wtorek, 17 listopada 2015

Z dziczą się nie gra! O problemach z opisem

Zdziwienie, a nawet oburzenie wielu poczciwców wywołał ostateczny opis paryskiej rzezi. Okazało się oto, że zbrodni dokonali Francuzi do spółki z Belgami. No przecież! 

Jeśli nie wolno opisywać grup ludzi pod kątem religii, rasy, czy narodowości do której się przyznają i w imieniu której zabijają, faktycznie jako wyróżnik zostaje jedynie obywatelstwo, paszport jakim się posługują. Są jeszcze w zanadrzu obszerniejsze kwantyfikatory. Można przecież napisać, że Europejczycy mordowali Europejczyków, albo wręcz ludzie, ludzi. I czyż nie jest to prawda? Tak, ludzie zabili ludzi, a Allach to ten sam Bóg, do którego modlą się Chrześcijanie, czyli w zasadzie mordercami są ludzie religijni, a już z pewnością nie ateiści.

Ktoś powie, że to nie ma żadnego znaczenia, że krew pozostaje krwią. Otóż upieram się, że to ma znaczenie. Udawanie, że nie ma możliwości jasnego, precyzyjnego opisu wroga jest wywieszaniem białej szmaty wobec morderców. Nie da się bowiem terroryzmu, fali islamskiej nienawiści sprowadzić do szeregu indywidualnych decyzji ludzi legitymujących się takim czy owakim paszportem.

Pod naporem przemocy medialnej zarządzanej przez czerpiące zyski z takiego stawiania sprawy, wrogie własnej kulturze elity straciliśmy język, zostając prawdziwymi jąkałami nie potrafiącymi klarownie wytłumaczyć, ani naszych lęków, ani oczekiwań nawet w sprawach tak podstawowych, jak bezpieczeństwo nasze i naszych rodzin. Zwróćcie uwagę, mili czytelnicy, że kaganiec na naszych pyskach nie wynika li tylko z wtłoczonej nam do głów politycznej poprawności, a jest już usankcjonowany prawnie i obudowany systemem kar, do utraty wolności włącznie.

Stąd obrażające rozum brednie o morderczych Belgach, bo jeśli nawet system zniewolenia nie zechce zajmować się płotkami w rodzaju autora tekstu, który czytacie, niewątpliwie zajmie się chętnie każdą gazetą, każdym dziennikarzem czy politykiem, który zechce napisać, czy powiedzieć prawdę, o ile tylko będzie w jego zasięgu.

Oto doczekaliśmy sytuacji, że nie sposób bez narażania się w najlepszym wypadku na ostracyzm opisać zła. Jeśli ktoś próbuje, musi posługiwać się tak licznymi zastrzeżeniami, że jego wypowiedź zmienia się w bełkot. Jeśli napiszesz, że Islam jest zły i w żaden sposób nie pasuje do cywilizacji ani kultury europejskiej, ponieważ nie sposób zgodzić się na stosowanie jego praw w Europie w zasadzie przestajesz być publicystą, a stajesz się przestępcą.

No, chyba że dodasz, że wszystkie religie są równie złe, ze szczególnym naciskiem na Chrześcijaństwo, co podeprzesz akceptowalnymi przykładami z przeszłości i zaznaczysz, że masz na myśli tylko radykalnych islamistów, którzy w przeciwieństwie do innych, głoszących miłość i pokój...

Celem jest, byś się wyparł własnej religii, kultury i ojczyzny i ten cel przesłania wszystkie inne cele i tutaj rządzące Europą elity są bardzo konsekwentne. Rzecz w tym, czy przemoc, którą stosują okaże się skuteczna. To już zupełnie inna historia, ponieważ rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością a totalną lewacką propagandą jest już zbyt wielki, by nawet Francuz potrafił go strawić, ale oczywiście mam na myśli zwykłego Żabojada. W tym miejscu musiałem zastosować epitet, żeby opisać narodowość i to jest naprawdę smutne. Dlatego „Żabojad” napisałem z dużej litery. Niech chociaż to dostaną z dobrego serca.

To tak, jakbyście chcieli rozgrywać mecz piłkarski z przeciwnikiem, który już w tunelu prowadzącym na boisko wydłubuje oczy waszemu bramkarzowi a na plac wybiega uzbrojony w maczety, podczas gdy wy udajecie się z płaczem do sędziego technicznego w sprawie oślepionego bramkarza, za co wasz kapitan zostaje napomniany żółtą kartką.

Taki mecz zawsze przegracie, o ile publiczność nie przełamie kordonów i nie wbiegnie na boisko pokazując jasno i dobitnie, że też bierze udział w grze. Dodam od siebie, że nie jestem zwolennikiem takiego wbiegania i preferuję zasadę, że z dziczą się nie gra. Dzicz należy tłuc, co chwilę popatrując, czy równo puchnie.


