wtorek, 13 lipca 2010

Lipcowy blog. Same ważne sprawy!

Dokonać zmiany w świadomości czytelników przepisując na nowo wszystkie dzieła Czekspira, konsekwentnie zmieniając we wszystkich sztukach i sztuczkach tego niewydarzonego autora „sz” na „cz” i odwrotnie. Dość panowania szpady i miecza!
Szas na czpadę i miesz!
Chociaż cel tego działania może wydać się na pierwszy rzut oka niezbyt jasny, uważam że zawsze wychodzi na dobre mieszanie ludziom w głowach.

Wprowadzić do obiegu kulturowego postać Misia Cząsteczko. Dość tryumfów różnych misiowych wyskrobków w rodzaju Uszatka czy niemądrego Puchatka. Miś Cząsteczko to erudyta i zjadacz glonów. Miś Cząsteczko pali papierosy, chla absynt i ogólnie mówiąc, nic co misiowe nie jest mu obce.
Cel. Uaktywnienie zabaw plenerowych.

Spróbować namówić blogerów do zresetowania łbów, przynajmniej w zakresie odczytywania znaków wielkiej przemiany jaka zachodzi w Salonie24. Rozumiem, że jeden czy drugi czerwony wojownik by mieć na doładowanie swej turbo mocy musi teraz wchodzić w zakręt przypominający bardziej wstęgę Moebiusa niż normalny zakręt, ale żeby za takim podążać?
Przecież on się prześlizgnie a ty biedny blogerze upadniesz na pysk.
Przy okazji chce zwrócić uwagę by się część tutejszego ludu raczyła puknąć gumowym młotkiem w głowę i zrozumiała, że przerzucanie wiarygodności przez niektórych sławnych anonimów bardziej niż cokolwiek innego przypomina przerzucanie obornika w upalny dzień lata.
Smród zgoła niepotrzebny, choć jak widać z jakichś mętnych powodów konieczny dla kogoś.
Cel. Reset wiarygodności.

Uwspółcześnić bitwę pod Grunwaldem zadając kilka pytań, których prości historycy boją się zadać, a jakie od lat prześladują polskie społeczeństwo.
Czy Król Władysław Jagiełło był pedofilem?
Czy Książe Witold w czasie bitwy był pod wpływem alkoholu?
Czy Zyndram z Maszkowic wąchał klej czy coś innego?
Czy Krzyżacy tak naprawdę nie byli grupą pokojowo nastawionych buddystów z Teksasu?
Czy to prawda, że po bitwie, pochód naszych wojsk na Malbork opóźnił osobiście Jarosław Kaczyński?
Dlaczego milczy na ten temat IPN?
Dlaczego milczą na ten temat nieobiektywni, prawicowi publicyści?
Dlaczego lekceważony jest opis bitwy sporządzony przez Janusza Kaczmarka, który wedle własnych słów brał w niej zaszczytny udział?
I najważniejsze! Czas skończyć ze katolskimi urojeniami jakoby przed bitwą nasze chłopaki śpiewały jakąś „Bogurodzicę”! Co by na to powiedzieli postępowi rycerze o zacięciu ateistycznym?

O tym wszystkim wkrótce na moim blogu.

sobota, 10 lipca 2010

Nasi liberałowie a emerytury

Nasi liberałowie przy każdej okazji drą gęby na temat prymatu świętego prawa własności.

Gdy dyskusja schodzi na niesprawiedliwość przy opłacaniu pracy najemnej, nasi liberałowie koniecznie muszą wspomnieć, że decydującą moc ma umowa zawarta pomiędzy umawiającymi się stronami. Nie bacząc na dysproporcję sił twierdzą, że "jak się komuś nie podoba pracować za 5 złotych na godzinę, nikt go do tego przecież nie zmusza.
Później dodają "na stronie" że to leń i bumelant, bo nie chce uczciwie zapracować na 5 złotych.

- Widać na wolnym rynku godzina jego pracy jest warta pięć złotych - Cieszą się nasze swojskie liberały.

