czwartek, 24 września 2015

Obłęd rządu, nie narodu!

Osobliwe emocje muszą targać ludźmi, którzy pokładali wiarę w instytucje europejskie. Mnie to nie dotyczy, a mimo to nie czuję się komfortowo, widząc skalę niekompetencji, idiotyzmu oraz inercji, która przebiła się zza gładkiej nowomowy w kółko powtarzanych formułek. To samo, identycznie to samo dotyczy rządów państw europejskich, wśród których stara się brylować głupotą rząd pani Kopacz.
Aby Europejczycy w swej masie dowiedzieli się, kto nimi rządzi, konieczna była ludzka fala zalewająca nasz skromny kontynent. Gdyby, tak jak dotychczas, strumień płynął dziesiątkami tysięcy rocznie, wiele lat zeszłoby na marne, nim ludzie zorientowaliby się, na jak nieprzyjemnym zakręcie historii przyszło im żyć. Ogłupienie medialne zaszło bowiem tak daleko, że współczesny człowiek, niczym dzikus sprzed kilkunastu tysięcy lat, aby uwierzyć w nadchodzące zagrożenie, musi osobiście dostać w łeb. Można przyjąć, że ten ludzki potop spadł nam po prostu z nieba, dając ostatnią szansę na właściwą reakcję obronną.
Obecnie, doskonale widać nieuzbrojonym w lornetkę okiem, że rządzą nami tchórzliwi, zakręceni skrajnie lewacką ideologią durnie, którzy do końca będą wspierani przez medialną bandyterkę w walce z własnymi narodami, z łaski których opływają w dostatki i przywileje. Koniec tego szaleństwa, a piszę to z całkiem niepublicystyczną rozpaczą, nastąpi w dniu, gdy niemiecka policja otworzy ogień do własnych obywateli, w obronie urojeń klasy rządzącej.
Albowiem od czasu, gdy zachodnia lewica malowała przed społeczeństwami Zachodu zalety sowieckiego raju, pod światłym przywództwem „Ziutka Słoneczko” nie było chyba większego rozdźwięku pomiędzy kreowaną przez elity fikcją a rzeczywistością. Tyle tylko, że przeciętny Francuz nie mógł dopić kawy, odłożyć gazety i zaraz za rogiem zaznać dobrodziejstw, jakie spadają na budowniczych kanału Białomorskiego, a teraz, jak najbardziej może dostać w mordę od wzmożonego moralnie wyznawcy Mahometa. Potem może iść z opuchniętą mordą do domu, włączyć telewizor i wysłuchać pogadanki o walorach multikulturowości, pocieszając się, że z pewnością obił mu mordę lekarz, albo chociaż specjalista od IT.
Lewackie bujdy właśnie idą w kąt. Ci, którzy polegiwali na poduszkach własnego idealizmu, wsłuchani w szemrzący głosik bajarza, właśnie przecierają chabrowe oczęta i zaczynają kręcić się niespokojnie. Społeczna tresura przestaje działać także w Polsce, gdzie na razie problem o którym piszę jest tylko teoretyczny! Nie, jak chcą zakłamane media „przede wszystkim w Polsce” ale właśnie „także w Polsce” Rezonans wydarzeń na południu i zachodzie Europy jest u nas tak znaczący, że, co przyznają nawet skrajnie propagandziści, znacząco wpłynie na wynik październikowych wyborów, choć to nie nasze, tak chwalebnie wyremontowane wielkomiejskie dworce są akurat dewastowane przez bandy lekarzy i specjalistów od IT.
Oto nasi władcy stanęli nagle przed oczekującym ochrony ludem w całej krasie swej nagości. Dobrze chociaż, że są do tego stopnia mali, dzięki szczegóły anatomiczne są niedostrzegalne, nie powodując zgorszenia najmłodszych.
To głupi, mali, próżni ludzie, nawet nie potrafiący prawidłowo zdefiniować zagrożenia, a co tu mówić o podejmowaniu jakichkolwiek działań. Jeśli jeszcze ktoś, kto nie czerpie bezpośrednich profitów z rządów PO/PSL  pokłada w nich nadzieję na przyszłość i ma zamiar głosować na jedną z tych partii, sam wyklucza się z grona ludzi rozumnych.
Nie będzie później tłumaczeń, że nie wiedzieliśmy, że skąd niby mieliśmy wiedzieć? Przecież wystarczy przestać na chwilę patrzeć przez pryzmat zakłamanych, reżyserowanych przez politycznych macherów widowisk, zwanych dla niepoznaki serwisami informacyjnymi, by zobaczyć skalę umysłowego zniewolenia tych tchórzliwych cwaniaków.
Europa trzęsie się w posadach, dosłownie w przeddzień zmian o nieobliczalnych skutkach. Kto żyw chowa do lamusa, sztandary dawnych uprzedzeń i złości wymierzonych we własne, zawsze niedoskonałe społeczeństwa. Świat, jaki znamy właśnie się rozpada. Sentymentalizm i naiwność przestaje być skuteczną tarczą wobec wyzwań, przed jakimi za chwilę staniemy, jako Polacy, czy jak kto woli, Europejczycy.
Już nie pamiętacie smaku jaja zniesionego przez Republikę Weimarską?
I w tym wszystkim, przy dziwacznych kombinacjach USA, zamieszaniu, nie tylko na giełdach, w Azji, niekończącym się konflikcie za naszą wschodnią granicą, rządzący Polską za największe zagrożenie, za jedynego prawdziwego wroga, mają konkurencyjną partię polityczną, Prawo i Sprawiedliwość. Całą politykę, wszystkie podejmowane przez siebie działania odnoszą do PiS, czynią przez PiS. Przez PiS skomlą o szansę na kolejną kadencję.
Ludzie kochani, jeśli to nie jest obłęd, to co nim jest?