środa, 11 listopada 2015

Przywłaszczycielom, kres!

Śpiewał, wymachując szablą i przebiegając korytarze szkoły podchorążych Jerzy Stuhr w telewizyjnym spektaklu Andrzeja Wajdy „Noc Listopadowa” Był rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty ósmy, podchorążowie zbiegali się hurmem, pasy na krzyż i oczywiście bagnety i nawet armata stała na środku sali. Grała muzyka Zygmunta Koniecznego, był listopad, jakżeby inaczej, a Stuhr wykrzykiwał: „za lata niewoli, za krew, za urąganie męce, oto godzina wybiła, przy nas potęga – siła…” nie bacząc, że jego Maciuś ma dopiero trzy latka. Taki był straszny i odważny, jako Wysocki.
Minęło prawie czterdzieści lat i jedynym łącznikiem pomiędzy tamtymi artystycznymi uniesieniami a dniem dzisiejszym jest fakt, że zarówno wówczas, jak i dzisiaj Telewizją Polską rządzi niepopularna komuna. Ktoś się oburzy, że teraz nie, bo buciki wyglancowane i nie trzeba biegać na Mysią po wskazówki. Nie trzeba, bo Mysia jest w głowach i w sercach i ogólnie jest mysio przy Woronicza.
Nawet dziwnie pomyśleć, że dzisiaj ktoś biegałby z szablą po telewizyjnym studio, wykrzykując o jakichś „przywłaszczycielach” i płonącej „budzie na Solcu” Komuna, co dziwaczne, jakoś nie brała do siebie tych „przywłaszczycieli”, być może z powodu pieczątki wiadomego urzędu, a być może czołowi artyści gwarantowali pozytywny wydźwięk? Tego nie wiem, ale wiem, że za rządów wiadomej, jeszcze dzisiaj rządzącej koalicji, takie wymachiwanie i wykrzykiwanie stałoby w jawnej sprzeczności z interesem państwa i jego elit, zasłużonych w umacnianiu zdobyczy ( z naciskiem na zdobycze )
W ogóle, jak tak się dokładniej przyjrzeć naszym wielkim poetom i pisarzom to trudno gdziekolwiek znaleźć cokolwiek, co można uznać za choćby przychylną aprobatę trwających jeszcze dzisiaj rządów, idei, oraz sposobów na okiełznanie narodowej dumy. Wszyscy wielcy zawiedli i pewnie dlatego z uporem godnym lepszej sprawy forsowano i nadal forsuje się tylu małych, psujących polski język pisarczyków. To jednak temat na inne opowiadanie, ponieważ jutro, jutro wszystko się zmieni!
Żyje i działa ( wkrótce nowy film na ekranach ) mistrz Wajda, Jerzy Stuhr wrócił do formy, że o jego synalku nie wspomnę. Aż się prosi o nową „Noc Listopadową” Przywłaszczycielem PiS. Zamiast jakichś nieaktualnych podchorążych, młodzi korporacyjni dyletanci, zamiast szabli coś najnowocześniejszego, byle z ekranem, a na ekranie koniecznie wykres ukazujący upadek. Jerzy Stuhr mógłby zagrać biegnącego z pomocą Donalda, a młody Ryszarda Petru z tą jego charyzmą. Tyle, że trzeba mocno popracować nad tekstem, bo mimo szlachetnego kontekstu… Cóż, cenzor z „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego” orzekłby:
-Nie, w tej formie to nie może wcale pójść!
Cholera z tymi poetami, a szczególnie wielkimi. Wszędzie wetkną krzyż, albo jeszcze gorzej!
„…Śmierć przywłaszczycielom,
tyranom,
co nasze kalają trony,
co brudem ołtarze ścielą!
Bóg wziął nasze obrony:
śle wolność ludom i stanom!
Czas pomsty za bezprawie,
czas pomsty, lećcie, żurawie,
roznieście po polach skry
z płonących chat!
Za łzy, za urąganie męce,
hej, bracia, rycerze, dzieci,
młodzieńcze sprzęgajcie ręce.
Oto godzina wybija,
gnana tęsknotą lat:
do broni, Jezus, Maryja!
Do broni za Polskę, za krew,
za lata niewoli i nędz,
za widma, upiory jędz,
co nasz obsiadły dom,
niosąc srom;
niech krzyż upiory wyżenie,
spełniajcie przeznaczenie:
Czas przyszedł, zwyciężym dziś.
Hej, dzieci, rycerskie łupy
dla was, czas iść!
Drogę zaścielą wam trupy;
to wam ratować się z toni,
wasz los od waszych dłoni,
wam serca! – Mężowie dzieła!”

