sobota, 26 stycznia 2019

Dysonans


Słyszę i czytam, że Gdańsk to siedlisko mafijnej patologii, oaza gdzie bije źródełko dla rozmaitych wyłudzaczy, a nawet, że pod szczególną ochroną są tam różne antypolskie kanalie. I nawet mnie, pobieżnie i z wielką ostrożnością śledzącego media wypada się z tym zgodzić. No dobrze, to jedna strona medalu, a druga jest taka, że z powodów MORALNYCH, wszystkie znaczące siły polityczne rezygnują z konfrontacji z rzeczywistością, zgadzając się tym samym na trwanie tego, co werbalnie krytykują. 
Okazuje się, że odbiór społeczny każdej decyzji jest na tyle ważny, że unieważnia prawdę i rozsądek. Nie jest przy tym istotne, że kandydat występujący przeciwko namaszczonej pani nie miałby żadnych szans. 
Nie wolno bowiem odbierać prawa wyboru innym w imię własnych moralnych popędów. Przepraszam, ale czy w wyborach 2010 roku przyszło komuś do głowy by wycofać się z wyborów prezydenckich i ustąpić bez walki Jarosławowi Kaczyńskiemu, ponieważ zginął jego brat?

środa, 23 stycznia 2019

Uwagi drobne z dni wzmożenia ponad podziałami


Przez wiele lat czciłem Lecha Wałęsę jako najwybitniejszego w Polsce kabotyna i zafiksowanego na sobie emocjonalnego zaburzeńca, ale widzę, że Juras Owsiaka w kilka dni znacznie go przewyższył. Doceniam i gratuluję fanom, czekając niecierpliwie na skuteczny kontratak naszego pokojowego noblisty.

xxx

Kapitalny jest koncept, żeby zebrane do kupy przy medialnym kotle partie opozycyjne prowadziły zbliżające się kampanie wyborcze na granicy histerii, na dodatek przy użyciu całego wachlarza szantaży i szantażyków moralnych. To jest właśnie to, czego z utęsknieniem oczekują wyborcy. Najprzyjemniejszym bowiem dla każdego obserwatora jest widok bachora, który z wrzaskiem rzuca się na podłogę w sklepie, żeby na mamie wymusić zakup batonika.

xxx

Kłamstwo jest wyjątkowo łapczywe. Wystarczy, że z powodu wzruszenia, czy chwili refleksji nad istotą człowieczego bytu na chwilę opuścisz gardę, już okłada cię ciosami jak cepy i wrzeszczy ci do ucha, że za mało się starasz, że musisz paść przed nim plackiem. Wiem, że to nudne i całkiem niedzisiejsze, ale warto pamiętać ( Do jasnej cholery!) że złe drzewo nie może wydawać dobrych owoców. Sfera publiczna jest puszczą w której kłamstwo i związana z nim przemoc mają swoje naturalne środowisko. Tam się rozmnaża i nabiera sił nim wyruszy na łowy, których jesteś celem, razem ze swoimi fobiami, łatwym wzruszeniem i wytrenowaną przez lekturę i filmy naiwnością. Jego naturalnym wrogiem jest rozsądek, przymiot naturalny i dlatego pewnie dziwnie zaniedbywany.

xxx

Zawsze mam pod górkę! Oto PO ogłosiła bojkot TVP. Gdybym oglądał telewizję miałbym chociaż przyjemność z nieoglądania zdegenerowanych pysków tych łajdusów, ale skoro nie oglądam, to kwestia mojej satysfakcji stała się dość skomplikowana, a nawet problematyczna. Zauważę przy okazji, że pomysł największej partii opozycyjnej jest równie dobry jak próba zrobienia biznesu na sprzedaży przemówień Tuska na kasetach VHS.

xxx

Od rana Gazeta Wyborcza. 
Oto tytuły nadane temu samemu tekstowi ściągniętemu z lokalnego wydania. Na stronie Gazeta.pl zachęca do przeczytania tekstu coś takiego:
"Lista spotkań i nawyki Jaśkowiaka pod lupą. Policja sprawdza prezydenta Poznania"

