czwartek, 29 kwietnia 2010

Grecja, Hiszpania, Portugalia i...

Słyszę, że te kraje są w bardzo kiepskiej sytuacji. Co je łączy?

Choćby, poza lewactwem, to, że odbyły się w nich wielkie imprezy sportowe.

Imprezy te, jak nas zapewniano:

*

rozruszały gospodarkę
*

wyrobiły markę
*

pokazały światu
*

podniosły na wyższy poziom
*

popchnęły w 21 wiek infrastrukturę
*

upowszechniły kulturę
*

były cudem samym w sobie

I można tak długo wymieniać, a jak ktoś hoduje stare gazety i sobie poczyta teksty o takiej Hiszpanii, złapie się za głowę niestety. A jeśli w szyi jest słaby – zginie – nie ma na to rady!

Całkiem niedawno czytałem, że Zapatero dokonał cudu a społeczeństwo całkiem już otwarte notuje same zyski oraz zwyżki. Już im tylko brakowało hiszpańskiego Małysza. Kastylia świeciła się jak złoto.

Mędrcy głosili, że nie samym chlebem, albo oliwą, żyć musi Grek pod ateńskim niebem, a teraz; -Daj Niemiaszku bułkę!



Zacząłem od wielkich imprez. Co to ma do rzeczy, ktoś spyta.

Ano, niby nic, poza tym, że gospodarka to delikatna panna.

I jeszcze. Hmmm... kto to się wziął za wielką imprezę by:

rozruszać gospodarkę

wyrobić markę

pokazać światu

podnieść na wyższy poziom

popchnąć w 21 wiek infrastrukturę

upowszechnić kulturę

no i te cuda na koniec



Wiecie jak się robi obarzanek? Bierze się dziurę i okleja ciastem. Jakie my mamy szczęście, że my są takie zapóźnione. W odpowiednim czasie i miejscu na dodatek.

środa, 28 kwietnia 2010

Skandalista Pospieszalski. Koncesje

W dzisiejszej, nabytej w kiosku „Rzepie” ( ukłony dla red. Janke) wyczytałem w tekście pani Kolendy – Zaleskiej coś takiego:
„Dziennikarz jest nie tylko od tego, żeby rejestrować, ale także by objaśniać świat i analizować to co widzi i słyszy. Aby pokazywać obraz jak najbliższy prawdzie, a nie naciągać go pod swoją tezę.”

Czy tylko jareckiemu się wydaje, że te dwa zdania sprzeczają się ze sobą? Zresztą pani Kolenda-Zaleska wcześniej pisze, że sam przekaz filmu był skandaliczny. A ja się pytam, dlaczego skandaliczny?

Wedle niej tak, ale próżno szukać w tekście takiego zastrzeżenia. Gdyby takie było, ok. Każdy ma prawo do swojego zdania. Tyle tylko, że pani Kolenda-Zaleska oceniając warsztat sięga po argumenty deprecjonujące samo wydarzenie, którym w tym wypadku są nagrane wypowiedzi ludzi zgromadzonych w miejscu publicznym i wypowiadających się otwarcie w publicznej sprawie.

Bo cóż znaczy, że jakaś wypowiedź jest nieuprawniona, że jakaś hipoteza nie może być publicznie przedstawiona? Ktoś wydaje koncesje?
Jeśli tak, pytam dlaczego większość tych koncesji wydano manipulatorom, ignorantom i pospolitym bujaczom? Są bezterminowe? Nie będę tu tworzył listy zakłamanych łobuzów, których „objaśnianie i analizowanie świata” dawno mi się przejadło.
Zamiast tego podeprę się Autorytetem.
Ojciec Józef Maria Bocheński w popularnych „100 zabobonach”pod hasłem „dziennikarz” pisze tak:
( podkreślenie moje )

