wtorek, 13 grudnia 2016

Polacy to ludzie łagodni

Dobre w tym wszystkim jest jedno, że Polacy są podzieleni politycznie, a jeszcze lepsze, że jest to podział jawny i dość radykalny. Nie ma bowiem nic gorszego na świecie, jak narzucony narodowi płaszcz tak zwanej zgody narodowej, pod którym gnicie i gazy, zatruwające życie społeczne. Skuteczną zgodę narzuca się siłą i przy użyciu przemocy się jej pilnuje. Jak nie pałą, to choć niekończącym się ględzeniem. Niewinnej młodzieży wmawia się, że kiedyś, ach kiedyś, Polacy byli monolitem. Już to w stanie wojennym, w latach 1980-81, albo w czasie wojny, albo przed wojną, albo w czasach zaborów, albo za królów. To są oczywiste bajki, na domiar złego szkodliwe.

Raz coś podobnego powiedział Kaczmarski, śpiewając: „ ... do zgody nawołuje furiat, do diety z warzyw ludożerca”. I tego się trzymajmy, a propagandziści niech sobie spokojnie opowiadają o wymarzonej zgodzie. Za to im w końcu płacą.

Polska znowu się zmienia, a problem w tym, że reformatorzy nie obdarzają przywilejami ustępujących elit, jak to miało miejsce po osiemdziesiątym dziewiątym roku. Na dodatek, zachodzące zmiany nie są częścią ogólnoświatowych przemian, co stawia Polskę w trudnej sytuacji. Stąd, zgoła niepolityczne wsparcie z zewnątrz dla przegranych, przy których moskiewskie dolary wożone w reklamówkach wydają się po prostu żartem.

Zmiany, które zachodzą w Polsce nie są dobre ani złe. Moim zdaniem, w ogóle nie podlegają takiej ocenie, ponieważ w pierwszym rzędzie, są konieczne, o ile nadal mamy chlubić się przynależnością do szeroko pojętego „zachodu”. W ścisłym, politycznym sensie, to, przeciwko czemu dzisiaj wrzeszczy lewactwo i tak zwani liberałowie, będzie stanowiło podstawę do budowy i rozwoju Polski. Nie da się tego robić w kraju radosnego rabunku i jawnego lekceważenia większości społeczeństwa. To, że praca naprawcza przypadła Prawu i Sprawiedliwości, wynika nie tylko z politycznego przekładańca, ale także z tego, że nikt nawet nie wyraził takiej woli, nie mówiąc już o zdiagnozowaniu przyczyn, dla jakich załamała się nagle populistyczna, a jakże, przewaga formacji rządzących Polską od ośmiu lat.

Następcy Prawa i Sprawiedliwości przejmą kiedyś zupełnie inny kraj razem z radykalnie zmienionym społeczeństwem. Inne będą aspiracje, potrzeby i marzenia. To, że obecna opozycja nie nadąża mentalnie za zachodzącymi procesami, niezmiernie mnie cieszy.
Aby silnie przemówić, już dzisiaj muszą włazić na chybotliwy medialny stołek, a wszystko na co ich stać to podgrzewanie stygnącego kotła nienawiści. To już troszkę śmieszy. Te zabiegi, roszczenia, nagle nabyty patriotyzm, istne koci łapci.

Dzięki podziałowi, ekscesom takim jak planowane na dzisiaj, sporo ludzi mniej zaangażowanych politycznie, zyskuje możliwość oglądu spraw we właściwej perspektywie. Nic lepszego nie może się przydarzyć obecnie rządzącym, niż kolejny pokaz bezsilnej furii ludzi, z którymi po każdym kolejny zakręcie, trudniej się identyfikować. Ładnie Jarosław Kaczyński przywołał w ostatnim przemówieniu „darwinizm społeczny” którym cechowały się rządy tak zwanych liberałów. Tyle że bezwzględni piewcy i wykonawcy tej doktryny, jakoś nie dostrzegli jej demograficznego wymiaru. Tak właśnie wymierają gatunki.


