piątek, 23 lipca 2010

Gwybica Umysłu. Z cyklu "Medycyna i ty"

Przyczyny:

- uporczywe kupowanie i czytanie Gazety Wyborczej, oglądanie TVN24 oraz studiowanie mądrości zapisanych na portalu Onet itp.

Objawy:

- konieczność reakcji pozytywnej bądź negatywnej wobec treści z którymi chory zapoznał się za pośrednictwem wymienionych mediów

- narastające podniecenie w czasie gdy zbliża się pora przyjęcia kolejnej dawki "Szkła kontaktowego"

- utożsamianie się z bohaterami zmagań politycznych, a w najgorszym przypadku z dziennikarzami zatrudnionymi w wymienionych mediach

- przy ostrym przebiegu choroby biegunka słowna, widzenie diabła w szeregach partii opozycyjnych, używanie w sytuacjach codziennych zwrotu "jak Michnika kocham" oraz ustawianie na monitorze komputera jako tapety zdjęcia Moniki Olejnik

Leczenie

Zaleca się długie spacery, czytanie książek a nawet pozornie pozbawione sensu leżenie nocą na trawie i kontemplowanie urody rozgwieżdżonego nieba

Dieta

Befsztyk, piwo, omlet, wino, sałatka, ryż, śpiew i wszystko to na co masz ochotę. Byle powoli. Lektura dzieła "Gargantua i Pantagruel" w tłumaczeniu "Boya" Żeleńskiego

Przeciwwskazania

Lektura tekstów zaangażowanych ideologicznie i finansowo dziennikarzy tak zwanej drugiej, jasnej strony, ponieważ bez koniecznej kwarantanny sensów politycznych, grozi to zarażeniem się Gapolozą pobudliwą.

czwartek, 22 lipca 2010

Ciśnienie

Bardzo nisko musiałem upaść pod względem moralnym i każdym innym, ponieważ złapałem się na tym, że tak naprawdę niczego nie oczekuję od mojego państwa, od polityków nim rządzących albo do rządzenia pretendujących. Niczego nie oczekuję i dzięki temu nie bywam specjalnie rozczarowany.
Czasem coś mnie rozzłości, czasem rozśmieszy, ale, jeśli mam być szczery, specjalnie się tym nie ekscytuję, bo niby czym?

„Polityczne sprawy z pierwszych stron gazet” są tak odległe od moich codziennych problemów, że aby dodać sobie ikry muszę poszperać w tychże gazet internetowych wydaniach. Dopiero tam w zderzeniu z głupotą, fałszem i jawną chciwością rozmaitych medialnych ancymonów potrafię wykrzesać z siebie złość czy jakąś ciut wyraźniejsze emocje.

Jakaś wysoko opłacana hołota próbująca grać mi na nerwach – Tak myślę o mediach i staram się oglądać tylko mecze piłkarskie, co też w kontekście wczorajszych popisów jest osobliwa przyjemnością. O politykach nie myślę dużo lepiej. Stąd moja wstępna uwaga o moim upadku moralnym.
Coś co ma mnie oburzać, przeraźliwie nudzi. Surmy wzywające mnie do boju zbyt często zamiast pobudki jojczą zgrzytając i piszcząc.
Dlaczego, powiedzcie, ja, który nie jestem ani płatnym najmitą mediów ani tym bardziej politykiem mam trwać cale lata jak ta dupa na polu bitwy w gotowości oraz pełnym uzbrojeniu, skoro zawodowi politycy w minutę po zakończeniu kampanii jawnie pokazują gdzie mają swój elektorat?
Jako pospolitak do pospolitego ruszenia akcesu nie zgłaszam, ale też, uwaga, z byle powodu nie rzucam się na ziemię rodzącą i nie tupię nogami z byle powodu, ponieważ mam taki zwyczaj, że się nie zakochuję w facetach, nawet gdy są politykami!

Mam swoje przekonania i wiem kogo poprę w nadchodzącym starciu wyborczym ale teraz nadszedł czas odpoczynku. Niepotrzebnie wysilają się moi wrogowie nachalnie podstawiając błazna albo inną bladź do bicia, przyjaciele zachęcając do tegoż bicia..

Mogę co najwyżej popatrzeć jak się durnie szarpią za kudły, ale rąk sobie nie będę brudził. Nie potrzebuję też dalszych informacji kto jest skończonym łajdakiem a kto całkiem znośnym. Wiem to doskonale.
Przez ponad dwadzieścia lat w dusznej atmosferze salonu, w mojej przytomności toczyły się boje politycznych zawodników. Pot, brud i smród ale ubóstwo, co dziwne, tylko po stronie publiczności.