I tak pada koncepcja „Nocy Listopadowej” dla nowoczesnej widowni. Każdy wers drażni, prawie każdy wyraz przestrasza. Niby można coś podłubać przy dwuznacznym słowie „srom” ale czy z jednego sromu da się zrobić wielkie przedstawienie, godne mistrza i sponsorów przywłaszczycieli?

wtorek, 10 listopada 2015

Wszystko, czyli nic

To nieprawdopodobne, ale mam wrażenie, że dopiero wczoraj w okolicach obiadu dotarło do geniuszy z Platformy Obywatelskiej, jak głęboki jest ich upadek. Nie sądzę, że decydujący wpływ na to objawienie miały nominacje rządowe, którymi przecież sami straszyli się od tygodni, no chyba, że prawdziwy lęk wzbudza nominacja kogoś spoza magicznej trójki: Macierewicz, Ziobro, Kamiński. Może tak być, ale ja tego wiedzieć nie muszę.
Wiadomo, że oni bardzo wolno się uczą, co udowodnili w tym roku bardzo dobitnie. Dwie tury wyborów prezydenckich i wybory parlamentarne jeszcze im tego nie uświadomiły. Nawet, gdy okazało się, że majaczenie o „kordonie sanitarnym” okazało się właśnie „majaczeniem” miałem wrażenie, że oni nadal nie rozumieją, w jakim miejscu się znaleźli.
- Popatrzcie na PiS, przetrwał, wzmocnił się, a co dopiero my, my którzy mamy poparcie mediów i jesteśmy tacy wspaniali. Cztery lata? Gdzież tam! PiS się załamie w dwa lata, w rok! - Czyli nadal optymistycznie, choć kwaśno i z nerwowym rozglądaniem się na boki.
Wczoraj, może jednak trochę na skutek nominacji, może nieciekawej jesiennej pogody, a może bez żadnej przyczyny, do niektórych głów dotarło, jakie morze czasu wypełnione cierpieniem przed nimi. Bo, czy te media takie pewne?
Publiczna – wiadomo, że w końcu zawłaszczą! A prywatne? Ciekawe, czy prywatny biznes zechce finansować czteroletnie szczucie partii opozycyjnej przeciwko rządowi ? Bardzo to wątpliwe, a nawet neutralność polityczna jest w ich przypadku działaniem wrogim i bezczelnym. Zostaje zdziwaczała Wyborcza i...?
- A taki PiS to miał różne takie gazetki, co wyśmiewały najlepszy od czasów Bolesława Chrobrego rząd, a my nie mamy!
-A w internecie to w ogóle prawica hejtuje za darmo, a my musimy nasz głos wolny subsydiować!
- A twitter zawłaszczyli, nie pytając o zgodę!
- Eeee, yyyy, oooo, uuuuuuu...
No tak, nie musieliście sami mówić czy pisać, bo za was mówiono i pisano. Nawet nie zwróciliście uwagi, że coraz głupsi, coraz mocniej oderwani od rzeczywistości  za was piszą i mówią. Zostaliście z Ewą Kopacz i Miśkiem Kamińskim w garści. Doprawdy, jest się czym chlubić!
Nie musieliście demonstrować poparcia dla swojej ulubionej Platformy, jeśli zręczny kamerzysta z pięćdziesięciu anemicznych potrafi zrobić entuzjastyczny tłum.
Na dodatek już tego w żaden sposób nie nadrobicie. Brak wam energii i rozumu i nie pomoże nawet Lis, ponownie, jako bloger. Nawet Lis!
Dzisiaj wasi mędrcy opowiadają w telewizjach, jak bardzo czują się oszukani nominacjami PiS. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej żałosnego? Została Pomaska klepiąca trzy po trzy w TVN24. Nie chcę tu cytować ogólnie znanego fragmentu „Wesela” żeby nie wyszło, że chcę kogoś wieszać i napiszę wprost:
Mieliście wszystko, czyli nic.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Jedną i tą samą miarą! - Napisał Warzecha, a P.T.kanibale śmieją się wesoło

