sobota, 20 czerwca 2009

Opowiadanie XXVII



- Oczywiście, najpierw te rutynowe…czyli Kwirynga, bo był recydywistą, a jego mała bawiła się z córką Adlerów. Tyle, że to była typowa rutynówka, chłop miał alibi, pomagał przy murarzach w Wilcznie, czyli jakieś 8 kilometrów od miejsca przestępstwa.

- Rzeczywiście pamięta pan wszystko ze szczegółami – odezwał się z podziwem Karol.

- Widzisz chłopcze, na emeryturze wciąż prześladują cię nie zamknięte sprawy, a ta do takich należy. Polejcie po małym – zwrócił się z pełnymi ustami, bo jadł ogórka. Wódka została rozlana i wypita.

- Tak – westchnął stary, ocierając sobie usta wierzchem dłoni – to było diabelne podpalenie, oni nie mieli szansy się stamtąd wydostać, dobrze, że choć mała bawiła się w ogrodzie. Czytaliście akta?- Zapytał nagle.

- Tak tato, czytaliśmy, wszystko co zostało tam zapisane. Wychodzi z tych akt, że Adlerowie spali gdy wybuchł pożar.

- To było najdziwniejsze…środek dnia, pięcioletnie dziecko samo w ogródku, a oni spali.- odparł ojciec Wiktora.

- Może byli pod działaniem środków nasennych?

- Ciała były zupełnie zwęglone…wiecie jaki zapach ma spalone ciało?- Spojrzał na nich zamyślonym wzrokiem – jak przypalona pieczeń…a mózg człowieka rejestrując zapach waha się między obrzydzeniem a ciekawością. Nikt też ich nie badał na zawartość barbituranów w organizmie, chyba to był pierwszy błąd w śledztwie.

- A czy coś zginęło z domu, bo o tym w aktach nie było wzmianki?

- A kto by to sprawdzał? Tam były zgliszcza. Znaleźliśmy trochę biżuterii, dwie duże złote monety, trochę garnków…to, co nie mogło spłonąć. Migocka chciała pochować córkę i zięcia…nie wiedziała, czy to cała biżuteria córki, chyba nie była z nimi w najlepszych kontaktach, choć bardzo przeżyła ich śmierć, zwłaszcza jak tak mała tak ciężko się rozchorowała. To ta Magda, pielęgniarka – zwrócił się do Wiktora i Karola.

- Wiemy tato, dlatego próbujemy rozwikłać tą sprawę, bo właśnie o nią nam chodzi. Widzisz znaleźliśmy ją skatowaną i nagą w jej piwnicy, jest w szpitalu w stanie jak przed trzydziestu laty, czyli w głębokiej katatonii. W tej piwnicy znaleźliśmy zakopane trzy trupy…obaj – tu spojrzał w stronę Karola – podejrzewamy, że sprawa podpalenia i ta obecna w jakiś sposób się łączą.

- Do diabła! - Wykrzyknął Kowalik – podejrzewacie, że to ten sam człowiek?

- Nie wiem – powiedział zdumiony własnym głosem Karol – ale sądzę, że te sprawy coś łączy, dlatego dziś rano poszedłem do pańskiego syna. Córka Kwiryngów to Agnieszka, tak?

- Jasne – powiedział Wiktor – ojciec nie wyjaśnił, a ona raczej nie chwali się swoją przeszłością. To była pijacka rodzina, dzieciaki, czyli Agnieszka i jej siostra chodziły po miasteczku jak bezpańskie psy, brudne i głodne. Często ktoś się nad nimi litował i dał a to trochę zupy, albo chleba. Pamiętasz tata?

- Czemu mam nie pamiętać, moja często się nad tymi dzieciakami litowała…potem Migocka się nimi zaopiekowała lepiej niż rodzice, nawet finansowo…dzięki niej ta starsza skończyła studia. Niby pomagały jej w sprzątaniu i praniu, ale to były rozwydrzone dziewuchy, a klęły jak szewc.

- Dziwne, własna wnuczka była w domu dziecka, a ona opiekowała się obcymi dziećmi? – Zdziwił się Karol.

- Jeszcze dziwniejsze było to – powiedział Kowalik – że wnuczki nie chciała wspierać finansowo i po skończeniu szkoły pielęgniarskiej postawiła jej ultimatum, że albo przyjeżdża tu i wtedy przepisze jej dom, albo niech studiuje medycynę, ale utrzymuje się sama. A dom przepisze Agnieszce. Dziewczyna rada, nie rada wróciła tu, poszła do pracy w ośrodku, ale stara trzymała ją jak psa na łańcuchu, przepędziła chłopaka który ją odwiedzał. Pamiętam to dobrze, bo jak stara umarła, ktoś rozpuścił ploty, że ją dziewczyna ukatrupiła. Podejrzewam o to, tą panią nauczycielkę – zauważył z przekąsem.

- Agnieszkę? – zdziwił się Karol – to miła dziewczyna. Chyba dobrze życzy Magdzie, szczerze się zaniepokoiła, gdyśmy ją znaleźli w tej piwnicy. Mną też się zaopiekowała, gdy pański syn zaplombował dom. I przecież w czasie pożaru była małym dzieckiem.

- Co ty powiesz – powiedział zgryźliwie stary – ona nigdy nie była dzieckiem. Pamiętam jej zeznania z dnia pożaru, ta dziewucha, to diabeł.

- Co ty ojciec z tym diabłem, jak na ateistę, zbyt często się nim posiłkujesz – zaśmiał się Wiktor i rozlał resztę wódki do kieliszków.

Wypili, Karol chciał popić kawą, ale szklanka była zimna, dopiero wtedy sobie zdał sprawę, że są tu już bardzo długo. Wszystkim trochę szumiało w głowie od alkoholu i tej opowieści ojca Wiktora. Spojrzał na zegarek, dochodziła czwarta po południu, pomyślał, że zapewne Aga i Jurek się o niego niepokoją. Zwłaszcza, że oskarżenia starego za bardzo układały mu się w całość…tyle, że to wydawało się nieprawdopodobne.

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz