niedziela, 12 kwietnia 2009

Donald - balonowa guma do żucia



W czasach mojego dzieciństwa - jak to komuchy wspominają z płaczem „za Gierka” trendy była guma „Donald” Kosztowała ta guma, że przywołam Marka Hłaskę „oczy z głowy” i powiedzmy sobie szczerze, niewiele była warta.

Tyle tylko, że była słodka, pachniała lunaparkiem, latem i oranżadą, a poza tym można było dmuchać balony, ponieważ była to guma balonowa!

Po chwili żucia z donaldowego smaku nic nie pozostawało, ale dopiero wówczas można było rozpocząć zabawę. Dmuchało się Donalda, ile sił w płucach, i Donald rósł by nieodmiennie oklapnąć na często brudnawej - dziecięcej buzi. Dopieroż w śmiech!

Pękł donaldowy balon, ale można było zebrać go z buziaka i z powrotem wsadzić do gęby – zupełnie jakby nic się nie stało. Czasem zdarzało się, że ktoś wrogo nastawiony przebił ci Donalda, albo nawet przyklasnął go do czoła.

Trudno – zeskrobał człowiek i a piać do gęby! Dalejże żuć! Bo i żuć się chciało, choć smak w tym żaden, i balon nadymać się chciało, choć guma już - niczym jakiś morus.

Mój taki kolega miał dobrze wyżutego Donalda, którego idąc na przerwę, by pograć w „kampę” przykleił pod ławką. I ktoś mu zakosił Donalda będącego w stanie spoczynku. I przepadł Donald w czeluści czyjejś małoletniej paszczy.

Taki Donald kosztował pięć komuszych zyli, czyli „rybaka” i można było go kupić, o ile nie posiadało się dewiz – w komisie, albo od kogoś, kto pracował na przykład w NRD. Sęk w tym, że Donald, jako guma miał dla wielu, mimo tych balonowych fantazji, dużo mniejszą wartość niż obrazek, który go otulał. Obrazek z historyjką o Donaldzie, Miki czy innym ancymonie z mainstreamu. Te obrazki pachniały gumą Donald, były śliskie i zajebiście – po zachodniemu – kolorowe. Wszyscy je zbierali, nim nastała dla nas era świerszczyków.

Historyjka o Donaldzie, jeśli dobra – mogła być więcej warta nisz puszka po Coca Coli – zapytajcie Eryka Mistewicza, a on wam potwierdzi, że tak jest do dzisiaj!

Kwitł "czarny rynek" Młodociany spekulant sprzedawał kupioną za 5 zyli, oryginalnie zapakowaną gumę, miłośnikowi żucia Donalda –za 3 zyle, a zbieraczowi pachnących Donaldem obrazków – obrazek z przygodami Donalda (itp.) – za 3,5 zyla.

Każdy zarabiał, zupełnie jak obecnie do czasu krachu. U nas krachem i młotem na spekulację była nasza wychowawczyni. Doszło do awantury i wzywania rodziców.

Od tego czasu Donaldy jakoś straciły dla mnie swój urok. Ani dmuchanie Donalda, ani jego zawzięte żucie, ani upajanie się kolorowymi obrazkami, jakoś przestało mnie pociągać.

Patrząc jednak na moich rówieśników i PT młodszych oraz starszych kolegów zauważam ze smutkiem, że nie każdy miał tak skuteczną panią od polskiego w podstawówce.

Co słodkie - pchają do gęby i żują, a jak wyżują, dmuchają balon, by nie okazało się przypadkiem, że „ich żucie poszło na nic” I cenią sobie pachnące, kolorowe obrazki przedstawiające Donalda w ciągle powtarzających się gagach, minach i pointach – który ładnie pachnie i jest zadziwiająco śliski. Bo cóż można wyciągnać z takiej zwyczajnej „trzychodówki”

A jak już gęby ich bolą od żucia, przyklejają Donalda pod ławką i idą oglądać telewizję, gdzie Donald, Miki… i diabli wiedzą, co jeszcze?

