Tak dalej być nie może! Jeszcze kilka miesięcy rządów tej socjalistycznej bandy nieudaczników a skończymy jak Grecja, na czele z Premierem, który od tak dawna udaje Greka, że zmienił się w istnego Zorbę, tyle że pozbawionego licznych, pozabiznesowych talentów literackiego pierwowzoru. Jakoś nie mam ochoty w finale, tańczyć boso na brzegu morza, tym bardziej, że u nas przypadnie akurat zima, a chałupę trzeba ogrzać, a nawet ogacić.
Pamiętacie jak Zorba załatwił angolskiego inwestora wymyślając nowatorski plan dostarczania pni na stemple do kopalni przy pomocy czegoś w rodzaju kolejki linowej i jak wszystko zrobiło “pierdut” w wyniku czego na ubogiej, spalonej słońcem wysepce nie powstały nowe, liczne miejsca pracy a “piękna katastrofa”?
Do tego wiedzie nas dzisiaj PiS zapominając, że zgrabny, wykonany z patyczków i nitek model, nijak się ma do ciężaru i energii realnej gospodarki.
Czas na zmiany, czas na odsunięcie PiS-u od władzy!
Na co jeszcze czekamy? Gdyby zamiast migających cyferek, chłopaki od Balcerka zainstalowali w Warszawie coś w rodzaju wiatraka, pęd skrzydeł wskazujących tempo zadłużania się Polski, uniósłby naszą piękną stolicę w przestworza i skończyłyby się kłótnie o miejsca na listach wyborczych.
Inflacja zaczyna podskakiwać w swym kojcu, a rządzący PiS udaje, że nic się nie dzieję, koncentrując swoją uwagę na zatykaniu pysków opozycji. I ta propaganda lejąca się z pisiakowatych mediów. To jest nie do wytrzymania! Zamiast zmian ratunkowych, miast liberalizacji mamy serię politycznych transferów spychających partię Jarosława Kaczyńskiego na mieliznę lewizny!
Dość tego! Dość podnoszenia podatków i zadłużania Polski! Dość rządów Prawa i Sprawiedliwości! Czas skończyć z rozbuchaną administracją, kolesiostwem a co za tym idzie z rządami tych wszystkich Rychów, Zbychów i Michów!
To my, obywatele, dysponując marnym, bo papierowym orężem kartki wyborczej przekujmy naszą słabość w siłę i mocą wspólnej decyzji odsuńmy Prawo i Sprawiedliwość od władzy! Albowiem władza przerasta tych małych, przyuczonych do drobnych geszeftów, ludzi.
Naiwni pytają, co PiS zrobił dla kraju przez ostatnie cztery lata swoich pokracznych rządów?
Nie doczekają się odpowiedzi!
PiS przelatuje nad wątpiącymi na skrzydłach “zaprzyjaźnionych mediów” a na zbyt namolnych i dociekliwych szykuje policyjną pałkę.
Cholerne PiS - Odsuńmy wreszcie, to “coś” od władzy!
piątek, 17 czerwca 2011
Janke pisze. Zadziwiająca anabasis pani Joanny
Igor Janke w dzisiejszej Rzeczpospolitej opisuje polityczną wędrówkę pani Kluzik- Roztkowskiej po drogach i bezdrożach polskiej polityki.
Swoim zwyczajem objawia się czytelnikowi jako szczery i naiwny młody człowiek.
Na stronie: Jak ja lubię tak pisać o ludziach urodzonych w latach sześćdziesiątych!
Jankes dopatruje się w postępowaniu niedawnej liderki PJN szczytu politycznej nielojalności. Szczytem, drogi Igorze, byłoby dopiero, gdyby pani JKR zrażona niechętnym stosunkiem “platformerskich dołów partyjnych“, powróciła w przyszłym tygodniu do PiS, na zasadzie “nie ma jak w domu!” przy okazji, opisując swoje przygody, niczym współczesny Ksenofont w spódnicy.
Pewnie do tego nie dojdzie, ale dobrze jest maksymalizować swoje oczekiwania, szczególnie wobec naszych ulubionych polityków. Ich wolty, zmiany przekonań i politycznych kursów, coraz częściej sprawiają wrażenie zacierania śladów, zupełnie tak jakby bawili się z nami w podchody.
Jasne, z tym Ksenofontem nieco przesadziłem. To nie “marsz dziesięciu tysięcy” a raczej Budziejowicka anabasis Szwejka.