Nie podnoście mi ciśnienia, moi mili bo podnieść sobie ciśnienia nie dam. Tak jak czytam i szanuję opinię i odwagę niektórych dziennikarzy tak i szanuję niektórych polityków. Tych pierwszych za jakość pisania i odwagę, która w tym środowisku jest prawdziwą osobliwością a tych drugich za uczciwość intelektualną i miłość do Ojczyzny. Tak moi drodzy, miłość do Polski. Takim mogę dużo wybaczyć. Takich nie muszę rozliczać z każdego gestu czy słowa. To piękne, prawda, ale jest pewno „ale”
Tutaj chodzi o tło.
Na tle liliputów człowiek średniego wzrostu jawi się olbrzymem.

Nisko upadłem, ale nawet taki upadek ma swoje zalety.

Odpowiedzi na listy fanów PO

Szanowny Panie Pośle!
Nie, King Kong nie jest możliwy! Kościec osiemnastometrowej małpy musiałby być większy i cięższy niż taka małpa w całości. Z podobnych powodów nie jest też możliwa Godzilla.
Mechagodzilla owszem, ale po co komu Mechagodzilla? By rujnowała teren planety skoro mamy od tego polityków?
Dlatego uważam, że projekt dalszego powiększania Palikota skazany jest na porażkę. Oczywiście można wymienionego nadmuchać, ale chyba nie o to chodzi pomysłodawcom.

Naukowiec "w miejscu"
Powołuje się Pan na badania Pawłowa. Rozumiem, że określenie „Pies Pawłowa” jest nośne nawet wśród ludzi, którzy nie wiedzą kto to Pawłow czy nawet „Pies” Nie wiem dlaczego tak Pan tak ich nie cierpi, ale takie porównania są uwłaczające. Moja dzielna Różyczka obraziła się na mnie i na pana też, gdy przeczytałem jej pański list.
-Skoro tak, nie będę kładła ci łba na kolanach – zaszczekała Różyczka

Droga Esmeraldo!
A skąd ja mam wiedzieć gdzie jest Donald Tusk skoro media biegają za Palikotem? Osobiście mam biegać za premierem w taki upał?

Drogi Panie "zwykły"!
Znam historię „afery Profumo” i uważam podobnie jak Pan, że sierpień to jest dobry miesiąc na taki wybuszek. Nie robią za to na mnie wrażenia pańskie zapewnienia, że osobiście zna Pan Grzegorza Schetynę. To bardzo popularny człowiek.
Nie mogę tylko zrozumieć co ma do tego jakaś Esmeralda? Konfuzja!

Panie Pośle - Jeszcze raz!
Nie, wtedy to już nie będzie małpa, skoro będzie miała szkielet w ten sposób skonstruowany. To będzie King Kong sztuczny. Nic nie zmienia powoływanie się na Platformę Obywatelską. W żaden sposób nie da się tego porównać. Zastąpienie, jak Pan pisze „mięsnego ciała” piórami też nic nie da, uwypuklając jedynie twórczą bezradność pańskiej partii.

Może w swym wynalazczym zapale skieruje się Pan ku wodzie, ku oceanom pradawnym, ku pokrzepieniu serc, gdzie wieloryb, gdzie Kraken?

wtorek, 20 lipca 2010

Jeśli pojutrze o 16:35 okaże się, że to był zamach

A jeśli pojutrze o 16:35 okaże się, że to był zamach i zaplanowany mord, to co?
Nico! Po prostu zdumionej widowni ukaże się rozmydlona grupa pacynek udających rząd i okolice rządu. Być może partia "PO" straci 7 % poparcia. Nie wiem.

Bardziej wnikliwi zorientują się że wcale nie mamy rządu. Ani prezydenta. Ani armii. Ani służb specjalnych. Reszty nie mieliśmy nigdy. Media to klaka agentury, dziennikarze to kurwy - to są już sprawy oczywiste.

Ale, gdyby taka niespodzianka nas złapała w rozkroku, przekonamy się przy okazji, że nie mamy sojuszników, że NATO to srato - TATO, a Unia Europejska to dawno spalony żart. USA na Karaibach...i co?

Po dwudziestu jeden latach pracowitego wygładzania rzeczywistości jesteśmy nadzy i bezbronni.

Pytam, co byśmy zrobili gdyby na jaw wyszła tak okrutna prawda? Nikt chyba by nie chciał ginąć za Smoleńsk, co?
O
j, to by dopiero była narodowa trauma! Bezradność zderzona z bezwzględnym okrucieństwem mogłaby... nic.
Setki tysięcy robaków wylazłyby na ulicę wrzeszcząc : Pokój! Zgoda! Prawda! I nastąpiłby czas pokoju, zgody i prawdy. Już to mamy bez żadnych smoleńskich sensacji w wykonaniu zdrajców z PO.

I teraz pomyślcie, wracając na początek tego skromnego tekstu, opatrzonego warunkiem "a jeśli" i raczcie wyobrazić sobie ciąg dalszy, którego by nie było ponieważ jesteśmy społeczeństwem niewolników.

