poniedziałek, 3 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
Kiosk z gazetami w niełatwych czasach
Przyjemne były czasy! W sobotę poszedł sobie człowiek na ryneczek po warzywa i owoce. Zaszedł pod kiosk. Grzecznie się ukłonił, nabyłDziennik i Rzepę. Przejrzał. Odłożył dodatki by sobie poczytać w wolnej chwili. Zajrzał do internetu, gdzie zastał zawsze kilka interesujących tekstów. Skomentował sobie człowiek, przemyślał co w wolnej chwili napisze. Komu to przeszkadzało?
Dziennik odszedł, Wprost zamienił się we Wprostaka, ale została Rzeczpospolita, Rzepunia ulubiona. Pojawiło się Urze i jakoś się toczyło. Popatrzył człowiek sobie na tekst Wilka z Syberii, Zarembczaka poczytał, zbadał aktualny poziom poczucia humoru Mazurka.
Słoneczko świeciło aż tu nagle „szast prast i po wszystkim” Znaczy się, nie tak całkiem się to odbyło, ale niech tam człowiekowi będzie.
Prosty jest – czytać nie musi.
W ostateczności codziennie dostarczają mu do furtki liczne, kolorowe a na dodatek bezpłatne gazety. Wystarczy wyobrazić sobie, że ta z Tesco jest lewicowa, z media Markt prawicowa, a ta od Muszkieterów, centrowa. Jest w czym w piecu rozpalić, a przecież głównie o to chodzi, odkąd bezwzględny kapitalizm zalał rynek papierem toaletowym.
Dość wygłupów – Teraz będzie prawie poważnie. Wszystkie wymienione powyżej czasopisma i gazety w większości zapełniane były publicystycznymi tekstami grupy znanych i lubianych na prawicowych łąkach, autorów. Początkowo ich publicystyka zajmowała miejsce obok form większych. Można było jakiś esej o sprawach międzynarodowych przeczytać, o sprawach wojskowych, ostatki dziennikarstwa śledczego śledzić. W końcu Dziennik został wchłonięty przez Gazetę Prawną co spowodowało praktyczne zajęcie całej publicystycznej przestrzeni w Rzeczpospolitej przez coraz lepiej zintegrowaną grupę publicystów. Pojawiły się dyskusje w których kolega odpowiadał koledze, kolega zachwalał książkę kolegi pod pozorem recenzji. I tak to szło z numeru na numer, a moje zainteresowanie gasło. Jednak przez rok wszystko wyglądało w miarę stabilnie, choć wartość merytoryczna, poznawcza treści, moim zdaniem spadała, nakłady trzymały fason i nadal warto było zanieść do kiosku kilka złotych.
Od kilku dni jesteśmy świadkami interesującego manewru. Po wywaleni Lisieckiego znani i lubiani odeszli z Urze co prawdopodobnie zaowocuje powstaniem nowego tygodnika, albo wzmocnieniem i przekształceniem w takowy, obecny dwutygodnik wW Sieci, którego pierwszy numer raczyłem nabyć. Żadnych zaskoczeń na plus czy minus. Poza idiotycznym formatem pisma, oczywiście.
Jak sobie poradzą na rynku to nie moje zmartwienie, podobnie jak pytanie, ilu dotychczasowych czytelników pozostanie przy zapełnionym treścią przez innych autorów, nowym Urze. To ciekawa sprawa, w sumie.
Będziemy mieli malutką podpowiedź, co jest ważniejsze – jajko czy kura? Tfu! Znaczy się, czy czytelnicy bardziej cenią obwolutę czy treść? Na początku, trochę to będzie przekłamane, ponieważ ciekawscy, tacy jak ja, niezawodnie kupią ten pierwszy numer, by wyrobić sobie opinię o tygodniku i autorach. I proszę tu nie krzyczeć o zdradzie, ponieważ nigdzie w sobie nie mogę odnaleźć pokładów solidarności do Naszych Publicystów. Jak Kuba, ... tak Kubie. O czym donoszę ze smutkiem.
Czy w Polsce jest miejsce na dobry tygodnik opinii, nie ulegający presji politycznego kibolstwa? Przykład wymienionych na początku dodatkówEuropa, + - czy przy wszystkich zastrzeżeniach Urzepokazuje, że tak. Na dłuższą metę taki tytuł musiałby jednak zachować duży margines otwartości, ponieważ, choć smaczne są kiszone ogórki czy inna kapusta, kiszenie się we własnym sosie nie wpływa dobrze na czytelniczy smak, o ile chce się uchodzić za tygodnik opinii.