DZIENNIKARZ. Dziennikarstwo jest zawodem ludzi wyspecjalizowanych w tak zwanych środkach masowego przekazu, a więc w dziennikach, periodykach, telewizji, radiu itp. jak sama nazwa wskazuje, zadaniem środków masowego przekazu jest przekazywanie masom informacji. Stąd dziennikarz jest sąprawozdawcą i niczym innym. Jest specjalistą w zbieraniu, przedstawianiu i podawaniu innym informacji. Jak długo pozostaje w tej dziedzinie, jego praca jest pożyteczna i nie można mu niczego zarzucić. Ale w ciągu ostatniego wieku dziennikarze przywłaszczyli sobie inną funkcję, a mianowicie występują w roli nauczycieli, kaznodziei moralności. Nie tylko informują czytelników i słuchaczy o tym, co się stało, ale wydaje się im, że mają prawo pouczać ich, co powinni myśleć i czynić.A że ich poglądy są rozpowszechniane masowo, dziennikarze zajmują uprzywilejowane stanowisko, mają niekiedy istny monopol na pouczanie ludzi, co jest dobre, a co niedobre.
Wiara, że tak ma być, że dziennikarz ma prawo tak się zachowywać, że należy mu wierzyć, gdy nas poucza, jest jednym z typowych zabobonów współczesnych. Bo jeśli chodzi o pouczanie nas, dziennikarz nie ma żadnego autorytetu. Nie jest, jako taki, ani specjalistą w zadnej nauce, ani autorytetem moralnym, ani przywódcą politycznym. Jest po prostu dobrym obserwatorem i umie pisać, względnie mówić. Co gorzej, sam zawód dziennikarza jest dla niego samego o tyle niebezpieczny, że musi pisać o najróżniejszych rzeczach, o których zwykle niewiele wie, a w każdym razie nie posiada głębszej wiedzy.Dziennikarz jest więc niemal z konieczności dyletantem. Uważać go za autorytet, pozwalać mu pouczać innych ludzi, jak to się obecnie stale czyni, jest zabobonem.
Kiedy szukamy przyczyny szerzenia się tego zabobonu, wypada przyznać ze wstydem, że nie ma chyba innej, niż dziecinne wierzenie, że wszystko co drukowane jest prawdziwe - a zwłaszcza jeśli jest drukowane pięknymi słowami.
I to mniej więcej tyle. Polecam przy okazji tekst "wyrusa"

tekstowisko.blogspot.com/2010/04/smiesznie-one-nie-wiedza-co-robic.html

niedziela, 25 kwietnia 2010

Strach przed nieznanym wyborcą?

Niby wszystko już jest tak jak dawniej ale niezupełnie. W mediach klepią farmazony, blogerzy strasznie się unoszą i przepychają nad gazetowych mędrków, czyli wszystko jest tak samo jak było ale niezupełnie.
Co chwila ktoś odzywa się w stylu:

-Zobaczcie, oni się boją!

Ci „oni” to jak za komuny tak zwany establishment. Oni się boją, czy może my gonimy w piętkę?

Bo niby czego mają się bać? Gazety utraty czytelników a telewizje widzów? Wolne żarty. Ci co czytają czytać będą a ci co siedzą przed telewizorami, siedzieć będą uparcie jakby wysiadywali złożone przez siebie jaja.

Politycy partii rządzących się boją? Niby czego? Ktoś kto kupił wysilony obraz rzeczywistości nasmarowany przez speców od wizerunku takiej na przykład PO ma nagle przeżyć jakąś patriotyczną iluminację? Może kilka procent, cóż to znaczy?

Ale z drugiej strony, jak tak się człowiek przyjrzy, poczyta, zanurzy na chwilę łeb w medialnej rzeczce to jednak jakoś da się ten strach wyczuć. Co jest grane?

Tak jakby jedni w obliczu tragedii zdali sobie nagle sprawę, że wyrobili sobie opinie chłopców w krótkich majtkach, którzy mogą co prawda biegać i wrzeszczeć, ale ich rady i opinie straciły moc, bo kto będzie poważnie słuchał gówniarzy?

Jeśli tak, jeśli „urabiacze” opinii czują się nieswojo to pewnie spuszczą też z tonu ci, dla których tak pilnie przez ostatnie lata „urabiacze” pracowali. Byłżeby to powód do strachu?

Jasne, że nikt z nich nie boi się pisaniny w necie, blogerów ( jeszcze czego ) Nikt w PO nie lęka się też stałego elektoratu PiS. To czego się boją, bo istotnie coś tu tchórzem zalatuje?
Oj, mam wrażenie, że wiem, czego się boją.

Otóż mili moi, w wyborach bierze udział około 50% uprawnionych. W większości to ci, którzy mają jakiś tam pogląd na politykę. Wiem, że zmienny, chybotliwy, zabarwiony emocjonalnie ale tutaj przez czekającą nas przyspieszona kampanię wyborczą niewiele się zmieni. Ot, kilka procent w tę czy w inną stronę.