Słuchając pań i panów z naszej “łączki” widzę dzielnego bohatera powieści Haszka tłumaczącemu zdumionemu dowódcy miejscowej żandarmerii trasę swej wędrówki do Budziejowic, która przybiera kształt okręgu.
Wcześniej, wypytywany dlaczego po prostu nie pojechał pociągiem skoro do Budziejowic odjechało ich z Taboru kilkanaście, nie kombinował, nie robił uników tylko odpowiedział wprost:
- Ponieważ spotkała mnie taka przygoda, że siedziałem w dworcowej knajpie i piłem jedno piwo za drugim! - czego sobie i państwu życzę dla niezbędnego “wzmożenia moralnego oraz intelektualnego” bez którego żaden z nas, wyborców przecież, nie będzie w stanie pojąć tego, co mają w głowach politycy w rodzaju pani Kluzik - Rostkowskiej, publicyści czy inni blogerzy, popierający i szukający wartościowej odmiany w każdym głupstwie, byle odetchnąć, byle zachowując pryncypialną minę obiektywizmu, odwrócić się jakoś bokiem od jaskini, w której siedzi, trwając niezmiennie, nieżyciowy smok Jarosław.
Nieżyciowy przede wszystkim w tym sensie, że jak to ze smokami bywa, ma pewnie ochotę na schrupanie jakiejś dziewicy lub prawiczka, a na scenach, politycznej i medialnej występuje wyraźny deficyt tego towaru.
No, chyba, że nasz dzielny Igor, oczywiście w sensie politycznym, żeby nie było!
Swoim zwyczajem objawia się czytelnikowi jako szczery i naiwny młody człowiek.
Na stronie: Jak ja lubię tak pisać o ludziach urodzonych w latach sześćdziesiątych!
Jankes dopatruje się w postępowaniu niedawnej liderki PJN szczytu politycznej nielojalności. Szczytem, drogi Igorze, byłoby dopiero, gdyby pani JKR zrażona niechętnym stosunkiem “platformerskich dołów partyjnych“, powróciła w przyszłym tygodniu do PiS, na zasadzie “nie ma jak w domu!” przy okazji, opisując swoje przygody, niczym współczesny Ksenofont w spódnicy.
Pewnie do tego nie dojdzie, ale dobrze jest maksymalizować swoje oczekiwania, szczególnie wobec naszych ulubionych polityków. Ich wolty, zmiany przekonań i politycznych kursów, coraz częściej sprawiają wrażenie zacierania śladów, zupełnie tak jakby bawili się z nami w podchody.
Jasne, z tym Ksenofontem nieco przesadziłem. To nie “marsz dziesięciu tysięcy” a raczej Budziejowicka anabasis Szwejka.
Słuchając pań i panów z naszej “łączki” widzę dzielnego bohatera powieści Haszka tłumaczącemu zdumionemu dowódcy miejscowej żandarmerii trasę swej wędrówki do Budziejowic, która przybiera kształt okręgu.
Wcześniej, wypytywany dlaczego po prostu nie pojechał pociągiem skoro do Budziejowic odjechało ich z Taboru kilkanaście, nie kombinował, nie robił uników tylko odpowiedział wprost:
- Ponieważ spotkała mnie taka przygoda, że siedziałem w dworcowej knajpie i piłem jedno piwo za drugim! - czego sobie i państwu życzę dla niezbędnego “wzmożenia moralnego oraz intelektualnego” bez którego żaden z nas, wyborców przecież, nie będzie w stanie pojąć tego, co mają w głowach politycy w rodzaju pani Kluzik - Rostkowskiej, publicyści czy inni blogerzy, popierający i szukający wartościowej odmiany w każdym głupstwie, byle odetchnąć, byle zachowując pryncypialną minę obiektywizmu, odwrócić się jakoś bokiem od jaskini, w której siedzi, trwając niezmiennie, nieżyciowy smok Jarosław.
Nieżyciowy przede wszystkim w tym sensie, że jak to ze smokami bywa, ma pewnie ochotę na schrupanie jakiejś dziewicy lub prawiczka, a na scenach, politycznej i medialnej występuje wyraźny deficyt tego towaru.
No, chyba, że nasz dzielny Igor, oczywiście w sensie politycznym, żeby nie było!
