poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Tęczowa zaraza i szczepionka, która już jest w drodze

Rzecz w tym, że nie tylko przyzwyczailiśmy się do kreowanych przez lewackie media lawin czystego małpiarstwa periodycznie spuszczanych na nasze głowy, a jakimś cudem zdołaliśmy wyznaczyć strefy bezpieczeństwa, z których spoglądamy na te niezbyt urocze w swej istocie widowiska. Oglądane z boku czy z góry, przestają robić wrażenie wszechogarniającego kataklizmu. Widać za to doskonale mechanizmy każdej kolejnej hucpy. Po prostu brak sukinsynom środków, aby jednocześnie sprowadzić kilka takich lawin, a nie mam tu na myśli pieniędzy, bo promotorzy zła mają ich w nadmiarze.
Fakt, że w większości europejskich państw zatryumfowali zamydla im ślepia. Próba odwracania znaczeń, manipulacje językiem i stygmatyzacja przeciwników… Wszystko niby robią jak należy, ale na chybcika, nieporządnie, a w sferze politycznej bez przekonania. Stąd, gdy ktoś posłuży się prawdziwym słowem, nazywając rzecz po imieniu, albo zauważy i opisze łańcuchy przyczynowo-skutkowe podnosi się nieprawdopodobny jazgot, ale właśnie w tym rzecz, że cały ten zgiełk generowany przez jawnych medialnych łajdaków, nikogo nie przekonuje, a gdy nawet gdzieś przypadkiem dotrze, raczej złości i śmieszy.
Powiedział arcybiskup Jędraszewski o tęczowej zarazie, to zaraz medialne małpy obrażonymi katolikami, zaraz na sztandarach lewactwa Chrystus, ale ten Chrystus, wedle ich gustu uczyniony to tylko pierze z ich prywatnych rozprutych poduszek, nie żaden Bóg. Dziwni są także obrońcy biskupa, którzy podnoszą, że mówił o ideologii, nie o ludziach. Paradne! Znaczy się, że nie można atakować, na przykład, zdrajców, a jedynie pojęcie zdrady jako takiej. O, właśnie!
Przecież cała ta banda, która swą aktywnością próbuje nieudolnie zatruć nasze życie, to jawni zdrajcy, z tym tylko, że nie zdradzają państwa, ani narodu, a całą cywilizację i związaną z nią kulturę. Są jak ludzie, którzy depczą tarczę, która służy ich własnej obronie. Jak ludzie, którzy z wyżyn swej pokracznej ideologii chcą patrzeć na jej zagładę. Być może sądzą, że tryumf wyniesie ich tak wysoko, że sami będą nieosiągalni i bezpieczni w kokonach wypracowanego statusu, ale do tego jest potrzebny powrót do ustroju opartego na realnym niewolnictwie. Aby tego dokonać, aby ludzie zrzekli się swoich praw potrzebna jest wojna, związana z nią przemoc i ostateczne zerwanie wszelkich hamulców, a po niej już tylko światłość i światłość.
Tyle tylko, że żadnej takiej wojny nie będzie, a co najwyżej lewactwo dostanie po łbie, a do tego akurat tam, gdzie najmniej się dostania po łbie spodziewa. Szczepionka jest już w drodze.

wtorek, 30 lipca 2019

Polityka dewastacji emocji. List do wyborców PiS


Media i sprzęgnięta z nimi klasa polityczna codziennie używa narzędzi służących już nie polityce, zwycięstwu wyborczemu czy pozyskaniu sympatii, a służących wprost do dewastacji Waszych emocji. To jest bezczelność! To jest deptanie Waszych dusz i czynienie ich podległymi. Wystarczy przejrzeć medialny zapis ostatnich dni, by zauważyć, że nie ma tam ani jednego ściśle politycznego problemu, a przede wszystkim ani jednego odwołania się do Waszego rozumu. Macherzy najwyraźniej sądzą, że takowego nie posiadacie.

Odkąd polityczni troglodyci opozycji zrozumieli, że nie są w stanie przekonać Was do głosowania na siebie, rozpoczęli kampanię zniechęcającą Was do udziału w wyborach. To pokłosie nieoczekiwanej klęski w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przed ogłoszeniem wyników byli pewni, że zwiększenie frekwencji da im oczekiwany bonus, a rzeczywistość jak zwykle ich zaskoczyła. Przez chwilę zastanawiali się nawet, czy nie wrócić do normalnej polityki, ale jak tylko ochłonęli, dali się podpuścić na stworzenie trójgłowego politycznego smoka, licząc na to, że to co stracą na codziennym propagowaniu świństwa, odzyskają dzięki ukrytym, atakującym ich teraz sojusznikom. Taka taktyka zakłada, wbrew deklaracjom, ograniczenie chęci do głosowania mniej zaangażowanego politycznie elektoratu. Odkryto, że można osiągnąć cel działając na emocje tak długo, aż ludzie zmęczą się intensywnością serwowanej im ohydy.

Pozornie jest to działanie pozbawione sensu, ale jak się bliżej przyjrzeć jest to powielenie metody użytej na początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy udało się najpierw wmówić ludziom, że wszyscy politycy są w zasadzie tacy sami, że wszyscy są kłamcami, hipokrytami oraz łajdakami. Na takiej operacji, co zrozumiałe, lepiej wyszli politycy, którzy codziennie nie deklarowali przywiązania do triady: Bóg, Honor, Ojczyzna. Tyle tylko, że podglebiem operacji były nieudolnie przeprowadzone reformy gospodarcze, które poraniły rzesze ludzi i stosunkowo łatwo było odwołać się do słusznego resentymentu wobec polityków wyklutych z dawnej Solidarności. Ówczesne zwycięstwo komuchów osiągnięto właśnie dlatego przy zadziwiająco wysokiej frekwencji, która powtórzyła się dopiero w 2011 roku, gdy naród poparł PO blokując złowrogi PiS, o którym starannie wykreowany vox populi szeptał, że chce doprowadzić do wojny z Rosją. Teraz rzecz jest w zasadzie nie do powtórzenia, ze względu na szczupłość i ograniczony zasięg oddziaływania grup społecznych, które czują się poranione rządami Prawa i Sprawiedliwości, a Rosję zastąpiły przepychanki z unijnym lewactwem. Dlatego nie ma już miejsca, ani na wielkie lęki, ani na pragmatyczną, wynikającą z codziennego doświadczenia odmowę.

Czekają nas trzy miesiące nieustającego jazgotu na dosłownie każdy temat, a szczególnie na tematy, które obchodzą naprawdę niewielu. Ludzie dziwią się, że machina propagandowa opozycji skierowana jest jakby do wewnątrz i służy utwardzaniu już posiadanego elektoratu, który jest dalece niewystarczający, by przejąć władzę. Nie, moi mili, to nie jest brak konceptu, a koncept właśnie. Zatruć i udręczyć, nie rządzących, a Was, którzy będą mieli wpływ na kształt przyszłego sejmu. To działanie obarczone dużym ryzykiem, ale jedyne możliwe. Pomysły polityczne w rodzaju „sześciopaku Schetyny” pojawiają się tylko dlatego, że wypada coś pokazać, a publiczne rozebranie się lidera do naga, jeszcze nie wchodzi w grę. Starannie przygotowaną bronią opozycji jest bezczelność i niewiarygodna wprost nachalność w pokazywaniu siebie, czy środowisk, które wydają się jej pomocne, jako ofiar. To oczywiście liczenie na sentymentalizm i łatwowierność ludzi, ale przede wszystkim na zmęczenie ciągłym zastanawianiem się, kto ma rację. To próba sprzedaży pakietu o niejasnej zawartości, ale przede wszystkim chodzi o zniechęcenie do kupowania w ogóle, że posłużę się taką trochę nieudolną alegorią.

Osobiście mam koncepty opozycji za błędne, ponieważ wynikające z dziwacznego przeświadczenia, że poza polityką i mediami niczego nie ma, a na przykład trwa lato. O, właśnie lato. Nie wiem, czy politycy opozycji jeszcze jeżdżą oglądać zwykłych ludzi, czy już im się to sprzykrzyło. Wiem za to, że do dnia wyborów nie wrócą do polityki, ponieważ zajęci będą wrzaskami oraz codziennymi pokazami własnej głupoty. Pojutrze rocznica Powstania Warszawskiego, czyli okazja by jazgot wznieść na wyższy poziom. Już poseł Misiło spróbował, ale został zgaszony, bo nie z tej paszczy trójgłowego smoka wystaje jego łeb. Czeka nas właściwa powtórka tego samego wyczynu. Rada taka, nie dajcie się zadręczyć, a emocje trzymajcie w odwodzie na wypadek spraw poważnych, a jakie to sprawy zdecydujecie sami, nie zakłamane media.

