piątek, 17 lipca 2009

Posłowanie w czasach kryzysu


W Golinie upał wręcz sapie a woda zalała Warszawę.
Niektórych nagła krew zalewa.
Nic się nie dzieje przypadkiem.
Przypadkiem to rosną drzewa!


W sejmie wystąpił wicepierdoła Hołdys a poseł Hoffman z Konina, stutysięczne nagrody chłopcom Drzewieckiego wypomina. Stutysięczne nagrody, podczas gdy kryzys dokoła?
Dzieci nie mają na nic a tu po 110 tysięcy od Drzewca dla jego Entów – oburzony poseł woła.


Premier jako ojciec patologicznej rodziny – błyszczy intelektem poseł Hoffman.


O co tyle krzyku? Przecież jak jest kryzys to jest ciężko, a im ciężej tym trzeba mieć więcej pieniędzy by przetrwać. Proste to jest czy skomplikowane?

Inny przykład. Mistewicz szumi w twitterze, że:
ErykMistewicz: pod oslona skupienia mediow na medialnej przeglosowano zmiane w spos. naliczania uposazenia poslow... cudo jak na czas oszczednosci... cudo
I jeszcze dodaje:
A RESZTA PIS? A PO? A LEWICA? A PSL? A KTO BYL ZA ZE TAKIE COS PRZESZLO?


Martyniuk z lewicy był wczoraj sprawozdawcą projektu ustawy o zmianie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora ( druk nr 1419 )
http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/D3759CB65FB7B8B7C12575EB003B6B72/$file/2141.pdf

No co? Kryzys jest i każdy grosz się liczy. Wreszcie cały naród może odetchnąć z ulgą, że żaden poseł ani senator nie będzie więcej w tym kraju dyskryminowany finansowo, tylko dlatego, że należy do elity politycznej. Rzecz w tym, że parlamentarzysta mający prawo do emerytury musiał dotychczas wybierać albo emerytura albo płaca poselska.

Przecież to skandal, tym bardziej, gdy ktoś wypracował sobie wysoką emeryturę. Zresztą w kryzysie to i pięciu złotych żal.
Upał w Golinie ale Warszawę zalewa.

Dodatkowo mamy tu akcent solidarnościowy w tym sensie, że w takich sytuacjach politycy okazują się być jedną wielką rodziną!
Frekwencja jak przy uchwalaniu budżetu ( donosi Dzik na twitterze http://twitter.com/Koronski )
Za przyjęciem 422 posłów, trzech przeciwko i trzech się wstrzymało. Dzięki twitterowi wiem, że wstrzymał się Mariusz Kamiński :
mariuszkaminski@ErykMistewicz wstrzymalem sie w tej sprawie

Mariusz Kamiński się wstrzymał, ale to młody chłopak. Jeszcze nie rozumie siły kryzysu. Idealista, że się tak wyrażę.
Ale chłopcy z PO, PiS. Lewicy, PSL, XXI i kto tam jeszcze się pęta – wiedzą dobrze z której strony jest chleb posmarowany masełkiem.

Ktoś mi zarzuci, że to demagogia, że demagogię uprawiam. A pewnie, że tak! Wobec ludzi, którzy z demagogii żyją, wolno! Zobaczcie, jakie bystrzaki – Jak coś o ich kasie to nie wysiadują w Hawełce tylko biegiem pędzą głosować! Porozumienie ponad podziałami! Rzeczpospolita bez barier dla tupetu i groszoróbstwa.
Dzisiaj w trakcie debaty nad osiągnięciami Grabarczyka wylazł na mównicę poseł Ujazdowski i broniąc go przed demagogicznymi atakami powiedział nawiązując do gestu Marka Biernackiego, który w dawnych czasach głosował przeciwko odwołaniu ministra Polaczka.

„Marek Biernacki jako doświadczony polityk i były członek rządu wiedział jaka jest różnica między obietnicami składanymi wyborcom podczas kampanii a odpowiedzialnym rządzeniem”

Pięknie to powiedział Jaśnie Pan Ujazdowski. Czas ludzi uprzedzić, panie pośle! Może jako nowatorska siła 21 wieku dacie to na plakatach? Albo sprayem na murach?

