czwartek, 3 czerwca 2021

Dzień dobry. Czy pani nie jest aby Neronem?

 

Ludzie są naprawdę dziwni… Wychodzi na to, że tak mógłbym zaczynać każdy tekst, co wcale mnie nie cieszy. Dzisiaj mamy kumulację niczym w totku, z powodu sprawy błahej i w swej wymowie raczej śmiesznej niż oburzającej. Oto nasza pisarka i laureatka literackiego Nobla nabrechała na Polskę pod rządami PiS, że niby żyjemy jak na Białorusi - taki, że tak powiem, reżim i zamordyzm. Tu sobie pozwolę na uwagę, że trudno mi się przyzwyczaić do głupich pisarzy. Szaleniec, alkoholik, koniunkturalista, karierowicz, tchórz czy inny bezecnik, to rozumiem, ale dla mnie jest dziwnym okazem znany, wydawany powszechnie głupi pisarz czy pisarka. I nic do rzeczy nie mają tu poglądy polityczne, ponieważ głupota nie zna barw lewicy, prawicy czy środkowości. I tak trzeba by się naszukać, żeby znaleźć Włocha, którego to obchodzi, a na dodatek wie, co to jest Białoruś. Rozumiem oczywiście, że to taki apel, bo już i fundacja w obronie prześladowanych w Polsce mniejszości. Tu zaraz inne gracje naszego celebryctwa. Wszystko znane, przewidywalne i nudne do bólu.

Ale zaraz tak zwani nasi, którzy są wprost niesamowici w swej dziwności zrobili akcję, że niby będą odsyłać pani Oldze Tokarczuk jej książki. To znaczy nie jej, a własne, ale przez nią napisane. Przy czym jednocześnie zwolennicy odsyłania stanęli na twitterze do konkursu, kto bardziej nie czyta książek piętnowanej autorki. Skąd mają mieć te książki, skoro ich, broń Boże, nigdy nie kupowali, to nie wiem.

Przypomniała mi się zaraz Barbara z Nocy i Dni, która zazdrościła swojej kuzynce, że ta słabiej od niej zna rosyjski, przez co wydaje się być lepszą patriotką. Co to w ogóle za pomysł, żeby się oburzać na kogoś, kogo i tak nie lubimy i nie szanujemy z powodu nieprzyjaznych nam opinii. Jeden widzi w dzisiejszej Polsce Białoruś, drugi uważa, że jest w raju i zaczepia ludzi z siwymi brodami, bo mu się święty Piotr przypomniał. Taki, prawda, koloryt. W ogóle oburzanie się jest moim zdaniem przereklamowane, a już oburzanie się na ludzi, którzy od lat powtarzają brednie niczym zacięta kataryna jest całkiem nie na miejscu.

I jeszcze do tego, wystawcie sobie, ta akcja ma być wzorowana na norweskiej akcji odsyłania książek Knutowi Hamsunowi, gdy ten poparł Hitlera. Tyle, że Hamsun też był noblistą, a poza tym, aż dziwnie to porównywać. Od razu można napisać, że Tokarczuk jest Neronem i prześladuje Chrześcijan. Ludzie są naprawdę dziwni, ponieważ lubią tracić czas na szczere już głupoty i brednie. Ktoś zaraz dociekliwie zapyta, że w takim razie, po jaką cholerę jeszcze o tym smaruję tekst w świąteczne południe. A co mam robić, tańczyć?

środa, 2 czerwca 2021

Proletariusze sojowej wszechmocy

 

Ludzie są naprawdę dziwni. Uważają się za wielce oryginalnych i myślących niezależnie, choć są sterowani, ogłupiani i podlegają skutecznej, bo niekończącej się presji mentalnej. Nowa, jeszcze wspanialsza Polska, która stoi u naszego progu nie znosi bowiem sprzeciwu. Dobrze wyznaczyła sobie cele i realizuje je z podziwu godną konsekwencją. Wydaje się nie do powstrzymania. Na razie niby przegrywa, ale jak się bliżej przyjrzeć, już remisuje.