Taki, ku..a, lajf!

Jeśli ktoś nie jest niewolnikiem, niech się od razu nie obraża, bo na plecach nosi trzech zastraszonych skurwieli. Komu przypadł Tusk niech się cieszy, bo chudy!

sobota, 17 lipca 2010

Niepojęte

Nie mogę pojąć dlaczego największym zmartwieniem przeciwników PiS jest powyborcza zmiana retoryki tego ugrupowania. Zamiast siedzieć w cieniu i zacierać ręce, że ( he he ) już po pisiakach, włóczą się po rozpalonych chodnikach publicystyki i rozpaczają nad błędami Jarosława Kaczyńskiego.

A idźcie durne pały do diabła ze swoimi fałszywymi radami. Znaleźli się przyjaciele tacy i owacy.

Nakupcie klocków lego i sobie z nich zbudujcie własnego Kaczyńskiego i z klockowego brzucha sami się odzywajcie tak jak wam pasuje a w sprawach poważnych - moja rada - mordy w kubeł!

.....

Żyjemy w kraju, w którym kilkanaście osób modlących się, składających kwiaty i palących znicze pod drewnianym krzyżem średniej wielkości to zamach na uczucia innych, prowokacja, sianie nienawiści oraz zarzewie konfliktu a przemarsz wrzaskliwej hordy zboczeńców ulicami tak wrażliwego na uczucia innych miasta to wyraz wolności, ogólnej miłości oraz wezwanie do społecznej wrażliwości.

Takie wnioski wysnuwam przynajmniej z lektury naszych odcedzonych z jakiegokolwiek rozumu mediów z niewiarygodnie wręcz głupią Wyborczą na czele.

Na co odpowiem po dziecinnemu, bo chyba inaczej już się nie da:

Srutu tutu majtki z drutu!

czwartek, 15 lipca 2010

W czym odbiegam od normy człowieka?

Zastanawia mnie pewna kwestia, nie, żebym po nocach nie spała, ale dość mnie dręczy.
Zastanawiam się mianowicie, czym jako kobieta odbiegam od normy człowieka.
Nie wiem jak inne, ale ja dość często odczuwam pewnie dyskomfort. Powodów jest wiele, czasem drobnych i niezauważalnych…

Pierwsze, często traktuje się nas protekcjonalnie, podkreślając, że jesteśmy kobietami, ale nie żałuje nam się właśnie tego określenia. Jak czułby się mężczyzna, gdyby mu się z lekka żartem zakomunikowało, że no cóż, fakt, jest mężczyzną i popatrzyło na niego z pobłażaniem? Panowie i jak?

Jestem najdalszą od feministycznych aktywistek (wszak jestem mulierystką), ale często, niestety jesteśmy sprowadzane do pewnego organu, którego mężczyzna nie posiada, a którego jest ciekaw, czy raczej, który go interesuje z naszej całości.
Nie zauważa TEN mężczyzna, że tylko dzięki kobiecie, może dziś żyć, na tym najpiękniejszym ze światów, rozwijać własny umysł i to kosztem kobiety, która…no właśnie która nigdy nie poświęci się niczemu tak bardzo, jak własnemu potomstwu, domowi.

Czerpie więc MĘŻCZYZNA chciwie, garściami, żeruje na tym drobnym ciele, po czym daje kopniaka z pobłażliwym uśmiechem PANA. Nawet nie czuje dyskomfortu, bo ON, więc mu się należy, zapominając, że siłą napędowa, jest KOBIETA.

Już wiem, zaraz odezwą się głosy, że ten „zwrot grzecznościowy”, to przez szacunek…a to nie prawda.

Po drugie, to czy MĘŻCZYŹNIE w tym jego rozbuchanym ego, nie przyszło do głowy, że umysł nasz nie odbiega jakością od umysłu mężczyzny. Różnimy się, to fakt, tyle, że mężczyzna jest dopełnieniem kobiety i na odwrót. Ja tu naturalnie piszę o normalnych kobietach i mężczyznach, bo tu chodzi jedynie o pewne drobiazgi, nie, żebym od razu chciała z faceta robić eunucha.

I lubię być kobietą, żeby nie było, przeszkadza mi tylko ta protekcjonalność, czy wręcz…”no fajnie, pogadaliśmy sobie, teraz muszę niestety, wybacz (cielątko)poważnie pogadać z panem iks.”

Szanuję męskość, ba, nawet bardzo i nawet uważam, że mężczyzna powinien być takim tokującym Alfa, tylko jak już spogląda na nas (dopełnienie jego istoty), powinien czasem pomyśleć, czy to nas nie zrani.

To tyle, na razie.