W Gazie, bez oczu, pośród niewolników - blog wojenny

Mamy od kilku dni, czy się to komuś podoba, czy nie – wojenny blog Pana Barbura. Wojenny nie tylko dlatego, że opisuje dramatyczne wydarzenia w Gazie, ale także dlatego, że autor stosuje wojenne zasady.

W tekście autor uderza niczym Paramonow, młotkiem swego pióra, ale uderza krzywo, uderza raz słabo i chciałoby się napisać – anemicznie, by za chwilę walnąć z całych sił w kupkę puchu, w wyniku czego ląduje na gębie.

Pan Barbar zużywa się w stylu propagandy wojennej, ponieważ nie wiedzieć czemu zapomniał, że pisze, że rozmawia z ludźmi, którzy akurat i przynajmniej na razie nie mieszkają w strefie wojny. Do wielu z nas nie trafia argument, że „należy przetrzepać dzikusów” że jak już zginą kobiety i dzieci, to przecież ich ojciec i mąż został ostrzeżony telefonicznie, że ( to chyba na wszelki wypadek, jakby co ) bojownicy przebierają się za lekarzy i pielęgniarzy.

Może i się przebierają, może bandzior z Hamasu wykalkulował, że będzie bezpieczny za żywą tarczą swych czterech żon i jedenaściorga dzieci? Być może, ale ani ja tego nie wiem, ani Pan Barbur nie wie. A wierzyć? Wierzyć można we wszystko.

Od dawna wiadomo, że wojnę można przegrać także w głowach, tak jak to się zdarzyło Amerykanom w Wietnamie i obecnie nikt prowadząc działania wojenne nie może sobie pozwolić choćby na drobne propagandowe zawahanie.
Zresztą wcale nie narzekam na jednostronność autora. Normalne jest, że każdy jest po stronie swoich, ale gdy się chce by inni przyjęli nasz punkt widzenia, nie należy obijac ich młotkiem.

Ale nawet nie to świadczy o tym, nie to przede wszystkim, że jest to blog wojenny. Iście wojenną politykę prowadzi Autor pod swoimi postami. Miażdży oponentów agresją, odsyła do piekła kasując ich komentarze, a te oczywiście stają się w związku z tym coraz bardziej agresywne, co nakręca spiralę wzajemnych pretensji.

Część komentatorów zaczyna używać zupełnie nieuprawnionych porównań historycznych, ale tak naprawdę sam autor naprowadza ich na te ścieżki. Ludzie są przewrażliwieni na punkcie pogardy, bo pogarda to nie to samo, co twarda żołnierska gadka o konieczności.
Od pogardy blisko do „syndromu Zeusa” a tedy to już „hulaj dusza – piekła nie ma” a przecież jest. Pojawiają się notki o notkach, notki o komentarzach, i tak to idzie. Mam nadzieję, że wojna na papierze nie będzie trwała 60 lat.

Większość ludzi, wypowiadających się pod postami Pana Barbura, zna ten konflikt z telewizji. Na przykład ja, chcąc nie chcąc śledzę go od prawie 40 lat i od zawsze, że użyję kibicowskiego języka, byłem fanem Izraela. Najpierw dlatego, że komuszki popierały Arabów, że mały Dawid walczy z rozlazłymi Goliatami, potem także dlatego, że zauważyłem, iż część moich przodków nie miałaby zbyt łatwo gdyby stanęła przed jakąś dociekliwą komisją, potem dlatego, że widziałem skurwysynów którzy w samobójczym szale zabijali w zamachach setki cywilów w miastach gdzie żyją moi znajomi, także ci, poznani dzięki internetowi. Byłem, jestem i będę „fanem” Izraela, ale proszę Pana Barbura o odrobinę rozwagi, bo zbyt nachalna wojenna propaganda jest tutaj przeciwskuteczna.

