czwartek, 29 września 2011
Wyborcze rozmowy, czyli namawianki
Z dedykacją dla największej osobowości salonu, czyli Ufki.
Zachęcona przemową pani Prezydentowej zaczęłam kobiety namawiać do wzięcia udziału w wyborach.
Och, och, och!
Nawet zaczęłam tłumaczyć, na kogo to powinny oddać swój bezcenny głos.
Oczywiście żartuję z tą zachętą od pani Prezydentowej, jakby ktoś nie zauważył mojego uśmieszku gdy piszę te słowa… ale, no cóż. ..
Zauważyłam, ba, zdałam sobie sprawę, że potrafię rozmawiać z kobietami.
Żadnych uśmiechów. Proszę. Mam pewną swobodę, gdy rozmawiam z kobietami. A one łatwiej chwytają pewne niedomówienia, łatwiej niż mężczyźni i nie mam też innych rozterek, bo kobieta, to kobieta, nie muszę silić się na kokieterię. Daję im do zrozumienia, że jeżeli mają dość rządów, które są dotychczas, a takich kobiet jest zdecydowanie więcej, (przynajmniej tam gdzie mieszkam i z kobietami, z którymi stykam się na co dzień), powinny iść do urny i to zamanifestować.
To działa, choć i tu są opory. Bo, od razu zadają pytanie.
Na kogo?
Wszyscy już przecież byli?
Nie mówię nigdy wprost, na kogo powinny. Tak nie można…ja tylko rzucam odpowiedz, że ja na pewno zagłosuję na PiS. No i wtedy mam już pewność, że dana pani inaczej niż ja głosować nie będzie, bo kiwa potakująco głową i sama z siebie tłumaczy zwracając się do mnie:
„Ma pani rację, ten Kaczyński to porządny człowiek i taka tragedia go spotkała”… to co dalej jedna z pań powiedziała nie napiszę, bo to była tylko rozmowa, a ani ja, ani tamta pani nie ma na to dowodów.
Faktem jest, że przez dwa dni namówiłam dziesięć kobiet, żeby poszły na wybory. Namawiam same kobiety, bo sadzę, że mężczyzn powinni namawiać mężczyźni. Ja mogłabym, może i tu miałabym osiągnięcia, kiedyś miałam. Wtedy namawiałam, by głosowali na mnie. Ale to już odległa przeszłość.
Ps. Dziś śnił mi się Krzysztof Leski. Trochę mi się za nim stęskniło. Jak mnie czytasz, to się odezwij. Jak nie chcesz na forum, to na priva.
wtorek, 27 września 2011
50 milionów
50 milionów złotych jest dzisiaj do wygrania w totka. Przypadkiem trafiłem wczoraj na taką informację.
O! - To kilka a nawet kilkanaście razy więcej, niż można zarobić w Polsce, będąc idiotą, prowokatorem czy łajdakiem, na kampanii reklamowej skierowanej do … .
Wykropkowałem. Taki jestem delikatny!
Obudziłem się o czwartej. Za oknem schyłkowe gwiazdy. Okryłem kołderką Żonę słodką. Napiłem się letniej wody z malinami.
-Ech - Jaki ten Wszechświat jest dziwny! Poduszka na oczach - chcę zasnąć, a tu nagle w głowie 50 milionów. Na pół śpiąc, na pół marząc, niczego innego nie potrafiłem wymyśleć niż skromny, kamienny ( dlaczego? ) dom nad Oceanem.
Piasek i wrzeszczące mewy. Jakiś targ.
Białe miasteczko w oddali. Wyschnięta trawa zaraz za progiem domu. Usłużny laptop na kolanach w rachitycznym cieniu figowca.
Potem dorodny arbuz na dębowym blacie. Sok. Pestki. Z wyrzuconych przez Ocean skrzynek, drewienek - Ognisko na plaży.
Zasypiając i budząc się, pierwszy raz od miesięcy mogąc oddychać pełną piersią, rodziłem się i ginąłem. Tu fala Oceanu, a tu niespodziewanie peron dworca lokalnej kolejki. Ja z rodzicami - maleńki człowiek w sandałkach, po dniu spędzonym nad jeziorem. Słońce, powietrze i oranżada z butelki.
Oceanie tańczący! Oceanie nierzeczywisty!
