W internecie, wyobraźcie sobie, nie giną nawet moje
teksty. Na przykład: Sławę zdobył poseł Platformy Obywatelskiej, pan profesor
Nitras. Siedem lat temu napisałem o
pośle Nitrasie sześć tekstów. Na swoim macierzystym blogu znalazłem nawet specjalną
zakładkę „Archiwum o pośle Nitrasie”. No proszę!
Jeśli ktoś ma dobrą pamięć, łatwo zakuma konteksty.
Jeśli nie, wygugla. A ja z lenistwa, a może z wrodzonej złośliwości, przypomnę
je w oryginalnej postaci. Ha, w bardzo ciekawych rolach i konfiguracjach
występowali... Roku Pańskiego 2009 zdarzyło się bowiem:
Tekst 1. Chłopaki z SKL. Nitras pomawia, a
Rokita moralizuje – część pierwsza
Poseł Nitras dwa lata
temu, aby poprzeć swojego partyjnego kolegę, pana Piotra Krzystka pomówił
kandydatkę PiS, panią Teresę Lubińską o to, że jako minister finansów w rządzie
PiS umorzyła długi prominentnemu działaczowi Samoobrony. Wszystko zostało już w
sposób charakterystyczny dla naszych mediów i opinii publicznej zapomniane,
przykryte stertami innych spraw innych, równie ciekawych i bulwersujących i
byłaby jak to u nas mówią „z gęsi woda” gdyby nie sam Nitras, któremu zebrało
się nagle na ekshibicjonizm i w wywiadzie udzielonym w Rzepie, pani Lichockiej
powiedział tak:
„ gdy oskarżałem o to Lubińską, wiedziałem że to
nie ona podejmowała decyzje i że potem będę musiał przepraszać. Ale efekt
został osiągnięty – opowiada mi, a ja po raz pierwszy chyba słyszę tak szczere
i tak cyniczne wyznanie działacza Platformy”
Tutaj jest ten słynny wywiad:
http://www.rp.pl/artykul/61991,199887_Delfin__na_dworze__Platformy.html
Teraz niestety zjeżdżamy na pobocze:
W tym wywiadzie wspomniano mimochodem o tym, że
Nitras jako dwudziestokilkulatek został prezesem spółki „Kruszywa S.A.”
Czytamy:
„Zatem Nitras mówi mi otwarcie, że jego pierwsza
praca w biznesie była z czysto politycznego układu. Namówił go na nią Wiesław
Walendziak – Chodziło o stanowisko prezesa koszalińskiej kopalni „Kruszywa SA”
– opowiada Nitras. Był wtedy dyrektorem gabinetu wojewody koszalińskiego z AWS.
W kamieniołomie po raz pierwszy na taką skalę pokazał swoją energię. –
Wyprowadził ją na prostą i dobrze sprywatyzował – podkreśla Paweł Poncyljusz.
Nitras opowiada, że kopalnia była wówczas
państwową firmą przynosząca straty i zarządzaną przez ludzi głęboko wrośniętych
w PRL. Na kruszywie zarabiali pośrednicy, którzy kupowali po niskiej cenie
surowiec z kopalni, a sami po kilkakrotnie wyższej sprzedawali na rynku. Do
tego tajemnicą poliszynela było, że dosyć powszechnie kopalnię zwyczajnie
okradano. Nitras w pierwszym tygodniu urzędowania wynajął firmę ochroniarską do
pilnowania kopalni. Po tym pierwszym tygodniu zebrała się rada nadzorcza i go…
odwołała. Wtedy jednak do ostatecznej dymisji potrzebna była decyzja ministra
skarbu, a ten Nitrasa nie pozwolił usunąć. W ciągu roku wyciągnął
przedsiębiorstwo na duży plus.
