niedziela, 18 stycznia 2026

Namnożyło się w Polsce łajdaków

 Namnożyło się w Polsce łajdaków, a co trzeci to hrabia. No, może nie co trzeci, ale razem z paniczami, prawie. A niektórzy narzekają, że Rzeczpospolitą, panie tego, diabli wzięli, bo było za dużo szlachty. Owszem wzięli, nie oddają i oddać nie zamierzają. Niby komu, hrabiom we władanie? I żeby to jeszcze jeden z drugim miał rozum, albo jakiś znaczący majątek, a tu tylko gołe zadki oraz poczucie wyższości, niby nad tym ciemnym ludem. Jednak trzeba przyznać, że część z nich jest dość sprytna, ale metoda, której używają dogorywa.

Na co dzień my i oni, od święta wszyscy Polacy. My, znaczy się światłość i rozum, oni zaś czerń, do której pasują wszystkie, nawet najwymyślniejsze epitety. Od święta, że niby wszyscy Polacy powinni, albo to czy tamto… A już przy okazjach wyborczych to nawet, owszem nieco selektywna, ale miłość. Aby nie oślepiać tym swoim hrabiowskim, zagranicznym tytułem, można na przykład nazwać się demokratami, stroną demokratyczną. Sprytne to jest, bo bardzo ogólnikowe i zawsze można powiedzieć, że zostaliśmy źle zrozumiani z tą całą demokracją.

Wszystkie ich działania są powtarzalne niby scenariusze jakiegoś serialu dla niezbyt rozgarniętych widzów. To bardzo sprytne, bo widownia ich popisów, no wiecie, taka sobie. Podam to na przykładzie ustaw wetowanych przez Prezydenta. Zawsze są to projekty, o których można mówić dużo i pięknie, przypisując sobie jak najlepsze intencje. Nie ma tam żadnych wrzutek czy pomyłek. Idea jest taka, żeby za każdym razem wymusić weto i móc się rozczulać, straszyć i wygłupiać we własnych mediach, licząc na to, że wyjaśnienia Prezydenta czy jego kancelarii dotrą do mniejszej liczby osób, niż ich medialny bełkot. I mają w tym swoją rację.

Dziwne dla nich, że na razie to nie działa. Lud ciemny się uparł i trwa przy swoim, ale scenariusze kolejnych odcinków są już gotowe. Do tego zbliża się finał WOŚP i Prezydent, który nie gra razem z Jurasem, czyli dojdzie jeszcze, że nienawidzi też dzieci, czy tam czegoś, co wymyślił hrabia Owsiak. Będzie bardzo zabawnie, ale lud ciemny nawet nie drgnie. Być może po prostu znudziło go pouczanie, co ma myśleć i czuć na żądanie byle obszczymurka, choćby i z zawodu był hrabią. Nudne są te połajanki, te bezmyślne gęby na stanowiskach ministerialnych, ten bełkot… Na dodatek masa krytyczna tego całego wykształceństwa dominującego w przestrzeni publicznej została przekroczona i wkrótce może nastąpić BUM!

piątek, 16 stycznia 2026

Krzyżak PIMO - wspomnienie z lat odległych...

 

Wraca Krzyżak Pimo z wizyty u polskiego króla bardzo zmęczony – tak jakby nie na koniu jechał a koń na nim. Zresztą uroda krzyżaka jest tego osobliwie nordyckiego typu, że gdyby nie siodło, to trudno by konia od jeźdźca odróżnić. No chyba, że po zbroi, ale dzisiejsze konie też potrafią się stroić.

- Żebym to chociaż nie był posłem, ale gdzież tam! – martwi się po niewczasie krzyżak Pimo.

Aby być wierny prawdzie, nasz dzielny krzyżak był z zawodu posłem, ale do tego całewgo europejskiego parlamentu i w Malborku wszyscy mają go za nic.

Tym razem – Wielki Mistrz wysłał go do Polaków po toster!

Kryzys w Zakonie straszny, bo mistrz bez tostera wytrzymać nie może a stary toster się spalił całkiem sam z siebie.

- Zimnego chlebka nie kumam - mawia Wielki Mistrz.

No i wraca nasz dzielny krzyżak z bratniej Polski dumając, jak to za dawnych czasów było fajnie. Bitwy, podpalanie wiosek i rabowanie tosterów, a teraz?

Proszę, dziękuję…dzień dobry!

Jedzie zziębnięty i styczniowy krzyżak Pimo - słucha Floydów - a po prawej stronie siodła buja się polski, znaczy się chiński toster, a po lewej hełm z białym pióropuszem. "Jestem Krzyżakiem pełnym tajemnic" - myśli nieco na wyrost.

Żebym się tylko nie pomylił, bo Wielki Mistrz się wkurzy, znajdując, że jednak, co hełm to nie toster! – martwi się krzyżak, który z powodu ziąbu oraz wiatru od wschodu, choć cały w srebrzystych blachach – przecież w wełnianej czapce z pomponem - na głowie.

Jego koń w takiej samej oraz w końskim kraciastym szaliku na szyi.

Ciemny wieczór, a droga daleka! I coś mży, jak na złość.

Gdy wyjeżdżał wydawało mu się, że jest do wizyty doskonale przygotowany. Nażarł się jakichś proszków. Na ramieniu przykleił sobie plaster, że niby rzuca palenie, bo straszne historie opowiadano w zakonie o polskich papierosach. Z tym plastrem narobił sobie szydery - bo zaraz Zyndram się kapnął, że na naramienniku nakleił i mówi:

- Ty mordo krzyżacka – taka owaka - gdzie sobie nakleiłeś? – i zaraz go fajką, jakby na złość częstuje.

Palą tak do płuc dechy, a tu Zawisza napity jak to zwykle on - zaraz do przedsionka gębę swą wraził i piwem częstuje. Jak tu takiemu odmówić nie tracąc głowy?

Porwał naszego krzyżaka wir imprezy. Toster? Bierz toster! Bierz dwa!

Prowadzą go gdzieś po schodach w górę i w dół a potem poziomym korytarzem do sali tosterowej, gdzie Polacy zwykli przechowywać tostery.

Dają mu dwa a potem jeden zabierają, nie wiadomo dlaczego. Zaraz uczta. Król Jagiełło siedzi na tronie i tylko wodę popija z kubka.

- Daliście jego krzyżackiej mości toster? – pyta - a nasz Krzyżak widzi, że sam król, chociaż wodę źródlaną tylko pije, przecież ujarany tak, że ledwie siedzi.

Obok niego biskup Oleśnicki też cały się śmieje!

Aż się zakręciło w głowie Krzyżakowi od światła świec - przedziwnie cudnego - A tu muzykanci zapodają muzę - średniowieczne - żelazne techno. Niedźwiedzie tańczą! Krzyki, śmiech i jak to mówią w Rzeszy „prapolska ruja und porubstwo”

Wraca Krzyżak do domu, a co się koń zatoczy – ( dzisiejsze konie potrafią ) to na żółtą gębę Księżyca spojrzy.

- Oj, ty Księżycu – na cóż nam obu przyszło? – a Księżyc na to tylko kicha

Aaaa…psik!

- Na zdrowie! – odpowiedział odruchowo krzyżak.

- Kha trowie! – dodaje koń.

Poprawił się Krzyżak w siodle i rozejrzał po okolicy, ale nic nie zobaczył, bo było prawie całkiem ciemno. Tylko tyle widział, co z łaski Księżyca, czyli niewiele.

A potem była uczta i – co wspominał teraz z pewnym zawstydzeniem, pojedynkował się z jakimś wrocławskim karłem na tostery. Na szczęście dostał nowy w zamian – ach ci Polacy! Jacy oni przewidujący.

