Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwagi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2019

Uwagi 7

...

Przypadek posłanki Scheuring – Wielgus, która w związku z przeprowadzką z domu wolno stojącego do mieszkania oddała dwie suczki do schroniska byłby przypadkiem jednym z tysięcy, gdyby nie pozycja społeczna oraz starannie wypracowany wizerunek kobiety wyjątkowo wrażliwej na krzywdę słabszych. Jej czyn nabiera w ten sposób charakteru brzydkiej alegorii, która na szczęście dotyczy bardzo brzydkich ludzi. Może choć ten prosty i jednoznaczny przykład da do myślenia sentymentalnym durniom, ile dzieli deklaracje werbalne polityków liberalnej lewicy od rzeczywistości. – Przecież nie wywiozłam ich do lasu – tłumaczy posłanka. – Nikt z moich znajomych nie chciał kundli… - To jest jeszcze lepsze, bo przecież całe ta banda jest szczególnie wrażliwa. Na dodatek tłumaczy się alergią, którą odkryła wraz ze zmianą warunków lokalowych. Kłamie oczywiście, bo gdyby miała alergię na psią sierść nigdy nie miałaby psa, no chyba, że jest to alergia na sprzątanie psiej sierści. Zawsze miałem panią posłankę za wyjątkowo durną i prymitywną i nigdy nie zawracałbym Wam głowy tą okropną kobietą, gdyby nie moje dwie dzielne suczki, które po prostu wymagają tego ode mnie.

...

Nie wiem, kto jest dowcipniejszy, niemieccy publicyści czy lider ludzi o zadziwiająco niskich czołach, nasz, choć sowieckiego wyrobu Cimoszewicz. Ci pierwsi śmiało przełamują stereotyp Niemca ponuraka i po lamentacji szparagowej, do której wypadałoby napisać melodię, zabrali się za udowadnianie, że ewentualne reparacje wojenne zepsułyby Polskę na kilka sposobów, ponieważ nadmiar forsy szkodzi gospodarce. Proszę docenić humor zawarty w tej tezie, wprost prowadzący do wniosku, że Niemcy natychmiast i dla swojego dobra powinni te reparacje zapłacić. Zysk dla nich wydaje się oczywisty, ponieważ niszcząc naszą gospodarkę wzmocnią swoją, bo skoro lepiej jest nie mieć niż mieć… Bardzo się tymi ekonomicznymi nowinkami musiał przejąć Cimoszewicz, który na wszelki wypadek już chce rozdawać nie swój bynajmniej, a polski majątek. To też jest bardzo dowcipne, ponieważ jak raz jest kandydatem z Warszawy. Zawsze miałem go za ponurego łotra, a tu proszę… dowcipniś.

Tak sobie rozważam, kto lepszy, a tu coś w okno pazurem stuka, ciamka za szybą. Ki diabeł? Wyglądam, a to zwykła hybryda krokodyla z nietoperzem, czyli Gazeta Wyborcza z pretensjami, że pominięta. – A ja, a ja? – markoci. – Ja, to w wojsku dupa – tłumaczę i zamykam na wszelki wypadek okno.

...

Kultura i cała reszta codziennej tresury społeczeństwa służy w sensie politycznym przekierowaniu uwagi ze spraw ważnych na marginalne. Zwróćcie uwagę choćby na to, że podstawa naszego codziennego bytu, czyli stan gospodarki kraju, znajduje się na marginesie zainteresowania mediów i samych polityków. PiS chwali się kapitalnymi przecież wynikami w stylu gierkowskim, nie pokazując (poza złodziejstwem poprzedników) przyczyn wzrostu, bo są to sprawy dla ogółu niezrozumiałe i właśnie przy czynnym udziale kultury dawno uznane za nudne i nie warte opowieści. Opozycja z kolei nabrała przekonania, że organizacje międzynarodowe w rodzaju OECD znajdują się pod przemożnym wpływem oligarchy Jarosława Kaczyńskiego i w tej dziedzinie niczego nie raczy proponować. Dyskusja, o ile taka się pojawia jest na poziomie: -Pietruszka droga, ale masło staniało. Jedynie część Konfederacji po Korwinowemu zasuwa, nie bacząc na to, że Polska nie jest samotną wyspą i pełna realizacja ich częściowo słusznych postulatów zmieniłaby nasz dość ładny kraj w istne żerowisko dla międzynarodowego biznesu, ale to już oczywiście prawo ich bajki oraz imponujących uproszczeń, które stosują. Cała reszta przekazu nakierowana jest na wzmożenie emocji. Te zaś w polityce są potrzebne, ale do cholery, emocji nikt nie włoży do garnka!