Po prywatyzacji kopalni Nitras jednak z firmy
odszedł. Nowy inwestor, francuski koncern Lafarge, jak opowiada Nitras, nie
dotrzymał dżentelmeńskiej umowy, jaką zawarł z młodym prezesem. Umowa
przewidywała, że gdy urodzi się dziecko, którego spodziewała się jego żona,
firma otworzy biuro w Szczecinie, żeby nie musiał pięciu dni w tygodniu spędzać
poza domem. Kiedy jednak przyszło do spełnienia zobowiązania, Nitras usłyszał,
że nie teraz, może za rok, bo w budżecie nie ma pieniędzy na otwarcie nowego
biura. – Zirytowałem się – opowiada. – Umowa była ustna, ale takich umów też
trzeba dotrzymywać! Uniosłem się honorem i zwolniłem z dnia na dzień ku
rozpaczy żony”
Przepraszam, ale czy ktoś z PT czytelników
zachował zdolność czytania ze zrozumieniem? Na wszelki wypadek przetłumaczę z
polskiego na nasze!
Facet z politycznego nadania zostaje szefem
państwowej spółki. Robi w niej porządek ( przynajmniej wedle jego słów ) –
firma zaczyna zarabiać a wtedy pomaga opylić ją, czyli sprywatyzować. Opyla ją
wraz z sobą jako Prezesem, a gdy nowy pracodawca nie chce spełnić jego
specjalnych żądań – odchodzi.
Akurat tak się składa, że „Lafarge`a” znam z
widzenia. Przy drodze do mojej firmy była przesypownia cementu „Kruszywa S.A.”.
Gdy obok niej otworzyliśmy swój oddział,
kupowaliśmy tam cement, bo wiadomo - wielkie remonty. I nie było „zmiłuj” Trzeba było wystawać w kolejkach.
W 21 wieku – drodzy Państwo! Nastał
„Lafarge” Najpierw zlikwidował sprzedaż detaliczną, potem hurtową. Przesypownia
poszła na złom. Urządzenia pocięto i w firmie została waga samochodowa, stróże
i dorodny wilczur biegający wzdłuż płotu.
Teraz, „nomen – omen” mieści się tam filia
„Centrozłomu – któremu daj Boże zdrowie, bo dorodny wilczur jak biegał tak
biega wzdłuż płotu i może nawet jest jeszcze bardziej dorodny niż kiedyś.
Tyle o „Lafarge” O losach kopalni kruszywa
udanie sprywatyzowanej przez pana Nitrasa, też pewnie ktoś coś wie. Przezabawny jest na stronie PO, opis kariery posła
Nitrasa:
http://www.nitras.pl/kariera-zawodowa.html
Dla kogoś kto ma firmę, albo tak jak ja pracuje
dla firmy na ostrym – konkurencyjnym rynku jest to tekst… no – napiszę, że od
dzisiaj będzie to dla mnie tekst „kultowy”. Szczególnie polecam fragment:
Po odejściu z Lafarge`a pan poseł próbuje
działalności biznesowej wykorzystując kontakty i wiedze nabytą u
dotychczasowego, niewdzięcznego pracodawcy. No, ale właściciel czy tzw większy
wspólnik nie daje rady - czytamy:
„ W pierwszej chwili myślałem, że wszystko
skończone. Byłem przekonany, że nikt mi nie zaufa. Poczucie, że w branży ma się
złą opinię to rzecz najgorsza jaka może przytrafić się w życiu zawodowym.
Trzeba jednak wierzyć w ludzi. Pomógł mi jeden z
moich klientów – człowiek, od którego kupowałem kruszywa i który został
oszukany na znaczną kwotę przez mojego szefa. Uznał jednak, że to nie moja
wina. Zgodził się sprzedawać mi dalej, zabezpieczając się wekslem na moje
mieszkanie i drastycznie skracając mi terminy płatności. Dzięki pożyczce mojego
Taty i szwagra pojawiła się nadzieja. Nadzieja nie tylko na pracę, ale i na
samodzielność. Udało się ją wykorzystać”
Niestety, ale muszę podzielić tekst. Jak na
zwykły blog - tak czy tak nadużyłem Państwa cierpliwości. Wieczorem postaram
się napisać i wkleić drugą część.
Zadam przy okazji kilka pytań i w zgodzie z
tytułem będzie tam o Panu Rokicie – naszym czołowym moraliście. Szczerze
przyznam, że chociaż wywiad z posłem Nitrasem czytałem w „Rzeczpospolitej” w
oryginale ( ukłony dla Igora Janke ) to dopiero dzisiaj zauważyłem wątek
związany z firmą „Lafarge” i nieco zboczyłem z głównego nurtu wywodu.
Wrócimy, wrócimy – panowie politycy!
Tekst 2. Chłopaki z SKL. Nitras pomawia, a
Rokita moralizuje – część druga
Pan Jan Maria Rokita
jest niewątpliwie politykiem z tak zwanej „górnej półki”
Zarzucają mu niektórzy, że zmienia partie jak
kapelusze, ale ogólne wrażenie jest takie, że to partie nie spełniają wyśrubowanych
przez pana Rokitę standardów.
Także teraz gdy chwilowo przebywa na
politycznych wakacjach, pisząc w Dzienniku – przecież nadal prowadzi kampanię
mającą na celu tychże standardów podniesienie. Słusznie wytyka czynnym kolegom
brak powagi, której on sam ma w nadmiarze. Męczy i smuci Pana Rokitę nędza
postpolityki.
Oczywiście, gdy działał w PO - gdy w PO był
jedną z najważniejszych twarzy – wokół jego osoby gromadzili się inni, mniej
rozpoznawalni publicznie politycy. Nic w tym złego – to naturalne.
Naturalne jest też to, że gdy odchodził, część z
nich by utrzymać swoją pozycję w partii musiała „na gwałt” znaleźć nowego
mentora.
Nikogo a już najmniej mnie – nie dziwi, że tym
mentorem stał się dla większości z nich - Pan Schetyna – lider Platformy Obywatelskiej.
Niektórzy musieli dla zaakcentowania swej decyzji nawet lekko szturchnąć pana
Jana.
Podobno Nitras do nich nie należał, ale to
dzięki posłowi ze Szczecina, pan Rokita znalazł się w tym tekście - w
arcyniewygodnej roli moralisty oraz autorytetu w sprawach podwyższania
standardów.
Przypomnijmy sekwencję wydarzeń:
- W 2006 Pan Nitras pomawia panią Teresę
Lubińską, by pomóc w kampanii samorządowej Panu Krzystkowi, który wybory
wygrywa – sam Nitras za to przegrywa w trybie wyborczym proces o pomówienie.
Odwołuje się i znowu przegrywa. Sprawa usycha medialnie i powraca dopiero
teraz, po tym jak poseł PO, sam z siebie – wcale nie torturowany przecież przez
Panią Lichocką przyznaje, że pomawiając konkurentkę Pana Krzystka, miał
świadomość jej niewinności.
Wyniki samorządówki tutaj:
http://wybory2006.pkw.gov.pl/kbw/geoPowiat.html?id=326201&type=0#wbp
( z wyników wynika jednoznacznie, że pan
Krzystek tak czy tak by wygrał, tyle tylko, ze w drugiej turze byc może nie
zobaczylibysmy Piechoty z SLD )
- W 2007 Podczas kampanii wyborczej tym razem
sam Nitras staje w szranki wyborcze. Wygrywa a do Szczecina spieszy mu na pomoc
– nie, wcale nie „tajemniczy Don Pedro” – tylko Pan Jan Rokita, obsadzony
tutaj, znowu to zlośliwie przypominam - w niewygodnej roli moralizatora i
moralnego autorytetu.
http://www.wiadomosci24.pl/tag/Nitras
Ja rozumiem, że człowiek karmiony medialną papkę
mógł zapomnieć, nie skojarzyć faktów – ale chyba nie taki polityk jak Pan
Rokita?
Byłyby powiązania koleżeńskie, wspólna przeszłość
w SKL ważniejsze niż deklarowane wielokrotnie przywiązanie do wysokich
standardów uprawiania polityki?