Stosunkowo łatwo pozyskała elektorat wielkomiejski, czyli w rzeczy samej współczesny proletariat, a na prowincji ma silne przyczółki w urzędach, kulturze czy oświacie, czyli w miejscach, z którymi oczekujący na reedukację wrogi elektorat musi jakoś tam współpracować. Dzięki mediom, oraz współczesnej, pożal się Boże, arystokracji, elektorat raz zdobyty jest nie do ruszenia, ponieważ rzeczywistość jest tam nie tylko wrogiem, ale zarówno demiurgowie jak i wyznawcy, starają się jej po prostu nie dostrzegać.

Należy tu pamiętać, że sam przekaz medialny niczego nie załatwia, a całe złoto w tym, że się rozchodzi szczególnie łatwo w środowiskach zamkniętych, gdzie stanowi obowiązkowy zespół poglądów. Miejsce pracy, środowisko towarzyskie czy sąsiedzkie wyznaczają tu obowiązkowe wręcz zakresy, poza które praktycznie nie sposób wyjść. Człowiek, aby czuć się dobrze musi je przyjąć i zaakceptować, ponieważ trudno żyć w przeświadczeniu, że jest się łamanym czy zmuszanym do czegokolwiek w sferze, która teoretycznie powinna być człowieczą twierdzą.

I rzecz nie tyczy się oczywiście tylko polityki czy spraw społecznych. Zaczyna się od języka i brnie przez tak zwaną kulturę, która w rzeczy samej jest papką dodatkowo zatykającą kanały myślenia. Rój bezkrytycznie przyjmowanych aksjomatów przyjmowanych, uwalniając od zdobywania informacji, ich analizy i wyciągania własnych wniosków, znakomicie ułatwia życie. Dzięki temu też można wydajniej pracować i cieszyć się życiem. Jeśli coś się nie zgadza, należy udać się do autorytetu, których jest aż nadto. Wtedy niezawodnie dociekliwy delikwent usłyszy współczesne zaklęcia o aktywności, kreatywności, różnorodności, wyjątkowości oraz podobne nędzne bajędy, których jest sto. Do tego dochodzi wmówienie ludziom aspiracji, a na ich bazie poczucia wyższości wobec tych, którzy nie podlegają podobnej tresurze. Współczesny proletariat tak ma, ponieważ sądzi, że posiadł dobra materialne i status społeczny na zawsze, a tak naprawdę figę z makiem posiadł. To jest tresura znana z dwudziestowiecznych totalitaryzmów, tyle tylko, że na razie pozbawiona przemocy fizycznej. Same, prawda, marchewki, a bat sobie wisi na ścianie.

Idiotyzm i bełkot musi w końcu zatryumfować, ponieważ pod względem pozycji społecznej, przemożności jego wpływu na media i kulturę zarówno jego twórcy jak i wyznawcy biją na głowę ludzi chcących zachować jakąkolwiek wolność i rozsądek. Liczebna większość niewiele znaczy w sytuacji, gdy mniejszość nabyła praw recenzenta i cenzora. U nas dochodzi jeszcze jawna, bezkarna i nieskrępowana ingerencja zagranicy w sferze ideologicznej. Presja, presja, niekończąca się presja. Aż do skutku, do osiągnięcia stanu absolutnego zniechęcenia. Wtedy zacznie się najazd, a proletariusze miast wielkich i błyszczących wybiegną na szosy i ulice z wiązankami kwiatów, by we łzach witać swoich wyzwolicieli. Zaraz potem oczywiście dostaną po łbie, ale kto by się tym zawczasu martwił.