sobota, 16 lutego 2019

Uwagi drobne na kanwie porannej lektury serwisu gazeta.pl


Świat jest trudny. Wczoraj bomba atomowa, a dzisiaj na pierwszej stronie serwisu gazeta.pl najciekawiej zapowiada się tekst „Iwona z Łomży nagle zaczęła mówić płynnie po angielsku. Wystarczyło”. 
Wczorajszy dzień w polityce był w ogóle bardzo zabawny. Sensacja roku, której sensacyjność trzeba tłumaczyć zdumionym odbiorcom, wyrażając przy tym jawne niezadowolenie z ich ciemnoty. Sądzę, że zabrakło odrobiny poezji. Znalazłem ją o dziwo w dziale ekonomicznym Gazety. Jakby tego było mało jej autorem jest Niemiec, barwnie opisujący pokojową polską ekspansję na wschodnich rubieżach swojego potężnego państwa. To po prostu piękne:
„"W pewien zimny deszczowy wieczór po pracy, podczas gdy polski rząd stale oddala się od Europy, polska rodzina z zachodniej części kraju wypoczywa w swoim jasnym wschodnioniemieckim pokoju mieszkalnym. Radio nastawione jest na polską stację, na ekranie plazmowego telewizora widać kolorową grę wideo. Przed wjazdem na posesję zaparkowane są trzy samochody na polskich rejestracjach. Za ogrodzeniem szczekają psy. Blade światło latarni oświetla brukowaną drogę w Menkinie - miejscowości z bardzo starym kościołem i 167 mieszkańcami" - czytamy w całostronicowym reportażu.

* * *
Pamiętam emocje związane z obradami Okrągłego Stołu. Przypominały nieco reakcję na puszczane wówczas przez radio piosenki, w których tekstach można się było doszukać antyreżimowego przekazu.
Pierwsza i odruchowa: - Ale dają…
Druga i rozumniejsza: - Dają tyle na ile komuchy pozwalają.
Wcześniej Okrągły Stół kojarzył mi się z rycerzami, królem Arturem, Lancelotem, a ci z kolei z filmem „Monty Python i Święty Graal”. Teraz kojarzy mi się diabli wiedzą z czym.
Trzydzieści lat temu Adam Michnik uchodził za radykalnego antykomunistę. Gdyby ktoś zechciał młodzieży przybliżyć rozmaite związane z tymi obradami niuanse i wyskoczył z tym przykładem, większość spyta najpierw:
-A kto to jest Michnik?
I to jest świetne. Guma sparciała i dmuchane polityczne lale naszej młodości znalazły się w składziku na zapleczu. Wrzeszczą, kopią, tumanią, ale tak naprawdę już ich nie ma. Może kiedyś, gdy i nas nie będzie ten dziwny mebel, który był w zasadzie oznaką symbolicznej równości odzyska dawne świetne, bo legendarne znaczenie.

* * *
Chciałem coś napisać, ale mam na słuchawkach Lesia Millera w radio TokFm i do głowy przychodzą mi tylko przekleństwa. Po cholerę ludzie w średniowieczu w ogóle je wymyślili? Wystawcie sobie, że nawet językową przestrzeń dla przekleństw jakie znamy trzeba było wymyślić. Zastąpiły w języku zaklęcia, w przykrym momencie, gdy ludzie zorientowali się, że coś słabo działają. Początkowo próbowano je zarezerwować dla warstw wyższych i z oburzeniem opisywano jak to chłop prosty przeklina niczym szlachcic. Był to towar deficytowy do tego stopnia, że biedni Francuzi początkowo importowali przekleństwa z Anglii. 

I właśnie przez takich ancymonów nie potrafię niczego sensownego napisać. Dodam tylko, że wraz z rozpowszechnieniem się przekleństw rozpoczęła się walka z mową nienawiści. Tamtejsi publicyści narzekali na idiotyzm władzy, która za przeklinanie wymyślała drakońskie i niesmaczne kary w rodzaju ucięcia języka. W ten sposób sprośny zwyczaj tylko się rozprzestrzenił, bo nikt podobnych sankcji nie brał poważnie. Ludzie praktyczni zalecali natomiast by stosować zamienniki, na przykład wyklinając Boga zamieniać jego imię na „buty”. Bezpiecznie i racjonalnie. Tyle tylko, że po 700 latach nie mam zamiaru wobec tak marnych typków jak Miller czy jego rozmówczyni Lewicka używać jakichś śmiesznych zamienników, a język jest mi drogi z wielu powodów.

* * *
W dzisiejszej Wyborczej rozważania na temat inteligentnych domów. Lepiej by się zastanowili nad inteligencją własnego redaktora naczelnego.