Wiem jedno. Nie pójdę, nie wyślę milionowego kuponu. Za daleko, za późno! Cierpliwy Ocean poczeka.
Jak zawsze.
O! - To kilka a nawet kilkanaście razy więcej, niż można zarobić w Polsce, będąc idiotą, prowokatorem czy łajdakiem, na kampanii reklamowej skierowanej do … .
Wykropkowałem. Taki jestem delikatny!
Obudziłem się o czwartej. Za oknem schyłkowe gwiazdy. Okryłem kołderką Żonę słodką. Napiłem się letniej wody z malinami.
-Ech - Jaki ten Wszechświat jest dziwny! Poduszka na oczach - chcę zasnąć, a tu nagle w głowie 50 milionów. Na pół śpiąc, na pół marząc, niczego innego nie potrafiłem wymyśleć niż skromny, kamienny ( dlaczego? ) dom nad Oceanem.
Piasek i wrzeszczące mewy. Jakiś targ.
Białe miasteczko w oddali. Wyschnięta trawa zaraz za progiem domu. Usłużny laptop na kolanach w rachitycznym cieniu figowca.
Potem dorodny arbuz na dębowym blacie. Sok. Pestki. Z wyrzuconych przez Ocean skrzynek, drewienek - Ognisko na plaży.
Zasypiając i budząc się, pierwszy raz od miesięcy mogąc oddychać pełną piersią, rodziłem się i ginąłem. Tu fala Oceanu, a tu niespodziewanie peron dworca lokalnej kolejki. Ja z rodzicami - maleńki człowiek w sandałkach, po dniu spędzonym nad jeziorem. Słońce, powietrze i oranżada z butelki.
Oceanie tańczący! Oceanie nierzeczywisty!
Wiem jedno. Nie pójdę, nie wyślę milionowego kuponu. Za daleko, za późno! Cierpliwy Ocean poczeka.
Jak zawsze.
piątek, 23 września 2011
Samopodpalenie
Tu nie ma nic do pisania czy komentowania. Człowiek wymyślił. Człowiek zrobił. Człowiek cierpi. Cierpią jego bliscy.
My nie cierpimy, ponieważ siedzimy nad klawiaturami. Taką podjęliśmy decyzję.
Proszę, nie róbmy z tego polityki czy męczeństwa w jakiejś sprawie.
W próbie samobójczej nie ma nic politycznego, przynajmniej w naszej kulturze. Jest to gest rozpaczy.
Okoliczności “polityczne” nie są żadnymi okolicznościami. To brednie.
Mamy do czynienia z upadkiem człowieka w tym konkretnym człowieku. Prawdopodobnie został sam ze swoimi ciężarami, ale dlaczego ma być czymś osobnym, wobec tych, którzy wybierają sznur, czy nóż przykładają do swych ukrytych, słodką krew tłoczących, żył.
Człowiek współczesny, którego zadręczyło nieszczęście zostaje na samym końcu sam. Bardzo rzadko spotyka się z wyciągniętą ręką innego człowieka. Najczęściej z tabelkami, pracownikami żerującymi na jego nędzy i z duchowym odepchnięciem.
Ci, którzy giną z własnego wyboru najpierw zostają sami, już za życia “nadzy i martwi” w naszym, zmierzającym do ideału świecie.
Nic do tego nie ma ani Tusk, ani Kaczyński, zacni blogerzy, ani małpki z TV. Nikt do tego nic nie ma, ponieważ śmierć jest w końcu sprawą intymną.
Po upublicznieniu seksu, pewnie ostatnią obok wydalania.
Brzydkie, co?
Proszę, nie chodźcie za cieniem tego człowieka, za jego bólem, klęską czy szaleństwem.
Trzeba było mu pomóc wczoraj. Dzisiaj jest już za późno.
My nie cierpimy, ponieważ siedzimy nad klawiaturami. Taką podjęliśmy decyzję.
Proszę, nie róbmy z tego polityki czy męczeństwa w jakiejś sprawie.
W próbie samobójczej nie ma nic politycznego, przynajmniej w naszej kulturze. Jest to gest rozpaczy.
Okoliczności “polityczne” nie są żadnymi okolicznościami. To brednie.
Mamy do czynienia z upadkiem człowieka w tym konkretnym człowieku. Prawdopodobnie został sam ze swoimi ciężarami, ale dlaczego ma być czymś osobnym, wobec tych, którzy wybierają sznur, czy nóż przykładają do swych ukrytych, słodką krew tłoczących, żył.
Człowiek współczesny, którego zadręczyło nieszczęście zostaje na samym końcu sam. Bardzo rzadko spotyka się z wyciągniętą ręką innego człowieka. Najczęściej z tabelkami, pracownikami żerującymi na jego nędzy i z duchowym odepchnięciem.
Ci, którzy giną z własnego wyboru najpierw zostają sami, już za życia “nadzy i martwi” w naszym, zmierzającym do ideału świecie.
Nic do tego nie ma ani Tusk, ani Kaczyński, zacni blogerzy, ani małpki z TV. Nikt do tego nic nie ma, ponieważ śmierć jest w końcu sprawą intymną.
Po upublicznieniu seksu, pewnie ostatnią obok wydalania.
Brzydkie, co?
Proszę, nie chodźcie za cieniem tego człowieka, za jego bólem, klęską czy szaleństwem.
Trzeba było mu pomóc wczoraj. Dzisiaj jest już za późno.
środa, 21 września 2011
Ostrzeżenie
Ostrzeżenie zostało zawarte w tekście Eryka Mistewicza, opublikowanym w ostatnim numerze „UważamRze”.
Dwa dni czekałem, aż ktoś zrobi z tego „wielką grandę” ale się nie doczekałem. Proszę wysilić swoje zmętniałe umysły.
Oto „lid” tekstu:
„Mocny uścisk dłoni Igora Mintusowa, najpotężniejszego polimarketingowca Federacji Rosyjskiej i rozpoczynamy debatę na Forum Ekonomicznym w Krynicy”
Dalej, tradycyjnie, jak na możliwości trzecioligowego publicysty, czytamy zachwyty ogólne i takie tam, pierdu… pierdu. Uwaga, dwa akapity niżej, pan Mistewicz odpala bombę!
„Igor Mintusow poza pracą w kampaniach w Rosji służył też swoja wiedzą i talentem nie tylko w Polsce, ale w Nikaragui, Mongolii, na Łotwie, Słowacji, Litwie i w czasie przygotowań kandydatów w wyborach do kongresu Stanów Zjednoczonych…”
I dalej... wiadomo, o politycznym marketingu, narracji oraz temu podobnych pierdołach. Siedem akapitów niżej, czytamy:
„ Igor Mintusow z nieco znudzoną miną powiadał: marketing ważny, wybory ważne, ale najważniejsza jest i tak władza nad administracją wyborczą i prokuraturą; jeśli ją macie, wygrana jest wasza. Według Mintusowa 50% szans wygrania wyborów lezy własnie tutaj; we wpływie na komisje wyborcze i prokuraturę. Resztę stanowią pozostałe czynniki….”
I jak wam w pyskach po tym skromnym ostrzeżeniu?
Dwa dni czekałem, aż ktoś zrobi z tego „wielką grandę” ale się nie doczekałem. Proszę wysilić swoje zmętniałe umysły.
Oto „lid” tekstu:
„Mocny uścisk dłoni Igora Mintusowa, najpotężniejszego polimarketingowca Federacji Rosyjskiej i rozpoczynamy debatę na Forum Ekonomicznym w Krynicy”
Dalej, tradycyjnie, jak na możliwości trzecioligowego publicysty, czytamy zachwyty ogólne i takie tam, pierdu… pierdu. Uwaga, dwa akapity niżej, pan Mistewicz odpala bombę!
„Igor Mintusow poza pracą w kampaniach w Rosji służył też swoja wiedzą i talentem nie tylko w Polsce, ale w Nikaragui, Mongolii, na Łotwie, Słowacji, Litwie i w czasie przygotowań kandydatów w wyborach do kongresu Stanów Zjednoczonych…”
I dalej... wiadomo, o politycznym marketingu, narracji oraz temu podobnych pierdołach. Siedem akapitów niżej, czytamy:
„ Igor Mintusow z nieco znudzoną miną powiadał: marketing ważny, wybory ważne, ale najważniejsza jest i tak władza nad administracją wyborczą i prokuraturą; jeśli ją macie, wygrana jest wasza. Według Mintusowa 50% szans wygrania wyborów lezy własnie tutaj; we wpływie na komisje wyborcze i prokuraturę. Resztę stanowią pozostałe czynniki….”
