To nie jest reklama wódki tylko najnowsze sondażowe wyniki Platformy Obywatelskiej.
Publicyści zastanawiają się, dlaczego aż taka miłość, bo przecież to jest miłość.
Tusk miażdży rywali, podrywając naród niczym nadobny dziedzic hożą młódkę z czworaków.
Ot, niesie sobie "Naród" na ramionach, na drewnianym kabłąku, dwa wiaderka wody z rzeki a tu nadbiega Tusiu „sztuczka kusa” Tu uszczypnie, tam znowuż po rumianym policzku pogładzi. A potem niechciana ciąża – O cholera!
Ale nic to, byle nie myśleć, że zacytuję „Bajki Robotów” Stanisława Lema.
Mało tego! Najwyższe zaufanie wśród Polaków zdobywa Bronisław Komorowski – Istny wójt z Zapyzowa!
W sumie nic specjalnego. Spece od wizerunku się trzęsą z radości, że taka, prawda, znakomita ich robota. Gówno prawda!
Ot, udało się omotać Naród, który przeciętnie czyta pół książki na rok. Mniejsza z tym, bo nie o czytanie tu chodzi. Chodzi o urzędowy wręcz infantylizm.
Starczyło obejrzeć pierwszy lepszy program informacyjny nadawany dzisiaj. Jakieś rzewne historie o zatrutym grzybami dzieciaczku, pierdoły o Białorusi, płacz szczery gównianych fundacji, które nie potrafiły rozliczyć się merytorycznie z pozyskanych środków.
O rany!
Jeszcze na okrasę głupie komuchy z SLD proponujące wolną od pracy Wigilię w zamian za Święto Trzech Króli. To ideologiczna kasza, bo pewnie P.T.Komuszki bardzo się boją tych władców koronowanych, nie bacząc, że to najzwyklejsi mędrcy byli.
Ej, ma pan rację! Mędrców, lewizna jeszcze bardziej się boi niż monarchów, ponieważ wyhodowany przez media dureń prędzej zostanie królem niż mędrcem. Ukłony dla Prezydenta Komorowskiego!
Że niby osioł czy inny baran w stajence był lewakiem? To jest prawdopodobne, ale żeby SLD organizowało mi Wigilię?
Tusiowaci osiągnęli 54%
Niech maja 87% a i tak nic im to nie pomoże, ponieważ już siekiera została przyłożona do pnia…itd.
Pierwsza rzecz to infantylizm a druga to tradycyjna w Polsce miłość do pacyfizmu. Byle cicho, byle na paluszkach, byle kołderka i byle jakie przekulanie się z dzisiaj w jutro. To jest dobre od piątkowego wieczoru do sobotniego popołudnia, ale jak można cały tydzień łasic się do bylejakości? Jak długo można leczyć kaca?
Powyższy tekst nie jest wymierzony w SLD czy PO, a w całą „ Polską Klasę Polityczną”
Mam o ludziach, o tych wybitniakach, którzy nami rządzili i rządzą przez ostatnie 20 lat, bardzo złe zdanie.
Mruczą, ględzą, stawiają na ostrzu noża by za moment ziewać i skrupulatnie obliczać zyski. Te ich procenty poparcia doprowadzają mnie do mdłości.
Nudne to jest, nudniejsze niż ten tekst.
Aaa, dodam jeszcze post scriptum w sprawie Madziarów.
Ojropejczycy wrzeszczą na Orbana i „Fidesz” że ci wprowadzają drakońską cenzurę. Odrobili, widzę, słodcy Węgrzy, Polską lekcję.
Może choć im się uda złapać za ryj i zmiażdżyć przeklętą Hydrę.
U nas, Gazeta Wyborcza jest nie do ruszenia.
Skoro nawet młody Tusiu tam pracuje?
środa, 22 grudnia 2010
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Łukaszenko zły
Od szesnastu lat rządzi Białorusią i jeszcze sobie porządzi. Szydzi z opozycji i brutalnie rozbija jej wiece oraz wyborcze protesty.
Szydzi i kpi, ponieważ odbywa się to wszystko w przytomności tak zwanych obserwatorów, którzy reprezentują potęgi w rodzaju UE.
Tymczasem jego gorliwi zwolennicy fałszują wybory. Tyle tylko, że gdyby nie fałszowali i tak by wygrał w pierwszej turze.