A jeśli przy urnach zjawi się dwadzieścia procent elektorów więcej niż zwykle, to co będzie?
Jeśli przyjdą głosować cisi, nawet specjalnie nie trzeba się głowić by domyślić się, co ich skłoniło do zajęcia się Polską choćby w ten najskromniejszy z możliwych sposób.

Powtarzam. Niby wszystko jest już takie samo a jednak niezupełnie. To tak jak z naszą tu pisaniną. Jedni piszą, inni komentują. Kłócimy się, awanturujemy ale jesteśmy tylko fragmentem. Większość czytelników milczy.

Co by było gdyby się nagle wszyscy zaczęli odzywać? Na razie nie mamy pojęcia czy oni milczą wrogo czy przyjaźnie i aprobująco. Czy nawet w naszej błahej dziedzinie jesteśmy gotowi na głos tych cichych, choć jedyne czego możemy się obawiać to krytyka, która nie ciągnie za sobą skutków finansowych i prestiżowych w realnym życiu?

sobota, 24 kwietnia 2010

Pan bez właściwości

Wstaje, myje się. Liczy telefony komórkowe. Raz. Dwa. Trzy.
Grzebyk i lustereczko do kieszeni.
Głowa, dwie nogi, dwie łapy i brzucho.
Jako polityk składa się z sześciu części oraz duszy.

Grzebyk, lodówka, spodnie, lusterko.
Nie, wczorajszej bieliźnie! Czyste buty i czarodziejskie mydło.
Wczorajsza gazeta pod łóżkiem rusza się jak ranny robak.
Można przeczytać w niej, ze gdzieś i komuś udało się przeszczepić całą gębę. Szkoda, że pewnie straszne kolejki do takiego przeszczepu, a żyć i przewodzić się chce.

Chusteczka z monogramem i lekka świeca. Wszystko w najlepszym gatunku.
Lampka wina i pstrąg prawie żywy. Bułka.
Amerykanie byli na Księżycu. Bywa i tak.

Tubylcy ranią go swym zachowaniem. Nie potrafią się zachować. Wśród Polaków stwierdził brak Francuzów.
Cóż to w ogóle za histeria! Zginęło kilku urzędników a ci w ryk.
- Dżizasie, zamiast dobrotliwej ścieżki znów zaciągnąłem ości z pieprzonej ryby. Ghu…ghu…ghu…
Pomilczmy. Na szczęście ktoś go walnął kapciem w plecy i pstrąg wyskoczył. Czerwone oczy przemył wodą. Oj, słodko mrugają oczki w lodowatej wodzie. Klaskanie migawek i cyfrowe błyski.
-Miałem ciężką noc – mówi – Myślałem – dodaje po namyśle.
Schody. Teczka. Napoleon w minie i na minie.

Wreszcie sam w gabinecie. Wygląda przez okno. Zamyka okno. Ze ściany wybiega telewizor i przebiera nóżkami. Gdzie pilot? Nie ma.
Na mankiecie zapisuje wiecznym piórem: „Pamiętaj, że jesteś Polakiem i polskie…”
Tak przygotowany wychodzi z gabinetu. Idzie, a wokół niego tworzy się cały marsz. Chłopcy, chłopięta, asystenci z asystentkami. Ochrona i ochronka. Idą i tupią. Wreszcie jest.
Sto milionów dziennikarzy spija z ust . Miliard cyfrowych świateł.
Odchrząknął. Zadziczył oczkami.

- Podobnie jak wy, jestem tym, no…-Spojrzał ukradkiem na mankiet - polakiem i polskie mam obowiązki! Przede wszystkim pragnę podziękować Rosji z premierem Putinem na czole!

- Na czele! – Szturcha go szturchasz

- Przepraszam! Na czele – oczywiście! – My Słowianie powinniśmy, szczególnie w tak tragicznej chwili, gdy kolejny raz zawiódł nas zachód nie wschodząc….