Mam nadzieję, że to się w końcu uda. Jakoś nie marzę o czytaniu przy śniadaniu gazetek sklepowych. Nie po to się uczyłem czytać. Bieżących wojenek mam dosyć w Internecie. Aż do przesytu.
czwartek, 22 listopada 2012
Odłamkowym Witkacym - Celuj!
Obama ułaskawił indyka. Słodki Nicpoń nie może liczyć na taki gest, ponieważ u nas nie ma podobnego obyczaju – A na Marsie znaleziono metan – w każdym razie cząsteczki metano - podobne.
Kiedyś to sobie ludzie pisali, jakby na swobodzie. Taki na przykład Stanisław Ignacy Witkiewicz, zbieżność imienia i nazwiska z imieniem i nazwiskiem Artura Nicponia jest zupełnie przypadkowa.
Popularny, znany także z telewizji „Witkacy” napisał taki wierszyk:
„Puć tu do mnie Dziecko puć
Ukuj moja starczą chódź”
Pedofil! Zboczeniec! Łapać łobuza! – Ino Witkacy mało już żyje i schwytać go raczej nie można.
Ale z drugiej strony, napisał tez tak:
„Tyle szczęścia
Co w obłapce
I to jeszcze
Tak – po kapce
Lecz nie można
Przecie ciągle, boby się
Zmieniło w wągle!”
Nie dość, że zboczeniec to jeszcze seksualny maniak! Po kapce – też coś!
I jeszcze gorzej!
„Jamburowy statek, tamburowe syćki
Ino nie z jamburu mojej Jagny cycko!
Jamburowe dziwki, kiebyście wy były,
Tobyście z jamburu chuicki lubiły!... Eoop”
Miał szczęście Witkacy, że się nie natknął nigdy na Wojtka Orlińskiego, czy innego lewackiego jełopa, których wyroiło się całe mrowie.
Nie drzyjcie się tak, nim przeczytacie to:
„Zamknijcie w krystały
Wase krwawe pały
W wariackie głosicki
Wase ze dusycki – „
Jeszcze na szczęście do tego nie doszło by byle menda, donosiciel czy inna małpa mogła dyktować co se mozna se pisac... Co nie, panowie lewaki/świniacki z medialnego patyka?
I jeszcze raz Pan Witkacy:
„Uczłowieczone bydlęta zaczęły
Całkować niemoc w potworną potęgę
Myśli bydlęce jęły skręcać skrycie
W sprężynę giętką uczuć wszawych wstęgę.
Rozczyn dzieł Marxa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę
W sikawki wtłacza to wszystko drań jakiś
By pod ciśnieniem w świat puścić przez rurę.
Proces ten ujrzy kiedyś na obrazku
Przyszły człowieczek i ze szczęścia zakwili
Historia w lśniącym, szczerozłotym kasku
Przedstawi świetność niepowrotnej chwili
Tylko ta chwila nigdy już nie wróci –
Przeszłość i przepaść za sobą rozwarła.
Nudą, czekania syci ciemną siłę
Masy, co nigdy do syta nie żarła”
Tak, mili moi, łże lewacy und leberałowie od spożywania "leberki" To był łobuz pierwszej kategorii, ale chyba go żaden Piłsudski czy inny Dmowski, nie ścigał, nawet gdy na blogu* napisał o JK Bieleckim - Gówniarz! Łagodnie napisał.
( * autor wie, że wtedy blogów było mało )
Nauczyliście się robić nagonkę, od sowietów. Nie chodzi nawet o to, że wasi, akurat, przodkowie ganiali w nagonkach. Podejrzewam, że nikt by ich do tak pilnej/ praktycznej roboty nie przyjął. Donieść, podlizać się władzy – no, szmalec!