Nie twierdzę, że łajdacy wymrą, bo ci rodzą się po prostu na kamieniu w każdych warunkach, ale akurat ci, z całą pewnością. Razem ze swoimi kompromisami, z coraz bardziej wątpliwą chlubną przeszłością, razem z, pożal się Boże, autorytetami. Tak jak nie da się zawrócić Wisły kijem, tak nie da się wmówić coraz bardziej zdumionej publiczności, własnych idiosynkrazji. Ich gry uliczne są niebezpieczne, głównie dla nich samych. Dobrze, patrząc z mojej perspektywy, że nie zdają sobie z tego sprawy, ale pro publico bono przypominam im całkiem za darmo, że radykalizmem, w Polsce jeszcze nikt niczego nie wygrał, ponieważ Polacy to ludzie łagodni. 

czwartek, 8 grudnia 2016

Diariusz polityki krajowej y uwagi różne

Dręczony okrutnie przez chitrą niewiastę, niejaki Szeremet w łozinę przecie uszedł. Tamże nie pomnąc, ni skąd się wziął, ni po co, przecie drugich podobnych latami wodził, kiedy ci w Chłańsku niecnotę psucia kruszcu protegowali.  Co z tego będzie, przy powszechnym niepokoju o bieg spraw nie wiadomo. W dawnych czasach, które zawsze ze łzami wspominać należy, prawdy dojść było łatwiej. Kiedy już kat dobrotliwy, niczym chemikus jakowyś, ołowie szare topić począł, już i pamięć niejednemu, co łotrował chętnie, wracała chciwie. Niewiastę oną w dobrym czynów sposobie wspomóc należy przeciwko bałamutnikom, a okularnikom niepoczciwym.
Timmermans, Olęder nieprzyjemny, z drugimi gryzipiórkami zasiadłszy, gardło tanim wińskiem sycąc, pouczeń naszej Rzplitej ukochanej nie szczędzi. Już o Olendrach dobrze radzę i przez jednego gębatego gęsiora, z onej mysli nie ustąpię. Lud to skrzętny, mokradła suszący, choć ni urodą ni fantazyją nad inszymi górować nie może, przecie i handlem zamorskim się zajmując, do znaczenia przyszedł.  Dziwne to czasy, kiedy kiep byle jaki, w Ojczyźnie naszej posłuch u drugich znajduje.
Jaśnie Oświecony Pan Duda, nasz Prezydent kochany, zwiedziawszy się, że w stolicy jakowaś Legija się znajduje, do ichnich koszar wieść się kazał. Miast szabel, pik a muszkietów, chłopów młodych prawie gołych nalazłszy przy święcie jakowymś, przecie łaskawość onym okazawszy, w dłonie swe pańskie klaskać raczył.  Zaczem o wikt i żołd zapytaszy, czy aby godziwy, zaraz do domu się udał, wąsa, jak powiadają, ze zgryzoty zapuszczać.
Piotrowicza sprawa przykra. Nalazłyszy u Onego listy jakoweś, opozycyja zza pieców sejmowych wylazłszy, do szału przyszła, że gnębiciel nieszczęsnych, im podobnych  szczybiotów.  Już się do płaczu a spazmów co delikutaśniejsi biorą delegaci, moralne wywodząc jeremiady, że nie wolno takowego u dworu trzymać. Osobliwie pan Sto Pociech, któren sam na moskiewskim żołdzie siedząc, do majątków wielkich doszedł, i puszczę w dzierżawie dla pozoru trzymie.
Lud prosty, zadufanie w swym rozumie mając, powiada, że kto w sobotę pierze, w niedzielę się nie ubierze. Dziwnym przeto się zdaje, że burzyciele na tegoż ludu wolę się powołujący, chciwie w dzień przedświąteczny breweweryje swe chcąc odprawiać, Warszawę od dni kilku ekscytują. Już też hołysz jakowyś, dragon niegdyś ponoć, strzelbą wymachuje, że niby strzelać będzie. Z halabardą wysłani, gdy onego w piernatach znaleźli, zaraz w płacz popadł, że niby z głupoty a gorzałki, furią takową wiedziony się ogłaszał. Nic widać do głów próżnych trafić nie może, poza halabardą, bizunem a wstrząsem substancji życiowej ordynaryjnym.

środa, 7 grudnia 2016

Jak wzmóc determinację opozycji?

