piątek, 24 kwietnia 2009

Mistewicz w lodówce. W obronie posłańca

Od pewnego czasu mam wrażenie, że otwierając lodówkę natknę się w niej na Eryka Mistewicza piszącego kolejny tekst dla wysokonakladowej prasy.

I jeśli faktycznie nie byłbym zbyt zadowolony znajdując go w lodówce, zamiast półek z jedzeniem gdyż pogoda nie sprzyja dużemu grillowaniu, to przyznaję się „bez bicia” - że czytam jego teksty z zainteresowaniem. Dzisiaj wchodząc na S24 natknąłem się wpis:
http://nazapleczu.salon24.pl/102494,index.html
Już miałem z „na zapleczu” sobie popolemizować i nawkładać autorowi za tytuł w którym wiedziony osobliwą fantazją pojechał dość dowolnie „ z Goebelsa” – co ani nie jest specjalnie ładne ani mądre, ale grzebiąc w sieci znalazłem jeszcze jeden tekst Pana Eryka – i to skąd? Z samej Rzepy!
Tekst nosi tytuł „ Kaczyńscy lecą w płomień świecy” a całość, każdy chętny może przeczytać tutaj:
http://www.rp.pl/artykul/9157,220381_Kaczynscy_leca_w_plomien_swiecy__.html
W skrócie chodzi o to, że Kaczyńscy sprzeciwiając się zakazowi reklamy politycznej w Polsce, sami strzelają do siebie i grzebią szanse własne i szanse prawicy w przyszłych zmaganiach wyborczych. Mistewicz rzuca przykładową i przesadną w naszych warunkach kwotę miliarda dolarów i żonglując tą sporą przecież sumą, pisze tak:

„Miliard dolarów, jaki wydały sztaby McCaina i Obamy w amerykańskiej kampanii prezydenckiej, nie jest trudny do wyobrażenia dla Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska. Spółki Skarbu Państwa, nie mówiąc już o prywatnym biznesie, operują o wiele większymi pieniędzmi. Miliard dolarów to mniej więcej tyle, ile w ciągu pół roku zyskałaby grupa TP SA, gdyby premier Tusk odwołał wreszcie Annę Streżyńską, regulatora rynku telekomunikacyjnego bezlitośnie obniżającego zyski France Telecom w Polsce.

Miliard dolarów potrafi wyobrazić sobie Paweł Piskorski, jedyny dziś ożywczy strateg operujący na scenie politycznej na lewo od Platformy Obywatelskiej. Ten eurodeputowany nie tylko potrafi wprowadzić grupę ludzi do parlamentu (co udowodnił, organizując przed laty kongresy Platformy Obywatelskiej i budując jej potęgę), ale i zdobyć nieograniczone środki. Miliard dolarów nie jest dla niego kwotą niewyobrażalną.

Miliard dolarów może sobie też z łatwością wyobrazić polska lewica, a właściwie ta jej część, która czasami jeszcze zwołuje konferencje o konieczności większej uległości w relacjach ze wschodnim sąsiadem. Miliard dolarów na zakup kraju „bliskiej zagranicy” lub tylko na jego wyborczą destabilizację nie jest dla jakiegokolwiek poważnego mocarstwa szczególnie dużym wydatkiem.

Miliard dolarów jest natomiast kwotą niewyobrażalną dla braci Kaczyńskich. Do dóbr doczesnych podchodzą oni z daleko posuniętą ignorancją – cedując zajmowanie się finansami a to na rodzinę, a to na przyjaciół. Gdyby jednak wyobrazili sobie miliard dolarów, wiedzieliby, że nigdy nie będą w stanie zdobyć takich pieniędzy. A jeśli ktoś ich zapewnia, że foundrising na rzecz PiS nie stanowi dla niego większego kłopotu, powinni jak najszybciej pogonić go z powrotem do Brukseli”

W ostatnim akapicie chodzi pewnie o „misia” Kamińskiego, polityka, który potrafi wmówić braciom nie takie rzeczy – choćby własną kompetencję i siłę medialnego przebicia, co faktycznie jest sporym i niepodważalnym osiągnięciem.

Całość argumentacji sprowadza się pewnie do tego, że PO zawłaszczył media, w związku z czym my będziemy walczyli przy pomocy mamony wydawanej na reklamę wyborczą.

Tu się z Mistewiczem zgadzam w stu procentach, że w przypadku Pis jest to taktyka samobójcza, ale z drugiej strony łatwiej jest się poddać, bojkotować i zgrywać zaciętego ponuraka jeśli z partyjne szeregi czyści się z ludzi, którzy mieli własne zdanie i potrafili walczyć w mediach.

Złudzeniem jest jednak myślenie, że wystawiona na plakacie gęba, która w dyskusji telewizyjnej nie potrafi wykpić bubków z konkurencyjnej partii, swoim marsowym albo zatroskanym spojrzeniem wzbudzi w przechodzących lub przejeżdżających obok mega gęby szał objawiający się chęcią oddania na gębę głosu.

Autor dodaje jeszcze – a jest to uwaga godna przemyślenia, że cholernym błędem jest ciągłe, nie mające końca pompowanie kasy w agencje reklamowe by za ich pośrednikiem kontaktować się z elektoratem. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że reklamową wolnoamerykanką są zainteresowane przede wszystkim te agencje, ponieważ jak wiadomo „pecunia non olet” a im bardziej bizantyjska kampania, tym bardziej nie śmierdzi ta pecunia.

Mistewicz posługuje się w swojej argumentacji przykładem francuskim i wywodzi korzyści dla demokracji z przymuszenia polityków do zmiany stylu prowadzenia kampanii. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do tekstu, w którym podano szereg ograniczających szał wyborczy restrykcji zastosowanych skutecznie nad Sekwaną. Nie, żeby od razu dzięki temu Francuzi znaleźli nowego Napoleona, ale zawsze można spojrzeć jak robią to inni.

Ostatni akapit tekstu Mistewicz zatytułował „ Kaczyńscy przegrają” Dla zwolenników PiS-u sam taki podtytuł pewnie stanowi kamień obrazy i przejaw sympatii autora dla PO. Kto tak sądzi, należy do ludzi, okładających kijem posłańca przynoszącego złe wieści, a to przecież nawet nie wieści tylko rada!

Nie siada się do pokera z tysiącem złociszy przeciwko komuś, kto ma po kieszeniach milion i a jeśli się siada licząc na wygranie tego miliona, nie należy się przynajmniej godzić na regułę nieograniczonego przebicia, bo inaczej tak zwane tyły są nieuniknione.

Zresztą, logicznie rzecz biorąc – godząc się i nalegając na utrzymanie obecnego stanu rzeczy, przecież PiS nie zdobywa automatycznie przychylności mediów, czyli stanie przy okazji wyborów przed dwiema ścianami: finansową i propagandy medialnej, gdyż jest powiedziane, że kto ma, będzie mu dodane. I tyle. Jak się już tak wysoko wspiąłem, nie omieszkam dodać:

„Kto ma uszy, niechaj słucha!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz