środa, 10 czerwca 2009

Opowiadanie częśćXXI



…wiedział, że ich nie uzyska. Przyjrzał się im, wszyscy po jego słowach byli chyba przerażeni, albo skrzętnie ukrywali swoje odczucia.
Przyjrzał im się uważnie.

Doktor, znany człowiek w miasteczku, znający właścicielkę domu, z tego co wiedział, krążyły pogłoski o ich rzekomym romansie.

Nauczycielka, żona doktora niby sympatyczna kobieta, dobra matka, też raczej lubiła Magdę. Wiedział, że często występowała w jej obronie, gdy ludzie w miasteczku opowiadali o niej niestworzone historie.

Ten letnik, Karol Ambroziak, od początku węszył sensację, no i znalazł wraz z doktorem Magdę w piwnicy. Z tego co zdążył się dowiedzieć, nigdy nie był karany, ostatnio się rozwiódł, żona oskarżała go o znęcanie psychiczne…

i postać tego Pawła, nie podobał mu się ten gość, zjawił się nagle i zachowuje się impertynencko. Niby mówi, że jest detektywem, ale jak chciał sprawdzić jego licencję, to powiedział, że nie ma jej przy sobie. Kazał go sprawdzić i okazało się, że rzeczywiście istnieje pod nazwiskiem Paweł Rewers licencjonowany detektyw. Tyle, że jeżeli to byłby ten sam, powinien mieć około sześćdziesiątki, a nie czterdziestki, chyba, że się tak dobrze trzyma.

Jego rozmyślania przerwała Agnieszka.

- Panie poruczniku ja znam Magdę i nie wierzę, by mogła w tym współuczestniczyć, a z drugiej strony nie wyobrażam sobie, jak mogła o tym nie wiedzieć. Naprawdę nie wiem co o tym sądzić i przeraża mnie myśl o tych zamordowanych ludziach.

Wszyscy nagle po słowach Agnieszki się ożywili i każdy próbował ze swej strony coś dodać w obronie Magdy…no prócz Pawła, który milczał, jakby się nad czymś zastanawiał.

- Pani Agnieszko – powiedział policjant – ja nikogo nie oskarżam, też bym wolał porozmawiać z właścicielką domu, rozwiać pewne wątpliwości. A co pan o tym sądzi?– zwrócił się do Pawła.- Pan jako detektyw zapewne wyrobił sobie już jakiś pogląd.

- Jeśli nawet – odezwał się arogancko – to się tym na razie nie podzielę, trzeba było mnie zaprosić do tej piwnicy. Pan jednak wołał na mnie tylko licencję, którą zostawiłem w domu.
Poza tym, trzeba chyba poczekać na wyniki z laboratorium, sądzę też że przyślą tu kompetentniejszego gliniarza. – Uśmiechnął się z zimną satysfakcją.

- Jasne, uważa mnie pan za durnego glinę z prowincji?

- Tak, a co mylę się Holmesie? – zapytał ironicznie.

- Może. Sprawdziłem pana i pańską licencję ma pan sześćdziesiąt jeden lat, tak? Przeszedł pan ostatnio jakąś operację plastyczną? Bo jeżeli nie, to coś mi się w tej pańskiej licencji nie podoba.

Paweł zamilkł, by za chwilę odpowiedzieć ironicznie.

- Jasne jeden Paweł Rewers na świecie! Najwyraźniej ten twój pomocnik słabo szukał jak znalazł nie tego detektywa. – Zaśmiał się nieszczerze.

- Oczywiście jeszcze sprawdzę – odparł lekko zbity z tropu policjant – ale nie radzę się panu oddalać z miasta.

Policjant wkrótce poszedł, na zegarku dochodziła godzina trzecia w nocy, wszyscy byli zmęczeni i poruszeni ostatnimi wydarzeniami.

Aga jako gospodyni szykowała miejsca do spania, by choć trochę odpoczęli. Sama była zmęczona i rozdrażniona, chciała chwilę odpocząć, może pewne rzeczy przemyśleć…a może coś rozważyć we własnym sumieniu?


CDN...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Opowiadanie część XX



Porucznik jeszcze chwilę z nimi rozmawiał, zabezpieczyli drzwi od tyłu i poprosił ich o to, by opuścili dom.
Oni jednak jakoś nie kwapili się z odejściem…nagle z dołu usłyszeli wołanie.

