środa, 27 lutego 2013

Jestem piękny i ranny


Na początku lat dziewięćdziesiątych odkryto w historii „białe plamy” Zaraz co przytomniejsi zaczęli je zaczerniać drukiem albo kolorować kamerą. Odbywało się to, niby na zasadzie, kto pierwszy ten lepszy. Należy jednakowoż zaznaczyć, że kolejka do prawdy, wbrew pozorom była starannie pilnowana.
Wiele było w tym bujd i bylejakości, jak to przeważnie, gdy wszyscy się pchają do jednego okienka, co zawsze, każdy przytomny może sprawdzić na poczcie.
Następnie odezwały się sowy zamieszkujące stalowy komin „odlewni prawdy” post solidarnościowych mediów i dalejże się drzeć, szarpać, tłuc skrzydłami o rdzę i wymurówkę . Kurz, pył, azbest i rdza na głowy publiczności, która niewiele z tego zrozumiała.
Zmieniano nazwy ulic – kłopot! Mniejsza z tym. Każdy to zna. Wróćmy do dnia dzisiejszego.
Dojrzała generacja patriotów, którzy w latach siedemdziesiątych biegali po ulicach miast ślicznych, miast pachnących zapiekanką z pieczarkami. Rozumiem, że skoro dorośli, muszą mieć swoją jutrzenkę, swych bohaterów, równie bezkompromisowych jak oni sami. Tyle, że martwych.
Idealni do wciągnięcia na piedestał okazali się, walczący z komuszą zarazą powojenni partyzanci, bez sensu nazywani „Żołnierzami Wyklętymi”
Po pierwsze „żołnierz” to nie to samo co uzbrojony człowiek – Nawet partyzant.
Żołnierz jest człowiekiem, fragmentem armii zarządzanej przez mniej lub bardziej legalne Państwo. Żołnierza obowiązuje regulamin, w zamian za co jest objęty aprowizacją, nadziałem broni, amunicji, sortów mundurowych, żołdem, itd…
Nie jest żołnierzem człowiek, który wedle własnego, nawet słusznego mniemania, nie podporządkowuje się rozkazom swoich generalnych przełożonych. Czapka z orzełkiem nie czyni żołnierza, podobnie jak szabla przy boku, nie czyni szlachcica.
Po drugie, idea w imię której się walczy, nie czyni ludzi szlachetniejszymi niż są w rzeczywistości. Ciężko pisać, ale przegranych należy oceniać źle. Coś im umknęło. Gdyby, tak jak dzisiaj piszą mistrzowie tworzący nową legendę, prowadziło zagony „wyklętych” powszechne poparcie, komuchy nie mieliby szansy na liźnięcie ruskiego zadka.
Każdy człowiek i każda społeczność mają nieprzekraczalne granice wytrzymałości. Sześć lat niemieckiego i ruskiego terroru. Armia w oflagach i na Syberii, albo innej Palestynie. Rzezie niewiniątek. Rekwizycje. Przemoc codzienna. Poniżenie. Masowe exodusy. Śmierć bliskich. To nie są czynniki, które wzmacniają człowieka w człowieku.
Zapewniam Was, mili moi, że większość ludzi nie łaknie nagłej śmierci na polu bitwy, ani kuli w tyle głowy, gdzieś na zapleczu. Nikt nie powinien też wymagać od ludzi pracowitych, oddawania trybutu zarówno państwu, jak i zbrojnej opozycji, opozycji, która nie potrafi obronić ich przed zajadłą przemocą rzeczonego, nawet bandyckiego, państwa. Albo tak, albo tak.
Łatwo nasładzać się cudzą śmiercią. Grzać forsę na „wyklętych” jako najnowszych bohaterach- Łatwo! Inaczej pewnie by wyglądała medialna czeladź, gdybym założył antysystemową partyzantkę miejską i z bandą internetowych zbirów zaczął przeglądać lodówki popularnych, prawicowych celebrytów.
Dawaj jeść, taki owaki, bach kałacha na stół w kuchni.
- Maciek, zleź z tej baby, to żona naszego dobroczyńcy!
- Rekwiruję pański płaski telewizor 56 cali!
- Co się pan drzesz? Przynajmniej abonament pana minie, o włos!
Łatwo podpisywać się cudzą śmiercią albo poniżeniem, grubkując, że szlachetność, wolność i pogoń za bezwzględną racją, jest obowiązkiem tych, którzy nie mają żadnych obowiązków wobec Ojczyzny, która traktowała ich bardzo źle. Bywa i tak.
Przeczytałem ostatnio tekst, wspomnienia księdza, który odprowadził w świat Nieogarnionej Księgi, pannę Inkę.
Dygresja. Za tą śmierć, za ten sądowy mord, każdy jeden komuch powinien zawisnąć tak skutecznie, aż mu z tyłka wysypie się kawior, a mordą odda szampan, którego się raczył nachłeptać.
Ksiądz wspomina o milczących żołnierzach z eskorty.
Młodzi, milczący żołnierze.
Poborowi komuny.
Nie dla nich szable, łzy medialnych panienek.
Czytając, wielu im złorzeczy, wyklina chłopskich synków o „buraczanych twarzach”
Prostota przekazu budzi mój gniew.
Dobranoc Państwu!