 

czwartek, 27 maja 2021

Żywie Białoruś, ale nie dla nas

 Przy każdej okazji, gdy w światowych czy tylko polskich mediach pojawia się temat Białorusi, wielu wydawałoby się rozsądnych ludzi koniecznie musi zrobić z siebie durniów. Jasne, że są to zawsze sytuacje dla Białorusi i rządzącej nią szajki złe, a przynajmniej ambarasujące, ponieważ w innych kontekstach Białoruś prawie nie istnieje. Łukaszenko demonem zła, reżim okrutny, nad wyraz paskudny i jest okazja by drżeć z oburzenia, włączyć się w chwilowy chór i dość fałszywymi głosami wyśpiewywać pieśni o białoruskiej wolności.

I zawsze ta sama kombinacja. Co zrobić, aby wyrwać Białoruś z rosyjskiej strefy wpływów i zaprowadzić tam demokratyczne porządki? Od razu największe głupstwo. Białoruś jest w rosyjskiej strefie wpływów, bo niby w jakiej ma być, w portugalskiej? Na dodatek alternatywa realna jest taka, że albo w niej pozostanie, albo stanie się wprost częścią Rosji. Nie ma co wspominać dawnych porządków, jak to powstała Rzeczpospolita, ponieważ Polsce nikt nie pozwoli na podobne ekscesy. Nawiasem pisząc warto w tym miejscu przypomnieć, że tamte długotrwałe manewry polityczne polegały w głównej mierze na przekupieniu elit Wielkiego Księstwa i otwarciu przed nimi nowych możliwości. Tyle, że elit prawdziwych, nie w obecnym śmiesznym rozumieniu.

Dzisiaj oferuje się Białorusinom przewrót, obalenie władzy i zaprowadzenie demokratycznego ładu. Tłumacząc prosto, na doprowadzenie do tryumfu naszych, przez nas opłacanych pachołków i ukrainizację kraju, czyli przekształcenie go na modłę afrykańską z dodatkiem ideologicznym, przed którym sami się usilnie staramy bronić.

Białoruś nie jest państwem przesadnie bogatym, ale jak się tak bliżej przyjrzeć, to z całą pewnością można się tam nakraść do syta. To cel zrozumiały, choć nierealny dla nas, ale jednak jakiś cel. Można oczywiście nazywać to wolnością, ale nie należy precyzować od czego mają być uwolnieni Białorusini.

Polska, która obok Rosji jest jedynym państwem mającym na terenie obecnej Białorusi nie tylko tradycję historyczną, zresztą dłuższą i pełniejszą niż Rosja, ale i interesy narodowe w postaci znaczącej mniejszości polskiej od lat nie potrafi zrobić na tym obszarze niczego sensownego, poza okazjonalnym przyłączaniem się do chóru oburzonych. Tamtejszy Związek Polaków czy nieszczęsna telewizja Biełsat, to dosłownie słonie w składzie politycznej porcelany. Dla Polski jako fundatora to jedynie alibi tanim kosztem, dla Białorusinów odstręczająca ingerencja w ich sprawy. Zapominamy chętnie, że to nie jest dziki lud na krańcach świata, który koniecznie łaknie naszych pouczeń, rad i promocji różnych opłacanych kukieł. Kacap daje im chociaż status quo, że niby, nie wychylajcie się zbytnio, to na was nie napadniemy. My czy Europa możemy im tylko jako szczytny cel wskazać porządki na Ukrainie. Na to samo zresztą wskazuje i Łukaszenko, który może i chciałby być współczesnym księciem Witoldem, ale przede wszystkim nie jest księciem i może być tylko fałszywy i okrutny. Mniej lub bardziej.

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Kasa dla polityków, czyli Machiavelli dla początkujących

 Bardzo ciekawy w swej istocie problem stworzyła sobie klasa politycznie panująca osławionymi już podwyżkami diet, uposażeń, dotacji oraz innych beneficjów. Przyjmuję, że jest to nagroda za wygranie Bitwy Warszawskiej. Lepiej późno niż wcale. Szkoda, że zsowietyzowany lud nie chce zrozumieć, że to dla jego dobra. Przecież wiele lat temu celnie ujęła to już pani Bieńkowska.