Trzeba by im założyć… a mówili, że to bezpieczna lokata! – niespodziewanie Krzyżak rozpłakał się jak dziecko. Przebiegający mimo brukołak Kazek tylko westchnął i ukrył się w rowie melioracyjnym.

Wyjechali wreszcie z brzózek na wrzosowisko. Aż się koń zaśmiał widząc nasmarowany na kawałku dykty drogowskaz:

Malbork - 300 metrów













Tylko pozytywnie

 

Ledwie świt, po grudzie i lodzie, w bamboszach zbiegam po schodach i wołam, żeby panowie z komunalki zaczekali, to zaraz wypchnę mój kosz z popiołem.

- Popioły już zebrane – oni do mnie, a ja w szlafroku.

Ósma rano. O, cholera!

Potem w drodze do sklepu dwa razy się wywaliłem. To mój rekord! Raz na dupę, na przejściu dla pieszych, a drugi raz na kolana i łapy. Rzecz jasna w miejscach, skąd starannie usunięto lód. Drugie wywalenie gorsze, bo dżinsy na kolanie rozdarte. Gdyby mnie śledził jakiś smutny, napisałby w raporcie, że osobnik pijany. Portki do niczego, ale akurat wywaliłem się przed szmateksem. Wchodzę i za trzy dychy kupuję całkiem nowe dżinsy, bardzo zgrabne.

Grenlandia wypycha Ukrainę, zahaczając o Iran. Więcej emocji niż te domniemane wojny, dostarczył mi kot Traktorek, który przez ponad dwadzieścia godzin nie wracał do domu. Pewnie uznał, że zero stopni świadczy o marcu, ale odkąd wrócił, nie bawi się w jakieś sentymenty, tylko sobie smacznie śpi. Dziecinada straszna, ale wielu komentatorów nierzeczywistości jest w swoim żywiole. Jeden dobrodziej przywołał nawet Stefana Czarnieckiego, że niby bronił Danii, a jest w hymnie, w związku z czym powinniśmy wspomóc Duńczyków. Dobrze, że ancymon nie pamięta, jak dzielny hetman pacyfikował Ukrainę.

Nie pisałem od wielu miesięcy. Wybaczcie toporny styl, ale mam nadzieję wrócić do odpowiedniej formy. O sporcie w styczniu mam niewiele do napisania. Zabawiła mnie tylko kreacja na sporowca roku pani Zwolińskiej, która ściga się kajakiem w betonowych rynnach. Pomimo tego, że z daleka widać, że jest to planowany wyczyn marketingowy, dziennikarze sportowi debatują nad tym całkiem na poważnie. I tak tematem wiosny będą osiągnięcia pana Papszuna, który poprowadzi warszawską Legię - właśnie – do czego? Pisząc te słowa mam na podglądzie sparing z Sigmą Ołomuniec. Jest 1-0.










sobota, 31 sierpnia 2024

Składka na PiS, czyli kibicowanie obywatelskie

 

Kibicowanie ograniczyłem do futbolu, a i tu nie wykazuję specjalnej przesady bo kibicuję tylko mojej lokalnej Polonii. Pójdę dostojnym krokiem na stadion, obejrzę mecz, potem tabelę ligową, czy, prawda, jest dobrze, czy wprost przeciwnie, ale wariacji z tego powodu nie wyprawiam, mebli nie tłukę, gęby po dwudziestej drugiej nie rozdzieram bez potrzeby.

Z przykrością zauważam, że wielu ludzi traci swe bezcenne zdrowie na kibicowanie politykom i każdą rzecz widzi akurat przez ten pryzmat, a to nie żaden pryzmat, tylko, na przykład, kapsel od piwa. Gapić się w niego można godzinami, a szanse, że rozszczepi światło, że w ogóle zobaczysz miły czytelniku coś innego niż kapsel są naprawdę znikome. Na darmo Ojciec Bocheński w Podręczniku mądrości tego świata pouczał, że nie ma co się unosić o sprawy, na które nie ma się wpływu. A ludzie się unoszę i to jak! Oczywiście najczęściej w necie, bo już werbalnie, gdy muszą się liczyć z tym, że kibic przeciwnej opcji jest większym ludojadem i na przykład ma zwyczaj popychać czy bić po pysku swoich adwersarzy, wtedy już nie. Dlatego mamy teraz tak wielu wojowników, choć na ulicach cisza.

Człowiek żyjący poza środowiskiem politycznym ma niewiele okazji wpływania na bieg wydarzeń. Daleko mniej niż kibic piłkarski na wynik rozgrywanego w jego przytomności meczu. Wybory, jakieś otwarte spotkanie polityczne, raz na rok demonstracja i poza wypisywaniem w internecie, w zasadzie nic więcej. Politycy to akceptują, w pewnym sensie jako złożony im hołd, ale idą dalej po swojemu i najwyżej jeden z drugim uśmiechnie się pod nosem, że, pardą, uaktywnił plebs.

Teraz, zwolennicy PiS mają okazję wesprzeć finansowo partię, z którą się utożsamiają. Bez względu na rezultat jest to dobre, ponieważ właśnie daje realny wpływ na bieg wydarzeń politycznych. Przeciwnikom dedykuję, jednym ględzenie o tak zwanym społeczeństwie obywatelskim, tym z innej mańki o tym, że chcącemu nie dzieje się krzywda.

Inna rzecz, czy PiS wyciągnie z tej sytuacji, której częścią jest zbiórka jakieś wnioski? Oczywiście, że nie! Gdy tylko znajdzie możliwość zaraz ozłoci jakąś pannę Pimcirymcie czy innego dziennikarza śledczego, który jest podobnie śledczy jak pan Czuchnowski, a obydwaj znani z tego, że własnych tyłków nie byliby w stanie znaleźć po zmierzchu. Czy wreszcie PiS zrozumie, z jaką dziczą ma do czynienia po przeciwnej stronie? Jeszcze bardziej nie, bo cały czas nadrzędną idę jest duopol władzy i politycznego sporu.

Kibicowanie ograniczyłem do futbolu, co wszystkim polecam. Dzisiaj do nas przyjeżdża Jarocin i trzeba ich ograć. Tyle tylko, że nie znaczy to wcale, że należy to miłe miasto zburzyć, mieszkańców wybić, a na gruzach, że posłużę się cytatem z pana Jerome, zaśpiewać wesołą piosenkę. Nie, chodzi tylko o to, żeby wygrać dzisiejszy mecz, pamiętając o tym, że na wiosnę rewanż na ich boisku. I o to właśnie chodzi, o nic więcej.


niedziela, 18 sierpnia 2024

Kością w gardle

 

Polskie partie polityczne, które jak ognia boją się swoich własnych wyborców, za najwyższą zręczność polityczną mają nieustające układanie się z mediami, choćby sobie wrogimi. Ich kalkulacje są tak naprawdę wewnętrzne i stąd powstaje wrażenie oderwania od spraw istotnych dla Polski oraz jej przykrych, marudnych obywateli. Od dawna retoryka polityczna nijak się ma nie tylko do faktycznego zaangażowania, ale i do realnych oczekiwań. Głosem ludu staje się głos działaczy niższego szczebla, a głosem młodzieży głos nadętych teczkowych i śmiesznych młodzieżówek partyjnych.