Nie siedzę w głowach Białorusinów „en masse” ani w żadnej białoruskiej pojedynczej głowie, toteż nie mam zamiaru wypowiadać się w ich imieniu. Nie podejmę się też wyłuszczania przytomnym, co jest lepsze dla Polski? Co jest lepsze?
Przeczytałem dzisiaj, że to wstyd dla Polski, bo skoro graniczymy to w pewnym sensie akceptując, dopuszczamy. Czyli mój but na twarzy białoruskiego opozycjonisty?
Pomijając już militaria Białej Rusi, przypominam, że maleńka Kuba leży o mistrzowski rzut beretem od mocarstwa i jakoś komusze skurwysyny czują się tam dobrze und w sosie. Brak demokratycznej energii w elektrycznej dupce USA?
Mamy zbawiać Świat wpieprzając się naszym sąsiadom, Białorusinom się wpieprzając pomiędzy wódkę a zakąskę? A dlaczego, że spytam?
Po to, by władze objęła Rosyjska agentura? To ma być naszym celem?
Przy odrobinie szczęścia mielibyśmy agenturę USA przy władzy i oczywisty konflikt z Rosyjską.
O, to jest nam akurat potrzebne gdy kocmołuchy i inne kopciuszki nami rządzą.
Napiszę o tryumfatorze. To prymitywne ruskie „kniaziątko” Jakiś horrendalny potomek typów spod ciemnej gwiazdy w rodzaju księcia Witolda czy innego Świdrygiełły, że o Jagielle nie wspomnę.
Wszystko okraszone sowieckimi metodami, które, by prawdę napisać, w wykonaniu Łukaszenki są dość łagodne, a nawet momentami bywają parodią sowieckiej przemocy.
Łukaszenko miast błąkać się w labiryncie światowej polityki, tylko udaje, że do niego wszedł. Niby wszedł a tak naprawdę siedzi na kamieniu i spożywa cebulę krojąc ją w cieniuteniunieczkie plasterki i posypując te smaki solą z papierka.
Podają mu ludzie zagraniczni przykłady „kolorowych rewolucji” a on się tylko śmieje.
Jedyna brutalna siła, która może zrzucić mu wraz z głową koronę samodzierżawcy nazywa się Rosja.
Naprawdę chcielibyście tego?
Jakieś UE, OBWE, NATO czy inne ONZ, Prezydent Łukaszenko ma oczywiście w dupie, widząc, że to banda płaszczących się mięczaków.
Być może przejmowałbym się białoruską zawieruchą dziesięć lat temu. Raz, że byłem młodszy a dwa, że jeszcze wierzyłem ( chwilami ) w to ględzenie o prawach człowieka.
Prawa człowieka – Tak, ale którego człowieka?
Szydzi i kpi, ponieważ odbywa się to wszystko w przytomności tak zwanych obserwatorów, którzy reprezentują potęgi w rodzaju UE.
Tymczasem jego gorliwi zwolennicy fałszują wybory. Tyle tylko, że gdyby nie fałszowali i tak by wygrał w pierwszej turze.
Nie siedzę w głowach Białorusinów „en masse” ani w żadnej białoruskiej pojedynczej głowie, toteż nie mam zamiaru wypowiadać się w ich imieniu. Nie podejmę się też wyłuszczania przytomnym, co jest lepsze dla Polski? Co jest lepsze?
Przeczytałem dzisiaj, że to wstyd dla Polski, bo skoro graniczymy to w pewnym sensie akceptując, dopuszczamy. Czyli mój but na twarzy białoruskiego opozycjonisty?
Pomijając już militaria Białej Rusi, przypominam, że maleńka Kuba leży o mistrzowski rzut beretem od mocarstwa i jakoś komusze skurwysyny czują się tam dobrze und w sosie. Brak demokratycznej energii w elektrycznej dupce USA?
Mamy zbawiać Świat wpieprzając się naszym sąsiadom, Białorusinom się wpieprzając pomiędzy wódkę a zakąskę? A dlaczego, że spytam?
Po to, by władze objęła Rosyjska agentura? To ma być naszym celem?
Przy odrobinie szczęścia mielibyśmy agenturę USA przy władzy i oczywisty konflikt z Rosyjską.
