niedziela, 25 lipca 2010

Kto nie w necie tego zmiecie! Słaby PiS

Kilka spektakularnych posunięć w trakcie kampanii, w rodzaju wywiadu udzielonego przez Jarosława Kaczyńskiego blogerom Salonu24 oraz niejako przy okazji Igorowi Janke, kilka chimerycznych profili na twitterze, kilka blogów głównie zdobiących Onet i koniec.

I kilka inicjatyw samodzielnych, otwieranych z wielką pompą przez ( he he pijarowców ) do których nawet ja, stary bywalec politycznego internetu i tymczasowy zwolennik Pis zapomniałem adresów.

Na darmo Eryk Mistewicz z Michałem Karnowskim nasmarowali reklamowaną w swoim czasie przeze mnie „Anatomię władzy” Szeroko pojęta publiczność oraz „szpece” z partii PiS zrozumieli z tego tyle, że to próba zmiękczania i atak na pryncypia takie i owakie. Gładko ścięto jedną z najważniejszych tez tej książki. Tak, chodzi o to... - Jak ominąć wrogo nastawione tradycyjne media i bezpośrednio, albo za pośrednictwem różnych sieciowych ananasów trafić do wyborców.

Nic z tego co pisze nie rozumiecie? Dobrze, tak ma właśnie być!
Internetowe inicjatywy partyjne polegają głównie na przekonywaniu przekonanych, rozśmieszaniu rozśmieszonych i zdobywaniu dawno zdobytego poparcia.

Ich skuteczność ogranicza się, moim zdaniem, do tworzenia kosztów możliwych do fakturowania. W najlepszym przypadku jest to dawanie zatrudnienia różnym idiotom sprawnym w układaniu beztreściowego przekazu. To, że podobnie działa Platforma Obywatelska nie jest żadnym usprawiedliwieniem a wręcz przeciwnie.

Tam oddano internet w pacht grupie agresywnych durniów nazywanych oficjalnie „Stowarzyszeniem Młodych Demokratów” Ich popisy, zarówno na blogach jak i na twitterze podważają moją wiarę w umysł człowieczy. Mniejsza z tym.. . Tyle tylko, że popisy tych rozmaitych Pomasek nic mnie, na szczęście, nie obchodzą! Moje szczęście!
Ja to bym tylko chciał obejrzeć faktury za działalność partii politycznych w necie. Tylko tyle.

Na takim twitterze przed wyboraminalazło się polityków Prawa i Sprawiedliwości. Teraz, gdy tak naprawdę powinno się zaczynać działalność – cisza. Już lepiej sprawdzają się w takich portalach „społecznościowych” dziennikarze. Polityków to szybko nudzi. Oczywiste wrażenie jest takie, że : „sorry, ale chwilowo nie potrzebujemy mięsa armatniego”Zgłoście się wariaci jesienią! ( wariaci to ci którzy wdają się z nami w interakcję – cieszy się polityczka czy inny polityk )

W blogosferze to samo. Po co się wysilać skoro taka blogosfera nie reprezentuje żadnej realnej siły politycznej? Owszem, założyć bloga na Onecie można, ale wesprzeć swoim tekstem portal przychylny partii a jeszcze się odezwać, pogadać z ludźmi. O, co to, to nie! Na takie ekscesy szkoda czasu! Z byle kim gadać, skoro i tak poprze?
Nawet nie pomagają „zachodnie tryndy” Mam nadzieję, że w takiej partii jak PiS jest ze stu czytanych i pisanych. Nie ma? Nie wierzę!

Macie tyle darmowych miejsc w necie, gdzie możecie się wypowiedzieć i pogadać z ludźmi a macie to gdzieś, ale na wezwanie byle małpy pędzicie do telewizji jakby ktoś wam oczy wybrał. Nie opłaca się zdobywać tanim albo żadnym kosztem popularności w internecie? Nie jest nic wart salon24, popularne Niepopki czy inne Blogmedia czy Blogpressy?
Wy od razu do Paryża, że tylko tam msza jest cokolwiek warta? Żałosne!

Kampania Prezydencka była poważną, nieco zwróconą do wewnątrz kampanią. Jeśli chodzi o Internet, żadne wnioski nie zostały wyciągnięte. Przeciwnie. Na szańcach netu firmowanego przez PiS powiewa biała flagą.
Nawet nie powiewa. Nawet szańca od dawna nie ma.

Za chwilę przeczytamy o kolejnym fakturowanym pomyśle „Made In Bielan” czy inny Made Kamiński. Durnie stworzą kolejną zabawkę, banknoty przepłyną w formie elektronicznej.

- Zwyciężamy w necie! – Krzyknie starannie opłacony oszołom nie mający pojęcia o co chodzi.

Odpowie mu cisza!

1 komentarz:

  1. Robi się, robi. Masz mało znajomych na Fejsbuku ;P
    Popatrz na Szychalskiego, Bobry i inne Rebelye.

    OdpowiedzUsuń