środa, 17 lipca 2019

Nasi miażdżą redaktora Mazurka

Pan Mazurek zaatakował panią Holecką, ta odpowiedziała w stylu charakterystycznym dla programu, który prowadzi i dla mnie byłby to koniec komedii, ponieważ wojny dziennikarzy nic mnie nie obchodzą, a sami dziennikarze obchodzą mnie w stopniu możliwie najmniejszym, ale użyte przy okazji sporu argumenty już tak, ponieważ pokazują, jak znaczące spustoszenia dokonały się w umysłach ludzi, którzy na co dzień z prostego amatorstwa lubią komentować politykę. Pomijam inwektywy skierowane wobec wrażego redaktora, zarzuty zdrady, także z finansowej zawiści wobec sukcesu dziennikarzy patriotycznych w rodzaju pani Holeckiej właśnie. Linia obrony programów informacyjnych i publicystycznych produkowanych przez TVP wygląda mniej więcej tak:
Po pierwsze, TVP uprawia nachalną propagandę, ale jest to jedyna możliwa odpowiedź na nachalną propagandę uprawianą od lat przez zaprzyjaźnione z opozycją media w rodzaju TVN. To trochę na zasadzie, że skoro mój sąsiad lewak leje żonę, to i ja, choć jestem łagodnym, religijnym patriotą, też muszę swojej przyłożyć. Inaczej rzecz ujmując, łajdackie to wszystko bardzo, ale to nasi łajdacy. No dobrze, ale czy propaganda musi ociekać wazeliną, a mówiąc o politycznym przeciwniku należy utwardzać ton głosu, tak by całość przypominała parodię komuszej kroniki filmowej?
Po drugie, chodzi o złamanie monopolu informacyjnego. Szczególnie zabawny argument, bo współcześnie jest tak, że w mediach informacja bez interpretacji nie istnieje, zupełnie jakby ludzie nie potrafili samodzielnie wyciągać wniosków. Może i tak jest, nie wiem. Jeśli już, to chodzi o złamanie monopolu interpretacyjnego. W tym miejscu wracamy do punktu pierwszego, a problem tkwi w estetyce. Co ciekawe ludzie namiętnie wynoszący i wielbiący poetę Herberta wydają się nie rozumieć, że ta cała estetyka jest naprawdę pomocna w życiu. Można jej nauczać w dziurawych portkach i chodząc boso, ale nie da się mając dziurawą czy
niedomytą duszę.
Po trzecie, ta propaganda nie jest dla ciebie, ponieważ jest skierowana do prostych ludzi. To chyba najpaskudniejszy argument, bo akurat ja jestem człowiekiem najprostszym z możliwych, a zdzierżyć jej nie potrafię. Mówiąc wprost, tak musimy, bo nasi odbiorcy są głupi. No pięknie! – Jak mawia Powolniak w serialu „Co ludzie powiedzą”. Na boku zauważę, że trudno mi wyobrazić sobie człowieka, który odczuwa satysfakcję słysząc tysięczny raz, że totalna opozycja to czy tamto… Nie wiem, bo nie oglądam, ale czy ten cały TVN też każdą informacje o rządzie okrasza podobnym zwrotem?
Po czwarte, trwa wojna i to są nasi żołnierze na medialnym froncie. W tym miejscu pozostaje tylko poinformować zebranych, że na razie nie trwa żadna wojna. Przy okazji wojennej mogę tylko nieśmiało przypomnieć, jak żołnierze medialni II Rzeczpospolitej donosili we wrześniu 1939 dla podniesienia morale ludności o licznych sukcesach naszej armii, z bombardowaniem Berlina włącznie. Nie wiem, czy ktoś w to wierzył, ale ludzie lubią wierzyć w dobre informacje i nikt nie zapytał, co z tymi, którzy w związku z wiarą w prawdomówność mediów podjęli złe decyzje i na przykład zginęli. Ups i tyle.
Po piąte i najgłupsze, dzięki takiej propagandzie PiS wygrywa. To już przypomina żywcem obwieszczenia Tomasza Sakiewicza, że dzięki niemu i Gazecie Polskiej, PiS wygrało wybory w 2015. Nikt specjalnie nie podchwycił tego wątku i pan Tomasz szczęśliwie przycichł, ale widzę, że ten koncept odżywa i jesienią możemy mieć powtórkę z panią Holecką i towarzystwem na czele, no chyba, że złośliwy, pazerny i nad wyraz chamski redaktor Mazurek przeszkodzi w tryumfie dobra nad totalną ze wszech miar opozycją.

