niedziela, 12 kwietnia 2009

Iwona - Mulieryzm-Zasady




Zasady mulieryzmu.

Mulieryzm nie dyktuje kobietom zachowań, raczej stawia pytania, na które same muszą sobie odpowiedzieć, choćby to, że kobieta różni się od mężczyzny i inna jest jej psychika.

Nie wtłacza też w pewne ramy, daje swobodę wybory drogi, tyle, że ostrzega przed pochopnymi decyzjami.

Jest przeciwna przerywania ciąży, bo ma szacunek do życia, ale nie potępia tych, które z drastycznych przyczyn ten krok podjęły.

Chcę odtworzyć kobiecość, która jest w zaniku i przy tym, podnieść rangę mężczyzny, z którą uparcie walczy feminizm.

Nie ma zamiaru walczyć z tzw. patriarchatem, bo ten patriarchat jest wydumany na potrzeby feministek
.
Mulieryzm nie dyktuje kobiecie jakiego ma być wyznania, czy bycie bezwyznaniową, bo to jest prywatna sprawa każdej z nas.

Mulieryzm propaguje kobiecość, taką kobiecość przez duże K!

Nie będzie też walczył o równe podziały foteli w sejmie, czy senacie…bo kobiety z zasady głosują na ludzi, których uważają za mądrych i nie kierują się płcią kandydata.

Na razie tyle, jeśli coś pominęła, zapraszam do współtworzenia.

Pozdrawiam serdecznie.:D

Iwona - Dziwne znaki zwiastujące nieszczęścia, czyli mulierystki IV

Czytała o nowym feminizmie, o encyklice papieskiej, tylko wiedziała jedno, że ten nowy feminizm niewiele różni się od starego, mimo różnic.

Oba wtłaczają kobiety w pewne ramy i niestety ten nowy, może nie wyklucza, ale usuwa na margines kobiety innego wyznania, czy niewierzące.

Więc i tu jest jakiś pręgierz, a mulieryzm nie dyktuje kobietom zachowań, raczej stawia pytania, na które same muszą sobie odpowiedzieć.

I co do jednego miała pewność, kobieta różni się od mężczyzny i inaczej ma prawo się rozwijać, bo nie po to jest stworzona by być łowcą utrzymującą finansowo dom, ale stwarzać w tym domu atmosferę ciepła.

Wiedziała, że dzisiejsze czasy, rewolucja ekonomiczna, wymusza często na kobietach pracę zarobkową, wiedziała też, że około 60% kobiet tej pracy zarobkowej nie znosi, ale często wymusza tą pracę sytuacja finansowa.

Kiedyś powiedział jej przyjaciel, że ”kobieta powinna leżeć i pachnieć”, co jest przenośnią i ma głębszy sens, ale te słowa utknęły jej w pamięci.

Pewnych ról i zachowań nie da się ominąć, choćby nie wiem jak chciały tego wszystkie feministki świata.

Drażniły ja przygotowania do tegorocznej manify, bardziej niż kiedyś, ale też nadzieja na wojnę z nimi dawała jakąś satysfakcję.

Zapaliła papierosa i oparła się na krześle, powoli dym spowijał jej drobną twarz…przymknęła oczy, oczami wyobraźni widziała tą wojnę.

Widziała też kobiety, z różnych środowisk idące na tą wojnę razem…bez zahamowań i uprzedzeń.

CDN…

Iwona - Aneks-Mulierystki

Chciałabym streścić w kilku słowach, kto zacz owe mulierystki i wykazać, że ideowo są zupełnie obce feminizmowi jaki znamy.
Bo jaki ten feminizm dzisiejszy jest?
Infantylny, to na pewno, kojarzący się z lewicą, wszak Krytyka Polityczna to ich drugi dom.
Z czym dziś walczą?
Przeważnie atakują KK, jakby Polska była krajem fanatyzmu religijnego.
Piszą odezwy do tzw. normalnych kobiet, ale o tych kobietach nie mają bladego pojęcia.
Zabawiają się w prowokacje „artystyczne”, a tak naprawdę o zwykłej kobiecie nie wiedzą nic…i szczerze mówiąc wcale nie chcą chcieć.