* * *

Na żywo, dosłownie każdego dnia przekonujemy się, jak ważna jest historia i stosunek do niej. Pewnie dlatego pracowicie podważano i nadal podważa się jej znaczenie. Obecnie rządzący pomimo licznych w tym względzie deklaracji, w zasadzie poza tworzeniem nowych historycznych mitologii i płaczliwym domaganiem się uznania też nie mają się czym pochwalić. Świetnie, że mówi się o partyzantce niepodległościowej, o rotmistrzu Pileckim, że odkłamuje się, choć niezwykle ostrożnie, bujdy wpajane społeczeństwu przez dziesięciolecia, ale brak w tym ujęciu szerszego spojrzenia.
Opiewa się i podświetla punkty, podczas gdy pozostałe wydarzenia tkwią w ciemności. To jak nowoczesne interaktywne muzeum, które prowadzi zwiedzających od eksponatu do eksponatu ku finałowi, gdzie czekają gotowe wnioski. Widzimy bohaterów i poszczególne wydarzenia, ale nie jest to klasyczna oś czasu. Brakuje też związków przyczynowo skutkowych. Oczywiście szkoła nie nauczy historii, ale powinna dawać chętnym narzędzia do jej amatorskiego badania.
Dzisiaj młodzi ludzie stają bezradni przed ogromem ukazującego się materiału nie zdając sobie sprawy, że większość dzieł to płody nieuków, historycznych grafomanów i propagandowych groszorobów. Tkwimy pomiędzy sprzecznościami motywowanymi politycznie i nie potrafimy przez to odpowiedzieć na dziwaczne zarzuty rozmaitych zagranicznych nieuków o wybitnie złej woli, ponieważ nasze odpowiedzi muszą być zrozumiałe dla nierozumiejącego historii społeczeństwa.
Wkładane w to wysiłki są daremne, a przy tym zabierają czas i energię, gdy trzeba zacząć od początku. Dosłownie. Narzędzia w postaci historycznych badań DNA są gotowe i już używane, ale o tym cicho. To ważne, bo warto w końcu zrozumieć skąd się wzięliśmy w tej naszej Polsce. Nieistotne? A stutysięczny tłum idiotycznych turbolechitów to nic? A może chcecie się za kilkanaście lat dowiedzieć, że Bolesław Chrobry był po prostu starą Żydówką? Jeśli uważacie, że to niemożliwe, włączcie telewizor.


środa, 23 stycznia 2019

Uwagi drobne z dni wzmożenia ponad podziałami


Przez wiele lat czciłem Lecha Wałęsę jako najwybitniejszego w Polsce kabotyna i zafiksowanego na sobie emocjonalnego zaburzeńca, ale widzę, że Juras Owsiaka w kilka dni znacznie go przewyższył. Doceniam i gratuluję fanom, czekając niecierpliwie na skuteczny kontratak naszego pokojowego noblisty.

xxx

Kapitalny jest koncept, żeby zebrane do kupy przy medialnym kotle partie opozycyjne prowadziły zbliżające się kampanie wyborcze na granicy histerii, na dodatek przy użyciu całego wachlarza szantaży i szantażyków moralnych. To jest właśnie to, czego z utęsknieniem oczekują wyborcy. Najprzyjemniejszym bowiem dla każdego obserwatora jest widok bachora, który z wrzaskiem rzuca się na podłogę w sklepie, żeby na mamie wymusić zakup batonika.

xxx

Kłamstwo jest wyjątkowo łapczywe. Wystarczy, że z powodu wzruszenia, czy chwili refleksji nad istotą człowieczego bytu na chwilę opuścisz gardę, już okłada cię ciosami jak cepy i wrzeszczy ci do ucha, że za mało się starasz, że musisz paść przed nim plackiem. Wiem, że to nudne i całkiem niedzisiejsze, ale warto pamiętać ( Do jasnej cholery!) że złe drzewo nie może wydawać dobrych owoców. Sfera publiczna jest puszczą w której kłamstwo i związana z nim przemoc mają swoje naturalne środowisko. Tam się rozmnaża i nabiera sił nim wyruszy na łowy, których jesteś celem, razem ze swoimi fobiami, łatwym wzruszeniem i wytrenowaną przez lekturę i filmy naiwnością. Jego naturalnym wrogiem jest rozsądek, przymiot naturalny i dlatego pewnie dziwnie zaniedbywany.

xxx

Zawsze mam pod górkę! Oto PO ogłosiła bojkot TVP. Gdybym oglądał telewizję miałbym chociaż przyjemność z nieoglądania zdegenerowanych pysków tych łajdusów, ale skoro nie oglądam, to kwestia mojej satysfakcji stała się dość skomplikowana, a nawet problematyczna. Zauważę przy okazji, że pomysł największej partii opozycyjnej jest równie dobry jak próba zrobienia biznesu na sprzedaży przemówień Tuska na kasetach VHS.

xxx

Od rana Gazeta Wyborcza. 
Oto tytuły nadane temu samemu tekstowi ściągniętemu z lokalnego wydania. Na stronie Gazeta.pl zachęca do przeczytania tekstu coś takiego:
"Lista spotkań i nawyki Jaśkowiaka pod lupą. Policja sprawdza prezydenta Poznania"

Ale na Wyborcza.pl czytamy:
"Policja sprawdza, czy 
prezydent Poznania jest bezpieczny"

Tekst dotyczy zapewnienia bezpieczeństwa, więc dlaczego tytuł na popularniejszej stronie sugeruje inwigilację urzędnika? Wiem, że to głupstewko, ale właśnie na tym polega propaganda, gdy się wie, że rano większość czytelników tylko przegląda pierwszą stronę, żeby sprawdzić, czy nie nastąpił koniec świata, albo czy Piątek już na pewno zagra w Milanie.