niedziela, 14 lipca 2019

Dylematy opozycji

Słuszny i pożyteczne dla opozycji zgromadzonej wokół Platformy Obywatelskiej był brak jakiegokolwiek programu. Wbrew pozorom ten stan służył im o tyle, że fani opozycji mogli sobie sami dopisywać, co tam im przyszło do głowy, a nawet tworzyć dowolne koalicje. W kupie chmurę tych rozmaitych wyobrażeń trzymała wspólna nienawiść do potwornego Prawa i Sprawiedliwości. Teraz mają swój program, który choć niejasny co do realizacji, infantylny do granic możliwości, jednak stanowi jakiś punkt odniesienia. Diabeł ich chyba podkusił. Tu wtrącę anegdotkę, o mojej świętej pamięci sąsiadce, która wybrała się na pielgrzymkę do Bieniszewa. W drodze powrotnej fatalnie zmokła i swoje rozczarowanie wyraziła słowami: - Diabeł mnie podkusił iść na pielgrzymkę! No właśnie.
Rzecz w tym, że porażkę opozycji w zbliżających się wyborach można było stosunkowo łatwo przewidzieć pół roku po przegranych kampaniach w 2015 roku. Wybór kursu na męczącą, nieustanną konfrontację z rządzącymi oraz zupełne niezrozumienie przyczyn porażki, to wy-starczające powody, a można jeszcze dodać tuzin drobniejszych. Pierwszy punkt jest chyba jasny, bo przecież z własnej woli opozycja dorobiła sobie gębę okropnie bezmyślnych, a namolnie wrzeszczących z sejmowej mównicy pań z Nowoczesnej i jeszcze gorszych chłoptasiów o twarzach, jak pisał poeta pszenno-buraczanych. Eksces, wrzask, podejrzane indywidua na „barykadach postępu” i ciągłe zapewnienia, że już teraz, że za chwilę… I te pogróżki, co niby zrobią z politycznym przeciwnikiem, jak dojdą do władzy. To jest właśnie starannie wypracowany wizerunek ludzi niepoważnych i kłótliwych, którego z dnia na dzień nie da się unieważnić.  
Żadnych sensownych wniosków nie wyciągnięto z wyborczych porażek. Od lat królują proste, prymitywne wyjaśnienia, że 500+, że sowie taśmy… Samo gadanie o tym jest już grubym błędem politycznym, ustawiających wyborców, których chce się odzyskać czy pozyskać, na pozycji pazernych sensacjonistów. Wszystkie, choć trochę poważniejsze analizy były i są natychmiast odrzucane, ponieważ przekonanie o własnej wyższości jest w opozycyjnej bańce polityczno-medialnej tak silne, że wymaga absolutnej akceptacji, podziwu i oklasków.
Opozycja miała cztery lata, by przemyśleć odpowiedzi na klasyczne pytania, skąd się wywodzą, kim są i dokąd zmierzają, a wymyśliła, że trzeba obalić rządy Prawa i Sprawiedliwości. Nic więcej. Reszta to kwestie techniczne w rodzaju: Z kim iść w koalicji, z kim nie iść, a kogo stanowczo wykluczyć. Bardzo zajmujące dla elektoratu, a nawet obarczone grubym błędem logicznym wynikającym z prostego do prymitywizmu sumowania elektoratów, o czym przekonaliśmy się podczas wyborów do PE.
Teraz wyskakują z programem w stylu „dla każdego coś miłego” i patrzą ciekawie, jak też naród zareaguje, o ile im wzrośnie poparcie. W tym miejscu powinienem wyrazić zdumienie pychą tych dziwnych ludzi w sposób adekwatny, czyli nieparlamentarny, ale tym razem się powstrzymam. Oni po prostu nie mogą pojąć, że same obietnice są niewiele warte dla ludzi, bo gdyby były, to wybory wygrywałyby partie skrajne, gotowe obiecać wszystko i wszystkim, a przecież tak się nie dzieje! Dla ludzi nieprzesadnie zainteresowanych bieżącą polityką, a takich jest znakomita większość, liczy się bowiem nabywane latami ogólne wyobrażenie o politykach i stanie państwa, a przede wszystkim stabilność. Przecież sami to widzą, a nawet wychwalają, gdy rzecz dotyczy wyborów samorządowych. Ba, na tej zasadzie rządzili osiem lat Polską i pewnie rządziliby nadal, gdyby PiS nie zmieniło strategii, odrzucając umoralniające gadki i wyrażanie świętego oburzenia na patriotyczno-moralną niedojrzałość ludu.
Do tego dochodzi, niestety dla PO i całej reszty, wiarygodność. To są progi, których opozycja nawet nie próbuje forsować, a jeśli nawet, to w sposób zmieniający te starania w istną parodię. Przejawem tego nieintencjonalnego komizmu jest obecna kampania wyborcza i całe to wychodzenie do ludzi. Raz, że wbrew oczekiwaniom pomysłodawców wygląda to na przejaw skrajnej pychy. Dwa, że jest prowadzona na poziomie iście gówniarskim, a trzy, że jak wszystkie kampanie opozycji jest skierowana do wewnątrz, czyli do fanów, ale nawet ci chyba zauważyli, że całość jest czymś w rodzaju wypracowywanego w mękach alibi.
Jakby tego było mało, ogłosili ten cały program, który oczywiście może ulec radykalnej zmianie, w zależności od tego, kto się w końcu skusi, by startować w koalicji z PO i co na niego powiedzą autorytety i media prowadzące ich wszystkich do boju.

sobota, 29 czerwca 2019

Tryumfy PiS oraz brudna szwedzka ABBA

Objaśnię w skrócie, dlaczego PiS wygrywa. Znacie powody cząstkowe, ponieważ fani opozycji mielą je w kółko, działając w ten sposób na swoją niekorzyść. Kwestią podstawową jest to, że PiS stworzyło przez cztery lata podwaliny pod normalne państwo, czyli takie, któremu daleko do ideału, ale można przyjąć, że z roku na rok jego struktura będzie krzepła i po kilku politycznych obrotach znaczenie faktu, kto akurat rządzi będzie mniejsze niż teraz.
Stan państwa i jego spraw bieżących bynajmniej nie jest przez ogół postrzegany, ani przez pryzmat propagandy, ani przez kwestie moralne czy światopoglądowe. Zwróćcie uwagę, że dopóki liderzy PiS tak sądzili, przegrywali kolejne wybory. Opinia o rzeczywistości zależy od setek czynników, a osobiste doświadczenie ma tu miejsce nadrzędne. 
Polacy są społeczeństwem konserwatywnym, ale nie w sensie jaki się powszechnie przypisuje konserwatyzmowi. Nie są bowiem ani przesadnie religijni, ani powszechnie nie kultywują jakichś tradycji historycznych, ani też nie są przesadnie moralni, a najważniejsze, że na co dzień nie pasjonują się polityką. Jeszcze tego brakowało! Najprościej rzecz ujmując: Polacy nie są łasi na radykalizm, bez względu na jego barwy. Tym mocniej dziwi, że opozycja od prawa do lewa, wciąż próbuje atakować elektorów właśnie od tej strony, by ich podniecić do czynu, oporu i właściwego dla siebie głosowania. 
Przecież na korzyść rządzących działa nawet ta ustawiczna, skierowana przeciwko nim nawała propagandowa. To tak spowszechniało, że stało się jednym z narzędzi władzy. Jarosław Kaczyński stał się dla opozycji kimś w rodzaju boga o wielu obliczach, a podważanie jego intencji, kompetencji oraz prawości rytuałem. Tak to spowszedniało, tak się wtopiło w pisowską narrację, że nabiera charakteru jakiejś podwójnej czy potrójnej gry. Ginie przy tym fakt, że jest to jak najbardziej polityk centrowy, w żaden sposób nie kierowany ideologicznie, no chyba, że ktoś za ideologię bierze normalność. 
Ta normalność to łasy kąsek dla opozycji, ale w byciu normalną przeszkadza jej konieczność odróżnienia się od złowrogiego PiS. Odróżnia się przeto, a im mocniej się odróżnia, tym bardziej jej szanse wyborcze maleją. Zresztą każda próba liderów politycznych opozycji powstrzymania radykalizmu i głupoty we własnych szeregach spotyka się z gniewem ich własnego elektoratu i tak sobie żeglują między Scyllą a Charybdą, ale należy zauważyć, że Schetyna w roli Odyseusza pozostawia wiele do życzenia, choć z drugiej strony jego potencjalni następcy dopieroż szczere budzą politowanie.
...
Ikea zwolniła gościa za cytowanie na wewnętrznym firmowym forum groźnych fragmentów Biblii dotyczących osób nieprzesadnie rozmiłowanych w kobiecych wdziękach. Człowiek ten został ewidentnie sprowokowany zamieszczonym przez korporację idiotycznym tekstem,
zalecającym w sposób arbitralny pracownikom włączenie (w sobie?) jakiegoś LGBT. Korporacyjny bełkot to ścierwo języka i przyjemne jest, że ktoś przeciwstawił się Molochowi. Mam szczęście, że nie pracuję w IKEA, bo gdybym ja odpisał, to by mnie chyba zamknęli na dziesięć lat w swojej szwedzkiej kanapie i karmili wegańskim hot dogami. Efekt tego zajścia jest zabawny w tym sensie, że oczywiście lewacy i liberałowie stanęli murem po stronie korporacji przeciwko zwolnionemu pracownikowi. Potem jak zwykle nie wiedzą, za co płacą wyborcze rachunki. Tęczowy obłęd jest narzucany polskim oddziałom korporacji przez ich zachodnie szefostwo, a pochodzący z polskiego ludu nadzorcy starają się jak najgorliwiej wykonywać i nawet po swojemu interpretować te durne ideologiczne nakazy. Już Mickiewicz zwrócił uwagę na fakt, że gorszy od Moskala jest Polak, który w carskiej służbie zmoskwicieje. Brakuje jeszcze wiecu/masówki pracowników IKEA potępiającej katolickiego wichrzyciela i broniącej dobrego imienia firmy. Na razie pyskuje tylko jakiś nieszczęsny korporacyjny rzecznik*.
* Rzeczniczka, prawdę pisząc, i wnusia zakłamanej komuszej francy Broniarka. Ich świat jest naprawdę bardzo malutki.