Inaczej jest gdy liberały znajda frajera, który będzie cierpliwie pracował całe życie w zamian oczekując emerytury. W tym miejscu kończy się "święte prawo własności" Umowa przestaje być umową.

W przedsionku kasy umiera liberalizm i zaczyna się kanibalizm.

Jakoś przestaje śmierdzieć sytuacja, że odbiera się człowiekowi przez całe jego zawodowe życie 30 - 40% dochodów by zabezpieczyć mu spokojną starość, a potem banda skurczybyków pracowicie wylicza mu jałmużnę i z przerażeniem spoziera na wykres długości życia delikwenta.

Czy liberały nie szanują "świętej własności prywatnej" powstającej z pracy albo innych umysłów? Czy liberał może nie respektować raz zawartej umowy?
Oczywiście, że liberał nie musi szanować ani respektować, ponieważ tylko on jest podmiotem takiej umowy, podczas gdy reszta społeczeństwa to wedle niego bydło.
Liberał woła, żeby ratować państwo podwyższając wiek emerytalny do - powiedzmy - 70 lat.

W tym miejscu powstaje wątpliwość. Może zamiast łamania obietnic i szarpania " świętego prawa własności" warto sprawdzić jakość tych naszych liberałów? Głównie są to typki utrzymywane z podatków, typki wrogo nastawione wobec przedsiębiorców. współczesny liberał siedzi przy państwowej kasie odmierzając starannie wstęgi koncesji i sznury pozwoleń administracyjnych.

Ciekaw jestem jak wyglądałaby Polska gdyby zmieniła się w narowistego ogiera i zrzuciła z grzbietu klasę próżniaczą, poczynając od fałszywych rencistów a kończąc na sprzedajnych pierwszoligowych politykach, medialnych mędrcach i kilkusettysięcznej armii głupawych urzędasów.

Co się wtedy będzie działo przekonamy się wkrótce. Już jest - hmm - siekiera przyłożona do pnia.

Gdy uderzy, o żadnych emeryturach już więcej mowy nie będzie.

O naszych liberałach też.

.

piątek, 9 lipca 2010

Upał. Morderczy upał

- Jak tak sobie leżymy pod gruszą i patrzymy w górę nie widzimy nic nadzwyczajnego poza liśćmi przez które prześwituje słońce a jednak uznajemy to za formę aktywnego wypoczynku. Aktywnego w tym sensie, że musimy oganiać się od mrówek. Wystarczy jednak zamknąć oczy, lekko zacisnąć powieki by trafić do świata wirujących tarcz, płonących nici.

- A ja jak zamknę oczy to nic nie widzę. Cholerny upał! Wskoczył bym do wody ale co to za woda? Jeziorko po prostu, wszędzie się dzieci pluskają. Woda to jest ocean, a to tutaj... Poza tym jak patrzę w górę nie tylko widzę liście ale także gruszki. Niedojrzałe, ale jak się znudzę rozmową z panem to mogę je policzyć. Wtedy być może zasnę.

- Upał. Wczoraj mówili, że dzisiaj będzie 35 stopni w cieniu. Pan jest fizykiem, ma pan może przy sobie termometr?

- Nie, nie zabieram nad jeziorko termometru. Jest w samochodzie, jeśli tak pana ciekawi, proszę pójść i sprawdzić, ale samochód zostawiliśmy na słońcu to się pan nie dowie ile jest w cieniu. Gorąco i tyle. Poza tym, a właśnie sobie przypomniałem jak się pan wtedy popisał nad oceanem. Też było gorąco, tyle że powietrze, sam pan rozumie, powietrze było cudowne i ocean, nie jakieś bajorko, ale tego murzyna...

- Skąd miałem wiedzieć? Jak widzę faceta mającego dobre dwieście dziesięć centymetrów wzrostu, który na dodatek jest czarny jak smoła i żywo rozprawia o jakichś rozgrywkach sportowych, z grzeczności wtrąciłem, że ma świetne warunki fizyczne.

