To diabeł nie człowiek! Maszynka do mięsa? Proszę bardzo, już łapsko wsadził do środka i korbą kręci. W kąciku ust tli się papieros bez filtra. Z wyglądu jakby prorok. Jasne, że nie założył ostrzy. Jeszcze czego!
-Sami sobie, prawda, zakładajcie ostrza, burżuje!
Nalali mu pełną szklankę wódki. Wypił. Splunął. Szklankę pogryzł i zjadł, że niby zakąsił. Nawet dno zjadł, chociaż grube. I dzikim wzrokiem potoczył po obecnych. – Dawajcie – mówi – jeszcze gorzałki!
Dali, a co mieli nie dać? Wypił, zakąsił małosolnym, skręcił machorki i zakurzył.
Rozłożył gazetę na ceracie, zgarnąwszy najpierw ze stołu pokruszone ziemniaki i niby to czyta, a nie czyta. Zamyślił się. Kot mu się łasi do nóg. Nie zwraca uwagi.
W końcu jak nie plaśnie otwartą dłonią w zadrukowaną płachtę.
- A miały zniknąć z rynku. Z czego by się skręty teraz robiło?
- Jak to zniknąć? Jak to, żeby gazet nie było?
- Ano takto. W dawnych czasach internet, wiecie przecież. Sieć, że każdy miał do niej dostęp i każdy mógł w niej robić, co chciał. Pisać, innych pisanie komentować. Wyśmiewać polityków, partie a nawet…
- To prawda, ale ludzie źle korzystali z wolności, jaką otrzymali od władzy! Internet był wielkim śmietnikiem, w którym ginęło wszystko, co wartościowe pod hałdami śmieci, obrzydliwości i chamstwa.
- Ech młodzi jesteście. Ile to już lat minęło! – Zasępił się i obracając w palcach pustą szklankę wsparł się ciężko na stole. Wydawało się, że zasnął, ale otrząsnął się i mówił dalej.
- Zaczęło się niewinnie od śledzenia zbrodni, terrorystów. Potem się zabrali, jak to wy mówicie, za takie aspołeczne jednostki. Pamiętam, że to jakoś latem. Wszyscy zlekceważyli. Media zaczęły. Żakowski…
- Ten sam, co jest patronem dziennikarzy?
- Ten sam, ale to u nas, gdzie indziej … wiadomo forsa i władza.
Saszka, najmłodszy ze słuchaczy nie wytrzymał. Przez łzy, udając jąkanie, co było znakiem rozpoznawczym członków MBP*
- Łżeeesz dzi…adku. Ttto bbył wieeelki aaatak hhhhaaakerskiii. Naaajleeeepsssi prrrogramiści naaaprawwwiająąą o…od trzzzydziestu laaat.
- Młody dobrze mówi. Wyborczaja dała ostatnio specjalny dodatek o tym, a wy coś tu mieszacie. Diabeł jesteście nie człowiek, bo i szklankę zjecie i do maszynki, prawda, rękę włożycie, ale to się kupy nie trzyma. Jakże to, media, które naszą wolność ubezpieczają, miałyby wziąć udział w tej wolności ograniczaniu?
- Naaasz…
- A ty się młody nie jąkaj, bo nie jesteś na partyjnym zebraniu. Wy zaś, napijcie się jeszcze i zamiast o tej polityce opowiedzcie o tych gołych pannach, co w tym internecie pokazywali, nie za bony dla przodowników, tylko zupełnie każdemu.
*MBP – Młodzież Broniąca Prawdy
wtorek, 11 sierpnia 2009
sobota, 8 sierpnia 2009
Idee! ( Iwona )
Ostatnio dowiedziałam się, że młodzi cierpią na brak idei, na brak autorytetu i zaczęłam się zastanawiać, jakie idee nam przyświecały, jakie były nasze autorytety, jak długo błądziliśmy nim znaleźliśmy pewną dojrzałość.
Bo prawda jest taka, że jeżeli wielu młodych czuję się naprawdę zagubiona w tym wyścigu, w tej pędzącej rzeczywistości i sądzę, że my mieliśmy łatwiej. Co nie oznacza, że wszyscy wybrali dobrze…może nawet ja nie wybrałam najlepiej, ale chodzi mi o pewne strony etyczne, które mi, czy komuś innemu przyświecały.
Dzisiejsza rzeczywistość jest inna, niż ta z przed dwudziestu siedmiu laty, świat wtedy nie był tak mały, jakim jest teraz. Ale wracając do sedna, czyli do autorytetów, czy idei, jak to się kiedyś rozkładało?
Wiem jedno, pierwszymi i najważniejszymi autorytetami tamtych czasów byli rodzice, to oni kształtowali nasze umysły, nie szkoła, środowisko, tylko podstawa, czyli rodzina.
Rodzice przekazywali nabytą wiedzę od własnych rodziców i dokładali własne przemyślenia, czy ukierunkowywali do pewnych idei.