wtorek, 4 grudnia 2018

Trzy uwagi o Ukrainie

Ukraina 1

Wśród spraw dzielących polską opinię publiczną kwestia ukraińska jest najosobliwsza, ponieważ uczestnicy rodzącej się tu i ówdzie dyskusji poddawani są już na wstępie wielokrotnemu szantażowi. Z jednej strony każda krytyczna wobec Ukrainy i jej polityki uwaga jest piętnowana jako prorosyjska, aż do zarzutu płatnej działalności agenturalnej. Z drugiej strony mamy deptanie po grobach pomordowanych na Wołyniu i nie tylko tam przecież, a z trzeciej ponad milion pracujących i uczących się w Polsce Ukraińców. Te wszystkie szantaże na podłożu emocjonalnym powinny się wzajemnie unieważniać, ale gdzież tam. W tym wszystkim Ukraina zachowuje się na wszystkich możliwych poziomach w sposób najgłupszy z możliwych, co przecież nie powinno zniewalać polskiej myśli politycznej. Niestety nawet linia oficjalna jest pełna sprzeczności, ponieważ to co przedstawia jako korzyść ze stanu wzajemnych stosunków, niekoniecznie jest korzyścią. Chętnie zapomina się na przykład, że mamy do czynienia z państwem w stanie rozkładu wewnętrznego, co pociąga za sobą iście afrykańskie obyczaje polityczne, oparte na mitach i rozdrażnieniach, a wszelka myśl naprawcza zdaje się być dla sfer rządzących Ukrainą bez mała obcą interwencją.

Ukraina 2

Wśród zalet istnienia wolnej Ukrainy króluje przeświadczenie, że jest i będzie buforem pomiędzy nami a Rosją. Trochę to przypomina komunistyczną afirmację NRD, jako bufora oddzielającego nas od złych zachodnich Niemiec. Po pierwsze, bycie buforem nie jest żadną rozsądną aspiracją i nie wiedzieć czemu zakładamy, że Ukraina z rozkoszą walczyłaby w czyimkolwiek interesie. Zresztą z doświadczenia ubiegłych lat powinniśmy wiedzieć, że chaos wewnętrzny nie generuje czegoś, co górnolotnie nazywamy wolą walki. Poza sferą deklaracji politycznych i marginalnymi w sumie ruchami narodowymi, naród tamtejszy, struktura państwa i gospodarki są zwrócone na wschód. To zależności, których nie da się ani odwojować, ani zagadać, a mówienie o Ukrainie jako potencjalnym sojuszniku, to bajanie godne pięciolatka. Nie jest przypadkiem, że w poszukiwaniu tożsamości, które mogłby spoić mentalnie ten spory przecież kraj tamtejsi mistrzowie propagandy chętnie uderzają w antypolskie struny. Z ich perspektywy bowiem jest to działanie bezpieczne, choćby dlatego właśnie, że nasz stosunek do Ukrainy jest tak złożony i sprzeczny wewnętrznie. Z perspektywy Rosji z kolei, Ukraina jest po prostu prowincją imperium. Nawet nie zbuntowaną, a raczej sprawiającą kłopoty. Gdy magicy na Kremlu dojdą do wniosku, że dla dobra Ukraińców czas zmienić status Ukrainy, uczynią to bez wahania i groźnych dla siebie konsekwencji międzynarodowych.

Ukraina 3

Wśród moich marzeń jest i takie, że w Polsce gdzieś za siedmioma murami i siedmioma żelaznymi drzwiami stoi stół, przy którym analizuje się warianty, o których strach w ogóle wspomnieć publicznie. Wśród nich, nawet gdy przyjmiemy stan obecny za odpowiedni, powinna wybijać się osobliwa kwestia, że całkiem niedługo możemy zostać zmuszeni do wzięcia odpowiedzialności za zachodnią część Ukrainy. Osobliwa w tym sensie, że ani tego pragniemy, ani taki dar nie będzie emanacją czyjejś tam przyjaźni, a może wręcz przeciwnie. Tym bardziej powinniśmy być przygotowani, w sposób tajny, oczywiście. Dla higieny dodam, że ani miasta, ani ziemia ukraińska nie jest w żaden sposób nasza i wszelkie bajania na ten temat nie mają sensu. Nie jesteśmy też przygotowani do podobnych wyzwań mentalnie, prawnie, konstytucyjnie, militarnie, infrastrukturalnie, politycznie ani pod żadnym innym względem. Nie znaczy to wcale, że w podobnej sytuacji musimy popadać w czarną rozpacz. Zawsze możemy liczyć, że przebudzi się drzemiący od stuleci narodowy geniusz i z zapomnianych już, wrosłych w grunt ruin powstanie federacyjna Rzeczpospolita. Nie taka to fantazja, gdy lada dzień mogą ruszyć tektoniczne płyty światowej polityki. Czy mnie, nam, się to podoba, nie ma większego znaczenia, ale należy być gotowym i na nierozpoznane wyzwania.