środa, 14 lipca 2010

Grunwald 1410. Nie ufajcie pisarzom!

Von Pałętasz leży sobie ubrany jedynie w kąpielówki na kocyku w krzakach i obserwuje przez lornetkę pole przyszłej bitwy. Jest późne popołudnie czternastego lipca 1410 roku. Obok zgromadziło się kilku równie sprytnych rycerzy zakonnych. Popijają piwo i bawią się puszkami.

- I co tam widzisz, dopytują się co chwilę

- Nic – zgodnie z prawdą odpowiada Von Pałętasz.

- A dokładniej?

- Tam, po lewej jakiś kmiotek przemyka z garnkiem pełnym parujących cynaderek, poza tym nic ciekawego

- Skąd wiesz, że cynaderek?

- Znam go, to jest dostawca cynaderek. W tobołku na plecach ma chleb. Musiał ktoś zamówić.

- Ech, towarzysze Krzyżacy, dobrze, że tym razem szczęście nam dopisało, że się Polaszki zdradzili tą książką. Straszna nuda i propaganda, ale ten opis bitwy. Jeśli ktoś chce się jeszcze zapoznać to mam wydruki. W torbie.

- Znamy, znamy, ale czy to wypada w lesie się kryć, czy to po Bożemu?

- A wiesz ty, że synoptycy zapowiadają na jutro ponad 30 stopni w cieniu?

- To nie dobrze, przecież my będziemy czekać na bitwę w cieniu. Straszny gorącz!

- A wiesz ile będzie na słońcu? Polaczki będą się piekli w tych swoich zbrojach, a my w cieniu, w krzakach jak na biwaku. Wielki Mistrz zarządzi dwie msze i w ogóle bajer, a oni będą się w pocie własnym kąpać. W końcu nie wytrzymają i przyślą to idiotyczne poselstwo z mieczami, że niby „ple ple…skoro wam męstwa brakuje” a nasz Mistrz ich obśmieje, że mieczów u nas dostatek” Wszyscy to znacie na pamięć.

- A jak tamci nie staną na polu, jak nie zechcą?

- Jak to nie zechcą? Jest las w którym się chłodzimy i pole. Skoro my w lesie to oni na otwartym polu. Logika na to wskazuje.

- A jak się nie stawią?

- Muszą bo jutro jest termin bitwy. Przyjechały telewizje. Jakby się mogli nie stawić?

- A jak przyjdą od strony bagna i nagle na nas wyskoczą z tych trzcin?

- Bracie Pimo, rycerstwo by się im całkiem potopiło i zardzewiało. Poza tym wszystko jest akuratnie opisane w tej książce pod tytułem „Krzyżacy” Nadejdą lada chwila, rozbiją obóz, nakopią wilczych dołów a my ich jutro! Klasykę, bracia, warto znać.

I oto ciemność ustępuje słońcu. Krzyżacy gmerają się w swoich legowiskach, przeciągają się, chodzą siku, wyglądają z krzaków. Na równinie mgła. W trzcinach mleko zupełne, ale nie napijesz się bo to tylko złudzenie. Ptaszki śpiewają. Krzyżacy wyciągają śniadanie, pojadają, kawkę popijają, aż tu nagle. Dobra, nie nagle tylko całkiem normalnie we mgle odezwał się głos wypowiadający niezbyt czytelny komunikat.

- Pugu! Pugu!

Krzyżacy przestali jeść i zaczęli wyglądać z krzaków. Jeden z kanapką w łapie, inny z filiżanką. Co jest?
A tu z mgły – Pugu! Pugu!
I już sto głosów we mgle albo tysiąc – trudno zliczyć jak nie widać.

- Co jest? – Nadszedł Wielki Mistrz w praktycznym półpancerzu ale przecież w spodniach od piżamy.
Głosy we mgle ucichły a potem odezwał się jeden, ale bardzo donośny i bezczelny.

-Pugu! Pugu!

- Kto tam woła?

- Kozak z ługu!

Wielki Mistrz nie zdążył się nawet porządnie zdziwić gdy wprost z mgły huknęła potężna salwa. Padając zdążył pomyśleć „cholera – tego nie było w książce!”
Za chwilę na całej linii rozgorzała bitwa. Prawie nikt nie dawał pardonu bo też i prawie nikt o pardon nie zdążył zawołać. Krzyżacy bici, kłóci spisami, cięci szablami, spychani w głąb lasu wielkim głosem przeklinali pisarza, który tak ich nabrał rzucając w wir bitwy wszystkich swoich bohaterów i statystów. To, że ramię przy ramieniu walczyli pan Podbipięta i Jurand ze Spychowa to nic osobliwego, ale że Von Pałętasza zataił ciosem skrzypek całkiem chuderlawy Janko Muzykant uważam za grubsze nadużycie.
No i ten słoń. Na co komu słoń?