Słusznie napisał Łukasz Warzecha, że publicysta powinien ważyć racje, czyli trochę na podobieństwo Boga, za dobre wynagradzać, a za złe karać. Każdy przytomny powinien się zgodzić, że tylko koniunkturalista i skrajny propagandzista przytakuje we wszystkim partii rządzącej, basuje rządowi, staje z rozdziawioną gębą przed autorytetem premiera, a na widok szefa partii rzuca się na kolana i zaczyna modły dziękczynne. W tekście niezależnego, obiektywnego do bólu publicysty, władza ma widzieć swoją brzydszą twarz, dla swojego dobra zresztą.
Ze smutkiem zauważyłem, że wielu nie rozumie takich oczywistości. Niektórzy czytelnicy złoszczą się, że oto „niezależni” „niepokorni” czy jak się tam niedawno nazywali, przystępują do obozu  zła i razem z niedawnymi przeciwnikami jednoczą swoje siły w walce z ich ukochanym Prawem i Sprawiedliwością.
 Inni znowu śmieją się z deklaracji pana Warzechy i ku swojemu zaskoczeniu, już w trakcie pisania tej skromnej notki odkryłem, że sam do nich należę!
O, cholera! Śmieję się co prawda kwaśno i tak jakoś przez zęby, ale jednak. Tłumiąc tę niewczesną wesołość spróbuję wyjaśnić powód mojego śmiechu. Otóż, gdy czytam słuszne „każdego tą samą miarą” widzę obraz, który mam za alegorię polskich mediów:
Ognisko. Przy ognisku grupa ludożerców obojga płci zajęta obgryzaniem kości politycznego przeciwnika, wszędzie walają się czaszki i piszczele. Na to zjawia się w kręgu światła publicysta Warzecha i zagaja o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga. Ludożercy na moment baranieją, przerywają mlaskanie i chrupanie, popatrują spod czupryn. Zniechęcony odchodzi.
- Rzeczywistość to w ogóle bujda – mówi kanibal z klasą.
- My ją tworzymy, my dobrze i żadne tam pierdoły, ale skoro nasza wyżerka mu śmierdzi, niech napisze dla nas książkę kucharską – śmieje się leciwa kanibalka i brudną nogą rozgarnia piach.
Dość. Przepraszam za taką brzydką alegorię (szczególnie ta brudna noga jakoś niesmacznie wyszła, bo niełatwo taką Monisię ujrzeć z nogą, że rzepy siać!) zwłaszcza tych, którzy widzą media w całym ich plastikowym splendorze i lubią ględzić o aspektach i merytorycznej debacie. Nic na to nie poradzę, że widzę tam tylko dzikich dzikusów. Tak już mam.
Panie Łukaszu, że pozwolę sobie z piekielnych nizin anonimowości, zwrócić się w ten sposób do Pana ( by się ośmielić, musiałem sobie wyobrazić, że piszę list, a każdy list jakoś trzeba zacząć) Pan napisał tekst bardzo słuszny, ale jednocześnie naiwny i niezrozumiały.
Chętnie wierzę i z szacunkiem przyjmuję pańska końcową deklarację, którą pozwolę sobie tutaj przytoczyć:
„Dlatego moim P.T. Czytelnikom mogę obiecać jedno: będę dbał, żeby nigdy nie mogli mi zarzucić niekonsekwencji lub koniunkturalizmu. Dla każdego mam jedną i tę samą miarę.”
Któż ośmieliłby się żądać od Pana czegoś innego? Rzecz w tym, niepokój P.T. Czytelników w tym, że ni z tego, ni z owego, zamiast walki z kanibalizmem proponuje im się w sąsiedztwie ogniska wrażych żarłoków rozpalenie drugiego ogniska, gdzie nie będzie mile widziane spożywanie bliźnich. Kto zechce się przy nim raczyć pieczoną rzepą?
Inaczej pisząc: rozczarowanie pańskich czytelników wynika stąd, że każdy przytomny doskonale może sobie wyobrazić najbliższe cztery lata, jako nieustanny, nie liczący się z rzeczywistością, skoordynowany atak medialnej szczujni na rząd, któremu chcąc nie chcąc będzie do taktu przygrywał wasz merytoryczny, niezależny i bezkompromisowy werbel.  W tej sytuacji każde zdanie odmienne można będzie odczytać, jako jawne podlizywanie się władzy. To dosyć niezręczna sytuacja.
Cała ta konstrukcja w sytuacji, gdy jeszcze nawet nie ma rządu, a co dopiero mówić o jakichkolwiek efektach rządzenia już zaczyna się umacniać. Ledwie wszczęła się dyskusja, ledwie zaczęły się połajanki na twitterze, już w dzisiejszych, porannych audycjach Dominisi i Monisi zostaliście wielokrotnie użyci, jako pałka waląca w PiS!
„Przecież to samo piszą, tak samo twierdzą prawicowi/związani z PiS/ tak zwani niepokorni dziennikarze”
I to jest doskonały argument, prawda? Rozumiem, że obiektywizm, szlachetne zasady, ale nie rozumiem, jak można dawać się wykorzystywać dzikiemu, cuchnącemu kanibalowi? Na szczęście, czego wielu zdaje się nie zauważać, ostanie wybory pokazały, że wpływ mediów jest dość mierny, a próby kreowania przez nie rzeczywistości coraz częściej okazują się przeciwskuteczne. Na dodatek coraz trudniej rozróżnić publiczność od wykonawców. Taki się koncert zrobił!