Obawiam się, że prześpię rewolucję i na dodatek żaden patrol nowoczesnych liebelicjantów nie pofatyguje się na prowincję, by zamknąć mnie do ciupy. Brak im do tego stosownej determinacji. Przed taką, jaką prezentują, z powodzeniem obronią mnie Róża i Azunia, moje dwie dzielne suczki.
Wrzeszczeć, prawda, każdy potrafi, a mnie nie wzruszają wrzaski ani pobożne nauki o szacunku jaki niby to jestem winny grupie jawnych cymbałów, przemocą oderwanych od żłobu. Już są Narodem, z dużej litery, już polakami, nie tylko europejczykami, a ja nadal nie muszę czuwać po nocach z lęku, że ta banda przejmie z powrotem władzę. Ich prawa, skoro raz zostały skutecznie zakwestionowane, wbrew temu co może sądzić ktoś oglądający pasjami telewizję, wygasają w ciszy.
Nie żebym wierzył w przesadną długotrwałość rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dwie kadencje, przy odrobinie szczęścia, ale świat, ani polska polityka nie kończy się na Jarosławie Kaczyńskim. Rzecz w tym, że rozwiewa się podtrzymywany przez lata miraż i tej chybotliwej, łudzącej wzrok i umysły konstrukcji, nie da się z powrotem przywrócić do stanu, w którym większość uwierzy w jego realność. Powstaną nowe, ale nie ma szans, by stało się to dzięki magikom wrzeszczącym dzisiaj o zagładzie demokracji. W zasadzie ich już nie ma. Owszem, mogliby coś zdziałać, gdyby mieli w sobie, wynikłą z determinacji odpowiednią moc.
Weźmy takich starożytnych Helwetów. Lud wielokroć dzikszy, waleczniejszy i mający aspiracje o których nie śniło się nowoczesnym peowcom, czy nawet mazgułowatym kodowcom. Wydawałoby się, że determinacja oparta na takich cechach jest wystarczająca, by odwrócić przykry dla nich porządek świata, a jednak postanowili ją wzmóc, podnieść do potęgi, nim ruszyli na podbój Galii. Czytamy na kartach „Wojny galijskiej” Cezara, jakie kroki podjęli dzielni Helweci, gdy doszli do wniosku, że własna wielkość i waleczność predestynuje ich do rządzenia Galią, do zajęcia lepszego, dogodniejszego miejsca na mapie świata. Aby ich determinacja była pełna, ale taka pełna, pełna, przygotowywali się dwa lata, szykując zapasy. Potem załadowali wozy, spalili swoje miasta, wsie i wszystko czego nie mogli zabrać ze sobą. Te jawne, uczynione przez nich  głupstwa miały właśnie na celu wzmożenie determinacji. I to rozumiem!
Cała ta eskapada skończyła się oczywiście fatalnym laniem, a z trzystu osiemdziesięciu tysięcy zdeterminowanych zdobywców, na uczynione przez siebie pustki, wróciło nieco ponad sto tysięcy tych ancymonów. I jakoś rozmnożyli się na tyle, że dzisiaj zawracają przyzwoitym ludziom głowę kursem swojego franka.
Ale, przyznacie, to był przejaw szczerze wzmożonej determinacji. A te nasze dzikusy? Nie namawiam, żeby nie było, do tego, żeby wychodząc na demonstrację, podpalać własne mieszkanie, czy wyrzucać za okno mrożonki, ale bez odrobiny determinacji, zdobyć czegokolwiek na drodze pozaprawnej się po prostu nie da.
W wyborach można oszukiwać publiczność i w tym bywali dobrzy, można duby smalone opowiadać w zaprzyjaźnionych telewizjach, a nawet wmówić słabszym umysłowo, że dobrostan Schetyny czy innego Piniora jest równoważny z dobrostanem wyborcy. Ale na ulicy? Ale przemocą?
Od kilku dni awanturują się na przykład o jakąś ustawę o zgromadzeniach. Chcą, jeśli poważnie potraktować to co wypisują w swych wezwaniach, istną społeczną rewoltę. Może jeszcze zapisać w ustawie,  prawo do wywołania takowej, żeby w razie groźby obicia mord, policja chroniła samych rewolucjonistów? Paradne.
Patrzę, słucham, czytam i dzięki temu mogę spokojnie iść spać nawet dwunastego grudnia, bez obawy, że obudziwszy się ujrzę na ekranie komputera prymitywną twarz Ryszarda Petru, no chyba, że w kolejnym, stutysięcznym „memie” z jego udziałem. Szczerze przyznam, że nawet „memów” z herosami opozycji już nie mogę oglądać bez wstrętu.  