Mniejsza nawet z tym. Wbrew pozorom nie jest
moim zamiarem robienie z Pana Rokity jakiegoś politycznego diabła. Wręcz
przeciwnie!
Tekst napisałem po to by zadać jedno pytanie.
Skoro ktoś taki jak Pan Rokita nie widział
niczego zdrożnego w udzieleniu poparcia koledze, który dwukrotnie dostał przed
sądem w tyłek jako oszczerca, co musi się dziać między politykami, którzy nie
podnoszą sobie tak wysoko poprzeczki moralnej jak JMR? Jak to wygląda wśród
tych, którzy nie wymawiają słowa „Ojczyzna” z tak dużej litery, jak Pan Jan?
Chciałbym się dowiedzieć jak to wygląda wśród
tych, którzy nie muszą zgrywać konserwatystów? ( wiem, wiem - to jest pytanie retoryczne )
Na koniec strzelę sobie z biodra prognozą:
Już po Nitrasie i jego karierze!
Nie naciągnie minister Schetyna kołderki
zapomnienia i wybaczenia na posła Nitrasa. Na Drzewieckiego tak – już się to
zresztą dzieje – ale kołderka jest za krótka dla całego dworu Schetyny. Poseł
Nitras jako pozostałość po „dworze Rokity” nie jest specjalnie cennym
sojusznikiem w walce o władzę w partii.
Jak to mówią „ wojna trwa – straty muszą być”
Niemniej poseł Nitras jako były konserwatywny
liberał może przecież znaleźć miejsce w nowotworzonej partii, zwanej przez
złośliwców „Polskie oczko” – tyle tylko, że musi najpierw podwyższyć sobie
standardy.
Bez tego nic, bo poprzeczkę zawiesza tam pewnie,
gromiący bezlitośnie naszą klasę polityczną – Pan Jan Maria Rokita.
Tekst 3. Dialog uzupełniający
- Jak się o tym dożynaniu watach słyszało, to
aż serce w człowieku rosło, że będziemy – wiem, że to tylko taka przenośnia –
no, że będziemy tych pisowców wrednych ganiać do skutku. Fakt, że gdzie się
dało to daliśmy im popróbować bobu! Nalazło się tego wszędzie, ale nie
ustawaliśmy w swej pracy i niektórzy z braku pisowców, zaczęli naszych ludzi
dożynać, jeden drugiego - drogi panie!
- ?
- Co się pan tak dziwi? Trzeba walczyć, bo
inaczej nim się człowiek obejrzy już siedzi w dziesiątym rzędzie a zamiast
słodkich owoców władzy tylko gorycz i na komendę rąk podnoszenie. Zna pan
Gawłoskasa – szefa zachodniopomorskiej PO? Nie – mniejsza z tym. Nie dość, że szef
Regionu to jeszcze wiceminister ochrony środowiska. Taki działacz! Wydawał się,
że nie do ruszenia, przynajmniej w Regionie, bo w rządzie to wiadomo, że czasem
trzeba robić za kozła – znaczy się kozła ofiarnego. Zobacz pan, że nagle
Nitrotas - zna pan Nitrotasa? – No właśnie ten sam – wymyślił taki haczyk, że -
bo w statucie partii napisano, że nie można łączyć kierowania Regionem i
takiego stanowiska w rządzie, jak na przykład minister albo nawet wice.
Wymyślił to bardzo sprytnie bo wakujące stanowisko jakby na jego miarę
skrojone, a poza tym po całości uderza akurat w ludzi Tuskoidesa, bo tu nie
tylko o ten Region chodzi. Chociaż zrobiło mu się teraz gorąco, to przecież
prze do przodu, bo każdy wie, że najlepszą obroną jest parcie!
- Najlepszą obroną jest atak. Tak słyszałem.