Jak Was, mili moi, uczłowieczyć?
wtorek, 20 listopada 2012
okropne wierszyki
„10.04.2010”
wiem ze bolesław chrobry był gruby
i na co umarł jan trzeci sobieski
i co wyczyniał pan sulla
kurtka niebieska
znam pijacką kartę olka
aleksandra macedońskiego
i dziwne przewagi corteza
panie kolego
wiem co cezar co inka
a co gałąź złota
kto parł ku ziemi świętej
i dlaczego także hołota
znam paszkwile na papieży
i na króla batorego
ze starym jagiełłą piłem wodę
z kubka bardzo srebrnego
znam losy tych co panów
piłami rżnęli
i łże mesjaszy zrodzonych
z ludu wybranego
poznałem słodkie smaki
ach cudnej starożytności
i wąchałem ciała angielskich żeglarzy
grających o życie w kości
wiem o tysiącu spraw jeszcze
ale nie będę wymieniał
by ktoś mi nie powiedział
halo tu zbliża się ziemia
zobacz pan jak radziecki biskup klaszcze
czapeczka mu się zsuwa. wiadoma sprawa
na pochyłe drzewo nawet koza wlezie
a co dopiero taka bezpieka panie
o czym tu gadać. pan spojrzy na wielkiego
przecież to debil chwalą podskakuje z radości
panie kochany, nie da się inaczej to są orki
takie jakby drapieżne delfiny film był
spójrz pan na harcerzyków świeczki na torcie
kanibale się oblizują widziałeś pan jak idą siadać
idą jak dziady byle do krzesła byle
panie skąd w ogóle taki pysk mieć można
żona mówiła, że to dziedziczne
wielkie mi tam mecyje same powtórki
w telewizji panie kochany takie czasy
mówią że wolność ale co to za wolność panie!
klasa mówią polityczna a ja widzę mafię
w superaku piszą że mafia rządzi panie
lepiej było za króla wiadomo król to król
a to hołysze panie skąd można taką gębę wytrzasnąć
nie machaj pan ręką ja stróż jestem i wiem panie
znam swoje miejsce a oni zębami zgrzyta gwiżdżą
niech się cieszy że gwiżdżą ja wiem że rocznica
toteż pilnuję bramy bo zaszczają jak nic
ja swoje wiem panie elita a jak się mineralnej
opije jeden z drugim jak świnia a złotówki żal
nie mam drobnych powiada panie dwadzieścia lat
nie w kij dmuchał młody byłem naiwny.
zobacz pan tutaj ten z wąsami to ja teraz niemodne
tu gwiazda a ten tyłem panie wnuk mówi
głupi jesteś dziadek jak but a ja teraz sam nie wiem
może i głupi byłem zmądrzałem samo życie panie
życie mnie się kończy i chciałbym doczekać chociaż
pan nie zrozumie ogląda pan filmy w filmach panie
są takie zwroty akcji wyleciało mi z pamięci
ale zobacz pan jakie mordy z daleka strach patrzeć
a co dopiero
wiem ze bolesław chrobry był gruby
i na co umarł jan trzeci sobieski
i co wyczyniał pan sulla
kurtka niebieska
znam pijacką kartę olka
aleksandra macedońskiego
i dziwne przewagi corteza
panie kolego
wiem co cezar co inka
a co gałąź złota
kto parł ku ziemi świętej
i dlaczego także hołota
znam paszkwile na papieży
i na króla batorego
ze starym jagiełłą piłem wodę
z kubka bardzo srebrnego
znam losy tych co panów
piłami rżnęli
i łże mesjaszy zrodzonych
z ludu wybranego
poznałem słodkie smaki
ach cudnej starożytności
i wąchałem ciała angielskich żeglarzy
grających o życie w kości
wiem o tysiącu spraw jeszcze
ale nie będę wymieniał
by ktoś mi nie powiedział
halo tu zbliża się ziemia
zobacz pan jak radziecki biskup klaszcze
czapeczka mu się zsuwa. wiadoma sprawa
na pochyłe drzewo nawet koza wlezie
a co dopiero taka bezpieka panie
o czym tu gadać. pan spojrzy na wielkiego
przecież to debil chwalą podskakuje z radości
panie kochany, nie da się inaczej to są orki
takie jakby drapieżne delfiny film był
spójrz pan na harcerzyków świeczki na torcie
kanibale się oblizują widziałeś pan jak idą siadać
idą jak dziady byle do krzesła byle
panie skąd w ogóle taki pysk mieć można
żona mówiła, że to dziedziczne
wielkie mi tam mecyje same powtórki
w telewizji panie kochany takie czasy
mówią że wolność ale co to za wolność panie!