O, to jest nam akurat potrzebne gdy kocmołuchy i inne kopciuszki nami rządzą.
Napiszę o tryumfatorze. To prymitywne ruskie „kniaziątko” Jakiś horrendalny potomek typów spod ciemnej gwiazdy w rodzaju księcia Witolda czy innego Świdrygiełły, że o Jagielle nie wspomnę.
Wszystko okraszone sowieckimi metodami, które, by prawdę napisać, w wykonaniu Łukaszenki są dość łagodne, a nawet momentami bywają parodią sowieckiej przemocy.
Łukaszenko miast błąkać się w labiryncie światowej polityki, tylko udaje, że do niego wszedł. Niby wszedł a tak naprawdę siedzi na kamieniu i spożywa cebulę krojąc ją w cieniuteniunieczkie plasterki i posypując te smaki solą z papierka.
Podają mu ludzie zagraniczni przykłady „kolorowych rewolucji” a on się tylko śmieje.
Jedyna brutalna siła, która może zrzucić mu wraz z głową koronę samodzierżawcy nazywa się Rosja.
Naprawdę chcielibyście tego?
Jakieś UE, OBWE, NATO czy inne ONZ, Prezydent Łukaszenko ma oczywiście w dupie, widząc, że to banda płaszczących się mięczaków.
Być może przejmowałbym się białoruską zawieruchą dziesięć lat temu. Raz, że byłem młodszy a dwa, że jeszcze wierzyłem ( chwilami ) w to ględzenie o prawach człowieka.
Prawa człowieka – Tak, ale którego człowieka?
Dom Elżbiety LXXXIX

Zgodziła się na warunek Piotra i obaj poszli wypisać ją ze szpitala, a ona miała w tym czasie się ubrać i uszykować do wyjścia. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Miała bladą i zmęczoną twarz, wokół oczu pojawiły się cienie. Włosy w nieładzie i przyklapnięte.
Westchnęła nad sobą.
Ma trzydzieści pięć lat, nic w życiu nie osiągnęła. Zawsze pakowała się w zły związek, teraz jeszcze ten dom. Miejsce które miało być dla niej ostateczną przystania, jakimś azylem od zła i nieszczęść, stało się następnym wyzwaniem, następnym źle ulokowanym uczuciem. A Piotr? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa?
Albo ten ksiądz. Niby prowincjonalny niezguła, a jednak błyskotliwy i chwytający w lot sytuację, która każdemu normalnemu człowiekowi wydałaby się jakimś szaleństwem.
- Czy ja to wszystko śnię, czy to się dzieje naprawdę? – zapytała głośno spoglądając na swoje oblicze w lustrze.
Usłyszała, że przez korytarz ktoś przechodzi, szedł w trepach głośno wybijają rytm o posadzkę, gdzieś w pobliżu otwierały się drzwi. Takie niby normalne odgłosy oddziału zaczęły działać jej na nerwy.
Znów spojrzała na siebie. Nie miała przy sobie żadnych kosmetyków, żeby choć trochę zatuszować ten dramatyczny wygląd.
Ktoś cicho zastukał w drzwi łazienki.
- Kto tam? – zapytała
- Elżbieto – usłyszała głos Piotra – Nic ci nie jest? Mam już wypis, możemy jechać.
- Za chwilkę, dobrze, jeszcze nie skończyłam. – Skłamała, bo nadal stała w szpitalnej koszuli – daj mi jeszcze z dziesięć minut.
- OK. Będziemy z Januszem czekali na głównym hollu
- Cudnie. Już za chwilę będę gotowa.
Usłyszała jak Piotr oddala się od drzwi łazienki.
Zaczęła się ubierać, niestety były to rzeczy w których ją tu przywieźli, a za oknem lał deszcz i było chyba chłodno. Ale nie mając innego wyjścia szybko włożyła ubranie. Ręką poprawiła i lekko nastroszyła włosy. Już miała wyjść, gdy znów spojrzała w lustro. Znów dopadły ją wątpliwości…i to, czy to wszystko jest realne, czy tylko to sobie w jakiejś chorej wyobraźni wymyśliła. Teraz niby była trzy dni nieprzytomna, ale, czy możliwe jest, by tamto, przed jej zapaścią było prawdą? Czy prawdą jest, że stoi w szpitalnej łazience, że na korytarzy czeka na nią Piotr wraz z księdzem. Czy babcia? Czy Kanusia? Carlota? Zofia?