- Właśnie! No to się zabrał za Gawłoskasa - a
zabrał się za Gawłoskasa wierząc w poparcie Schetynokratesa. Zna pan
Schetynokratesa? – Przepraszam, wiem, że to oczywiste. Ja tak z przyzwyczajenia
się pytam, bo pan widzę w polityce głęboko nie siedzi. Mniejsza z tym. Wierzy w
poparcie Schetynokratesa, bo wie, że Premier w życiu, ale to w życiu się na
jego kandydaturę nie zgodzi! No ale skoro sam Schetynokrates będzie za – pan
rozumie? Remis ze wskazaniem.
- Jak w boksie?
- Dokładnie! Tyle tylko, że wczoraj
Schetynoktates odwołał jakąś tam Konwencję Samorządową w Szczecinie a co gorsza
wyraził się prawie, że publicznie:
- Nie będziecie mnie na minę wsadzać! – Tak
powiedział a pił wiesz pan do czego? – Do sprawy Nitrotasa i innych tamtejszych
wydarzeń, o czym Grubon informuje Tuskoidesa, a Schetynokrates o tym wie, bo
niby czemu miałby nie wiedzieć? No to i powstała niepewność oraz stan
rozgoryczenia u Nitrotasa co do własnych swoich dalszych losów. Trochę to
pogmatwane, ale to jest właśnie polityka. Trzeba mieć głowę na karku.
- W pewnym sensie chyba nie bez powodu się
niepokoi?
- Jasne, że nie bez powodu! W sejmie szum się
zrobił. Pisowczyki się cieszą i biegają jak poparzeni, plotki roznoszą, wydruki
z jakichś blogów - i w ogóle kryzys, że tak powiem. Lokalny, więc może lepiej
kryzysik, ale jest i nas od wewnątrz kąsa.
- Rozumiem, ale…
- Czekaj Pan – teraz będzie najlepsze! Lubi pan
westerny? – zresztą nieważne. Na ukojenie nerwów poszedłem sobie posiedzieć
przy kawce w tej naszej Hawełce. Tak – tam gdzie ten wasz Osieckopulos
wysiaduje całymi dniami! Poszedłem, siedzę i kawkę popijam, ploteczek słucham –
Dziennik sobie niby to czytam, ale widzę, że wchodzi Nitrotas – cały w dąsach.
A tak się złożyło, że akurat pierwszy żołnierz Tuskoidesa sam Grupon wychodził.
Znasz Pan posła Grupona? – Tak – ten sam, co jest ministrem w KPRM. To zaufany
człowiek Premiera. Ale zaufany tak naprawdę i w całości A pamięta pan co panu
mówiłem przedtem, że Nitrotas, kogo teraz obstawia…?
- Schetynokratesa
- No właśnie!
- Niech pan teraz uważa, bo to jest scena wręcz
powieściowa! Do tej swojej opowieści, do tego „Golema” w sam raz – i nie musi
pan nic wymyślać. Znają się od lat, są po imieniu i w ogóle – pan rozumie?
- Nitrotas i Grupon?
- Tak - I nagle, dzisiaj - Nitrotas zwraca się
do Grupona tak: Nieładnie się pan bawi, panie Grupon!
Ten nic. Płaci za kawę i milczy a Nitrotas, już
wyraźnie wkurzony powtarza: Nieładnie się pan bawi panie Grupon!
- Ale w co się bawi?
- W to co się w Szczecinie dzieje – Że Tuskoides
o ich lokalnych ekscesach dowiaduje się ze szczegółami - włos mu się jeży i
takie tam. W tym rzecz, że Grupon nie reaguje na zaczepkę, mija go i wychodzi
jak gdyby nigdy nic.
A dodam w tym miejscu, że od chwili na Sali,
cisza jak makiem zasiał. Tylko słychać jak posłowie z PSL mieszają herbatę. I w
tej ciszy Nitrotas krzyczy za odchodzącym Gruponem:
- Zajmując się mną może pan zachorować! – tak
sobie do ministra w kancelarii Premiera krzyknął w tym wkurzeniu. Zupełnie jak
w filmie jakimś. Grupon powoli wraca. Wszyscy zdębieli do reszty, bo sytuacja
zapachniała mordobiciem. Zupełnie jak w filmie!