Czy tak jest dzisiaj?
Jestem rodzicem i wiem, że dziś trudniej dotrzeć do młodego człowieka, niż te dwadzieścia siedem lat temu. Nie mówię oczywiście, że wszystko kiedyś było super, a dziś jest do niczego, nie, to nie to, tyle, że każdy młody umysł jest chłonny, bardzo chłonny i potrzebuje paliwa i czasem z braku lepszego chłonie zupełny bełkot.
I nawet jestem skłonna uwierzyć, że wielu spośród tych od bełkotu, zostanie kiedyś mędrcami. Tylko by się w porę umieli zatrzymać, bo tak, stanie się najgorsze, czyli mrówczy świat, bez idei każdy będzie popychał swój kawałek rozglądając się tylko, by nikt mu tego nie wyrwał.
Nie mówię, że i drzewniej tak nie bywało, tyle, że pewna gradacja autorytetu, choćby rodzinnego wstrzymywała wielu, by nie narobili zbyt wielu głupstw. Zawsze mieliśmy jeszcze miernik, czegoś, co dziś zapewne wyda się zabawne, to był miernik dobra, zawsze się zastanawialiśmy, czy to co robimy, może kogoś dotknąć, zaszokować. Jasne, że szokowanie jest przywilejem młodości, robienie czegoś szalonego także, tyle, że i szaleństwo ma swoje granice.
Jasne, często dziś uśmiechamy się wspominając nasze autorytety, które nam przyświecały w odległej młodości, lub rumienimy się, myśląc, jacy byliśmy naiwni, ale to one nas formowały, dawały bezkształtności, kształt!
Nie chcę tu robić za złego belfra, który z groźną miną woła „kajecik”, ale można by na próbę na przykład wpisywać sobie uwagi, „czego nie będę się musiał kiedyś wstydzić” i spróbować tylko dla siebie taki dziennik uwag pisać. Mnie kiedyś polonistka zaproponowała, bo pisałam bardzo długie zdania, bym zaczęła pisać dziennik i starała się robić notatki z mnie rozbudowanymi zdaniami, pomogło.
A teraz jakie mi autorytety przyświecały gdy miałam o te dwadzieścia siedem lat mniej, czyli siedemnaście.
Muzyka Rockowa – TSA – wiem, wiem…ale przyznaję się.
Poezja śpiewana – Stachura – najczęściej w wykonaniu Różańskego
Jazz – Benny Goodman
Muzyka klasyczna – bu, nic
Literatura – Trylogia Sienkiewicza
Poezja – Broniewski
Bohater, który był dla mnie autorytetem – pan Wołodyjowski.
Historyczna postać, która wywarła na mnie największy wpływ – Bona Sforza
Proszę i co dziś ze mnie wyrosło?;p
List z czyśćca / 2003
Jestem tutaj i nie wiem
kiedy się skończy moja pokuta
bym mógł odlecieć
Złotym odrzutowcem
w objęcia rajskiego lotniska
W zasadzie powtarzamy tylko
swoje dawne role
Pełno tu urzędników
nadzorców i paranoików
mało robotników
i posługaczy
Nie nadążamy
Polecenia są sprzeczne
Wszystko się miesza
Nawał pracy oszałamia
Budujemy i burzymy
Rządy są gorsze
Premierzy głupi i złośliwi
Prezydent się przechadza
W telewizji stroi miny zza fikusa
Jedno jest pewne
Rosną podatki a wpływy budżetu
maleją.
Nasza pośmiertna demokracja
jest szyderstwem
Całe życie
rozładowywałem złom i cement
Wracałem ciężki od potu i złości
ale na progu domu
zrzucałem robotniczą skórę
jak wąż
Tutaj
każda rzecz jaką dźwigam
owinięta jest
kolczastym drutem
niczym świąteczna paczka
przygotowana przez sadystę
Ręce we krwi
i żadnych marzeń po fajrancie
a herbata fatalna
W przeciwieństwie do raju
czy piekła
mamy tu demokrację
i sami
wybieramy ciemiężycieli
w powszechnym głosowaniu.
Okazujemy
godną pogardy uległość
i tani konformizm
wybierając tych
którzy obiecają budowę
autostrady do raju.
Tych którzy
obiecają nam cokolwiek
choćby
autostradę do raju
kiedy się skończy moja pokuta
bym mógł odlecieć
Złotym odrzutowcem
w objęcia rajskiego lotniska
W zasadzie powtarzamy tylko
swoje dawne role
Pełno tu urzędników
nadzorców i paranoików
mało robotników
i posługaczy
Nie nadążamy
Polecenia są sprzeczne
Wszystko się miesza
Nawał pracy oszałamia
Budujemy i burzymy
Rządy są gorsze
Premierzy głupi i złośliwi
Prezydent się przechadza
W telewizji stroi miny zza fikusa
Jedno jest pewne
Rosną podatki a wpływy budżetu
maleją.