I jak wam w pyskach po tym skromnym ostrzeżeniu?
poniedziałek, 19 września 2011
Kampania, Dolczewski, Paprotki, Kobieta
Miałam, nie chciałam wtrącać się do kampanii wyborczej. Nawet kongres kobiet mnie do tego nie skłonił. Szanuje od zawsze Pana Kaczyńskiego, jako polityka, zresztą byłam wielkim orędownikiem Jego nieżyjącego brata Lecha.
Co mnie skłoniło do włączenia się do kampanii?
No cóż… Pan Dolczewski! „Młody Demokrata”. Ba! Ich przewodniczący! Który to chce się dostać do sejmu z ramienia Platformy hm…. Obywatelskiej.
Pan, który to po dwóch dniach po wielkim, trzecim jak się nie mylę Kongresie Kobiet „nabija się” z plakatu PiS. Gdyby to były tylko żarty. Nie, ten Pan traktuje te młode i niewątpliwie piękne kobiety podmiotowo! Obraża je! Nie stara się ich poznać, postarać się czegoś o nich dowiedzieć, tylko nazywając je… wykropkowałam, bo mi przez klawiaturę to nie chce przejść , zachowuję się jak producenci reklam z blondynkami.
Jeżeli taka jest linia PO, to jak choćby jedna kobieta mogłaby na nich zagłosować? Miejmy na uwadze to, że ten Pan Dolczewski jest młodym, wykształconym z wielkiego miasta Warszawy, więc tzw. kwiatem Platformy! Ideałem!
Kim w PO są inni?
Skąd owa nienawiść spowodowana zapewne zazdrością?
Bo gdyby to Platforma na swoim plakacie umieściła (miałaby)coś ładniejszego od Krzywonos, Kopacz i Hall (nie biorę pod uwagę pań Pomaski i Muchy), bo już odegrały swoją rolę w poprzednich wyborach. Nawet Pani Mucha zademonstrowała zakładanie nogi na nogę iście z „Nagiego Instynktu” z Sharon Stone, więc jest już ograną kartą. PO, traktując kobietę przedmiotowo, po prostu, już nie potrafi pokazać więcej walorów tych kobiet, a może one ich nie miały?, Może miały robić za „paprotki”? Co teraz zarzuca się PiSowi. W związku z tym, że piękne dziewczyny zapozowały uroczo do plakatu wyborczego PiSu. Tyle, że one oprócz urody mają rozum. Jedną z nich znam, jest to Magdalena Żuraw i czytałam ją od dawna. Znam ją jeszcze z prawicy. net. Nie uważam też, żeby była paprotką. Pod plakatem w Internecie pana Dolczewskuego widnieje komentarz Wiktora Zborowskiego , zacytuję go w całości jako przykład;
Wiktor Zborowski
Oczywiście popieram Twoją kandydaturę. Nie tylko dlatego ,że z Twoim ojcem, Jackiem toczyłem homeryckie boje na parkietach koszykarskich ale dlatego, że jesteś mądrym, wykształconym i eleganckim młodym człowiekiem. Pozdrawiam.
Zapytam się retorycznie p. Zborowskiego, czy na tym polega elegancja? Mądrość? A może wykształcenie?
Pozdrawiam.
Co mnie skłoniło do włączenia się do kampanii?
No cóż… Pan Dolczewski! „Młody Demokrata”. Ba! Ich przewodniczący! Który to chce się dostać do sejmu z ramienia Platformy hm…. Obywatelskiej.
Pan, który to po dwóch dniach po wielkim, trzecim jak się nie mylę Kongresie Kobiet „nabija się” z plakatu PiS. Gdyby to były tylko żarty. Nie, ten Pan traktuje te młode i niewątpliwie piękne kobiety podmiotowo! Obraża je! Nie stara się ich poznać, postarać się czegoś o nich dowiedzieć, tylko nazywając je… wykropkowałam, bo mi przez klawiaturę to nie chce przejść , zachowuję się jak producenci reklam z blondynkami.
Jeżeli taka jest linia PO, to jak choćby jedna kobieta mogłaby na nich zagłosować? Miejmy na uwadze to, że ten Pan Dolczewski jest młodym, wykształconym z wielkiego miasta Warszawy, więc tzw. kwiatem Platformy! Ideałem!