- Czy - to - jest - groźba - karalna? – Grupon
mówi powoli, akcentując każde słowo. Ani odrobiny emocji! Western, poker i w
ogóle zapachniało sprawą sądową.
- Nie, gdzieżby znowu! – odpowiada pospiesznie
Nitrotas, a Grupon odwraca się i wychodzi.
- Czyli do niczego nie doszło?
- Tym razem na szczęście nie, ale niech pan
zobaczy do czego my doszliśmy!
- Może kawy, panie pośle?
- Nie dziękuję. Opiłem się w Hawełce i teraz
mnie mdli.
Tekst 4. Miller i Nitras stracili okazję, by
siedzieć cicho
Jeszcze tylko
brakowało wypowiedzi Leszka Millera na temat sporu kompetencyjnego między
Prezydentem a Premierem! Brakowało ale już nie brakuje, bo oto człowiek lewicy,
były premier, facet który aby zdobyć jakieś fanty wysiadywał jajko w programie
„Wysiadujemy jajko z gwiazdami” uznał za stosowne wypowiedzieć się o
Prezydencie Kaczyńskim tak:
"On tam jest pośmiewiskiem. Wielu moich
znajomych mówi mi to wprost"
I powiedział tak w wywiadzie dla gazety.pl –
tyle, że ja mam linka do Dziennika, bo w na stronie Gazety, zaciekawiło mnie co
innego, a sprawiedliwość musi być. Ale najpierw skończmy z żyrardowskim królem
politycznego obciachu.
Miller dodaje: „Lech Kaczyński nie potrafił
wtedy podjąć decyzji w sprawie systemu pierwiastkowego” Znalazł się
„pierwiastek” naszej polityki. Dziewica w czerwonym fartuszku z gwiazdką –
Pożal się Boże!
"Według Leszka Millera nasz prezydent od
tego czasu uważany jest w Brukseli za osobę niepoważną. Lepiej, by trzymał się
z daleka. Nie odegra tam żadnej roli. Tylko co najwyżej zaszkodzi swoją
niekompetencją" - nie ma wątpliwości polityk lewicy”
Ludzie! I to mówi polityk, którego wstydzi się
piecioprocentowy SLD, mające za przywódcę typka w rodzaju Napieralskiego! Czy
ktoś pojmuje skale obciachu?
Dziwię się, że jeszcze nikt w mediach nie wpadł
na pomysł by o niekompetencji Prezydenta wypowiedział się pan Lepper. To znaczy
nie wiem, czy nie wpadł. Ja nie zauważyłem.
http://www.dziennik.pl/polityka/article250750/Miller_Kaczynski_to_posmiewisko.html
Ale co tam Lepper – szukając oryginalnego
wywiadu na stronie Gazety, znalazłem wypowiedź mojego ulubionego posła Nitrasa,
który nagle się wykaraskał z opresji i zgromił z tej radości nie tylko Lecha
Kaczyńskiego ale, uwaga:
„Poseł Sławomir Nitras nie kryje zaskoczenia
tym, że prezydent Sarkozy przesłał zaproszenie dla Lecha Kaczyńskiego”
Nie kryje zaskoczenia i „ma nadzieje, że nie
będzie śmiesznie”
Informuję Pana, panie pośle, że już jest
śmiesznie. Zamiast po nieudanej próbie przejęcia władzy w zachodniopomorskim
regionie PO siedzieć cicho, zaraz się pan bierze za prezydenta Francji. Ma pan
szczęście, że były Chirac nie wczytuje się w portal wyborczej.
Już on by Panu powiedział do słuchu – niech pan
spyta Leszka.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5808838,Nitras__Mam_nadzieje__ze_nie_bedzie_smiesznie.htm
Tekst 5. Posiadacze zatrzymani
Najpierw nabrałem
przekonania, że skoro wraca socjalizm, gdyż coraz głośniej o tym, by rynkiem
oraz gospodarką rządziło państwo, ktoś pochopnie zaczął zatrzymywać posiadaczy
ziemskich i nowa arystokracja z PSL czy Samoobrony trafiła w dyby, ale okazało
się, że chodzi tylko o głupie posiadanie narkotyków.