niedziela, 12 lipca 2015

Czy jestem barbarzyńcą?

Dziś rano nieopatrznie włączyłam w TV program pt. Woronicza 17. Tam niejaki pan - "towarzysz" Wenderlich nazwał mnie barbarzyńcą! A za co? A za to, że mam podobne poglądy jak niektórzy senatorowie. Widać, dla obywatela Wenderlicha słowo barbarzyńca jest jednoznaczne i oznacza brak kultury, ba oznacza potwora w ludzkiej skórze. Tak to przynajmniej ja odczytałam z jego wypowiedzi. Do wiadomości tego pana słowo to oznacza po prostu cudzoziemca, a zostało zdemonizowane przez starożytnych Rzymian i Greków mając na celu poniżyć inne narody. Jak widać nie można mnie nazwać barbarzyńcą, no chyba, że pan Wenderlich nie czuje związku z Polską... Już teraz do sedna sprawy, bo dostało się biednym ludziom i mnie między innymi za to, że będąc chrześcijaninem jestem przeciwnikiem in vitro. Jak wiadomo nawet takiemu panu, jak szanowny pan Wenderlich chrześcijaństwo trwa nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat.
Czym nie może pochwalić się żadna partia lewicowa...nawet PZPR szanowny panie trwał ułamek, a stał za nim cały ZSSR! Ale dalej, bo właściwie o co chodzi? A o to, żebyśmy my wszyscy ponosili koszta leczenia bezpłodności metodą in vitro! przepraszam, jakim prawem? A prawem Kalego! I kto tu jest tym przez pana Wenderlicha zdefiniowanym barbarzyńcą?

czwartek, 2 lipca 2015

Odpieprzcie się od Pawełka!