14 maja 1948 roku Ben Gurion odczytał Manifest Niepodległości. Ale przecież znamy jakże skuteczne przecież, metody Irgunu i wiemy na skutek jakich wydarzeń spłonęła Synagoga w Derby. Niektórzy wiedzą nawet co wydarzyło się w Der Jassin. Ale wiemy też, dlaczego i w jak perfidny sposób kraje Arabskie wrzuciły początkowo setki tysięcy palestyńskich uchodźców, które w raz z upływem lat urosły do milionów – w otchłań beznadziejnej egzystencji, by raz na zawsze stali się zakładnikami ich wojennej historii. Także, a może przede wszystkim właśnie w Gazie. Tam, większość dopiero tam – stała się niewolnikami nienawiści.

Izrael walczy o swoje, Izrael ma dość sił i determinacji by rozgromić Hamas dziesięć razy, ale nie znaczy to wcale, że koniecznie muszę zacząć uważać Palestyńczyków za dzikusów łaknących krwi, za nic nie wartą mierzwę ludzką i cieszyć się z tego, że tak naprawdę nie mają żadnych militarnych argumentów. Takie stawianie sprawy jest zresztą podwójnie niezręczne, gdyż podważa sens używanej podczas tej interwencji siły.

Jeszcze raz, bo już prościej nie mogę. Oglądam TV, czytam gazety i tam widzę, czytam – jojczenie różnych mądrali – mimo drobnych zastrzeżeń cały jestem po stronie Izraela.
Wchodzę na blog Pana Barbura i jestem tylko wkurzony. Tracę wzrok i nie mogę dopatrzyć się samego siebie sprzed chwili, stąd tytuł zaczerpnięty z Eliota.

Bloga Pana Barbura:

http://prawdalezynawierzchu.nowy.salon24.pl/378370.html

Potomek barbarzyńców patrzy

W 3 wieku Przed Narodzeniem Chrystusa o konflikcie w Palestynie pisano tak:

„Rozpowszechniono egipskie oszczerstwa i twierdzono, że Żydzi nie mieli realnych praw do Palestyny – zawsze byli bezdomnymi wędrowcami, ai ich pobyt w Judei był jedynie epizodem. Odpowiadając Żydzi stwierdzali, że kraina Izraela był darem Boga dla Żydów: ustęp 12 apokryficznej „Mądrości Salomona”, napisanej w pierwszym wieku przed Chrystusem.., wyklina jej pierwotnych mieszkańców jako dzieciobójców, kanibali i morderców, winnych nie dających się nawet nazwać praktyk, „rasę przeklętą od samego początku” – Paul Johnson „ Historia Żydów” strona 140 -141

Należy pamiętać, że w tamtych odległych - i w pewnym sensie dzikich – czasach nie było mowy o Hamasie czy Mosadzie. To już są nasze wynalazki, podobnie jak termin „antysemityzm” wykluty z niestatecznych głów, zdaję się, że w roku 1871.

Wracając do początkowego cytatu, pragnę zwrócić każdemu przytomnemu uwagę, że do narodzin Mahometa było wówczas jeszcze kilkaset lat.

Historia Żydów, podobnie jak historia Świata, ba, historia naszej cywilizacji jest wypełniona rozlaną krwią i nienawiścią. Wypełniona opisami podbojów, wędrówek ludów i gwałtownych zamachów na z trudem tworzone zręby kultury i nawet pokracznego, pełnego uprzedzeń oraz żądzy rewanżu za doznane, lub wyimaginowane krzywdy – udawanego pokoju.

Konflikt pomiędzy Żydami a Palestyńczykami jest jednocześnie całkiem nowym, powojennym dziedzictwem utraty woli porządkowania i demokratyzacji Świata, przez Europejczyków, ale jednocześnie jest pradawną, z trudem otwieraną księgą – księgą, której kart sklejone są krwią tysiącleci.

Należy pamiętać, że nasze europejskie, dwudziestowieczne zmagania są tylko epizodem wobec tego ogromu czasu i historii. Nic to, że uczestniczą w nich głównie ludzie, którzy ze względu na „krew” nie powinni się tak zacietrzewiać. Tamta historie sto razy wywiał w kosmos pustynny wiatr. Europejscy „aszkenażyjscy” Żydzi wojują ze zbieraniną „innych” czyli tych, którzy akurat znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie w średnich latach 20 wieku.. W dwudziestowiecznym średniowieczu.