Nasza pośmiertna demokracja
jest szyderstwem
Całe życie
rozładowywałem złom i cement
Wracałem ciężki od potu i złości
ale na progu domu
zrzucałem robotniczą skórę
jak wąż
Tutaj
każda rzecz jaką dźwigam
owinięta jest
kolczastym drutem
niczym świąteczna paczka
przygotowana przez sadystę
Ręce we krwi
i żadnych marzeń po fajrancie
a herbata fatalna
W przeciwieństwie do raju
czy piekła
mamy tu demokrację
i sami
wybieramy ciemiężycieli
w powszechnym głosowaniu.
Okazujemy
godną pogardy uległość
i tani konformizm
wybierając tych
którzy obiecają budowę
autostrady do raju.
Tych którzy
obiecają nam cokolwiek
choćby
autostradę do raju
czwartek, 6 sierpnia 2009
Iwona - Lakier polityczny
- Loretto – szepnął nagle premier – Lorneto, to, to co utrwali nasz porządek polityczny.
Leżał na plaży w ciemnych okularach i wpatrywał się w przepływające obłoczki, obok, nie kto inny jak Grześ Schetyna dłubał palcem w uchu i przyglądał się temu, co znalazło się potem na palcu.
- O co ci chodzi? – Zapytał błyskotliwie – co to, to Loretto?
- Lakier do włosów – odparł premier i uśmiechnął się dobrotliwie do Grzesia.
- A co ma wspólnego lakier do włosów z polityką? – Schetyna zaniepokojony przyjrzał się Tuskowi – czy czasem nie za długo przebywasz na słońcu?
- Grzesiu – zaczął dobrotliwie – ależ wszystko. Wiesz dlaczego kobiety mają nienaganne fryzury? To dzięki lakierowi, który je utrwala, kurcze oglądasz przecież reklamy, ani słońce, ani wiatr, ani nawet drobny deszcz nie jest w stanie tej fryzury popsuć, bo jest utrwalona. Rozumiesz?
- Rozumiem…czyli nic nie rozumiem, co ma wspólnego fryzura z polityką i skąd ta nazwa konkretnego lakieru?
- Tu nie chodzi o nazwę…byłem dziś w Biedronce i mi się rzuciła ta marka lakieru w oczy, nie ważne – machnął ręką, pokazując jak bardzo to mało ważne – chodzi o rozpylanie usztywniacza władzy!
- O kur… - zawołał podniecony Grześ – wielki rozpylacz!
- No wreszcie – jęknął premier – zrozumiałeś. Widzisz, trzeba wymyślić taką szczepionkę, taką surowicę, cholera nie wiem jak to nazwać. Wiesz jak zapobiega się na przykład grypie? Robi się takie szczepionki z tych bakterii grypowych, rozumiesz?
- Co mam nie rozumieć, ale nadal nie kumam, co ma wspólnego lakier, fryzura i grypa z polityką. Rozumiem, rozpylacz, tyle, że psikanie na ludzi lakierem, nie na wiele nam się przyda.
- Nie ważny lakier, zapomnij o nim, o fryzurach też…skup się na rozpylaniu.
- No, skupiłem się.
- Ilu Polaków woli od nas na przykład Kaczory? No?
- Nie wiem, ostatnio chyba więcej niż kiedyś, ale to przez ten kryzys, nie wszystko da się na nich zgonić, choć tych naszych jest na pewno więcej. Ludzie nas kochają.
- Przy naszej nędznej polityce- smutno zauważył Tusk – a właściwie żadnej, już niestety nie za długo nas będą lubili i wtedy wyborcy mogą zrobić coś głupiego i znów dać władzę Kaczorom i co wtedy?
- E, potem się będziemy tym martwić, jak, w co wątpię dostaną więcej od nas głosów.
- Błąd! – Wykrzyknął premier – dziś musimy się przed tym zabezpieczyć.
- Jak? Chyba nie chcesz…- nie dokończył, bo premier z uśmiechem odparł:
- Loretto!
- Znów ten lakier do włosów – jęknął zmęczony myśleniem Schetyna.
- Produkt. Rozumiesz, łatwo dostępny rozpylacz dla całej rodziny. A w nim, szczepy miłości do mohairu, ale w takim stężeniu, by z niej wyleczyć, jak z wirusa grypy.
Schetyna polał sobie głowę wodą z butelki, chwilę przyglądał się Tuskowi, a potem zaczął krzyczeć.
Nawet jak przyjechała po niego specjalna karetka pogotowia krzyczał nadal, wołając, że chce duży rozpylacz, na co pielęgniarze chętnie przystali i obiecali mu, że taki dostanie.
Premier nadal leżał na plaży w ciemnych okularach, uśmiechał się do siebie i cichutko potarzał;
- Loretto...