- Nie spodziewał się pan, że to może być szachista nie koszykarz? To są właśnie stereotypy, które pan zwalcza na papierze, a w życiu codziennym ulega im pan niezwykle łatwo.

- Stereotypy, stereotypy. Ogromny, wysportowany murzyn w koszykarskim podkoszulku, zdobny w złoty łańcuch ważący na oko kilogram, wytatuowany w jakieś czerwone spirale. Czy tak wygląda szachista?

- Sam pan widzi, że ulega pan stereotypom. Wedle pana szachista powinien być mały, zakurzony, w okularach i siedzieć gdzieś na strychu zamiast w barze tuż nad oceanem popijając jabłecznik i siłując się na rękę z marynarzami. I chociaż jestem tylko skromnym fizykiem, na podstawie tego jednego zdarzenia mogę śmiało powiedzieć, że dlatego pańskie książki, pańscy bohaterowie są martwi. Wszystko przez te stereotypy. Pan jest literatem, nie pisarzem.

- No wie pan! Po pierwsze zrobiłem z tego wydarzenia niezłe opowiadanko, po drugie sprawdziłem ranking tego giganta. Marniutko, drogi kolego, marniutko - taki z niego i szachista, a stereotypy, no cóż, publiczność lubi świat zastany, a łamanie stereotypów powinno odbywać się z odpowiednim hukiem, tak jak w moim opowiadaniu.

- Dodał pan mordobicie na koniec, choć w rzeczywistości po prostu wszyscy się upiliśmy. Zaraz pan powie, że ważne są emocje. Może, nie znam się, ale weźmy na naszym przykładzie. Jaki to rok? Zaczął się w kwietniu od czegoś w rodzaju wybuchu bomby atomowej, potem dwa miesiące niebywałych emocji, wybory w których pan głosował na tego a ja na tamtego. Nie szczędziliśmy sobie razów a teraz leżymy na kocyku pod gruszą i patrzymy na upał, oganiamy się od mrówek i rozmawiamy o stereotypach. Dobrze chociaż, że nie przeszliśmy na „ty” A może…

- Przydało by się, ale nie mamy jak wypić tego całego bruderszafta. Nie mamy wódki.

- Mam wódkę w termosie, zaraz naleję

- W taki upał pić gorącą wódkę z termosu

- Ech, humaniści. Termos izoluje od warunków zewnętrznych. Zapewniam pana, że wódka jest lodowata.
….

- Grzesiu, ehm, zaraz mi tu przyobiecasz, że więcej nie będziesz ulegał tym, ehm, stereotypom, że nigdy ale to przenigdy, że jak zobaczysz… ehm

- Przełknij ślinę i policz do dwunastu bez oddychania to ci czkawka przejdzie. Gdybyście
nie wygrali, myślałbym, że ci się wybory odbijają!

- A ty jak byłeś kaczysta tak i zostałeś, nalej no jeszcze po jednym to mi przejdzie. Upał,
cholerny upał!

- Dzień dobry, młodszy aspirant Gutek. Czy zdają sobie panowie sprawę, że spożywają alkohol w miejscu publicznym, co gorsza w pobliżu akwenu wodnego, a utonięcia najczęściej zdarzają się osobom spożywającym przed kąpielą alkohol? Mają panowie szczęście, że jestem akurat na urlopie, można się przysiąść? Dziękuję! O czym to ja mówiłem, aha, alkohol obok brawury jest najważniejszą przyczyną utonieć, poza oczywiście wchodzeniem do wody.

- Nie mamy zamiaru wchodzić do wody. Mam za to do pana pytanie, ponieważ chciałem sprawdzić kolegę, czy się poprawił. Czy uprawia pan jakiś sport?

- Tak, a skąd panu to przyszło do głowy?

- Może dlatego, ża ma pan na grzbiecie koszulkę klubu „Tęcza” Mniejsza z tym. No Grzesiu, zgaduj jaki sport uprawia pan policjant?