Wiem co to jest różnica. Taka sama różnica jak wzywanie ludzi do zaciskania pasa z powodu kryzysu a gmeraniu przy własnym pasku scyzorykiem bo trzeba na szybko dorobić dziurek, gdyż z powodu tego samego kryzysu, polityk jeden z drugim po prostu puchnie w oczach!

czwartek, 16 lipca 2009

Opowiadanie część XXXVI


Gdy znaleźli się w gabinecie , gdy zamknęły się za nimi drzwi, Jakubczyk uderzył ofensywą.

- Panowie, o co chodzi, pamiętam przypadek Ewy Jurgiel, to pierwszy poważny przypadek, który przyszło mi leczyć…

- Jakoś pan jej nie uchronił – ironicznie stwierdził Wiktor

- To nie było takie łatwe, to była schizofrenia maniakalno – depresyjna, wtedy byłem młodym lekarzem, bez doświadczenia. Jak widzicie z psychiatry stałem się psychologiem, nie potrafiłem sobie poradzić z tego rodzaju pacjentami. Żeby zacząć leczyć Ewę Jurgiel potrzebne były nie tylko moje chęci, ale i akceptacja otoczenia…no i jej samej. To nie było takie proste, ona po licie, to taki lek, stabilizator nastroju, stosowany w takich przypadkach – wyjaśnił patrząc w stronę drugiego lekarza jakby czekając na jego akceptację.- stawała się apatyczna, miała bóle głowy i nudności. Wiecie, że miewała manie? – zwrócił się w stronę Karola i Wiktora.

- Tak, podobno uważała, że obecna zaginiona była czarownicą, która ją chciała zamordować.

- Delikatnie mówiąc – uśmiechnął się Jakubczyk – wiecie na czym polega schizofrenia depresyjno – maniakalna?

- Niezupełnie – Powiedział Karol, a Wiktor skinął potakująco głową.

- To choroba dwubiegunowa, raz w fazie całkowitego braku jakiejkolwiek inicjatywy, by za chwilę wpadać w fazę euforii i stać się nadpobudliwą. My leczyliśmy to Litem, choć wiadomo, że często ma skutki uboczne…

- Więc mogłoby się zdarzyć, że w stanie depresji mogła na przykład przestać oddychać?

- Wiem, o co panu chodzi, o jej podejrzaną śmierć, tak?

- Tak

- Nie wiem, nie znam innych takich przypadków, ale z autopsji wynikało, że udusiła się z powodu barku tlenu.

- Znał pan męża Ewy Jurgiel? Albo państwo Kamieciaków?

- Znam Jurka Kmieciaka i jego żonę, trochę poznałem Janusza Jurgiela …czy jestem o coś oskarżony?

- Nie, po prostu chcemy znać fakty. Czemu na przykład w czasie przesłuchania Migockiej nie pozwolił pan jej mówić? Czemu policjant przesłuchujący miał wrażenie, że chce pan coś ukryć?

- Ja? – Zmieszał się – policjant chyba odniósł mylne wrażenie. To nie było tak, chciałem ją chronić…

- No i gdzie jest ona w takim razie? Ta pana chroniona pacjentka? Widzę, że im bardziej pan chce dobrze, to zawsze panu wychodzi na odwrót – Wiktor nie krył zjadliwości w głosie.

- Wiem, czyli domyślam się, gdzie może być Magda – powiedział nagle Jakubczyk

- Co! – Wykrzyknął Karol, a za nim dwaj pozostali.

- Widziałem w jej pokoju Agnieszkę Kmieciak, potem Migocka zniknęła.

- Czemu pan tego nie powiedział wcześniej – Karol nie krył oburzenia.

- Agnieszka jest moją znajomą, Migocką też znam, wiem, że się przyjaźnią…nie łączyłem jej odwiedzin z porwaniem. Teraz, gdy uważacie że to może być porwanie, po prostu mówię co widziałem, choć nie sądzę, by Agnieszka mogłaby mieć z tym coś wspólnego.

Karol z Wiktorem wybiegli z gabinetu, nawet nie pożegnali się z lekarzami, obaj pokonując schody po dwa stopnie, nawet się nie odzywali. Chcieli jak najszybciej znaleźć się z aucie i dotrzeć do domu Agnieszki.


CDN...