- Boże – jęknęła głośno – czy ja wariuję?
Szybkim krokiem podeszła do drzwi i je otworzyła, jakby sprawdzając, czy nie śni i czy to wszystko jest realne. Drzwi ustąpiły z lekkim jękiem. Wyszła i skierowała się w stronę wyjścia z oddziału. W hollu na drewnianej ławce siedział Piotr wraz z księdzem. Uśmiechnęła się do nich blado, jakby rozczarowana, że to niestety jest realne.
środa, 15 grudnia 2010
Telewizja bawi i krzepi!
Nic tak nie poprawia humoru jak godzinka spędzona przed telewizorem. Południe. Ot, dla kaprysu włączyłem telewizor. Na jedynce małe słoniątka. Na dwójce śpiewają szlagiery. Polsat rywalizuje z TVN przy pomocy jakiegoś okropieństwa zatytułowanego „Niania” W jednej z tych stacji „leci” wersja rosyjska "formatu" a w drugiej polska. Dziwne, ale mało wciągające. Tyle, ze w jednej kobita pokrzykuje po polsku a w drugiej po rosyjsku i lektor czyta po naszemu, a odwrotnie nie. Na razie.
Już miałem wyłączyć pudło, ale podkusiło mnie i przełączyłem na TVP Info akurat w momencie gdy pan dziennikarz zapowiadał relacje z ateńskich awantur słowami:
- W Atenach na ulice wylegli protestanci!
Bardzo mnie to zaciekawiło, ale okazało się, że to żadni protestanci tylko tamtejsi związkowcy ganiają się z policją i rzucają „koktajlami mołotowa” Komentatorzy komentują. W tle obrazki z zamieszek jakoś tak fikuśnie zmontowane, że raz przelatują ci demonstranci z lewej strony ekranu na prawą a potem odwrotnie.
Podziwiam a tu nagle w osobnym okienku pojawia się i zaczyna gadać Napieralski.
Oho! Opozycja gromi rząd za majstrowanie przy Konstytucji. Nieważne, ale za chwilę udało mi się dzięki TV wybuchnąć śmiechem. Kadrują tych naszych komuszków od cycka w górę. Przenoszą obraz z Napieralskiego na innego mądrale a potem na posła Iwińskiego, którego jako znanego kurdupla kamera nie obejmuje i przez chwilę widzimy mówiący fragment mocno przerzedzonej czupryny. Ki diabeł? – Myślę. Wreszcie obniżają i widzę pana Iwińskiego a nie jest to widok przyjemny.
Po SLD transmisja z zimy. Żal mi nie tyle przechodniów grzęznących w śniegu, ludzi popychających auto, ale tych dziennikarzy, których redakcja rozstawia po drogach i bezdrożach i zmusza ich do opowiadania o tym, że pada śnieg. Ciężkie bywają początki błyskotliwych, być może, karier.
Nagle zmiana dekoracji!
Po spotkaniu Premiera z Prezydentem nasi ulubieńcy wychodzą do dziennikarzy i opowiadają o ostatnich sukcesach polskiej dyplomacji. Nie bez pewnego zdumienia dowiaduję się, że największym sukcesem naszej dyplomacji jest to, że prezydent z premierem mówią jednym głosem i we wszystkich kwestiach są zgodni.
Pan Prezydent nie powiedział przy okazji niczego śmiesznego na co przyznam szczerze liczyłem.
Kończą i dziękując za uwagę jeszcze raz zapewniają mnie o swojej jednomyślności po czym Donald Tusk rusza do drzwi a Bronisław Komorowski w przeciwnym kierunku! Ale premier refleksiarz, cap go za mankiet i wychodzą w pełnej, uprzednio deklarowanej zgodzie i harmonii.
I znowu transmisja z zimy. Nie wytrzymałem i przełączyłem na film o słonikach sierotach.
Wracam do „Info” a tu spotkanie opłatkowe w Sejmie. Życzenia składa pan Premier a za jego plecami skromne miny odstawia marszałek Schetyna. stajenka, psia krew.