Chyba nie chcesz, drogi czytelniku by rządzili tobą złodzieje albo idioci, bo kto inny może posłować za osiem tysięcy z hakiem? Na wszelki wypadek, a także dla okazania własnej erudycji obrońcy podwyżki chętnie powołują się na Machiavellego, że niepopularne decyzje podejmuje się zaraz po objęciu władzy. Zbiorowy książę się znalazł! Takie są skutki lektury cytatów w Wikipedii.

Druga linia obrony jest właśnie z ducha jak najbardziej żyjącej i wesołej pani Bieńkowskiej.

Nim oddamy się wyśmiewaniu, warto najpierw rzecz uporządkować. Podwyżki dla prezydenta, premiera, ministrów, wiceministrów i wojewodów - pochwalam. Uważam nawet, że powinny być wyższe. Tyle tylko, żeby nie było, tak jak ponoć już się zdarza, wiceministrów od parzenia kawy, albo tych „w randze”, w ramach rozliczeń koalicyjnych. Rozumiem też, że nie dało się zrobić bez przekupienia posłów opozycji (swoich pewnie też). Moim zdaniem zdziwią się biedactwa finalnie. Nie pierwszy raz.

Dalej. Pensja dla pierwszej damy/pierwszego męża to aberracja, bo jeśli tak, to dlaczego nie dla żony/męża premiera, ministrów…Ziew… Braci, sióstr czy innej teściowej. Szanujmy się zachowując rozum.

Pensje i diety poselskie to koszt bajania, że każdy obywatel bez szkody dla siebie może zostać twórcą prawa. Tu pojawia się idiotyczny, choć pozornie logiczny argument, że przy niskich stawkach niedostępni są ludzie kompetentni i rozumni. No ładnie! Takie brednie mogą opowiadać ludzie, którzy udają, że nie znają mechanizmów partyjnych, zasad promocji, awansu… Jeśli poselska pensja wynosiłaby sto tysięcy miesięcznie, w sejmie zobaczyliśmy tak nachalnych idiotów, że dzisiejsi idioci to sam cymes i szlachta niepodległego rozumu.

Jasne, że tak jest wszędzie, ponieważ wszyscy są skoncentrowani na rozdawaniu złudzeń.

- My wszyscy z greckiej kultury i rzymskiego prawa!

Ok., to jaką pensję brał rzymski senator?

Bliżej. A jaką senator dawnej Rzeczpospolitej, którą tak szczerze kochamy?

Ojej, jaki to był kosztowny przywilej. Jaki cenzus majątkowy… Jeszcze trzeba było własnym kosztem widowiska różne wystawiać. Tu akurat jesteśmy na topie, bo wielu posłów i senatorów chętnie robi z siebie widowisko.

Co nas czeka?

Najpierw wielkie kombinowanie kabotyna w senacie, a potem lista prezydenckich poprawek. Jeśli tak, na pewno w duchu tego, co powyżej nasmarowałem. To taki kop na rozpęd dla pana Dudy. Szansa na samodzielność i podziw klasy politycznej, szczerze podszyty nienawiścią.


niedziela, 26 kwietnia 2020

Ostatni raz o sprawach, które do mnie nie należą


Najwyraźniej z racji możliwego kryzysu, zewnętrzni wobec Polski szafarze dóbr wszelkich ponownie rozsupłali sakwę ze złotem. To rozumne wobec faktu, że obecni beneficjenci całkowicie zawiedli dopuszczając we własnym gronie do rebelii, do wypuszczenia na pierwszą linię prawdziwych już idiotów i pałkarzy, nie nadających się do żadnej tam polityki. Postępującej degradacji Platformy Obywatelskiej nie da się już zatrzymać, zaś ani sklerotyczno-brodato-spurkowa lewica, ani skorumpowany do cna PSL nie są żadnymi alternatywami. Chodzi bowiem o rzecz poważną, czyli ujmując w skrócie o to, by nakłonić Polaków do kolejnych trzydziestu lat tyrania na rzecz dobrostanu państw, tak hojnych wobec wyznaczanych przez siebie nadzorców. Po to właśnie objawił się ten cały Gowin. Jego rolą nie jest zostanie marszałkiem sejmu, stanięcie na czele mniejszościowego rządu, ani nic podobnie głupiego i krótkotrwałego.