piątek, 15 lutego 2013

Od senatora 3RP nie wymagam wiele. Libicki!


Od Senatora nie wymagam wiele, tyle, że jeśli polezie do kina i zechce podzielić się z czytelnikami swymi wrażeniami, raczy obejrzeć film na który się wybrał. 

Tekst, który nasmarował pan Libicki nie pretenduje chyba do miana recenzji a jest raczej spojrzeniem prostaczka. Być może taki był zamysł autora, który ma swoich czytelników za podobnych sobie idiotów. Nie wiem.

Nie mam zamiaru spierać się o wartość filmu z kimś, kto pisze tak:

„I także pamięta się ten film choćby przez pryzmat sporu o śmierć i żałobę młodszego syna prezydenta, który oddał życie w tej wojnie. Sporu między Abrahamem Lincolnem i jego żoną. Sporu o to czy ta śmierć jest dla prezydenta osobistą ludzką tragedią, czy elementem publicznej misji? O co jednak wybucha ten spór ? Ten spór wybucha tak naprawdę o stosunek do decyzji najstarszego syna prezydenckiej pary, aby po śmierci brata, stronie Unii, zaciągnąć się do wojska”

Można w tym miejscu zadać pytanie, po cholerę Jarecki zabiera się za krytykę jakiegoś analfabety?

Dlatego, mili moi, że mam przed sobą tekst nie żadnego tam analfabety tylko senatora, przedstawiciela naszej elity politycznej, oraz historyka! Wężykiem, jasne że wężykiem. Polska polityka roi się od historyków. Taki lajf.

Rozumiem, że nie każdy senator i historyk koniecznie musi znać podstawowe dane biograficzne dotyczące dawno nieżyjącego Prezydenta USA. Nie, tfu! Właśnie że nie rozumiem jak to jest możliwe, tym bardziej, że zechciał podzielić się z pospólstwem swymi przemyśleniami.

Ale dał mu Bóg gały by patrzały i uszolki by słyszały. Nawet w kinie!
Pytam, skąd senator Libicki wytrzasnął mlodszego syna Lincolna, który ginie na Wojnie Secesyjnej?

Abraham Lincoln miał czterech synów. Najstarszy Robert urodził się w 1843 roku i jest tym, który wstąpił do armii. Urodzony w 1846 Edward zmarł jako czterolatek. Najmłodsi Tad i Wiliam w czasie wojny liczyli odpowiednio osiem i jedenaście lat. Zachorowali i starszy niestety zmarł. Ale jakim cudem można napisać, że „oddał życie w tej wojnie”? 