Radio Zet doniosło:
„Przewodniczący Sejmiku Zachodniopomorskiego
Michał Łuczak oraz szef powiatowej Platformy Obywatelskiej i starosta Polic
Cezary Atamańczuk zostali zatrzymani przez zachodniopomorską policję. Obaj
samorządowcy mieli przy sobie narkotyki. Znaleziono przy nich amfetaminę,
tabletki i susz roślinny”
Samorządowcy zatrzymani zostali w piątek
wieczorem w czasie rutynowej kontroli na drodze - mówi Maciej Karzczyński z
zachodniopomorskiej policji. Jeszcze dzisiaj usłyszą zarzuty. Za posiadanie
narkotyków grozi im do trzech lat więzienia. Na razie nie wiadomo, czy
zatrzymani samorządowcy byli pod wpływem narkotyków. Przesłuchania trwają”
Niby nic wielkiego, ale dla mnie – skromnego
blogera – patrz poprzedni post – jednak wyraj i uciecha, bo to mianowańcy,
współpracownicy oraz kumple mojego ulubionego posła Nitrasa, o którym tak mi
się dobrze pisało całkiem niedawno:
http://jacek.jarecki.salon24.pl/7520,Nitras,tag.html
I żeby nie było, że jako prowincjonalny bloger
powielam ogólnie znane informacje, przeniosę moich czytelników na chwilę na
obrady Rady Krajowej PO w myśl zasady, że blogerzy są wszędzie!
Oto przemawia akurat Marszałek Komorowski, a
wiadomo każdemu przytomnemu, z czym poza Bobem Marleyem i rumem się kojarzy ta
cała Jamajka, gdy jednocześnie na komórki zebranych nadchodzi ta przykra
wiadomość, wieść o zatrzymaniu posiadaczy.
No to zaraz szeptu … szeptu … a po trzech
minutach na wyświetlaczach komórek należących do szczecińskich posłów PO
pojawia się SMS z innego niż oficjalne źródła o żartobliwej treści.
„Trzech szczecińskich liderów PO zatrzymanych za
posiadanie narkotyków!
Przepraszamy, dwóch. Trzeci nie został zatrzymany bo spieszył się do studia
TVN24”
A nie pisałem, że blogerzy są wszędzie? Głowa do góry – piękne Panie i mężni Panowie!
Tekst 6. Bystrzy i dowcipni politycy
Dopiero premier załagodził
sytuację na wesoło, że bystry ten Atamańczuk i dowcipny. A jak ma nie być
bystry skoro to były działacz PO i samorządowiec z Polic, przecież nie z
nadania PiS? To jak ma być ciemny?
Nawet przez chwilę nie wątpiłem, że to bystrzak.
Czy w takiej partii jak PO mógł się jakiś ciemniak ukryć? No, tyle, że dał się
złapać, ale potem pełna klasa i żadnych zastrzeżeń.
Chciał Nitras do Europy to Atamańczuk pokazał
papierek. Pokiwali wszyscy głowami nad papierkiem i „poszły konie po betonie” -
jak to u mnie na wsi mówią.
Niektórzy to ponoć uwierzyli nawet, że naprawdę
się tym papierkiem zrzekł, a jeszcze inni z tego przejęcia teraz udają, że
pierwsze słyszą o jakimś tam Atamańczuku, a jak słyszeli to są wielce
zawstydzeni jego postawą i o honorze zaczynają opowiadać.
Już oczywiście zapomnieli, jakie wojny odstawiał
Nitras na Pomorzu chcąc zostać szefem regionu PO kosztem Gawłowskiego, na
zasadzie zakazu łączenia stanowiska ministerialnego z partyjnym szefowaniem?