PiS pogrążony w gabinetowych rozgrywkach, a dla wyborców od czasu do czasu klika propagandowych sloganów, żeby nie było, że tu Ojczyzna upada, a wszyscy, cholera, na wakacjach. Frakcje się zmagają, tu fangę w nos dostaje pani premier Szydło, tam znowuż trudno niektórym ukryć radość, że koalicyjna Solidarna Polska jest tak gnębiona i ciężko doświadczana, niby to przez wrogów, ale czy na pewno? Potencjalni wyborcy Zjednoczonej Prawicy mają tym żyć, czy nadal odczuwać nieustającą wdzięczność za osiem lat rządów? Jeszcze trochę, a partia, która uzyskała najlepszy wynik wyborczy stanie się wielkim, milczącym nieobecnym. Co ma poruszyć ludzi? Ględzenie o wyborach prezydenckich i pokazywanie jakichś nic nie znaczących ludzi jako kandydatów, że niby są wspaniali? Stracili telewizję razem z jej bełkotem dla idiotów i jak widać, nic innego nie potrafią. Oni naprawdę wierzyli święcie w moc agitacji przez telewizyjne okienko.

Oczywiście tą samą drogą idzie PO, również zajęte głównie knuciem i uradowane własną bezkarnością w czynieniu dowolnych świństw. Tyle, że ci mają ten swój miejski, kompletnie bezrefleksyjny proletariat, który każde głupstwo przyjmie za swoje. Zresztą, podstawowym celem wewnętrznym jest tu wykończenie nie PiS-u, a własnych koalicjantów, którzy już teraz, gdyby nie matematyka sejmowa, zostaliby rzuceni w kąt. Nic, dosłownie nic nie mogą zrobić, a fakt, że stanowiska ministerialne dane im było obsadzić ludzikami śmiesznymi we własnej niekompetencji i zidioceniu, krępuje ich w sposób absolutny.

O Konfederacji nic, bo skoro nie potrafią znaleźć atrakcyjnej formuły, przy jawnej słabości politycznych rywali, niech dalej robią swój szum, na zdrowie.

Nikt, żadna z polskich partii nie otworzy się, nie przekształci w partię, choć trochę bardziej masową, gdzie na niższych szczeblach zobligowana by była do zachowywania procedur demokratycznych. No jakże to tak? A nasi doświadczeni działacze, nasi gwardziści gotowi na każde skinienie centrali? Niech Polska całkiem upadnie, a nie zrobią nic i to zamknięcie stanie zarówno im jak i nam wszystkim kością w gardle. W takim przypadku dla ratowania życia czasem trzeba łakome gardło przeciąć, a nie jest to widok przyjemny.

czwartek, 15 sierpnia 2024

Bzik olimpijski

 

O Igrzyskach warto dopiero teraz, gdy zaczyna się obłędne ględzenie ludzi odpowiedzialnych za wyczyny naszych sportowców. Głos zabrał prezes PKOL i jasne, że cała rzecz sprowadza się do prostego: Dawajcie więcej pieniędzy! Inni znowu, z tych co chcą uchodzić za nieco mądrzejszych, opowiadają, że sport szkolny, że więcej wf czy diabli wiedzą jeszcze czego. Szkolenia, dotowania klubów, czy nawet wyszukiwania niszowych dyscyplin, w których mamy szanse.

Jaka to wszystko jest bujda na resorach, aż wstyd udowadniać, bo już, jak wypada zacząć; po pierwsze, kładzie całkowicie temat na łopatki. Po pierwsze bowiem, cała ta olimpijska hucpa mało kogo obchodzi, a już najmniejsze zainteresowanie budzi wśród młodzieży, a przecież to niby dla niej, dla jej ekscytacji, nie dziadków, którzy pamiętają biegi Szewińskiej.

Igrzyska Olimpijskie są dla zawodowców i nikt nawet nie udaje, że jest inaczej. Ciekawostką jest to, że poza kilkoma dyscyplinami, a są to głównie gry zespołowe i w pewnym sensie lekkoatletyka pozostałe są utrzymankami państw fundatorów, z nielicznymi wyjątkami, gdzie szkolenie na olimpijskim poziomie należy do szkolnictwa wyższego. Im wyższe budżety, tym bardziej bezsensowna jest to przedstawienie. Przecież, skoro jakaś dyscyplina przez cztery lata nie wywołuje żadnego większego zainteresowania, poza ewentualnie lokalnym, jaki jest sens podniecać się jej sukcesami czy klęskami w czasie Igrzysk?

Poza tym, całe to towarzystwo, począwszy od MKOL, poprzez komitety olimpijskie państw członkowskich a na związkach sportowych kończąc jest skrajnie skorumpowane i bezgranicznie bezczelne, tworząc grupy nacisku w celu oczywistym, żeby jak najlepiej żyć za pieniądze podatników, a pracować możliwie jak najmniej. U nas nawet sportowcy przestali trzymać gęby na kłódki, co skończy się jak najgorzej dla nich, bo kurz po Igrzyskach zaraz opadnie, a oni zostaną sami.

Stworzono pewien mit, któremu ulegają ludzie decydujący o naszym codziennym życiu i w naszym niejako imieniu podpisują czeki, które są przepalane w ramach olimpijskiego bzika. Tysiące trzymają za gardło miliony i żądają pieniędzy, by nadal mogli uprawiać swoje wysokopłatne hobby w naszym imieniu. Wałęsowskie „zdrowie wasze w gardła nasze” w wersji sportowej.

Nic się oczywiście nie zmieni i za wielkie szczęście miał będę, że nie uda się naszych rządzących zmusić do goszczenia w Polsce podobnej imprezy. Może te śmieszne Igrzyska Europejskie czegoś tych durniów nauczyły. I nie zapomnijcie, żeby dawać więcej pieniędzy, to może dostaniemy medale, znaczy się nie my przecież, ale to detal.

czwartek, 15 lutego 2024

Co jest do czego potrzebne?

 

Nareszcie jest za co pochwalić małpy z lewicy zarządzające obecnie oświatą. Planowane cięcia w programie historii oraz języka polskiego są wprost fantastyczne. Budzą nadzieję, że wychowane w najnowszym duchu pokolenie wreszcie wyjdzie na ludzi. Pierwsza nauka, historia. Rządzący dotychczas w swoim zidioceniu chcieli trafić do młodych z przekazem patriotycznym w sposób tragiczny, nierozumny i przeciwskuteczny. Dla nich (poważnie!) idealny bohater, którego miałaby naśladować młodzież zawsze kończy fatalnie. I w zasadzie ten fatalny koniec jest najważniejszy. Osobiście nie znam nikogo, kto chciałby być bity, poniżany, zamordowany, a na koniec pochowany gdzieś pod płotem. Do tego dodawano niezbędną w takich sytuacjach informację, że jego oprawcom działo się później jak najlepiej, a dzieciom i wnukom oprawcy, to już ho, ho… a nawet dzisiaj. Takie kuszenie na patriotyzm jest raczej koszmarne. Lewica tych oprawców nie wystawi na piedestał, ale wszystko zamieni w obłędne kłamliwe ględzenie i marudzenie, które nie trafi już do nikogo, a przy odrobinie szczęścia również okaże się przeciwskuteczne. Komuna już próbowała tresować młodych w tym duchu, no może po śmierci Stalina, nie aż tak bezczelnie jak Nowacka i jej banda, ale wykazywała pewien oficjalny zapał. Mam tu pewne zastrzeżenia, bo żal mi bitwy pod Grunwaldem, ale skoro i tak wychowano już teraz całe pokolenia, które nie radzą sobie z osią czasu i wieją w podskokach przed każdym faktem historycznym, jakie to ma znaczenie?