Wyższa Szkoła Taktu, Wdzięku i Elegancji "Szarżujący Bawół": Takie tam w sam raz na sezon ogórkowy (albo i nie to)

Wyższa Szkoła Taktu, Wdzięku i Elegancji "Szarżujący Bawół": Takie tam w sam raz na sezon ogórkowy (albo i nie to)

środa, 15 lipca 2009

Opowiadanie cześć XXXVI



Wracali do szpitala, Karol był zdenerwowany, a nawet przerażony tym, czego się dowiedział. „Policja zostawiła Magdę na łaskę morderców, a pewnie wszyscy w szpitalu są w zmowie”…próbował się opamiętać, bo takie zachowanie nie licowało z tą sytuacją.

- Wiktor, jak wyciągniemy od tego psychologa cokolwiek, skoro, twój kumpel nie mógł sobie z tym poradzić ?– Zapytał powątpiewając.

- Na razie spróbuje z nim po dobroci, jak się nie uda, to powiem, że to dzięki niemu zaginęła Magda, że jest za to współodpowiedzialny. Wjadę mu z tekstem o etyce lekarskiej, powinno się udać.

- A jeżeli jest zamieszany z zniknięcie Magdy? Jeżeli jest jednym z porywaczy, czy wręcz morderców…ciekawym, czy to nie on leczył żonę Janusza, tą Ewę.

- Kurcze, że też na to nie wpadłem, że nasz pan doktor może być kumplem Jerzego i Agnieszki!

- Wiesz, dziwne są te powiązania, nie sądzisz? Czy pamiętasz, kto na początku leczył Ewę?

- Musiałbym sprawdzić. Czemu mi o tym rano nie powiedziałeś, za dużo tu znaków zapytania, cholera! A czas nagli,. Bo mała Migocka może być w rękach oprawcy…

Dojechali do szpitala, chwilę spoglądali na siebie myśląc czy tu powinni zacząć, czy raczej wrócić i sprawdzić pewne fakty. Wreszcie Karol wysiadając zdecydował:

- Nie mamy czasu na sprawdzanie, musimy improwizować, zaskoczymy doktora, jeśli okaże się, że nie ma z tym nic wspólnego, wycofamy się, OK.?

- OK. Najpierw zapytamy o Magdę, jak będzie ściemniał jak rzucę tak od niechcenia, że chyba to on był lekarzem prowadzącym Ewy Jurgel i że tu też było zbyt wiele tajemnic…

- Jurgel? Tak się nazywał Janusz?

- Tak, nie wiedziałeś? A wiesz choć jak nazywa się teraz Agnieszka?

- Cholera, nie wiem…Jak?

- Kmieciak. To są fakty które musisz znać. Kurcze przecież u nich mieszkałeś! Przy tobie ich przesłuchiwałem!

- Nie zwracałem na to uwagi, zwłaszcza, ze ten Paweł mnie zaabsorbował.

- Jasne.

Weszli do szpitala i skierowali się w stronę windy, Karol choć z wielkimi oporami wszedł do środka, wiedział, że czas nagli i nie ma czasu na własne fobie. Winda ruszyła, a jemu wydało się, że wszystkie wnętrzności ma w gardle. Przemógł jednak strach i tylko kropelki potu na skroniach znamionowały ile go to kosztuje.
Wysiedli na piątym piętrze i skierowali się wprost do gabinetu lekarskiego.
Wiktor nacisnął klamkę, gabinet był zamknięty, ruszyli w stronę dyżurki pielęgniarek i wtedy z sali wyszedł doktor z który rozmawiali poprzednio, był w towarzystwie innego lekarza.

- Panie doktorze – odezwał się Wiktor – chcielibyśmy zamienić kilka słów z psychologiem, który był przy przesłuchaniu Magdaleny Migockiej – mówił urzędowym tonem, chcąc wywrzeć wrażenie typowego przesłuchania.

- Oczywiście – lekarz jakby się zmieszał – akurat mieliśmy z doktorem Jakubczykiem konsultację – spojrzał na swojego towarzysza.

- Słucham – odezwał się głębokim basem lekarz nazwany przez pierwszego z lekarzy Jakubczykiem. Nie było po nim widać żadnego zmieszania, więc, albo nie miał nic wspólnego ze zniknięciem Magdy, albo tak dobrze umiał grać swoją rolę.