Teraz wielu pisze, że nie jest antysemitami, tylko „anty - syjonistami” czy też przeciwnikami wojennego rozwydrzenia Państwa Izrael. Smuci mnie to, bynajmniej nie dlatego, że w jakiś sposób chcę przedkładać rację Żydów nad rację Palestyńczyków. Ich krew, ich wojna – ich niekończąca się zemsta.

Smuci mnie to, dlatego, że zestaw argumentów jest wciąż taki sam. Pobrzmiewa w tekstach i komentarzach starannie zawoalowany albo wręcz odkryty, bezwstydnie wywalony niczym jęzor złośliwca popularny pogląd, że Żydzi są źli z natury i jak zawsze wszystkiemu winni, a z drugiej strony, że Palestyńczycy to w gruncie rzeczy zwierzęta, ludzka mierzwa i urodzeni mordercy.

Smuci mnie to, ale nie jestem specjalnie rozczarowany. Starodawne bajdy i głupoty trzymają się mocno, a świeżo nabyta delikatność także wiedzie nas na manowce.

Oceniając ten konflikt, pamiętajmy o tym, że krew tam wylewna, w Świętą Ziemię wsiąka i za kilka setek czy tysięcy lat, znowu będzie „krzyczeć do nieba” My, potomkowie ludzi, których nazywano barbarzyńcami patrzymy z przerażeniem na krew wylewną tam, gdzie tworzyła się nasza współczesna historia, gdzie w tyglu plemion i narodów wykuwały się idee i religie, które zawładnęły naszymi umysłami i sercami.

Jedno jest dobre, że po wojowniku Dawidzie, nastał czas mądrości i z tej mądrości wynikłego pokoju – czasy rządów Króla Salomona. A teraz?

Koszule

Stoję sobie z kumplem Eustachym, i gadamy o bogaczach, że niby taki Kulczyk czy inny Krauze mógłby… albo i nie mógłby. Przy okazji gadamy też o kolei – „made in PKP” ( bo PKP to jest państwo, którego nie ma na mapach) – Że działa – I o tym jeszcze gadamy, że „wannolotów” jak nie było – tak nie ma!
Ukłony dla Papcia Chmiela!


W końcu zeszło na polityczne aspekty bogactwa – na oligarchów zeszło – niepostrzeżenie, a od oligarchów jak wiadomo, to do polityki znowuż tylko krok – znaczy zapętlenie jakieś.
Ale od polityki do koszul też kroczek niewielki!

Nagle mi się przypomniał starodawny dowcip i poczułem przymus by go opowiedzieć.

- Słuchaj – mówię – wiesz, jakie mam marzenie?

-Wrzód na plecach?

- Nie! Nie o to chodzi – Mam marzenie, żebym – jakby się przypadkiem paliła moja chata – zdążył wyskoczyć z płomieni choćby w jednej koszuli na grzbiecie!

- Ha ha ha – śmieje się mój kumpel i z tego śmiechu, aż usiadł na oblodzonym krawężniku – A co to niby ma być za marzenie? – Co byś z tego miał, że spytam?

- Miałbym przynajmniej koszulę na grzbiecie! – odpowiadam i śmiejemy się razem Ja z tego, że udało mi się skutecznie „sprzedać” stary szmonces, a Eustachy pewnie z tego, że nie wspomniałem o portkach.
Akurat mijała nas niewiasta odziana w brązy oraz róże, i aż splunęła na lodowaty trotuar!

- Wstyd! Świat się w kryzysie pogrąża, a tutaj na ulicy i śmiechy i chichy! I żeby to młodzież, ale stare byki publicznie rechocą…
Aż się popłakałem ze śmiechu i mówię:

- Wróćmy lepiej do koszul! Bo widzisz – mówię – Jedna partia polityczna jest bogata a druga biedna i liderzy…

- No właśnie – dopowiada Eustachy – Taki Korwin Mikke czy inny Giertych, to musi się pilnować żeby mu koszula na trzy dni bez prania wystarczyła!