piątek, 23 października 2015

Wybory 2015. Radość dobrych, smutek złych

PiS – Dobra kampania. Narzekanie na monotonię, ciągłe powtarzanie kilku haseł wyborczych jest marudzeniem ludzi, którzy w ponadprzeciętny sposób interesują się polityką. Wystawienie Beaty Szydło, będące kontynuacją zakończonej sukcesem kampanii Andrzeja Dudy okazało się strzałem w dziesiątkę, podobnie jak późne, ale energiczne wkroczenia na scenę Jarosława Kaczyńskiego. Zwróćcie uwagę, że w ciągu kilku miesięcy PiS – owi udało się wykreować dwóch nowych liderów. Andrzej Duda, jako prezydent jest emanacją jeszcze nie do końca rozpoznanych przez opinię publiczną własnych, salonowych aspiracji oraz znakomitą reklamą możliwości kadrowych Prawa i Sprawiedliwości. Beata Szydło nie musi dzięki niemu być śliczna, elokwentna, błyskotliwa czy charyzmatyczna. Przytyki kierowane z tych pozycji trafiają w próżnię, ponieważ w tercecie liderów jest postrzegana, jako solidna i pracowita. Tego ostatniego nawet zawzięci wrogowie PiS nie potrafią jej w żaden sposób skutecznie odebrać. Moja prognoza 37-40%.

PO – Porażka pod każdym względem. Kampania niespójna, praktycznie pozbawiona pozytywnego przekazu, zastąpionego nachalnym, nużącym w swej przewidywalności atakiem na PiS. Kryzys intelektualny rządzącej od ośmiu lat formacji był tym razem aż nadto widoczny. Próba przeniesienia własnych lęków i dziwactw na społeczeństwo nie mogła się powieść, ponieważ przepaść pomiędzy deklaracjami a rzeczywistością okazała się zbyt szeroka, by przeskoczył ją najgorliwszy nawet fantasta. Do tego fatalna Ewa Kopacz, której jedynym atutem, jak się wydawało, było jej najbliższe otoczenie, składające się z wyjątkowych już osłów. Jeśli zamysłem było, by pani premier błyszczała na ich tle, gratuluję pomysłu. Podobnie, jak w kampanii prezydenckiej pomoc mediów głównego nurtu okazała się przeciwskuteczna. Nie do uwierzenia, ale wszystkie środowiska wewnętrzne i zewnętrzne pracujące dla Platformy Obywatelskiej były kolejny raz skażone istnym horrendum, jakim w polityce jest wiara we własną propagandę. Aż dziwnie było patrzeć na ten tłum maszerujący ze śpiewem na ustach ku oczywistej klęsce. Taką będzie wynik w granicach 19 – 22%.

ZL – Po wystawieniu Magdaleny Ogórek kolejny wygłup gasnącego politycznie Leszka Millera. Zamiast zagrać na przetrwanie, kontentując się komuszkowymi sześcioma procentami, SLD nie wiedzieć czemu wzięło ślub ze zwłokami Ruchu Palikota. Zupełnie zlekceważono fakt, że pani Nowacka była całkiem niedawno twarzą kampanii mędrca z Biłgoraja, co pozwoliło uzyskać  mu całe 1,42% głosów. Informuję liderów lewicy, że programy, takie jak „Woronicza 17” czy „Kawa na ławę” to żaden zasięg promocyjny, a i tam jedyną gwiazdą lewicy bywa pan Czarzasty. Nie jest przypadkiem, że w ostatnich dniach, zza pleców liderki wychynął Leszek Miller. Pewnie po to, by przypomnieć, co bardziej sklerotycznym komuszkom, co to jest ten cały Zlew. Samobójcze podniesienie progu skończy się wielkim płaczem i wynikiem w granicach 7,5%.

Kukiz15 – Pogłoski o jego politycznej śmierci okazały się mocno przesadzone. Podobnie, jak narzekanie, że tracąc czas na niejasne wewnętrzne rozgrywki z tygodnia na tydzień traci poparcie.  Na to, że utrzyma je na poziomie dwudziestu procent nie miał żadnych szans i chętnie wierzę, że sam to rozumiał.  Jest jednak oczywiste, że przynajmniej jedna trzecia ludzi, którzy zainwestowali swoje emocje w poparcie pana Pawła w wyborach prezydenckich, pozostanie mu wierna. Mam poważne problemy, by oszacować jego szanse, ale myślę, że osiągnie podobny wynik jak Zjednoczona Lewica. Tyle tylko, że w jego przypadku będzie to powodem do świętowania. Kukiz – 7,5- 8,5%.