- Chcielibyśmy zamienić z panem kilka słów, zadać kilka pytań. Rozumie pan, znika pacjentka…

- Ależ rozumiem, tyle, że już tu było przed chwilą dwóch policjantów i powiedziałem wszystko co wiem. – Wydawał się spokojny, za spokojny, co zdziwiło za równo Karola, jak i Wiktora.

- Jeśli jednak nie ma pan nic przeciwko temu, byłbym zobowiązany o kilka informacji, które nam wypłynęły w trakcie dochodzenia – nie dawał za wygraną Wiktor.

- Tu jest szpital, jeśli panowie policjanci tego jeszcze nie dostrzegli – zahuczał swoim głosem lekko poirytowany – a ja próbuj swoim pacjentom pomóc powrócić do równowagi psychicznej, czy to zrozumiałe?

- Oczywiście – wmieszał się do rozmowy Karol – czy pomagał pan też wrócić do tej równowagi pani Ewie Jurgiel?

Twarz doktora zmieniała się w mgnieniu oka, jeszcze przed chwilą zirytowana, nagle stała się w uśmiechniętą, ale jakby z chmurką lęku.

- Przekonaliście mnie panowie – powiedział, cały czas się uśmiechając – może przejdziemy do mojego gabinetu na trzecim piętrze?

- Bardzo chętnie – kontynuował Karol – i będziemy wdzięczni, jeśli przy naszej rozmowie będzie też pan – zwrócił się w stronę doktora stojącego obok.

CDN...

wtorek, 14 lipca 2009

Radykalny tekst o Buzku


Bardzo to śmieszny pomysł bym miał się radować z wyboru Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego. Nikt mnie oczywiście nie zmusza bym się cieszył, ale po przeczytaniu sporej ilości komentarzy czuję się trochę głupio, zupełnie jak jakiś maruda i niemalże wróg ojczyzny.

Nie cieszę się, bo jak mam się cieszyć skoro nie cieszy mnie istnienie Parlamentu Europejskiego? Choćbym nie wiem jak różowe okulary zakładał nieodmiennie widzę bandę sowicie uposażonych darmozjadów, których jedyną pracą jest zabawa w politykę. Bo to jest zabawa, nie żadna polityka. Nie cieszą mnie też hordy ojropejskich urzędasów, ponieważ ich rządy przypominają Grzesia z wierszyka dla dzieci, niosącego w dziurawym worku piasek przez wieś. Reszta jest zagadywaniem rzeczywistości.

Już na poziomie rządów krajowych mamy do czynienia, nie tylko w Polsce, ale dosłownie w całej UE z rządami przerażonych postpolitycznych kukieł.
Taki Sarkozy na przykład! ( jest świetny jako przykład )
O Francjo! Słodka Francjo, jakże nisko upadłaś! Rządzi tobą facet, którego starannie odmierzoną zaletą jest to, że potrafi przemówić do narodu używając 300 słów, co wychwala na twitterze Eryk Mistewicz, dając go za przykład naszym rodzimym kukłom.

Ale co tam Sarkozy czy inny Brown? Wróćmy do naszej dumy narodowej, Buzka naszego pospolitego. Przecież to polityczna niemota! Może jest tak, że akurat pasuje w tym miejscu?
Być może, ale jaka to rekomendacja? Jaki powód do dumy?
Widziałem naszego premiera jak się ekscytował tym wyborem. Ostatnia paróweczka, panie Donaldzie!

Sukces podobny do sukcesu osiągniętego dzięki wysłaniu Hermaszewskiego w kosmos przy pomocy sowieckiej rakiety! Jako dzieciak się z tego nalewałem, pokazując start mojemu chomikowi, tłumacząc mu przy okazji żeby nie uciekał na balkon, bo też tak skończy.

Mięciutki jest Buzek jak plastelina. Jego retoryka jest pusta i przymilna. Jego uległość jeszcze niedawno była przysłowiowa.

Ale okazuje się, że ludzie go kochają i właśnie na niego chętnie głosują – Koś może mi tu sontrować.

No, kochani, przy takim wyborze, jaki stwarza nasza klasa polityczna nie jest to osobliwa sztuka. Mniejsza z Buzkiem, ale pamiętajmy, że po dwóch i pół roku zastąpi go na stanowisku niejaki Martin Schulz.
To jest dopiero idiotyczna postać ojropejskiej lewizny!
Dosłownie nie wiem, czy śmiać się czy płakać?