Ale na Wyborcza.pl czytamy:
"Policja sprawdza, czy 
prezydent Poznania jest bezpieczny"

Tekst dotyczy zapewnienia bezpieczeństwa, więc dlaczego tytuł na popularniejszej stronie sugeruje inwigilację urzędnika? Wiem, że to głupstewko, ale właśnie na tym polega propaganda, gdy się wie, że rano większość czytelników tylko przegląda pierwszą stronę, żeby sprawdzić, czy nie nastąpił koniec świata, albo czy Piątek już na pewno zagra w Milanie.

Zmarł Roman Kołakowski

Jego płyta "Przypowieść błękitna" jest solą i krwią mojej późnej młodości. Leży w szafie "zajechana" do nieprzytomności, ale jej stan nie jest ważny z dwóch powodów: Po pierwsze nie mam gramofonu, a po drugie jest jedyną  na świecie płytą, którą potrafię odtworzyć z pamięci. 






sobota, 19 stycznia 2019

Narracje obowiązujące i obowiązkowe


Narracje, które od lat mają kierować naszymi zachowaniami i generować złość, gniew, pogardę i rechot z potknięć politycznego wroga, dzisiaj skierowano na wzruszenie i żałobę. To żadna nowość, może poza wyjątkowym natężeniem hucpy i zakłamania.

Dziwi mnie, że ci wszyscy spece od propagandy nie wiedzą, że nie ma nic gorszego i bardziej odstręczającego niż przesada. Akurat w tej kwestii przeciętny człowiek ma bardzo dobrze ustawiony zmysł równowagi.

Media mają nas najwyraźniej za statystów grających w filmie, który realizują, na dodatek tak tępych, że zamiast żądać zapłaty  sami płacą za udział, co z ich perspektywy jest przejawem skrajnego szaleństwa.

Czasem jest to polityczny thriller, ale najczęściej tani horror. Mamy pokrzykiwać, robić stosowne miny i ogólnie zachowywać się jak tłum pałętających się po świecie zombie. Aby alegoria była bliższa ciału, od czasu do czasu któryś z reżyserów, pisarczyków od scenariusza, czy nawet kobiecina biegająca z tą śmieszną tabliczką od klapsów uświadamia nam publicznie jacy to jesteśmy wstrętni, leniwi, brudni i głupi, a my mamy się cieszyć i dalejże podrygiwać, porykiwać i wyprawiać bezeceństwa opisane w scenariuszu.

Taki jest styl, trendy i co tam chcecie. Prawda życia i ekranu, dwa w jednym.

Długo za to szukałem w pamięci narracji, która miała na celu wywołanie zwykłego uśmiechu, czyli takiej, która sięga podstawy człowieczeństwa. To wyjątkowo deficytowy towar. Uznano najwyraźniej, że atmosfera niekończących się przygotowań do bliżej niesprecyzowanej publicznej egzekucji jest tym, czego ludzie łakną najbardziej.

Ja nie łaknę i odkąd zdołałem przepchnąć się do wyjścia, tam gdzie już nie ma mediów a wesoło buszują zwierzęta, kosmos i historia od razu mi nieco lżej. Polecam.   