Kim w PO są inni?
Skąd owa nienawiść spowodowana zapewne zazdrością?
Bo gdyby to Platforma na swoim plakacie umieściła (miałaby)coś ładniejszego od Krzywonos, Kopacz i Hall (nie biorę pod uwagę pań Pomaski i Muchy), bo już odegrały swoją rolę w poprzednich wyborach. Nawet Pani Mucha zademonstrowała zakładanie nogi na nogę iście z „Nagiego Instynktu” z Sharon Stone, więc jest już ograną kartą. PO, traktując kobietę przedmiotowo, po prostu, już nie potrafi pokazać więcej walorów tych kobiet, a może one ich nie miały?, Może miały robić za „paprotki”? Co teraz zarzuca się PiSowi. W związku z tym, że piękne dziewczyny zapozowały uroczo do plakatu wyborczego PiSu. Tyle, że one oprócz urody mają rozum. Jedną z nich znam, jest to Magdalena Żuraw i czytałam ją od dawna. Znam ją jeszcze z prawicy. net. Nie uważam też, żeby była paprotką. Pod plakatem w Internecie pana Dolczewskuego widnieje komentarz Wiktora Zborowskiego , zacytuję go w całości jako przykład;
Wiktor Zborowski
Oczywiście popieram Twoją kandydaturę. Nie tylko dlatego ,że z Twoim ojcem, Jackiem toczyłem homeryckie boje na parkietach koszykarskich ale dlatego, że jesteś mądrym, wykształconym i eleganckim młodym człowiekiem. Pozdrawiam.
Zapytam się retorycznie p. Zborowskiego, czy na tym polega elegancja? Mądrość? A może wykształcenie?
Pozdrawiam.
niedziela, 18 września 2011
Czy góry są nam potrzebne?
W związku z przedziwnym pytaniem, jakie zawisło na stronie głównej S24, zacząłem się zastanawiać nad innym, równie osobliwym. Czy góry są nam potrzebne?
Przecież, gdyby zamiast gór były dziury, życie toczyłoby się dalej. Tyle, że swoimi osobliwymi prognozami pogody, raczyli by nas Dziurale, a romantyczni pijacy po szóstej setce pod marnego śledzika śpiewaliby „Dziuralu, czy ci nie żal…?” I Dziuralowi nie byłoby żal, bo w sumie, co to za przyjemność, całe życie spędzać w dziurach?
Pytanie - Czy rocznice są nam potrzebne? – jest na tyle dziwne, że nie da się go zbyć zwykłym brakiem gór, który przecież w niektórych krajach występuje i stąd dziury. Aby nie było rocznicy, należy najpierw usunąć fakt historyczny, który rozsiadł się dawno temu na osi czasu i na dodatek trwa w głowach ludzi.
Owszem, bywały takie próby, ale jedyną skuteczną metodą jest usuwanie pamięci razem z głowami pamiętających. Kombinowanie przy programach szkolnych jakie odbywa się w naszej słodkiej Europie, czy wezwania do zapominania historii rodzące się w niedoważonych umysłach, to tylko marne półśrodki.
Można, oczywiście, że tak! – Można nawet zakazać pisania, czytania czy rozważania historii, ale spowoduje to jedynie wzrost myślenia nielegalnego, przechodzącego w porywach w myślenie tajne!
Powtarzam, bez ścinania głów czy ich przestrzeliwania, nie wyplenicie szkodliwego nawyku pamięci historycznej, a co za tym idzie, rażących wasze delikatne rozumki, tych okropnych rocznic.
Tyle, że pamiętając takie próby raczej nie damy wam w łapki niczego ostrego czy strzelającego, pod skromnym pozorem, że sami możecie sobie zrobić krzywdę ( inaczej „kuku” – to uwaga dla najbardziej zinfantylizowanych zwolenników lewizny )
….
Jeszcze uwaga. Miał trochę racji nieszczęsny Hofman, że panowie z PSL-u mocno oderwali się od wsi, od wiejskich tradycji. Nie wiem, czy ktoś już to zauważył, ale w swoim dziwacznym spocie, facet proponujący facetce i elektoratowi wspólne pójście za stodołę, tak naprawdę, wedle tradycji, proponuje jej wspólne załatwianie potrzeb fizjologicznych i nie seks mam tutaj na myśli. Jest w tym, owszem, jakaś okrutna prawda o tej partii, ale czy to wypada?