Bez zastrzeżeń natomiast co do rzezi lektur. Marudzenie o kodach kulturowych wsadźcie sobie pod kożuch. Swobodnie można, o ile nadal będzie się zmuszało młodzież do czytania, zastąpić Sienkiewicza Grocholą, a Prusa czy innego Reymonta rozczochraną noblistką Tokarczuk. To, że nieczytanie starych dzieł zastąpi nieczytanie nowszych nie ma większego znaczenia. Żaden kod kulturowy nie jest potrzebny do czytania dzieł jakiegoś Mroza czy innego ananasa. Naprawdę nie ma się czym przejmować. No, może tym, że tak zwana klasyka zostanie całkowicie wypchnięta z bibliotek, gdzie w gruncie rzeczy dogorywała z konieczności szkolnej, jako lektura. Tu też, z tej racji, że biblioteki nie są z gumy, z konieczności dziejowej gorsza literatura wyprze lepszą. Na boku zauważę, że biblioteki, jako instytucje utrzymywane z pieniędzy publicznych nie mają obowiązku udostępniać kanonu literatury polskiej i przede wszystkim światowej. Nikt o tym nawet nie pomyślał.


Przecież trylemat Lema nie powstał dzisiaj, a jakieś pięćdziesiąt lat temu. Jeśli ktoś nie zna, to niech się zapozna poniżej.

Po pierwsze, nikt nic nie czyta.

Po drugie, nawet jak czyta, nie rozumie.

Po trzecie wreszcie, nawet jak czyta i rozumie, natychmiast zapomni.


I tego się trzymajmy!

Rzecz w tym, że od dawna wszystko jest dla chętnych. Naprawdę cieszę się z tych planowanych zmian i chwalę lewicę. Weźmy takiego Jacka Woźniakowskiego, który w 1988 roku wydał zbiór felietonów „Czy kultura jest do zbawienia koniecznie potrzeba?” Tak się zastanawiał, a spłodził Rożę Thun. No właśnie.











środa, 14 lutego 2024

W tle...

 

W tle wojna na Ukrainie. Zmaganie dwóch reżimów identycznych w absolutnej pogardzie dla własnych obywateli. W tym Polska jak zwykle w roli pierwszej naiwnej. Teraz pod pręgierzem jako wróg Ukrainy, bo kilka miesięcy temu ciężko kapujące mózgownice naszych polityków zorientowały się, że dalsze uleganie ekonomicznej presji Kijowa sprowadzi na nas nieszczęście. Przycichły obłędne gadki, jako to za nas krew przelewają nasi bracia, a i już nie każdy głos rozsądku ucina się epitetami o ruskiej agenturze. Oczywiści nadal trwa akcja pomocy żywnościowej dla Ukrainy, co nawet nie jest śmieszne, bo te setki tirów z żarciem, którym nas próbują zalać, to przecież nad głowami tamtejszego obywatelstwa. Przecież z tego eksportu ukraińskiego zboża czy innych produktów, zyski nie idą ani na zmagania wojenne, ani na ulżenie doli tamtejszych ananasów. Szukaj ich tam, gdzie słońce ciepłe, a trawa zielona w lutym. To nawet przypomina czasy, gdy z tej samej ziemi, z tego samego ludu ssali miliony kresowi magnaci. Z tego też Rzeczpospolita jakoś nie urosła, a nawet diabli ją wzięli. 

Jeszcze zobacz. Oto kraina na tyle szczęśliwa, bajkowa niejako, że nie zauważa ubytku kilku co najmniej milionów własnych, przeważnie w pełni sił, obywateli. Część schroniła się w Rosji, część na zachodzie, na przykład u nas. Skoro tu pracują, to tam raczej nie. I działa? Ano działa i władców Ukrainy niewiele to obchodzi, byle biznes się kręcił. Reszta jest ględzeniem.

wtorek, 13 lutego 2024

Śmieszna...

 

Śmieszna sytuacja, gdy rozwielmożnione politycznie małpy i rozparty przed komputerami lud roboczy, nagle widzą w europejskich rolnikach zaczyn nowej Wiosny Ludów. Jedynie to, że nieznośna staje się władza arystokracji, współczesnych monarchów i innej hołoty, ale to za mało, żadnych sił przeciwko nim i żadnych złudzeń. Zbrodnia na Europie musi się dopełnić. Plany są proste i nawet niespecjalnie ukryte, a ich realizacja przyspiesza, dosłownie na łeb na szyję. Jest w tym pewna nadzieja, że kark skręcą, ale lud jest zbyt ogłupiony, by zauważyć, że jest gnany w niewolę. Jeszcze się cieszy i aż podskakuje, bo też chce ratować planetę, choć na uratowanej nie ma dla niego zbyt wiele miejsca. Wybory? Demokracja? Opcje polityczne? Brednie! Niczego podobnego nie ma i już nie będzie. Będą za to pałace ze złota i wyhodowanej w laboratorium (rzecz jasna) kości słoniowej, gdzie swoim ulubionym zajęciom będą oddawali się władcy nowego wspaniałego świata i kręcąca się dokoła ludność o półniewolniczym statusie, zarządzana przez rabów-panów.

piątek, 9 lutego 2024

Później

 

Wracając do naszych idiotów. Jest tak, że nawet za czasów komuny nie miałem nigdy wrażenia, że jestem rządzony przez aż takie małpy. Postęp i ćwiczenie z wyobraźni. Do tego lud niezwykle wprost głupi. Da się nabrać dosłownie na wszystko.

- Należy usunąć z listy lektur szkolnych „Syzyfowe prace”.

- Co, „Szyfrowane mace”?

Dyskusja o lotnisku. C.P.K.... i zaraz CKM w akcji. Przetłumaczę, że chodzi o Ciężko Kapujące Mózgownice. Dyskusja, wzmożenie ponad podziałami. No, doprawdy… I zaraz ok, już budujemy, że niby vox populi… Chyba popluli! Ludzie nie rozumieją, pomimo stu tysięcy przykładów, że ściągnęliśmy na swoje głowy rząd składający się z najzwyklejszych bandytów i tylko dla niepoznaki okraszony udziałem idiotek & idiotów.

- Co, „Starodawne kace”?

O dziesiątej

 

Wracając do naszych idiotów. Jest tak, że nawet za czasów komuny nie miałem nigdy wrażenia, że jestem rządzony przez aż takie małpy. Postęp i ćwiczenie z wyobraźni. Do tego lud niezwykle wprost głupi. Da się nabrać dosłownie na wszystko.

- Należy usunąć z listy lektur szkolnych „Syzyfowe prace”.

- Co, „Szyfrowane mace”?

Dyskusja o lotnisku. C.P.K.... i zaraz CKM w akcji. Przetłumaczę, że chodzi o Ciężko Kapujące Mózgownice. Dyskusja, wzmożenie ponad podziałami. No, doprawdy… I zaraz ok, już budujemy, że niby vox populi… Chyba popluli! Ludzie nie rozumieją, pomimo stu tysięcy przykładów, że ściągnęliśmy na swoje głowy rząd składający się z najzwyklejszych bandytów i tylko dla niepoznaki okraszony udziałem idiotek & idiotów.

- Co, „Starodawne kace”?

O ósmej

 

W dyskusji o istnieniu czy nieistnieniu Boga ludzie utknęli w dziewiętnastym wieku. Ateiści nie rozumieją, że podążając za ozdobnymi sztandarami przestarzałej nauki maszerują w niewłaściwą stronę. Niedługo odkryją maszynę parową i wynalazek druku. Obrońcy Boga, którzy są w defensywie na gruncie popkultury, mniej winni, bo w kółko muszą walczyć z tymi właśnie wiatrakami. Niczego nowocześniejszego niż wiatrak tu nie ma. Nawet truizm, że wiara nie jest sprzeczna z nauką, tak jak hokej na lodzie nie jest sprzeczny ze sztuką ikebany, pojawia się niezbyt często. I nie mam na myśli zacietrzewieńców, a zwykłych dyskutantów. W dwudziestym pierwszym wieku powinno być jasne, że na pytanie, czy istnieje Bóg, można odpowiedzieć:

- Istnieje i nie istnieje.