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Reanimacji nie będzie!

To jednak nowatorskie, by trzynastego grudnia w obronie demokracji defilowali obok znanego doskonale, zmąconego umysłowo politycznego płazu, skrzywdzeni esbecy. To ci dopiero będzie heca, gdy zaczną skandować: „Solidarność! Solidarność!” a na koniec wszyscy razem, robiąc miny i pokazując victorki, odśpiewają „Mury” Kaczmara. Wiele widziałem ciekawych rzeczy w ciągu minionego roku, ale to będzie prawdziwa wisienka na torcie.
Tak bywa, gdy za robienie komedii biorą się ludzie o poczuciu humoru walca drogowego. Najdziwniejsze jest to, że nikt, naszej dziwnej, teatralno-totalnej opozycji, do takich kompromitujących zachowań nie zmusza. No chyba, że uznamy wygłoszoną dziesięć lat temu opinię Jarosława Kaczyńskiego, o tym, kto gdzie stoi, za szkodliwą sugestię. Bez mała, za samospełniającą się prognozę. Jeśli tak, można ogłosić, kto ponosi winę za tą śmieszną auto kompromitację i dlaczego lider PiS-u.
Wydaje się, że planowany popis może być tylko robotą komika, albo wariata. Z drugiej strony, oglądając popisy opozycji w parlamencie, miotającej się między patosem a histerią, można spodziewać się, że zapowiedź udziału w demonstracji mazgułowych kohort, jest efektem głębokich przemyśleń tuzów intelektu, właśnie z PO czy Nowoczesnej.
Skoro posłanka Scheuring-Wielgus nie widzi niczego zdrożnego, czy niepokojącego w jawnym wzywaniu do nieposłuszeństwa żołnierzy czy policjantów, można domyślać się dosłownie wszystkiego. Fakt, że wspomniana posłanka dysponuje umysłowością i czarem osobistym ameby, niczego nie zmienia. Patrząc z marsową miną, widzimy, że mamy do czynienia z próbą wywołania zamieszek, wspieraną werbalnie przez posłów partii opozycyjnych zasiadających na co dzień w parlamencie.
W tym właśnie, choć brzmi to poważnie jako zarzut, przejawia się, ze szkodą dla organizatorów, aspekt humorystyczny. Nigdy w historii żaden spisek, rewolucja czy inna rewolta, nie były organizowane przez ludzi do tego stopnia wyzutych z autorytetu czy pospolicie pojmowanego rozumu. Nawet, gdy siedzą spokojnie na obecnie zajmowanych miejscach, ich udział w życiu publicznym jest obrazą dla demokracji parlamentarnej. Jeśli przyjąć, że na poważnie, na trzeźwo, planują zaburzenia uliczne, mające przywrócić ich do władzy, mamy do czynienia jednak z komedią. Odegraną przez ponurych naturszczyków, zamiast w stodole, na ulicach Warszawy.
Wielu sugeruje, że organizatorzy nie łakną zainteresowania, a przelewu krwi, że marzeniem jest choć jeden rozbity łeb, najlepiej jakiegoś trzecioligowego konspiratora. Nie sądzę. Uważam, że brną, radykalizują, bo nie widzą innej drogi. Swoimi publicznymi występami starannie odcięli się od tego, co przy odrobinie dobrej woli można nazwać powagą. Cóż pozostaje poza błazeństwem? Mnożeniem, stopniowaniem przymiotników w opisie rzeczywistości dawno oderwali się od rzeczywistości. Zamiast argumentów został histeryczny wrzask i przedstawienie, śmieszne niczym polski współczesny kabaret.
Smuci, że fundują nam komedię akurat trzynastego grudnia. Brak wrażliwości? Nieuctwo? Skrajna bezczelność? Przywłaszczenie roli ofiar przez utuczonych beneficjentów systemu? Pewnie wszystkiego po trochu, ale przede wszystkim poczucie absolutnej bezkarności. Nie wobec strasznego PiS-u, rządu, policji, wrogich im tłumów, a wobec swoich własnych wyborców.
Wiara w to, że ci „łykną” wszystko, wiara wynikająca z doświadczenia, a zbudowana na strachu i nienawiści do jednego człowieka. Tak, łykną! Cóż to w końcu strasznego w ubecji skandująca o wolności, skoro gdzieś tam na Żoliborzu...
Uważajcie, mało mądrzy macherzy, bo tym razem możecie się udławić, czego ze szczerego serca wam życzę, a wtedy... Jak to delikatnie ująć?
Już mam! Wtedy reanimacji nie będzie.