- Szachy?

- Nie, nie szachy, biegam na orientacje!

- I widzisz Grzesiu jak znowu popadasz w stereotypy, pan policjant w czasach rozpanoszonych giepesów, biega sobie na orientację.

- Jak my wszyscy! Mapa, mech na pniu, ehm, Słońce, Księżyc, mapa, wilcze ścieżki w lesie, stacje benzynowe, cmentarze, przemówienia, wiece wyborcze, druga mapa, trzecia mapa, dopytywanie staruszek, satelity, telefony, telewizje…Panie policjancie, co pan widzi jak zamknie pan oczy, zaciśnie powieki?

- Rzędy cyfr jak na płótnach Opałki, tyle tylko, że te cyfry są czerwone.

- Słyszałeś Grzesiu, co pan policjant powiedział? Jak na płótnach Opałki. Kolejna klęska stereotypów wokół których krążą twoje myśli, twoja literatura, twoje życie. Upał, morderczy upał!

środa, 7 lipca 2010

Media. Rozkaz brzmi: - Spać!

Zwolennicy PiS nie mogą zrozumieć dlaczego dziennikarze wyrażający podobające się im opinie są przez resztę środowiska traktowani jako polityczni pałkarze i z założenia nie mają nic wspólnego z obiektywizmem. Ludzie dziwią się, że taka zależność nie działa w drugą stronę, co wydaje się przejawem dziecięcego wręcz braku zrozumienia rzeczywistości.

Oczywistym jest, że Sakiewicz czy Warzecha utracili wiarygodność angażując się politycznie, a Olejnik czy Żakowski tej wiarygodności nigdy nie utracą. Jak ktoś hoduje kurki w kurniku nie może przecież znosić i uznawać za wiarygodnego liska, który podkrada z tego kurnika jajka.

Owszem, w nowym, bliskim ideału medialnym ładzie, gdzie TVP będzie zarządzał na przykład pan Żakowski a szefem Rzeczpospolitej zostanie pan Wołek ( albo odwrotnie ) będzie miejsce dla wybranych prawicowych publicystów, ponieważ musi być ktoś kogo będzie się zwalczać, ciosać mu kołki na głowie i straszyć wywalenie poza nawias debaty publicznej. Jak tu wytrzymać bez rytualnych narzekań na brak obiektywizmu RAZ-a czy zawziętość Wildsteina?

Dodam jeszcze, że to wszystko jest robione dla naszego dobra. Jakież cierpienia najszlachetniejszych ze szlachetnych musi powodować fakt, że połowa społeczeństwa nie przytakuje oczywistym, od lat wałkowanym w mediach prawdom i za nic ma opinie i wytyczne najwspanialszych autorytetów, także moralnych?

Ktoś pomyśli, że przewiduję jakiś zmasowany atak propagandowy by pro pisowskie wilki wreszcie zmieniły się w skromnie meczące owieczki. Nie, moi drodzy, to nie tak.
Spróbuję wytłumaczyć cele i strategię najszlachetniejszych na przykładzie medialnego opisania tragedii 10 kwietnia.

Ruchy taktyczne wykonywane przy tej okazji są wszystkim doskonale znane. Zaskoczenie, ból, bicie się w piersi, bujanie, szukanie i znalezienie wroga, który dzieli ( Idealnie się nadał pan Pospieszalski, TVP i jego rozmówcy) Ale to tylko taktyka. Strategicznym celem było zamazanie i możliwe szybkie zapomnienie. I to się prawie udało. Prawie, gdyż w dzisiejszych czasach ciężko o prawdziwie doskonały finał.

Strategicznym celem jest odsunięcie od masowego odbiorcy spraw trudnych, męczących przez swą wieloznaczność, zmuszających do myślenia i zajęcia zdecydowanego stanowiska. Tak jak ze współczesnej kultury prawie udało się wyeliminować śmierć, jako coś zgoła nieprzyzwoitego, tak próbuje się wyeliminować myślenie o państwie, polityce, społeczności, narodzie, jako o rzeczach niegodnych uwagi, brudnych i męczących intelektualnie. O to toczy się gra. Skoro udało się to z częścią społeczeństwa, dlaczego ma się nie udać z resztą?