klasa mówią polityczna a ja widzę mafię
w superaku piszą że mafia rządzi panie
lepiej było za króla wiadomo król to król
a to hołysze panie skąd można taką gębę wytrzasnąć
nie machaj pan ręką ja stróż jestem i wiem panie
znam swoje miejsce a oni zębami zgrzyta gwiżdżą
niech się cieszy że gwiżdżą ja wiem że rocznica
toteż pilnuję bramy bo zaszczają jak nic
ja swoje wiem panie elita a jak się mineralnej
opije jeden z drugim jak świnia a złotówki żal
nie mam drobnych powiada panie dwadzieścia lat
nie w kij dmuchał młody byłem naiwny.
zobacz pan tutaj ten z wąsami to ja teraz niemodne
tu gwiazda a ten tyłem panie wnuk mówi
głupi jesteś dziadek jak but a ja teraz sam nie wiem
może i głupi byłem zmądrzałem samo życie panie
życie mnie się kończy i chciałbym doczekać chociaż
pan nie zrozumie ogląda pan filmy w filmach panie
są takie zwroty akcji wyleciało mi z pamięci
ale zobacz pan jakie mordy z daleka strach patrzeć
a co dopiero
niedziela, 18 listopada 2012
Nagość - Poranna sesja
Astronomia
praktyczna
zasnął naród cierpliwy
w bolesnych pieleszach
bóg wyjrzał lufcikiem księżyca
nie ma mojżesza
pustynia zdębiała lękiem
miasto delfin rtęcią oddycha
żuje chałkę astronom amator
na kometę z lunetą czyha
ileż fałszu myśli i łysinę
białą chustką z potu ociera
nagle usta boga na tarczy księżyca
jasna cholera
zniknęły zwidy marzenie ułuda
gwiazdy księgi zamknięte złociste
galaktyki niby chrząszcze majowe
dziwnie bliskie
MECZ
Diabeł
Diabeł idzie
Diabeł idzie ulicą
Diabeł idzie ulicą i niesie
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz..
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz na ramieniu.
Będzie grał mecz, śmiał się, machał mieczem i ocierał pot z czoła jak człowiek.
Diabeł idzie
Diabeł idzie ulicą
Diabeł idzie ulicą i niesie
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz..
Diabeł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz na ramieniu.
Będzie grał mecz, śmiał się, machał mieczem i ocierał pot z czoła jak człowiek.
Anioł
Anioł idzie
Anioł idzie ulicą
Anioł idzie ulicą i niesie
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz..
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz na ramieniu.
Będzie grał mecz, śmiał się, machał mieczem i ocierał pot z czoła jak człowiek.
Anioł idzie
Anioł idzie ulicą
Anioł idzie ulicą i niesie
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz..
Anioł idzie ulicą i niesie pod pachą piłkę w torbie oraz miecz na ramieniu.
Będzie grał mecz, śmiał się, machał mieczem i ocierał pot z czoła jak człowiek.
My
My kibice
My kibice mokniemy
My kibice mokniemy na trybunach
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion jak wieko
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion jak wieko wulkanu
My kibice
My kibice mokniemy
My kibice mokniemy na trybunach
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion jak wieko
My kibice mokniemy na trybunach a nasz ryk podnosi stadion jak wieko wulkanu
SędziaSędzia gwiżdże
Sędzia gwiżdże i wychodzi
Sędzia jest jednocześnie na początku
Sędzia jest jednocześnie na początku i na końcu
Sędzia jest jednocześnie na początku i na końcu czasu
Sędziowie boczni są
Alefami
Sędzia gwiżdże i wychodzi
Sędzia jest jednocześnie na początku
Sędzia jest jednocześnie na początku i na końcu
Sędzia jest jednocześnie na początku i na końcu czasu
Sędziowie boczni są
Alefami
Potęga słów
Johann Tetzel dziś sprzedał jeden odpust za dużo.