KORWIN – Kolejna po Prawie i Sprawiedliwości partia, której udało się wykreowanie drugiego, co najmniej równorzędnego lidera. To, oraz fala imigracyjna zalewająca Europę w oczywisty sposób działają na korzyść KORWIN-y. To drugie może okazać się bardzo znaczącym wzmocnieniem, ponieważ jest to jedyne ugrupowanie, które może jasno, bez owijania w bawełnę głosić popularne w społeczeństwie poglądy, ze zrozumiałych względów zbyt radykalne dla PiS. Sądzę, że nie jest to odpowiednio docenione w dotychczasowych badaniach opinii publicznej, podobnie jak fakt, że poparcie dla Korwina jest wyjątkowo równomiernie rozłożone na terenie Polski. Aby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć na strony PKW. Prognozuję wynik na poziomie 8-9%.

Nowoczesna – Ewidentnie liczono na powtórzenie „efektu Kukiza” ale przeliczono się znacznie. Formacja, która miała być uzupełnieniem gasnącej PO, jak najbardziej odciągnęła część wyborców od tej partii, ale wokół siebie  nie wytworzyła fali wystarczającego zainteresowania. Czy to wina drętwego, niesympatycznego lidera, czy podejrzeń o nieszczerość deklaracji politycznych, nie będę rozstrzygał. Sama idea była dobra, choć nieco przekombinowana. Istnieje całkiem realny elektorat, który nazwę tutaj nieco umownie „specjalistami”  Szuka swojego przedstawiciela, odkąd PO skierowała się w lewą stronę. Tych ludzi nie obchodzą takie czy owakie idee, a własny interes. Wysoko opłacani pracownicy korporacji, bankowcy średniego szczebla i temu podobni. Kłopot w tym, że tych ludzi jest zbyt mało, by odnieść dzięki ich głosom sukces, a próba rozszerzenia elektoratu wypadła dziwnie mało przekonująco. Projekt Petru pewnie trafi do lamusa. Może 4,5 – 5,5%.
PSL – Partia dryfująca od „partii dla każdego” w kierunku „partii dla nikogo” Z całą starannością, także w czasie kampanii, potwierdziła wszystkie negatywne opinie na swój temat. Odkąd przegrała wieś do Prawa i Sprawiedliwości , w zasadzie nie jest już potrzebna. Postrzegana, jako przydupas żyjący z konfitur władzy. Prowadzona przez  odstręczających  liderów w rodzaju Sawickiego czy Piechocińskiego, ku mojemu ukontentowaniu śmiało kieruje się w stronę 4%.

Razem  - Wystąpieniem jednego z liderów pogrążyła ostatecznie ZL. Później zgoła niepotrzebnie jej przedstawiciele zaczęli objazd mediów, osłabiając pierwsze, nieco naiwne wrażenie świerzości. Życzę im jak najlepiej, jako lewakom, ponieważ mogą stać się kolcem w tyłku dla udających lewicowość tłuścioszków. 2% będzie niezłym kapitałem na przyszłość, o ile ZL nie wejdzie do sejmu, a Razem nie da się zblatować przegranym komuszkom.

Frekwencja – Powyższe prognozy mają jakiś tam sens dla poziomu 42-45% Chyba zwróciliście uwagę, że ze strony mediów brak tradycyjnego pro frekwencyjnego wzmożenia. Sądzę, że wynika to z faktu, że tym razem trzeba być wyjątkowym marudą, by nie mieć na kogo głosować. Odpada też tradycyjny argument o marnowaniu głosu, ponieważ wszyscy, tak zwani „mniejsi kandydaci” mają realne szanse wejść do Parlamentu. Nie można nawet całkowicie skreślać lewaków z Razem, co już jest prawdziwą sensacją. A wzrost frekwencji o każdy kolejny procent będzie manną z nieba dla wszystkich pretendujących ugrupowań poza PSL i ZL, które nie mają żadnych szans na pozyskanie nowych wyborców. Jeśli chodzi o PiS i PO, na wzroście frekwencji zyska tylko PiS, podczas gdy PO zjedzie poniżej 20% czego jej z całego serca życzę, nie siląc się na udawany obiektywizm.

Nikogo nie muszę przekonywać, że będzie ciekawie. Czeka nas najdłuższa cisza wyborcza, a po ogłoszeniu wyników... radość dobrych, smutek złych i wielkie zgrzytanie zębów tych najgorszych.


piątek, 25 września 2015

Petru vs Razem. Koniec świata manipulatorów.

O, jak różny jest los  debiutantów na scenie politycznej! Przypominam, że w październikowych wyborach, choć wystartuje tylko osiem ogólnopolskich komitetów wyborczych, mamy aż dwa nowe lewackie ugrupowania. Jedno zorganizowane dla niejakiego Petru, drugie nazwało się „Razem”.