Leżał na plaży w ciemnych okularach i wpatrywał się w przepływające obłoczki, obok, nie kto inny jak Grześ Schetyna dłubał palcem w uchu i przyglądał się temu, co znalazło się potem na palcu.
- O co ci chodzi? – Zapytał błyskotliwie – co to, to Loretto?
- Lakier do włosów – odparł premier i uśmiechnął się dobrotliwie do Grzesia.
- A co ma wspólnego lakier do włosów z polityką? – Schetyna zaniepokojony przyjrzał się Tuskowi – czy czasem nie za długo przebywasz na słońcu?
- Grzesiu – zaczął dobrotliwie – ależ wszystko. Wiesz dlaczego kobiety mają nienaganne fryzury? To dzięki lakierowi, który je utrwala, kurcze oglądasz przecież reklamy, ani słońce, ani wiatr, ani nawet drobny deszcz nie jest w stanie tej fryzury popsuć, bo jest utrwalona. Rozumiesz?
- Rozumiem…czyli nic nie rozumiem, co ma wspólnego fryzura z polityką i skąd ta nazwa konkretnego lakieru?
- Tu nie chodzi o nazwę…byłem dziś w Biedronce i mi się rzuciła ta marka lakieru w oczy, nie ważne – machnął ręką, pokazując jak bardzo to mało ważne – chodzi o rozpylanie usztywniacza władzy!
- O kur… - zawołał podniecony Grześ – wielki rozpylacz!
- No wreszcie – jęknął premier – zrozumiałeś. Widzisz, trzeba wymyślić taką szczepionkę, taką surowicę, cholera nie wiem jak to nazwać. Wiesz jak zapobiega się na przykład grypie? Robi się takie szczepionki z tych bakterii grypowych, rozumiesz?
- Co mam nie rozumieć, ale nadal nie kumam, co ma wspólnego lakier, fryzura i grypa z polityką. Rozumiem, rozpylacz, tyle, że psikanie na ludzi lakierem, nie na wiele nam się przyda.
- Nie ważny lakier, zapomnij o nim, o fryzurach też…skup się na rozpylaniu.
- No, skupiłem się.
- Ilu Polaków woli od nas na przykład Kaczory? No?
- Nie wiem, ostatnio chyba więcej niż kiedyś, ale to przez ten kryzys, nie wszystko da się na nich zgonić, choć tych naszych jest na pewno więcej. Ludzie nas kochają.
- Przy naszej nędznej polityce- smutno zauważył Tusk – a właściwie żadnej, już niestety nie za długo nas będą lubili i wtedy wyborcy mogą zrobić coś głupiego i znów dać władzę Kaczorom i co wtedy?
- E, potem się będziemy tym martwić, jak, w co wątpię dostaną więcej od nas głosów.
- Błąd! – Wykrzyknął premier – dziś musimy się przed tym zabezpieczyć.
- Jak? Chyba nie chcesz…- nie dokończył, bo premier z uśmiechem odparł:
- Loretto!
- Znów ten lakier do włosów – jęknął zmęczony myśleniem Schetyna.
- Produkt. Rozumiesz, łatwo dostępny rozpylacz dla całej rodziny. A w nim, szczepy miłości do mohairu, ale w takim stężeniu, by z niej wyleczyć, jak z wirusa grypy.
Schetyna polał sobie głowę wodą z butelki, chwilę przyglądał się Tuskowi, a potem zaczął krzyczeć.
Nawet jak przyjechała po niego specjalna karetka pogotowia krzyczał nadal, wołając, że chce duży rozpylacz, na co pielęgniarze chętnie przystali i obiecali mu, że taki dostanie.
Premier nadal leżał na plaży w ciemnych okularach, uśmiechał się do siebie i cichutko potarzał;
- Loretto...
Polityczna hodowla - kury
Lewak
Lewak idealista hodujący kurę, pod wpływem ciągłej lektury „Krytyki politycznej” uwalnia kurę z opresji w jaką popadła na skutek wielowiekowej klerykalnej indoktrynacji uporczywie prowadzonej przeciw słabszym, czyli kurze. Teraz trzyma uwolnioną kurę w garażu, gdzie uwolniona kura pilnuje lewackiego roweru.
Lewak bez widocznych sukcesów uczy kurę trudnej sztuki szczekania.
Gdy potrzebuje jajka przeskakuje przez płot do sąsiada, bo sąsiad hoduje kury.
Postkomunista
Postkomunista hodujący kurę, ma taki obyczaj, że codziennie lubi zjeść jajecznicę z czterech jaj na boczku. Kura znosił chętnie tylko jedno jajko dziennie,ale Postkomunista ma swoje sposoby. Siada na kurze i tak długo tłumaczy jej, że to dla jej kurzego dobra, dopóki kura nie zniesie kompletu jajek. Jak pozyskuje boczek, naprawdę nie chcielibyście wiedzieć!