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Giełda kandydatów. Znaj proporcje, mocium panie

Wyposzczeni, jakby ich kto ze stu chlewów wywarł rzuciło się towarzystwo blogerskie by działać, zupełnie nie pomne starego powiedzenia, że gdy konie kują, żaba nogi koniecznie podstawiać nie musi.
Nie podoba mi się ta giełda kandydatów na kandydata PiS. Dwa, trzy tygodnie temu to by uszło, ale teraz, gdy decyzja musi być podjęta w ciągu dwóch czy trzech dni, biorąc pod uwagę sytuację lidera tej partii, te rady nie wydają mi się szczególnie stosowne.
Tym bardziej, że przeciwnicy w dziecinnie łatwy sposób kpią z tych pomysłów wysuwając kolejne absurdalne kandydatury ku radości idiotów, jakich zawsze dostatek.
PiS wystawi kandydata, ale co ja, czy inny ancymon piszący w necie ma do tego? Nasz czas nastąpi pięć minut po zgłoszeniu kandydata. Teraz? Po to pisać, że gdyby się sprawdziła prognoza, ogłaszać tryumf swojego „politycznego nosa”? Nie, moi kochani - po to by się nadymać, że Jarosław mnie posłuchał - naprawdę nie warto się tak popisywać.
Ziemkiewicz ze Śniadkiem, Kłopotowski z jakąś dziwaczną giełdą, jakimiś prawyborami w S24. Krzysztof Ligenza zapytał go w jakim celu? W odpowiedzi Autor napisał, że w celu przeprowadzenia demokratycznej debaty obywatelskiej. Paradne. Przecież to do nas nie należy!
Prawo i Sprawiedliwość wezwało was na pomoc, szlachetni dyskutanci, bo nie wie kogo wystawić w wyborach prezydenckich? O niczym takim nie wiem, o niczym podobnym nie słyszałem!
Dzisiaj wielki ruch Kataryny promującej Pana Jana Ołdakowskiego. Inny, zapuszkowany w S24 bloger krzyczy na mnie przez telefon, ze to cudowny pomysł. Z grzeczności, a może dlatego, że się łozbuziak rozłączył nie zdążyłem wypowiedzieć sienkiewiczowskiego:
- To do waćpana nie należy!
Ponieważ jest tak, że trzeba było dawno temu zapisać się, pracować, działać, wpływać itp. A nie przychodzić nagle ze swoimi racjami a jeszcze wymagać. Pod tekstem Kataryny pyta jakiś ananas, czy PiS dojrzał do takiej kandydatury? Zgoda. kandydatura nie jest zła, ale to nie do nas należy!
Jak PO wystawiła Komorowskiego mogę z tej kandydatury szydzić, ale do głowy mi nie przyszło radzić Donaldowi Tuskowi kogo ma wystawic w prawyborach? aby kreować trzeba grac w innej lidze. My są proste gaduły na razie!
Moja rada dla radzących Jarosławowi Kaczyńskiemu jest taka. Niech jeden z drugim założy partię polityczną, a po kilku latach, gdy zdobędzie 30% - 40% poparcia niech się zgłosi do mnie na salon24 to ja mu wyznaczę lidera, kandydata na prezydenta czy nawet, jeśli będę miał czas, ułożę mu listy na wybory sejmowe. I wszystko za darmo. Pasuje?
Kochani, znajmy proporcję tym bardziej, że postpolityczny cyrk chyba się w Polsce skończył!

sobota, 17 kwietnia 2010

Klamka zapadła

Odbyło się masowe uszlachcenie Polaków. Nagle? Może i nagle ale za to skuteczne!

Wyszedłem przed dom. Pies bryka.

Pośliniłem palec, jak to jest u ludzi grubego obyczaju w zwyczaju i poczułem skąd wiatr wieje. A gdy poczułem, to chociaż nędzny ateista ze mnie, przecież ukląkłem i Bogu nie jakiejś nicości podziękowałem.

A modlitw nie znając szumnych i dumnych zwyczajnie powtarzałem mój dawny dziecięcy paciorek. Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Aniele Boży i Wieczny odpoczynek. Tak mnie uczyli gdy byłem chłopcem. Mało pamiętam ale modlitwę jeszcze sklecę. Modlitwę tak.

Tak. Polacy zostali masowo uszlachceni. Szkoda tylko, ze nie dostarczono na czas milionów szabel. Szkoda, ale jak mawiają prostacy tacy jak ja: Szkoda pójdzie na pożytek!

Pięknie by było, gdybyśmy byli uzbrojeni, ale niczym w żarcie o Gomułce nie jesteśmy.

Pamiętacie?

- Gdybyśmy mieli mięso zawalilibyśmy świat konserwami, ale nie mamy stali na puszki!

Mniejsza z puszkami. Zabrakło stali na szable.

Już byliśmy pogodzeni z losem. Jako szczęście najwyższe występowała ucieczka z Polski, a dokładniej „Od Polski” bo można było wiać nie ruszając się z miejsca. Wystarczyło podążać za marzeniem kilku dziadków z wyborczej i młodych, zdolnych do wszystkiego szyderców.