Przecież, gdyby zamiast gór były dziury, życie toczyłoby się dalej. Tyle, że swoimi osobliwymi prognozami pogody, raczyli by nas Dziurale, a romantyczni pijacy po szóstej setce pod marnego śledzika śpiewaliby „Dziuralu, czy ci nie żal…?” I Dziuralowi nie byłoby żal, bo w sumie, co to za przyjemność, całe życie spędzać w dziurach?
Pytanie - Czy rocznice są nam potrzebne? – jest na tyle dziwne, że nie da się go zbyć zwykłym brakiem gór, który przecież w niektórych krajach występuje i stąd dziury. Aby nie było rocznicy, należy najpierw usunąć fakt historyczny, który rozsiadł się dawno temu na osi czasu i na dodatek trwa w głowach ludzi.
Owszem, bywały takie próby, ale jedyną skuteczną metodą jest usuwanie pamięci razem z głowami pamiętających. Kombinowanie przy programach szkolnych jakie odbywa się w naszej słodkiej Europie, czy wezwania do zapominania historii rodzące się w niedoważonych umysłach, to tylko marne półśrodki.
Można, oczywiście, że tak! – Można nawet zakazać pisania, czytania czy rozważania historii, ale spowoduje to jedynie wzrost myślenia nielegalnego, przechodzącego w porywach w myślenie tajne!
Powtarzam, bez ścinania głów czy ich przestrzeliwania, nie wyplenicie szkodliwego nawyku pamięci historycznej, a co za tym idzie, rażących wasze delikatne rozumki, tych okropnych rocznic.
Tyle, że pamiętając takie próby raczej nie damy wam w łapki niczego ostrego czy strzelającego, pod skromnym pozorem, że sami możecie sobie zrobić krzywdę ( inaczej „kuku” – to uwaga dla najbardziej zinfantylizowanych zwolenników lewizny )
….
Jeszcze uwaga. Miał trochę racji nieszczęsny Hofman, że panowie z PSL-u mocno oderwali się od wsi, od wiejskich tradycji. Nie wiem, czy ktoś już to zauważył, ale w swoim dziwacznym spocie, facet proponujący facetce i elektoratowi wspólne pójście za stodołę, tak naprawdę, wedle tradycji, proponuje jej wspólne załatwianie potrzeb fizjologicznych i nie seks mam tutaj na myśli. Jest w tym, owszem, jakaś okrutna prawda o tej partii, ale czy to wypada?
sobota, 17 września 2011
Zielona gęś
Rosemann narzeka na posłów PO, że utrudnili obywatelom dostęp do jakiiejś tam, publicznej informacji. Mam inne zdanie tym bardziej, że nie zabrałem z domu okularów. Do rzeczy! Czy taki Rosemann pamięta starożytny rysunek Mleczki, na którym jest przedstawiony obywatel, który dowiedział się za dużo, i jak głosi podpis, teraz “spieprza”
Czy nam potrzebny jest “spieprzający obywatel” że spytam? Czy nie lepszy jest obywatel, który pójdzie do parku, usiądzie na ławeczce i pozostanie tam przez czas jakiś w niemym zachwycie. Jeśli ktoś żąda silniejszych wrażeń, powołując się na młody wiek czy wrodzoną ciekawość świata, niech sobie przejdzie na pasach przez ulicę. Tam i z powrotem - Na przykład.
Wszystkie informacje, jakich potrzeba obywatelowi potrafiącemu czytać, dostarcza gazeta, a reszcie, telewizja. W ostateczności można porozmawiać z własną ciotką. W związku z tym, że cenię twórczość Stefana Kisielewskiego, przywołując jego przysłowie, że “przysłowia są mądrością narodów, które innej mądrości nie znają” podeprę się przysłowiami.
Jest na przykład takie:
Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie!
Znaczy, że najpierw trzeba się zapisać do partii rządzącej, zrobić w niej karierę a dostąpiwszy zaszczytów, kąpać się wręcz w informacjach, a to co się z wanny wychlapie niech zbierają dziennikarze zaprzyjaźnionych mediów, a przefiltrowawszy rozdają zwykłym “smrodom” pod postacią tradycyjnego “To przecież sprawka PiS-u”
Inne powiedzonko, bardziej bezpośrednio zwraca się do cwaniaczków, którzy chcieliby sprawdzać rząd, czy inne ważne organy naszego państwa. Pozornie obcesowe, ale niosące w swej treści, wręcz nadmiar tak zwanej “mądrości życiowej”
Jest takie:
Nie podskakuj, nie podskakuj, siedź na d…e i przytakuj!