środa, 15 czerwca 2011
J. Kaczyński jest kosmitą!
Proponuję natychmiastowe powołanie ( po wakacjach oczywiście) Komisji Śledczej, która wreszcie ukaże zdumionemu ludowi, fakty wskazujące na to, że Jarosław Kaczyński jest kosmitą!
Po pierwsze dysponuje telepatyczną mocą, dzięki której panuje nad milionami ludzi, czyniąc z nich fanatyków domagających się prawa i sprawiedliwości. Dowodem jest to, że żaden Ziemianin takimi mocami nie dysponuje. Nawet Syn Smoka, premier Donald Tusk, mimo że natęża się publicznie i strasznie wyszczerza gały, nie potrafi osiągnąć tak bezwzględnej mocy. Ludzie mu piją, biegają po pociągach i zaglądają bez żadnej potrzeby do ubikacji.
Po drugie, Kaczyński wydziela złe fluidy, tworzące złą atmosferę. Takie fluidy znamy z filmów Lucasa, że wymienię film „Imperium 4RP kontratakuje” Dobrze, że rycerze Judaj z Czerskiej, czuwają żując swe świetlne miecze.
Po trzecie, ostatnie i najważniejsze, Jarosław Kaczyński bez żadnych wątpliwości jest kosmitą, ponieważ, a co do tego jesteśmy wszyscy zgodni, Jarosław Kaczyński urodził się w Kosmosie!
Jako Kosmita się tutaj pcha! Alf, Alef….i diabli wiedzą co jeszcze
Ps.
Doniósł mi jeden taki Aldebaranin, że Tusk też jest kosmitą. Czy w kosmosie „wiaruchna” kuma, co to jest to nasze ziemskie SLD i dlaczego za kilka miesięcy będa UFO?
Po pierwsze dysponuje telepatyczną mocą, dzięki której panuje nad milionami ludzi, czyniąc z nich fanatyków domagających się prawa i sprawiedliwości. Dowodem jest to, że żaden Ziemianin takimi mocami nie dysponuje. Nawet Syn Smoka, premier Donald Tusk, mimo że natęża się publicznie i strasznie wyszczerza gały, nie potrafi osiągnąć tak bezwzględnej mocy. Ludzie mu piją, biegają po pociągach i zaglądają bez żadnej potrzeby do ubikacji.
Po drugie, Kaczyński wydziela złe fluidy, tworzące złą atmosferę. Takie fluidy znamy z filmów Lucasa, że wymienię film „Imperium 4RP kontratakuje” Dobrze, że rycerze Judaj z Czerskiej, czuwają żując swe świetlne miecze.
Po trzecie, ostatnie i najważniejsze, Jarosław Kaczyński bez żadnych wątpliwości jest kosmitą, ponieważ, a co do tego jesteśmy wszyscy zgodni, Jarosław Kaczyński urodził się w Kosmosie!
Jako Kosmita się tutaj pcha! Alf, Alef….i diabli wiedzą co jeszcze
Ps.
Doniósł mi jeden taki Aldebaranin, że Tusk też jest kosmitą. Czy w kosmosie „wiaruchna” kuma, co to jest to nasze ziemskie SLD i dlaczego za kilka miesięcy będa UFO?
wtorek, 14 czerwca 2011
Polonia Golina. Dobry sezon - urok lokalnej piłki
Muszę pochwalić chłopaków! Rok temu, po wielu latach tułaczki po niższych ligach w znakomitym stylu awansowali do klasy okręgowej. Przed sezonem wielu kibiców wyrażało obawy, czy Polonia utrzyma się w lidze. Optymiści, do których należę wieszczyli miejsce w środku tabeli.
Sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu, a gdyby nie zawirowania ze składem mogło być jeszcze lepiej. Kto zna piłkę jedynie z ekranu telewizora musi uświadomić sobie, że na poziomie ligi okręgowej zawodnicy pracują, często w systemach zmianowych, studiują, a Golina mimo swej wspaniałości nie jest ośrodkiem uniwersyteckim, uczą się, a nawet bywają bezrobotnymi absolwentami.
Dlatego ogromną rolę w takiej drużynie jak nasza odgrywa nie tylko wiedza fachowa, ale też osobowość trenera. Nam trafił się Grzegorz Dębowski. Przejął zespół, który ledwie utrzymał się w klasie A, zespół z którego meczów zdarzało mi się wychodzić po pierwszej połowie, nie doczekawszy jednego sensownego zagrania.