- Poruczniku! Niech pan zejdzie na dół, o cholera, to jest jak z horroru!

- Widzicie państwo, musicie opuścić miejsce przestępstwa, bardzo jestem wam wdzięczny, ale naprawdę dłużej nie możecie tu zostać.- Zwrócił się do nich, trochę zniecierpliwiony.

- Drogi Panie – odezwała się Agnieszka – czy z racji odkrycia tej skrzyni, nie możemy się dowiedzieć co jest w środku?

- Nie rozumie pani, że tu działa grupa operacyjna? Przecież pani jest osobą mądrą, wykształconą, pan doktor też, zrozumcie, to jakbym ja chciał być przy badaniu pacjenta, czy sprawdzać pani wiedzę z literatury.

Trochę zrobiło im się głupio, bo wiedzieli, że właściwie nie powinni się upierać.

- Ale panie poruczniku – tu Aga zaprezentowała swój najbardziej uroczy uśmiech – zawiadomi nas pan, po wszystkim? Będę czekać na telefon od pana.

Porucznik zgodził się, że po zabezpieczeniu tego co jest w skrzyni, zawiadomi ich, co znaleźli i nawet powiedział, że przyjdzie do nich, bo chciałby jeszcze zadać kilka pytań.

Z ciężkim sercem wycofali się i ruszyli w stronę domu Agi i Jurka. Paweł po drodze wyrzucał im że spanikowali, a ten jak określił porucznika „prostacki glina” zachowywał się impertynencko i na pewno nic im nie powie. Co chwila też spoglądał podejrzliwie na Karola, wreszcie nie wytrzymał i zapytał.

- Pan zdaje się był lokatorem Magdy tak?

- Skąd pan wie? – odpowiedział pytaniem – nikt przecież o tym nie mówił.

- Domyśliłem się, w końcu jestem detektywem – uśmiechnął się nieszczerze. – A poza tym dzwoniłem do Agi i ona mi powiedziała. Prawda- zwrócił się do Agnieszki.

- Tak, rzeczywiście pytałeś mi się czy jest u mnie Karol – zmieszała się Aga – tylko że nie pytałeś się czy Magda ma lokatora, tylko czy on jest u nas wtedy gdy dzwoniłeś.

Wszyscy spojrzeli na Pawła oczekując wyjaśnień, bo to nagłe pojawienie, to że odkryli go w domu Magdy, było co najmniej zaskoczeniem. A to, że Paweł wiedział o Karolu, który przecież był tu piąty dzień zaledwie i że był wtedy u Agi, to powinno być wyjaśnione.

- No co wy? Chyba mnie nie podejrzewacie? – zapytał się z ironiczny uśmiechem – Przecież wiecie, że kocham się w Magdzie…no dobra, zaraz wyjaśnię. Prawie co dzień do niej dzwoniłem, dowiedziałem się że wynajęła pokój bardzo przystojnemu facetowi. Tak mówiła Magda – Zwrócił się do Karola – no i ona mi powiedziała, że zaprzyjaźnił się pan z Agą, więc zadzwoniłem do niej dowiedzieć się, czy pan u niej jest, to wszystko.

- Nie mówiłem Magdzie, że poznałem Agnieszkę – powiedział Karol –ona nic o tym nie wiedziała. Feralnego dnia chciałem jej o tym powiedzieć, ale nie zastałem jej w domu. Potem przyszedł Jurek, no i znaleźliśmy Magdę w piwnicy w stanie jak pan wie dramatycznym. Ktoś nas w tej piwnicy zamknął – tu spojrzał na Jurka – może to zazdrosny kochanek.

Rozmowę przerwało dojście do domu. Ala czekała na nich w kuchni ze świeżo naparzoną herbatą. Zdziwiła się, jak oprócz nich do mieszkania wszedł Paweł.

Usiedli przy stole, chwilę rozmawiali raczej towarzysko, bo nie chcieli mieszać w to Ali, która co prawda paliła się by dowiedzieć się, czemu wychodzili tak późno, ale zadzwonił jej mąż, który jeżeli już nie jest Agnieszce potrzebna wracała do domu.
Z ciężkim sercem Ala pożegnała się z wszystkimi i poszła.

Ledwie zamknęły się za nią drzwi ktoś zapukał. W drzwiach stanął znany im policjant. Był blady i nerwowo pocierał czoło.