Wyłączyłem pudło i poszedłem zrobić sobie herbatę. Teraz lepiej rozumiem ludzi, którzy godzinami oglądają kanały informacyjne.
Jak się tak człowiek zapatrzy to zawsze coś wypatrzy zabawnego a w takim internecie ciemno, zimno i ponuro.
PS.
A Nicpoń na tekst o sobie musi poczekać. Teraz jestem na etapie kontemplacji naszych polskich osiągnięć. W sumie wypada się cieszyć, że nasi rodzimi „protestanci” szykują się do świąt. Zresztą czego tu chcieć więcej? Przeciw czemu protestować?
Polska jest chyba jedynym na świecie krajem, którego nie dotyka żaden kryzys. Na przykład. Jak złotówka jest silna to jest wspaniale, ponieważ rośnie nasz prestiż, tanieje import a na eksport nie ma to większego wpływu ponieważ importujemy komponenty do produkcji, którą eksportujemy. Jeśli złotówka tak jak teraz słabnie jest jeszcze lepiej!
Dlaczego? Jak chcecie wiedzieć to włączcie telewizory a mnie nie zawracajcie głowy głupimi pytaniami! Od tego są eksperci w TV. Oni wam wytłumaczą.
Już miałem wyłączyć pudło, ale podkusiło mnie i przełączyłem na TVP Info akurat w momencie gdy pan dziennikarz zapowiadał relacje z ateńskich awantur słowami:
- W Atenach na ulice wylegli protestanci!
Bardzo mnie to zaciekawiło, ale okazało się, że to żadni protestanci tylko tamtejsi związkowcy ganiają się z policją i rzucają „koktajlami mołotowa” Komentatorzy komentują. W tle obrazki z zamieszek jakoś tak fikuśnie zmontowane, że raz przelatują ci demonstranci z lewej strony ekranu na prawą a potem odwrotnie.
Podziwiam a tu nagle w osobnym okienku pojawia się i zaczyna gadać Napieralski.
Oho! Opozycja gromi rząd za majstrowanie przy Konstytucji. Nieważne, ale za chwilę udało mi się dzięki TV wybuchnąć śmiechem. Kadrują tych naszych komuszków od cycka w górę. Przenoszą obraz z Napieralskiego na innego mądrale a potem na posła Iwińskiego, którego jako znanego kurdupla kamera nie obejmuje i przez chwilę widzimy mówiący fragment mocno przerzedzonej czupryny. Ki diabeł? – Myślę. Wreszcie obniżają i widzę pana Iwińskiego a nie jest to widok przyjemny.
Po SLD transmisja z zimy. Żal mi nie tyle przechodniów grzęznących w śniegu, ludzi popychających auto, ale tych dziennikarzy, których redakcja rozstawia po drogach i bezdrożach i zmusza ich do opowiadania o tym, że pada śnieg. Ciężkie bywają początki błyskotliwych, być może, karier.
Nagle zmiana dekoracji!
Po spotkaniu Premiera z Prezydentem nasi ulubieńcy wychodzą do dziennikarzy i opowiadają o ostatnich sukcesach polskiej dyplomacji. Nie bez pewnego zdumienia dowiaduję się, że największym sukcesem naszej dyplomacji jest to, że prezydent z premierem mówią jednym głosem i we wszystkich kwestiach są zgodni.
Pan Prezydent nie powiedział przy okazji niczego śmiesznego na co przyznam szczerze liczyłem.
Kończą i dziękując za uwagę jeszcze raz zapewniają mnie o swojej jednomyślności po czym Donald Tusk rusza do drzwi a Bronisław Komorowski w przeciwnym kierunku! Ale premier refleksiarz, cap go za mankiet i wychodzą w pełnej, uprzednio deklarowanej zgodzie i harmonii.
I znowu transmisja z zimy. Nie wytrzymałem i przełączyłem na film o słonikach sierotach.
Wracam do „Info” a tu spotkanie opłatkowe w Sejmie. Życzenia składa pan Premier a za jego plecami skromne miny odstawia marszałek Schetyna. stajenka, psia krew.
Wyłączyłem pudło i poszedłem zrobić sobie herbatę. Teraz lepiej rozumiem ludzi, którzy godzinami oglądają kanały informacyjne.