czwartek, 17 stycznia 2019

Powitajmy cenzurę chlebem i solą

Cieszcie się ludzie, bo za chwilę będzie pławić się w oceanach mowy ezopowej. Bez wątpienia podniesie to poziom intelektualny zarówno piszących jak i czytających. Nikt nie nazwie tego cenzurą, ale i za komuny nie było żadnej cenzury tylko Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Teraz nie grożą nam takie łamańce, ponieważ ewentualny urząd będzie mógł skoncentrować się nad jednym jedynym medium, czyli nad siecią, z której jak wiadomo pochodzi całe zło tego świata.
Okazja jest znakomita i jak powszechnie wiadomo czyni złodzieja. I ten legislacyjny złodziej przyjdzie do was, przy waszej pełnej akceptacji. Kto będzie przeciw, skoro zobaczy tysiąc przykładów ohydnych życzeń śmierci i drugi tysiąc życzeń trwałego kalectwa? Powstaną przepisy, które oczywiście stosowny urzędnik będzie mógł dla waszego dobra interpretować stosownie do sytuacji.
To już tak przecież działa, ale na razie zgoła po amatorsku i wedle uważania. W tej chwili czytamy z satysfakcją, że jednego czy drugiego ordynusa zatrzymuje policja. Sądziłem początkowo, że zabrali się za tych, którzy w sieci grożą innym śmiercią, ale okazuje się, że nie tylko. W Gazecie Wyborczej uroczy tytuł głosi, że zatrzymano jakiegoś cymbała, który drwił ze śmierci prezydenta Adamowicza.
Wszak już teraz mamy kilka paragrafów pod które można wiele spraw podciągnąć, ale poczekajcie mili moi na ewentualną ustawę. Będzie i urząd i stosowna Bezpieczna Służba do egzekwowania jak zwykle niejasnego prawa, która będzie czuwać dzień i noc nad milionami wy-powiadających się w sieci mądrali.
To nie jest materiał, którzy mogą przerobić ponurzy faceci w zarękawkach i z czerwonymi ołówkami w garści. Zaraz się wzmoże elektroniczne polowanie na zakresy tematyczne i słowa kluczowe, a kontekst ewentualnie będzie można sprawdzić w ramach procesu karnego. Już teraz istnieje przecież całkiem spora liczba tematów o których nie sposób bez pewnego ryzyka pisać swobodnie. Organizacje maniaków i indywidualni maniacy zajmują się na przykład donoszeniem na autorów kontrowersyjnych treści do pracodawców, na uczelnię i gdzie tylko mogą zaszkodzić. Ale na razie to takie, prawda, nowoczesne ORMO.
Oczywiście media nadal będą mogły w najlepsze łgać, prowokować i tumanić, aby potem cie-szyć się swoim tryumfem, że jakiś frajer dał się ich szczuciu sprowokować i trafił za kraty. Dodam, że razem z częścią polityków, którzy są zawsze niewinni i dziw bierze, że nie są żywcem porywani do Nieba.
Nabiera się was na gadkę o „mowie nienawiści”, już teraz, niejako na wstępie możliwie rozszerzając definicję, by udowodnić, że dotychczasowe zapisy Kodeksu Karnego są dalece nie-wystarczające. Zamiast pokazać, że wobec gróźb jak najbardziej karalnych każdy obywatel ma jednakową ochronę, siłę pokazuje się jedynie wobec ludzi atakujących tak zwane osoby publiczne. Przyjęcie jakichkolwiek rozwiązań prawnych, które są i będą obecnie proponowane by zwalczać „mowę nienawiści” spowoduje powiększenie tej dysproporcji do rozmiarów karykaturalnych.
To nie jest błaha kwestia, bo jeśli raz ulegniecie medialnej przemocy ukrytej za ślicznie opakowanymi hasłami, już nikt nie będzie was nigdy pytał o zdanie, a w sieci będziecie mogli pogadać sobie o pieskach i kotkach, a i to nie na pewno.
Jedynym zabawnym aspektem jest to, że w walkę z „mową nienawiści” szczególnie gorliwie angażują się żyjący ze szczucia, kłamstw oraz insynuacji. Oczywiście jeśli ktoś wielbi cenzurę i łaknie w geście ekspiacji za posiadanie własnego zdania rzucić się na kolana przed polityczno-medialną bestią, niech sobie wielbi i łaknie, a nawet ma prawo wystawić w domu ołtarzyk i czcić promowanych przez media bożków. Nic mi do tego, ale niech łaskawie odpieprzy się ode mnie, jeśli przyjdą po niego, bo grubszym słowem nazwie nieudolnego trenera reprezentacji po kolejnym przerżniętym meczu.