O tym wie chyba tylko pan senator Libicki.

Przepraszam, ja też wiem! 

Chodzi najpewniej o śmierć dzielnego młodzieńca Ellswortha, który w pewnym sensie należał do rodziny. Bawił się z chlopcami gdy przebywał w Białym Domu.  Na potrzeby wojny zorganizował oddział Nowojorskich Żuawów. Zginął jako jeden z pierwszych, w Aleksandrii, gdy zrywał z dachu urzędu sztandar Konfederacji. Zastrzelony z myśliwskiej strzelby. Bywa i tak.

Ale pan Libicki musiał się w kinie kręcić, ryć w torbie z prażoną kukurydzą, albo odbierać ważne telefony jako senator, celebryta i historyk, w związku z czym wymyślił Lincolnowi jeszcze jednego syna. Czepiam się, ponieważ młodzież czyta i się uczy, z autorytetu. Wężykiem! - Oczywiście!


Obejrzałem „Lincolna” 
Świetny film polityczny. 
Te 2/3 filmu, które dla pana Libickiego są szczerym nudziarstwem to znakomita lekcja historii oraz właśnie polityki. Polecam każdemu przytomnemu człowiekowi, ponieważ jest w filmie dużo prawdy, którą można przyswoić i łatwo przełożyć na czasy współczesne. Poza tym to jest film dyskretny, delikatny emocjonalnie.

Generał Lee po podpisaniu aktu kapitulacji wycofujący koniem, by nie stracić z oczu nadskakujących mu tryumfatorów z Północy, albo śmierć Prezydenta, rozegrana w zastępczych dekoracjach.

Mój Boże!

Gdyby świat mógł od czasu do czasu bawić się odwrotnością i Abraham Lincoln miałby szansę ocenić na swoim blogu film o senatorze Libickim, mam wrażenie, że bardziej by się przyłożył. Po amerykańsku i bardziej gramatycznie, pomimo tego, że skończył ino trzy klasy jakiejś zapyziałej szkółki. 

O cholera!

środa, 13 lutego 2013

Tenis wśród dzikich plemion


Tenis to piękny sport. Grywałem kiedyś po amatorsku, stąd wiem. Tenis to nie tylko technika, wytrzymałość, szybkość nóg, refleks, ale przede wszystkim głowa, ponieważ z głowy pochodzi wybór kolejnego zagrania, w głowie rodzi się koncepcja jak odeprzeć napór przeciwnika, który przed chwilą był słaniającym się na nogach neptkiem, by nagle stał się rozjuszonym bykiem, który niezawodnie trafia w linię końcową. 

To szybki pojedynek, bliższy walce na białą broń niż podrygi i szarże współczesnych mistrzów szermierki. Tenis to walka napiętych do granic woli przeciwników, jednocześnie mających wyjątkowo dużo czasu na myślenie. Po każdej piłce następuje antrakt w którym można poukładać dalszą grę, zmierzyć się z sobą. 

Historia tenisa pełna jest opowieści o przegranych „wygranych meczach” Klasyczna jest opowieść z Wimbledonu, gdzie angielski tenisista prowadząc 2-0 w setach i 5-1 w trzecim, uległ swojemu rywalowi po pięciosetowej walce, ponieważ akurat przy stanie 5-1, miejsce w loży raczyła zająć Królowa. Angielczyk łaknął choć przez chwilę osobiście zabawić swą grą Jej Wysokość i poległ. Taki jest tenis.

Grając jako młodzieniec w tenisa, oczywiście po amatorsku i słabiacku, miałem wyjątkowy problem z ogrywaniem jednego z kolegów, tylko dlatego, że facet oszukiwał. Sędziów, oczywiście, na asfaltowych kortach w Koninie, nie było, w związku z czym utarła się zasada, że wątpliwe piłki po swojej stronie każdy rozstrzygał na korzyść przeciwnika. Takie z nas były dżentelmeny prowincjonalne!