Jak wygląda dziś życie normalnej kobiety?
Czy nie czują się oszukane przez te „siostry feministki”?

Co zyskała i zyskuje kobieta, a co utraciła bezpowrotnie(mam nadzieję, że nie bezpowrotnie).
Ja nie mówię tu o feminizmie tzw.klasycznym, choć i bez niego pewnie niektóre z obecnych przywilejów byłyby nam dane, ale o współczesnych feministkach.


Co oznacza słowo mulierystka:
Mulier z łaciny kobieta energiczna –amazonka.

Wiec, oznacza to, że mulierystka, to kobietka energiczna i waleczna.
Walczyć będzie o normalność, o to, by znów przede wszystkim poczuć w sobie ogień kobiecości, mieć możliwość rozwijać się, a nie tyrać.
Ile kobiet pracuje zawodowo fizycznie?
Często w ciężkich warunkach i ze ślicznej dziewczyny po kilku latach takiej pracy zostaje szara, smutna kobieta w nieokreślonym wieku…znam takie, widuję je na co dzień.
O takie kobiety właśnie mulierystki chcą walczyć, bo tak naprawdę każda z nas, to KTOŚ, osobowość, a czym one zasłużyły sobie na taki los?
Potem wpatrują się w ekran TV i słyszą reklamę, że „Jesteś tego warta”, przy jakimś kremie, czy odżywce do włosów.
Kupują kolorową prasę i emocjonują się życiem „gwiazd” i całkiem znika dziewczyna, o którą może kiedyś pobiłby się każdy.
Ten proces, jak z tą dziewczyną chciałabym odwrócić…

Pozdrawiam serdecznie.:D

Iwona - Dziwne znaki zwiastujące nieszczęścia, czyli mulierystki. III

Pyskata lesba to nie Bóg!"
Motto autorstwa Triariusa-Pana Tygrysa

Przeglądała strony feministyczne, wszak za kilka dni miała odbyć się 10 manifa.
-Już mały jubileusz-powiedziała półgłosem do siebie i czytała, co też na tej manifie będzie przedmiotem piętnowania…jak zwykle się nie pomyliła, bo chodziło o KK.

Tym razem, zamiast „Nie Rydzykuj, zabezpieczaj się” mamy „Biskup to nie Bóg”, widać dopiero feministki to odkryły. I drugie hasło „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek”…a nie sądzę, by te panie szczególnie chętnie się modliły.
Wiedziała, że chodzi im o ustawę Gowina o in vitro i oczywiście jak zwykle doszukują się w tym działania niewidzialnej ręki Kościoła.
Zresztą zauważyła, że feministki uwielbiają pomstować na KK, jako na jakąś przeszkodę, która im…osobiście „IM” odbiera moc.

Tak, do godziny „0” jeszcze czas, zwłaszcza, że feministki same się kompromitują –uśmiechała się do siebie- choćby ta skarga, co po całym necie, że ZMT odmówiła im powieszenia plakatów o manifie w autobusach z w.w. hasłami.

Ile w tym roku kobiet-organizacji feministycznych przybędzie?

Musiała wiedzieć ile jest tych rozczarowanych.
Jasne, były projekty, by zrobić kontrmanifestację, tylko po co teraz?

Godzina „0” nadejdzie…niebawem.

Smużka dymu owiała jej twarz-pisała, opadająca grzywka zasłaniała jej oczy.
Kim była?
Na pewno kobietą, tego nikt jej nigdy nie zanegował, czuła, że jeśli nie obudzi z letargu uśpionych, będzie bardzo źle, wszak Amagedon nadchodził.
Pomysł mulierystek nie był do końca tylko jej, przyjaciel – mężczyzna podsunął jej nazwę, zresztą od początku bardzo ją wspierał.
Od dwóch lat próbowała walczyć, by przywrócić zanikającą kobiecość, pisząc felietony, opowiadania w Internecie.
Myślała, że nigdy nie zdobędzie się na drapieżność, ale…czasem historia przerasta wyobrażenia, dziś miała kontakt z kilkudziesięcioma kobietami myślącymi jak ona, czekającymi na hasło „wojna”.
Byli też mężczyźni ich info i poparcie sprawy, był istotny, bo oznaczał, że istnieją jeszcze mężczyźni, a coraz mniej na to wskazywało.