Żona Postkomunisty narzeka, że ten nic nie robi, tylko całe dnie przesiaduje na kurze.
Głupia kobieto! Muszę sobie przypomnieć, co to znaczy władza, wszak wybory się zbliżają!
– odpowiada Postkomunista i apiać siedzi na kurze.
Ludowiec
Ludowiec ma kurę do której dopłaca Unia Europejska. Ludowiec u znajomego weterynarza załatwił kurze „żółte papiery” i próbował wydobyć z tego tytułu parę setek z KRUSU. Niestety nic nie wskórał, poza tym że dostał urzędowy nakaz wyprowadzaniu kury w kagańcu. Kura Ludowca wcale nie znosi jajek z powodu stresu wywołanego chodzeniem w kagańcu. Ludowiec napisał skargę do Trybunału w Strasburgu. Do skargi dołączył zdjęcie kury w kagańcu i pustego gniazda, znaczy gniazda bez jajka, jako dowód.
Na skutek przemyślności pewnego Eurodeputowanego, zdjęcia te ukazały się w niemieckiej prasie pod wiele mówiącym tytułem „ Kolejna ofiara kaczystowskiego reżimu”
Liberał
Liberał nie wierzy w istnienie kur, ponieważ zawsze widział tylko kurczaki z rożna. Przecież taki kurczak wcale nie jest podobny do wymyślonej przez socjalistyczną propagandę, kury na obrazku w tej książeczce – tłumaczył Liberał niepodobieństwo istnienia kur swojemu małemu synkowi. Kiedy ten się rozpłakał, Liberał powołał się na autorytet samego Miliona Friedmana, który rzekomo też nie wierzył w istnienie kur. Przyznajcie Państwo, że to bardzo wątpliwa teza, ale tu chodzi o takiego naszego liberała, z takich liberałów w których istnienie nie wierzył sam Milton Friedman.
Prawicowiec – Etatysta
Prawicowiec Etatysta kiedyś hodował kurę na jajko, ale podczas rządów SLD, kura bardzo mu podupadła na zdrowiu i całkiem nie chciała się nieść.Prawicowiec Etatysta zbudował jej nawet betonową grzędę, a kura niewdzięczna nic. Prawicowiec Etatysta badał kurę metodą statystyczną,ważył, mierzył i z tego powodu, że zostało mu cementu, wybetonował całe podwórko. Nic nie pomagało, więc sprzedał kurę i kupił kaczkę. Brylancik autopromocji w skali gminnej polityki. Niestety musiał ciągle po kaczce sprzątać, bo wiadomo co kaczka potrafi najlepiej, a podwórko niestety wybetonowane! Toteż sprzedał kaczkę i się głowi.
Prawicowy Wolnościowiec
Wolnościowiec zanim kupił kurę, najpierw zaopatrzył się w strzelbę przeciwko jastrzębiom, bo wiedział z opowieści doświadczonych hodowców, że jastrzębie porywają kury i trzeba małe skromne kurki chronić.Wolnościowiec zamiast kury, kupił małego kurczaka by wpoić w niego ideały wolnościowe, przynajmniej na tyle, na ile można wpoić je kurczakowi. Kurczak rósł i rósł, aż okazało się nagle, że to kogut.Było to jak to mówią „ szczęście w nieszczęściu” bo chociaż nie ma jajek, to jednak jakby były.
Wolnościowiec lubi siedząc na werandzie ze strzelbą na kolanach, popijać lemoniadę i podziwiać wyczyny koguta Maksia! Czasem woła nawet żonę:
-Chodź kochanie, zobacz jak nasz Maksi depcze Lewakowi kurę! Zaraz się za kurę Postkomunisty weźmie tylko niech ta beka sadła z niej wreszcie zlezie!
I tak sobie gruchają na werandzie w miłej sierpniowej atmosferze,popatrując na sielski obrazek, bo oto właśnie zachodzi czerwone słoneczko.
Lewak idealista hodujący kurę, pod wpływem ciągłej lektury „Krytyki politycznej” uwalnia kurę z opresji w jaką popadła na skutek wielowiekowej klerykalnej indoktrynacji uporczywie prowadzonej przeciw słabszym, czyli kurze. Teraz trzyma uwolnioną kurę w garażu, gdzie uwolniona kura pilnuje lewackiego roweru.
Lewak bez widocznych sukcesów uczy kurę trudnej sztuki szczekania.
Gdy potrzebuje jajka przeskakuje przez płot do sąsiada, bo sąsiad hoduje kury.
Postkomunista
Postkomunista hodujący kurę, ma taki obyczaj, że codziennie lubi zjeść jajecznicę z czterech jaj na boczku. Kura znosił chętnie tylko jedno jajko dziennie,ale Postkomunista ma swoje sposoby. Siada na kurze i tak długo tłumaczy jej, że to dla jej kurzego dobra, dopóki kura nie zniesie kompletu jajek. Jak pozyskuje boczek, naprawdę nie chcielibyście wiedzieć!