Jego rolą jest stworzenie kolejnej w Polsce partii opartej na sile pochodzącej z zewnątrz. Do takiej pracy zawsze u nas tłumy chętnych, o ile forsa i koncesje będą się zgadzały. Wystarczy ogłosić łagodny konserwatyzm, wolnorynkowość, konsyliacyjność, dumę narodową i przede wszystkim położyć nacisk na fakt, że w trudnych czasach tylko rządy ludzi rozumnych i przewidywalnych mogą zapewnić przetrwanie. Znajdą tam polityczne ukojenie obecni politycy opozycji mający dość basowania dzisiejszym krzykaczkom i krzykaczkom. Wszyscy mądrale i mądralki, dla których PiS jest emanacją socjalizmu, albo nie mogą z powodów estetycznych znieść serwowanej przez obecną władzę propagandy. 

Potem zacznie się gadka o zgodzie narodowej, co w rzeczywistości oznacza, że wszyscy, którzy godzić się z zaprzańcami nie chcą, zostaną chwyceni za pysk. W związku z takim postawieniem sprawy i pisowscy koniunkturaliści, którzy są wszędzie i mają się doskonale, dołączą truchcikiem, albo i w karnych szeregach. I tak dalej, i tak dalej… Wyborcy dadzą się jak zwykle nabrać, ponieważ u nas panuje dziwne przekonanie, że sama deklaracja jest już jakby czynem. A czyny będą, bo tak i na takiej bazie fundowane państwo będzie jak najbardziej kompetentne do zaprowadzania porządku w kraju nad Wisłą.

Czy ja opisuję mechanizm zdrady? Oczywiście, że tak! Polacy są zdradzani od setek lat i tak się przyzwyczaili, że życie nie pod rządami zdrajców mają za zmarnowane.  i niepełne, bo przecież wszyscy wiedzą, że inne nacje rządzą się lepiej, a skoro tak, logiczne się wydaje, żeby i nami rządziły. Trochę po cichu, bo lubimy śpiewać hymn i po kielichu pysznić się, jacy my tacy i owacy, a po prawdzie jesteśmy narodem gastabraiterów i geszefciarzy. Drobne zyski, fałszywe miny i absolutna oraz powszechna obojętność dla spraw publicznych i o dziwo boskich, oczywiście poza hucznymi deklaracjami.

Pisanie o tym jest pisaniem po nic. Ostatni raz to robię, ostatni raz dotykam kwestii, które do mnie nie należą. Lepiej milczeć, żyjąc idiotycznym złudzeniem, że jakoś się ułoży. Otóż, nic się nie ułoży, ponieważ nie ma takiej siły ani potrzeby, by fundować wolność ludziom z natury bezwolnym. Mam tylko osobliwe szczęście, że niezbyt długo będę na te rzeczy patrzył. Kto planuje trwać dłużej… Cóż, nie moja to sprawa.

środa, 8 kwietnia 2020

Wystarczy odwrócić znaki



Ludzie, którzy na co dzień, w sprawach dotyczących pracy, rodziny, codziennych zajęć czy nawet pasji są mądrzy, gdy rzecz dotyczy polityki, spraw społecznych i świata w którym żyją, nagle stają się nagle bezdennie głupi. Tam logiczni i sprawni, tu ślepi i reagujący na rzeczywistość niczym pieski poddawane eksperymentom przez niejakiego Pawłowa. Tam każdą rzecz obejrzą sto razy, zajrzą pod spód, o ile jest gdzie zajrzeć i do środka i pomacają paluchem, tu gotowi są bez wahania łyknąć i kolportować każde kłamstwo i oczywiste głupstwo. Myli się ten, kto sądzi, że wpływ na ich przekonania mają wznoszący okrzyki politycy, ich małpie wręcz zachowania i brednie, którymi ich karmią. Politycy są tylko beneficjentami procesów, które w umysłach ludzi zaszły wcześniej, a ich zysk polega na tym, że fani, nawet jeśli oglądają ich i słuchają, widzą i słyszą coś zgoła innego. Trochę siebie samych, a trochę jakieś wyobrażenie, co umożliwia im trwanie w mentalnym uporze i przekonaniu o własnej wyższości.