A on nie, on wprost przeciwnie. Tak mnie tym denerwował, że zdarzało się, że przegrałem jeden czy dwa mecze z tym patałachem. Zawsze po meczu z Żyłą, schodziłem z kortu chory. 

Grywałem też niekiedy przed publicznością, ale taką, rozumiecie, kilkuosobową, na którą składały się różne dziewczyny. Poziom od razu opadał na pysk, ale nie o tym będzie tu mowa.

Powyższy, przydługi wstęp wiąże się oczywiście ze skandalem w Eilacie, gdzie podczas meczu tenisowego miejscowi kibice obrażali i prowokowali nasze tenisistki. Nie przypadkowo zdarzyło się to podczas meczu reprezentacji narodowych. Od kilkunastu lat mają miejsce rozmaite ekscesy podczas, głównie podczas rozgrywek Pucharu Daviesa, który, z całym szacunkiem dla kobiecego tenisa, wzbudzają większe emocje niż rozgrywki z udziałem pań.

Żydowskim kibicom udało się przesunąć granicę daleko za dzikie stepy Azji, choć sami wbrew geografii oraz wszelkiej logice sytuowani są przez związki sportowe jako Europejczycy. W związku z czym, powinny obowiązywać ich europejskie normy. Nie są te normy jakoś osobliwie wysokie, ale jakieś są. Obrażanie kobiet słabo się w nich mieści. 

Katolickie suki! - Cóż można odpowiedzieć na taki epitet?

Obrońcy chamów z Eilatu przywołują na pomoc antysemickie wybryki kibiców piłkarskich. Nie, mili moi! Sport oraz kibicowanie nie jest całością. Koncert Black Sabbath, TSA czy innej Dody nie jest tożsamy z koncertem muzyki Monteverdiego - Na przykład.

Nie wszędzie wypada drzeć mordę. Jasne, że w jakimś tam procencie publiczność się przenika, ponieważ doskonale mogę sobie wyobrazić fana opery i ciężkiego metalu, piłki nożnej i tenisa. I tak dalej, i tak dalej… 

Rzecz w tym, że cham chamem i żadne kombinowanie przy potomkach imć Noego nie pomoże.

Interesujący jest sposób obrony żydowskiego chamstwa jaki pokazał w swych notkach ChłodnyŻółw. Zamilczenie oraz odwracanie kota ogonem. Śmieszy mnie, że ta stara polityczna sztuczka jest używana w tak błahych sprawach jak rozgrywki sportowe. 

Dalej poszedł w S24 idiotycznyElli Barbur, dla którego jest to przejaw antyizraelskiej fobii. Szkoda słów - To jest istny dziadek wariatuńcio. Tyle, że łysy i Żyd.

Pan Bohdan Tomaszewski opisywał dawno temu swoje przeżycia na Wimbledonie. Turniej jeszcze się nie rozpoczął a nasz sprawozdawca wędrował między kortami, obserwując treningi. Wszyscy są wspaniali – Napisał – Wszyscy grają jak młodzi bogowie. Oszałamiająca technika, śpiew naciągów, kanonady smeczów, błyski nad siatką, ale jutro zacznie się prawdziwa gra i jedni będą wygrywali 6-0 a drudzy przegrywali swoje tenisowe marzenia 0-6. 

To przykre, że organizatorzy zawodów nie potrafili zapanować nad kibicowską dziczą i na dodatek dzięki służalczym mediom łżącym w żywe oczy, że o kocie odwracanym nie wspomnę, okrywają się wstydem, narażając niczemu niewinnych sportowców na rewanż, ponieważ chamów nigdzie nie brakuje. 

Lecz bezczelność nie jest kluczem do raju. Jest co najwyżej wywoływaniem wilka z lasu.