Ze zdziwieniem zauważam, że dla wielu szanownych komentatorów, nagle Kukiz stał się wrogiem najgorszym, który podstępnie czyha. Na co? Są różne teorie, ale głównie czyha na władzę, albo jeszcze gorzej, że niby chce przekazać swoich hipotetycznych posłów ku podtrzymaniu upadającego systemu. I pomyśleć, że ludzie śmieją się z fajnych rybek, że te mają krótką pamięć.
Może i niezręcznie się wygłosił z tym brakiem programu, ale skoro raz błysnął, teraz musi powtarzać i się upierać. Inna rzecz, czy to naprawdę jest ważne? Czytam, że Kukiz jest chybotliwy, nieprofesjonalny, nie ma zaplecza, poza jakimiś podejrzanymi kombinatorami, a do tego jest muzykiem. Też mi nowość!
Spójrzcie na waszą ulubioną lub „ulubioną” partię, od ośmiu lat rządzącą Polską. Czy Platforma Obywatelska kiedykolwiek nie miała programu? Miała ich nawet bardzo wiele, a że jeszcze im mało, ponoć pisze kolejny z którym ma zamiar wyjaić się we wrześniu. Rady programowe, komisje, think tanki, posłanka Pomaska... Ma wszystko!
Posłów licznych, jak gwiazdy na niebie, senatorów, wojewodów, prezesów, myślicieli, najwybitniejszych biznesmanów, nawet w randze doktora, elity krajowe i zagraniczne, autorytety jawne, tajne i moralne, generałów, strategów, analityków. Cały czas się uczą, doskonalą, rozmawiają z Polakami a Tusk to się nawet nauczył po angielsku. Tysiące najlepszych z najlepszych. Tygrysów, lwów i innych stworzeń majestatycznych w Platformie dostatek.
I zobaczcie, co jest emanacją tej mocy, tego nażartego forsą i propaństwowością lewiatana?
No... Panie tego... Premier Ewa Kopacz!
Cały ten system, te miliardy, agencje, agendy, limuzyny, służby specjalne, prawo, lewo i centrum, ten słoń europejski, postępowy i wielopłciowy uznał przywództwo Pani Premier Ewy Kopacz, która zamiast mówić, równie dobrze mogłaby śpiewać w kółko „trala lala trala lala” co może byłoby lepsze, bo mniej by było żenującego zawstydzenia na kilometr kwadratowy, ale ponoć kobita niemuzykalna. 
Tymczasem Wy... Szanowni, kochani moi, że Paweł Kukiz nie ma programu?

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Poszukiwacze zaginionych procentów

Ludzie się wielce dziwują, że Platformie Obywatelskiej rośnie, skoro wszyscy przytomni widzą, że maleje. Najlepiej widzą to jej działacze. Prawie omdlewają ze strachu, co widać w telewizji, gdzie  jawnie panikują i z której nagle dowiadują się, że im rośnie. To przez te procenty, bo znowu zabrakło wypełniacza. Jak człowiek kupuje flaszkę wódki i tam jest 40% alkoholu, znaczy się, że reszta to woda i nie spodziewa znaleźć we flaszce lotki do badmintona, ani małego króliczka, prawda?

W polityce, jak się smaży sondaż, PiS musi mieć coś około 30% a resztę jakoś trzeba wypełnić. Platformie spadało, wetknięto Petru i wszystkim było dobrze, bo można było analizować, gdzie odeszli zwolennicy, ta najlepsza kadra, kadra specjalistów, wspierająca „przez rozum” PO. Ale minęły dwa tygodnie i Petru został zapomniany. Śmieszne by było pokazywać, że ma 12% a ile znowuż można dokładać Kukizowi? I już Platforma rośnie! 

No, ale ile można się tak wygłupiać? Przez lato, owszem, odkąd Szkoci zrezygnowali z tego swojego potwora w jeziorze, ale po tym idiotycznym, wrześniowym referendum, już nie bardzo. Najstraszniejsze jest to, że Kukizowi przygotowują program, czyli trzeba się przygotować na ostry zjazd poparcia. Komu się wtedy dołoży, żeby się procenty zgadzały? Fantazja? Tam się kręci Gwiazdowski, Tyszkiewicz i Palade, jak słyszę, czyli trzeba się przygotowywać pomaleńku na trzy i pół procenta.

Z procentami jest poważny problem. Można znowu zadzwonić na sesję, że Platforma ma 40% w rozumieniu, że lud uwielbia głosować na przyszłego zwycięzcę, ale tak głupio to już się nie da po ostatniej wpadce z Komorowskim. Reanimować PSL i SLD, to tak jakby mumii mającej cztery tysiące lat wsadzić bateryjkę R6 w tyłek i liczyć, że mumia ożyje i zrobi nam śniadanie. 