niedziela, 4 grudnia 2016

Najnowsza rewolucja przed ołtarzem demokracji

Po przegapieniu rocznicy wybuchu powstania listopadowego, odpuszczeniu Mikołajek, opozycja wzięła się za wzniecanie burzy w rocznicę stanu wojennego. Tym razem, jak rozumiem, celem tej ostatecznej, największej w zamyśle demonstracji, ma być wypowiedzenie posłuszeństwa władzy. O to, co ma oznaczać takie „wypowiedzenie,” proszę zapytać profesora Kijowskiego. Rozumiem, że po zakończeniu demonstracji, jej organizatorzy i uczestnicy przestaną podlegać polskiemu prawu, w tym także zrzekają się oczywiście ochrony, jaką im zapewnia.
Ton wezwania, jego bełkotliwa, gorączkowa narracja świadczy raczej o lęku, niż o wojowniczości. Dziwi, że wśród wzywanych do udziału brakuje emerytów i rencistów, czyli naturalnej bazy ludzkiej, na której opiera się KOD. Ci pewnie tak czy tak nie zawiodą, a wzmocnieni przez byłych esbeków, którzy będą reprezentowali współczesne wojsko i policję, będą stanowili o liczebności zgromadzenia.
Tak oto historia zatacza koło. Oto trzynastego grudnia, Lech Wałęsa będzie fetowany przez obrońców papieża z SB, a zapewne i kilkunastu staruszków z UB. Ktoś powie, że to nie żadna nowość, ale symbolicznie jest to, przyznacie, dość paradne.
Całość apelu, razem z listą organizatorów, żywo przypomina ołtarz polowy, sprzedany przez feldkurata Otto Katza razem z kanapą ukradzioną przez tegoż, właścicielowi mieszkania, które rzeczony kapelan wynajmował.
Ołtarz wykonany w żydowskiej firmie „Moritz Mahler” Jarosław Haszek opisywał tak:
„Namalowany krzyczącymi barwami wyglądał z daleka jak kolorowe tablice przeznaczone do badania daltonizmu u kandydatów do służby kolejowej. Wyróżniała się tam jedna figura. Był to jakiś nagi człowiek z aureolą nad głową i ciałem koloru zielonkawego jak gęsi kuper, kiedy jest w rozkładzie i zalatuje.
Temu świętemu nikt krzywdy nie czynił. Przeciwnie, po obu stronach był otoczony jakimiś skrzydlatymi stworami, które miały przedstawiać aniołów. Widz miał wrażenie, że ten święty mąż ryczy ze zgrozy nad społeczeństwem, które go otacza.
Anioły wyglądały na straszydła z bajek, coś tak jak uskrzydlony kot czy też bestie apokaliptyczne. Przeciwstawieniem tego obrazu był obraz mający przedstawiać Trójcę świętą. Jeśli chodzi o gołębicę, to malarz nie mógł sprawy zanadto pokpić. Namalował jakiegoś ptaka, który mógł być równie dobrze gołębicą, jak też kwoką z rasy białych wyandottów.