Pamiętajcie też o tym, że raz rozpoczęta walka nigdy nie ma końca i po uspokojeniu, spacyfikowaniu netu, ktoś w końcu zastanowi się nad tym, co też ci wszyscy nienawistni sieciowi mądrale opowiadają teraz swoimi paskudnymi gębami w sklepach, na ulicach czy w mieszkaniach, gorsząc i podżegając nieprawomyślnymi poglądami politycznymi, na przykład małoletnie dzieci? Czy naprawdę nie warto tego sprawdzać?

czwartek, 10 stycznia 2019

Polska idealna. Ekologiczna Polska marzeń


Chłopina w ekologicznych łapciach wiedzie przez odwieczną puszczę oszołomionych jej wspaniałą dzikością zagranicznych turystów. Jest nieco przeziębiony i co chwilę smarcze z palca, co zostaje uwiecznione na kartach pamięci a potem pokazywane znajomym dla egzotyki. Jego kontrakt zabrania używania pańskich wynalazków, takich jak chusteczka do nosa.

- A wilki tu są? – pyta przez translator zażywny Japończyk.

- Yyy, yyy, dyć będą panocku za mazowieckim duktem – odpowiada chłopina, który najlepsze lata życia stracił ucząc się na inżyniera, czego teraz żałuje.

- Yyy, yyy, dyć będą szogunie za mazowieckim duktem – tłumaczy prawie doskonały translator. Japończyk z uznaniem kiwa głową i przystaje na chwilę by podziwiać okoliczności przyrody. Widok i zapach lasu tłumi w jego umyśle przykry widok półnagich bachorów żebrzących o cukierki w wiosce, gdzie wylądował ich jojokopter.

- Pięknie tu, po prostu cudnie! – zauważa tak bardziej ogólnie.

- Polacy to miły naród, odkąd wytłumaczyliśmy im, gdzie ich miejsce. Truli, mordowali, wywoływali wojny, ale droga do szczęścia nie jest łatwa. Teraz, kiedy są już na swoim miejscu i oddali się kontemplacji przyrody są bardzo przydatni – oświecił azjatyckiego gościa Europejczyk nie wiedzieć czemu przebrany za Indianina.

- Dziwne tylko, że każą na siebie polować – zastanowił się synalek Nipponu.

- Odstrzału kłusowników i osobników drugiego gatunku tak bym nie nazwał – wtrącił się brodaty Anglik taszczący aż trzy strzelby. – Poza tym, to wolny kraj. Łazi Polak po puszczy, to sam wybiera swój los. Nikt go nie zmusza, a w dobrych zamiarach nie łazi. Znamy ich przecież.

- Ktoś was zmusza? – Indiański Europejczyk raczył zapytać, oczywiście przez translator, chłopka przewodnika.

- Gdzież tam panie zmusza! Zatnie się w jednym czy drugim weganizm, to lezie panie i mięsa młodszych braci w naturze szuka a zabija. Źle robią.

- No, ale my też do zwierząt, nie tylko do ludków strzelamy.

- Wy, panie to insza rzecz. Wielga rzecz i porządek w naturze trzymacie, a i władza każe – wykręcał się chłopek-inżynier. – Zara dwór dziedzica, to i odpoczniecie po trudach, a jutro skoro świt…

Prawdę rzekł, bo właśnie wchodzili na polanę. Piękny drewniany dom w świetle zachodzącego słońca. Na powitanie myśliwych wybiegły wesołe pieski, a za nimi rozpostarłszy ręce szedł witać przybyłych dziedzic puszczy, prawie Europejczyk, czyli Polak pierwszego gatunku.

Tylko brodaty Anglik widząc zadziwiająco niskie czoło witającego, jako człowiek obyty w Afryce przez chwilę myślał, że to przebrana małpa, ale na szczęście nie zdążył chwycić za strzelbę. Aby pokryć zmieszanie zauważył, że Polska jest po prostu piękna i naprawdę dzika.
- Wiele wyrzeczeń, pracy… - westchnął gospodarz i dodał staropolskie: Czym chata bogata!