- To ubierają czarne, granatowe – albo zwyczajnie ciemne – żeby na kołnierzyku nie było znać, a taki Pawlak to sobie rano wyciąga czystą i bieluteńką koszulę z szafy – z szafy trzydrzwiowej, gdańskiej!

- A to jest tak ogromna szafa, że wstawił sobie do środka łóżko, fotel i komputerów trzech – A koszule bierze ze specjalnej półeczki, chronionej przez BOR. To jest prawdziwy bogacz!

- A co tam Pawlak?! – Taki prezydent Kaczyński, to ma tyle koszul, że trzy razy dziennie się przebiera. Wszystkie nakrochmalone, śnieżnobiałe albo w innych tez doskonałych barwach. Sam miód i cymes! Rano, ledwie się obudzi, już hyc i… koszulę ubiera. Po południu świeżą, we wzorki – a wieczorem ubierają go w wieczorową! To jest bogacz niesłychany! Tyle ma koszul, że mógłby zakoszulić jakieś niewielkie państwo. A dla oszczędności, brat po nim nosi – ale nawet plamki się nie dopatrzysz!

– Bogacze!

- A Tusk? A lider Platformy Obywatelskiej i Premier na dodatek? Ten dopiero musi mieć…

- Tusk – ile ma koszul pytasz? A Pan Premier Tusk, to ma tyle koszul, że:
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę
…zdejmuje koszulę – wkłada koszulę

- I co dalej?

- Na końcu po zdjęciu ostatniej – przysłowiowej koszuli – ubiera piżamkę Donalda – tę z dziobem na plecach – i idzie nyny. Znaczy się – śpi, a z nim zasypia cały rząd, samorząd, a Księżyc, że się tak wyrażę – sobie świeci a muzom.

- Mam takie ptanie. Ta "ostatnia koszula" którą zdejmuje premier - to czyja jest?

Czy Tusk ma tak zgrabne udo jak Sarkozy?

Dziwię się niezmiernie, że w czasach zdominowanych przez tak zwany „pijar” nikt jeszcze nie spróbował porównać Donalda Tuska z Henrykiem VIII ( Ósmym – Wyjaśnienie dla tych, co wybierają przyszłość )

Po pierwsze sportowcy. Henryk świetnie spisywał się w rycerskich turniejach. Strzelał z łuku i grał w tenisa, a zapewne i w nielegalną wówczas „nogę”. Co prawda robił to na takim poziomie, że nasz Donald, aby mu dorównać musiałby strzelić na przykład, trzy gały w meczu reprezentacji z Niemcami, „zasadzić fangę” w nos Kliczce, zdobyć gema w secie z młodszą Radwańską i dać jeszcze kilka takich popisów. Ale wiadomo, ze specjalizacja sportowa takie wyczyny prawie, że uniemożliwia.
Niemniej sportowe podobieństwo jest!

Henryk miał Kardynała Wolseya, a Tusk ma Wicepremiera Schetynę. Oczywiste podobieństwo tkwi w tym, że mamy do czynienia z ludźmi, odwalającymi robotę za władcę, z ludźmi, którzy wedle ogólnej opinii raczej górują na swymi przełożonymi. Co prawda nigdy nie słyszałem, by Schetyna chciał zostać Papieżem, ale Premierem, jak najbardziej. To na „P” i to na „P” czyli mamy już drugie podobieństwo.

Henryk VIII ponoć wspaniale tańczył, grał na wielu instrumentach, nie tylko na nerwach poddanych i potrafił nieźle pisać. Korespondował z Erazmem, objechał w „ krótkich abcugach” Lutra, oraz pisywał urocze miłosne listy, do swoich „przyszłych”
Nasz Tusk – to samo!
Tańczy, śpiewa, gra na wielu instrumentach finansowych i nieźle pisze.
O czym pisze, nie wiadomo, ale że pisać potrafi to oczywiste! Sam widziałem w telewizji jak się podpisuje! Co prawda nie „objechał” Lutra, ale Rokity się pozbył skutecznie!
Nie pisał też do Erazma, choćby z takiego powodu, że Erazm nie żyje, ale z innymi autorytetami gadał i gada niczym jakiś Pele.
A listy miłosne, pisze chyba lepsze niż Henryk, bo ten uwodził tylko laski w rodzaju Anny Boleyn, a nasz Tusk całe stada lemingów. I to nie żadna kpina, bo te lemingi są dwupłciowe, a jak ciężko jest trafić z miłosnym przekazem, w takiej sytuacji, każdy powinien sobie zdawać sprawę.