Jeśli ktoś raz uzna, że polityka, sprawy społeczne czy gospodarcze są w zasadzie nudne, trudne i w sumie dla niego obojętne, koniecznie musi scedować myślenie o nich na kogoś innego, choćby po to by móc zająć się rzeczami, na których się zna. Najlepiej, żeby to, co w ten sposób czerpie zapewniało mu komfort i właśnie poczucie wyższości. Czyli najpierw zapoznaje się z wrogiem, którego odtąd będzie zwalczał i poniżał, z wrogiem, w którego odczłowieczeniu znajdzie satysfakcję, ale musi być to jednocześnie wróg środowiska, w którym sam żyje. Im bardziej skonsolidowane środowisko tym łatwiej. Oczywiście nikt się nad tym nie zastanawia w ten sposób. To przychodzi samo. Najpierw jest śmiech, zgrzytanie zębami przychodzi później. Z tym tylko, że nadal i w zasadzie już nigdy formatowanemu w ten sposób osobnikowi nie przyjdzie do głowy sprawdzić, co tak naprawdę zwalcza, a co popiera. Od tego ma jedynie prawdziwe i rozumne media i całą rzeszę autorytetów z różnych dziedzin, które sobie obrał, a za najcenniejsze ma te możliwie najbardziej oddalone od rzeczywistości, a swoją fiksacją znacznie przekraczające jego własną, w pocie czoła budowaną fiksację. Jeśli jakiś autorytet się wyłamie, zaczyna poddawać w wątpliwość, marudzić, po prostu przestaje być autorytetem, a staje się wrogiem.

Jak to możliwe, ktoś spyta, że można jednocześnie nie interesować się polityką, waląc w polityczny bęben? W nosie mieć kwestie społeczne, a wydzierać się na przykład w obronie przywilejów, których samemu się nie ma i mieć nie będzie? Oczywiście, że możliwe! Taki osobnik ma więcej czasu, choćby dlatego, że nie musi myśleć, analizować i wyciągać wniosków. Dostaje gotowce i może z pełnym przekonaniem zabierać głos. Dla niego ważne, że nie jest sam. Ba, przeważnie jest przekonany, że większość ludzi wyznaje jego poglądy i ma po temu powód, ponieważ styka się na co dzień tylko z takimi jak on. Ma komfort tym większy, że pakiet przekonań puchnie, rośnie wraz z upływem czasu i obejmuje też historię, literaturę, aż do filmu czy muzyki. Dzięki niemu wszystko gotów ocenić, sprawić dobre wrażenie, pokazać, że potrafi… Nawet, gdy mu coś zgrzyta, po cichu wie, że to jego wina, bo po prawdzie, to pojęcia o tym nie ma.

Najlepsze, że tak sformatowany człowiek jest niepokonany. Żadne argumenty, apele nic oczywiście nie zdziałają, bo niby jak mają zdziałać, skoro on wie lepiej, nic nie wiedząc. O, jeśli osobiście dostanie w łeb od tego w co wierzył święcie, wtedy usiądzie i będzie siedział chwilę drapiąc się po bolącym łbie. Ale wybrnie z tego niezawodnie, bo przecież ma w sobie miliard gotowych opinii i w końcu dojdzie do oczywistego wniosku, że wystarczy odwrócić znaki.