Tenis to piękny sport.
Tenis to nie jest sport dla byle łachudry.


poniedziałek, 11 lutego 2013

666


Rozpinam koszulę i w okolicach pępka znajduję żywego królika. Chciał zawisnąć na moim cycku ale jakoś tak oniemiał. Marzenie o zaczajeniu się w milionletniej słonej jaskini pomiędzy stalaktytami i stalagmitami to prawdziwa nędza wyobraźni. Ciemność i cieknąca woda. Dno.

Prokuratura wyliczyła, że brzoza została złamana na wysokości 666 centymetrów. Jakiś idiota upiera się przy tym, za nic mając, że to jest akurat cyfra Szatana, który przecież nie zasiadał w komisji Millera ani w komisji tej ruskiej kurwy. Gdyby zasiadał, bez wątpienia byłby przewodniczącym komisji. Manie rogów nie ma tu niczego do rzeczy. To tylko wichura seksu - Stąd Tusk taki marny, pedałek nieszczęsny?

Idzie wojna, idzie wojna, idzie krwawa rzeź!

A bo tu, proszę panią jedna pani wlazła pod skałę bo jej się komórka skulnęła i ten gamlot zgniótł jej głowę a jej czteroletni synek Robuś szedł akurat droga na dół i po przejściu trzech kilometrów znalazł się w miasteczku. Porwała go policja i wypytywała przez trzy godziny a Robuś tylko powtarzał, że Mama jest w górze. Policjanci patrzyli w górę ale mamy Robusia nie stwierdzili.
Policjanci prowadzili akurat chłopca do diabła urzędu ale nadleciały kruki i zjadły chłopca razem z policjantami.

Powiem wam po cichu, na ucho, że Bob jest pojebany! Rozumiem, dwie kawy i trzy herbaty. Unisono!
Ale po co barszcz z papierka do tego? Sam niech sobie pije!
Zbieram dziwactwa. Zmiażdżone głowy Mam zaszukanych pod głazami, szpik z Robusia, mdłości oraz ten pierdolony barszczyk. Z papierka.

Idę do ważnego, naukowego urzędu, tak poważnego, że na gacie mówi się tam "hiszpańskie kalesony" Takie kalesony każdy chciałby mieć. Są po prostu jak fiuty na świeżym powietrzu. Za nimi, angielskie parasole porzucone na prerii w Montanie. Wiatr je jebie w zielonej montanie wiatr je jebie w zielonej montanie Bob przyniósł farby olejne i malujemy szkielet krowy na biało czerwono Polska!

Polska!

*


W ciemności można najdoskonalej wymachiwać flagą. Łopot i miłe poruszenia powietrza. Barwy każdy może wyobrazić sobie we własnym zakresie. Po seansie wszyscy wychodzą a ostatni zapala światło. Okazuje się, że to nie była flaga tylko złożone na dwoje prześcieradło. Przepocone cuchnące śmiercią prześcieradło do którego przyszyto młodego martwego kruka. Taka flaga.

Leżą teraz zgodnie na wytartej drewnianej podłodze. Kruk, brudna szmata i kij. Skrzypią deski gdy podchodzę do zamalowanego na czarno okna.Nigdy więcej! Wszyscy wyszli. Jeszcze słychać kroki na chodniku, ożywają auta, szczeka pies.

Bob stawia przede mną filiżankę herbaty. - Dał się pan zwieść - kładzie mi dłoń na ramieniu - To nic wielkiego, każdemu się zdarza. Proszę, musi pan trzymać fason - Bob jest miły.

Mój budżet się wyczerpał - Bob nie rozumie takich niuansów.

Rozpinam koszulę i w okolicach pępka znajduje żywego królika. Chciał zawisnąć na moim cycku ale jakoś tak oniemiał. Marzenie o zaczajeniu się w milionletniej słonej jaskini pomiędzy stalaktytami i stalagmitami to prawdziwa nędza wyobraźni. Ciemność i cieknąca woda. Dno.