Jednak najważniejsze podobieństwo to Pokój!
Henryk był kochany, bo przywrócił pokój.
Jego „starszy” zaczął, a on definitywnie skończył z wojennymi popisami arystokracji, a wojny zewnętrzne zajęły mu nie więcej niż dziesięć procent czasu z 38 lat, gdy rządził Anglią.
Nasz Tusk też zaprowadził pokój, choć raczej nie przyczepia się do arystokracji. Skończyły się czasy wewnętrznych wojen. Nienawiść oraz piętnowanie tak powszechne za poprzedniego reżimu.

Co prawda Tusk nie jest w stanie wysłać na szafot „białej róży Polski” ani nawet osadzić jednego z drugim w Tower. No chyba, że Ziobrę, ale to jest raczej różyczka niż róża. Nie, nie będziemy tutaj przywoływali „Obywatela Kane’a” – ani słowa o filmie!
Ale pokój! Brak szczęku oręża i nikt nie gada o krucjacie – To jest wielka wartość dla gminu! Kolejne podobieństwo! 3-0!

A różnice? O, skoro są podobieństwa, muszą być też i różnice!
No, Henryk zerwał ze skorumpowanym i chylącym się ku upadkowi Rzymem, a Tusk raczej z Unią Europejską zerwać nie ma zamiaru. Henryk miał sześć żon, a skromny Donald, trzyma się jednej. Henryk sam dawał popalić wizerunkowo, a Tusk ma Palikota.
Ale to są różnice, które można zamazać wspinając się na wyżyny „pijaru”

Co do tytułu, bo należy się wyjaśnienie.
Henryk, który żył w czasach gdy telewizja nie bardzo jeszcze działała, nim spotkał się na „Polach Złotogłowiu” z równie jak on, młodym królem Francji, Franciszkiem, wiele czasu spędził na oglądaniu konterfektów swojego rywala, i porównywaniu przymiotów ciała.

W pewnym momencie rozpiął szaty i zdumionemu posłowi ukazał swe umięśnione udo, pytając – czy Franciszka udo, jest równie zgrabne, a będąc zgrabnym, równie mocarne?

Co przytomniejsi znają dalszy ciąg opowieści o Henryku VIII ( ósmym ) a opowieść o Donaldzie Tusku właśnie się dzieje.
Cóż powiedzieć?
Czas ostrzyć miecze!

Słowa kluczowe. Osobliwe klucze do mojego bloga


Przedwczoraj przeglądając „googlowe” statystyki swojego bloga zainteresowałem się tak zwanymi „słowami kluczowymi” czyli jedną ze ścieżek jaką ludzie dostają się do moich tekstów by chłonąć zawartą w nich ponadczasową mądrość, humor itp. Większość zwrotów wpisywanych w okienko wyszukiwarki jest dość zwyczajna i została wpisana przez tych, co zapomnieli adresu i wpisując np. jarecki bez pudła trafiają pod właściwy adres. Ale nawet w tej kategorii znalazłem takie oto skromne zapytanie jarecki – Chińczyk?

Podobnie rzecz ma się ze słowem „Amazonia” ale i tu znajduje się Amazonia w Szkocji i fajne w swej prostocie pytanie co to jest Amazonia? Nie dziwi, że ktoś inny chce się dowiedzieć co to jest weekend?

Tak w ogóle, chęć zdobycia wiedzy prowadzi wielu szlachetnych internautów wprost w sidła mojego bloga. Ktoś chce się ode mnie dowiedzieć na czym polega ponadczasowość utworu „Stary człowiek i może”? To może nieco zaskakuje w kontekście powagi zapytania, bo na przykład niewiele wymaga się od kogoś, kto szuka takiej oto informacji jak się, ruchajo słonie?