- Drodzy państwo – zaczął – jak jestem policjantem dwanaście lat, czegoś podobnego nie widziałem. – Ciężko opadł na podsunięte krzesło – Wierzcie mi, nie mogę zrozumieć kto mógł się czegoś takiego dopuścić.

Agnieszka postawiła przed nim filiżankę herbaty, napił się, znów potarł czoło.

- Wiem, nie powinno mnie coś takiego ruszać, ale wybaczcie, tu u was to jakby enklawa, najwyżej młodzi pobiją się o dziewczynę, czy kilku pijaków zrobi rozróbę…a tu coś tak koszmarnego…

- Może do rzeczy – powiedział poirytowany Paweł.

- Wiecie co tam było?

Wszyscy spojrzeli na siebie, chyba podświadomość podpowiadała im odpowiedź.

- Zwłoki – nie wytrzymał Paweł

- Żeby to jedne, tam są co najmniej trzy ciała, zmasakrowane i w różnym stopniu rozkładu. Już odesłaliśmy tą skrzynię do laboratorium. Żebyście widzieli tą ohydę, te ciała były rozczłonkowane i ubite w tej skrzyni w wielkim worku foliowym. Chciałbym przesłuchać gospodynię, ale ona nadal jest w stanie katatonii…nie wiem, czy miała być następną ofiarą, czy działała do spółki z oprawcą.- Spojrzał na nich jakby oczekując wyjaśnień…

CDN...

Pro PiS. Efekt Pawełka


Jednym z najdziwniejszych marzeń liderów PiS jest idea odwojowania elektoratu PO. Ciągle natykam się na teksty, w których zwolennicy PiS wytykają PO, że nie zrealizowała i nie zrealizuje swoich obietnic.
Moi mili – Choćby Donald Tusk złożył nie 10 a 100 obietnic, ba, choćby nie były to obietnice wyborcze a przysięgi składane na klęczkach na krakowskim rynku, gdzie „ludu gromada” i nie zrealizował ani jednej nie stanie się to powodem by dotychczasowy miłośnik PO przeniósł swą sympatię na PiS!

Mało tego – im więcej PiS znajdzie uchybień, fałszu, afer i diabli wiedzą, czego jeszcze u swoich rywali, tym mniejsze są szanse na taki przepływ.

Kto lubi, gdy dotychczasowy wróg udowadnia mu głupotę? Że dał się zmanipulować jak dziecko?
Nie znam nikogo takiego a wy takich znacie?

Taka taktyka, gra na osłabienienajwiększego rywala jest skuteczna, ale tylko w takim przypadku, gdy rozczarowany do swojej partii człowiek ma, na kogo przerzucić głos, samemu sobie wydając się pryncypialnym i zasadniczym w swej walce, w tym przypadku z „kaczyzmem” do końca.

Dopóki takiej alternatywy nie ma, w najlepszym dla PiS przypadku zniechęcony do PO delikwent może nie iść na wybory, ale tylko wtedy, gdy na własnym tyłku odczuje jakość rządów swoich idoli.

Ale przecież nie zawoła: - Ej myliłem się, jestem durniem, bo dwukrotnie głosowałem na PO! Teraz pędzę głosować na PiS!

Cudów nie ma.

Jedyna droga dla partii Jarosława Kaczyńskiego wiedzie przez konsekwentną budowę własnego elektoratu, kooptację mniejszych środowisk prawicowych i rozwój struktur partyjnych, w czym mogą pomóc zbliżające się wybory samorządowe. Tu się trzeba przyłożyć, ale tak solidnie i nie tylko przy pomocy telewizyjnych wygłupów, machania chorągiewkami itp. ekscesów.

Jeśli chodzi o odwojowanie elektoratu trzeba się przygotować najpierw na to, że PT Lemingi udadzą się na odwyk do innej partii. Partii, na którą będą mogli przerzucić swoją sympatię zachowując komfort psychiczny. Musi być to partia startująca na skrzydełkach liberalizmu także obyczajowego oraz nowoczesności. Partia, która zaczepi PO zupełnie od innej strony niż PiS. Partia bez trupa w szafie, jak SLD żeby daleko nie szukać.

I taka partia już przecież istnieje.
O tym, że bardzo poważnie przygotowuje się do odegrania właśnie takiej roli świadczy fakt, że nie próbowała „palić się” w wyborach do PE.
Buduje sobie struktury.
Ponoć jest zasobna materialnie.
Powoli zbiera tak zwane nazwiska i tylko czeka na jakąś grubszą przepychankę w PO, na ładną wpadkę, o co po wyborach nie będzie trudno, bo przecież zaraz zaczną wychodzić różne szydła z worka.
Wszyscy wiedzą, o kogo chodzi – prawda?