Rozkaz brzmi: - Spać!

Jeśli to się uda, jeśli zaśnie jeszcze kilkanaście procent wystarczy naszym najszlachetniejszym przechadzanie się między rzędami i pilnowanie, czy wszystkie ręce leżą grzecznie na kołderkach, ponieważ ta wielka akcja ma wymiar moralny. Na koniec po prostu ukarze się tych, którzy wykazują niezdrowe zainteresowania czy inne ciągotki.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie drobnostka wynikająca z rozbuchanych technik komunikacyjnych, gdzie niestety rej wodzi internet. To jest prawdziwa próba i sprawdzian dla najszlachetniejszych. Jakże niepokojąco w kontekście „wielkiego spania” brzmi teza Mistewicza zawarte w „Anatomii władzy” że z dnia na dzień poszerza się kanał, którym mogą swobodnie przepływać informacje pomiędzy politykami a wyborcami.
Przepływać, o zgrozo, bez pośrednictwa tradycyjnych mediów.

I to jest problem najwyższej wagi. Klucz tkwi w interpretacji słowa „swobodnie”
Tutaj mamy odcinek frontu, gdzie walka wkrótce rozgorzeje z całą intensywnością. Tu jest miejsce, gdzie nasi współcześni „wielcy językoznawcy” muszą wykazać się inwencją i szczególną bezwzględnością.

Czy natkną się na zdecydowany opór, czy też może zaśniemy ukołysani bredniami niczym kołysanką to już zależy tylko i wyłącznie od nas. Na wszelki wypadek już teraz wołam:

-Pobudka!

wtorek, 6 lipca 2010

Dom Elżbiety XLVIII- nowa opowieść (Iwona)

- To nie on się śmiał tylko ta która rozsiewa ten zapach – pierś Elżbiety falowała, po wyznaniu Piotra i przytuliła się do niego– wtedy właśnie myślałam, że wariuję. A on po prostu potraktował mnie tak, jak robi się ze znoszonym ubraniem.

- Domyśliłem się, że nie on. Tylko pomyślałem, jakim musiał być draniem, by tak postąpić z dzieckiem, bo byłaś wtedy dzieckiem, nie da się ukryć. Czy ty komuś o tym opowiedziałaś?

- Nie, nigdy. Wiesz, uciekłam z Łodzi, by nie spotykać jego ciotki i by nigdy więcej go nie oglądać. Na krótko wróciłam w czasie ojca choroby, wtedy kilka razy spotkałam jego ciotkę. Jego też, dokładnie trzy razy. Zaraz po ojca śmierci wyprowadziłam się stamtąd na dobre…

- Przepraszam, że ci przerwę, jak zareagował?

- On! Jak zwykle, albo ja tak na niego reagowałam. Czułam tylko paraliżujący lęk i brakowało mi słów. Czyli stałam i wpatrywałam się w niego, jak ciele w malowane wrota. A on gadał, opowiadał, choć naprawdę nie wiem o czym. Wiem, że miał kochanka, chyba Zbyszka, czy Zdziśka, bo to podkreślał kilkakrotnie i że w końcu rodzice zaczęli to tolerować.

- A, że jest mu głupio, że ci zrobił tak straszną krzywdę?

- Żartujesz? Raczej miał do mnie pretensje, że wciąż chodzę po świecie.

- Bydle. Wykorzystał twoje pierwsze uczucie do tak niskich pobudek i nawet nie miał tyle ludzkich uczuć, by cię za to przeprosić?