I faktycznie miał się czym pochwalić.

sobota, 5 stycznia 2019

Przesławne kompetencje w polityce


I doświadczenie, dodam. Dlatego uważam, że przerabianie posła Andruszkiewicza na Cyfrowego Andruszkiewicza jest błędem, skoro na rynku pracy mamy wielu wybitnie kompetentnych i doświadczonych do obłędu mężów, że wymienię choćby nieco zakurzonego dzisiaj Jurka Urbana. Liberalny wydawca, który odniósł sukces medialny trafiając w gust wielu Polaków, mający przy tym niebagatelne doświadczenie polityczne. Nie jest przy tym w żadnym razie narodowcem, czyli kartę ma czystą. Nie wiem, czy chłopina jest na chodzie, ale założę się z każdym o batona, że gdyby się wystawił do euro parlamentarnych wyborów w naszej pięknej stolicy, to takich neptków jak poseł Andruszkiewicz wciągnąłby nosem, a liberalny elektorat cieszyłby się, że znowu pokazał klerykalnemu PiS-owi środkowy palec.

Rzecz w recenzentach, mili moi. Paradoksalny przykład z pierwszego akapitu służy jedynie przybliżeniu metody wychowawczej jakiej jesteśmy poddawani przy niemalże każdej okazji. W wyniku której, nie dość, że przejmujemy argumentacje przeciwników, to jeszcze twórczo ją rozwijamy. Nie mamy bowiem własnej bazy recenzenckiej, a kanały dystrybucji opinii zostały dawno zatkane przez durniów i lizusowsko nastawionych groszorobów.

Taka sprawa, jak powołanie posła Andruszkiewicza na ministerialny stołek doskonale to pokazuje. Możemy tylko przyklaskiwać argumentom wrogo nastawionych recenzentom, a próby obrony tej decyzji zostawiono gorącogłowym amatorom. Tak czy owak wychodzimy na durniów, ponieważ podobna presja wychowawcza działa tylko w jedną stronę. Dlatego nietrafione są wyliczanki ukazujące podobne cechy i zasługi dawnych nominatów PO. W tym sensie, że każdy w miarę przytomny rozumie, że stanowiska polityczne obsadza się według klucza politycznego i jeśli pojawiają się błędy obsadowe, widać je dopiero po skutkach działań politycznego wybrańca.

Osobiście nie znoszę polityków wznoszących patriotyczne okrzyki w mediach społecznościowych, a wśród nich obok posła Tarczyńskiego wyróżniał się właśnie pan Andruszkiewicz, ale zasadniczo, co może wielu zdziwić, nie jestem premierem. Nie wiem też, czym może wyróżnić się wiceminister w niepotrzebnym moim zdaniem ministerstwie, bym zmienił zdanie o jego formacie politycznym, ale od momentu powołania, to sprawa jego przełożonych, nie moja. To oni biorą za niego i jego działania pełną odpowiedzialność. Ze swojej strony mogę tylko wyrazić nadzieję, że zacny poseł przynajmniej zamilknie na twitterze.

To już byłaby jakaś korzyść, ale są jeszcze przynajmniej dwie inne. Pierwsza to wzbudzenie autentycznego i szczerego gniewu recenzentów, do tego stopnia, że zaangażowały się w jego wyrażanie nawet międzynarodowe szajki politycznych naganiaczy. Druga jest taka, że jest to gniew sterowany, ponieważ nie wyobrażam sobie, że ktoś może być do tego stopnia naiwny, żeby nie wiedzieć jaką lawinę spowoduje ta nominacja. A chyba wszyscy wiedzą, że ich wywoływanie jest metodą zapobiegającą tragediom związanym z niekontrolowanymi lawinami. 

Teraz rzecz w cierpliwości, a im dłużej będzie trwała medialna ekscytacja posłem Andruszkiewiczem, tym lepiej, ponieważ jest to kwestia obchodząca jakieś marne procenty elektoratu, a skutecznie blokująca przekaz w istotniejszych sprawach.