Czy Jarosław Kaczyński wkalkulował „efekt Pawełka” w swoją strategię?
Jeśli tak – może wrócić do poważnej gry o władzę, szybciej niż to się komukolwiek wydaje.
Jeśli nie – niech lepiej wkalkuluje.

Golina. Wyniki prowincjonalne


W związku z tym, że każdy głos się liczy chcę zwrócić uwagę PT partyjniakom, że w każdych kolejnych wyborach coraz mniej przykładają się do pozyskiwania głosów na prowincji. Wszyscy spuszczają się na telewizję, co specjalnie nie dziwi, jeśli chodzi o Platformę Obywatelską, ale już takie Prawo i Sprawiedliwość żeby do tego stopnia olewało zdobywanie głosów w uroczych miasteczkach takich jak Golina?
Żeby za całą kampanię robiło kilka plakatów rozlepionych niejako po drodze przez przejezdnych ancymonów?
Dlatego, że zarówno w 2005 jak i w 2007 w Golinie wygrywało PiS, to już się taką gminę odhacza? No, ale skoro nie są potrzebne głosy?
Ale co tam PiS?

PSL które zarówno w Golinie jak i szczególnie w okolicznych wsiach zawsze miało bardzo dobre wyniki teraz zdołało zgromadzić tylko 171 głosujących ludowców 11, 54% ?
a całkowicie leżące i kwiczące Samki od Leppera 46 chętnych i 3,10?

PPP poparło 13 ludzi ( mniemam, że nie znam żadnego z nich )

Libertas 32 ( choć nakleiło 3 plakaty z facetem w mundurze strażackim )

UPR 24 ( już się nie ma kto krzątać przy ich wyniku )

Prawica RP 51

Centrolewica 53

SLD z UP – 263 ( 17, 75% ) Dużo. Bardzo dużo, ale tu nasi czerwoni bracia zwykle mieli wysokie wyniki. Dopiero powstanie PO trochę im przytarło różki, ale teraz odzyskują powoli, gdyż nawet małomiasteczkowe lemingi zdolne są do zauważenia rozdźwięku między zadowoleniem partyjnych celebrytów a realnym stanem spraw, a że zawsze mogą wrócić do swych starych idoli to wracają.

PiS – 378 ( 25,5% ) Porażka, ale tu wychodzi całkowita olewka takich małych ośrodków. PiS biorąc się za rywalizacje z PO w telewizji na spoty - śmoty, zupełnie zaniedbał tzw. pracę u podstaw, a kto tu ogląda jakieś spoty w ogóle?

PO – 451 ( 30,43% ) Niby też niezbyt pięknie i podobnie jak PiS. Tylko Telewizja! Obejrzyj sobie wyborco nasze wygłupy, potem paciorek i nyny. Tak się nie da.

Spójrzcie, jakie liczby. Na ponad 9000 uprawnionych do głosowania. Frekwencja 16%
Kogoś to dziwi? Jeszcze dwa wyborcze obroty i taka będzie w trakcie parlamentarnych.
Aż się ktoś zorientuje i zacznie budować struktury w terenie.

Byłem. Głosowałem. Oglądałem nawet wieczór wyborczy z kuriozalnym występem Tuska I HGW po podaniu prognoz z Warszawy i Krakowa.

Aha, na drugi raz niech ktoś powie panu Bielanowi z PiS żeby tak nie wyglądał w telewizji.

sobota, 6 czerwca 2009

Opowiadanie część XIX



Nie rozumiał też entuzjazmu Jurka wobec Pawła. Zwłaszcza, że ten drugi traktował go dość protekcjonalnie, inaczej było z Agnieszką, ona tylko na zewnątrz kipiała entuzjazmem. Obserwował Agę od początku, miał wrażenie, jakby ona się Pawła bała, albo przeczuwała coś złego.

Paweł w piwnicy już zabierał się za rozkazywanie, co powinni najpierw zrobić, Aga na górze miała nieszczęśliwą minę, a Karol stał pośrodku drabiny i właściwie nie wiedział jak w tej sytuacji postąpić.