Jak się tak człowiek zapatrzy to zawsze coś wypatrzy zabawnego a w takim internecie ciemno, zimno i ponuro.
PS.
A Nicpoń na tekst o sobie musi poczekać. Teraz jestem na etapie kontemplacji naszych polskich osiągnięć. W sumie wypada się cieszyć, że nasi rodzimi „protestanci” szykują się do świąt. Zresztą czego tu chcieć więcej? Przeciw czemu protestować?
Polska jest chyba jedynym na świecie krajem, którego nie dotyka żaden kryzys. Na przykład. Jak złotówka jest silna to jest wspaniale, ponieważ rośnie nasz prestiż, tanieje import a na eksport nie ma to większego wpływu ponieważ importujemy komponenty do produkcji, którą eksportujemy. Jeśli złotówka tak jak teraz słabnie jest jeszcze lepiej!
Dlaczego? Jak chcecie wiedzieć to włączcie telewizory a mnie nie zawracajcie głowy głupimi pytaniami! Od tego są eksperci w TV. Oni wam wytłumaczą.
Etykiety:
Bronisław Komorowski,
Donald Tusk,
greccy protestanci kontatakują,
media,
polsat,
Schetyna,
słoniątka,
telewizja,
transmizja z opadów,
TVN,
tvp info,
zima
niedziela, 12 grudnia 2010
Dom Elżbiety LXXXVIII

Kiwnęli oboje głowami.
Janusz opowiedział jej, że gdy w końcu wszedł za nią, poczuł nie tylko zapach i nie tylko zimno, tam było jeszcze coś, coś bardzo złego. Ono już się nie czaiło, tylko zawładnęło całą atmosferą.
– Moja pierwsza i jedyna myśl wtedy – mówił dalej - to ta by cię z tamtą wynieść. Wiesz, myślałem w pierwszej chwili, że nie żyjesz, byłaś zimna jak lód i sztywna. Nie mogłem wyczuć tętna. Chwyciłem cię jak dziecko na ręce i wyniosłem na ganek. Potem przyszedł Piotr, gdy rozcierałem ci skronie i ręce…
- Janusz naprawdę był opanowany, udzielił ci pomocy jak profesjonalista. – Roześmiał się niewesoło Piotr – słuchaj, jesteś tu pod bardzo dobrą opieką, mam nadzieję, że tu nic ci nie grozi ze strony Carloty, czy nie wiem już kogo. My z Januszem podczas twojej zapaści trochę poczytaliśmy te zapiski Zofii, wychodzi na to, że Carlota zamordowała Meyera. Choć Zofia nie ma pewności, bo ten mistrz, po rytuale z Rachelą, zmienił się, był młody. Nawet ona nie potrafiła w nim rozpoznać tamtego sprośnego i ohydnego mistrza. Usłyszała za to ich rozmowę, gdy ten młody mistrz mówi do Carloty po hiszpańsku, że powinni pozbyć się starego, bo on zbyt wiele podejrzewa. A ona miała powiedzieć, że się tym zajmie. A na następny dzień znaleziono go powieszonego, z wydłubanymi oczami, bez języka i genitaliów.
- Myślimy – wtrącił się Janusz – że Zofia bardzo się bała Carloty. Bała się nawet do tego przyznać przed sobą. I wiemy na pewno, że to na prośbę córki Zofii, ksiądz Jan Kalemba miał potępić z ambony Zofię i zamknąć jej drzwi kościoła.
- Józefina? Dlaczego własna córka zrobiła jej coś takiego?
- Mamy wrażenie, że to też wpływ Carloty, ale tego się nigdy nie dowiemy. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to o Carlocie ludzie do dziś mają dość dobre zdanie, a o twojej prababce nie.
- Wiem – westchnęła Ela – nawet Kanusia próbowała ją bronić.
- Właśnie, bo leczyła ludzi, pomagała w trudnych porodach. Umiała wyleczyć choroby, na które współczesna medycyna rozkładała ręce. Tyle, że w tych wyleczonych zostawiała jakieś piętno. Tak ludzie gadają, choć może to tylko jakieś przesądy, nie umiem ci powiedzieć, czy w każdym przypadku.