środa, 26 czerwca 2019

PO rusza w lud. Poradnik praktyczny

W Platformie Obywatelskiej trwają przygotowania do przebywania z ludem prostym i zdobywania tego ludu sympatii, której to sympatii owoce zostaną zebrane jesienią. Strach trochę jest, bo liderzy zapowiedzieli, że żartów nie ma i spotkania w terenie z partyjnym aktywem nie będą się liczyć. Trwają stosowne szkolenia. Co gorliwsi studiują opracowania socjologiczne, żeby dowiedzieć się, co się temu ludowi podoba, co martwi, a co cieszy wieśniaków i małomiasteczkowe pospólstwo. Nie od rzeczy będzie, jak dodam klika rad, jako potencjalny cel tych politycznych zalotów.
JĘZYK. Na darmo katujecie się serialem „Ranczo” i podobnymi wytworami polskiej myśli filmowej. I tak przecież nie potraficie się prawidłowo wysłowić, a jak zaczniecie dodatkowo zmieniać szyk słów w zdaniu i tak dziwacznie akcentować, to możecie osiągnąć tylko to, że na wsi ludzie waszą wizytę skwitują prostym:
- E, tam… Jakieś wieśniaki przyjechały się mądrować.
Pamiętajcie, że język współczesnej prowincji wymyślają scenarzyści dziwnie wam podobni. Z tego względu argument, że u was w domu tak mówiono możecie sobie w buty wsadzić, bo zawsze, nawet na prowincji, zdarzają się środowiska do których kultura języka dociera jedynie w ramach dziejowych porywów.
PRZYWITANIE. Wyjaśnię na przykładzie powitania. Choć pijarowcy mogą twierdzić co innego, nie zaczepiamy ludzi w stylu:
- Witojcie gospodarzu, latoś obrodziło?
Jak widzimy ludzi zgromadzonych pod sklepem nie witamy się też staropolskim „Szczęść Boże” bo raz, że możecie trafić na fanów byłego Palikota, albo zostać po prostu wzięci za księdza po cywilnemu, który zaraz zgani ich za picie piwa na świeżym powietrzu. W ogóle lepiej nie podchodzić do ludzi i raczej sprawić, żeby ludzie zechcieli podejść do was. Jak to sprawić, bo stanie na ulicy niczym słup soli może nie być skuteczne, tym bardziej, że wasza rozpoznawalność nie jest wcale taka pewna jak sądzicie.
ROZPOZNAWALNOŚĆ. Wiem oczywiście, że będziecie rozstawiać parasole ze stosownym logo i w ich lekkim cieniu czekać na chętnych do dyskusji o Polsce. Wtedy od razu ludzie się dowiedzą z kim mają do czynienia. I tak większość podejdzie z myślą, że jakiś handel, ale może i jakiś zwolennik się zleci, a nawet przeciwnik. Uważajcie też z rozdawaniem gadżetów, a szczególnie długopisów, bo znam przypadek, że człowiek obdarowany partyjnym długopisem