- Dalej Karol, strach cię obleciał? – usłyszał z dołu pytanie Jurka

- Nie, tylko się zastanawiam, czy nie łamiemy prawa, bo jakby nie było włamaliśmy się tu, przeszukujemy miejsce zbrodni…niedokonanej, ale jednak. Czy nie lepiej zawiadomić odpowiednie organy?- Usłyszał śmiech Jurka i Pawła. – Tak was to bawi? Przecież wczoraj znaleźliśmy tu Magdę prawie konającą i nie wiemy kim był oprawca.

Tamci nagle zamilkli i po chwili usłyszał zdławiony okrzyk Jurka.

- O cholera, tu naprawdę coś jest!

Karol zszedł na dół, miejsce górki było już rozkopane i można było dostrzec zarys skrzyni, albo pudła. Twarz Jurka wyrażała ciekawość, ale i obawę, za to Paweł…hm, on wydawał się zupełnie spokojny, jakby wiedział co znajduje się w środku.

- Otwieramy? – Zapytał Jurek.

- Jasne – Paweł jakby chciał to przyspieszyć, już szukał czegoś do podważenia wieka.

- Chwileczkę – powiedział spokojnie Karol – nie możemy tego otworzyć, powinniśmy zawiadomić policję. Tu nie ma żartów, nie wiemy co tam jest i wiecie co, chyba póki nie przyjedzie tu specjalna ekipa, chyba nie chcę wiedzieć…

W sukurs przyszła mu Agnieszka, która zeszła do nich na dół.

- Karol ma rację, chyba wystarczająco nabroiliśmy, pewnie i tak zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności. I też wolę, by ta skrzynia została otwarta przy ekipie śledczej.

Paweł był wściekły, Karol to zauważył i w głębi dusze cieszył się, że jego koncepcja została przegłosowana. Czuł, że tamten chciał ich w coś wciągnąć, w coś nieodwracalnego, by stali się jakby jego zausznikami. Wyciągnął komórkę i zadzwonił, za chwilę zgłosił się oficer dyżurny. Karol opowiedział mu o tym co zaszło wczoraj, o ich dzisiejszej wyprawie i odkryciu, nic tym razem nie ukrywając.

Prosił o przysłanie ekipy, bo górka okazała się skrywać skrzynię.
Po drugiej stronie usłyszał, żeby nic nie ruszali i że ekipa jest już w drodze. Wyszli z piwnicy i czekali na policję, która przyjechała po ośmiu minutach…w tym czasie Paweł się miotał, że nie potrzebnie zawiadamialiśmy policję, że jego tu być nie powinno, widać, że był zdenerwowany, co ich wszystkich bardzo dziwiło.

Karol przyjrzał mu się jeszcze raz i nagle doznał olśnienia, Paweł to brodacz ze zdjęcia! Fakt, tam miał czarne włosy i twarz okalała mu broda, a tu był siwiejącym blondynem…ale to na pewno on. Chciał się zapytać Agnieszce, ale wtedy wkroczyli policjanci.

Jeden z nich podszedł do nich, to był ten sam, który wczoraj obszedł się z nimi dość obcesowo i dziś nie sprawiał miłego wrażenia. Zapytał im się, czemu bawią się w detektywów i nie zwrócili im wczoraj uwagi na to wybrzuszenie.

Trochę się plątali w wyjaśnieniach wreszcie Agnieszka powiedziała.

- Panie poruczniku, myśmy sobie dopiero potem uzmysłowili, co widzieliśmy, no i rozumie pan ciekawość wzięła górę. Ale jak zobaczyliśmy że tam coś jest, zawiadomiliśmy was, czyż nie? – i uśmiechnęła się tak rozbrajająco, aż policjant się uśmiechnął.

- No tak – powiedział poważnie – ale naraziliście siebie i śledztwo. Wiecie, że mógłbym was za to zamknąć? – Spojrzał groźnie na wszystkich i jego wzrok padał na Pawła. – A pan? Wczoraj tu pana nie było, prawda?

- No nie – Paweł wił się jak piskorz – ale Magda i ci państwo, to moi przyjaciele, przyjechałem do nich od razu jak się dowiedziałem, co się stało.

Wtedy Karol i Agnieszka spojrzeli na siebie, a Jurek chyba chciał coś powiedzieć, lecz Aga ścisnęła go za rękę. Policjanci zeszli na dół, oni niestety musieli pozostać na górze.

CDN...