Za to Bóg Ojciec wyglądał jak zbój z Dzikiego Zachodu, taki, jakich się widuje w filmach kowbojskich. Syn Boży natomiast był przeciwstawieniem tamtego; młody, wesoły mężczyzna z pięknym brzuszkiem, przysłoniętym czymś w rodzaju majteczek kąpielowych. Robił wrażenie sportowca. Krzyż trzymał z taką gracją, jakby to była rakieta tenisowa. Z daleka wszystko to zlewało się w jedną całość i miało się wrażenie, że obraz przedstawia pociąg wjeżdżający na stację.
Co miał przedstawiał trzeci obraz, nie można było w ogóle dociec. żołnierze kłócili się zawsze na ten temat i usiłowali rozwiązać ten rebus. Ktoś nawet twierdził, że jest to krajobraz znad Sadzawy. Był wszakże pod tym napis: Heilige Maria, Mutter Gottes, erbarme unser. ”
Przepraszam za ten przydługi cytat, ale umieściłem go z dwóch ważkich powodów. Po pierwsze uważam go za piękną alegorię, nie tylko zbliżającej się ulicznej rewolucji, ale działań całej naszej dzielnej opozycji. Po drugie, doszedłem w tekście do miejsca, gdzie nasuwały mi się już tylko wyrażenie powszechnie uważane za wulgarne, a nie jesteśmy, prawda, na twitterze.
No dobra, mamy taki oto ołtarz, poświęcony przez kapłanów na Czerskiej i Wiertniczej. Aby padać przed nim na kolana, aby go obnosić w procesjach, aby wmówić jego pokraczne walory tłumom, nie wystarczy błogosławieństwo wymienionych wyżej świątyń zaprzaństwa. Takim ołtarzem, choćby nie wiem jak pozłacanym, nie zachęci się tłumów do rewolucji. Pogardzana i jednocześnie zachęcana do zrywu hołota też ma oczy, a wystarczy spojrzeć na gęby organizatorów, by łatwo dociec, co ich sprowadza na nienawistną jeszcze niedawno „ulicę”.
Aha, te asocjacje religijne nie są moim wymysłem. Pani Dominika Wielowiejska, na ołtarzu namalowana jako gołębica, albo kura z gatunku białych wyandottów, wezwała na twitterze do założenie stosownego kościoła „obrońców demokracji”. Miałoby to uniemożliwić „władzy” blokowanie ich ulicznych ekscesów.
Niestety, znowu przychodzą mi do głowy jedynie bardzo brzydkie wyrazy. Nie chcąc się narażać na opinię chama, zostawiam was z listą organizatorów najnowszej rewolucji. Niech każdy sam zmówi stosowną modlitewkę przed tym ołtarzem pychy i...
Sławomir Broniarz
Władysław Frasyniuk
Krystyna Janda
Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania
Jacek Karnowski, Prezydent Miasta Sopotu
Mateusz Kijowski
Marta Lempart, inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet
Płk dypl. rez. mgr inż. Adam Mazguła, były dowódca wojskowy, harcmistrz
Ryszard Petru, Przewodniczący Nowoczesnej
Krzysztof Pieczyński, aktor, stowarzyszenie Polska Laicka
Grzegorz Schetyna, Przewodniczący Platformy Obywatelskiej
Aleksander Smolar, Prezes Fundacji im. Stefana Batorego
Lech Wałęsa