- Chyba nigdy tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że mnie zranił. To taki typ człowieka, co nigdy nie myśli o nikim innym, tylko o sobie. Znam się na tym, potem mieszkałam z Markiem. Ale odbiegamy od tematu. Miałam ci opowiadać kiedy czułam zapach piżma pomieszanego z imbirem. – Delikatnie wyswobodziła się w z ramion Piotra – trzeci był stosunkowo niedawno. Wtedy odeszłam od Marka i zamieszkałam u Karoliny. Dziś wiem, że to było w dniu śmierci babci. Myślałam wtedy, że Karolina kupiła jakiś odświeżacz powietrza…ale ona tylko popukała się w głowę. Szkoda, że nie znasz jej, mam nadzieję, że niedługo tu przyjedzie. To fantastyczna dziewczyna! I wiesz, ona tego zapachu nie czuła, tylko ja?

- Domyśliłem się. Widzisz, wiele nas łączy…aż za wiele.

Spojrzała na niego pytająco.

- Znasz historię z lasu, ale i mnie nie tylko wtedy ten zapach prześladował. Tyle, że mój przypadek był taki, że za każdy razem ten zapach, chciał mnie zabić.

- W lesie, rzeczywiście, Andrzej mi opowiadał i ty, choć ty ominąłeś szczegóły.

- Tak. Wiesz, że i moja mata odeszła od nas, prawda? Słuchaj, ona nie była dobra, nigdy. Znaczy moja matka. Była okropna. Cholera, trudno mi o tym gadać, w końcu jednak mnie urodziła, dała mi życie. Wychowywał mnie ojciec z dziadkiem. Ją znam tylko z opowieści. Nigdy się z nią nie spotkałem, więc to co ci teraz opowiem, to słowa mojego dziadka. Nie wiem i nigdy się nie dowiem, czy to prawda, bo ojcu nigdy nie śmiałem się o to zapytać. Dziadek ostro popijał, zapewne był alkoholikiem, ale bardzo mnie kochał i bał się o mnie. Po pijanemu gadał różne rzeczy, czasem wspominał moją babkę. Wiesz podobno oszalała po urodzeniu mojego ojca i…

- Wiem, Andrzej mi wspominał o tym.

- Tak? Powiedział ci? Wszystko?

- Że twój dziadek znalazł ją nagą na skraju wsi w otoczeniu mężczyzn. I że potem umarła.

- Tak podobno nago uciekła z domu, oddawała się wszystkim i wszystkiemu co miało męski organ. Jęczała, krzyczała, wyrywała sobie włosy z głowy, to musiało być straszne. Podobno dziadek ją próbował owinąć w kołdrę, czy koc, zrywała to z siebie…nie dziwię się, że po tym wszystkim zaczął pić. Zachowywała się tak, jakby ciało jej było w ogniu…tak mówił dziadek. Oddał ją do szpitala psychiatrycznego i tam umarła.

- Rzeczywiście, to musiało być straszne.

- Wiesz, podobno była bardzo piękna.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Trzy rady dla PiS wysłane w powyborczą próżnię

Wiem, rozumiem, że to szczyt bezczelności zwracać Prawu i Sprawiedliwości uwagę akurat po tak znakomitej porażce, ale niestety nie mogę się powstrzymać.

1.. Należy stworzyć działający non stop sztab odpowiedzialny za wizerunek i strategię promocyjną. Sztab taki powinien składać się z fachowców i odpowiadać za rezultaty swych działań jedynie przed prezesem partii. Od razu należy odsunąć od takich działań ludzi zaangażowanych w działalność partyjną, którzy zamiast pomagać szkodzą wizerunkowi partii, ponieważ nie mają o tym co robią zielonego pojęcia, zajmując się głównie promocja własnych dokonań. Żeby nie plątać się w aluzjach napiszę prosto, że w pierwszej kolejności należy odsunąć od tak poważnych spraw panów: Bielana, Kamińskiego, Poncyliusza, Migalskiego i przede wszystkim Kurskiego, którego pojawienie się w mediach to z automatu – 1 % poparcia .
Czy jak prezes występuje w TV to pudruje go posłanka PiS czy kobieta, która się na tym zna?