Na przykładzie tych dwóch bytów politycznych doskonale widać poziom manipulacji, na jaki potrafi wznieść się polityczno – medialna machina propagandowa. Nawet ludzie skrajnie odporni na wiedzę chyba już zdążyli zauważyć, że Petru został wymyślony, jako Kukiz dla wyborców Platformy, którym obrzydły manewry flagowego okrętu „Środowiska”. 

Tak to sobie macherzy naszych losów wymyślili, gdy zrozumieli, że tym razem nie uda się wygrać wyborów parlamentarnych. Przeto pracowicie dodają do topniejących notowań Platformy i wątpliwych pięciu procent PSL–u, właśnie tego Petru, a jeśli nadal brakuje, także chłopców od Millera i Palikota. W tej układance bankowy prostaczek zajmuje kluczową pozycję i stąd bierze się masowe zakłamywanie rzeczywistości przez sondażownie oraz nachalna nad wyraz reprezentacja Petru w zawłaszczonych przez „Środowisko” mediach.

Z tego samego powodu na ciepłe słowo i wsparcie nie może liczyć drugi lewacki wymysł, czyli partia „Razem”. Po pierwsze to coś, wymyśliło się samo, co jest niedopuszczalne po ciemnej stronie mocy, a po drugie, w jakimś stopniu może osłabić wynik potencjalnego koalicjanta antypisowskiej szajki. I nic temu „Razem” nie pomoże, że jest ziszczeniem medialnych nawoływań do odnowy sceny politycznej, że oddolny, że sparytetowany, że zsuwakowany i w radykalnym stopniu nasycony idiotyzmem. Teoretycznie pieszczoszek a praktycznie kula u nogi.

Choć wszystkie te tajne strategie i codzienne gry taktyczne są wymyślane gdzieś za grubymi kotarami przez ludzi o których lud pospolicie miewa, że mają głowy, jak cebry, śmieszy chciejstwo i wątpliwa jakość przesłanek na jakich są oparte.

Po pierwsze „Środowisko” popełnia grzech nad grzechy, wierząc we własną propagandę, nakręcając ją w zblatowanych mediach, by potem samemu się nią żywić w wystąpieniach wystawianych przez siebie polityków.

Po drugie, zdaje się nie zauważać, że wszystkie te pomocnicze byty w najlepszym przypadku znajdują się na granicy progu wyborczego i równie dobrze można przyjąć, że żaden z nich nie znajdzie się w przyszłym sejmie.

I tu wracamy do pana Petru. Otóż momentem, gdy zarządzający tą ściemą zorientują się, że najważniejsza w świecie platforma wiertnicza nie natrafiła na dostatecznie zasobne złoże ludzkiej naiwności będzie dniem, gdy ten pan w najlepszym dla siebie przypadku zniknie z mediów i będzie mógł sobie pokrzyczeć w darmowych audycjach wyborczych. W najlepszym, co podkreślam, przypadku, bo może też błyskawicznie i zgodnie z duchem chwili zostać zdyskredytowany, ośmieszony i rozjechany na miazgę.
Co ciekawe, cała ta skomplikowana kombinacja dowodzi słabości, nie siły „Środowiska” Pomimo jawnej stronniczości i zakłamania mediów, dziwacznych wygibasów CBOS-ów tego świata, rządu, świądu i Bóg wie czego oni tam jeszcze nie mają, ich wpływ na polityczną rzeczywistość topnieje z dnia na dzień. Nie da się walczyć o zwycięstwo wyborcze powielając w nieskończoność stare chwyty, bo nawet chwyt na nowego Kukiza już zdążył się zestarzeć.

Prawda jest taka, że prędzej lewackie „Razem” zostanie na dłużej (hi hi ) razem z nami, niż marionetka Petru, która nakryje się nogami, pociągnięta za sobą przez padającego  w niebyt ponurego lalkarza.


czwartek, 24 września 2015

Obłęd rządu, nie narodu!