Zgarnęła grzywkę z oczu i czoła, uśmiechnęła się do siebie – to ma jednak sens, wiec nie będą bydłem do rzeźni…człowiek! To brzmi znów dumnie.

CDN…

Iwona - Dziwne znaki zwiastujące nieszczęścia, czyli mulierystki. II

Gdy tamte feministki debatowały przy kawiarnianym stoliku wokół…choć one o tym nie wiedziały, rozpoczynał się bunt.



Zwłaszcza, że dni obfitowały w wydarzenia w świecie polityki…premier pojechał do Brukseli, by wrócić z niczym, a zachowywał się tak, jakby coś osiągnął. Swoim zwyczajem kokietował media jaki to z niego mąż stanu i mediator, nie był w tym osamotnionym, bo Rostowski mu w tym wtórował.

Ale to na marginesie, bo ten bunt, o którym wspomniałam, ściśle łączył się z wydarzeniami politycznymi.
Kiedyś przez jednego mężczyznę wspomniany pomysł o tym, żeby stworzyć coś jako przeciwwagę dla feminizmu – mulieryzm, rozwinął się w stowarzyszenie kobiet, którym nigdy nie odpowiadał lewicowy charakter ruchu feministycznego, ba, nawet odczuwały do niego niechęć.
Niechęć była spowodowana nie tylko tym lewactwem, ale i wyraźnym narzucaniem im jarzma – ubieraniem w tzw. spodnie i dyktowanie im warunków dobrej feministki.

Wreszcie kilka z nich zauważyło, że w kraju coraz gorzej, faceci, politycy, to stado eunuchów, bojących się podjąć jakąkolwiek walkę, kobiety które w polityce były, powtarzały jak mantrę feministyczne hasełka, a te które tego nie czyniły, odsuwano na margines polityki i to one w pierwszym rzędzie padały atakiem postępowych środowisk.

I tu dopiero zaczyna się nasza opowieść, wybaczcie ten przydługi wstęp.

Zorganizować kobiety jest niezwykle trudno, bo te, które się organizowały, miały niechęć do takich zwrotów, jak „my kobiety polskie” czy „czujemy się dyskryminowane, w domu i pracy”. Nie znosiły pojęcia „my”, bo każda z nich czuła się jednostką o wielowymiarowej wyobraźni, była niepowtarzalna jak linie papilarne na dłoni, więc to „my” budziło w każdej z nich niechęć.

Ale to „my” także je zjednoczyło, podjęły walkę, by już nigdy z ust kobiety nie padła wypowiedź, która tak je drażniła.
Po drugie, chciały podjąć walkę, walkę o to, by znów z faceta zrobić mężczyznę, bo to stado eunucho-lemingów, było jak manekiny, które bez wskazówki nie potrafiło wykonać żadnego ruchu.

Zorganizowały się przez Internet, a teraz odmierzały czas do godziny „0”, spotykając się potajemnie w większych miastach, dając sobie znać przez komunikatory i telefony.
Godzina zero nadchodziła, wiedziały, że wszystkie ruchy feministyczne już o nich wiedzą, same się o to postarały.
Wojna, więc należy uprzedzić wroga, tak to wymyśliły, bo chciały od początku grać w otwarte karty.
Wiedziały, że mają po swojej stronie kilka tysięcy kobiet, ale i co niektórzy mężczyźni im dopingowali…a nawet pomagali.
W strukturach feministycznych też odzywały się głosy poparcia, a nawet niektóre z feministek zaczęły im jawnie sprzyjać, co powodowało jeszcze większe napięcie w coraz wyższych kręgach.