Żona Postkomunisty narzeka, że ten nic nie robi, tylko całe dnie przesiaduje na kurze.
Głupia kobieto! Muszę sobie przypomnieć, co to znaczy władza, wszak wybory się zbliżają!
– odpowiada Postkomunista i apiać siedzi na kurze.
Ludowiec
Ludowiec ma kurę do której dopłaca Unia Europejska. Ludowiec u znajomego weterynarza załatwił kurze „żółte papiery” i próbował wydobyć z tego tytułu parę setek z KRUSU. Niestety nic nie wskórał, poza tym że dostał urzędowy nakaz wyprowadzaniu kury w kagańcu. Kura Ludowca wcale nie znosi jajek z powodu stresu wywołanego chodzeniem w kagańcu. Ludowiec napisał skargę do Trybunału w Strasburgu. Do skargi dołączył zdjęcie kury w kagańcu i pustego gniazda, znaczy gniazda bez jajka, jako dowód.
Na skutek przemyślności pewnego Eurodeputowanego, zdjęcia te ukazały się w niemieckiej prasie pod wiele mówiącym tytułem „ Kolejna ofiara kaczystowskiego reżimu”
Liberał
Liberał nie wierzy w istnienie kur, ponieważ zawsze widział tylko kurczaki z rożna. Przecież taki kurczak wcale nie jest podobny do wymyślonej przez socjalistyczną propagandę, kury na obrazku w tej książeczce – tłumaczył Liberał niepodobieństwo istnienia kur swojemu małemu synkowi. Kiedy ten się rozpłakał, Liberał powołał się na autorytet samego Miliona Friedmana, który rzekomo też nie wierzył w istnienie kur. Przyznajcie Państwo, że to bardzo wątpliwa teza, ale tu chodzi o takiego naszego liberała, z takich liberałów w których istnienie nie wierzył sam Milton Friedman.
Prawicowiec – Etatysta
Prawicowiec Etatysta kiedyś hodował kurę na jajko, ale podczas rządów SLD, kura bardzo mu podupadła na zdrowiu i całkiem nie chciała się nieść.Prawicowiec Etatysta zbudował jej nawet betonową grzędę, a kura niewdzięczna nic. Prawicowiec Etatysta badał kurę metodą statystyczną,ważył, mierzył i z tego powodu, że zostało mu cementu, wybetonował całe podwórko. Nic nie pomagało, więc sprzedał kurę i kupił kaczkę. Brylancik autopromocji w skali gminnej polityki. Niestety musiał ciągle po kaczce sprzątać, bo wiadomo co kaczka potrafi najlepiej, a podwórko niestety wybetonowane! Toteż sprzedał kaczkę i się głowi.
Prawicowy Wolnościowiec
Wolnościowiec zanim kupił kurę, najpierw zaopatrzył się w strzelbę przeciwko jastrzębiom, bo wiedział z opowieści doświadczonych hodowców, że jastrzębie porywają kury i trzeba małe skromne kurki chronić.Wolnościowiec zamiast kury, kupił małego kurczaka by wpoić w niego ideały wolnościowe, przynajmniej na tyle, na ile można wpoić je kurczakowi. Kurczak rósł i rósł, aż okazało się nagle, że to kogut.Było to jak to mówią „ szczęście w nieszczęściu” bo chociaż nie ma jajek, to jednak jakby były.
Wolnościowiec lubi siedząc na werandzie ze strzelbą na kolanach, popijać lemoniadę i podziwiać wyczyny koguta Maksia! Czasem woła nawet żonę:
-Chodź kochanie, zobacz jak nasz Maksi depcze Lewakowi kurę! Zaraz się za kurę Postkomunisty weźmie tylko niech ta beka sadła z niej wreszcie zlezie!
I tak sobie gruchają na werandzie w miłej sierpniowej atmosferze,popatrując na sielski obrazek, bo oto właśnie zachodzi czerwone słoneczko.
środa, 5 sierpnia 2009
Rajd Bandery - Politycy z torbami na głowach
Co mam myśleć o naszych politykach skoro w drobnej, głupiej i dziecinnej w sumie sprawie nie potrafią zrobić dosłownie nic. Udawanie głupiego w sprawie ewidentnej prowokacji ukraińskich nacjonalistów to wszystko, na co stać nasz rząd, naszego prezydenta i nasze opiniotwórcze elity.
Mamy oto kuriozalną sytuację, że jutro na polskiej ziemi rozpocznie się antypolska manifestacja. Przed chwilą na blogu księdza Isakowicza Zaleskiego przeczytałem, że dzielna ukraińska młodzież przez Lwów przejechała pod sztandarami UPA.
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8
Ktoś powie, że to gównażeria i nie ma się, czym przejmować. Toteż ja się nie przejmuję gówniarzami tylko naszymi elitami, bo skoro tamci gówniarze, czym są oni?