O jeden odpust za daleko, że tak się wyrażę
i śmiał się licząc pieniądze, i płakały w kościele witraże
A Luter przy świecy, nad 96 biedził się tezą
Nic nie wymyślił więcej, świece pogasły
Strudzony myśliciel zasnął i śnił o aniołach
Z papieru miały skrzydła a na nich
Czarnym tuszem demony pisały listy do Boga
I krew w misach srebrnych podawano do mycia jak wodę
A skrzydła aniołów zczerniały w płomieniach wiary
od tuszu albo lęku albo bez żadnej przyczyny
W podziemiach krzyczeli winni, ale nie było żadnej winy
To żywy pijak wrzasnął za oknem i obudził się Luter
Ścierpł śpiąc przy stole. Rozkazał przynieść światło
I przyniesiono światło a on zwinął w rulon 95 tez
Przejrzał list od Erazma i wzruszył ramionami
"Stary dureń nie widzi tej konieczności, bajarz"
I pięścią w stół uderzył, bo już wiedział
„Sprawiedliwy wiarą swą żyć będzie”
- zrozumiałem to zdanie, gdym na kloace siedział
I jeszcze raz pięścią w stół mocno uderzył
aż podskoczyła Biblia na dębowym blacie
I z kubka chlusnęła woda na papiery
Nic już nigdy nie będzie takie jak było
Słowa krążyły po izbie jak lamparty
A drzwi kościoła czekały wilgotne od nocnej rosy
Na pierwsze skaleczenie, na otwarcie księgi
Amore et studio elucidande veritatis: hec subscripta...Piękne twe serce
Piękna twa buzia
Lecz najpiękniejsze
Serce Jezusa
/ludowe - wpisywane chętnie do sztambucha/
ZDJĘCIA - NATALIA JARECKA
sobota, 10 listopada 2012
A Kozacy pójdą w Marszu Niepodległości!
Nie pójdzie Kukiz. Nie pójdą słynni publicyści w rodzaju Magierowskiego. Romuś, syn starego Giertycha i wnuczek jeszcze starszego też nie pójdzie. Znaleźli okazję to się brzydzą.
Ale, Kozacy pójdą.
Na swojej stronie internetowej piszą tak:
ZARZĄD STOWARZYSZENIA
ZWIĄZEK KOZAKÓW W POLSCE
wzywa wzystkich członków i sympatyków ZKwP do poparcia i propagowania idei Marszu Niepodległości.
Udzielenie poparcia dla tej pięknej inicjatywy jest naszym obowiązkiem względem Rzeczypospolitej Polskiej, która w czarną godzine naszej historii udzieliła schronienia białym Kozakom dla których powrotu do ojczyzny już nie było.
Teraz Polska to także nasza Matka, której winniśmy miłość i wdzięczność.
TERAZ MOŻEMY JĄ OKAZAĆ !!
ZWIĄZEK KOZAKÓW W POLSCE
wzywa wzystkich członków i sympatyków ZKwP do poparcia i propagowania idei Marszu Niepodległości.
Udzielenie poparcia dla tej pięknej inicjatywy jest naszym obowiązkiem względem Rzeczypospolitej Polskiej, która w czarną godzine naszej historii udzieliła schronienia białym Kozakom dla których powrotu do ojczyzny już nie było.
Teraz Polska to także nasza Matka, której winniśmy miłość i wdzięczność.
TERAZ MOŻEMY JĄ OKAZAĆ !!
Igła ma radochę! Na twitterze podesłał taki link:
czwartek, 8 listopada 2012
Antoni Załęski. Między linami ringu
1911. Stanley Rutherford publikuje model atomu,
Roald Amundsen zdobywa Biegun Północny. Z Mokrej Wsi, wioski leżącej niedaleko Starego Sącza, do Ameryki wyrusza małżeństwo
Załęskich, wraz z czworgiem małoletnich dzieci. Nie na wycieczkę, przecież.
Przez Chicago, dotarli w końcu do przemysłowego
miasta Gary w stanie Indiana W 1913 urodził się tam, dotychczas szczęśliwym
emigrantom, syn, którego na chrzcie obdarzyli imionami Antoni – Florian.


Niestety, trzy lata później, ojciec, głowa rodziny,
zginął w wypadku automobilowym. Nadeszły ciężkie czasy.
Na szczęście, pomimo biedy, braku znajomości języka
przez członków dzielnej rodziny, nie było wówczas w powszechnym zwyczaju odbieranie dzieci, nawet
zdekompletowanej, biednej rodzinie.
W wieku 15 lat, Antek poszedł pracować do stalowni,
w której pracował kiedyś jego ojciec a obecnie byli zatrudnieni jego starsi
bracia. Twarda szkoła życia, ale szkoła w której był czas na uprawianie sportu.
To trenujący boks bracia, korzystający ze sportowych urządzeń YMCA, wciągnęli
Antka na sportową orbitę.