sobota, 3 grudnia 2016

Smok korupcji

Korupcja to sieć powiązań bez których cała gama przestępstw jest albo w ogóle niemożliwa, albo zostaje obarczona tak dużym ryzykiem, że z codziennej praktyki, zmienia się w szereg groźnych ekscesów. Nad ekscesami można zapanować, ale przeżarte korupcją państwo jest bezradne i nie może spełniać swoich podstawowych funkcji.
W zasadzie, bez udziału w procederze korupcji, niemożliwe jest istnienie żadnej trwałej struktury przestępczej, żerującej na państwie, czy jego obywatelach. Bez jej istnienia, umocowania w systemie, poza przestępstwami związanymi z szeroko pojętą gospodarką, niemożliwa byłaby skuteczna działalność grup przestępczych, wszędzie tam, gdzie zysk ze zbrodni wymaga zorganizowanego działania w dłuższym okresie czasu.
Skutkiem korupcji jest bylejakość działania organów państwa. Nie da się budować wieży chroniącej prawa obywateli, skoro część cegieł używanych do budowy, wyklepano, za przeproszeniem, z gówna. Taka budowla, poza tym że cuchnie, grozi zawaleniem.
Należy zdać sobie sprawę, że korupcja to zmowa przestępców, gdzie jedna strona reprezentuje Rzeczpospolitą. Dotyczy zatem organów ścigania, sądownictwa, oraz oczywiście decyzyjnych urzędników wszystkich szczebli, od samorządów do ministerstw. To nowotwór toczący państwo, dzięki rozmaitym zabiegom, także medialnym, lekceważony przez ogół, który poza werbalnym oburzeniem, zdaje się uważać, że rzecz sprowadza się do tego, że jeden drugiemu coś tam dał, w zamian za coś. - A gdzie moja krzywda? – duma obywatel i bywa, czuje się winny, że z niego taka niedojda i nikt mu nie napycha kieszeni.
A przecież każdy akt korupcji, z samej definicji wyrządza wymierną, finansową i nie tylko krzywdę wielu ludziom, a to, że ci o tym nie wiedzą ani nie usprawiedliwia korupcji, ani nie powoduje, że jej skutki nikną. Akurat mamy na tak zwanej tapecie dwie głośne sprawy korupcyjne: Amber Gold i tak zwaną "aferę reprywatyzacją" (w mediach, na razie warszawską). Są to grube, nagłośnione medialnie przejawy bandytyzmu, którymi wreszcie zajęto się na poważnie. Obydwie są ściśle oparte na korupcji, ponieważ bez niej, w żaden sposób nie mogłyby zaistnieć. Obydwie dotyczą samorządów i wymiaru sprawiedliwości. Mają też wspólny mianownik w postaci krzywdy konkretnych ludzi, co ma przełożenie na sposób ich postrzegania.
Tego waloru brakuje na przykład, żerującemu na polskiej gospodarce procederowi wyłudzania zwrotu podatku VAT, piramid faktur kosztowych itp. Dla ludzi, którzy nigdy nie prowadzili działalności gospodarczej, to jakieś abstrakcje, a idące w dziesiątki miliardów kwoty jeszcze potęgują wrażenie nierealności. A przecież i ten złodziejski proceder nie mógłby trwać bez korupcyjnej osłony. Może czas wyciągnąć wnioski? Podam przykład: Kilka lat temu jednym z popularniejszych pomysłów było wyłudzanie VAT-u na obrocie złomem. Gdy nanieść na mapę firmy prowadzące tę przestępczą działalność, zauważamy, że centrum tej kosztownej fikcji to okolice Bydgoszczy, ze szczególnym uwzględnieniem miasta starodawnego grodu Inowrocław. Ciekawe jak to było możliwe, prawda?
W drugim akapicie wymieniłem aparat ścigania, sądownictwo i urzędników jako drugą, konieczną stronę niszczącego Polskę procederu. W największych aferach korupcyjnych, z których z powodu szczupłości miejsca wymieniłem dwie, by w ogóle mogły zaistnieć, nieodzowna była także, szeroko rozumiana opieka polityczna nad przestępcami. Od tego nie da się uciec. Tu także mamy do czynienia z konkretnymi ludźmi, ze wspólnikami bandytów, na dodatek takimi, których uśmiechnięte cynicznie twarze znamy z telewizyjnego okienka. Teraz śmieszni w swym oburzeniu narzekają na łamanie demokracji, opowiadają łzawe historyjki, nadal zadufani w swej bezkarności. A tak się składa, że to także dzięki nim bankrutowały działające uczciwie firmy, ludzie tracili dorobek, a niektórzy także życie. Dopóki oni pozostaną bezkarni, wszyscy będą bezkarni.
Korupcji w państwie nie da się zwalczyć ani ograniczyć, wielokrotnie przytaczaną przy różnych okazjach metodą burmistrza Giulianiego, zaczynając od stuzłotowych „wziątek”. Nie da się zabić smoka, szczypiąc go w palec u łapy. Smokowi należy ściąć wszystkie łby. Publicznie i ku radości postponowanej i poniżanej przez lata gawiedzi. Tylko widok tarzającego się w błocie, tryskającego krwią potwora, może ostudzić korupcyjne zapędy maluczkich smoczków. A potem...Potem trzeba tylko uważać, żeby z tej radości nie wyhodować kolejnego potwora.    


