stosunku i latają z gołą dupą po chałupie, wywracając szuflady i zaglądając do jakichś cukierniczek, kubeczków czy szkatułek.
Zużytych prezerwatyw nie rozrzucamy byle gdzie, bo można się poślizgnąć i wywalić.
Jeszcze uwaga tak oczywista, że aż wstyd o tym pisać.
Prezerwatywa w przeciwieństwie do jednorazowych maszynek do golenia jest naprawdę rzeczą jednorazowego użytku. Nie godzi się nawet robić z nich baloników ani tak zwanych „bomb wodnych” na śmigus dyngus, że o ponownym użyciu zgodnie z przeznaczeniem nawet nie wspomnę. Należy też pamiętać by zużyte prezerwatywy zgodnie z zasadami recyklingu, umieszczać w pojemnikach przeznaczonych na plastyk i gumę.
( wstyd, ludyczność, gadżety seksualne)
2.
MEDIA ELEKTRONICZNE
Podczas miłosnego zbliżenia wielu ludzi słucha muzyki.
Niektórzy z powodów estetycznych a inni aby zagłuszyć odgłosy seksu przed osobami postronnymi, że wymienię rodzinę i jeśli ktoś mieszka w bloku, także przed sąsiadami.
Ważne by muzyka towarzysząca seksualnym zmaganiom, nie narzucała uczestnikom tempa (punk, metal, polki)
Szybkie kawałki nie pasują do długiego, pełnego rozmaitych gier i smaków zbliżenia.
I tak mamy teraz osobliwe szczęście, że nie trzeba już wstawać by przełożyć płytę na drugą stronę, co w przypadku singli było rozpaczliwą mieszaniną seksu, gimnastyki oraz psucia nastroju za pomocą ciągłych pytań w rodzaju:
- Co teraz puścić kochanie? – podczas gdy kochanie sobie stygło w pościeli.
Osobiście, gdybym miał puszczać muzykę, wybrałbym jazz, także dlatego, że nie jestem jego wielbicielem. To ważne, aby nie popadać w zachwyt nad muzyką zamiast nad ciałem i zdolnościami partnera.
– Posłuchaj teraz, jak gość na saxie wymiata! To żenada.
Jeszcze gorzej jest podczas słuchania radia, bo najpierw trzeba wybrać odpowiednią stację. Nawet nie wypada wspominać w tym miejscu o takich oczywistościach, ale Radio Maryja i TOK fm odpadają w przedbiegach.
W zasadzie to odpadają wszystkie stacje komercyjne i abonamentowe. No chyba, że ktoś jest bardzo dziwnym człowiekiem, ale że tu chodzi o co najmniej dwie osoby, nie wyobrażam sobie by się naraz znalazły takie,które lubią seks przetykany wiadomościami, reklamami oraz dowcipasami prowadzących.
Przez takie głupstwo jeden mój znajomy miał „ciche dni” w domu.
Sami oceńcie:
Ona- Szybciej, szybciej, taaak….teraz…teraz.. o…oooo
On- Słyszysz co ta kurwa Macierewicz narobił?
Ona- Szlag by Cię trafił razem z tym Macierewiczem!
Czujecie chyba jakiś dysonans w nagłym odezwaniu się o Macierewiczu? Zapewniam Was, że mogło być dużo gorzej.
Bywa tak, jeśli ktoś nawet w takim momencie nie potrafi zdobyć się na wyłączenie telewizora. Ludzie powinni zrozumieć i sobie zakarbować w głowach, że oglądanie telewizji powoduje prawdziwą plagę impotencji wśród męskiej części populacji.
To chyba wystarczający powód by unikać oglądania TV, a już szczególnie podczas miłosnych zbliżeń.
Oczywiście zawsze są jakieś wyjątki. Moja konsultantka doniosła mi przed chwilą o parce, która zawsze puszcza sobie do taktu jakieś„Smerfne Hity”
Już sam tytuł...
I to wyobraźcie sobie ludzie, że z kasety magnetofonowej!
Perwersja.
(media papierowe, filmy, rozmowy w łóżku, pościel)
MEDIA PAPIEROWE
Czytanie gazet lub czasopism podczas stosunku, może być odczytane przez naszego partnera jako wyraz lekceważenia. Odpada w całości.
(media elektroniczne, książki poradnikowe o seksie, poeci, prozaicy, blogerzy)
3.
JĘZYK
Język jest w tym całym seksie niezwykle ważny.
Odpowiedzmy sobie na pytanie, do czego służy poza całowaniem, lizaniem i podobnym czynnościom, niekiedy wymagającym dużej sprawności oraz wytrzymałości?