Polska!




wtorek, 29 stycznia 2013

Odsiecz dla Terlikowskiego i tej Panny, ach, Pawłowicz


 Odsiecz w postaci zapamiętanego z dzieciństwa wierszyka, który jak raz pasuje do tej pedalskiej awanturki!

"Jeśli twierdzisz, że Tygrys - Krowa
Spróbuj go wydoić
Nuż się uda sztuka owa
Gdy twierdzisz, że Tygrys - Krowa!"

I to by było na tyle.  
Nie warto cytować listu GÓWnianych naukowszczaków w rodzaju środy czy innego kika - Tacy naukowcy daremnie sterczą pod latarniami autorytetu- To jest bydło, lewackie, zakupione za gruba kasę bydło - Niech jeden z drugim/ drugą, na początek pójdzie wydoić Tygrysa pociągając go za jego tygrysie jaja.
Zebrane w ten sposób mleko można wystawić na charytatywnej, lewackiej aukcji. 

sobota, 26 stycznia 2013

O co chodzi z tymi pedałami?


Jako człowiek małomiasteczkowy i nędzny znam osobiście tylko dwóch homoseksualistów.
Nie to co inni – wiem, że to zbyt mało by wyciągać wnioski, ale na szczęście nie jestem medium ani nawet popularnym blogerem.
Znam tych dwóch „pedałów” i tyle.
Jeden jest kibolem i o niczym innym z nim nie gadam, ino o piłce nożnej. Znam się na piłce i potrafię odpowiedzieć na głupie pytanie, jaki był wynik w starodawnym meczu i dlaczego 2-1, ale on recytuje składy drużyn.
Drugi jest nieźle rozeznany w kulturze i polityce. Głosuje na kolejne partie Korwina – Mikke, czego, pamiętając o własnej politycznej przeszłości, nie wyrzucam Onemu. Przepraszam, znam jeszcze trzeciego. Bardzo fajny chłopak.
Łączy ich to, że są normalnymi ludźmi, oraz wrogość wobec tak zwanego „środowiska”
Żyją sobie skromnie, w parach. Nie czują się prześladowani ani dyskryminowani. Kibol zapytał mnie ostatnio, gdy rozmowa zeszła na „pedalskie roszczenia”
– Jakbyś się czuł, gdyby w twoim imieniu, jako hetero, występowały kurwy i ludzie, którzy pierdolą się w krzakach, w parkach, w ramach doggingu?
Cóż mogę odpowiedzieć, poza oczywistym stwierdzeniem, że PT pedał jest równy, że jest zwykłym człowiekiem, który z powodu innej seksualnej orientacji/ zboczenia niekoniecznie przynależy do bandy lewackich durniów.
Myśląc pozytywnie, należy przyjąć, że preferencje seksualne nie mają wpływu na preferencje polityczne.
To, że banda lewackich ancymonów próbuje przejąć władzę nad duszami homoseksualistów, świadczy jedynie o słabości głupawych „prawicowców”
Nie sposób na ten temat napisać rozsądnie, chociaż wystarczy zacząć od przesunięcia wektorów, gdzie preferencje seksualne znajdą się nas właściwym dla siebie miejscu.
Proponuję pozycję szóstą, po wierze, honorze, ojczyźnie, zainteresowaniach… i kulturze.
Tak , mniej więcej, pozycjonuję swój heteroseksualizm.

środa, 9 stycznia 2013

Moralne bankructwo średniej Polski


 Przez całą noc trawił Kmicic opinię Wrzeszczowicza o Polakach, szerzej, o obywatelach Rzeczpospolitej i nijak nie potrafił wymyślić dobrych kontrargumentów. – Azali prawdą jest, że jeno dobrą jazdę mamy? – Pytał sam siebie, a był to człowiek niegłupi, po przejściach, przeto rozeznanie jakoweś posiadał. 

Aż z tego wszystkiego o 4:35 nad ranem, udał się, na te smutki, do wygódki.