Twórczyni mulieryzmu siedziała przed komputerem, myślała o tym, że gdy wygrają wojnę wiele się zmieni, bała się, czy odrębność i normalność jeszcze może mieć tak szeroki odzew, nie tylko wirtualny, ale na czas wojny-realny…

CDN…

Iwona - Dziwne znaki zwiastujące nieszczęścia, czyli mulierystki

A poprzedniego roku, dziwne znaki zwiastowały jakieś nieszczęścia-kryzys, zamieszanie i znikąd pomocy.

Były też inne rzeczy, ale o tym po kolei.

W pięknym lokalu siedziało przy stoliku kilka kobiet…kobiety w różnym wieku, ale zmarszczone brwi, dramatycznie podniesione głosy, nie wróżyły niczego dobrego.
Na ich twarzach…twarzach dość pospolitych czaiło się coś na miarę lęku, choć charakter tych kobiet,jakbyśmy je lepiej poznali nie wskazywał, że mogą się czegoś lękać.
Zresztą były to postacie znane z telewizyjnych dyskusji o feminizmie i kobietach w polityce, to przecież były bojowniczki o równość, a czas był dziwny, bo zbliżał się wielkimi krokami ósmy marca, czyli dzień manif i marszów równości.

Jedno słowo, które najwyraźniej drażniło ich uszy, bo krzywiły się przy nim ze wstrętem, nie dawało im spokoju, a podniesiony głos jednej z nich wibrował aż pod sufitem kawiarni…

- Kim one są? Co to do diabła znaczy? Czemu nic o tych, jakim tam nie wiedziałyśmy? To po to tyle roboty żeśmy zrobiły, by „takie” nagle zaczęły toczyć z nami otwartą wojnę?- Pytania przez nią zadane robiły piorunujące wrażenie na pozostałych.

- A czy kurwa ktoś mi powie co to te mulierystki? - zapytała się jedna z nich, co prawda trochę wstawiona, bo piła już z siódmy kieliszek wina.

- A skąd mamy wiedzieć –odpowiedziały chórem – może o militarność im chodzi!

- Z facetów zrobić eunuchów…udało się – ciągnęła wstawiona – fakt, nie wszystkich, ale 90% jest już bez jaj, boją się nam przeciwstawić. Powody wiadome- tu zarechotała pijacko. – A pólko kobiece dawno miałyśmy obsadzone, te stada owieczek miały nam jeść z ręki, to po to robiło się im przedruki europejskich pism dla kobiet, by myślały, że są mądre, muszą dbać o siebie i szukać satysfakcji w seksie i pracy…idealny model do sterowania! Zwłaszcza ten seks, poszukiwanie satysfakcji…nie miały prawa o niczym innym myśleć, zwłaszcza że chłopów psychicznie wykastrowałyśmy.

- Napij się kawy i bądź cicho, może mają tu jaką wtyczkę – rozsądnie powiedziała tleniona blondyna – zawsze musisz się schlać?

- A co, przeszkadza? I nie bój się, jestem trzeźwiejsza od ciebie, ty w ogóle może jesteś wtyką tych…

- Dziewczyny!- zawołała ta, która tak głośno zaczęła pytaniami rozmowę – chcecie się teraz kłócić? Nie dość mamy innych problemów? Tamte- tu wstrząsnęła się z obrzydzeniem- zorganizowały się z dnia na dzień, albo potrafiły się tak kamuflować, żeśmy tego nie zauważyły, przejmują nasz potencjał, mówią językiem jakim my nie mówiłyśmy nigdy, dają nadzieję milionom kobiet na inne normalniejsze życie, bez naszej otoczki lewicowo- politpoprawnej. Co to dla nas oznacza? Nie tylko spadkiem popularności, ale i brakiem dotacji, czyli zostajemy bez kasy! Słyszycie! One się nie bawią, one wytoczyły najcięższe działa, chcą nas pozbawić tego, do czegośmy się przyzwyczaiły, a przy tym faceci znów podnoszą głos. Zresztą to podobno facet ten mulieryzm wymyślił…kurwa mać!

CDN…

Pozdrawiam serdecznie.:D

Wierzę w Europe!

Mówią, że Traktat Lizboński trzeba koniecznie podpisać, bo inaczej Polska zostanie sama wobec wrogiego świata, co już przecież zostało przerobione przez naszych przodków w 1939 roku – a i dawniej, też się zdarzało!