Wy też pewnie nie pamiętacie, co? Czyli słusznie
zaprzestałem pisać tego całego „Golema” bo wszyscy brali to za żarty jakieś.
http://amazoniawweekend.blogspot.com/2009/05/archiwum-o-posle-nitrasie-3-golem.html
Dla leniwych wkleję fragment. Nitras z
Grupińskim w sejmowej Hawełce:
„- Niech pan teraz uważa, bo to jest scena
wręcz powieściowa! Do tej swojej opowieści, do tego „Golema” w sam raz – i nie
musi pan nic wymyślać. Znają się od lat, są po imieniu i w ogóle – pan rozumie?
- Nitrotas i Grupon?
- Tak - I nagle, dzisiaj - Nitrotas zwraca się do Grupona tak: Nieładnie się
pan bawi, panie Grupon!
Ten nic. Płaci za kawę i milczy a Nitrotas, już wyraźnie wkurzony powtarza:
Nieładnie się pan bawi panie Grupon!
- Ale, w co się bawi?
- W to, co się w Szczecinie dzieje – Że Tuskoides o ich lokalnych ekscesach
dowiaduje się ze szczegółami - włos mu się jeży i takie tam. W tym rzecz, że
Grupon nie reaguje na zaczepkę, mija go i wychodzi jak gdyby nigdy nic.
A dodam w tym miejscu, że od chwili na Sali, cisza jak makiem zasiał. Tylko
słychać jak posłowie z PSL mieszają herbatę. I w tej ciszy Nitrotas krzyczy za
odchodzącym Gruponem:
- Zajmując się mną może pan zachorować! – Tak sobie do ministra w kancelarii
Premiera krzyknął w tym wkurzeniu. Zupełnie jak w filmie jakimś. Grupon powoli
wraca. Wszyscy zdębieli do reszty, bo sytuacja zapachniała mordobiciem.
Zupełnie jak w filmie!
- Czy - to - jest - groźba - karalna? – Grupon mówi powoli, akcentując każde
słowo. Ani odrobiny emocji! Western, poker i w ogóle zapachniało sprawą sądową.
- Nie, gdzieżby znowu! – Odpowiada pospiesznie Nitrotas, a Grupon odwraca się i
wychodzi.”
Było, minęło. Nitras będzie nas reprezentował w
Parlamencie Europejskim, a jego koleżka, współpracownik i mianowaniec w Sejmie.
Akurat za żadnego z nich osobiście nie muszę się wstydzić, bo nawet końmi nikt
by mnie nie zaciągnął, bym głosował na takich typków.
Fajnie też było jak policja zatrzymała
Atamańczuka z Łuczakiem. Informacja o tym przykrym wydarzeniu dotarła akurat
podczas Rady Krajowej PO i ….
„Oto przemawia akurat Marszałek Komorowski, a
wiadomo każdemu przytomnemu, z czym poza Bobem Marleyem i rumem się kojarzy ta
cała Jamajka, gdy jednocześnie na komórki zebranych nadchodzi ta przykra
wiadomość, wieść o zatrzymaniu posiadaczy.
No to zaraz szeptu … szeptu … a po trzech minutach na wyświetlaczach komórek
należących do szczecińskich posłów PO pojawia się SMS z „innego niż oficjalne”
źródła o żartobliwej treści.
„Trzech szczecińskich liderów PO zatrzymanych za posiadanie narkotyków!
Przepraszamy, dwóch.
Trzeci nie został zatrzymany, bo spieszył się do studia TVN24”
I teraz na koniec sobie
popatrzcie. Za pomocą kawałka papieru zrobiono samego Pana Premiera w balona.
Zaufał człowiek, wystawił do Europy, poklepał po plecach a teraz pasztet.
Dobrze, że potrafił załagodzić sytuację na
wesoło, że niby, jaki bystry ten Atamańczuk a nawet dowcipny!
No bystry, a jaki ma być?
*Komentarz z
końca 2016 jest taki:
Nic nowego pod słońcem!