Odmłodził drużynę, zagonił leniwych do treningów, a z niechętnymi się pożegnał. I tak jest do dzisiaj.
Gra opiera się teraz na dwudziesto - dwudziestodwuletnich “rutyniarzach” a coraz istotniejszą rolę odgrywają chłopcy, którzy wchodzą do gry wprost z drużyny juniorów młodszych, czyli gimnazjaliści.
Polonia Golina gra piłkę ofensywną, nieźle konstruuje akcje, dobrze wykonuje stałe fragmenty. Pisząc po kibicowsku - jest na co popatrzeć!
Słabością jest gra defensywna, brak dobrego bramkarza i o dziwo mierna skuteczność w wykańczaniu akcji. To ostatnie wydaje się nieco dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że strzeliliśmy 71 goli, co daje średnią 2,67 bramki na mecz. Wystarczy przywołać ostatni mecz sezonu z broniącymi się przed spadkiem Czarnymi Ostrowite wygrany przez Polonię 3-2.
Jakie wyobrażenie o przebiegu meczu można mieć znając tylko wynik?
Oczywiście, że mylne, ponieważ tak naprawdę, gdyby mecz zakończył się wynikiem 7-2, i tak Czarni mogliby się cieszyć i chwalić, że szczęście było po ich stronie.
Bardzo możliwe, że w nadchodzącym sezonie Polonia powalczy o awans. Nie wiem, czy mamy potencjał na czwartą ligę, gdzie przyjdzie grać z drużynami półzawodowymi. Tak mili czytelnicy, tam już płacą za kopanie piłki, a my jako amatorzy możemy mieć ciężko, ale trzeba mieć jakiś cel sportowy. Zresztą i w okręgówce rywalizowaliśmy z drużyną Kasztelanii Brudzew, w której grali Brazylijczyk i Nigeryjczyk, odrzuty z drugoligowego Tura Turek. Chyba nie dla przyjemności, prawda?
Poza pierwszą drużyną, Polonia Golina była reprezentowana przez juniorów młodszych, którzy zajęli w rozgrywkach okręgowych trzecie miejsce, za Górnikiem Konin i SKP Słupca z bilansem 41 pkt zdobytych w osiemnastu meczach, stosunkiem bramek 80:22, przy 13 zwycięstwach, dwóch remisach i trzech porażkach. Byłoby zdecydowanie lepiej, ale jak już wspomniałem najlepsi gracze tego zespołu w trakcie sezonu zasilali skład pierwszej drużyny.
I na koniec, ozdoba klubu, chłopcy z drużyny Orlików, również prowadzonej przez trenera Dębowskiego. To jeszcze gracze małego boiska, gdzie rozgrywki toczyły się systemem turniejowym, a czas gry był dostosowany do wieku graczy.
W swojej grupie nasze małe dzielniaki dokonały istnego pogromu rówieśników, wygrywając 47 spotkań, dwa remisując, a raz przegrywając. Bilans bramkowy 191:15 !!!
Mało tego. Tryumfowali także w finale Mistrzostw Okręgu, w którym zmierzyli się zwycięzcy czterech grup rozgrywkowych, Zremisowali z Olimpią Koło 0-0, Pokonali SKP Słupcę 1-0 i Kasztelanię Brudzew 4-0.
To był dobry sezon! Napisałem o nim, nie po to by nudzić Was sukcesami i słabościami zupełnie obcej Wam drużyny, ale po to, by zachęcić licznych w blogosferze kibiców do rozejrzenia się po najbliższej okolicy. Piłka to nie tylko Barcelona, Manchestery dwa czy dzielny Liverpool. Warszawa to nie tylko Legia czy Polonia. Gdzieś blisko waszego domu też grają w piłkę. Naprawdę warto przejść się na mecz i zobaczyć jak idzie chłopakom. Że grają w klasie A czy B? Nie szkodzi! Naprawdę bywa fajnie!
Kibicuję od 37 lat i czasem mam przesyt piłki. Zdarza mi się machnąć ręką na ważny mecz, o ile nie grają nasi. Ba, oglądałem tylko pierwszą połowę ostatniego finału LM, ponieważ oglądałem go z luksusowej loży własnego łóżka i w przerwie meczu znużyły mnie reklamy, ale nie wyobrażam sobie soboty bez wędrówki na stadion Polonii.