- Istnieje, nie istnieje, istnieje.

- Nie istnieje, istnieje, nie istnieje.

Jest jeszcze najstraszniejsza odpowiedź.

- Nie dla wszystkich.


O szóstej

 

Ból od rana, a jakże. Jeszcze o szóstej kot Musio na piersi, żeby koniecznie, żeby już na nogi. Istny fenomen, że zawsze godzinę przed czasem, a czas leci, byle czas leciał, aby czas leciał, ale czas niesie ku śmierci. Ki diabeł? Wtedy będziesz poza czasem i żaden kot cię nie obudzi – kusi kusiciel. To marne, zbyt dopasowane, zbyt oczywiste. Trudno się myśli o niebycie, a co dopiero o byciu poza czasem. Tak mówią nasze mózgi, że czas płynie, a my widzimy rzekę. Można dać się nieść nurtowi, albo wyjść na brzeg. Nic z tego, to nie tak. Być jednocześnie na początku i na końcu wszystkiego, ale jak być jednocześnie, będąc poza czasem. Co oczywiste nie może być tam następstwa czasu, więc ni początku, ni końca. Nie, źle. Nie da się tego sensownie pomyśleć. Lepiej ból rozgrzać. Kawa, herbata – nasze dzienne sprawy. To zawsze pomaga, odpycha myśli. Koty nakarmić, psa wygłaskać. Dalej i dalej, a czas płynie… Znowu to samo.

poniedziałek, 10 lipca 2023

Siedemnasty zeszyt. Dzieciaki

 

Skąd się biorą dzieci? Rozważanie tego problemu zajmuje od lat wielu poważnych ludzi, a za nimi nawet duża część społeczeństwa zachodzi w głowę. Niektórzy zapomnieli, inni pomimo swej pozornej dorosłości jeszcze się nie dowiedzieli, a są i tacy, którzy nawet na tak oczywisty temat zmyślają ile wlezie. Można się dowiedzieć, że dzieci rodzą się z powodu pieniędzy, z powodu istnienia żłobka czy przedszkola, z powodów patriotycznych, religijnych, a nawet z powodu prawa do przerywania ciąży. I na bazie takich intelektualnych rozważań kombinuje się, jak zwiększyć tak zwaną dzietność, bo inaczej nie będzie rąk do pracy, nie będzie z czego płacić emerytur i w ogóle wymrzemy jak te dinozaury. Cóż, bywa i tak.


Jak ma być, skoro cała współczesna kultura i idąca za nią moda jest wroga dzieciom i rodzicielstwu. Ba, kultura, cały system społeczny, z jego awansami i degradacjami jest wrogi, ponieważ wzorce, które promuje są wrogie. Na to wychodzi państwo ze swoim sentymentalnym biadoleniem. Tu jeszcze brakuje gadki w rodzaju, że dziad złożył Ojczyźnie ofiarę krwi, to ty choć nie skąp spermy czy innych jajeczek.


Po co, w ogóle, są te dzieci? Sens pragmatyczny, że są inwestycją, z której zyski otrzymuje się na starość zanikł prawie zupełnie, choć niekoniecznie chodzi tu o kwestie materialne. Powód jest prosty. Starość też zanika. Wszędzie pełno wesołych, sześćdziesięcioletnich istnych bobusiów, pięćdziesięciolatków jeszcze nie gotowych na dziecko, i tak dalej. Czyż nie jest tak, że w wielu środowiskach deklarowanie chęci posiadania dzieci jest zgrzytem, wyrazem braku aspiracji życiowych i odrzuceniem możliwości jakie daje świat, a skromna ilościowo rodzina z trójką dzieci jest traktowana już z dużą dozą podejrzliwości?


Podobnie jest z miłością, zastępowaną w coraz szerszym zakresie ględzeniem o niej, stawianiem warunków, samorealizacją, czy wreszcie przygodą. Co dziwniejsze nawet seks, wkrótce to zauważycie, powoli staje się czynnością podejrzaną. Nawet jemu stawia się coraz częściej rozmaite, coraz dziwniejsze warunki.


To jasne, że wszystkie te uwagi nie dotyczą wszystkich, nawet pewnie połowy zdolnej do prokreacji populacji, ale istnieją realnie, w formie uwarunkowań psychicznych i ma to odbicie statystyczne. I teraz, co można z tym począć?


Nic, rzecz jasna. Po prostu się nie da niczego sensownego zrobić. Każde odgórne działanie, każdy pomysł wynikający z najlepszych nawet intencji jest skazany na porażkę. Polska sprytnie porwała trochę młodych ludzi z Ukrainy, bo dotychczas tylko ich traciliśmy, ale to tylko na chwilę zahamuje proces starzenia się społeczeństwa. Trzeba się po prostu przyzwyczaić, zabezpieczać przed skutkami i czekać, bo wiadoma rzecz, że wszystko już było, a trendy są po to, żeby je odwracać.


niedziela, 9 lipca 2023

 


Siedemnasty zeszyt. Jasne niebo.


Odpowiedź na pytanie, czy warto pisać, skoro nikt nie czyta jest prosta. Oczywiście, nie warto. A jednak Ziemia się kręci, ludzie jak zawsze głupieją, ptaki śpiewają za oknem, koty oblizują się wietrząc polowanie i krwawy łup. Nie pojawiają się żadne znaki na niebie, w rodzaju gorejącego krzyża, albo chociaż komety. Lekkie lato z nami.


W polityce też flauta. Oklapły polityczne żagle i tylko chorągiewki mediów trzepoczą dziarsko. A wybory za pasem. PiS w gruncie rzeczy skazany na plajtę i wielce zdziwiony, że stare zaklęcia nie działają. Przegłupie TVP tylko mnoży wrogów, jakby starych było nie dość. Przed laty PO stała się zakładnikiem wspierających ją mediów, a teraz ci. I wszystko z maniakalnym, dosłownie, uporem. Po wyborach być może czekają nas kolejne, bo mniejszościowy rząd żadnej ze stron może się nie utrzymać. I tu się żarty kończą, bo polityczny zamęt jest ostatnią rzeczą, której nam potrzeba, choćby ze względów gospodarczych. Ale wiadomo. Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało!


Opozycja zbiera plony, z Konfederacją na czele. Elektorat się cieszy, resztę współobywateli mając za głupców. Zupełnie jakby ludzie tęsknili za czymś, co przy bliższym oglądzie nie wydaje się zbyt atrakcyjne. Może nie doceniam, że jednak miło jest odpocząć na bezrobociu, pozwiedzać kraje ościenne. Nie wiem, ale zawsze mnie dziwi, do jakiego stopnia ludzie są gotowi żyć nie swoim życiem i o nie swoje martwić się problemy. Ale jak odciąć wrzaski, rytualne zaklęcia i starannie wypracowaną przez media nienawiść, to flauta, pustka i nuda, w rzeczy samej.


Do tego wojna na Ukrainie, do której coraz trudniej się sensownie odnieść. Nie służy ani nadmierna ekscytacja, ani wyniosła obojętność. I znowu idiotyczna propaganda, która bezwarunkowo wiąże nas z losami sąsiedniego, bynajmniej nie przyjaznego nam państwa. We wszystkim przesada i jakaś zgoda ponad podziałami, że Polacy muszą koniecznie podlegać wojennej propagandzie, choć to nie jest ich wojna. Niezwykle głupie i jak niby ma takiej Konfederacji nie rosnąć poparcie?


To na dzisiaj. Krótko, a i tak zdążyłem pójść z Azą na spacer, podlać ogródek, nakarmić i wybawić koty, czyli zrobić coś pożytecznego. I wszędzie miło, spokojnie, jasne niebo.


wtorek, 21 marca 2023

Lenin wcielony, czyli ratowanie planety

 

- Dzień dobry, nazywam się Lenin i przychodzę obdarować pana świetlaną przyszłością.