O właśnie, SLD też poszukuje procentów, ale ma osobliwy kłopot. Teraz zebrali czterysta tysięcy lewicowych organizacji, ale nie sądzę, by się chciały pomieścić na listach SLD, a Wielka Lewicowo – Lewacka koalicja musiałaby zdobyć 8%. Już to widzę! O wrogach ludu z PSL nawet szkoda wspominać.

Powiedzcie ludzie, jak w takich warunkach sensownie fałszować sondaże? Że co? Że można podawać autentyczne wyniki? Przecież podawanie prawdziwych wyników, przy reputacji na jaką zapracowały sondażownie niczego nie zmieni. Ja się nawet nie upieram, że fałszują w takim sensie, że skoro ja im odpowiem „A” oni wpiszą „B” Fałszerstwo pierwotne odbywa się na wyższym poziomie. W tych przynętach rzucanych przez media ( robaczek Petru ) w kampaniach, trendach, tajnych porozumionkach, a dopiero na końcu idą ankiety. A przy tym najszkodliwsze to ich myślenie. 

– Co też będzie korzystne dla nas? - Znaczy się dla nich. Na pytanie, kim oni są, każdy niech sobie odpowie po swojemu.

- Panowie, niech zajrzę do notatek, aha, trendy wskazują, że PiS ma 32%, jakieś pomysły? Mamy pokazać samych zdecydowanych i zostaje, jak łatwo policzyć 61% do zapełnienia.

- Sześćdziesiąt osiem, panie prezesie!


- Od liczenia, Kowalski, to ja tutaj jestem! Są bowiem rzeczy na niebie i ziemi, o których się prostym analitykom nie śniło.

niedziela, 21 czerwca 2015

Heroiny!

Była różnica. Pisowcy cieszyli się, jakby znaleźli stówę na ulicy, a peowcy wyglądali, jak ludzie którym bankomat zaśpiewał, że na koncie brak środków. Pierwsi wrzeszczą i podskakują, drudzy półgębkiem, koso, z pod oka, nagle niepewni. Co się dzieje? Wszystko widziałem, bo słuchać to i tak nie ma przy takiej okazji o czym. Zresztą. Wstałem, wyglansowałem gębę. Włos anielsko biały przyczesałem. Nastawienie na politykę stuprocentowe, ale w komnacie telewizyjnej teściowa szumi odkurzaczem. Przez odkurzacz przebija się skandowanie: Beata! Beata! Chciałem wiać, bo jak słyszę ten cały Bajm... Ale nie, to heroina Prawa i Sprawiedliwości, pani Szydło ( Igła mówi przez telefon, że to musi jakaś jego dalsza rodzina z zagłębia krawieckiego )
A media pisowskie, wiadomo! Cały ekran dla kaczystów. Od czasu do czasu taki mały prostokąt z błękitnym expresem Platformy. Stoi  na stacji i fufa. Ma rację Stefan, że wszyscy przeciwko nim. Eksperci w studio. Niby ci co zawsze, ale jakoś pokątnie, bez przekonania. Twarze nagie, szare, jakby pojedli nieświeżych ostryg.
A skąd ci wezmę łobuzie świeże ostrygi? Nawet u sowy nikt nie jadł ostryg. To nie przedwojenne czasy. Szejnfeld chciał wjechać na takim całkiem maleńkim kucyku do knajpy to go selekcjoner nie wpuścił. Kucyka owszem. Był potem z tego skandal. Wyborcza pisała.
Teściowa skończyła szaleć z odkurzaczem. Podkręciłem fonię. Ona od razu:
- Od rana to głupie babsko brzęczy w telewizji .
Stwierdza, nie pyta. Takie rozwydrzenie panuje w starszym pokoleniu. Na ekranie akurat nasza premier, jako heroina wyzywa na pojedynek Jarosława i Beatę. Głowa okrągła. Napięta. Prawa strona ust mówi, lewa się zagryza. Błękity jak z filmowego planu o dinozaurach. Nasza pani premier, ostatnia nadzieja, bastion, barykada. Nasza Marianna! W tle pozuje młodzież, internet i kucyk posła.  