niedziela, 2 grudnia 2018

Uwagi 6


Erewań
Nie mogę po prostu nadążyć za dziwnością ludzi. Czepiają się na przykład Rafała Trzaskowskiego, że nie ma zamiaru realizować jakichś rzekomych obietnic wyborczych. Zupełnie jakby obudzili się dzisiaj i nie znali PO. Przecież nasz Rafał nadal jest ładny, zna języki oraz pisma tego Francuza i przede wszystkim nie jest pisowcem. To jest akurat to, na co sami głosowali, a jakieś tam drzewa, żłobki czy komunikacja miejska, to był tylko taki dodatek, bo jednak z okazji wyborów trzeba czasem otwierać gębę. Prawie 30 lat demokracji, a ludzie zawsze zdziwieni. Za komuny krążyły dowcipy o przewrotnym uroku Erewania.
- Ludzie, w Erewaniu na centralnym placu rozdają samochody!
- To prawda, ale nie samochody, a rowery i nie rozdają, a kradną.
Wiem, wiem przecież, że pan Trzaskowski był wtedy małym chłopcem i prawie na pewno nie jest Ormianinem, w związku z czym nie ponosi za te ekscesy żadnej odpowiedzialności. Ogólnie i ku pamięci: Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr!

Repolonizacja
Jestem miękkim przeciwnikiem repolonizacji mediów z dwóch powodów.
Po pierwsze, dla naszego psychicznego komfortu lepiej jest, że nie musimy wstydzić się, że całe to łajdactwo jest wyłącznie polskim produktem. Na przykład po 70 roku ludzie prości wmawiali sobie, że do robotników na wybrzeżu strzelały Kacapy przebrane w polskie mundury. Zawsze to jakoś lepiej wygląda.
Po drugie nadzór właścicielski to nie wszystko. Rodzi się pytanie, kto niby miałby zastąpić te tysiące nieuków, durniów naturalnych i jawnych oszustów, gdyby do tej repolonizacji doszło? Obawiam się, że przyszli dziennikarze, w jakiś tam sposób godni tego miana, biegają jeszcze po szkolnych korytarzach.
Oczywiście lepiej coś mieć, niż tego nie mieć, ale popatrując na te jak najbardziej polskie media, od Gazety Wyborczej poczynając, a na TVP kończąc, odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że ta cała repolonizacja to tylko przepis na długotrwałego i wielce nieprzyjemnego kaca.

Żabojady
Stosunkowo niewiele mówi się w słodkiej Polsce o francuskim zamęcie. Temat jakoś niewygodny dla nikogo, bo niby z jednej strony bunt ludu, ale z drugiej powody buntu dla nas niejasne, skoro żyjemy w przeświadczeniu, że życie nad Sekwaną to kwiatki, berecik i Rogalik z kawusią. Francja współczesna, wbrew rozpowszechnianej przez media opinii, bynajmniej nie jest dziedzicem rewolucji, gilotyny czy innego, prawda, Napoleona. Istotą urządzeń społecznych nad Sekwaną jest bowiem arystokratyzm, łączący na zasadach chowu wsobnego elity polityczne, finansowe i medialne. Szyte to było w obecnej wersji pod de Gaulle’a i jest to memento dla marzących o ustroju pisanym pod silnego przywódcę. Taka impreza zawsze kończy się rządami łatwych do obsługi przez system kreatur w rodzaju Macrona. Przeniesiony na nasz, pogardzany przez wielu polityczny ring, ten facet, którego poparło ponad 20 milionów Francuzów, zostałby rozniesiony w pył przez wesołego osiołka Ryszarda Petru. Francuzi biją się z policją, ale w końcu się zmęczą i przy okazji najbliższych wyborów łykną kolejną podsuniętą im przez establishment żabę, ponieważ dawno temu zostali skazani na bycie żabojadami.

wtorek, 27 listopada 2018

Uwagi 5


Niemcy
Dążenie do bycia hegemonem, w dłuższej perspektywie zwykle prowadzi naszych przyjaciół z zachodu na manowce. Wynika bowiem z nieznanej innym nacjom megalomanii, nie łagodzonej autoironią, czy poczuciem humoru. Na meta poziomie najważniejsza jest dla nich idea i drugorzędną kwestią jest, czy będzie to nazizm, czy pacyfizm. W podporządkowaniu się ideologom są mistrzami, jako nieodrodni romantycy. Przemysł, organizacja pracy i kultura, tak naprawdę są brzemieniem, który zawsze gotowi są zrzucić. Ojciec Bocheński mawiał o nich, że w zasadzie są to również Polacy, tylko gorsi.