Za każdym razem, gdy włączacie telewizor, czy otwieracie informacyjną stronę portalu internetowego, pojawia się ten ponury degenerat ze swoją obietnicą. To, że nie słyszycie tych słów pełnych bezdennego sarkazmu jest efektem prostego znieczulenia przez lejącą się zewsząd głupotę. Dzisiejsza obietnica grozy, prześladowań i przelewu krwi jest bowiem ukryta w szczebiocie medialnych idiotek i idiotów. Inżynieria społeczna na masową skalę to nie przelewki, choć jej dostępne publicznie przejawy wydają się błahe, śmieszne i nie bardzo możliwe do zrealizowania. Nie dajcie się nabrać, bo siekiera już została przyłożona do pnia waszego życia.


Przygotowania zostały już zakończone i zbliża się czas realizacji programów, których inaczej niż przemocą wprowadzić się nie da. Dlatego przekierowuje się sferę decyzyjną w ręce organów niewybieralnych w procesie demokratycznym. Można przecież, nawet niespecjalnie interesując się polityką, łatwo skonstatować, że Europą rządzą skrajni lewacy, a jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żeby gdziekolwiek wygrali wybory parlamentarne. Tu wchodzi tchórzostwo i oportunizm zawodowych polityków, którzy nawet nie próbują przeciwstawić się jawnemu przecież obłędowi promowanemu przez skorumpowane do absurdu media. Chcąc płynąć z głównym nurtem, tak naprawdę szykują serię kataklizmów tym, których zobowiązali się reprezentować.


-Dzień dobry, nazywam się Lenin i razem uratujemy naszą nieszczęsną galaktykę!


Oczywiście zaraz po uratowaniu naszej udręczonej przez człowieka planety. Dziw bierze, że żaden parszywiec nie zabrał się jeszcze za ratowanie kosmosu cudzym kosztem. Zupełnie jak w przypadku wszelkich proroków, którzy mają doskonałe rozeznanie w przyszłości na tyle odległej, że nikt nie będzie pamiętał ich proroctw, a im przyszłość bliższa i sprawy ciut szczegółowsze, całe prorokowanie okazuje się bujdą na resorach. Ludzie, którzy nie potrafią przeforsować żadnych pożytecznych reform, a nawet prosto wbić gwoździa w ścianę, z ogromnym zapałem biorą się za ratowanie Ziemi. Kto ich sprawdzi, kto zweryfikuje ich dane i kto przeliczy grabioną przy okazji forsę? Nikt. Jest to całkowicie bezpieczny bandytyzm, bo dla dobra wspólnego przecież! Weźcie pod uwagę, że na razie to w większości gadanie i presja ekonomiczna, ale wierzcie mi, że nikt nie zawaha się zabijać, bo to cały czas miot Lenina, który tak grzecznie się z wami wita.


Pozostałe miliardy ludzi, o ile o tych europejskich idiotyzmach w ogóle słyszały, muszą być nieźle zdumione, że przodująca jeszcze niedawno cywilizacja prze ku samozagładzie. Z uporem maniaka Europa ogranicza swoje możliwości i jednocześnie obniża na wszelkie sposoby jakość życia najszerszych warstw społecznych w tempie karabinu maszynowego rodząc kolejne dyrektywy i zalecenia. A najciekawsze, że nikt nie pyta się o sposób ich realizacji czy ciągi skutków, które spowodują, a to są rzeczy podstawowe. Nie, bo przecież postęp! Odkąd przemoc, ignorancja czy wypięcie się na realia życiowe jest postępem? To raczej przejmowanie władzy przez wariatów i dzieci. To nowa odsłona leninowskiego „władza rad i elektryfikacja”. Wszystko na prąd, a prąd z wiatraków i paneli. Czysto, miło i przyjemnie, prawda? A może zamiast wiatraków zacznijmy budować kieraty, które będą napędzały pieprzone tęczowe jednorożce?


Dla przykładu weźmy te wiatraki. Nie mam nic przeciwko nim, o ile per saldo pozyskiwanie z ich pracy prądu będzie tańsze, bez sztuczek i dopłat ukrytych w cenie urządzeń i przede wszystkim stabilne, bo dmuchać w ich łopaty nie mam zamiaru. Nie jest dla mnie szczególnie istotne, że szpecą krajobraz jak cholera, ani inne podnoszone przez ich przeciwników wady. Najgorsze jest to, że forowanie finansowe obecnych rozwiązań powoduje, że zamyka się możliwy jak najbardziej postęp techniczny w tej dziedzinie. Skoro ideologia tryumfuje nad ekonomią, ględzenie skorumpowanych cwaniaków nad bilansem kosztów i zysków, trudno w ogóle o tym sensownie rozmawiać. To samo z każdym innym forowanym obecnie rozwiązaniem. Teraz najnowszy, nieco humorystyczny pomysł, że eko, super i trendy jest budowanie drewnianych domów. Gdyby mnie było stać, sam bym chętnie kazał sobie wybudować duży drewniany dom. Podkreślam, że duży, bo w psiej budzie dla plebsu mieszać nie mam ochoty. I pięknie, ale skąd na te domy drewno, skoro najnormalniejsza w świecie gospodarka leśna jawi się w postępowej propagandzie jako przestępstwo. Może zrobimy drewno z plastiku? Aha.


- Dzień dobry, nazywam się Lenin i chcę pana/panią zabić.

- Przepraszam, ale to nie mój zaimek. Proszę się do mnie zwracać per pano.

- A, w takim razie przepraszam.

poniedziałek, 20 marca 2023

Kalkulacje polityczne, czyli huzia na Józia!

 

Mijają lata, a politykom największej partii opozycyjnej rozumu nie przybywa. Platforma Obywatelska nigdy nie była zbyt silna intelektualnie, ale i tak widać znaczący regres. Polega on choćby na tym, że z kolejnych porażek wyborczych spece od zarządzania partią nie wyciągają zgoła żadnych wniosków. Owszem, rozpoznają potrzeby swojego żelaznego, skrajnie prostackiego elektoratu, ale poza tym wszystko zdaje się dla nich niezrozumiałą ciemną magią. Obecny pomysł, wcale nie nowy, wystawienia jednej listy w wyborach tylko to potwierdza. A już sposób, w jaki się za to zabierają i kalkulacje, które za tym stoją, to istne horrendum.

Po pierwsze, kolejny raz pokazują, że wyborcze kombinacje scedowali na media, zupełnie jakby własnego rozumu całkiem nie mieli. I to dosłownie chwilę po tym, jak idiotyczny TVN zapędził ich na antykatolickie pole minowe. To nie pierwszy raz zresztą. Teraz równie pusta Wyborcza narzuca przekaz o wspólnej liście i jedynym łączącym wszystkie te partie haśle, że należy odsunąć PiS od władzy. Tam nie ma nic więcej i nie pomaga nazywanie samych siebie jedynymi demokratami in universum. Dziwna to byłaby demokracja bez faktycznego wyboru programu czy idei, za którą wyborca może się opowiedzieć. Już na tym etapie wychodzi kompletny brak powagi i błazeństwo, którego emanacją są stand upy podstarzałego lidera.