zaraz kujnął nim darczyńcę w oko. Dla bezpieczeństwa można oczywiście prezentować się w ciemnych okularach, ale bez makijażu i tak trudno będzie was rozpoznać. Słyszałem, że Grzegorz Schetyna wysyła was też na plaże i do lasu. O agitacji w lesie nie mam nic do napisania, poza radą, żeby siadając w nasłonecznionym miejscu nie usiąść przypadkiem na żmii, ale plaża stwarza większe możliwości. Tu raczej nie warto rozstawiać parasola, bo lud będzie was zamęczał o lody, ale raczej iść w kierunku stosownej garderobę. Mężczyźni Platformy Obywatelskiej powinni prezentować się w niebieskich slipach z napisem PO PATROL, a panie z braku miejsca na bikini, z samym logo w wiadomym miejscu. Jeśli dołączą koalicjanci, to wiadomo, że SLD w slipach czerwonych, PSL w zielonych, a Nowoczesna oczywiście na golasa. Słowo PATROL jest bardzo ważne, bo nawiązuje kulturowo do starodawnego serialu i sugeruje, że w tych slipach gotowi jesteście ratować tonącą Ojczyznę.
OPRAWA DŹWIĘKOWA. Można oczywiście wynająć odpowiednie auta z zamontowanych sygnałem muzycznym i jeździć po małomiasteczkowych osiedlach. Gdzie się zatrzymacie zbiegnie się dzieciarnia i dorośli fundatorzy sądząc, że lody (Znowu lody! To chyba przez ten upał. Przepraszam) a tu niespodzianka, bo nie lody a Platforma Obywatelska trąbiła właśnie na alarm. Pomysł sam się narzuca, ale nie polecam, bo rozczarowanie może przewyższać radość z widoku żywego posła Kierwińskiego, na przykład. Można oczywiście faktycznie kręcić na miejscu i rozdawać te lody, ale tu znowuż pisowski sanepid i co gorsza dość oczywiste skojarzenia.
Osobiście polecałbym raczej stworzenie własnego śpiewnika, ale takiego, żeby było dziarsko i nienachlanie. To już zostawiam waszej inwencji, ale dam jeden przykład:
Polska wieś. Malwy, te inne kwiatki, zapach siana, słowik napiernicza. Na podwórku Burek znużony upałem szczeka powoli, jakby przemawiał. Poranek. Panna prawie goła myje się w staropolskiej miednicy, jak to na wsi. Myje się, ale myślami jest w wielkim świecie, który na nią czeka. Okna otwarte na oścież, w oknach siatka przeciw komarom. I nagle słyszy dziarski śpiew męski… Przybyli Peowcy pod okienko, stukają, pukają, wpuść panienko!
Zakrywa piersi ręcznikiem w różyczki, podbiega do okna… Są, wreszcie są chłopcy malowani! Dostrzega ją poseł Grabiec i macha do niej zerwanym gdzieś w pyle polskich dróg bukiecikiem chabrów i maków. Piękne przecież!