A Tomasza skreślamy z Akwinu


Wiedziałem od razu, że jak ludzie zamiast o polityce zaczną o sztuce, może dojść do mordobicia i ekscesów. Po mojemu to jest tak.
Sprawcami zamieszania są typki, które poleciały z ciepłym pyskiem do prokuratury.
Reszta to tylko gadanie o tym, co się, komu podoba, a co nie. Niemniej w dyskusji pojawiło się kilka ciekawych głosów. Taki Chewalier na przykład bardzo sprytnie posłużył się argumentem fiskalnym. Dobrze zaatakował podstawowy, kanoniczny wręcz i często nadużywany argument z tak zwanego „księcie mecenasa sztuki.”

Czy nie jest przypadkiem tak, że po prostu w 20 wieku pojawiły się całkiem nowe dziedziny sztuki, które odciągnęły uwagę publiczności?
Obrazy poruszyły się a fotografia zabrała się za poważną i precyzyjną obróbkę i komentowanie rzeczywistości.

Przy całym artystycznym gadaniu sztuki plastyczne, aby przyciągnąć zainteresowanie muszą dosłownie stawać na głowie. I stają a efekty tego stawania są, przykro to pisać, coraz bardziej żałosne.

Gdzie są te emocje w sztuce? Gdzie czasy, gdy Zola walczył o impresjonistów, a kolejne wystawy paryskie były pretekstem do publicystycznych jatek?
Dzisiejsze skandale są tylko skandalami. Sam fakt, że ludzie okładają się Nieznalską budzi raczej śmiech nie grozę. Sztuka publicystyczna? Sztuka komentująca, opowiadająca jakieś historyjki? Symbolizm odgrzewany jak kotlet?

Jak tak dalej pójdzie to niedługo wrócimy do gipsowych główek i wielkich klasycystycznych płócien, gdzie współcześni bohaterowie będą uwijać się w kusych tunikach i wzajemnie maić sobie skronie złocistymi wieńcami chwały.
Współczesna akademia to trup i żadne pokazywanie trupów nic nie pomoże.

To nad czym dzisiaj się głowią szlachetni blogerzy to wrzask. A przy odrobinie dobrej woli ten wrzask można też opisać jako krzyk rozpaczy!
Dramatyczne, bolesne, ekshibicjonistyczne dzieła nie powstają, jak niektórzy sugerują dla zabawy. Nie są fochami strzelanymi przez sowicie opłacane gwiazdeczki sztuki.
Raczej są czymś w rodzaju seppuku, ale odgrywanym przy prawie pustej sali.
Weźmy Kozyrę i jej eksperymenty ze śpiewem operowym. Makabra i jednak śmiech, ale ten śmiech ani nie oczyszcza ani nie zbawia.

Zobaczcie na literaturę! Wielu mądrali po Ulissesie obwieściło koniec opowieści. I co?
I jajco! Okazało się za przeproszeniem, że „gówno prawda”

A sztuka? Sztuka ma się całkiem dobrze bo jest różnorodna a bywa ciekawa.Tyle, że my tutaj próbujemy dyskutować o drobniutkim fragmenciku, który akurat wzbudza emocje poprzez przeniesienie dzieła w miejsce bardzo przykre i dla sztuki niebezpieczne.
Na salę sądową i do mediów gdzie służy jako pałka do jak najbardziej politycznych rozgrywek.

A oto blog pani Nieznalskiej, gdzie każdy przytomny może obejrzeć jej dzieła a także szczegółowo zapoznać się z przebiegiem procesu. To też jest dzieło. Czy sztuki?
To już zupełnie inna historia.

Na tym blogu znalazłem coś fajnego, bo taka moja już fucha, że zawsze coś musze znaleźć osobliwego. Oto list doktora filozofii Kaźmierczaka, wykładowcy akademickiego z Białegostoku do papieża Jana Pawła II, w którym autor wraz z popierającymi go studentami oraz innymi pracownikami naukowymi ( w liczbie około 500 ) zwraca się o wykreślenie św.Tomasza z Akwinu z listy świętych.



I co? Mam z tego powodu drzeć szaty? Pośmiałem się zdrowo i idę dalej. Szkoda tylko, że wyrus tego nie widzi.

piątek, 5 czerwca 2009

Łańcuszek wyborczy. Apolityczna ściema


Pewien facet z Konina uparł się, że nie pójdzie na wybory. Wszyscy go namawiali żeby poszedł a on się uparł i wiecie, co powiedział?