- Podobno u każdego coś zostawało, tak mówiła Kanusia. Słuchajcie – zmieniła temat – wolę tu sama nie zostawać. Zabierz mnie do domu, do ciebie oczywiści – zwróciła się do Piotra. – poza tym, może powinniśmy przede wszystkim poświęcić mogiłę Zofii? Chcę być przy tym. A wiem, śnił mi się ten mistrz, młody, potem stał się jeszcze ohydniejszy, jakby żywy rozkładający się trup. Może chciał mną wraz z Carlotą zawładnąć, nie chcę przy księdzu opowiadać co widziałam w czasie, gdy byłam nieprzytomna, bo to było obrzydliwe, ale boję się zostawać sama, nawet w szpitalu. Domyśliłam się też już dawniej, że Zofia bała się Carloty, prawda Piotr?
- Prawda – powiedział Piotr i zaczął ją przekonywać, że tu szybko dojdzie do siebie, że anemia to nie błahostka, że powinna tu zostać. Ale Ela nie dawała za wygraną i w końcu Piotr się zgodził, że ją zabierze, ale pod warunkiem, że będzie go słuchać jako lekarza i dwa razy dziennie będzie robił jej zastrzyki z B12.
piątek, 10 grudnia 2010
Mały Borgia - A może King Kong?
Przeciwnicy Donalda Tuska jednak go niedoceniają. Tak! Niedoceniają, nawet ja, ech…
Obserwując co się dzieje, choć naprawdę nie śledzę uważnie poczynań naszego „małego Borgii” doszłam do wniosku, że nasz Premier czerpie i to czerpie z najlepszych źródeł. Mianowicie…od samego towarzysza Putina.
Pamiętajcie w Rosji też jest demokracja…jak u nas.
Oni, bo tak chciał Wujcio Władimir, prezydentem został Miedwiedwiew, u nas wiadomo Komorowski, bo tak chciał Donald.
Prezydentami są identycznymi, czyli bez żadnego wpływu, muszą się słuchać, co powie ich wszechwładny „patron”.
Zobaczcie, przyjrzyjcie się naszemu „małemu Borgii”, czy nie tak samo się zachowuje jak jego idol?
Pamiętam taki rysunek Mleczki pod tytułem „Każdy ma takiego King Konga na jakiego sobie zasłużył.” No więc my mamy tego mniejszego, tylko, że on tak samo groźny.
Obserwując co się dzieje, choć naprawdę nie śledzę uważnie poczynań naszego „małego Borgii” doszłam do wniosku, że nasz Premier czerpie i to czerpie z najlepszych źródeł. Mianowicie…od samego towarzysza Putina.
Pamiętajcie w Rosji też jest demokracja…jak u nas.
Oni, bo tak chciał Wujcio Władimir, prezydentem został Miedwiedwiew, u nas wiadomo Komorowski, bo tak chciał Donald.
Prezydentami są identycznymi, czyli bez żadnego wpływu, muszą się słuchać, co powie ich wszechwładny „patron”.
Zobaczcie, przyjrzyjcie się naszemu „małemu Borgii”, czy nie tak samo się zachowuje jak jego idol?
Pamiętam taki rysunek Mleczki pod tytułem „Każdy ma takiego King Konga na jakiego sobie zasłużył.” No więc my mamy tego mniejszego, tylko, że on tak samo groźny.
czwartek, 9 grudnia 2010
Polska Używana 1 - Odzież
W moim mieście działa nieskończona liczba sklepików z używaną odzieżą.
Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam, ale jeden nagle zmienia się w ciastkarnię.
Jest Alefem? Mniejsza z nim – Niech dają tylko dużo bitej śmietany!
Od początku!
W moim mieście jest dużo sklepików z używaną odzieżą. Nie jestem ich klientem. STOP!
Tu trzeba wytłumaczyć, dlaczego nie jestem, bo to nie ma nic wspólnego z pogardą czy udawaniem Marka Borowskiego.
Chodzi o wymiary, które w moim przypadku nie są specjalnie osobliwe. Coś w rodzaju 190 cm łamane na 110 kg żywej wagi.
Zapragnąłem marynarki. Wchodzę! Wisi 500 marynarek. Och, gdybym mierzył 170 cm!!!
Na mnie pasuje tylko jakiś płócienny worek przypominający wierzchnie odzienie Wujaszka Wani, opisanego przez Czechowa, z komuszego spektaklu TVP. O spodniach, ani słowa!