Cała idea 3RP sprowadzała się do tego by odbudować Polskę w reżimie saskim. No, dziesięć procent szlachty i reszta, która jest bydłem prostym prowadzonym kijem pokracznej dialektyki.

Powodziło się chłopakom do czasu. Przetrwali płacząc śmierć JPII.. Udało im się wyprowadzić lemingów z polskiej niewoli ku światłu cywilizacji „Nic” Media, media – Ludzie specjalnie nie zajmują się polska czy tym bardziej polityka.. Dlatego łatwo ich kupić.

To nie czasy, gdy walczono do końca. Teraz wytłumaczono ludziom, ze trzeba być po zwycięskiej stronie, a strona, która zwycięża jest jasna i czysta. A nie jest!

W obliczu tragedii pierwszą myślą demiurgów polskiego ducha stało się stare, obleśne hasło:

- Kochajmy się wspólnie płacząc!

Łobuzerka i pospolici zdrajcy chcieli się nagle z nami, z nami prostakami jednać. Nie wyszło.

Następny ruch to robienie awantury z niczego. Też nie wyszło.

Dziwne, ale liderzy zbiorowego przezywania nagle zorientowali się, że niewielu ich słucha, a skoro słucha ich niewielu ich popisy mogą nie zapewnić im godnego bytu. To straszne!

Straszne? Straszne jest to, że nie mamy ELIT! Przynajmniej takich, które są obecne na co dzień w społecznym dyskursie. Mamy krzykaczy z wyborczej i paru głupków po lewej i prawej stronie, ale nie mamy nikogo, którego głos ważyłby na naszych miałkich, prywatnych opiniach. W tak dramatycznej sytuacji Naród został sam.

I dobrze! Skoro został sam, sam musi zacząć się rządzić. I zaczął, i sam siebie uszlachcił/

Już tu nie spotkacie parobków, klękających przed redaktorem, polityczkiem, plebanem czy innym wójtem. Skończyły się tanie popisy fałszywych książątek i ich błazeńskich dworów.

Nie ma klienteli chętnej do lizania cholewek. Koniec!

Teraz, pierwszy raz w historii większość stała się szlachtą. Ktoś napisze, że to śmieszne, bo cóż to za szlachta bez szabel, krucic i dobrych platform w necie.

- Onet i Wyborcza was czapkami zarzucą i zniszczą w kwadrans. Media…

Odpowiem.

- Aby rzucać czapką trzeba mieć głowę!

Teraz gdy nie ma parobczaków, kto uwierzy Michnikom tego świata?

No, głupek ostatni chyba!

czwartek, 15 kwietnia 2010

Larum grają!

Ostatnio, jeżeli płaczę to tylko ze złości i bezsilności. Tak, smutne, prawda. Ostatnie dni wiele powiedziały mi o moim narodzie, o kraju, który jest moją ojczyzną, dla której zawsze mam i miałam tzw. serce na dłoni.

Jestem patriotą, zawsze byłam. Szanuję swój język (nie kaleczę go) i historię.

Widzę, płacz i flagi narodowe z kirem żałobnym, tysiące ludzi oddające hołd tym, których już nie ma.

Widzę też manipulację medialną, usilne zabiegi, by szybko się w oczach widzów zrehabilitować, że robiły z Prezydenta RP "kartoflanego niezgułę i nacjonalistę ziejącym nienawiścią".

Teraz nowy kłopot, no bo fakt, ten „Kaczyński nie był znów taki zły, ale, żeby od razu go w krypcie na Wawelu?”.

I już wybucha nowy konflikt, już jest spór nowy, choć jak dla mnie po prostu zwykle odwracanie uwagi.

Uwagi od czego? - Może ktoś zapyta.

Od spraw, które się teraz toczą w ciszy gabinetów i od tego, co było przyczyną tragedii.

Ratujmy Kraj Rodacy!

Ktoś porównał Pan Prezydenta do Pułkownika Wołodyjowskiego, więc zawołam jak ksiądz Kamiński:


„Dlaboga, Panie Prezydencie! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach...”

I nie ufajcie tym, co mówią (za Azją Tuchaj Bejem) na Krymie, mógłbym i sułtanem zostać, ale tę ziemię pokochałem i tej ojczyźnie całym sercem chcę służyć.