Sojusznicy
Nasza polityka zagraniczna jest trwale skażona ideą zapewnienia Polsce bezpieczeństwa poprzez rzucenie się w ramiona wymarzonego obrońcy. Nie targujemy się, nie żądamy wzajemności, zadowalając się zaszczytnymi pochwałami. Uprzedzamy oczekiwania drugiej strony, a potem wielkie zdziwienie, że nikt nie traktuje nas poważnie. Jak Unia Europejska, zaraz wobec niej biedne pieski. Teraz USA, no to jakby pięćdziesiąty któryś tam stan, któremu własna polityka zagraniczna nie jest zasadniczo potrzebna. Opozycja ma szczególnych przyjaciół za Odrą i też znowu plackiem a nawet z głowami w piachu. Czasem można odnieść wrażenie, że powszechnie wyśmiewany Gomułka bywał w porywach mniej zależny wobec Kacapów niż my, swobodni przecież, oczywiście w granicach rozsądku.

Wolne
Media stały się bożkiem, któremu wszystko wolno. Kłamać, wymyślać niestworzone historie i zasłaniać się tajnym informatorem, tworzyć fałszywe hierarchie wartości, a nawet działać na szkodę państwa, w którym działają. Takie media nie są naszym wynalazkiem, broń Boże. Na przykład złotym liściem do wieńca ich chwały było stworzenie takiej atmosfery społecznej w USA, że wycofanie wojsk amerykańskich z Wietnamu w latach 70 nie miało alternatywy. Powiewały flagi, a pacyfa stała się światowym logo. Dzięki temu miliony ludzi mogły umrzeć nie przeszkadzając wrzaskami w sjeście moralnych zwycięzców. Od tamtych czasów media znacznie wzmocniły swój przekaz i są niczym światowa pięść. Za każdym razem, gdy włączasz telewizor dostajesz nią w łeb. O Twoją wolność od tej akurat przemocy nie walczy nikt.

piątek, 23 listopada 2018

Uwagi 4



Cechy
Na potrzeby bieżącej walki politycznej wielu odrzuca poczucie humoru, łagodność, przyzwoitość i nabytą przez lata wiedzę. Już nadzy, uzbrojeni tylko w kły i pazury, apelują do pospólstwa z pozycji autorytetu i dziwią się niezmiernie, że powoli zasysa ich próżnia absolutnej obojętności. Nie da się bowiem furii przedstawić jako rozsądku, a lęku przed utratą pozycji oraz związanych z nią apanaży jako ekscentrycznej odmiany patriotyzmu.

Słowa
Po naszej chimerycznej epoce zostaną słowa o znaczeniu zdewaluowanym do zera. Nieprzydatne frazesy i oswojone groźby. Media i politycy nie zorientują się, jak poważny jest to problem, aż wszystko będzie ponurą budą kabaretu, gdzie kanibal zaśpiewa nam swoje ludożercze kuplety. Łatwiej odbudować dom czy nawet miasto niż język.

Gorączka
Ludzie zapalczywi często narzekają, że ostre deklaracje polityków nie mają potem odzwierciedlanie w ich czynach. Całe szczęście, bo gdyby było inaczej, od dawna po pustynnej, lub jak kto woli, ujętej w kleszcze wiecznej zmarzliny Ziemi hulałby jeno wiatr, a naga ludzka czaszka byłaby wielką atrakcją hipotetycznych kosmitów pod bezlitosnym sklepieniem nieba.

Rekin
Znaczny wpływ na wybory polityczne wielu obywateli ma przeświadczenie, że głosując tak jak głosują, w jakiś czarodziejski sposób dołączają do lepszego towarzystwa. Zupełnie jakby bierność czy głupota uszlachcały. Potem, już ze szlacheckim patentem w kieszeni dalejże się puszyć! To ludzie, którzy są gotowi całować w ząbek rekina, jeśli ktoś nabierze ich, że całowanie rekina jest miłe, bezpieczne i postępowe. W ogóle nie przyjmują do wiadomości, że rekin ma ich tam, gdzie człowiek ma dupę. O ile akurat nie zgłodniał.

Sąd
Ludzie naoglądają się filmów amerykańskich i patrząc na żałosny procesik Wałęsy gęsto narzekają, że taki sąd jest farsą. No jasne! Może Wysoki Sąd dla waszej proletariackiej przyjemności ma być inteligentny, bezstronny i błyskotliwy, aż do dowcipności? O, podobało by się wam, gdyby sędzinę grał Clint Eastwood, Kaczyńskiego Duvall, a Wałęsę Stallone! Nic z tego, mili moi, nic z tego…

Trawa
Latami opowiada się ludziom, że samorząd ma niewiele wspólnego z wielką polityką, że dba o jakieś „małe ojczyzny” i jest najczystszą emanacją woli ludu. Po wyborach wygłupy się kończą i przez kilka tygodni można widzieć ich prawdziwe oblicze. Trzeba się spieszyć z oglądaniem, bo zaraz opadnie kurtyna i zza niej usłyszeć będzie można ględzenie o „małych ojczyznach” i oddaleniu spraw lokalnych od wielkiej polityki.

sobota, 17 listopada 2018

Uwagi 3


Cebula
Polacy nagle nie chcą obierać cebuli, w związku z czym do tej szlachetnej pracy firmy sprowadzają obcokrajowców, którzy nas obiorą i zjedzą – narzekają narodowi patrioci. Sami chętnie obieraliby cebulę z powodów ideologicznych, ale przecież nie za te nędzne parę złotych!