Mając 21 lat przeszedł na zawodowstwo z bilansem
amatorskim: 95 walk, z których wygrał 87, w tym 50 przed czasem. Bilans
uzupełnia osiem porażek na punkty.
Niestety, trafił na promotora, który powodowany
rządzą zysku wystawiał go do walk z silniejszymi, lepiej przygotowanymi
rywalami. Od czerwca do końca grudnia 1934 roku, Antoni Załęski stoczył, nie
pod skrzydłami a raczej pod dziobem swojego „opiekuna” dwadzieścia jeden walk!
Dwadzieścia jeden walk w pół roku – Kompletne
szaleństwo!
Niewyobrażalne, ale z tych 21 walk, przegrał tylko
5! W kolejnym sezonie uzyskał bilans 4-3. Zniechęcony, nadmiernie eksploatowany
młody pięściarz, wycofał się z boksu by wrócić do pracy w stalowni.
Wytrzymał dwa lata i wrócił na ring. Trenowany przez
świetnego Arta Wincha wyszlifował technikę, co obok posiadanych przez niego
naturalnych walorów, siły i odporności, pozwoliło mu skutecznie rywalizować z
coraz silniejszymi rywalami. Na zdjęciu Załęski z Tomem.
Jedzą jajka.

W 1939 roku wygrał kolejno siedem walk, w tym sześć
przez nokaut. Rok później jego menager Sam Pione zakontraktował towarzyską
potyczkę z Czechem, Alem Hostakiem, aktualnym Mistrzem Świata jednej z dwóch
istniejących wówczas federacji – NBA, zwanym „Królem Nokautu” Poniżej, na
zdjęciu.


O Hostaku Aleksander Reksza pisze tak:
"Wysoki
i szczupły, pozbawiony wyrazistej muskulatury, wyglądał zupełnie niegroźnie.
Rzadko kto w dziejach boksu tak dalece wprowadzał w błąd swoją fizyczną
sylwetką i dobrodusznym wyglądem… był piekielnym punczerem…
Żeby nie być gołosłownym. W latach 1937/38 Hostak
wygrał 14 walk z rzędu przez nokaut.
Gdy 29 stycznia 1940 roku, po ciosie
Mistrza, Załęski padł na kolana, kibicom wydawało się, że to koniec zabawy.
Sytuacja powtórzyła się w piątej rundzie. Nasz dzielny rodak był tak
oszołomiony po serii ciosów, że nie mógł trafić do własnego narożnika.
Po tej walce zyskał przydomek „Człowiek ze stali”
ponieważ od początku szóstej rundy, cudownie odmieniony, natarł na przeciwnika
z takim impetem, że zdołał odrobić straty i wygrał cały mecz na punkty!
Nie pozostawało nic innego
niż zorganizowanie walki o tytuł. Odbyła się 19 lipca w Seattle. W 13 rundzie straszliwie
poobijany „Król Nokautu” został odesłany do narożnika i Antoni Załęski mógł po
raz pierwszy wznieść w geście tryumfu Pas Mistrza Świata.
28 maja 1941 doszło do rewanżu. W pierwszej rundzie
Hostak posłał Załęskiego na deski, ale nie dotrwał do końca drugiej. Po
sześciokrotnym liczeniu, walka została przerwana.
Załęski, przed przystąpieniem USA do wojny, zdążył
stoczyć jeszcze pojedynek unifikacyjny o absolutny prymat na świecie z Giorgie
Abramsem.


28 listopada 1941 w nowojorskiej Madison Sguare
Garden, Załęski zwyciężył po trwającej 15 rund walce. 7 grudnia Japończycy zaatakowali bazę
morską w Pearl Harbor.
Nasz bohater jako pierwszy z wielu herosów sportowych
aren przywdział mundur i służył w marynarce wojennej do października 1945, cały
czas zachowując mistrzowski pas.
Podczas gdy mistrz walczył na froncie, na szczyty
bokserskiego powodzenia wspinał się w Nowym Yorku, syn włoskich emigrantów,
młodszy o 9 lat, Rocky Graziano.


Po starannych przygotowaniach i znokautowaniu
sześciu słabszych pięściarzy Załęski spotkał się młodym pretendentem do
mistrzowskiej korony.
Ponad 40 000 widzów przybyło na stadion
Jankesów by śledzić ten elektryzujący opinię sportową bój. Faworytem był Rocky
i wszystko wskazywało na to, że mistrzowski pas zmieni właściciela.