Doprawdy mamy przywódców akurat na ciężkie czasy! A teraz nadchodzą takie, że nie da się zagadać tego „na okrągło” Nie da się ludziom jeść poprzez zwiększenie ilości konferencji prasowych, ani dzięki postpolitycznemu lansowi.

Ale znowu nasz Buzek przy takim następcy będzie jak „sam świątobliwy cadyk”
Dalejże go w premiery, jeśli Tusk awansuje na prezydenta.

Buzek, Tusk, Sarkozy, Brown, Berlusconi, stu innych … und Obama zaatakowany przez prompter z którego czytał swe Obamowe mądrości.
To są nasi mężowie opatrznościowi, dzięki którym wszystko będzie dobrze a nawet lepiej.

Tylko, dlaczego ciągle przypomina mi się, jakby to było wczoraj, taka oto scena.
Wąską ulicą starodawnego Rzymu w otoczeniu swych gwardzistów idzie Korneliusz Sulla. Piętrzą się wokół wysokie na pięć i więcej pięter drewniane domy. Krzyk, krew płynąca korytami rynsztoków a za nimi burza ognia. Uzbrojony w miecz w drugiej ręce niesie pochodnię i osobiście raczy wzniecać pożary. Z najwyższych pięter kobiety, starcy i dzieci miotają w niego wszystkim tym, co się do miotania nadaje, ale on idzie dalej osłonięty tarczami.

Kogo przytomnego na umyśle taka wizja może cieszyć? Mnie nie cieszy na pewno, bo niespieszno mi stać się mięsem obracanym w maszynie historii, ale na Boga, by zachować pokój wewnętrzny, Europa musi być silna. I nie chodzi tylko o pieniądze czy ilość zgromadzonej broni. Potrzeba ludzi!

Ludzi nam potrzeba, nie postpolitycznych kukieł. Życie i byt kilkuset milionów Europejczyków to nie jest teatrzyk kukiełkowy ani jakaś rewia.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Pamiętnik Mamy z lat 50. Romans w tle


Nie jest to żaden zapis wydarzeń.
Ot, szkolny pamiętnik.
Bordowa okładka z herbem i napisem: „Pamiątka z Poznania”
Mama pochodziła z Nekielki, czyli jest to pamiątka z sąsiedztwa.

Zaprezentuję kilkanaście wierszyków, nie po to przecież by się z ich autorów śmiać.
Broń Boże!

Pamiętając, że najmłodszy wpis liczy sobie 50 lat rozejrzyjcie się przy tej okazji krytycznie po współczesnej kulturze popularnej. Doprawdy jesteście lepsi, bardziej obyci z poezją?

Interpunkcja oraz ortografia zgodna z oryginałem, choć w porównaniu ze współczesnymi tekstami to przyczepić się nie ma, do czego.
Dla porządku dodam, że moja Mama urodziła się 17.09.1941.
Dlaczego romans? Dlaczego warto zabawiać się wierszykami? Przeczytajcie do końca!

Pierwszy

Co się stało?
Co to jest?
Nasza Jadzia nie chce jeść
ni kartofli, ni buraków
tylko pędzi do chłopaków

Na pamiątkę siostra Krysia
( 14.03.1956)

Drugi

Kto pamiątki długo ceni
Niech ich w sercu szuka
Bo pamiętać coś z papieru
To niewielka sztuka

Na wieczną pamiątkę wpisała się miłej i sympatycznej Jadzi kol. Gienia
( Nekla. 8.03.1956)

Trzeci

Ucz się pilnie – ucz bez końca
Bo życie bez wiedzy – to jakby
Bez słońca

Na pamiątkę miłej koleżance wpisała się góralka Hela Tkaczyk
( 14.3.1955)

Czwarty

Tam pod Krakowem
Wandy mogiła. Bądź taką Polką
Jak ona była. Bądź taką Polką
Zawsze i wszędzie, a każdy Polak
Kochać cię będzie

Na pamiątkę Jadzi siostra Irka
( 16,07.1957. Całość w promieniujący serduszku z dzwoneczkami plus gałązki kwitnącej czereśni )

Piąty

Miej serce Polki dusze anioła
Hartuj swą wolę wśród życia burz
Przed nieszczęściami nie zginaj czoła
Bądź opiekunką złamanych dusz

Na pamiątkę miłej i kochanej Jadzi wpisuje się twa najmilsza koleżanka Maciejewska Maria
( Nekielka 19.12.1954, Piękna nieco kubistyczna róża z podpisem „To dla Jadzi”)

Szósty ( trochę straszny!)