Wszyscy
Gdy ktoś zaczyna wypowiedź od „wszyscy”, albo „Polacy”, a dalej to czy tamto, to łże. Jest niczym burak cukrowy twierdzący, że wszechświat powstał, by go zrodzić. Podobnie ludzie mówiący o sobie w liczbie mnogiej. Ci są szczególnie zabawni, bo łatwo ich policzyć.

Nagroda
Reportaż o leśnych nazistach doczekał się nagrody. To cieszy, ponieważ potwierdza moją tezę, że środowiska medialne opanowane są przez infantylnych idiotów. Pragnę tylko zauważyć, że logo każdej z zaangażowanych w światowy postęp redakcji dziwnie łatwo ułożyć z wafelków.

Tradycja
Przez media przemknęło, że nowy władca Warszawy jest szlachcicem. Już sam Chrobry nadał bowiem swojemu rycerzowi herb „Trzaska”. A może bankier Czarnecki i europoseł Rysio to potomkowie Stefana Czarnieckiego, którym w zawierusze dziejowej umknęło zasadnicze „i”?

M.Rej
Reja „Małych złodziejów wieszacie, a wielkim się kłaniacie” w kontekście wyczynów  rozmaitych urzędów jawi się jako dziwnie aktualne. Albowiem tradycja to nie tylko husaria. Nie przesadzałbym jednak z polonocentryzmem, bo to światowy trend. A inni guzik mieli, nie husarię!

Aluzje
To coś w rodzaju żaluzji, zza których wykukiwał artysta i mrugał do ludu, co wymagało pewnej zręczności. Dzisiaj bierze w fitness łapska młot pięciokilowy i wali publikę po łbach. Przy okazji informuję, że teksty „Kaczor dziś tu polewa” czy „Ryży chuj” nie są aluzjami.

Nicki
Dziwne wrażenie sprawiają ludzie, którzy kryją się w sieci pod nazwiskami królów, hetmanów czy innych bohaterów historycznych. Osobiście raczyłem zganić króla Sparty Leonidasa, który gardłował przeciwko aborcji eugenicznej. Jest i Zygmunt III Waza jako wojujący ateista.









środa, 14 listopada 2018

Uwagi 2


Marsz
Ci, którzy na co dzień twierdzą, że jeden obraz wart jest tysiąc słów, teraz próbują zagadać tysiąc obrazów przy pomocy garści wyświechtanych formułek. Polska, oczywista dla nas, dla nich jest ciemnym wilgotnym wirem dżungli. Śmiertelną pułapką, w której czyhają Polacy , okrutni kanibale…

Topór
Sentymentalna gadka, że najgorszy ze wszystkich wrogów jest wróg wewnętrzny jest tylko sentymentalną gadką. Odpowiednio hodowany, by nie urósł zanadto, jest normalnym elementem polityki. Nadyma się, wrzeszczy i ma wielką zaletę, bo zawsze jest pod ręką. Stąd tytuł.

Historia
Album dzieł malarskich Wyspiańskiego z dziękczynnym adresem Ojca Bocheńskiego trafił do Mussoliniego, w podzięce za pomoc w uwolnieniu krakowskich profesorów z obozu Sachsenhausen. Zdobyty przez Amerykanów wrócił do rąk zakonnika z kąśliwym acz przyjaznym komentarzem.

Italiano
Włoscy faszyści są znani w Polsce od dawna. Wystarczy wspomnieć budzący grozę film „Giuseppe w Warszawie”. Zabawne, że w czasach ponurego Gomułki miewaliśmy dystans do spraw, które teraz stawiamy na ostrzu noża. Tyle, że wtedy połowa publiki znała wojnę z autopsji.

Race
W kościele, gdy do Podniesienia przyszło, mężczyźni dawnego obyczaju świadomi stal szabli nagich wznosili ku niebu, by zaświadczyć, że wiary są bronić gotowi. Niektórzy w sercu, a inni głosem tubalnym deklarowali, co im wytykano. Najwyższy Majestat uśmiechał się jeno.

Pogoda
Czekam z niecierpliwością, kiedy TVN24, najnowocześniejszy kanał w Polsce, zaproponuje swoim ugniecionym w kulkę widzom polityczną prognozę pogody.  Chętnie usłyszę, że wyż i słoneczko na terenie całego kraju, a na was pisowcy pioruny, śnieg z deszczem i ołowiane chmury.  