I od razu pogróżki, że kto nie z nimi, kto nie posłucha wezwania, to wróg i zapłaci za to wysoką cenę. Znaleźli się dawcy światła ze zużytym Tuskiem na czele. Po to stworzyli wydzielony profil niejakiego Hołowni, żeby mieli się gdzie podziać nieszczęśni wyborcy, którym macierzyste PO zbrzydło, żeby teraz zawracać ich kijem do iście pierwotnej wspólnoty. Pięknie. I Lewica, która w większości zatraciła jakąkolwiek tożsamość, poza nienawiścią do kościoła i polskości, jak ją po swojemu rozumieją. To akurat może być cechą łączącą, w tej iście pierwotnej wspólnocie, ale niekoniecznie jest to najcenniejsze dla ich elektoratu. Owszem, można pokazać Tuska tulącego się do drzewa, albo chodzącego z ekologicznym wiatrakiem na kiju, ale nie sądzę, by to były naprawdę chwytliwe pomysły.

W ogóle narzucanie się na absolutnego lidera i zbawcę opozycji w sytuacji, gdy ekscytowane w ten sposób partie same mają niezłe szanse wyborcze jest, delikatnie rzecz ujmując, nie na miejscu. Nie sądzę, by wyzbycie się tożsamości, własnego programu w najważniejszym dla partii politycznych okresie przedwyborczym było sensowną zachętą. Już nie warto się nawet rozpisywać o wojnie jaka nastąpiłaby podczas układania list wyborczych, bo to już sprawa frajerów, którzy zgodzą się na podobny koncept. Naprawdę sądzicie, że liderzy partyjni nie znają Tuska i jego metod działania? Zgoda na promowany obecnie szeroki blok, to wobec własnych szeregów i elektoratu pokazanie słabości, że niby tylko na plecach Tuska mogą jeszcze gdzieś wleźć. Raz, że to bujda, a dwa, że mająca być spoiwem nienawiść do PiS nie wydaje się być wystarczająco atrakcyjną motywacją. Stąd też i pokazane przez Wyborczą słupki, w dużej mierze są wynikiem chciejstwa i oszołomienia własną władzą nad partiami. Gdzieś umyka, że sama Gazeta już od dawna nie jest na poziomie sprawczym w stylu „wasz prezydent, nasz premier”. To raczej ściek dla miłośników wąchania nieczystości.

Zresztą poza nudnym ględzeniem o własnej wyższości, okraszonym eksplozjami chamstwa na pograniczu absolutnego zdziczenia, PO nie ma do zaprezentowania absolutnie nic. Sama, na własne życzenie i własnymi środkami doprowadziła się do takiego stanu w czym żywo przypomina właśnie Wyborczą. To ci dopiero liderzy opinii prowadzący lud na barykady. Boki zrywać!


niedziela, 28 sierpnia 2022

Nim poleje się krew, jak wiosenny deszcz

 Chrześcijaństwo upada od momentu, gdy Paweł z Tarsu położył podwaliny pod jego istnienie i przetrwanie. Upada od wewnątrz i jest obalane z zewnątrz. Lokalnie i globalnie, odkąd stało się religią światową. Jest podzielone, wręcz poszatkowane, ale jakoś tam trwa w instytucjach i ludzkiej świadomości. Mechaniczne czy duchowe, albo choć jako spuścizna czasów minionych. Od czasu do czasu pojawia się chęć jego ostatecznego unicestwienia lub sprowadzenia go do roli skansenu. Jego ostateczny kres, przynajmniej lokalnie, miał już miejsce wielokrotnie i zawsze wiązał się z masowym przelewem krwi. Poza tym ruchy mające za cel obalenie porządku chrześcijańskiego zawsze przy pierwszej nadarzającej się okazji przeczyły hasłom, pod którymi zawładnęły świadomością tłumów i zawsze w ostatecznej formie przyjmowały i przyjmują sekciarski, ściśle religijny format. Zupełnie tak, jakby z samej natury ludzkiej wynikała konieczność powielania tego schematu. Doskonale widać ten mechanizm na przykładzie rewolucji francuskiej, gdy władza polityczna przeszła w ręce prawników, zawodowych polityków, dziennikarzy i innych podobnych mądrali.  

Abstrahując od rzezi jaką prawie natychmiast udało się im wywołać, warto zwrócić uwagę na dwa charakterystyczne fakty. Pierwszy jest taki, że hasła o wolności, równości i braterstwie momentalnie wykorzystano do podzielenia społeczeństwa na myśliwych i ofiary, bezpośrednio adresując swój przekaz do plebsu, który za nic miał uzasadnienia polityczne i moralne. Druga rzecz, bardzo istotna, to fakt, że obalając Kościół, natychmiast próbowano stworzyć nowy. Ekscesy tego okresu, któremu kres położył Napoleon, razem z ich świątyniami rozumu, byłyby tylko ponurym błazeństwem, gdyby właśnie nie rzeka krwi, która popłynęła przy tej okazji. Podobnie, ściśle religijne na swój sposób były wszystkie reżimy totalitarne XX wieku, mające za podstawę teoretyczną model marksistowski. Była i nadal jest to religia, po rozmaitych weryfikacjach i poprawkach, w pewnym sensie zawiadująca światem w jakim żyjemy. Pomysły są stare, a różnią się tylko sposobem wykonania. Do czasu, oczywiście, gdy będzie trzeba oddzielić prawdziwych, w pełni ludzi, od ciemnoty, którą trzeba zniszczyć albo zmusić do uległości. Maszyna już dawno została puszczona w ruch.  

Tym razem szanse na ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijaństwa są większe niż kiedykolwiek, ponieważ nigdy jeszcze społeczność ludzka nie była tak zatomizowana, zależna od sztucznych bodźców zewnętrznych jak obecnie. Nigdy też nie było tak łatwym budowanie z gruntu fałszywych religii jak obecnie. Już nie trzeba tworzyć skomplikowanych systemów teoretycznych czy filozoficznych. Wystarczy rzucić tłuszczy byle ochłap, a ta leci z wrzaskiem niby do jakiegoś miodu najwyższej prawdy. Nie trzeba też trudzić się budową autorytetu, już byle krzykliwy czy płaczliwy błazen wystarczy. Do tego dochodzi pośpiech, bo jeszcze pod wpływem jakiegoś niespodziewanego impulsu, cała ta wielka kombinacja weźmie w łeb.


Dlatego tworzy się na gwałt organizacje i nadaje im się sztuczne autorytety, w tym takie, które za chwilę mogą uruchomić prawdziwe narzędzia śmierci.  

Weźmy na przykład to, co dzieje się obecnie w Europie, a co będzie miało wkrótce potworne konsekwencje. Mamy tu dwie główne idee, które są realizowane z maniakalnym wręcz uporem. Pierwsza jest jawna i jest to federalizacja Europy, poprzez stworzenie jednolitego państwa z narodowymi prowincjami. To jest zresztą zwornik naszej dziwacznej opozycji, tyle tylko, że niezbyt chętnie o tym mówi, powielając codziennie zestaw lokalnych bredni. Druga jest nie tyle tajna, ale też się o niej zbyt głośno nie mówi, tylko po prostu się ją krok po kroku realizuje. Otóż jest to w rzeczy samej obalenie demokracji takiej jaką teraz znamy i zastąpienie jej rządami instytucji, składających się z ludzi bez pieczęci wolnego wyboru, które wewnętrznie tworzą własne hierarchie i prowadzą własne gry polityczne. Z chwilą pokonania państw narodowych dostaną w swoje ręce sankcje dotychczas im przynależne. Demokracja rozumiana jako wybór zostanie w formie fasadowej jaką niektórzy z nas poznali w czasach PRL. Całość jest jawnie antychrześcijańska, nie ze względów politycznych nawet, bo tu już o żadnej polityce nie ma mowy.  