Przykład. Skoro Premier, przecież nie byle kto, twierdzi, że coś zrobił, po prostu nie wypada temu nie wierzyć. Ale nie - Grupa wichrzycieli uparła się i włóczy się po sądach i - Pokaż papiery! Pokaż i pokaż…
Teraz premier czy inny urzędnik może sprawę załatwić krótko a nawet węzłowato mówiąc:
- Pokaż, to ma tokarz! - I wszyscy zadowoleni, a pieniacze wyśmiani publicznie. Ot, gdzie Władyka ma ich informację publiczną!
Brawa rozległy się w Sejmie. I brawo!
Marudzenia gryzipiórków pójdą w zapomnienie, a szacunek dla Władzy wzrośnie.
W razie czego, od razu zaznaczam, że nie miałem, nie mam i nigdy nie będę miał zamiaru nagabywać Władzy o cokolwiek. I tak wiem za dużo, a to, że nie spieprzam jest spowodowane nadzieją na obejrzenie zabawnego przedstawienia w wykonaniu Władzy.
Zielona wyspa.
Zielona karta.
Zielona gęś.
Czy nam potrzebny jest “spieprzający obywatel” że spytam? Czy nie lepszy jest obywatel, który pójdzie do parku, usiądzie na ławeczce i pozostanie tam przez czas jakiś w niemym zachwycie. Jeśli ktoś żąda silniejszych wrażeń, powołując się na młody wiek czy wrodzoną ciekawość świata, niech sobie przejdzie na pasach przez ulicę. Tam i z powrotem - Na przykład.
Wszystkie informacje, jakich potrzeba obywatelowi potrafiącemu czytać, dostarcza gazeta, a reszcie, telewizja. W ostateczności można porozmawiać z własną ciotką. W związku z tym, że cenię twórczość Stefana Kisielewskiego, przywołując jego przysłowie, że “przysłowia są mądrością narodów, które innej mądrości nie znają” podeprę się przysłowiami.
Jest na przykład takie:
Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie!
Znaczy, że najpierw trzeba się zapisać do partii rządzącej, zrobić w niej karierę a dostąpiwszy zaszczytów, kąpać się wręcz w informacjach, a to co się z wanny wychlapie niech zbierają dziennikarze zaprzyjaźnionych mediów, a przefiltrowawszy rozdają zwykłym “smrodom” pod postacią tradycyjnego “To przecież sprawka PiS-u”
Inne powiedzonko, bardziej bezpośrednio zwraca się do cwaniaczków, którzy chcieliby sprawdzać rząd, czy inne ważne organy naszego państwa. Pozornie obcesowe, ale niosące w swej treści, wręcz nadmiar tak zwanej “mądrości życiowej”
Jest takie:
Nie podskakuj, nie podskakuj, siedź na d…e i przytakuj!
Przykład. Skoro Premier, przecież nie byle kto, twierdzi, że coś zrobił, po prostu nie wypada temu nie wierzyć. Ale nie - Grupa wichrzycieli uparła się i włóczy się po sądach i - Pokaż papiery! Pokaż i pokaż…
Teraz premier czy inny urzędnik może sprawę załatwić krótko a nawet węzłowato mówiąc:
- Pokaż, to ma tokarz! - I wszyscy zadowoleni, a pieniacze wyśmiani publicznie. Ot, gdzie Władyka ma ich informację publiczną!
Brawa rozległy się w Sejmie. I brawo!
Marudzenia gryzipiórków pójdą w zapomnienie, a szacunek dla Władzy wzrośnie.
W razie czego, od razu zaznaczam, że nie miałem, nie mam i nigdy nie będę miał zamiaru nagabywać Władzy o cokolwiek. I tak wiem za dużo, a to, że nie spieprzam jest spowodowane nadzieją na obejrzenie zabawnego przedstawienia w wykonaniu Władzy.
Zielona wyspa.
Zielona karta.
Zielona gęś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)