Gdyby dzisiaj jakiś pisarczyk wywlókł pana Andrzeja z szeleszczącego czyśćca literatury i postawił przed nim współczesnego krytyka naszego narodowego porządku, nie mógłby już się już Jędrek zastawiać żadną „dobrą jazdą”

Historia pędzi niczym husaria pod Parkanami, a my znowuż... byle nasza wieś spokojna… Byle co, po prostu, w obejściu, byle europejczykami nas nazwą, byle fajnie, prawda, było.

Łatwo poszło to, co z trudem przyszło. 

Rzecz nie w Magdalence czy na jakimś Okrągłym Stole. Widzę tu raczej  konsekwentną, choć często nie uświadomioną przez „bezpośrednich wykonawców” linię propagandową. Kto do niej przykładał swój umysł, ręce i duszę, niech będzie przeklęty na zawsze.

Podstawowe zasady wtłaczane od tak zwanego „upadku komuny” do uczesanych głów  PT polaków były i są takie;

Wszyscy są w taki czy inny sposób umoczeni w PRL – Niby wszyscy jesteśmy dziećmi totalitarnego państwa, na równi z jego przywódcami/macherami. 

Wszyscy, w domyśle są łajdakami, ale ja/my mamy odwagę się do tego przyznać a nawet chwalić się swym świństwem ( casus urbana )

Za wszystkie swoje niepowodzenia odpowiadasz tylko ty. Jeśli uważasz inaczej, jesteś płaczkiem, komuchem i łajzą ( casus leberałów z początku lat 90 )

Musisz utożsamiać się z wyższą, finansowo i bezczelnie, grupą społeczną, tak szczerze , aż ich problemy weźmiesz za swoje. Pod żadnym pozorem nie bierz za swoje problemów tych, którzy są niżej niż ty. Do nóg padaj ważnym a pluj na słabszych.

Polityka jest nieważna, zajmowanie się nią to głupota. Wszyscy politycy są tacy sami. Wszyscy politycy są nic nie warci. Wszyscy politycy kłamią, ale tylko nasi, polscy. Reszta to świątobliwe cadyki, od USA do CCCP.

Historia i tradycje Rzeczpospolitej są tylko kulą u nóg rozwoju, zarówno państwa polskiego jak i jego obywateli. Twojego także! Wiedza zawsze przeszkadza, a historyczna przeszkadza szczególnie.

Jeśli już musisz kochać coś abstrakcyjnego, adoruj swoją małą ojczyznę. To jest wybaczalna postawa dzięki której możesz wyzwolić się z grona złych, morderczych Polaków. Bądź Warszawiaku, mężnym mazowszaninem i zaproś dla swojej obrony, PT Krzyżaków. Wiem, że to już było, ale nikt o tym nie pamięta!

Chamstwo, prymitywizm opinii, perfidia oraz pospolite kłamstwo w sferze publicznej jest fajne i nowoczesne, o ile tak zadecydują mądrzejsi od Ciebie. 

Do nóżek padam, prostytuto z telewizora!

Balcerowicz jest najwybitniejszym w świecie ekonomistą a Geremek politykiem. Teraz są lepsze, bardziej odlotowe pomysły z udziałem Rostowskiego i Tuska. I na tak podejrzanej jakości smalec są amatorzy.

Religia katolicka to obciach w przeciwieństwie do innych religii, w których pewnie coś jest i dlatego należy je szanować. Rzezie? Społeczeństwo kastowe? Masowe gwałty? Cóż, postęp wymaga ofiar!

Świeccy święci są naprawdę święci, nie to co jacyś podejrzani - Tfy - katoliccy! 
Z żywych ostali się ino Michnik, Owsiak i Wałęsa. Nawet pan Kuroń budzi wątpliwości – Po kilku latach, ponieważ obecnie zda się mądrzejszym i do zbytku szlachetnym, przynajmniej odkąd nie żyje.