O seksie będzie później. Są pytania poważne, co znaczy obrazoburczy? albo co znaczy chapeau bax? i jeszcze poważniejsze gdzie można znaleźć zdjęcie okładki czerwonej książeczki mao?
Ile trwa tresura niewolnika? czy gdzie wywalić prezerwatywę?

Są pytania praktyczne, na które w moich tekstach chyba nie udało mi się nigdy odpowiedzieć. Jak odpalić zapałkę bez siarki? oraz jak odpalić papierosa bez zapałek? Osobiście uważam, że przy pomocy zapalniczki, ale nie chcę wyjść na mądralę!

Teraz będą „słowa kluczowe” o seksie, a zaczniemy oczywiście od prezerwatyw. Informacji poszukiwał u mnie,ktoś naprawdę przejęty segregacją odpadów:
Recykling zużytych prezerwatyw – o tym akurat pisałem, podobnie jak o mówieniu w trakcie stosunku, ale skąd się wzięły takie kwiatki?

Angela Merkel i jej piersi

Bieg gołych dziewczyn

Damy rozebrane zdjęcia

Filmy od 18 roku życia o sexe

Seks rysi

Tresura niewolnicy

czy nawet seks słonia z hihopotamem, albo perwersyjne jak zrobić pierożka?

Jest też trochę makabrycznych kawałków. Aż dwukrotnie na mojego bloga trafiono wpisując raz człowiek obdarty ze skóry a trzy, wpisując obdarcie ze skóry. Mają ludzie pomysły!

Albo takie coś do kawy zamiast papierosów wyborcza czy pobicie ze skutkiem śmiertelnym, esej. A tego to się trochę boję i nie chciał bym poznać gościa, który wpisał w google taki tekst
Podłogi z oni pociętych na plastry.

Ten też nie jest lepszy podziękowanie za pięć lat powiatów

Z fajniejszych mamy też buźka tryska zdrowiem, owczarki niemieckie z manowców, papugi mówiące, sprawdzian z Latarnika, spuchnięty łokieć, veni vidi vici tłóczenie dzisiejsze, zatrzymanie Janosika i Piździoch ustąpił.

Na koniec moje ulubione. Wiadoma rzecz, że ludzie szukają w sieci wierszy, aby się na przykład popisać przed swoją ukochaną albo wierszy okolicznościowych. Do tej grupy w jakiś sposób można wepchnąć, nieco popychając kolanem wiersz o tym co robić w weekendy, ale w przypadku, który zostawiłem na koniec mamy tak precyzyjnie określoną tematykę, tematykę osobliwą i raczej obcą poezji, że naprawdę jestem dumny, że ktoś po takiej frazie dostał się na mój skromny blog.

Rowy melioracyjne – wiersz

Mili blogerzy, zajrzyjcie do swojego „google analytics” Nawet najpoważniejsi z was, piszący z namaszczeniem godnym lepszej sprawy, bez wątpienia przeżyją jakieś miłe zaskoczenie.

Czterysta złotych. Argumenty ponadpartyjne

Posłom mieli obcinać, ale proszę się nie cieszyć, ponieważ tak naprawdę nie chodzi o żadne obcinanie, tylko o to, że nasze ananasy dostały groszową podwyżkę w kwocie czterech stów. Normalne grosze i w ogóle nigdy bym o tym nie pisał, bo nawet nie wiem, ile oni zarabiali przed podwyżką. 800? 1500? 3200? 11300?

Nie pisałbym, gdyby nie ich własne argumenty za podwyżką.



Napiszę tylko,- starając się pisać bez przesadnej złośliwosci - na podstawie tekstu w dzisiejszym Dzienniku „Nie oddadzą 400 złotych podwyżki” o kilku typowych tłumaczeniach.



Ryszard Kalisz – Jego wynagrodzenie tak czy tak jest zbyt niskie, ponieważ jako adwokat zarabiałby wielokrotnie więcej. Rysio zaznacza, że gdyby wynagrodzenie poselskie było znacząco wyższe, w sejmie mielibyśmy więcej ( jeszcze więcej ) wybitnych prawników.