Kilkakrotnie liczony Załęski, podobnie jak w walce z Hostakiem, po zakończeniu piątej
rundy, musiał zostać odprowadzony do narożnika. W szóstej, pretendent natarł by
zakończyć walkę przed czasem. Zasypywał starego mistrza gradem ciosów, gdy ten
ostatkiem sił poderwał się do kontrataku. Piekielnym uderzeniem w splot
słoneczny, uzupełnionym czystym ciosem w szczękę powalił Grazianiego na deski
ringu.
Magazyn ”The Ring” uhonorował Załeskiego tytułem
Boksera Roku, a walką z Rocky'm została uznana za „Walkę Roku”

Uprzedzając wydarzenia dodam, że kolejne dwie walki Załęskiego również zasłużyły w oczach fachowców z prestiżowego magazynu, na ten zaszczytny tytuł.
Uprzedzając wydarzenia dodam, że kolejne dwie walki Załęskiego również zasłużyły w oczach fachowców z prestiżowego magazynu, na ten zaszczytny tytuł.
Do rewanżu doszło 16 lipca 1947 roku w Chicago. Tym
razem od początku przeważał Załęski. W piątej rundzie zalany krwią, nie widzący
na jedno, całkowicie zapuchnięte oko Rocky zaczął niespodziewanie przejmować
inicjatywę. W szóstej szalał, demolując Polaka. Kiedy ten wreszcie upadł po
nawałą ciosów, sędzia liczył tylko do dwóch i przerwał pojedynek.
Rocky po latach tak wspominał ten pamiętny wieczór;
„To
nie był mecz bokserski. To była wojna i gdyby nie znajdował się tam arbiter,
jeden z nas dwóch mógłby zostać zabity”
W ten sposób „Człowiek ze Stali” stracił mistrzowski
tytuł.
Po raz trzeci spotkali się w czerwcu 1948, na
stadionie Rupperta w Newark. Murowanym faworytem był Rocky, ale 35 letni Polak
zaprezentował się wspaniale. Od początku obijał ambitnego mistrza. Ten,
przewrócony na deski w pierwszej, przetrwał drugą, ale trzeciej już nie.
Wyliczony do siedmiu, wstał, by zainkasować atomowy cios w szczękę. Załęski
świętował odzyskanie tytułu, podczas gdy odwieziony do szpitala Rocky
przechodził szczegółowe badania lekarskie.
Antoni Załęski cieszył się mistrzowskim pasem tylko
trzy miesiące. Po dramatycznej walce, uległ w 12 rundzie Francuzowi, Marcelowi
Cerdanowi, ostatecznie kończąc swą niezwykłą, dwukrotnie przerywaną karierę.
Dramatyczna końcówka tej walki znalazła odzwierciedlenie w wielu filmach
traktujących o boksie.
Znacie to? Stary Mistrz resztkami sił utrzymuje się
na nogach, oparty na linach. Opuścił gardę i okładany bez litości przez rywala
trwa do końca rundy by w końcu paść zaraz po gongu. Tak nie upadają - Tak się
rodzą legendy.
…
Jest rok 1956. W Hollywood trwają zdjęcia do filmu
opartego na biografii Rocky Graziano „Między linami ringu”
Do ringu wchodzi, grający Rocky'go młodziutki Paul
Newman i staje naprzeciwko grającego samego siebie, 43 letniego wówczas, Antoniego Załęskiego. Ujęcie pierwsze, scena pierwsza.
Lewy sierpowy i Newman leży na deskach. W poniższym fragmencie widzimy drugą, wygraną przez Grazianiego walkę.
Między linami ringu.
...
Uwagi:
...
Uwagi:
Tekst powyższy oparty jest w całości na książce Aleksandra Rekszy „Słynne pojedynki” której egzemplarz odnalazłem w zwałach makulatury. Książka została wydana przez KAW w 1980 roku w trzydziestu tysiącach egzemplarzy. Nie wiem, czy były jakieś wznowienia. Z Internetu pochodzą dodatki. Aleksander Reksza to sportowy dziennikarz z przedwojennej szkoły. Z czasów, gdy nawet dziennikarze potrafili pięknie pisać o sporcie. Ostatni, Bohdan Tomaszewski, jest jeszcze wśród nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