Choćby Ci ręce skuto w kajdany
I w ciemnym lochu przykuto do ściany
Więc porzuć jęki, porzuć rozpacze
Wszak jesteś Polką, a Polka nie płacze

Do grona wspomnień miłej Jadziuni dorzuciła Horodysia
( Poznań 30.11.1958)

Siedem

Jadzia róża
Jadzia kwiat
Jadzię kocha
Cały świat

Na pamiątkę z ławy szkolnej Błaszka Teresa
( Nekla 1.02.1955)

Osiem

Nie narzekaj, że pracujesz
Praca to ochłoda
Ona Cię uszlachetnia
I otuchy doda

Miłej Jadzi – Maryla
( Września 24.02.955)

Dziewięć

Żeby po każdym całusie
Plamka została
To by miła Jadźka
Murzynką została!

Wpisała się lewa z izolatki
(Poznań 8.04.1954)

Dziesięć

Piękne twe serce
Piękna twa buzia
Lecz najpiękniejsze
Serce Jezusa

Na pamiątkę miłej koleżance z ławy szkolnej wpisała się K.H.
(20.12. 1954)

Jedenaście

Miłość to wolność skuta w kajdany
Człowiek może kogoś kochać najmocniej
Lecz nigdy nie wie, czy sam jest również kochany?

Na pamiątkę drogiej przyjaciółce dorzuciła kilka słów z Mazur Maryla Piątkowska
( 3.04.1959)

Dwanaście – No - Tu się nagle pojawia mój Ojciec! Trzy lata przed ich ostatecznym poznaniem się w Poznaniu ( he he) Spotkali się na weselu – Mama miała lat, co każdy nieobjęty reformami edukacji może sobie policzyć w pamięci ( 1958 – 1941 = ) a mój przyszły Tatko ( 1958 – 1931 = ) Przez kolejne trzy lata nie spotkali się. Korespondowali ot tak świątecznie. Dopiero w 1961 ( to też niezły rok) - Cóż za cierpliwość! Ale wpis z 1958 został:

I dziwię się tylko, że kwiaty
Pod twymi stopami nie rosną
Ty złoty mój ptaku skrzydlaty
Ty raju, ty maju, ty wiosno…

Bardzo miłej i mało znanej Jadzi wpisał się Jurek
(15.08.1958)
Ciekawostka literacka – Uwaga! To nie żaden tam poeta cwaniaczek tylko Henryk Sienkiewicz i jego ( nie czytałem ) „Bez dogmatu”

niedziela, 12 lipca 2009

Opowiadanie część XXXV


Usiadł przy oknie cukierni, za chwilę młoda i ładna kelnerka z uśmiechem na ustach zapytała co podać.
Poprosił o herbatę yunan i jakieś ciastko, które ona poleca. Powiedział to z uśmiechem i lekką kokieterią, przyglądając się drobnej postaci kelnerki. Ona zareagowała promiennym uśmiechem, aż poczuł się nieswojo, zawsze w takiej sytuacji czuł się nie komfortowo, bo…no właśnie, gdzieś w głębi duszy piękne kobiety go zawsze lekko przerażały, bał się ich…a kelnerka najwyraźniej przyglądała mu się kokieteryjnie.

- Może podam panu sernik, mamy bardzo dobry?

- Może być sernik, jeśli pani poleca - uśmiechnął się nieśmiało spoglądając na nią z pod pół przymkniętych powiek.

Jego spojrzenie, chyba jeszcze bardziej nastroiło dziewczynę do kokieterii, bo uśmiechnęła się i nachylając się nad nim z lekka szepnęła:

- Wie pan, sernik jest dobry, u nas wszystkie ciasta, ale najlepsze są pączki z bitą śmietaną.

- No to, niech będzie ten pączek – tym razem starał się by jego słowa zabrzmiały bez cienia kokieterii.

- Jasne – powiedziała, wyczuwając jego nutę dziewczyna i oddalając się od stolika.