czwartek, 1 grudnia 2016

Jak wsparłem Nowoczesną

To, że kilka dni temu Nowoczesna zaszczyciła mnie prośbą o datek, wydało mi się dość zabawne. Trochę, jakby zaproponować kanibalowi prenumeratę czasopisma „Świat brokułów”. Trochę z tego było śmiechu i tyle. Kupili, cwaniaki, jakąś bazę danych i rozesłali bez namysłu. Niezbyt to może ładnie i politycznie, ale co w tej partii jest ładnego, czy politycznego, wiedzą chyba tylko jej zwolennicy. Słaba bardzo ta akcja, skoro jawnych wrogów zanęcają, ale wpisuję się w logikę działań naszego dziwnego lidera - bankiera.
Wczoraj wieczorem otrzymałem kolejny list od lidera wszystkich liderów, który mogę potraktować jako potwierdzenie dokonanej przez mnie wpłaty. Jego treść jest taka:
„Szanowny Panie
Bardzo serdecznie dziękuję za wparcie. W trakcie trwania naszej kampanii ponad 1000 osób dokonało płaty na rzecz Nowoczesnej na naszej stronie
https://wspieraj.nowoczesna.org
Traktuję to jako dowód Państwa zaufania i swoje zobowiązanie. Nie zawiedziemy, będziemy skutecznie działać na rzecz Polski - lepiej zorganizowanej, nowoczesnej i przyjaznej dla wszystkich obywateli. Na rzecz Polski która łączy a nie dzieli.
Bardzo serdecznie dziękuję za wsparcie.
Z poważaniem
Ryszard Petru”
Oczywiście pierwsza moja myśl zmierzała ku temu, że to dalszy ciąg idiotyzmu oraz chaosu, charakterystycznego dla tego ugrupowania. Wysłali milion próśb, a potem powielili listę, dziękując wszystkim „jak leci” sądząc, że ten który wpłacił, ucieszy się z podziękowań, a ten który, tak jak ja, ma ich głęboko w pewnej części ciała, machnie ręką.
A co z tymi, którzy nadal zastanawiają się nad wsparciem Nowoczesnej?
Przecież takie podziękowanie może zdziwić i zachwiać powziętym planem, polegającym na wysłaniu Rysiowi gotówki.
Jeśli klikniecie w podany powyżej link, zapoznacie się z zasadami, na jakich można udzielić wsparcia Nowoczesnej. Wynika z nich jednoznacznie, że odbiorca ma, bo mieć musi z powodów ustawowych, narzędzia do weryfikacji darczyńców. Istnieje bramka, która odsiewa na plewy przelewy z kont firmowych, a skoro istnieją limity wpłat, także anonimowych. Korzystając z bezpośredniego mechanizmu, należy podać dane personalne, łącznie z numerem telefonu, a dalej to już konto, i wszystkie związane z nim szykany.
To nieco zmieniło mój ogląd tej błahej, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, sprawy. Mam bowiem prawo sądzić, że Nowoczesna, dziękując mi za wsparcie, wie co robi.
Znaczyłoby to że naprawdę dokonałem wpłaty, wspierając ugrupowanie polityczne, którym szczerze pogardzam. Oczywiście, nawet do głowy mi to nie przyszło!
Jednakowoż mam dobre prawo w tym miejscu zasugerować, że ktoś wpłacił pieniądze, posługując się zdobytymi w internecie moimi danymi personalnymi. Jeśli tak jest, mamy do czynienia z dość grubym przestępstwem, a przy okazji z osobistą zniewagą, polegającą na sugerowaniu mi podobnie niegodnego postępku.
Oświadczam niniejszym, że nigdy nie wpłaciłem i wpłacić nie mam zamiaru jakichkolwiek sum na działalność partii Nowoczesna z kropką. Jeśli ktoś będzie sprawdzał prawidłowość tej akcji, a znajdzie na liście Jacka Pawła Jareckiego, niech wie, że to fałsz.
Wczoraj próbowałem zapytać o te przelewy któregoś z obecnych na twitterze Nowoczesnych, ale niestety wszyscy oni blokują solidarnie moje konto, dając wyraz wspólnej trosce i temu co łączy, nie dzieli. Liczę, że może tutaj znajdzie się ktoś nowoczesny z kropką, zorientowany na tyle, że wyjaśni mi mechanizmy rządzące zbiórką i podziękowaniami za wpłaty.