Szanuj tylko potoczne, popularne opinie, nie zagłębiaj się, nie myśl bo ... myśliwym zostaniesz! 

Można by pisać i pisać, ale z tego pisania, cale dobra jazda nie wypłynie chorągwiami, pod polskimi znakami na pole, zza czarnej wstęgi lasu. 

Takie przyszły czasy, że ludzie boją się koni, a konie ludzi. O wyrażaniu swych sądów, przez litość nawet nie wspominam.

Kmicic to miał dobrze!

Udał się do Częstochowy, nie zarządzanej wówczas przez komuchów und ich sojuszników  z PO i literacki ksiądz Kordecki wskazał mu pozytyw pod postacią kultu Maryjnego, aż mu grzbiet pod dyscypliną, z prawej ręki Soroki, krwią spłynął. 

Uzyskawszy rozgrzeszenie, przecie wielkie Ojczyźnie oddając posługi, do dobrego imienia powrócił i przy nim do końca żywota swego pozostać raczył.

A my co, współcześni Polacy?

Hodujemy w świętej Rzplitej komuszą hołotę, palikociarzy i sto tysięcy medialnych ścierw, czyli już na wstępie jesteśmy w dupie! 

I jeszcze trzeba uważać, by jednego z drugim nie urazić grubym słowem.

Albowiem okupanci naszych umysłów wymyślili, że do opinii/idei można zastosować wytrych „mowy nienawiści” 
O, resztki pogrobowców Rzeczpospolitej – Zamknijcie mordy bo tiurma! Na słowo - paragraf! 

We władzy ciemniaków i skurwysynów - Ile można? To jest nudne! 



Dzisiaj, gdy wszyscy jesteśmy obywatelami - udało się wyhodować, trzydzieści trzy lata po Sierpniu, nie tylko szlachtę, arystokrację ale i bohatersko bogatą klasę próżniaczą, która nawet sama nie wie co robi, ani dlaczego?

Doszliśmy do sytuacji, że jest uznawany za tradycję polskiej nowomodnej kultury cytat z naszych kurewek, pospolitych gdańskich leberałów, że niby...pierwszy milion trzeba ukraść. 
Dzisiaj nie ma komu ukraść - O cholera! 
Biedaków, wdowy i sieroty zostawiam Państwu, ponieważ mam jeszcze resztki sumienia. Pozostali mają uzbrojona ochronę.

A co tu ma do rzeczy Kmicic?

Ano nic, dawno temu wyemigrował do Argentyny, biorąc za dobrą monetę opinię, że najsolidniej można zarobić w czasie kryzysu, a kryzys nam nie grozi.
Wrzeszczowicz siedzi w Czechach.

Pielgrzymki kłaniają się przed bohomazem. Majowie zbankrutowali jako poważni naukowcy. Czesław Miłosz choćby milion lat siudał dupką w zaświatach nie wymaże gumką przekazu, swojego, jakże popularnego wiersza.

Dla młodszych/głupszych mam uwagę, że ze względu na termin publikacji wiersza, nijak nie można napisać, że jest to tekst zwracający się bezpośrednio z pretensjami do Jarosława Kaczyńskiego.

"Który skrzywdziłeś człowieka prostego 
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, 
Gromadę błaznów koło siebie mając 
Na pomieszanie dobrego i złego, 

Choćby przed tobą wszyscy się kłonili 
Cnotę i mądrość tobie przypisując, 
Złote medale na twoją cześć kując, 
Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli, 

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. 
Możesz go zabić - narodzi się nowy. 
Spisane będą czyny i rozmowy. 

Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy 
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta" 

Owszem, zostały spisane czyny i rozmowy, ale cała ta historia nie jest nic warta, ponieważ nie została zaopatrzona czerwoną, okrągłą, kacapską und carską pieczęcią. 

Bawmy się! 
... nim werble warcząc ruszą