wtorek, 25 czerwca 2019

Sprawy bieżące i kanalizacyjne

To prawdziwa nowość, żeby uwłaszczać się na zdegenerowanym mordercy. Umyślnie użyłem słowa „uwłaszczać” ponieważ akcja oburzenia na działania policji wobec mordercy dziesięciolatki jak najbardziej prowadzona jest z chęci politycznego zysku. Sygnał dał oczywiście lewacki dureń Bodnar, a inni podążyli utartymi koleinami swego świętego oburzenia. Te koleiny są tak głębokie, że choćby chadzający nimi politycy i publicyści podskakiwali jak małpy i tak poza stwardniałym błotem niczego nie zobaczą, a już najmniej zobaczą Polskę. Okazało się nawet, że nieważne są procedury policyjne czy stosowne ustawy, ponieważ jak zwykle najważniejsze jest wyobrażenie o nich naszych zidiociałych lewaków. Jeden z nich opublikował na twittrze zdjęcie Breivika bez kajdanek i podpisał, że tak wygląda silne i odważne państwo. To wspaniale, że istnieją takie kraje jak Norwegia, w których facet działając w pojedynkę lata z karabinem przez godzinę i morduje w stylu dowolnym prawie osiemdziesiąt osób, a po latach awanturuje się o jakość internetu w celi. Mnie oczywiście powinno cieszyć zidiocenie politycznych przeciwników, ale nie cieszy, ponieważ nawet wróg powinien trzymać jakiś tam poziom. Może i fajnie przywalić z kopa leżącemu, ale sławy to jeszcze nikomu nie przysporzyło.

* * *

Można potraktować jako ciekawostkę fakt, że zaraz po dziennikarzach na skali chamstwa i prymitywizmu wyróżniają się polscy pisarze. Ktoś powie, że znacznie głupsi są polscy aktorzy. Zgoda, ale nie będę mnożył bytów ponad potrzebę i ograniczę się do ludzi, którzy przynajmniej teoretycznie żyją z pisania. Nie chodzi też o poglądy, ponieważ poglądy każdy może mieć jakie chce i nic mi do tego, a o sposób ich przedstawienia, a ściślej rzecz ujmując styl ich wypowiedzi, sposób obrazowania, że o rozumieniu rzeczywistości w jakimkolwiek jej aspekcie z litości nie wspomnę. Poziom ich wypocin nie skłania do pytania, jakim cudem zostali pisarzami, a do gmerania w kwestii podstawowej: Jakim cudem nauczyli się czytać i pisać? Że niby kiedyś pisarzom było łatwiej, ponieważ nie było internetu, który ponoć przymusza do pisania? Przykre, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić Reymonta, Kafki czy innego Conrada, który obok pisania książek, zajmuje się niejako na boku pierdoleniem od rzeczy, choćby na Fejsiku. W ogóle nie zawracałbym wam głowy polskojęzyczną literacką mierzwą, ale nie mogę przejść do porządku dziennego nad dwiema kwestiami. Pierwsza, to usilne żądanie szacunku z powodu ich pisarstwa, które jest głupstwem. Druga jest poważniejsza i polega na gadaniu w stylu: Może i głupek, ale to przecież tylko pisarz. Nie, mili moi. Jeśli kretyn czy kretynka dobiera się do języka, to nie jest byle co. Niech swoją głupotę i chamstwo do woli prezentują estradowi wyjce i aktorzy, ale głupi pisarz, do spółki ze swoim odbiorcą stają się głupi, a to już pachnie problemem społecznym.

* * *

Mistrzem w dementowaniu fałszywych informacji był Witkacy, który poczuł się w obowiązku zdementować plotkę, jakoby współżył ze swą kotką Schyzią i jakoby kocięta z niej zrodzone były dziwnie do niego podobne. Odkładamy Witkacego i przechodzimy do naszych baranów. Będzie z przypisami w nawiasach. Dowiadujemy się oto, że pan Samuel Pereira (to taki dziennikarski siurek, który na skutek selekcji negatywnej został jakimś szefem w TVP) atakuje synka pana Bodnara (Rzecznika Praw Obywatelskich) wywlekając jego nożownicze po dziecinnemu wymuszenia rozbójnicze z takiego oto powodu… Tu proszę się skoncentrować, bo sprawa jest dość skomplikowana! Oto była żona dziennikarza Pereiry walczy z nim w sądzie o dzieci ( nie nożownicze) przy pomocy prawnej, byłej żony RPO. Nakociło się nagle dzieci i byłych żon, ale zgaduję, że wywlekanie dopiero się zaczyna. Dobrym i szlachetnym zakończeniem byłoby wywleczenie ignoranta Pereiry z TVP i Bodnara z funkcji rzecznika, ale to tylko marzenia. Aby serial trwał można też zaaranżować małżeństwa zwaśnionych rodów na krzyż, z powodu nagłego zakochania. Odkładamy nasze elity moralne i względne, aby pozornie bez logicznego powodu wrócić do „Niemytych dusz” Witkacego. No właśnie, Stanisław Ignacy wywalił mi pointę samym tytułem i nie muszę już go cytować.