Nie ma tam powtórek, ale nie ma też reklam i żaden Szpakowski nie wnerwia mnie swoimi wywodami.
Sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu, a gdyby nie zawirowania ze składem mogło być jeszcze lepiej. Kto zna piłkę jedynie z ekranu telewizora musi uświadomić sobie, że na poziomie ligi okręgowej zawodnicy pracują, często w systemach zmianowych, studiują, a Golina mimo swej wspaniałości nie jest ośrodkiem uniwersyteckim, uczą się, a nawet bywają bezrobotnymi absolwentami.
Dlatego ogromną rolę w takiej drużynie jak nasza odgrywa nie tylko wiedza fachowa, ale też osobowość trenera. Nam trafił się Grzegorz Dębowski. Przejął zespół, który ledwie utrzymał się w klasie A, zespół z którego meczów zdarzało mi się wychodzić po pierwszej połowie, nie doczekawszy jednego sensownego zagrania.
Odmłodził drużynę, zagonił leniwych do treningów, a z niechętnymi się pożegnał. I tak jest do dzisiaj.
Gra opiera się teraz na dwudziesto - dwudziestodwuletnich “rutyniarzach” a coraz istotniejszą rolę odgrywają chłopcy, którzy wchodzą do gry wprost z drużyny juniorów młodszych, czyli gimnazjaliści.
Polonia Golina gra piłkę ofensywną, nieźle konstruuje akcje, dobrze wykonuje stałe fragmenty. Pisząc po kibicowsku - jest na co popatrzeć!
Słabością jest gra defensywna, brak dobrego bramkarza i o dziwo mierna skuteczność w wykańczaniu akcji. To ostatnie wydaje się nieco dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że strzeliliśmy 71 goli, co daje średnią 2,67 bramki na mecz. Wystarczy przywołać ostatni mecz sezonu z broniącymi się przed spadkiem Czarnymi Ostrowite wygrany przez Polonię 3-2.
Jakie wyobrażenie o przebiegu meczu można mieć znając tylko wynik?
Oczywiście, że mylne, ponieważ tak naprawdę, gdyby mecz zakończył się wynikiem 7-2, i tak Czarni mogliby się cieszyć i chwalić, że szczęście było po ich stronie.
Bardzo możliwe, że w nadchodzącym sezonie Polonia powalczy o awans. Nie wiem, czy mamy potencjał na czwartą ligę, gdzie przyjdzie grać z drużynami półzawodowymi. Tak mili czytelnicy, tam już płacą za kopanie piłki, a my jako amatorzy możemy mieć ciężko, ale trzeba mieć jakiś cel sportowy. Zresztą i w okręgówce rywalizowaliśmy z drużyną Kasztelanii Brudzew, w której grali Brazylijczyk i Nigeryjczyk, odrzuty z drugoligowego Tura Turek. Chyba nie dla przyjemności, prawda?
Poza pierwszą drużyną, Polonia Golina była reprezentowana przez juniorów młodszych, którzy zajęli w rozgrywkach okręgowych trzecie miejsce, za Górnikiem Konin i SKP Słupca z bilansem 41 pkt zdobytych w osiemnastu meczach, stosunkiem bramek 80:22, przy 13 zwycięstwach, dwóch remisach i trzech porażkach. Byłoby zdecydowanie lepiej, ale jak już wspomniałem najlepsi gracze tego zespołu w trakcie sezonu zasilali skład pierwszej drużyny.
I na koniec, ozdoba klubu, chłopcy z drużyny Orlików, również prowadzonej przez trenera Dębowskiego. To jeszcze gracze małego boiska, gdzie rozgrywki toczyły się systemem turniejowym, a czas gry był dostosowany do wieku graczy.
W swojej grupie nasze małe dzielniaki dokonały istnego pogromu rówieśników, wygrywając 47 spotkań, dwa remisując, a raz przegrywając. Bilans bramkowy 191:15 !!!
Mało tego. Tryumfowali także w finale Mistrzostw Okręgu, w którym zmierzyli się zwycięzcy czterech grup rozgrywkowych, Zremisowali z Olimpią Koło 0-0, Pokonali SKP Słupcę 1-0 i Kasztelanię Brudzew 4-0.