Wybory zostały rozstrzygnięte i wymienieni rozeszli się po tropikalnych plażach, a właśnie teraz nadszedł najlepszy czas na pracę. Tak, właśnie teraz jest czas na intensywne działanie. A chłopaki zadowolone ze swojego sukcesu (?) dalejże za pieniądze podatników w tropiki! Do dupy z taką robotą!

2. PiS musi rosnąć od dołu, bo inaczej mu „kęsim” No, żeby partia walcząca o władzę nie miała swojego koła w miasteczku liczącym kilka tysięcy osób to wstyd i żenada, tym bardziej że dosłownie za chwilę odbędą się wybory samorządowe. Przy tej okazji popiera się dosłownie byle kogo by stworzyć jakąś listę a lud wyborczy przecież na gruncie lokalnym zna kandydujących i dalejże się dziwić zamiast popierać. Struktury okupujące miasta powiatowe mają chętnych do działania w dupie, wszędzie węsząc konkurencję. Nawet nie raczą odpowiedzieć na składane oferty pomocy. Człowiek ma wrażenie, że zwraca się do wrogów jako marny sabotażysta.

3. PiS natychmiast powinien dogadać się z prawicowymi i nie tylko partiami, które nie mają szans na samodzielny sukces w wyborach parlamentarnych i dać im możliwość stworzenia frakcji w ramach partii, w zamian za zaangażowanie w codziennej politycznej działalności w regionach i na szczeblu wyborów parlamentarnych. Tu ewidentnie ruch należy do silniejszego i można zyskać naprawdę sporo. Czas najwyższy wyciągnąć rękę do Korwinistów, zwolenników Marka Jurka, Ludowców, pogrobowców LPR i innych nastawionych patriotycznie organizacji lokalnych, ruchów spolecznych i nie tylko.

4. Punkt czwarty miał być o mediach i Internecie, ale to jednak temat na osobne albo nawet dwa opowiadania.

Wiem, pisząc ten tekst straciłem bez żadnej potrzeby pół godziny. Trudno. Jeszcze kilka godzin stracę chociaż wiem, że to jest rzucanie kamieni do studni bez dna. Nikt nie czyta, a jeśli czyta nie rozumie, a jeśli rozumie to zaraz zapomina.
To chyba jest trylemat Lema. Lem Lemem a z jareckiego bezczelny cham. prawda, panie Prezesie?

czwartek, 1 lipca 2010

Jeden głos mniej

- Mam teraz wielką nadzieję, że Jarosław Kaczyński wygra wybory – powiedziała wczoraj po debacie moja mama.

Dlaczego to piszę?

Bo, moja mama na 73 lata, od kilkunastu nie rusza się z domu, niestety choroba jej nie pozwala na dłuższe wędrówki. Na wybory też nie chodzi, choć rzeczywiście tym razem ma wielką na to ochotę, by zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego.

Trudno, będzie niestety miał p. Kaczyński jeden głos mniej, bo nie mam jak mamy do lokalu wyborczego doprowadzić.

Mama zawsze była i jest mi wzorem, zawsze szanuję jej zdanie, bo nigdy nie ulegała żadnej propagandzie.

Dalej mama analizując szansy, powiedziała, że teraz i tak, p. Kaczyński, będzie miał (gdyby wygrał wybory prezydenckie) kłopotliwą sytuację, niestety, ma rację.

Pamiętajmy, że Prezydent u nas w Polsce to nie to samo co np. w USA. Zwłaszcza po tragedii Smoleńskiej, gdzie Prezydent zginął (bo…), a miał ochronę, powinniśmy pomyśleć i o tym.

Jedno co jeszcze utkwiło mi w pamięci, to, to, że mama stwierdziła, że JK, to nie tylko polityk wielkiego formatu, to prawdziwy mąż stanu, czego u nas w polityce po prostu się nie spotyka.

No tak, ale niestety, nie mogę za mamę głosować biorąc od niej upoważnienie, bo nie ma mama 75 lat.


pozdrawiam