Grunt już jest doskonale przygotowany i można w zasadzie rozpocząć siew zła, które nas czeka, ale grunt, to jeszcze nie poszczególni ludzie. Na razie jesteśmy w okresie realizacji luterańskiej zasady, że wiara księcia musi być wiarą jego poddanych. To przekonanie zdobyło instytucje europejskie i nie tylko. Jest zasadą w tworzących własne hierarchie wielkich firmach, także i może przede wszystkim medialnych, na uniwersytetach i wszędzie tam, gdzie człowiek nie może już swobodnie, bez obstrukcji towarzyskiej i narażania się na sankcję wyrażać swobodnie własnych poglądów. Oczywiście prawie od razu okazuje się, że nie wystarczy milczeć, a trzeba też religię swojego księcia aktywnie popierać, uczestniczyć w swoistych liturgiach i organizowanych przez księcia nagonkach. Człowiek poddany podobnym presjom, aby nie wypaść z hierarchii albo nie oszaleć, musi najpierw pokątnie, a potem coraz aktywniej angażować się w proces własnej reedukacji, pozbywając się po drodze człowieczeństwa jakie zyskał dzięki chrześcijaństwu i wewnątrz niego. To, czy wierzy w Boga, nie ma tu żadnego znaczenia.  


Ktoś powie, że skoncentrowana władza, silne instytucje i fasadowy senat, to na przykład też cechy starożytnego Rzymu. Owszem, ale tu trzeba by przyjąć wszystkie konsekwencje i przyjrzeć się drodze do dewastacji tego systemu. Cesarski Rzym nie zaczął się bowiem od Heliogabala, bo wtedy wcale by się nie zaczął. I na pocieszenie dodam na koniec, że obecny też wcale się nie zacznie, ale czekają nas lata prawdziwej udręki, o ile już teraz ludzie nie pojmą, jakie piekło jest im szykowane. Co ma z tym wspólnego Chrześcijaństwo? Otóż, ni mniej, ni więcej, ale dosłownie wszystko. 

czwartek, 18 sierpnia 2022

Ponury gracz i opozycyjny walec wyborczy w krzakach

 Nie chadzałem nigdy do kasyn gry, ale bywałem w knajpach. I w jednej takiej, która już nie istnieje, zza stolika, który przeważnie zajmowałem, cały czas kątem oka chcąc nie chcąc widziałem automat do gry. Taką migającą kolorami szafkę. Prawie zawsze siedział tam na stołeczku ten sam facet i z uporem godnym lepszej sprawy karmił maszynę monetami. Od czasu do czasu wypadło mu kilka monet, którymi znowu karmił maszynę. Jego monety, jego zabawa, jego sprawa. Cały czas popijał drobnymi łyczkami piwo, a kiedy skończył, zbierał tyłek w troki, rzucał szybkie do widzenia i wychodził. Z ciekawości spytałem kiedyś barmanki, czy on tak stale przegrywa i dowiedziałem się, że kiedyś, ale bardzo dawno raz wygrał. I od tamtej pory stara się powtórzyć sukces.  

Ten ponury z wyglądu facet, z którym nie zamieniłem nigdy ani słowa, i którego później nigdy już nie widziałem przypomina mi się zawsze, gdy obserwuje kolejne mechaniczne wzmożenia naszej dzielnej opozycji. Bez względu na ich aktualny temat cały cykl przebiega identycznie. Raz trwa nieco dłużej, a innym razem bardzo krótko. Przecież, o ile jest tam jeszcze ktokolwiek rozumny, powinien wiedzieć, a i drugich nauczyć, że powtarzanie w nieskończoność tych samych akcji skoro za pierwszym, szóstym czy dziesiątym razem nie przyniosły pożądanego skutku, za jedenastym tym bardziej nie przyniosą. To idzie takim trybem. 


Wydarzenie – reakcja – stopniowanie emocji aż do kompletnego absurdu – wzywanie innych do działań, czasem wręcz rewolucyjnych - odtrąbienie pełni propagandowego sukcesu – rozczarowanie reakcją ludzi - obrażanie ludzi, których przed chwilę chcieliśmy do siebie przynęcić - wygaszenie sprawy – udawanie, że to nie my. 

I tak w kółko.


Sądząc po reakcjach fani opozycji przyjmują to za doskonałą wręcz monetę i jeszcze podkręcają te głupstwa, przenosząc je w rejony, gdzie już tylko śmiech. Ale chyba powinno opozycji chodzić nie tylko o fanów, bo w ten sposób koncertowo przerżną kolejne wybory, wbrew zapewnieniom, że już teraz, że już na pewno, że Polacy to czy tamto... Informuje, że to nie działa i działać nie będzie. Przeświadczenie, że ciągłymi, męczącymi swą nędzną retoryką akcjami narracyjnymi doprowadzą do zmiany czyichkolwiek przekonań jest błędem. W efekcie mamy sytuację, że musimy sobie radzić jakby bez opozycji, choć niby wszędzie jej pełno, a i sympatyzujące z nią media podnoszą wszystkie, które mają jej ułatwić powrót do władzy kwestie, o ile to w ogóle możliwe, na jeszcze wyższy poziom zidiocenia. To spore nieszczęście.   


Przed laty naiwnie apelowałem do dzisiejszej opozycji o powagę i zaniechanie ulegania tak zwanym zaprzyjaźnionym mediom. Te media, panowie opozycjoniści, pasą się na waszym nieszczęściu i zawsze będą grały na polaryzację społeczną ze względu na wymierne korzyści, które z niej czerpią. Na cholerę im wasz sukces wyborczy? Dla nich dzisiejsza sytuacja jest wprost idealna. Nią się pasą, jej trwania łakną. 


To powinno być jasne, ale każdy kolejny mijający tydzień utwierdza mnie w przekonaniu, że nie jest. Powrotu do rzeczywistości nie będzie, do powagi także i do końca obecnej kadencji sejmu będzie w kółko wałkowany ten sam kabaret. Dzięki tej idiotycznej taktyce PiS tylko się umacnia. Zgoła mu nie przeszkadza fakt, że prezentujecie szeroką koalicję od skrajnej lewicy do niewiadomych przekonań prawicy. Bardzo to sprytne na zasadzie, że dla każdego coś miłego. Tylko dlaczego wszyscy mówią to samo i w ten sam sposób? To wybór na zasadzie, miał sto twarzy, a wszystkie takie same. A w momencie, gdy faktycznie pojawiają się propozycję osobne jest jeszcze lepiej, bo trudno sobie wyobrazić, że można je nawet wewnętrznie uzgodnić. Wszystko razem przypomina populistyczny walec, który ma zmiażdżyć politycznych rywali, ale nie ma ani paliwa, ani kierowcy z uprawnieniami.  


Zapomina się przy tym o tak podstawowych sprawach jak to, że znakomita większość ludzi sprawy polityczne zna tylko z odprysków, co jest słuszne i świadczy bynajmniej nie o głupocie, a właśnie o mądrości. Tylko dureń albo fanatyk, o ile mu za to nie płacą, śledzi te wszystkie akcje i wywody. Kolejna sprawa, że ludzie w swej masie bynajmniej nie cenią ani radykałów, ani tym bardziej rewolucjonistów. I oczywiście nie cierpią skierowanego wobec nich szantażu. Oczywiście właśnie z tego ostatniego powodu trwa i będzie nasilała się akcja, że należy koniecznie ich wybrać, bo wtedy dopiero dostąpimy unijnego raju z powodu wypłacenia pożyczki. No, doprawdy, paliwo wyborcze pierwszej klasy. Żeby tylko ktoś was nie złapał z kanistrami tego paliwa.  


A może ten facet, który karmił w moim wspomnieniu maszynę monetami, jest teraz waszym głównym specem od narracji i dlatego już go nie widuję? Mniej więcej nawet daty się zgadzają, bo widywałem go w 2014 roku. Jeśli tak, to już jest po was, bo on cały czas się odgrywa, co jest grzechem podstawowym każdego hazardzisty.