To był dobry sezon! Napisałem o nim, nie po to by nudzić Was sukcesami i słabościami zupełnie obcej Wam drużyny, ale po to, by zachęcić licznych w blogosferze kibiców do rozejrzenia się po najbliższej okolicy. Piłka to nie tylko Barcelona, Manchestery dwa czy dzielny Liverpool. Warszawa to nie tylko Legia czy Polonia. Gdzieś blisko waszego domu też grają w piłkę. Naprawdę warto przejść się na mecz i zobaczyć jak idzie chłopakom. Że grają w klasie A czy B? Nie szkodzi! Naprawdę bywa fajnie!
Kibicuję od 37 lat i czasem mam przesyt piłki. Zdarza mi się machnąć ręką na ważny mecz, o ile nie grają nasi. Ba, oglądałem tylko pierwszą połowę ostatniego finału LM, ponieważ oglądałem go z luksusowej loży własnego łóżka i w przerwie meczu znużyły mnie reklamy, ale nie wyobrażam sobie soboty bez wędrówki na stadion Polonii.
Nie ma tam powtórek, ale nie ma też reklam i żaden Szpakowski nie wnerwia mnie swoimi wywodami.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Pawle Kowalu!
Pawle Kowalu, o ile chcesz wygrać, jako lider partii, musisz sam kandydować. Jeśli chcesz być prawdziwym liderem musisz zrezygnować przed wyborami z mandatu Europosła.
To za mało! Takie poświęcenie, a za mało?
Tak! Do końca sierpnia musisz zgromadzić wszystkie partie pozaparlamentarnej prawicy und libertarian w jednym wyborczym woreczku., od UPR ( w trzech mutacjach) przez Prawicę Jurka, przez ruiny LPR aż do lokalnych inicjatyw, nieźle wypadających w samorządach. W skrócie - Partie antysystemowe.
Odważysz się Pawle Kowalu?
To nic wielkiego, bo przy okazji na zasadzie kuli śnieżnej pojawią się też rozczarowane ananasy z PO i PiS.
To nie są wielkie mecyje! Ot, rozpoznanie walką.
Od początku szydziłem z inicjatywy politycznej PJN. W życiu nie zagłosowałbym na taki twór, twór, którego racją bytu jest atak na partię z której wyszliście. To było dziecinne i samobójcze, czyli w dwójnasób obrzydliwe.
Teraz masz szansę, ponieważ koniunkturalne łajzy odchodzą. To dobra, idealna weryfikacja kadr.
Pawle Kowalu! Z przyjemnością wysłuchałem Twojego wystąpienia, rzuconego przez media niczym kość pomiędzy wygłupy liderów, dwóch największych partii.
Masz szansę, która, o ile nie okaże się przysłowiową „szansą dla szympansa” może skutkować zmianą politycznych układów. Wszak, chyba tylko wariat może wierzyć w nieskończone zasoby amunicji w wojence PO vs PiS.
Gromadź ludzi, struktury i mów nam szczerze o wolności, także gospodarczej, a wszystko skończy się w miarę dobrze. Ci wielcy już się zużyli.
Pierwsza rzecz, sto kilometrów przed gadaniem, a 20 przed wiarygodnością to organizowanie struktury. Musisz zostać kowalem, jednoczenie będąc ogrodnikiem
Powodzenia życzę!
To za mało! Takie poświęcenie, a za mało?
Tak! Do końca sierpnia musisz zgromadzić wszystkie partie pozaparlamentarnej prawicy und libertarian w jednym wyborczym woreczku., od UPR ( w trzech mutacjach) przez Prawicę Jurka, przez ruiny LPR aż do lokalnych inicjatyw, nieźle wypadających w samorządach. W skrócie - Partie antysystemowe.
Odważysz się Pawle Kowalu?
To nic wielkiego, bo przy okazji na zasadzie kuli śnieżnej pojawią się też rozczarowane ananasy z PO i PiS.
To nie są wielkie mecyje! Ot, rozpoznanie walką.
Od początku szydziłem z inicjatywy politycznej PJN. W życiu nie zagłosowałbym na taki twór, twór, którego racją bytu jest atak na partię z której wyszliście. To było dziecinne i samobójcze, czyli w dwójnasób obrzydliwe.
Teraz masz szansę, ponieważ koniunkturalne łajzy odchodzą. To dobra, idealna weryfikacja kadr.
Pawle Kowalu! Z przyjemnością wysłuchałem Twojego wystąpienia, rzuconego przez media niczym kość pomiędzy wygłupy liderów, dwóch największych partii.