- Nie pójdę! – Tak powiedział i w dzień wyborów ostentacyjnie zamiast na wybory poszedł do lodziarni na lody. Usiadł i zajada.

- A ty nie na wyborach? – Krzyknął mu do ucha przygłuchy acz rozpolitykowany znajomek.
Tak się chłopak wystraszył, że się polał tymi lodami, a jak się polał to jeszcze bardziej się na wybory rozzłościł i dalejże bluźnić na demokrację a nawet europejską. Nie, nie - Tego, co powiedział nie napiszę, bo zaraz bym dostał „bana”
W każdym razie zakończył tak:

- …i każdy wyborca albo kandydat może mnie pocałować w dupę!

- Dzień dobry! – Powiedział policjant pilnujący porządku w lodziarni. I zaczął wyliczać, że zakłócanie porządku, odzywanie się grubym słowem w obecności małoletnich dzieci oraz osób płci odmiennej, obrazę organów i podważanie zasad, na których opiera się gmach demokracji.

Dopieroż przepraszać i obiecywać poprawę. Od razu zebrał się spory tłumek gapiów i każdy oczywiście dodaje swoje trzy grosze. Jeden żeby dać obywatelowi awanturnikowi szansę, drugi, że w ramach przeprosin winny powinien przysiąc, że pójdzie i zagłosuje zgodnie ze swoimi przekonaniami. Inny całkiem od czapy krzyczy, że takich powinno się wieszać! Z tych rad powstało zamieszanie i rozgardiasz. O mało nie doszło do awantury, tym bardziej, że diabli wiedzą skąd przypętał się jakiś Japończyk i zaczął filmować zajście czymś tak małym, że nawet nie wiadomo, czym?

- Bo pójdę po pałkę! – Straszył policjant, który był obecny w lodziarni jako tajny agent.

Na tym zamieszaniu skorzystał nasz wyborczy awanturnik i oddalił się tak zwanym świńskim truchtem i zaraz za rogiem schronił się w bramie. Patrzy – Komisja Wyborcza. To znak – pomyślał i poszedł zagłosować. Po spełnieniu swojego obywatelskiego obowiązku od razu poczuł się lepiej. W drodze powrotnej do domu znalazł na trotuarze sto złotych.

Że ja to zmyśliłem? Czytajcie dalej!

Ignacy H.z Chodzieży wstał o świcie i był pierwszy przed lokalem wyborczym. Tego samego dnia pierwszy raz w życiu całował się z kobietą!

Mariola z Koszalina wyśmiewała się z wyborów do Parlamentu Europejskiego. Ledwie skończyła rechotać do warzywniaka, w którym sprzedawała warzywa oraz owoce wpadł zamaskowany osobnik i podziurawił wszystkie arbuzy.

Antoni z Goliny, zamiast głosować pojechał na ryby. Złowił 112 płotek i dwa okonie, po czym powrócił do domu.

Jeremiasz Podółka z Warszawy wraz ze swoimi koleżkami moczymordami, dotarł do komisji wyborczej tuż przed zamknięciem lokalu i z powodu stanu, w jakim się znajdował ( był schlany jak młodopolski poeta ) zamiast do urny, naurynował za kotarą. Jego głos okazał się nieważny!

Jeśli już się zdecydowałeś iść i zagłosować mam dla ciebie kilka rad i nie będę ci tu nic sugerował w sensie, na kogo głosować.



Przecież każdy czytelnik tego bloga sam wie, na kogo zagłosuje i choćbym pękł swojego zdania nie zmieni. Uwagi tylko techniczne:

1. Popierający jedynie słuszną linię powinni głosować bez skreśleń!

2. Jak ktoś chce ukraść z kabiny długopis niech przyniesie nożyczki albo inne ostrze. Nie tak jak ostatnio, bo widziałem przegryziony sznurek.

3. Jak zagłosowałeś nie potrząsaj urną ani nie zaglądaj w tą dziurę bo stamtąd nie wyskoczy żaden ptaszek.

4. Przeczytaj zestaw tekstów około wyborczych.

5. Jeśli jesteś adminem nie siej paniki i nie doszukuj się w każdym tekście wyborczych aluzji.

6. Jeśli chcesz głosować a jesteś kosmitą – dla kosmitów nie mam żadnej rady poza tą fotką ściągniętą z netu. Asymilować się trza!