Odpowiadam Rysiowi – Kochany Rysiu! Jeszcze wam mało, że demokrację zastąpiliście medialną szopką, w której wodzą rej sklepikarze i prawnicy?

Jestem osobiści zdruzgotany Twoimi pretensjami. Sądziłem, że pchasz się całe życie do żłobu po prostu dla kasy i władzy, a ty mówisz, że „pro publico bono”

A idźże sobie! Mogłem cierpieć Twoje - drogi Rysiu – występy, jako takiego postkomunistycznego „doktorka” łagodzącego swoją obecnością w SLD wykwity postkomuszego tupetu, ale Rysia dokładającego do interesu, nie zdzierżę! Taki Rysiu, jest dla mnie – i nie chodzi wcale o tusze – zupełnie nie do przełknięcia.

Jeszcze więcej prawników przy władzy? Załóżcie sobie chłopaki własne państwo!



Jakiś Olszewski z PO – Odda jak każe mu rząd. Zwracam uwagę na rażący unik Artura Grabka z Dziennika. Nie dopytał nawet, komu Olszewski odda?



Temu Panu nie odpowiadam, bo go nie znam, a bycie skarbnikiem PO to jednak trochę za mało by wzbudzić moje zainteresowanie.



Popularny Kali z jakiegoś PSL – No ten z głupkowatym uśmiechem „na misiu” całą odmawia litanię możliwych oszczędności, nim będzie można Kalemu dobrać się do sakwy.

- ograniczać administrację publiczną

- zatrzymać inwestycje

- zwiększyć deficyt budżetowy



Kali, idiotycznie uśmiechnięty, miły, wąsaty darmozjadzie – Weź te cztery stówy i kup sobie za to coś, czego jeszcze nie masz! Twój Prezes Pawlak ma nieźle zaopatrzony sklepik, ale tam za cztery stówy to się chyba nie obkupisz!



Tadeusz Cymański – Robi pijar dla PiS uważając, że należy mu się jako ojcu wielodzietnej rodziny, ponieważ „ zawsze liczy dochód na członka rodziny”

Że też Święta Ziemia takich ludzi nosi, a Jarosław Kaczyński toleruje!

Tadek! Twoja wypowiedź jest bardziej chamska niż wypociny Ryśka. Dochody mają zależeć od ilości dzieciaków? Fajnie!

Jutro idę do szefa po podwyżkę, a jak mnie odeśle do diabła – odeślę go do Ciebie, dobrze?

Ty mu wytłumaczysz, że powinien mi płacić nie za prace, a za ilość dzieci.



Jolanta Szczypińska swoją podwyżkę rozda. Pozostawię to bez komentarza, ponieważ pewnych rzeczy komentować się po prostu nie da w żaden sposób.

Mówi ta kobieta tak:



„Ale jeśli poseł dostanie więcej i pomoże potrzebującym, to dobrze. Zwłaszcza, że rewaloryzacja rent, emerytur czy zasiłków dla matek samotnie wychowujących dzieci nie jest zbyt wielka”

Jak łatwo w Polsce kpić z obywateli pokazali ci dzielni posłowie. Bezczelność, chamstwo i tryumfująca ignorancja.”



Sejm to jest „ochronka” dla ludzi słabujących na umyśle, że spytam?



Wynurzenia posłów, wyczytane przeze mnie w Dzienniku, dziwnie brzmią w kontekście pomysłu PiS - wedle PO – ściągniętego z ich z kolei pomysłu, polegającego na ograniczeniu ilości posłów do 360.



Proponuję 365 a w latach przestępnych 366, żeby każdy jeden oszołom, albo inny idiota mógł przez jeden dzień w roku popisywać się przed zdumioną publiką!



W tekście zamieszczonym w dzisiejszym Dzienniku zwraca uwagę mała i skromna reprezentacja PO. Sieć się zawiesiła i damy oraz huzarzy nie wiedzieli co mówić?

Tak się właśnie zdobywa małe pluski. Po pierwsze:



Nie wygłupiać się bez uzasadnionej potrzeby!

Ockhamem jadą, choc to franciszkanin był - o cholera!