Masz szansę, która, o ile nie okaże się przysłowiową „szansą dla szympansa” może skutkować zmianą politycznych układów. Wszak, chyba tylko wariat może wierzyć w nieskończone zasoby amunicji w wojence PO vs PiS.
Gromadź ludzi, struktury i mów nam szczerze o wolności, także gospodarczej, a wszystko skończy się w miarę dobrze. Ci wielcy już się zużyli.
Pierwsza rzecz, sto kilometrów przed gadaniem, a 20 przed wiarygodnością to organizowanie struktury. Musisz zostać kowalem, jednoczenie będąc ogrodnikiem
Powodzenia życzę!
niedziela, 12 czerwca 2011
Powszechna historia ogłupiania
Jorge Louis Borges w „Powszechnej historii nikczemności” opisując absolutny tryumf kartografii, mapę identyczną z Królestwem, mapę w skali 1:1, gdzie każdy kamień, każda budowla i każda kość pozostawiona pod krzakiem przez psa, jest odwzorowana, identyczna z oryginałem, dodaje, że do dzisiaj można zwiedzać ruiny tej mapy.
Borges w ogóle miewał takie niezdrowe pomysły. A to nieskończona biblioteka, która jest uniwersum, a to znowu szczegóły dotyczące technik walki na noże.
Inną znowu kwestią jest dmuchanie balonu. Nie ma tak rozciągliwego materiału, tak cudownej gumy, by można było nadmuchać wykonany z niej, nieskończenie wielki balon. Proszę się nie pchać ze szpilką, bo od razu widać, że balon zaraz pęknie!
- Mapa, balon? Czy wy nie możecie Jarecczak, po prostu wyśmiać naszych polityków po nazwisku?
Zobaczcie czytelnicy, jak to się duch blogosfery odzywa. Lepiej by siedział cicho!
Oglądałem te polityczne przedstawienia. Wydały mi się śmieszne. Oczywiście zabawny jest Jarosław Kaczyński gdy deklamuje słaby tekst, niczym na szkolnej akademii, ale nadęciaki ( wzdęciaki ) z PO są stokroć śmieszniejsi. Oto typki, które rządza nami od 4 lat, ni z tego ni z owego nagle próbują wzbić się do lotu, chociaż na skrzydełkach od dawna brak upierzenia.
I jeszcze ta „narracja” którą można streścić w haśle:
„pazerni głupole wszystkich stanów, łączcie się!”
Jeszcze nie znacie PO?
Naprawdę jesteście ciekawi co będzie dalej, jeśli będą się tutaj panoszyć rządzące nami "leberały" jeszcze cztery lata, bo ja nie!
Ich balon, balon, który wczoraj tak pracowicie dmuchali, ma tyle miejsc, w których za chwilę pęknie, że radzę się odsunąć na bezpieczną odległość. Tak wielki balon, gdy pęknie, nie tylko pokryje nieuważnych kawałkami baaardzo rozciągniętej gumy, to jeszcze spadnie na ciekawskich deszcz śliny a zmieszane oddechy dusz nigdy niemytych wielu powalą swym ohydnym smrodem.
Przed tym już nie uda nam się uciec, ale po co pchać się z własnej woli, w pobliże epicentrum eksplozji?
Panie Premierze, proszę dobrze nabrać w swe opiłkarzone płuca troszkę powietrza i porządnie dmuchnąć!
I tak wyjdziemy na tym lepiej, niż gdybyśmy obudzili się kiedyś w ruinach mapy, gdzie szakale, zdziczałe psy i wiatry dujące w ostateczne trąby.
- Nie można jaśniej?
Można, ale po co? I tak masz szczęście, duchu, bo planowałem zacząć od cytatu z przeklętego Davida Irvinga, z jego „Wojny Hitlera” o budowaniu autostrad. Jak to Adolf "zacynił" robotę kopiąc szpadlem, a miłośnicy jego talentu rzucili się po przekopaną osobiście przez wodza ziemię, biorąc ją garściami jako talizmany czy inne tam trofea.
Tego nie zrobiłem.
Wszystkiego dobrego i miłych snów życzę!
Borges w ogóle miewał takie niezdrowe pomysły. A to nieskończona biblioteka, która jest uniwersum, a to znowu szczegóły dotyczące technik walki na noże.