Tusk
Apologeci Donalda nudzą, ględząc w kółko o klasie, wielkości czy światowym obyciu. Brakuje im barwnych porównań w rodzaju: Tusk jest swojski, jak schabowy z kapustą, albo jak Godzilla, bo wyłazi z morza i ogonem wszystko rozwala… To drugie tylko dla zaawansowanych politycznie

Koniunktury
PKB źle robi, że rośnie, ale opozycyjni dziennikarze mają też inne zmartwienia. W porannej audycji radia TokFm poważnie zastanawiali się, czy dobrze ułoży się współpraca Tuska, jeśli zostanie prezydentem, ze Schetyną, jeśli ten zostanie premierem. Szach mat, pisowcy!

poniedziałek, 12 listopada 2018

Uwagi


Opowieść minimum
Agent ubezpieczeniowy wybrał się na wycieczkę do lasu i jakoś tak wyszło, że ugryzł wilka. Teraz wilk w czasie nowiu zmienia się w ludziołaka. To nic wielkiego, ale gorzej, że zamęcza wilki polisami na życie. Jego konikiem jest grupowe ubezpieczenie watahy.

Polski Tarantino
Koziołek Matołek dotarł wreszcie do Pacanowa. Wstąpił do McDonalda i zamówił ćwierćfunciaka z serem. Gdy usłyszał gniewne, że koziołków nie obsługują, wyciągnął kopyto i zaczęła się rzeź.

Łakomy siada
Śniło mi się dzisiaj, że Wikingowie chcą obalić króla Haralda V i na norweskim tronie posadzić gdańskiego księcia Adamowicza. Ten w blond peruce z warkoczami wrzeszczał o Walhalli. Już w długiej łodzi, z tarczą... Ktoś we mgle szeptał, że Adamowicz to łakomy kąsek.

Wyczynowcy
Liderzy Narodowców, piewcy narodowej krzepy osobliwie wyglądają na ludzi, których sojowe latte zwala z nóg. Są niczym cień Krytyki Politycznej. Podobne miny, fumy i fochy. Najlepsze jest to, że Naród nie lubi Narodowców, czemu daje cierpki wyraz przy okazji wyborów.

Kolekcja
Szwedzi zawsze znajdą powód, by nie oddawać Stefana Michnika. Należało schwytać łotra, zakleić plastrem i wysłać przesyłką kurierską. Tanio i skutecznie. Teraz czeka nas prawnicza opera mydlana i być może zarzut, że Polska z niejasnych powodów kolekcjonuje Michników.

Przymus bezpośredni
Gdy doniesiono księciu Bolesławowi, że nijak nie może wyruszyć na Kijów ponieważ jedna trzecia wojów przyniosła L4, złapał się za głowę z rozpaczy i osobiście raczył negocjować, a nawet uzdrowił kilku dla przykładu. W ten sposób zyskał przydomek Szczodry.

 Euro
Gdy opadnie kurz po Marszu Niepodległości, na placu boju i tak zostaną zakazane gęby, upatrujące wszystkich swych politycznych nadziei w rozbiciu na miazgę Tej, którą właśnie czcimy. Zwolennicy niepodległości nie większej niż znaczek pocztowy i hymn przy okazji meczu.

Eskalacja
Faszyści zostali schwytanie w lesie, gdzie przebrani za dziennikarzy TVN24 odtwarzali kolegium redakcyjne tej stacji. To niewyobrażalne, że są jeszcze w Polsce ludzie, którzy akceptują działalność tej medialnej szczujni i dają temu wyraz w świetle księżyca.

Przodek i tyłek
Tusk w Wyborczej, a Wałęsa pod piramidami. Jeden, że wolność to on i jemu podobni. Drugi wprost: Ja i sfinks. Dziwne, ale Lechu jak pogrzebie w piasku, zaraz wyciągnie podobiznę wąsatego faraona. Przecież cesarz Walens nie wykluł się z jajka.

Wierność
Nie miecz, a budowa Kościoła i dyplomacja wyniosły Chrobrego. Prowadził z sukcesem skomplikowaną grę polityczną i dbał, by lud pozostał mu wierny. Ponoć obrońcom Niemczy zapowiedział, że jeśli poddadzą gród każe ukrzyżować wszystkich, od niemowląt po starców. I obronili.

Ostrzeżenie
Od lat Polacy są recenzowani i część z nas tak się tym przejęła, że na wszelki wypadek zawsze staje po stronie recenzujących. Źle jest postrzegać rzeczywistość oczami ludzi, którzy mają nas w nosie. Głupio jest zlecać myślenie ludziom, którzy sami niewiele myślą.

Matematyka
To ostatnia linia obrony, jaką dysponują w Polsce ludzie rozumni. W tym roku liczenie uczestników Marszu Niepodległości zapowiada się świetnie. Kiedyś Wyborcza, aby udowodnić, że KOD zgromadził 200k liczyła po łebku i doliczyła się 47k. Konsekwencje ponieśli liczący.

Zawsze
Przy okazji uniesień patriotycznych zawsze znajdą się mądrale, którzy myląc patriotyzm z przyzwoitością wyjeżdżają ze sprzątaniem psich kup i cieszą się własną bystrością. Drudzy z zarzutem, że ukrywamy ciemne karty historii. Za przykład podają takie kraje, jak… No właśnie.