środa, 4 sierpnia 2010

Rozmiękczone mózgi. Rozmiękczone głowy

Odpowiedzi na to pytanie w węższym zakresie, bo dotyczącym tylko katolików udzielił przy okazji wczorajszych wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu, bloger Ezekiel.

Gdy doszedłem w jego dziwnym pod względem gramatycznym, jak na takiego erudytę oczywiście, tekście do fragmentu:

„ Nie twierdzę oczywiście, że religijność zawsze idzie w parze z fanatyzmem i agresją. Jednak religijność tradycyjna, silna, nie spostmodernizowana, czyli taka, w której katolik wierzy w horoskopy, reinkarnacje dając jednocześnie innym katolikom moralne prawo do wiary z Buddę, niemalże zawsze jest drogą do stygmatyzacji, wykluczenia„

...wstałem od komputera i chociaż nie zaliczam się do katolików, trzykrotnie zakrzyknąłem – Hosanna!

Jeszcze tylko dopytałem czy dobrze zrozumiałem tekst. Okazało się, że w wersji podstawowej tak, ale moje wnioski są mylne. Nie, moje wnioski bardzo mnie zadowalają.

Dzięki Ezekielowi znalazłem prosty klucz, którym mogę otworzyć szufladki w główkach jemu podobnych ananasów. Przeczytajcie jeszcze raz przytoczony przeze mnie fragment. Jego autor chyba nieintencjonalnie, ale cholernie słusznie przedkłada religijność tradycyjną nad, jego określenie – postmodernistyczną.

Tradycyjny katolik, co jednoznacznie wynika z tekstu, nie jest durniem w przeciwieństwie do tego „post coś tam” Jak inaczej można nazwać człowieka wierzącego w horoskopy, reinkarnację czy aprobującego przedkładanie cudzych bogów nad Jahwe, jak nie durniem, skoro jednocześnie przyznaje się do swojego katolicyzmu? Oczywiście, ale to już uwaga dla głów pustych, nic nie mam do buddystów ani wiary w reinkarnację. Ale wystarczy dokonać w tekście Ezekiela prostej zamiany katolika na buddystę, a Buddy na Chrystusa by mieć przed sobą buddystę – durnia.

Wychodzi na to, że pożądanym, akceptowanym przez lewackich, że posłużę się patentem wyrusa, „kierowników kuli ziemskiej” człowiekiem jest zwykły dureń. Taki dureń, który łyka wszystko. Łyknie kulkę ulepioną z chleba, ale jak trzeba to i na gwoździach czy tłuczonym szkle się upasie. Jego jedyną zaletą jest spolegliwość i ufność w decyzje P.T. kierowników.

Sukces pracy nad rozmiękczaniem umysłów i masowa produkcja durniów nowego typu przekroczyła swoim wszelkie oczekiwania. Nie udało się siłą, bo gwałt wiadomo czym się odciska, ale doskonale idzie powolny program ustawiania, zawstydzania, dawania przykładu i pokazywania marchewki na kiju. Katolicy są tu przykładem, bo katolików dał za przykład Ezekiel.

Odpuśćmy katolikom, tym bardziej, że łatwo można posłużyć się świeższym przykładem.

Nikt ze zwolenników PO nie zaprzeczy chyba, że mamy rząd liberalny a nawet, w porywach, liberalno-konserwatywny. Drugi człon odpuszczam bo ponoć konserwy turystyczne mają stanieć, ale „liberalności” nie odpuszczę.

Bo co to za liberalizm, który rozbudowuje biurokrację i podwyższa podatki?

No, żaden! Ale skoro tradycyjni liberałowie nazywani są w najlepszym przypadku oszołomami nie dziwię się, że fani PO muszą łykać jako liberalizm wszystko jak leci. Są dobrymi ludźmi bo wierzą w liberalizm, nowoczesność i chwalebną wolę naprawy państwa mając do wyboru tylko ponurą bandę Tuska.

Ale łykają każdą brednię bo są dobrymi, niekonfliktowymi ludźmi. Łykają bo już nie wiedzą dobrze o co chodzi? Byle przeciwko Kaczorom, byle „kierownicy” pochwalili, byle nie zawstydzili. A jeśli dodamy do tego całkiem stosowną wiarę w astrologię to, diabli nadali, mamy większość rozmiękczonych łbów i ta większość całkiem hardo sobie poczyna.

No bo jak traktować kogoś, kto rwie na sobie szaty i wydaje przeraźliwe okrzyki z powodu medialnej koalicji PiS z SLD a teraz z zachwytem łyka jasnogrodzką komitywę SLD z PO. No jak go nazwać, jak nie rozmiękczoną głową?

Oto rodzi się wielka koalicja jasnych, której zadaniem będzie pognębienie ciemnych. I narodziny tej koalicji miały i przykryły wczorajsze wydarzenia.

Kto by tam dbał o podatki, gdy są do wzięcia media. Dlatego staję po stronie ciemnych, ponieważ wbrew pozorom, które stwarzam, zawsze staram się wspierać ludzi poważnych.

Poważny katolik nie wierzy w gusła i gazetowe pierdoły.

Poważny liberał nie wspiera rozrostu biurokracji czy podwyższania podatków.

Poważny socjalista nie migdali się w dotowanej knajpie z pedałami.

Poważny prawicowiec nie zaczyna dnia od poślinienia palca i wystawiania tego palca dla zbadania skąd wieje wiatr.

Dla mnie, osobliwego ateisty sytuacja jest groźna, ponieważ namnożyło się ateistów wierzących w horoskopy, ufo, trójkąt bermudzki czy nawet w szczere intencje Donalda Tuska.

O cholera!

3 komentarze:

  1. Znakomity komentarz!! Od znamienitej osobowości!

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni się zgadzam. Znakomicie ujęte, Panie Jacku.

    OdpowiedzUsuń