sobota, 4 kwietnia 2020

Pandemia 2020. Postępy marksizmu i heroizmu w ramach postępu i granice prawa


Wilcze bilety

Segregowanie ludzi na przydatnych i mniej przydatnych to nic nowego. Budzi niepokój moralny, ale i do tego ludzie się przyzwyczają. Wymyśliłem nawet hasło: Jesteś biedny i stary, nie zawracaj medycynie gitary! I to jest w porządku, skoro najbardziej postępowe kraje i społeczeństwa w pląsach zdążają do realizacji tak rozumianej zmiany pokoleniowej. Można jeszcze zacząć oficjalnie segregować ludzi wedle przydatności zawodowej. Dostaniesz bracie złoty kod, to nawet jeśli jesteś zdrowy zaraz cię lekarze zaczną miętosić, a badać, a izolować, a zabawiać optymistycznie. Ci z czarnym będą musieli zawczasu jakąś dziurę dla siebie wykopać. Może w ramach liberalnej wędki dostaną po chińskim szpadlu? Tego nie wiem. I nie wiem też, czy u nas ze względu na panujący faszyzm dojdziemy aż tak daleko w rozważaniach i praktyce.

Śmierć na poczcie

Gorączka z powodu wyborów prezydenckich. Już krew na rękach władzy, już śmierć czai się w urnie, albo na poczcie. Do tego, co jest szczególnie zabawne, wszyscy ględzący, wszyscy swoimi bredniami zawracający ludziom głowy, nie omieszkają dodać: Precz z ględzeniem, czas się wziąć za robotę! Rząd nic nie robi, rząd nie robi nic, tylko wybory i wybory. Jeszcze wszyscy, teraz już dosłownie, machają tą nieszczęsną, fatalną konstytucją. Jeszcze trochę tego obłędu, a ludzie dojdą do słusznego w sumie wniosku, że żadne wybory nie są im do niczego potrzebne. Oczywiście razem z tą całą współczesną polityką, z tą otoczką, która w chwili próby kryzysu jeno przeszkadza i uwiera. Tak, jak nagle okazało się, że niekoniecznie musimy żyć w rytmie wyznaczanym przez kalendarz i związane z nim wydarzenia, możemy się też przekonać, że i kierat tak zwanej demokracji nie jest nieodzowny. Ten cały stres związany z „my, wy, oni”, ta cała nienawiść, gdy trza pług oporządzić i na pole wychodzić, bo żyć trzeba i należy.

Postęp heroiczny

Był człowiekiem bardzo postępowym. Można rzec, że wyprzedzał swoją epokę. W latach pięćdziesiątych aktywnie zwalczał segregację rasową i piętnował przemoc instytucjonalną. W kolejnej dekadzie gromił, sam będąc biseksualistą, ortodoksję seksualną, był zaciekłym przeciwnikiem militaryzmu i zaangażowania USA w Wietnamie. Na farmach produkował zdrową żywność, a jego ludzie w przerwach wolnych od pracy tańczyli i śpiewali unisono. W latach siedemdziesiątych zyskał poparcie wpływowych polityków liberalnych, którym odwdzięczył się wsparciem wyborczym. Domyślacie się pewnie, że chodzi o pana Jima Jonesa, którego życie i życie dziewięciuset ośmiu jego wyznawców zakończyło się w egzotycznej Gujanie. Cyjanek lub kula dotyczyły wszystkich i znowu nie było żadnej segregacji, niemowlę było równe starcowi, a starzec kobiecie, a ta mężczyźnie, a biały czarnemu, a czarny…Wspominam o nim, bo zawsze warto pamiętać, że za deklaracjami, uniesieniami, hasłami, ba, za śpiewem i radosnym tańcem może ukrywać się i często tak właśnie jest, coś zgoła innego niż widzimy nieuzbrojonym okiem, a czasy są niespokojne, a takie czasy sprzyjają, a z każdą dekadą przybywa niestety naiwnych, którym można zaproponować dowolną bzdurę, byle podlaną właściwym sosem.