Posłuchałem sobie wypowiedzi Henryka Wujca i Stefana Niesiołowskiego.
Ponure postacie, ponure umysły. Wujec obciążający winą księdza Zaleskiego nie jest nawet oburzający. Okazuje się być po prostu beznadziejnie głupi. Na omówienie ględzenia marszałka sejmu, w ogóle szkoda tracić czasu.
Reszta torebkę po cukrze na głowę, palec do buzi i czeka aż przestanie się o tym mówić.
Stara taktyka. Uszy po sobie kosztem uczuć wcale licznych Polaków, którzy czują się wobec takiej postawy naszych elit poniżeni we własnym kraju.
Mało tego. Jeśli nasi władcy uważają, że wszystko jest w porządku a zgoda na ten rajd wpływa na poprawę stosunków polsko ukraińskich, można domniemywać o naprawdę poważnych zaburzeniach w rozumieniu rzeczywistość.
Rajd przejedzie przez Polskę – fatalnie.
Nie zostanie w ostatniej chwili wpuszczony – źle
Ludzie zablokują trasę przejazdu – granda międzynarodowa
Policja będzie rozpędzała protestujących – hańba
Ktoś się naprawdę wkurzy i posypią się razy – ojoj, jak źle
Od zapobiegania takim problematycznym atrakcjom mamy polityków, a przynajmniej tak powinno być. Od wywierania na nich nacisków mamy media, a przynajmniej powinniśmy mieć.
Media się znajdą jak ktoś komuś łeb rozbije. Dopieroż ględzić o ksenofobii.
Dziennik stać na tytuł „Isakowicz Zaleski walczy z kolarzami”
Zresztą, co tu znęcać się nad dziennikarzami, skoro naszym politykom Giedroyć w główkach i śp. Giedroyciem zasłaniają się niczym dziwki spacerujące po promenadzie przed słońcem.
Ciekawe też, dlaczego na ołtarzu pseudpolitycznych gier od lat konsekwentnie składają ofiarę z uczuć ludzi, których rodziny padły ofiarą bestialskich rzezi urządzanych prze podwładnych faszystowskiego zbira, którego teraz czczą jako swojego bohatera nacjonaliści ukraińscy?
Toż to nie Farfał wymachujący chuderlawą łapką tylko prawdziwy terrorysta, morderca i antysemita. A tu nagle takie jakieś „ble ble”, że co to szkodzi? Że dla dobra…
Czekają aż zaprotestują Żydzi i wtedy raczą zabrać głos? Nisko upadliśmy jako naród, że takich wybieramy sobie polityków.
Jasny i prosty głos sprzeciwu księdza Zaleskiego spotyka się ze zdziwieniem, elity, także kościelne są zażenowane jego niedzisiejszym zapałem do mówienia prawdy, a że każdy szacuje wedle siebie, dominuje podejrzenie, że jego działania służą autopromocji.
No, bo, po co miałby to robić?
Nie łatwiej i przyjemniej siedzieć z torbą na głowie w miłej chłodnej spiżarni i pojadać sobie smakołyki, podczas gdy dokoła upał i żar z nieba się leje?
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi i czemu tak się złoszczę w sprawie błahej, polecam lekturę tego bloga
http://tekstowisko.com/blog.kriszu.html
Bloga Dymitra Bagińskiego.
Mamy oto kuriozalną sytuację, że jutro na polskiej ziemi rozpocznie się antypolska manifestacja. Przed chwilą na blogu księdza Isakowicza Zaleskiego przeczytałem, że dzielna ukraińska młodzież przez Lwów przejechała pod sztandarami UPA.
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8
Ktoś powie, że to gównażeria i nie ma się, czym przejmować. Toteż ja się nie przejmuję gówniarzami tylko naszymi elitami, bo skoro tamci gówniarze, czym są oni?
Posłuchałem sobie wypowiedzi Henryka Wujca i Stefana Niesiołowskiego.
Ponure postacie, ponure umysły. Wujec obciążający winą księdza Zaleskiego nie jest nawet oburzający. Okazuje się być po prostu beznadziejnie głupi. Na omówienie ględzenia marszałka sejmu, w ogóle szkoda tracić czasu.
Reszta torebkę po cukrze na głowę, palec do buzi i czeka aż przestanie się o tym mówić.
Stara taktyka. Uszy po sobie kosztem uczuć wcale licznych Polaków, którzy czują się wobec takiej postawy naszych elit poniżeni we własnym kraju.
Mało tego. Jeśli nasi władcy uważają, że wszystko jest w porządku a zgoda na ten rajd wpływa na poprawę stosunków polsko ukraińskich, można domniemywać o naprawdę poważnych zaburzeniach w rozumieniu rzeczywistość.
Rajd przejedzie przez Polskę – fatalnie.