Za chwilę postawiła przed nim imbryczek z herbatą, filiżankę i pączka, który wyglądał imponująco.
Wypił herbatę i spoglądał na pączka, właściwie nie miał ochot na słodkie, ale pączek kusił wyglądem, już miał go spróbować, gdy do cukierni wszedł Wiktor.

- Słuchaj – zaczął i spojrzał na nietkniętego pączka – Jesz go? – Zapytał wskazując na niego.

- Nie.

Wiktor pochłonął pączka w mgnieniu oka.

- Dowiedziałeś się czegoś? – Zapytał Karol wpatrując się, jak ostatni kawałek ciastka znika w ustach policjanta.

- Taa – powiedział z pełnymi ustami – i to co ci powiem jest ściśle tajne, ok.?

- Jasne

- Podobno Magda czuła się tak dobrze, że lekarz pozwolił na przesłuchanie w obecności psychologa i tu rewelacja…uważaj! - Zawiesił nagle głos.

- No gadaj, to nie teatr, ani film sensacyjny, nie musisz stopniować napięcia! – trochę poirytowanym głosem powiedział Karol

- Jasne, sorry, ale mnie to zamurowało, kumpel ją przesłuchiwał i wyraźnie wyczuł, że to ten psycholog próbował, by nie powiedziała niczego konkretnego. Był moment, gdy tego psychologa poproszono na chwilę, wtedy ona miała poprosić kolegę, by ją stamtąd zabrać, bo „ONI” jak to ona określiła już wiedzą.

- I? – dopytywał się Karol, bo Wiktor zamilknął.

- No i nic, bo po tym przesłuchaniu, gdzie nawet nie potrafiła określić, kto ją pobił i zamknął w piwnicy, odwołano ochronę.

- Paranoja, nie sądzisz? Czy ten twój kumpel nie mógł powiedzieć przełożonym, że ona się czegoś panicznie boi, a ten psycholog wydał mu się podejrzany?

- Podobno próbował, ale wiesz jak jest. Nie ma dowodów, kobieta niezrównoważona…sam rozumiesz?

- Jasne, tylko teraz pewnie jest w rękach tego zwyrodnialca, czy zwyrodnialców i nawet nie wiadomo czy jeszcze żyje.

- Czy jeszcze coś podać – usłyszeli nagle nad sobą i obaj spojrzeli na uśmiechniętą kelnerkę.

- Ja poproszę espresso i tego pysznego pączka – uśmiechnął się szeroko do kelnerki Wiktor.

- A ja jeszcze jedną herbatę yunan i nic więcej, poprosimy też od razu o rachunek – powiedział trochę zniecierpliwiony Karol, bo chciał działać, zamiast bezczynnie siedzieć.

Kelnerka odwzajemniła uśmiech Wiktorowi, a Karola zmierzyła powłóczystym, lecz zimnym spojrzeniem. Za chwilę przyniosła zamówienie wraz z rachunkiem. Pili w milczeniu, Wiktor wchłonął drugiego pączka, gdy odezwał się Karol:

- Słuchaj, może by pojechać jeszcze raz do szpitala i delikatnie przycisnąć tego psychologa?

- Też o tym pomyślałem, ale w taki sposób spłoszymy ptaszka, wiesz lepiej pogadać z tym doktorem prowadzącym i się trochę o tym panu psychologu dowiedzieć. Co o tym sądzisz?

- Wszystko jest lepsze od bezczynności…wybacz, ale bardzo się o Magdę boję, może teraz ją ktoś torturuje, może pozbawia życia. Nie przeraża cię to!

- Oho widzę, że ta Magda cię wzięła… nie no rozumiem, fajna jest – trochę się zmitygował – ale nie można robić niczego pochopnie, bo wtedy możemy ją wystawić na większe niebezpieczeństwo, rozumiesz?

- A co, jest w małym niebezpieczeństwie! – Wykrzyknął, aż wszyscy ludzie w cukierni odwrócili się w ich stronę.

- Spokojnie – Wiktor przymrużył oczy i uśmiechnął się do wpatrzonych w nich ludzi – nie panikuj, bo już jesteśmy w centrum zainteresowania.

Po chwili wyszli z cukierni i skierowali się w stronę służbowego poloneza.

CDN...