Tak, oczywiście służy,ba, jest niezbędny do mówienia!
Nie przede wszystkim, ale jednak. Niedowiarek, który sądzi, że domówienia służy tylko gęba może to łatwo sprawdzić wkładając sobie do niej palec, przyciskając język do podniebienia i próbując zagadać do swojego partnera. Nie da rady!
Powiedzmy szczerze, że większość ludzi kochając się mówi.
Mówi przed, w trakcie i po stosunku, używając szczególnie w dwóch pierwszych przypadkach tak zwanego „język miłosnego”
Po też nie należy od razu pytlować o byle czym i psuć nastroju, pamiętając, że “po” może być jednocześnie “przed”
Zauważyłem, że wielu ludzi ma z tym problem, nie potrafiąc stworzyć na potrzeby związku takiego języka, który będzie akceptowany i rozwijany przez partnera.
Ale bez teoretyzowania gdyż jest to przecież poradnik praktyczny.
Najpierw należy odejść od swojego codziennego sposobu wypowiedzi.Nawet kiedy jesteśmy informatykiem albo znanym blogerem nie zwracamy się do kobiety:
-Kochanie, chciałbym się w tobie zalogować! – Nie wspominamy o myszkach, joystickach, spamie, kliknięciach ani ilości otwarć.
Na przykład z rolnictwa przylazło to nieszczęsne „uprawianie” i ciągle można usłyszeć o „uprawianiu seksu” Chętni do uprawiania mogą mi za darmochę skopać ogródek bo tego nie cierpię a widok szpadla kojarzy mi się tylko z bólem pleców.
Język miłosny świadczy o człowieku bardziej niż to się niektórym wydaje. Trzeba odpowiednio modulować głos, starannie dobierać słowa i cały czas wymyślać coś nowego. Nie wypada w łóżku drzeć mordy ani głupio rechotać. Bardzo trzeba uważać na porównania gdyż ludzie bywają czuli na swoim punkcie i na przykład nie do wszystkich zwierząt lubią być porównywani. Dobrze się tak naprawdę sprawdzają tylko kotowate.Gady, płazy, ryby a nawet ssaki w rodzaju: hipopotam, słoń, żyrafa, a nawet małpa, może poza gorylem, odpadają. No, może jeszcze węże, ale nie w sensie ironicznym. Raczej bym odradzał na wszelki wypadek.
Jeśli kobieta jest nawet najbardziej pracowita w łóżku, nazywanie jej pszczółką jest też nieco obciachowe.
Nie ma tu gotowych recept a ja tylko sygnalizuje, żeby ludzie trochę nad sobą popracowali. Nie znaczy to, że miłosne zbliżenie jest akurat odpowiednim momentem do popisywania się erudycją ale znowuż nie róbmy z siebie milczków bo w kółko jęcząc i bełkocząc daleko nie zajedziemy.
Jeśli kochankowie lubią sobie w trakcie stosunku szeptać podniecająco i perwersyjne a obydwoje mają z tego radochę to cudownie.
Gorzej gdy jedno tylko udaje a tak naprawdę obraża się i potem cierpi rozpamiętując. To trzeba wiedzieć. Ale o tym innym razem.
Część ludzi uważa, że to głupoty, że wystarczy pokazać na zachętę kawałek ciała. Można i tak, byle nie w parku bo można skończyć w ciupie.
Jeden mój znajomy opowiadał, że jak ma ochotę to wystarczy, że złapie swoją kobietę za tyłek a potem się dziwował, że odeszła z gościem który pisał dla niej wiersze. Potem okazało się, że wcale nie pisał tylko ściągał z Internetu i gdy to wyszło na jaw odeszła od niego i związała się z pewnym nauczycielem akademickim, który tak naprawdę okazał się marynarzem śródlądowym i który nią pomiatał.
W związku z czym odeszła od niego i chciała wrócić do tego łapiącego za tyłek, ale w międzyczasie „łapiący” załamany swoją klęską uczuciową zaczął rozczytywać się w poezji tak zwanych „nowojorczyków” ogolił się na łyso i na dodatek odkrył w sobie geja i już nie chciał jej łapać za tyłek tylko zamieszkał z pewnym Jurkiem, który znowuż tylko udawał geja a tak naprawdę był asem obcego wywiadu i wyduszał z „łapiącego” różne tajne informacje osłabiając nasz potencjał obronny.
Potem wszyscy wzięli i umarli, a cała tragedia wynikła z braku rozeznania potrzeb partnera.
Powtarzam! Łapanie za różne części ciała jest w porządku ale dodajmy też przy okazji jakieś miłosne czułe słówka.
Pamiętacie ten film z Nicholsonem?