Inną znowu kwestią jest dmuchanie balonu. Nie ma tak rozciągliwego materiału, tak cudownej gumy, by można było nadmuchać wykonany z niej, nieskończenie wielki balon. Proszę się nie pchać ze szpilką, bo od razu widać, że balon zaraz pęknie!
- Mapa, balon? Czy wy nie możecie Jarecczak, po prostu wyśmiać naszych polityków po nazwisku?
Zobaczcie czytelnicy, jak to się duch blogosfery odzywa. Lepiej by siedział cicho!
Oglądałem te polityczne przedstawienia. Wydały mi się śmieszne. Oczywiście zabawny jest Jarosław Kaczyński gdy deklamuje słaby tekst, niczym na szkolnej akademii, ale nadęciaki ( wzdęciaki ) z PO są stokroć śmieszniejsi. Oto typki, które rządza nami od 4 lat, ni z tego ni z owego nagle próbują wzbić się do lotu, chociaż na skrzydełkach od dawna brak upierzenia.
I jeszcze ta „narracja” którą można streścić w haśle:
„pazerni głupole wszystkich stanów, łączcie się!”
Jeszcze nie znacie PO?
Naprawdę jesteście ciekawi co będzie dalej, jeśli będą się tutaj panoszyć rządzące nami "leberały" jeszcze cztery lata, bo ja nie!
Ich balon, balon, który wczoraj tak pracowicie dmuchali, ma tyle miejsc, w których za chwilę pęknie, że radzę się odsunąć na bezpieczną odległość. Tak wielki balon, gdy pęknie, nie tylko pokryje nieuważnych kawałkami baaardzo rozciągniętej gumy, to jeszcze spadnie na ciekawskich deszcz śliny a zmieszane oddechy dusz nigdy niemytych wielu powalą swym ohydnym smrodem.
Przed tym już nie uda nam się uciec, ale po co pchać się z własnej woli, w pobliże epicentrum eksplozji?
Panie Premierze, proszę dobrze nabrać w swe opiłkarzone płuca troszkę powietrza i porządnie dmuchnąć!
I tak wyjdziemy na tym lepiej, niż gdybyśmy obudzili się kiedyś w ruinach mapy, gdzie szakale, zdziczałe psy i wiatry dujące w ostateczne trąby.
- Nie można jaśniej?
Można, ale po co? I tak masz szczęście, duchu, bo planowałem zacząć od cytatu z przeklętego Davida Irvinga, z jego „Wojny Hitlera” o budowaniu autostrad. Jak to Adolf "zacynił" robotę kopiąc szpadlem, a miłośnicy jego talentu rzucili się po przekopaną osobiście przez wodza ziemię, biorąc ją garściami jako talizmany czy inne tam trofea.
Tego nie zrobiłem.
Wszystkiego dobrego i miłych snów życzę!
sobota, 11 czerwca 2011
Niektóre kobiety lubią być bite

Niektóre kobiety lubią być bite. Patrząc dziś na Joannę Kluzik – Rostkowską miałam takie wrażenie. Czemu?
To retrospekcja.
Pamiętam, że kiedyś moje koleżanki uganiały się za facetem mający opinię damskiego boksera. Mój mąż ślubny, który miał opinię, no może niezbyt świetlana, że przy nim dziewczyny wariują, miał koło siebie wianuszek panienek, nawet w momencie, gdy my już byliśmy po zapowiedziach.
Czyżby kobiety stawiały tylko na tzw. mocne wrażenia?
Czy feminizm, to tylko przykrywka?
Czy takie kobiety nie potrafią zawrzeć żadnego kompromisu? Potrafią mieć albo wszystko (nawet za cenę podbitego oka, czy złamanej ręki), albo nienawidzić całe męskie plemię.
Jasne, żartuję. Ale patrzyłam dziś na tą panią, miałam wrażenie, że w oczach można było odczytać pytanie. „co ja tu naprawdę robię”. Ale z obłędem potrafiła powtarzać jak mantrę, ze czuję się tam dobrze, że potrzebuję miłości….
Nie ma co drwić z takich kobiet. Mnie takich żal.
No cóż, podpierała się tak dziwnymi w moim odczuciu argumentami, że aż wstyd powtórzyć. Czy ktokolwiek neguje kobietom, by mogły się rozwijać? Robić karierę?
Niektóre kobiety po prostu lubią być poniewierane, by czuć się ważne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)