Nie zostanie w ostatniej chwili wpuszczony – źle
Ludzie zablokują trasę przejazdu – granda międzynarodowa
Policja będzie rozpędzała protestujących – hańba
Ktoś się naprawdę wkurzy i posypią się razy – ojoj, jak źle
Od zapobiegania takim problematycznym atrakcjom mamy polityków, a przynajmniej tak powinno być. Od wywierania na nich nacisków mamy media, a przynajmniej powinniśmy mieć.
Media się znajdą jak ktoś komuś łeb rozbije. Dopieroż ględzić o ksenofobii.
Dziennik stać na tytuł „Isakowicz Zaleski walczy z kolarzami”
Zresztą, co tu znęcać się nad dziennikarzami, skoro naszym politykom Giedroyć w główkach i śp. Giedroyciem zasłaniają się niczym dziwki spacerujące po promenadzie przed słońcem.
Ciekawe też, dlaczego na ołtarzu pseudpolitycznych gier od lat konsekwentnie składają ofiarę z uczuć ludzi, których rodziny padły ofiarą bestialskich rzezi urządzanych prze podwładnych faszystowskiego zbira, którego teraz czczą jako swojego bohatera nacjonaliści ukraińscy?
Toż to nie Farfał wymachujący chuderlawą łapką tylko prawdziwy terrorysta, morderca i antysemita. A tu nagle takie jakieś „ble ble”, że co to szkodzi? Że dla dobra…
Czekają aż zaprotestują Żydzi i wtedy raczą zabrać głos? Nisko upadliśmy jako naród, że takich wybieramy sobie polityków.
Jasny i prosty głos sprzeciwu księdza Zaleskiego spotyka się ze zdziwieniem, elity, także kościelne są zażenowane jego niedzisiejszym zapałem do mówienia prawdy, a że każdy szacuje wedle siebie, dominuje podejrzenie, że jego działania służą autopromocji.
No, bo, po co miałby to robić?
Nie łatwiej i przyjemniej siedzieć z torbą na głowie w miłej chłodnej spiżarni i pojadać sobie smakołyki, podczas gdy dokoła upał i żar z nieba się leje?
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi i czemu tak się złoszczę w sprawie błahej, polecam lekturę tego bloga
http://tekstowisko.com/blog.kriszu.html
Bloga Dymitra Bagińskiego.
wtorek, 4 sierpnia 2009
Iwona -Karnecik Owsiaka
Przystanek Woodstok się zakończył, ale jak widać wielki głosiciel idei„róbta co chceta”, już kipi pomysłami, jakie gwiazdy zaprosić na następny przystanek.
W swoim karneciku, a jakże zapisał już Ala Gora, Billa Clintona i Dalajlamę XIV.
Na pytanie, czy na tym przystanku mógłby pojawić się Lech Kaczyński, odparł, że zacytuję:
„ - Nie, bo Lech Kaczyński jest Lechem Kaczyńskim, jest prezydentem, jest czynnym politykiem - odpowiedział krótko szef WOŚP.
- To nie jest hyde park, gdzie każdy może przyjść. Woodstokowicze chcą rozmawiać o historii, czy będą mieli pracę, czy w Polsce coś się zmieni na lepsze. Nie chcemy dyskutować, jeśli ktoś wchodzi z butami - zaznaczył Owsiak. - Boje się, że Kaczyński nie ma w sobie tyle magnesu by przyciągnąć młodych ludzi. - dodał organizator Przystanku.”
W tym roku jak wiadomo wszystkim, goścmi byli Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki, rozumiem, że takich gości się zaprasza jaka widownia i jakie są zapatrywania organizatorów, szkoda, że TVN24 nie zapytało Owsiaka czy zaprosił by Tuska, bo widownia była w sam raz do skandowania: po, po ,po!
Owsiak zaprzecza sam sobie, mówiąc najpierw, że nie może zapraszać czynnych polityków, by za chwilę dodać, że jakoby Kaczyński nie ma w sobie magnesu przyciągającym młodzież. Skąd u niego taki wniosek, nie powiedział, niestety.
Ten Woodstok to koszmarek, który potrzebny jest do promowania Owsiaka, co do tego nie ma złudzeń i do wmawianiu młodzieży, że jedyne słuszne poglądy, to poglądy Ojropejskie. Choćby ten incydent, ze zniszczeniem wystawy antyaborcyjnej, oddaje cały przekaz głosiciela „Róbta co chceta””.
Słyszałam, że na tym przystanku, w niedzielę o 17, na dużej scenie miał pojawić się Janusz Kochanowski wraz z Igorem Janke i Owsiakiem, by ogłosić zwycięzcę "Salonowego" konkursu pod dziwacznym tytułem "Czym jest dla mnie wolność?"
Nie pojawili się i zapadła cisza. Krzysztof Wołodźko szepnął na blogu, że Igor wyjaśni, że za miesiąc...
Co tam się stało? Ciekawska jestem, co?
Subskrybuj:
Posty (Atom)