Osobliwe emocje muszą targać ludźmi, którzy pokładali wiarę w instytucje europejskie. Mnie to nie dotyczy, a mimo to nie czuję się komfortowo, widząc skalę niekompetencji, idiotyzmu oraz inercji, która przebiła się zza gładkiej nowomowy w kółko powtarzanych formułek. To samo, identycznie to samo dotyczy rządów państw europejskich, wśród których stara się brylować głupotą rząd pani Kopacz.
Aby Europejczycy w swej masie dowiedzieli się, kto nimi rządzi, konieczna była ludzka fala zalewająca nasz skromny kontynent. Gdyby, tak jak dotychczas, strumień płynął dziesiątkami tysięcy rocznie, wiele lat zeszłoby na marne, nim ludzie zorientowaliby się, na jak nieprzyjemnym zakręcie historii przyszło im żyć. Ogłupienie medialne zaszło bowiem tak daleko, że współczesny człowiek, niczym dzikus sprzed kilkunastu tysięcy lat, aby uwierzyć w nadchodzące zagrożenie, musi osobiście dostać w łeb. Można przyjąć, że ten ludzki potop spadł nam po prostu z nieba, dając ostatnią szansę na właściwą reakcję obronną.
Obecnie, doskonale widać nieuzbrojonym w lornetkę okiem, że rządzą nami tchórzliwi, zakręceni skrajnie lewacką ideologią durnie, którzy do końca będą wspierani przez medialną bandyterkę w walce z własnymi narodami, z łaski których opływają w dostatki i przywileje. Koniec tego szaleństwa, a piszę to z całkiem niepublicystyczną rozpaczą, nastąpi w dniu, gdy niemiecka policja otworzy ogień do własnych obywateli, w obronie urojeń klasy rządzącej.
Albowiem od czasu, gdy zachodnia lewica malowała przed społeczeństwami Zachodu zalety sowieckiego raju, pod światłym przywództwem „Ziutka Słoneczko” nie było chyba większego rozdźwięku pomiędzy kreowaną przez elity fikcją a rzeczywistością. Tyle tylko, że przeciętny Francuz nie mógł dopić kawy, odłożyć gazety i zaraz za rogiem zaznać dobrodziejstw, jakie spadają na budowniczych kanału Białomorskiego, a teraz, jak najbardziej może dostać w mordę od wzmożonego moralnie wyznawcy Mahometa. Potem może iść z opuchniętą mordą do domu, włączyć telewizor i wysłuchać pogadanki o walorach multikulturowości, pocieszając się, że z pewnością obił mu mordę lekarz, albo chociaż specjalista od IT.
Lewackie bujdy właśnie idą w kąt. Ci, którzy polegiwali na poduszkach własnego idealizmu, wsłuchani w szemrzący głosik bajarza, właśnie przecierają chabrowe oczęta i zaczynają kręcić się niespokojnie. Społeczna tresura przestaje działać także w Polsce, gdzie na razie problem o którym piszę jest tylko teoretyczny! Nie, jak chcą zakłamane media „przede wszystkim w Polsce” ale właśnie „także w Polsce” Rezonans wydarzeń na południu i zachodzie Europy jest u nas tak znaczący, że, co przyznają nawet skrajnie propagandziści, znacząco wpłynie na wynik październikowych wyborów, choć to nie nasze, tak chwalebnie wyremontowane wielkomiejskie dworce są akurat dewastowane przez bandy lekarzy i specjalistów od IT.
Oto nasi władcy stanęli nagle przed oczekującym ochrony ludem w całej krasie swej nagości. Dobrze chociaż, że są do tego stopnia mali, dzięki szczegóły anatomiczne są niedostrzegalne, nie powodując zgorszenia najmłodszych.
To głupi, mali, próżni ludzie, nawet nie potrafiący prawidłowo zdefiniować zagrożenia, a co tu mówić o podejmowaniu jakichkolwiek działań. Jeśli jeszcze ktoś, kto nie czerpie bezpośrednich profitów z rządów PO/PSL  pokłada w nich nadzieję na przyszłość i ma zamiar głosować na jedną z tych partii, sam wyklucza się z grona ludzi rozumnych.
Nie będzie później tłumaczeń, że nie wiedzieliśmy, że skąd niby mieliśmy wiedzieć? Przecież wystarczy przestać na chwilę patrzeć przez pryzmat zakłamanych, reżyserowanych przez politycznych macherów widowisk, zwanych dla niepoznaki serwisami informacyjnymi, by zobaczyć skalę umysłowego zniewolenia tych tchórzliwych cwaniaków.
Europa trzęsie się w posadach, dosłownie w przeddzień zmian o nieobliczalnych skutkach. Kto żyw chowa do lamusa, sztandary dawnych uprzedzeń i złości wymierzonych we własne, zawsze niedoskonałe społeczeństwa. Świat, jaki znamy właśnie się rozpada. Sentymentalizm i naiwność przestaje być skuteczną tarczą wobec wyzwań, przed jakimi za chwilę staniemy, jako Polacy, czy jak kto woli, Europejczycy.
Już nie pamiętacie smaku jaja zniesionego przez Republikę Weimarską?
I w tym wszystkim, przy dziwacznych kombinacjach USA, zamieszaniu, nie tylko na giełdach, w Azji, niekończącym się konflikcie za naszą wschodnią granicą, rządzący Polską za największe zagrożenie, za jedynego prawdziwego wroga, mają konkurencyjną partię polityczną, Prawo i Sprawiedliwość. Całą politykę, wszystkie podejmowane przez siebie działania odnoszą do PiS, czynią przez PiS. Przez PiS skomlą o szansę na kolejną kadencję.
Ludzie kochani, jeśli to nie jest obłęd, to co nim jest?