sobota, 20 czerwca 2015

Referendum

Z Kukizem to jest tak, jak z tożsamością płciową. Chodzi za mną taka baba. Nos mięsisty, raczej na kwintę. Nieładna. Wystarczy, że zatrzymam się na sekundę, zaraz wyciąga ankietę.
- Czy jest pan zadowolony ze swojej płci? Czy ma pan kochankę/kochanka - niepotrzebne skreślić? Czy chce pan, by inni ludzie byli piękni i bogaci?
Co to za pytania? Uciekam oczywiście. Za mną uporczywe tup tup. Ja do łazienki. Tup tup. Stuka do drzwi. Puszczam wodę z kranu. Taka onomatopeja.
- Czy jest pan za zniesieniem senatu? Wyciskam się przez okienko i po parapecie, gzymsach, rynnach na dach. Obok kot, też wystraszony. Baba wspina się i zaraz tup, tup po papie.
 – Czy jest pan za przyłączeniem ziem niesłusznie wyzyskanych do Niemiec?
Spokoju nie ma z tą babą. Postanowiłem walnąć ją cegłówką, ale na dachu cegłówki luźnej nie ma. Spuszczam się na kupę piachu. Kot za mną. Baba hyc. Skręciła nogę. Ankieta jej wypadła. Nos czerwony. Pozamykałem dom i teraz piszę. Jaka ulga! Nic to, że zaraz sąsiedzi zaczną, że u Jareckiego skandal. Że baba z ankietą leży. Wezwą karetkę, nie dbam o to. Nawet ksiądz może mnie wyczytać  w niedzielę, jako nieczułego na marny los baby.
Z Kukizem jest tak samo. Siedzi chłop w łazience, czyta Alchemię Futbolu naszego Gmocha, dłubie w nosie i kombinuje, jak uniknąć baby. A za drzwiami tup tup. Taki amant i bogacz to musi mieć w łazience wodotrysk. Włącza, by zagłuszyć onoatopeją, ale spod trąby porcelanowego słonia tylko kap kap.
- Czy weźmie pan udział w referendum? – Baba dopytuje Kukiza przez drzwi. Kukiz ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza, żeby nie zniechęcać siedemdziesięciu procent.
- Może zapyta mnie pani raczej o mój patriotyzm płciowy? – Bawi się rolką papieru. Zobaczcie, jak zagaduje. Jaki chytry... 

piątek, 19 czerwca 2015

"Podejrzany" Film z Hakmanem i tym drugim Murzynem

Obejrzałem wczoraj / wcale nie zasnąłem i pamiętam wszystkie sceny / film z Hakmanem i tym drugim, dropiatym Murzynem intelektualistą, tym co ma taką kropkowaną gębę.  Film ma tytuł „Podejrzany” a Hakman jest właśnie tym podejrzanym, jako prawnik und bogacz. Normalnie, przypomniał się meni Petru, ale Petru nie ma charyzmy Hakmana.
Murzyn, jako detektyw kropkowany, atakuje Hakmana z prawa, lewa i z autorytetu. Po trzech minutach, nie licząc reklam, wiem, że Hakman jest niewinny, niczym jakaś pedofilska ptaszyna.  Przez kolejne sto dwanaście minut pędzi akcja, która  ma zamulić moje początkowe, oparte na faktach  przeświadczenie.
Nic po tem! Hakman się przyznaje i ględzi o swoich nędznych motywach, aż tu nagle Karol Okrasa! Przepraszam, ale ta idiotyczna reklama nadbiega zewsząd. Karol, czas na obiad!
Film „Podejrzany” zaczyna się dobrze i kończy się dobrze.  Aktorzy mówią rozmaite dialogi. Grupa wrzeszczących i podskakujących Murzynów  ukazuje widzom trudności rozmaite stanu Puerto Rico.  Może to głupie, ale film jest niezły. Ciut kiepski, ale patrząc na aktorów, a szczególnie Hakmana, można dojść do wniosku, że kino ma coś fajnego w sobie. Hakman ma forsę, jago kobita jest ładna w stylu peruwiańskim, dom ma obszerny, psów ni kotów nie hoduje, Giertycha nie zna.
No...  zboczek, jakby nie patrzeć! Film „Podejrzany” warto obejrzeć, choćby dla jajec.