To ja się pytam, kto należy do tego wrogiego świata, który ma nam skoczyć do gardła?

Jednocześnie - ci sami ludzie, którzy nas straszą osamotnieniem i życiem między wilkami - klarują nam, że teraz takie są czasy, że wojna się nikomu nie opłaca – nawet Rosji, bo ani ziemia ani ludność, ani żadne wartości materialne nie są już w cenie.

No dobra! Skoro Rosja nie – to kto? Niemcy? No chyba żart!

To się pytam, kto?

USA? Chiny? Kanada?

Jeśli nie, to kto?

Pewnie nasze wewnętrzne mohery przykryją nas beretami, co? No faktycznie! Europa prezentuje taką moc i determinację militarną, że jakaś moherowa Lisowska zdążyłaby pół kontynentu spalić stojąc na czele podjazdów uzbrojonych w kosturki.

Jeśli nie militarnie to może gospodarczo?

Na razie wszystko sprowadza się do tego by ukryć, że Europa po prostu leży i kwiczy.

Najgorsze jest to, że Niemcy mają „pozamiatane” i tylko czekać jak z braku innych pomysłów zamienią zielony kolor na bardziej radykalny. Wiem, że to można jeszcze rok czy dwa zamiatać pod dywan, ale dłużej po prostu się nie da!

I jeszcze, jakby było mało kłopotów w rodzaju: beznadziejna słabość militarna i gospodarczy klops - rządcy unijni fundują Europie z determinacją godną lepszej sprawy, wojenki ideologiczne z najgłupszych możliwie powodów.

Zupełnie tak jakby świat nie przerobił lekcji lat trzydziestych. Tak jakby nikt nie słyszał o Republice Weimarskiej ani o dojściu nazioli do władzy.

Śmiesznym elitom wydaje się, że przy pomocy mediów potrafią raz na zawsze pozbawić te kilkaset milionów ludzi jakiejkolwiek woli czy inicjatywy. Wydaje im się, że zagadają kryzys, że z ich pustego lewackiego nieba będzie padała manna tak jak w czasach Mojżesza.

W ogóle pomysł, by banda histerycznych biurokratów prowadziła Europę w walce o przeżycie w czasach tak trudnych - jest tak absurdalny, że nie sądzę by nawet typki w rodzaju Poetteringa w to wierzyły.

Ich rozumowanie jest proste. Trzeba ratować to, co najlepsze, czyli ich samych a wraz z nimi europejska „klasę próżniaczą”

Idee Republiki wypiera na naszych oczach bizantyjskie w swych odruchach nowe, łże -cesarstwo. A czas biegnie nieubłaganie i pula żartów jest na wykończeniu.

Nikt, dosłownie nikt nie jest już w stanie ożywić idei europejskiej w zaproponowanej kilka lat temu formie.

Innych zaś koncepcji w publicznym – popularnym obiegu - brak, ponieważ całość prac a nawet dyskusji na temat przyszłości została zdominowana przez ludzi czerpiących z tworzenia tego paranoicznego tworu, którego kartą przetargową wobec świata ma być nieprawdopodobne wprost tchórzostwo polityczne i militarne – materialnych i prestiżowych profitów.

Teraz zaczyna się epoka strachu. Polityczni i medialni treserzy narodów już wyjęli swoje bykowce i pracowicie się doszkalają, aby zdążyć na czas, gdy bajki opowiadane przez polityków i szukających swej szansy na przeżycie media zostaną zweryfikowane - na ulicach miast.

Wierzę - do cholery - w Europę i zdrowy rozsądek ludzi ją zamieszkujących.

Wierzę, że tym razem nikt nie dopuści do tego by czerwona czy brunatna, totalitarna swołocz rozdawała tu karty.

Tu w Europie. U nas, w naszym domu – jak piszą wrogowie wolności – "na nic nie znaczącym skrawku Ziemi"Na półwyspie...

Wierzę w Republikę - W mądrość ludzi, którzy ją stworzą na nowo!