Obudziły się wątpliwości. Czy w zachodnich krajach żyją same kurduple?
Może po prostu ci więksi noszą swe łachy do ostatniego udarcia?
Bywa i tak!
- Skąd się biorą te „ciuchy”?
Aby ten biznes się opłacał, zagraniczna „wiaruchna” musi oddawać za darmo. I ok. Zagraniczni ludzie są bogaci ( poza facetami mierzącymi ponad 185 cm) . Niech sobie będą i , cholera, zupełnie nie zazdroszczę żadnemu Angolowi swetra w wymiarze na metr sześćdziesiąt łamane przez worek ziemniaków.
Dobra!
Zagraniczni wystawiają w workach przed „hausy” te ciuchy. Cwaniaki rwą wory, selekcjonują, piorą ( odwszawiają ) i sprzedają do „mega” hurtowni, które wstawiają je w komis do sklepików w miastach i miasteczkach. Sklepiki prowadza zacni, przeważnie uprzednio bezrobotni ludzie, którzy dostali „kaskę” na działalność z Urzędu Pracy. Robi się trochę zamętu. Sklep kona. Powstaje kolejny. Z czegoś trzeba żyć!
Czy w Polsce kiedykolwiek mogłaby działać mafia?
- A gdzie są nasze ciuchy?
Chyba nikt nie wie.
Przecież my też wystawiamy w workach przed chaty dla biedniejszych od nas o złotówkę. Czy w te ciuchy odziewają się potomkowie Henryka VIII? Ojro -deputowani, czy może trafiają „by mafia” na nasz rynek by biegać między „VAT-ami tego świata?”?
Czy wszyscy są ślepi?
Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam, ale jeden nagle zmienia się w ciastkarnię.
Jest Alefem? Mniejsza z nim – Niech dają tylko dużo bitej śmietany!
Od początku!
W moim mieście jest dużo sklepików z używaną odzieżą. Nie jestem ich klientem. STOP!
Tu trzeba wytłumaczyć, dlaczego nie jestem, bo to nie ma nic wspólnego z pogardą czy udawaniem Marka Borowskiego.
Chodzi o wymiary, które w moim przypadku nie są specjalnie osobliwe. Coś w rodzaju 190 cm łamane na 110 kg żywej wagi.
Zapragnąłem marynarki. Wchodzę! Wisi 500 marynarek. Och, gdybym mierzył 170 cm!!!
Na mnie pasuje tylko jakiś płócienny worek przypominający wierzchnie odzienie Wujaszka Wani, opisanego przez Czechowa, z komuszego spektaklu TVP. O spodniach, ani słowa!
Obudziły się wątpliwości. Czy w zachodnich krajach żyją same kurduple?
Może po prostu ci więksi noszą swe łachy do ostatniego udarcia?
Bywa i tak!
- Skąd się biorą te „ciuchy”?
Aby ten biznes się opłacał, zagraniczna „wiaruchna” musi oddawać za darmo. I ok. Zagraniczni ludzie są bogaci ( poza facetami mierzącymi ponad 185 cm) . Niech sobie będą i , cholera, zupełnie nie zazdroszczę żadnemu Angolowi swetra w wymiarze na metr sześćdziesiąt łamane przez worek ziemniaków.
Dobra!
Zagraniczni wystawiają w workach przed „hausy” te ciuchy. Cwaniaki rwą wory, selekcjonują, piorą ( odwszawiają ) i sprzedają do „mega” hurtowni, które wstawiają je w komis do sklepików w miastach i miasteczkach. Sklepiki prowadza zacni, przeważnie uprzednio bezrobotni ludzie, którzy dostali „kaskę” na działalność z Urzędu Pracy. Robi się trochę zamętu. Sklep kona. Powstaje kolejny. Z czegoś trzeba żyć!
Czy w Polsce kiedykolwiek mogłaby działać mafia?
- A gdzie są nasze ciuchy?
Chyba nikt nie wie.
Przecież my też wystawiamy w workach przed chaty dla biedniejszych od nas o złotówkę. Czy w te ciuchy odziewają się potomkowie Henryka VIII? Ojro -deputowani, czy może trafiają „by mafia” na nasz rynek by biegać między „VAT-ami tego świata?”?
Czy wszyscy są ślepi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)